Szpital

Szpital

Postprzez Natsu » 2 lis 2017, o 21:19

Obrazek
Szpital


Jedno z najważniejszych miejsc w osadzie. To tutaj lądują ciężko chorzy, a także ranni mieszkańcy osady. Miejsce o strategicznym znaczeniu dla prowincji z tego względu, że jest na prawdę nie wiele miejsc na tyle sterylnych w których ranni jak i chorzy mogliby dojść do siebie. Kolejnym czynnikiem które sprawia, że miejsca są te tak ważne to to, że na miejscu znaleźć można ludzi wykształconych medycznie i znający medyczne Jutsu co w tych czasach jest rzadko spotykane. Budynek szpitalny składa się dwóch piętrowych kondygnacji. W dolnej położona jest recepcja wraz z salami operacyjnymi, z kolei na górze położone są sale w których znajdują się pacjenci dochodzący do siebie po operacjach bądź oczekujący na nie.

Ważne: Osoby, które trafią do szpitala decyzją Administracji, sędziego bądź misjodawcy, zobowiązane są użyć w swoim poście fabularnym poniższego szablonu

Kod: Zaznacz cały
[color=#808000]Czas leczenia:[/color]
[color=#808000]Link do zdarzenia:[/color]
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 533
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Szpital

Postprzez Hayami Akodo » 11 sty 2018, o 13:27

TRYB MG

SHIJIMA

Idziesz ulicami Hanamury, mijając zdziwionych, zaciekawionych lub obojętnych ludzi - w końcu trwał festiwal, ludzie radowali się koronacją i towarzyszącą temu otoczką uroczystości, świętowali, jak tylko mogli. Twój mundur budzi w nich zaskoczenie, zdziwienie, podziw, wielu uśmiechało się i odsuwało z respektem; trudno przecież nie szanować miecza i otchłani.
Kiedyś, kiedyś, gdy życie będzie inne, gdy wszystko się ułoży, może nawet nazwą cię diabłem Ranmaru i będzie to szczytny przydomek, godny rodu, do którego w końcu się przyznałeś - chyba.
Lekarka, która przejmuje dziewczynę, to wysoka, nieprawdopodobnie chuda kobieta z małym biustem, jasnowłosa i w trudnym do określenia wieku - może po trzydziestce, może mniej. Każe ci zaczekać na zewnątrz; takie po prostu są procedury. Podejmuje konieczne czynności, do których jest zobligowana, ogląda ciało kobiety.

-Ma szczęście. Szkło nie poraniło jej rąk zbyt poważnie-informuje, wychodząc na korytarz.-Trzy rozcięcia na prawej dłoni, jedno większe na lewej, poza tym zadrapania. Zaawansowana ciąża, trzeci trymestr, ale dziecku nic się nie stało. Niech pan jeszcze zaczeka, pacjentka się budzi. Trzeba będzie znaleźć jej rodzinę, ojca dziecka lub osoby towarzyszące. Nie wygląda mi na mieszkankę Kantai.

SAGISA

Mgła.
Wszędzie rozsnuwają się szare, chłodne pasma, jest zimno. Bardzo zimno. Twarze Kazuo, Mo, Hayamiego, Tensy, bliskie, dalekie, znane i nieznane - wszystko to już dawno się rozpłynęło w tej szarości, znikło. Zostałaś sama, z dzieckiem, ciszą i możliwością zniknięcia, tak jak oni.
Ale ktoś ci na to nie pozwala. Dwa...nie, trzy ktosie, w tym ten mały pod sercem, jeden, który został z przyjacielem na trybunach i pewnie już cię szuka, i jeden, który właśnie cię woła, natarczywie, stanowczo, ale spokojnie:
-Proszę pani? Czy pani mnie słyszy? Proszę otworzyć oczy! Spokojnie, dziecko jest bezpieczne.
Kiedy chcąc nie chcąc wykonujesz jej polecenie, widzisz płaską, wysoką blondynkę w kitlu lekarskim o łagodnej, miłej twarzy.
-Jest pani bezpieczna. Pewien wojskowy z Armii Cesarskiej przyniósł panią do szpitala, opatrzyłam pani ręce-mówi powoli i spokojnie, kojąco, nieznajoma. Marszczy brwi. -Proszę się nie martwić, jest pani w stanie powiedzieć, co się stało? Ma pani kogoś, kto pani towarzyszy, jakąś rodzinę, którą trzeba powiadomić? Właśnie mieliśmy podejmować kroki w kierunku poinformowania rodziny. Jak się pani nazywa?
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 666
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 11 sty 2018, o 15:27

Światło i mrok, naprzemiennie ogarniały jej umęczony umysł, który dryfował na bezbrzeżnych wodach nieświadomości. Otaczał ją chłód, tak przyjazny a zarazem utęskniony, dający ukojenie i chwilę zapomnienia. Mogła się w nim zanurzyć i już nigdy nie wypływać, poddać się temu bez końca, pozostać na wieczność w tym błogim stanie odseparowania. Coś jednak ciągnęło ją ku powierzchni.
Uderzenie, po nim kolejne i kilka następnych, niecierpliwych. Maluch szukał jej atencji, domagał się jej wręcz, właśnie teraz. Przez większość swego rozwoju pozostawał przecież spokojny, nie ingerował zanadto. W ostatnim czasie jednak z matką działo się źle, więc musiał reagować. Dać jej jakiś sygnał, że on również tu jest. Że również cierpi jak ona.
Głos. Nieznany choć wyraźny. Stanowczy acz spokojny. Ten głos oplata się wokół i wyciąga ku powierzchni, nie dając utonąć w matni niepamięci. Pytanie, kolejne, potem nakaz. Powieki mimowolnie drgają, powoli się uchylając, gałki oczne dostosowują się do jasności pomieszczenia, po chwili rejestrując z początku rozmazaną postać. Pochylająca się nad na wpół przytomną dziewczyną kobieta mówi coś, choć jej słowa zdają się nie docierać do jeszcze mętnego umysłu.
- Gdzie..? - pyta nieprzytomnie przyszła matka, gdy dochodzi do niej znaczenie poszczególnych fraz. Armia Cesarska, wojskowy, szpital... Jak tu trafiła? Przecież była na trybunach z... Błysk zrozumienia rozbudził ją zupełnie.
- Hayami... Gdzie Hayami..? Zawołajcie Hayamiego - powtarzała w kółko, rozglądając się dookoła. Dlaczego szatyna nie było w pobliżu? Obiecał jej strzec, przysięgał! - Hayami! Gdzie jesteś, Yami?! Nie zostawiaj mnie!
W oczach strach malował się aż nadto wyraźnie. Nieważne były zapewnienia o bezpieczeństwie, panika uderzała w nią niemal z każdej strony, przyspieszając oddech i tętno. Wciąż powtarzała jedno imię, wołała człowieka będącego jej opoką, gwarancją tego, że wszystko się ułoży. Straciła siostrę, nie mogła stracić przyjaciela. Jemu jedynemu teraz ufała.
Nie pozwalała się uspokoić, na każdą próbę dotknięcia reagowała nagłym ruchem, odsunięciem. Przez jej głowę przemykało miliardy myśli i obrazów. Uśmiech samuraja mieszał się ze łzami po stracie ojca. Ciepłe ramiona Tsuyoshiego ustępowały zimnym mackom morza. Fiołkowe, pełne troski spojrzenie siostry nabierało ostrego, wręcz wrogiego wyrazu. Znów widziała jej pocałunek z Kazuo w tamtej piwnicy. Wracały wspomnienia bólu, ciągłego rażenia prądem, prześladujące ją nocą koszmary.
Skuliła się na kozetce, wplatając palce we włosy. Zakryła twarz ramionami, jakby chcąc uchronić się przed krzywdą. W jej oczach raz po raz czerwień przebijała się przez naturalną stal tęczówek i gasła, jakby nie mogąc się zdecydować. Własny umysł zwracał się przeciw niej. Nie wiedziała, gdzie jest granica między realnością a obłędem. A może już dawno przekroczyła tę granicę? Cienką linię, zza której nie ma powrotu...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 426
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na udzie pod płaszczem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Shijima » 11 sty 2018, o 16:32

Nie wręczył drobnego ciała kobiety w ramiona lekarza, chociaż mógł - zostawić ją w czyichś ramionach i odejść w swoją stronę, no bo niby dlaczego miał się przejmować? Nie znał jej. Była zupełnie przypadkową osobą, która równie przypadkowo zemdlała w łazience na arenie, nie miała z nim żadnego związku i żaden logiczny argument nie przemawiał za tym, żeby związek miała. Tak samo jak i każdy logiczny wniosek traktował o tym, że była tutaj bezpieczna - w szpitalu, gdzie zapewnią jej pewną opiekę. Ot - kobieta, jakich wiele, o krwistych włosach, które wiły się w jego ramionach, odcinając na tle absolutnej czerni, wijąc jak węże, kiedy zsuwały się w dół, unosząc przy każdym sprężystym kroku Akoraito. Teraz leżały rozłożone wokół jej głowy niby ogień, co czekał na swoją drobną chwilę, aby pochłonąć wszechświat i zostawić po sobie - co? Zgliszcza. Nie wręczył jej ciała w niczyje ręce i złożył ją dopiero na miękką pościel, gdzie jej ubrania zostały częściowo odsłonięte, zwinięte, żeby nie przeszkadzały przy oczyszczaniu rany. Tak więc - dlaczego tutaj został? Ano dlatego, że kobieta mogła zostać napadnięta. Doprawdy, kiedy zrobił się z niego taki służbista? Kłamstwem byłoby powiedzenie, że bardzo przejmował się losem tej nieznajomej... inna sprawa, że była w ciąży. Czy to coś zmieniało? Nie powinno. Nie powinno, a mimo wszystko zmieniało. Na wojnie również stał u boku kobiety w ciąży, tylko że tamta nie wiedziała, że w ciąży jest. Ta raczej... wiedziała - ciężko było nie zauważyć sporego brzucha.
- Dziękuję. - Miał ochotę jeszcze coś dopowiedzieć, ale ugryzł się w język. Szkarłat wygasł już w jego tęczówkach kiedy opuścił arenę. Shinji walczył, co? Jaka szkoda, że nie będzie miał okazji tego poobserwować. Och, mógł, naturalnie. Wracając do poprzedniego tematu - mógł kobietę tutaj zostawić. Jednak odsunął się na bok i czekał. Czuwał, przyglądając się, jak kobieta próbuje dobudzić nieprzytomną matkę, jak błyskawicznie leczą jej rany przed wybudzeniem jej - w końcu to tylko zadrapania, które dla Iryojutsu nie stanowiły nawet maleńkiej przeszkody. Czuwał. Myśli bardzo gładko i spokojnie sunęły przez jego umysł. Nie było paniki, szalonej gonitwy - przecież i tak wszystko okaże się, kiedy rudzielec się obudzi. Wyglądała na bardzo młodą i już była w ciąży? Tamto dziecko na polu bitwy... Heh. Dziecko, które miało dziecko. To naprawdę nie brzmiało zbyt obiecująco. Ile ta dziewczyna mogła mieć lat? 15? Mniej więcej na tyle wyglądała. Delikatna gałązka, którą złamie byle wiatr - i ona gotowa była nosić taki ciężar i brać za niego odpowiedzialność? Bzdura. Pewnie skończy jako pijaczka, a jej dziecko... Może sobie poradzi i wychowa nowe życie w miłości? Odetchnął i przymknął oczy. Akurat, kiedy ze strony dziewczyny narodził się ruch.
Hayami..?
Mężczyzna odbił się od parapetu i podszedł do czerwonowłosej... po czym zdzielił ją w policzek, zanim jeszcze zwinęła się w kłębek. Tak po prostu. Nieszczególnie mocno, nie chciał jej zrobić krzywdy, chciał ją ocucić z szoku, a to był o wiele skuteczniejszy sposób od słodkich słówek. Zresztą chyba nie miał czasu i cierpliwości... nie, nie miał po prostu ochoty na peplanie bez ładu i składu i marnowanie energii wszystkich na szarpanie się z tą paniusią. Przysiadł na krańcu łóżka, żeby nad nią nie górować jak kat nad złamaną duszą. Jego spojrzenie nie było twarde - spojrzenie czarnych oczu było całkowicie spokojne. Tak jak i płynne i łagodne były jego ruchy... gdyby pominąć to jedno uderzenie.
- Hayami jest zapewne z Seinaru na widowni, na arenie. - Jego głos był jak aksamit. Męski, co do tego nie było wątpliwości, melodyjny i tak gładki... Tak spokojny. - Znajduje się pani obecnie w szpitalu. Leżała pani nieprzytomna w łazience. - Wyjaśnił jej krótko i treściwie sytuacje, w jakiej się znalazła. - Jest pani tutaj całkowicie bezpieczna. - Obrócił spojrzenie w stronę medyk i skinął głową, dając znak, że dalsza interwencja nie będzie potrzebna i że sobie poradzi, po czym znów spojrzał na Sagisę. - Nazywam się Shijima Ranmaru, to ja panią tutaj przyniosłem. Pani życiu nic nie zagraża. Dziecku również.
Shijima
 

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 11 sty 2018, o 21:06

~~
Świadomość to przedziwna rzecz, natura niezbadana. Każdy postrzega ją inaczej, ma inną jej definicję. Dla jednych wiąże się z ogólną wiedzą, dla innych z dogłębnym poznaniem, a jeszcze inni... cóż, ze świadomością jak z filozofią, ilu filozofów, tyle jej odmian. A w większości przypadków wszystko sprowadza się do kwestii subiektywnych.
W tym konkretnym przypadku świadomość, a właściwie jej odzyskanie, wiązało się z opuszczeniem chłodnego azylu i kolejnym zderzeniem z rzeczywistością. Rzeczywistością, która do najprzyjemniejszych nie należała. Ocknęła się w kolejnym obcym miejscu, w szpitalu. Gdy jednak pojęła sytuację i zdała sobie sprawę, co tak właściwie miało miejsce, nim zemdlała, najzwyczajniej w świecie wpadła w panikę. Nie było przy niej Hayamiego, a tylko on jeden skutecznie powstrzymywał ją przed zrobieniem rzeczy, których mogłaby później żałować.
W przestrachu wołała imię przyjaciela, nie pozwalając obsłudze medycznej się do siebie zbliżyć. Nie zauważyła jednak zbliżającego się od boku cienia. Zarejestrowała tylko ciemny mundur, a w następnej chwili nastąpił trzask. Jej źrenice rozwarły się w szoku, dłoń powędrowała na rozżarzony nagle policzek. Wzięła głębszy oddech, mrugając kilkukrotnie, po czym uniosła spojrzenie na bruneta.
Jego pierwsze słowa dotarły do niej nad wyraz gładko, aż chciała odpowiedzieć, że to rzecz oczywista skoro właśnie tam widziała ostatnio dwójkę samurajów. Wtedy jednak zdała sobie sprawę, że sama wymawiała imię jednego, a ten mężczyzna zdradził miano drugiego z wojowników. Wojskowy tłumaczył jej zwięźle, gdzie i dlaczego się znajduje. Że jest w tym miejscu bezpieczna, co skwitowała krzywym uśmiechem.
- Nawet we własnym domu nie jestem bezpieczna... - mruknęła pod nosem, zwieszając głowę, a krwiste włosy opadły nieco, przesłaniając jej twarz. Słowa były na tyle ciche, że mężczyzna mógł ich nawet nie dosłyszeć. Nie miało to jednak większego znaczenia, gdy wreszcie się przedstawił. Shijima Ranmaru
Całkiem fajny koleś. Shijima znaczy się - przypomniały jej się słowa samuraja z Teiz, więc uniosła nieco spojrzenie i uśmiechnęła się do wojaka.
- Więc jednak jest pan tym Shijimą, o którym mówili Yami i Kei-kun - stwierdziła po prostu, czując zaraz silne kopnięcie malucha. Jej dłoń odruchowo powędrowała na brzuch, skupiła na nim większość uwagi. - Potrzebuję Hayamiego. Mógłby pan jakoś go zawiadomić, że tu jestem? Pewnie się martwi, że tak długo nie wracam...
Spuściła nogi na bok kozetki, przechodząc z pozycji na wpół leżącej do siedzącej. Spojrzała na bruneta z wyraźną prośbą, wręcz błaganiem w oczach, jakby tym spojrzeniem chciała mu przekazać, że tylko młody Akodo może ją uchronić. Uchronić przed nią samą.
- Mam na imię Sagisa - dodała jeszcze gwoli formalności. Świadomie nie zdradziła nazwiska. Czy chciała w ten sposób coś ukryć? Być może. Co dokładniej pozostawało tajemnicą.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 426
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na udzie pod płaszczem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Shijima » 11 sty 2018, o 22:58

Strzelał. To nie tak, że był tylko jeden Hayami na tym świecie i tylko ten jeden, konkretny samuraj o tym imieniu przybył na koronację i walki, tym nie mniej - strzelał. Trafił? Nie trafił? Być może wstrzelił się prosto do tej podświadomości, która według kobiety była całkowicie indywidualnie postrzegana, dla każdych miała swoją własną definicję. Pokłócimy się o to, złotko? Skoro już goszczę ulotnie w twoich myślach, muskam dłonią wnętrze białej czaszki, wypalając długimi palcami manewr toru moich ruchów, skoro jestem - przedyskutujemy tą kwestię? Shijima siedział na dość twardej kozetce, na której niewiasta się zwijała, gdzie uciekała przed jakimkolwiek dotykiem i uciekała przed lekarzami, którzy krążyli wokół niej jak sępy. Do czasu. Do momentu spojrzenia czarnych oczu i trzaśnięcia dłoni w policzek, co pielęgniarka skwitowała dość zdziwionym spojrzeniem. Działało? Działało. Nie było dyskusji, była tylko treściwa wymiana zdań. Nigdy nie miało być żadnej dyskusji.
- Jak rozumiem nie czuje się Pani na siłach, by wracać na trybuny? - Dopytał rzeczowo, sugerując, że może ją stąd zabrać i zaprowadzić na trybuny, z których ją zresztą zabrał. - Chciałbym, że Pani odpowiedziała mi na jedno pytanie, zanim pójdę po Hayamiego. Czy została Pani napadnięta bądź zaatakowana? - Delikatne uprzedzenie, by mogła się domyślić, o co chodzi i dopiero potem pytane, by nie doznała ewentualnego szoku, że wyciąga tema, chociaż dopiero co stała jej się krzywda. Musiał wiedzieć? Nie. Mógł kompletnie olać sprawę, ale hej - to było święto Natsume, więc jakoś... jakoś.
Nie mogło być dyskusji, bo myśli Sagisy były zajęte. W całości pochłonięte niepokojem, z którego została wyrwana, ale którego resztki lśniły w jej oczach. Ten niepokój mógł zostać w całości pochłonięty tylko przez mężczyznę, którego wzywała. Shijima uśmiechnął się ulotnie, łagodnie, odpowiadając na uśmiech Sagisy, jej przedstawienie się i przeniesienie dłoni na brzuch, którą chciała osłaniać się przed światem, chociaż ten tutaj, otaczający ją w tym momencie, krzywdy jej nie czynił. Jak zbity pies. Suka, na której karku kij wylądował już tyle razy, że nawet kiedy nikt go nie unosił, wydawało jej się, że tak właśnie było. Jakoś nie wpadł nawet na to, by uznać, ze dziecko jest Hayamiego, akurat ostatnią opcją, jaką brałby pod uwagę to opcja, gdzie dziecko zrobiło dziecku dziecko. To dopiero byłaby patologia!
- Dobrze więc, Sagiso. Pójdę po Hayamiego pod warunkiem, że pozwolisz się zbliżyć lekarzom do siebie. Na szczęście tutaj nie jest "nawet twój własny dom", tylko szpital w Hanamurze, wypełniony ludźmi, którzy chcą ci pomóc. - Tłumaczył jej jak dziecku. W jego oczach była dzieckiem. Łagodnie i ze spokojem. W dodatku zastraszonym, zahukanym dzieckiem, które potrzebowało odrobiny ciepła. Stąd też i uśmiech na jego wąskich wargach. - Odpocznij. Dobrze zrobi to tobie i błogosławieństwu, które nosisz pod sercem. - Lub przekleństwu. Biorąc pod uwagę, jak przerażona była, ta druga, niewypowiedziana opcja była prawdopodobna. Nie zmieniało to faktu, że każde życie było błogosławieństwem. Brunet podniósł się z łóżka i podszedł po kimono, które zostawił na parapecie, zarzucając je na ramiona, nawet nie wsuwając rąk w jego rękawy. - Życzę przyjemnego odpoczynku i być może do zobaczenia. - Posłał jej ostatni uśmiech, zamierzajc opuścić salę.
Shijima
 

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 12 sty 2018, o 13:04

~~
Gdyby siedzący obok niej mężczyzna mógł zajrzeć w nią, odkryć najskrytsze zakamarki jej umysłu, skrywane lęki, trawiące duszę koszmary, wizje... Z pewnością nie dziwiłby się początkowej panice w jej oczach. Skrzywdzona dziewczyna nie mogąca nawet zaufać samej sobie, jej umysł dryfujący na granicy obłędu, paranoi, zanurzający się coraz bardziej w mroku. I jedno małe światełko, które zdawało się rozjaśniać tę ciemność, wyciągać ją ku powierzchni. A imię tegoż Hayami.
Prawdą było, że jest tylko dzieckiem. Byłaby nim nadal, gdyby nie przykre zrządzenia losu, które sprowadziły ją na ścieżkę zguby. Może gdyby nie ta tragedia, mogłaby cieszyć się dalej swoim dzieciństwem, a jednak Los postawił ją właśnie w tym miejscu, naprzeciw tego mężczyzny. Shijima strzelał z imieniem wzywanej przez płomiennowłosą opoki, a jednak trafił idealnie. Może tak miało być? Może był tym odpowiednim człowiekiem, który zjawił się w dobrym miejscu i czasie, by jej pomóc? Wszak jednym zdecydowanym ruchem doprowadził ją do porządku, uspokoił. A teraz normalnie z nią rozmawiał.
Mógł ją stąd zabrać, wrócić z nią na trybuny, do tłumu. Cień lęku przemknął po jej jasnych oczach, nie odpowiedziała jednak. Mężczyzna zapewnił, że sprowadzi tu młodego samuraja, prosił jednak o odpowiedź na jedno, dość proste pytanie. Wspomnienie przemknęło przez jej umysł. Lustro, zmieniające się wizje, głosy.
- Nie, nikogo tam nie było - szepnęła, znów spuszczając wzrok. - Tylko ja i... - i twój własny obłęd, prawda, Sagisa? Tracisz rozum, hahah. - Tylko ja...
Wprawny obserwator zauważyłby delikatne drżenie głosu, choć może spowodowane to było ogólnym lękiem, jaki trzymał się dziewczyny. Mimo wszystko dowiedziawszy się, że ów człowiek jest znajomym dwójki samurajów, uspokoiła się nieco. Nawet odważyła się na uśmiech, przedstawiła z imienia. Chociaż tyle, a może aż tyle? W jej obecnym stanie był to nielada wyczyn - zaufać obcemu. Ale skoro Hayami i Seinaru wypowiadali się o nim pozytywnie, ufali mu w pewnym sensie, to chyba mogła sama postąpić podobnie, prawda? Bo przecież jakie było prawdopodobieństwo, że znów ktoś zdepcze tę namiastkę zaufania?
A jednak perspektywa zostania tu sam na sam z lekarzami nie napawała jej aż takim optymizmem. Shijima mógł wywnioskować, że w jej domu źle się działo, dlatego stamtąd uciekła, dlatego się bała. Nie miał prawa wiedzieć, że źródło swych lęków ciągnie cały czas za sobą. Że przyczyną wszystkiego jest jej własny umysł.
- Czekaj! - zawołała, chwytając szybko jego dłoń, gdy wstawał. Zawahała się. Czy mogła mu powiedzieć, że to ona stanowi zagrożenie? Że nie umie przewidzieć skutków zostawienia jej samej wśród obcych, nawet medyków? - Shijima-san, ja... pójdę...
Kolejne cienie lęku w spojrzeniu, niepewność w głosie. A jednak zdawała się krzyczeć całą sobą "nie zostawiaj mnie tu". Przygryzła wargę, zsuwając nogi niżej, aż wreszcie dotknęła stopami podłoża. Wstała powoli, cały czas kurczowo trzymając się ręki bruneta. Odetchnęła głębiej, chcąc się uspokoić. Przecież była z nim bezpieczna, prawda?
Nagły skurcz w podbrzuszu, jęk zdziwienia, zachwianie. Czyżby nie była w stanie iść? Kolejne uderzenie od wewnątrz, potem następne. Odruchem zgięła się wpół, niemal upadając. I tylko kurczowy chwyt chronił ją przed zderzeniem z podłogą. Ból promieniował coraz bardziej, nie wiedziała, co się dzieje. Wtedy też poczuła wilgoć, ciecz spływającą jej po nogach. Rozszerzyła w szoku oczy.
- Co się... - pytanie samo wypływało z jej ust, nie zostało jednak dokończone. Kolejny skurcz wyrwał z jej warg okrzyk bólu, a wszystko wokół zaczęło mętnieć, nawet wirować. Co się z nią działo..?
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 426
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na udzie pod płaszczem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Shijima » 12 sty 2018, o 14:00

Tyko ona i jej lęki, co? Seinaru i Hayami o wiele za bardzo przeceniali Shijime - wszystko dlatego, że w gruncie rzeczy znali go powierzchownie. Tylko powierzchownie - zwłaszcza Hayami. I czy mu to przeszkadzało? Nie. Jakoś nie bardzo. Cokolwiek myślała o nim ta dziewczyna również chyba nie było istotne, skoro koniec końców siedziała dość spokojnie, przestała panikować, choć cienie nadal ją goniły. Spokój. Klucz do rozwiązania naprawdę wielu spraw. Od razu można było złapać z nią jakiś kontakt, od razu jej wyraz twarzy zrobił się bardziej klarowny - i tak było o wiele lepiej, niż w amoku szukać ucieczki. Czy potrafił sobie wyobrazić, co czuła? Raczej nie. Nie wiedział, co jej się przydarzyło, dlatego było to ciężkie, chociaż próbował, naprawdę. W niedużym stopniu, a jednak próbował. Zaciekawił go jej strach - nie w tym pozytywnym sensie zaciekawienia, żeby nie było wątpliwości. Miała oczy człowieka, który miał naprawdę wiele do opowiedzenia, tylko że opowiadanie historii wydawało się zbyt wiążące. Zwłaszcza w jej przypadku. Przeczucie? Kolejny strzał, kolejne założenie, a Shijima lubił je robić. Łatwo je naginał i równie łatwo usuwał, weryfikując swoje zdanie na temat danej osoby na podstawie poznanych faktów. Nie sądził po prostu, że będzie mu się dane jeszcze kiedykolwiek z Sagisą spotkać. Takie...
Takie przeczucie właśnie.
Podobne do przeczucia psa, który opuszcza rodzinny dom i kładzie się pod splątaną wierzbą. Umiera.
- W porządku. Nie ma potrzeby, żebyś mi opowiadała. Opowiesz wszystko Hayamiemu. - Uspokoił ją, nie chcąc, żeby znowu złapała ją panika i by się niepotrzebnie denerwowała. Chciał już wychodzić, kiedy dziewczyna krzyknęła za nim i złapała go za dłoń, zatrzymując. Huh? Obejrzał się w jej kierunku. Bała się. Bała? Wolała, tak przemęczona, iść z nim, niż zostać tutaj? Bała się zostać sama? Najwyraźniej. Mieć ciastko i zjeść ciastko. - Dość ciężko będzie mi iść po Hayamiego, jeśli mam tutaj zostać. - Wytłumaczył z niezmiennym spokojem. Jasne, mógł kogoś zawiadomić, ale wtedy Hayami by tu dotarł może za rok. Znalezienie kogoś w takim tłumie? Heh. Nie. Zwłaszcza jeśli kogoś się nie znało. Poza tym ludzie tutaj mieli raczej lepsze rzeczy do roboty niż uganianie się za jakimś chłopakiem. Wszystko byłoby pięknie, fajnie, gdyby nie...
Panika. PANIKA! Zarządzam natychmiastową panikę w trybie: nał! Już można zacząć krzyczeć, biegać, drzeć się! UCIEKAĆ! Ewakuacja nastąpi w trybie jeszcze szybszym niż tryb nał! Wszystko dzięki temu, że panika już wszczęta! Biegniiijcieee..!
Shijima dał się zaskoczyć takim nagłym przejawem bólu, dlatego złapał delikatnie kobietę za ramiona, zbliżając się do niej ponownie. Matkoboskokochano. No mówić, że był w szoku, to delikatnie powiedziane. Nie dla prostego mężczyzny takiego jak on takie niespodziewane i niebezpieczne... porody. Żeby on jeszcze tylko wiedział, że kobieta rodzi, może byłoby łatwiej. Tymczasem jego umysł stał się połowicznym blank spacem.
- MEDYKA! - Zadziwiające, że jego głos potrafił tak grzmieć. Zaraz medyk rzeczywiście się zjawiła - ta, która opatrywała wcześniej Sagise. Odsunął się wtedy, żeby czasem nie przeszkadzać, już średnio zważając na protesty kobiety. - Nie wiem, co się stało, nagle zaczęła odczuwać ból. - Wyjaśnił pośpiesznie, zdekoncentrowany. Zaraz zaczęło się wydawanie poleceń, okrzyki, że ona rodzi, cuda wianki! I żeby Shijima się ulotnił, jeśli jest ojcem. A najpierw właściwie pytanie, czy ojcem jest. WTF w ogóle. Jakim cudem wplątał się w tak dziwaczną... scenę! Jego umysł skurczył się do poziomu orzeszka.
- Pójdę po Hayamiego. - Przyobiecał Sagisie, która raczej przy bólu podczas porodu nawet nie miała czasu i siły na wariowanie.
Ostro.
I rzeczywiście wyhaczył sylwetkę młodego samuraja w tłumie, o dziwo nie na arenie, a w drodze do szpitala.
- Sagisa... rodzi. - Pokazał palcem w stronę szpitala, tak gdyby Hayami miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, gdzie się rodzi. Cóż, pewnie wszędzie. Najwyraźniej dzieci nie interesowało, czy przyjdą w chwale na salonach cesarskich czy na stogu siana.
Shijima czuł zadziwiające gorąco i czuł się dziwnie oszołomiony.
[/zt]
Shijima
 

Re: Szpital

Postprzez Hayami Akodo » 12 sty 2018, o 20:34

Szukał jej dość długo. Przełknął ślinę, rozejrzał się, po czym wszedł szybkim krokiem do akurat pustej damskiej łazienki.
W pomieszczeniu tym znalazł przede wszystkim dużo potłuczonego w drobny mak szkła, lekkie, ledwo zauważalne ślady krwi...i wbity w ścianę kunai. Zagryzł wargę. Czy to możliwe, że Sagisa mogła zostać napadnięta? Zaatakowana w łazience, z zaskoczenia? Niby tak, ale gdyby doszło tu do walki, to musiałoby tu być więcej krwi, jakiś ślad po przeciwniku. Trudno było mu uwierzyć, że oponent lub oponentka Sagisy zniknęliby bez śladu - na miłość boską, przecież to był festyn, walka w toalecie musiałaby zwrócić czyjąkolwiek uwagę! Przeszukując ten obszar, złotooki natrafił na charakterystyczną, znajomą kartkę. Gdzieś już to widziałem...
Dopiero po długiej, długiej chwili Hayami rozpoznał, kto był autorem wiadomości pozostawionej na zmiętej, rzuconej niedbale na ziemię kartki.
To było jego własne pismo.
Czyli jego ukochana tutaj niewątpliwie była. Zgubiła kunaia i kartkę, z niewiadomych przyczyn stłukła lustro, pokrwawiła się, ale co zrobiła później? Czy uciekła z pomieszczenia, targana szaleństwem, nieświadoma tego, co robi? Czy ją zabrano? Wyniesiono? Jeśli straciła przytomność, ktoś musiał ją zabrać w bezpieczne miejsce. Jakie miejsce mogło być relatywnie bezpieczne dla kobiety w ciąży? Szpital? Czyjś dom? Siedziba straży?
Zabrał kunai i kartkę, schował je do kieszeni, po czym wybiegł na zewnątrz. Biegł ulicami Hanamury, rozglądając się uważnie i marszcząc brwi, przeczesując wzrokiem tłumy. Po drodze prawie wpadł na jakiegoś strażnika.
-Hej! Uważaj, jak idziesz!-oburzył się mężczyzna. Hayami machnął niedbale ręką, miał ważniejsze sprawy na głowie. Zatrzymał się na chwilę w miejscu, by poprawić hachimaki.
Widział pan dziewczynę z czerwonymi włosami? Stalowe oczy, zaawansowana ciąża, metr siedemdziesiąt wzrostu?-spytał szybko, gwałtownie. -Muszę ją znaleźć, to moja dziewczyna, mi się spieszy, by ją znaleźć. Widział ją pan może? To pilne!
Strażnik zmarszczył brwi. Zastanowił się przez chwilę, a Hayamiemu zdawało się, że pali go żywy, piekielny, przeklęty ogień. Że tonie w morzu i nie ma już żadnego oparcia, którego mógłby się chwycić.

W morzu winy.

-W sumie to widziałem ją jakiś czas temu...-odezwał się po chwili mężczyzna.-Niósł ją jakiś wojskowy. Zdaje się, że zabrał ją do szpitala.

Kurwa, po co on się w to pakował? Wypuścił powoli powietrze z ust. Powoli, bardzo powoli.

-O bogowie-wyrwało mu się ochryple. Bogowie nieśmiertelni, co za ulga. Czyli Saga była bezpieczna i trafiła do szpitala...Musiał tam natychmiast biec, tylko, do licha, w którym kierunku?
-Dziękuję!-wrzasnął, po czym rzucił się do najszybszego sprintu, jaki był w stanie z siebie wykrzesać w tej chwili.
Przerażenie i wściekłość na samego siebie dodawały mu sił. Ojciec Sagi go zabije, nie mówiąc o niej samej, no i o Tensie, jeżeli kiedyś wróci; nie wiadomo czemu jego mózg nie brał pod uwagę ciotki Rin.

Szybciej. Szybciej. Szybciej.
Kurwa, dlaczego ci ludzie tutaj są?
Szybciej, Hayami.
Szybciej.
Pospiesz się!


Czerń munduru. Miękkie, długie włosy. Poważna twarz Shijimy, nieco ostre w słońcu rysy młodego mężczyzny. Godność wojskowego, może oficera, Hayami nie chciał się teraz nad tym zastanawiać, zresztą nie miał do tego głowy. Już miał coś powiedzieć, ale kruczowłosy Ranmaru go ubiegł, informując, że Sagisa jest w szpitalu i zaczęła...rodzić. Był to tak abstrakcyjny termin, że Hayami nie potrafił go sobie zwizualizować, nie umiał sobie tego wyobrazić. Niby coś mu się tam obiło o uszy, jak to jest, kiedy matka rodziła braci i źle znosiła kolejne ciąże, ale...Zacisnął na chwilę wargi.
Więc to tak...?
Słońce wciąż grzało, wciąż było dość ciepło, te piętnaście stopni czuło się w powietrzu, ale Hayami poczuł się...inaczej. To chyba był ten powiew dorosłości, odpowiedzialności, w pełni chyba ją poczuł. Czym innym było utrzymywać młodsze rodzeństwo i matkę ze zleceń, służby panu daimyo i z własnej pracy, a czym innym brać odpowiedzialność za swoje-nieswoje dziecko.
Ale jeśli się już zdecydował, dlaczego miałby się teraz wycofywać?
Podziękował Shijimie szybkim krzykiem "DOBRA, DZIĘKI!", po czym popędził w stronę szpitala.

Cholera.
To słońce jest zbyt jasne.
Jest zimno.
Teraz w prawo...
Czy to tam?


Wpadł do szpitala z rozpędu, a nieszczęsne drzwi potraktowane w ten sposób zaprotestowały przeciw temu barbarzyństwu głośnym hukiem. Ludzie zgromadzeni na korytarzach, przed gabinetami, recepcjonistki, słowem, wszyscy, którzy nie byli w jakiś sposób zajęci, patrzyli ze zdziwieniem na pędzącego z prędkością burzy młodego samuraja, do tego z bronią i wyraźnie rozchełstanego od pędu, ten jednak na to nie zwracał uwagi.

-SAGISA?!-wrzasnął gorączkowo, rozglądając się na wszystkie strony.-Sagisa, gdzie jesteś?!
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 666
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 12 sty 2018, o 21:53

~~
Shijima pytał o sytuację, przez którą się tu znalazła. Chciał wiedzieć, czy została napadnięta. Co miała mu powiedzieć? Że traci rozum? Przyznać się przed samą sobą, powiedzieć to na głos? Wypowiedzenie tych słów przypieczętowywało jej stan, nie dawało jej wyboru. Tak jak zimą słowa ojca powiedziane w przypływie chwili... "Saga jest w ciąży"... Wtedy to był dla niej wyrok, nie chciała temu wierzyć, pogodzić się z tym. A jednak zaakceptowała to, bo nie mogła już nic zmienić. Z jej umysłem było inaczej, nadal walczyła, choć zdawała się przegrywać kolejne starcia. Wszystko wymykało się spod jej kontroli.
Mężczyzna nie wnikał w szczegóły, zaakceptował dość wymijającą odpowiedź, była mu za to wdzięczna. Gdy jednak chciał odejść, zatrzymała go. Dała mu namiastkę zaufania i mimo że prosiła, by zawiadomił Hayamiego, nie chciała zostawać tu bez niego. Zdecydowała się również iść, choć Shijimie ten pomysł wydał się... no cóż, trudny do zrealizowania. A moment później właściwie nierealny.
Skurcz, promieniujący ból i jakby tego było mało - wilgoć, płyn cieknący po nogach. Nie zdążyła nawet porządnie zadać podstawowego pytania, a już zginała się z bólu, mając mroczki przed oczami. Słyszała tylko gromkie wołanie o pomoc, a moment później przejęły ją kolejne pary rąk, układając na leżance. Nawet gdyby chciała protestować, nie była w stanie. Z jej gardła wyrywały się kolejne okrzyki, w oczach ciemniało z bólu, w tle pospieszne słowa, polecenia medyków. Poród? Teraz? To za wcześnie! Słyszała pytanie pielęgniarki, czy Shijima jest ojcem dziecka. Widziała ogłupienie, konsternację na jego twarzy. Nim został wyproszony, obiecał sprowadzić młodego Akodo, za co pewnie była mu wdzięczna, teraz jednak jej zmysły krzyczały.
Krzątało się wokół niej multum ludzi, a może tylko jej się wydawało? Jakaś kobieta kazała jej oddychać, ale przecież to starała się robić, do cholery! Zimna dłoń na czole starała się ulżyć jej w bólu, choć przecież rwało ją niemiłosiernie od pasa w dół. Dopiero w tej chwili mogła dostrzec, że pozbawili ją płaszcza, a nogawki spodni właśnie ulegały rozcinaniu. Chciała się wyrwać, poruszyła gwałtownie, personel jednak był czujny i szybko została unieruchomiona. Ciągle powtarzali jej, że ma oddychać miarowo, że wszystko będzie dobrze. Skąd mogli mieć pewność?! Nie czuli tego bólu, nie mieli tych myśli, nie słyszeli tych szeptów!
Znikąd ratunku, złociutka. Nikt ci nie pomoże. On nie przyjdzie.
Gdzieś od strony korytarza usłyszała wołanie, własne imię. Nie chciała wierzyć prześmiewczemu głosowi w głowie. Chciała, by to był on, jej samuraj, jej rycerz, jej Hayami.
- YAAAAAMIIIIII!! - wyrwało się z jej gardła, a wołanie po chwili przeszło w kolejny okrzyk bólu. Dlaczego to musiało tak boleć?!
- Przyj, dziewczyno! - nakazał medyk, ale co właściwie miał na myśli? Do czasu wyjazdu nie zaprzątała sobie głowy kwestią porodu. Nie wiedziała, w jaki sposób będzie się to odbywać, ani z czym się wiązać. Teraz czuła tylko ogrom bólu, mając ciało unieruchomione w konkretnej, zdawałoby się, pozycji.
Kolejny skurcz, podświadomie spięła mięśnie, zagryzła wargę, tłumiąc własny krzyk. Ból zelżał, teraz jednak czuła parcie w dolnej części podbrzusza, a lekarz kazał kontynuować, Pielęgniarka wciąż upominała o oddech. Znów spięła mięśnie, pragnąc tylko by to już się skończyło, by mogła zaznać ulgi.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 426
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na udzie pod płaszczem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Hayami Akodo » 12 sty 2018, o 23:14

Biegł szybkim krokiem niby jeleń przez korytarze, mijając kolejnych ludzi, gabinety. Wszystko zlewało mu się w oczach w jedną bezładną, wściekłą masę kolorów - coś ci to przypomina, prawda? Kiedyś już miałeś takie uczucie, prawda? Aaach, co za cholerne deja vu.
Przynajmniej był już na miejscu.
Nagle poczuł na ramieniu czyjąś rękę - to silna, tęga pielęgniarka przytrzymywała go w miejscu i mówiła ostro coś o tym, że w szpitalu nie wolno krzyczeć.

-Nic mnie to nie obchodzi, yoku kike, puść mnie, kobieto!-wrzasnął z wściekłością. Miał już dodać jeszcze coś bardziej wulgarnego, nie hamując już swoich emocji w żaden sposób, i pewnie wylądować w więzieniu za kłótnię z personelem albo coś w tym rodzaju, gdy nagle usłyszał znajomy głos. Głos, którego tak bardzo potrzebował, którego tak gorączkowo szukały jego uszy.

Sagisa krzyczała z bólu, a każdy jej krzyk, pełen cierpienia, każde spazmatyczne "YAAAAAAAMIIIIII!!!" sprawiało, że przyspieszał kroku. Cokolwiek się z nią działo, Hayami nie mógł jej zostawić ot tak, samej. Wyszarpnął się więc kobiecie, posłał jej wściekłe spojrzenie, po czym pobiegł gwałtownie w kierunku, z którego dochodził głos. Otworzył drzwi szarpnięciem, prawie wyrwał klamkę z drzwi - jakież to problematyczne - i w kilku susach znalazł się przy łóżku rodzącej. Ignorując osłupiałych lekarzy i zapewne nie mniej zdumione pielęgniarki, chwycił Sagisę za obie dłonie. Jego oczy, złote niczym miód, płonęły w tej chwili wzburzeniem, ale po krótkim momencie przybrały wyraz czułości, miłości i wsparcia. Ucałował szybko czoło ukochanej.

-Na wszystkich bogów, Sagisa, aleś mnie przeraziła-wykrztusił, łapiąc oddech.-Jestem tutaj. Już dobrze. Shijima mi powiedział, gdzie...gdzie jesteś, pytałem strażników...Zostanę z tobą, a potem pójdę walczyć, jak już będzie po wszystkim, niczego ci nie zabraknie...Spokojnie, kochanie. Jestem przy tobie.

Posłał gniewne, nerwowe spojrzenie lekarzom zgromadzonym w sali.

-Jestem Akodo Hayami, ojciec jej dziecka-rzucił szorstko.-I chcę z nią zostać do końca, więc darujcie sobie wyrzucanie mnie za drzwi. Mam chyba prawo być przy mojej ukochanej, nie?

Spojrzał na Sagisę. Poczochrał delikatnie jej krwiste włosy, jak niegdyś, jak zawsze, kiedy się widzieli, ot, taki nawyk. Być może przyszłej matce, targanej bólem, potrzeba było właśnie takich gestów, takiej bliskości, która przypominała o dobrych chwilach, o tym, co w życiu najlepsze?

-Przepraszam, że się spóźniłem-powiedział przepraszającym, łagodnym tonem. -Dasz radę. Zostanę przy tobie, Saga. Co mogę dla ciebie zrobić? Jak ci mogę pomóc?
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 666
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 13 sty 2018, o 00:57

~~
Ból, kolejne skurcze, a wśród tego wszystkiego głosy. Wydawane polecenia, prośby i zdenerwowany głos chłopaka z tym charakterystycznym "yoku kike", które tak często wyrywało się młodemu samurajowi. I oczywiście jej krzyk przerywany tylko urywanym łapaniem oddechu. Napinała mięśnie, parła do przodu, chcąc skończyć to jak najszybciej, wreszcie poczuć ulgę, móc opaść na miękką poduszkę i poddać się rzeczywistości.
Trzask, szarpnięcie, nagły powiew chłodnego powietrza. Ktoś odwrócił się w stronę wejścia, próbując coś wytłumaczyć intruzowi.
- Tu nie wolno wchodzić! - medyk zastąpił młodzieńcowi drogę, został jednak bezceremonialnie odtrącony. Saga poczuła tylko dotyk na dłoni, by zaraz spojrzeć w te ciepłe, złote ślepia i zostać ucałowaną w czoło. Akodo zaczął coś psioczyć, że go przeraziła, że spotkał Shijimę, pytał strażników. Potem paplał coś o walce i spokoju. Płomiennowłosa tylko zgrzytnęła zębami, biorąc głębszy oddech.
- Yami, ty... KRETYNIE! - ostatnie słowo przerodziło się w kolejny krzyk, kolejne parcie.
- Proszę dać nam pracować! - pouczał chłopaka lekarz, ścierając z młodzieńcem swe stanowcze spojrzenie. - W takich warunkach stanowi pan większe zagrożenie zarówno dla dziecka jak i matki! Niechże się pan odsunie, na wszystkie świętości!
I bez uprzedzenia chwycił narwanego samuraja za płaszcz, odciągając od rodzącej. Pociągnął go następnie za ramię i usadził na sąsiedniej kozetce, upewniając się, że nie będzie z niej wstawał.
- Jeśli znów pan się wtrąci, będę zmuszony wyprosić pana z sali - ostrzegł jeszcze. - Ojciec dziecka czy nie, nieważne. Nie będę powtarzać.
Twardy wzrok medyka mówił jednoznacznie, że nie żartuje on i nie ma zamiaru się patyczkować. Drugi z medyków w dalszym ciągu zachęcał stalowooką do kontynuowania prób. Dziewczyna parła z całej siły, krzycząc przy tym wniebogłosy, ale odczuwała efekty. Maleństwo znajdowało się coraz niżej i niżej, powoli wychodząc na świat. Już widać było główkę, ciemny kształt wyrywający się na powierzchnię. Kolejny łapczywy oddech, skurcz mięśni, parcie i krzyk. Ostatni krzyk.
- Jest! Ręczniki, szybko! - polecił mężczyzna, sprawdzając stan noworodka, podczas gdy świeżo upieczona matka opadła ledwo przytomnie na kozetkę, dysząc ciężko. Drugi z lekarzy, ten sam, który odciągnął Hayamiego, sprawdzał jej stan. Cisza brzmiała głucho w uszach dziewczyny, której czoło raz po raz przecierano wilotną szmatką. I wtedy usłyszała płacz dziecka, a jej usta wykrzywiły się w czymś na kształt uśmiechu.
- To chłopiec, mały, ale zdrowy chłopiec - oznajmił pierwszy z medyków, oddając oczyszczonego już maluszka w ręce pielęgniarki, która szybko go oporządziła, opatulając ciepło. - Ma pani pięknego syna.
Sagisa nie odpowiedziała, a może nawet już nie słyszała jego słów. Jej oddech uspokajał się z wolna, powieki zdążyły opaść już wcześniej. Coś jednak zaniepokoiło pilnującego jej stanu mężczyznę. Potrząsnął delikatnie jej ramieniem - nie zareagowała. Spróbował raz jeszcze, jednak z tym samym skutkiem.
- Proszę pani? Proszę nie zasypiać. Niech pani otworzy oczy - powtarzał, raz po raz próbując ją ocucić, na nic jednak jego starania. Obrócił jej twarz ku sobie, uniósł powieki, sprawdził oddech, puls. - Tętno słabnie, oddech ledwo wyczuwalny - rzucił do kolegi, a jego dłonie momentalnie pokryły się zielonkawo-błękitną czakrą.
Dziecko nadal płakało, jakby tęskniło za matką, mimo że jeszcze chwilę temu było z nią. Co jednak działo się z dziewczyną? Czy poród był aż tak wyczerpujący, że jej organizm nie mógł tego wytrzymać? Lekarz skupiał się na leczeniu, starając się ustabilizować stan pacjentki. Teraz liczyła się każda sekunda. Drugi z medyków nakazał pielęgniarce zająć się dzieckiem, które i tak miało pozostać pod obserwacją zespołu medycznego, sam zaś patrzył niepewnie na młodzieńca, który podał się za ojca dziecka, choć ono wcale go nie przypominało. Czarne włosy chłopczyka w niczym nie kojarzyły się z brązem na głowie samuraja, czy czerwienią włosów matki. Sytuację ratować mogły oczy, ale i tu nie było podobieństw do chłopaka, a raczej do matki, gdyż jedno z oczu miało barwę niemal białej szarości, zaś drugie... przywodziło na myśl jej krwiste włosy. Jakim więc cudem ów młodzian mógł być ojcem?
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 426
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na udzie pod płaszczem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Hayami Akodo » 13 sty 2018, o 03:19

Ty kretynie!

Owo wyzwisko, choć niewątpliwie pejoratywne, dla Hayamiego miało swego rodzaju znaczenie. Uśmiechnął się lekko; cała ona. Zdziwiłby się nad wyraz, gdyby Sagisa nazwała go w jakikolwiek inny sposób. Posłuchał lekarza, siadł spokojnie na kozetce, ale nie spuszczał wzroku ani z niej, ani z jej ciała, ani z lekarzy. Po prostu siedział, czujny, skupiony, zawzięty. Czekał. Był tu razem z nią, czekał cierpliwie, aż historia Kazuo osiągnie choć w tym punkcie swój kres, aż cierpienia Sagisy się zakończą...Ale jednak...Coś mówiło mu: to jeszcze nie koniec, Hayami.
Tak, to jeszcze nie był koniec, Lew z Yinzin nie mógł przestawać, nie mógł się rozpraszać - chodziło tu w końcu o opiekę nad jego towarzyszką. Tak przecież nazywał go ojciec: Hayami, Lew, syn Lwów, pierwszy tego imienia w swoim własnym rodzie. Aż mimowolnie się uśmiechnął - a uśmiech ten poszerzył się, kiedy lekarz oznajmił, że Sagisa ma pięknego syna.
Spojrzał na dziecko, mimowolnie biorąc głęboki wdech, tak nurek zaczerpuje oddechu, kiedy ma rzucić się w głęboką, zimną toń. Spodziewał się chyba...sam nie wiedział, czego się spodziewał, wiedział, że malec nie będzie jego - nigdy zresztą nie był - ale...

Zimny, przeszywający ból.
Szybkie ukłucie.
Coś się kończy...


Nie tak wyobrażał sobie bycie ojcem. To znaczy, wychowywał Hajime i Takashiego, mniej więcej wiedział, jakim należy być wzorcem dla młodszych - w końcu w rodzie obowiązywała zasada "żyj tak, abyś niczego nie żałował i aby nie okrywała cię hańba", strzegł bushido, ale czuł, że nawet najsroższe kodeksy nie zmienią tej sytuacji, jej stanu faktycznego.
Sagisa i on zostali rodzicami. Przynajmniej teoretycznie.
Kiedy dziewczyna zemdlała, Hayami zerwał się gwałtownie z miejsca. W jego oczach niedowierzanie walczyło o lepsze z przerażeniem. Z rozpaczą. Z nadzieją. Wszystkie te emocje przelatywały błyskawicami przez jego twarz, odbijały się z miodowozłotych oczu jak obraz z tafli jeziora, były tak szczere - ktoś to mógł wykorzystać, prawda? Cóż, na razie Hayami o to nie dbał. Sagisa, jego ukochana, zemdlała, chyba...umierała?

Czy tak wyglądało kolejne oblicze śmierci? Widział ich już przecież w swoim szesnastoletnim życiu bardzo wiele - więc śmierć godną wojownika, śmierć w walce, wprawdzie pełną bólu i pozostawiającą rozpacz, ale zgodną z mentalnością samuraja, taką, jaką nakazywał honor; taką śmiercią, choć bezsensowną z jego punktu widzenia, poległ jego ojciec, taką śmiercią umierali kolejno ci wszyscy ludzie, których twarze widział, broniąc Muru pociemniałą od atramentu yari. Widział też śmierć delikatną, łagodną, niemal kochającą, pełną ostatniego wybaczenia - taką śmiercią zmarła biedna, maleńka Aki, którą pożegnał na swojej pierwszej misji.

Jesteś super, panie samuraju!

Głos dziewczynki zadźwięczał w jego uszach - jak policzek. Jak piekące piętno. Wcale nie był super, do cholery, dopuścił przecież do tej sytuacji, do tego wszystkiego...Zacisnął pięści. Zamrugał powiekami gorączkowo, chcąc opanować zbierające się pod nimi dziwne uczucie.
Może jeszcze nie wszystko było stracone! Może...

-Jak mi teraz, yoku kike, umrzesz, to przysięgam, że cię znajdę po drugiej stronie i zatłukę-warknął, nie panując już nad sobą.-Masz tu zostać, Sagisa, do cholery jasnej, słyszysz?!

Lepiej byłoby dla niej, żeby go usłyszała, w przeciwnym razie Bishamonten wie, co by z nią zrobił. Trząsł się cały, zaciskał prawą pięść do bólu, do białych knykci, na czubku rękojeści katany, ale jej nie dobywał, w końcu to był szpital...Puścił metal, by zacząć po chwili nerwowo wyłamywać sobie palce.

-Ratujcie ją, za każdą cenę-rzucił w kierunku owego lekarza, starając się nie dać po sobie poznać, że głos mu drży, że ta sytuacja jest dla niego nowa. Oni to wykorzystają. Nie mogą. Nie mogą. Jesteś silny.--Tak, jestem...ojcem dziecka Sagisy. Niech pan nie pyta, doktorze, i po prostu wpisze tam mnie w papiery, tak będzie lepiej i bezpieczniej. Dla niej, dla mnie, dla jej dziecka. W ten sposób...będę mógł ją chronić. I...Przepraszam za moje zachowanie, ale...Kocham ją. Jest dla mnie cholernie ważna, przysiągłem jej, że się nią zaopiekuję, a teraz...Kurwa...

Wypuścił powietrze z płuc. Cholera jasna, co za sytuacja. Po prostu...Denerwująca, kłopotliwa, straszna, no i budząca emocje. Podejrzewał, że po wszystkim będzie musiał się ostro napić - oh wait, Hayami nigdy nie pił alkoholu. Cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz, a ojciec i wujowie mówili mu, że podobno to znakomicie rozluźnia. Płacz małego (nie odważył mu się nadać imienia bez wiedzy i zgody matki, niby tradycja nakazywała, by to ojciec nazywał dziecko, ale nie chciał potem, by potraktowała go z pięści, jak wówczas, kiedy oboje odgrywali tygrysy) przeszywał go jak strzała, przypominał: chcę do mamy!
Młody samuraj zagryzł wargę. Nie wiedział, czy może o to poprosić, ale...Zaryzykował. Kto nie ryzykuje, ten nie ma, prawda?
-Mogę go wziąć na ręce, doktorze? Może przestanie płakać-zapytał niespokojnie, wciąż zerkając na Sagisę, a po chwili dorzucił ciszej, prosząco:-Proszę.

To samo słowo powtórzył po chwili, szepcząc:
-Sagisa, proszę. Obudź się.
W jego głosie pobrzmiewał teraz lęk i niepokój. Drugi to raz, odkąd nauczył się chodzić, odkąd został młodzieńcem, Hayami drżał o życie ukochanej osoby - i naprawdę nie miał pewności, jak zakończy się ta historia, ten dzień, jak zapisze w myślach tę godzinę.

To się porobiło. Jej ojciec będzie wściekły. Właśnie...Wuj Yoshi. Będzie musiał napisać później do niego list. Poinformować go o wydarzeniach, przekazać mu wieść o przedwczesnych narodzinach wnuka. Jeśli trzeba będzie odnaleźć Tensę, będzie z tym dużo kłopotu, bo nie wiedział tak naprawdę, co zrobiła i czy była w mieście. Niby miała być w Hanamurze na turnieju, ale gdzie dokładnie teraz przebywała, o tym już nie miał pojęcia. W myślach gorączkowo zastanawiał się, co robić. Nie wziął żadnych ubrań ani dla Sagi, ani dla dziecka, nikt w tym wszystkim nie pomyślał, że wypadałoby kupić dziecku jakąś wyprawkę czy coś w tym rodzaju...noż cholera jasna, ale się wkopali! Wuj Yoshi i ciotka Rin nie powinni jeszcze o niczym wiedzieć. Jego matka nie zdąży na czas dojechać z Yinzin, Takashi jest kompletnie nieodpowiedzialny, Hajime to jeszcze szczeniak, lwiątko nieporadne...Tensa poniosła się w najjaśniejszą cholerę, a nawet jeśli nie, to nie wiedział, jak Sagisa by na nią zareagowała. Shijima? Kei? Ich nie był pewien - nie byli na jego usługi ani rozkazy, nadto Kei miał niedługo swoją walkę i nawet nie mógłby przyjść. Shinji? Chise? Gdybyż jeszcze znał ich bliżej i miał kogo po nich posłać. Dosłownie przyrósł do tego pokoju i nie zamierzał stąd wychodzić. Był jeszcze ten cały mnich Kamisamy, ale...Przygryzł mocno wargę. Bogowie, co robić, co robić, co robić?
W każdym razie nie zamierzał teraz wychodzić ze szpitala, dopóki nie będzie pewien, że dziewczynie nic nie jest - i chędożyć te wszystkie walki, nie walki, zaszczyty, nie zaszczyty, najważniejsza tu była kobieta, którą pokochał.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 666
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szpital

Postprzez Osamu » 15 sty 2018, o 18:52

Osamu w końcu dotarł do szpitala. Ból zaczynał mu coraz bardziej doskwierać. Oparzenia były okropne, a rana na udzie, ach szkoda gadać. Krew się rozlewała, najwyraźniej Hime musiała wbić bardzo głęboko miecz. Był to pierwszy raz Osamiego w szpitalu. Właściwie nie wiedział, co ma zrobić. Czy ma się gdzieś zgłosić, do jakiejś recepcji? Jednak Yamanaka nic nie musiał mówić. Jak wszedł do budynku, to od razu zajęły się nim odpowiednie osoby. Położyły go w specjalnym łóżku i zaczęły go leczyć. Zaczęły od rany na kolanie. Trochę chakry i specjalnych technik, a noga była jak ulał. Następnie opatrzyły oparzenia. Nie były one tak duże, więc sama woda i bandaż wystarczyły. To wszystko działo się w niesamowitym szybkim tempie. Osamu właściwie będzie mógł za chwilę wyjść ze szpitala. Z tego powodu bardzo się cieszył. Wiedział, ze w każdej chwili na arenie może walczyć Ayako. Chciał ją ponad wszystko zobaczyć. Chciał jej coś powiedzieć, chciał od nowa zbudować relacje. Ayako była w obecnej chwili dla niego wszystkim. Była dla niego kimś, kogo od dłuższego czasu po śmierci rodziców szukał.

Czas leczenia: 6h
Link do zdarzenia: http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=70295#p70295

z/t http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=71201#p71201
Ostatnio edytowano 17 sty 2018, o 18:48 przez Osamu, łącznie edytowano 2 razy
Obrazek
Avatar użytkownika

Osamu
 
Posty: 279
Dołączył(a): 1 wrz 2016, o 19:48
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Ma szczupłą sylwetkę ciała.Jego włosy są długie, brązowe. A jego uszy są odstające. Jego oczy mają kolor niebieski, a skóra znajdująca się pod nimi ma ciemniejszy odcień. Nosi kurtkę z kapturem oraz dżinsy.Na głowie nosi opaskę. Ma 190cm wzrostu.
Widoczny ekwipunek: 2 torby na broń oraz pojemnik na wodę
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3099
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Kosuke » 16 sty 2018, o 00:03

Kosuke obudził się w pewnym momencie, kompletnie nie pamiętając ostatnich kilku godzin. A nie chwila, jednak pamiętał. Dostał po dupie. I to chyba srogo. No ale nie było aż tak tragicznie chyba nie było. Musi później dorwać Shige lub kogokolwiek z trybun i zapytać jak to się w sumie zakończyło. Ale to zdecydowanie później. Obecnie ból w barku pozwalał na niewielkie ruchy górnej połówki ciała. Ręka ogólnie nie była jakoś mocno zniszczona, więc sen powinien zdecydowanie przyspieszyć leczenie. Plus prochy które tu podawali były szczególnie dobrze działające. I pielęgniarki takie ładne. Musi którąś zaprosić do baru jak tylko stąd wyjdzie. Ale teraz to musi spać.
Czas leczenia: 6h
Kosuke
 

Następna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość