Dzielnica portowa

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Seinaru » 6 kwi 2018, o 09:11

Wyglądało na to, że ich przygoda w Hanamurze dobiega już końca. Cała ta koronacja, przedstawienie ku uciesze widzów, którym był turniej... cała ta barwna i głośna otoczka powoli cichła i przygasała. Turyści zaczęli opuszczać wyspy, aby mogły wrócić one do swoich dawnych, względnie spokojnych dni. Historia tutejszych prowincji to chyba najbardziej burzliwe dzieje współczesnego świata. Seinaru nie znał jej dokładnie, lecz podczas wizyty obiły mu się o uszy plotki o Novum Ordo i tym podobnym ekscesom. Dlatego też rad był jednocześnie z tego, że zostawia Kantai w spokoju i z tego, że niedługo już znowu osiądzie w swojej przystani na Teiz. Hayami był przy nim, on również zaliczy ten wyjazd do udanych? Samuraj nie miał zielonego pojęcia o tragediach, jakie wydarzyły się w drugim dniu Festiwalu w życiu młodego, lecz niezwykle doświadczonego już przez życie chłopaka. A może po prostu nie chciał wiedzieć. Egoistyczny charakter Seinaru koił wyrzuty sumienia pomocą nieznajomym, lecz gdy przychodziło co do czego, Kei nie umiał zadbać o najbliższych. Zrzucał z siebie odpowiedzialność za nich, starał się trzymać na dystans i nie pytać o to, z czego zapewne nieraz chcieliby mu się zwierzyć. Taki już był, pseudoaltruista na pokaz, którego i tak omija wszystko co ważne.
Dotarli wreszcie do portu, gdzie Hayami zakręcił wokół wynajęcia łodzi, a Seinaru wyciągnął nieco Ryo ze swojej sakiewki, aby zapłacić za podróż. Wszystko odbyło się bez przeszkód, choć w całej dzielnicy było stosunkowo tłoczno przez falę powracających podróżników. Aż strach pomyśleć jak będzie wyglądało miasto po przejściu tej ludzkiej nawałnicy. Euforia po wygranym turnieju minęła prawie już całkowicie. Zostało teraz już tylko zameldować Shi o zwycięstwie i zapytać, czemu nie było go na finale, a następnie... następnie obrać kurs do domu.

Skąd: Hanamura
Dokąd: Hyuo
Czas podróży: 15 minut
Czas przybycia: 9:30
Środek transportu: Łódź
- 100 ryo
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2116
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Yōsuke » 6 kwi 2018, o 19:07

Wiatr wiał mocno, porywając pelerynę Yosuke wraz ze sobą. On stał na deskach, przyzdobiających glebę portową, aby ta nie zapadła się pod ciężarem ładunków wypakowywanych z łodzi przybijających do brzegu. Porty były centrami życia wiosek, miast, czy osad, ponieważ to do nich przybijał zysk w postaci ludności i bogactw. Palił papierosa, zapalonego wcześniej o jeszcze tlącą się lekko pochodnię na drodze do portu. Ranek był młody, słońce dopiero co zaczynało wychodzić zza horyzontu, muskając delikatnie ciepłymi promieniami twarz chłopaka, który czekał na swoje kuzynostwo tak, jak poprosił o to Hayami. Na szczęście przed nimi jeszcze długa droga, więc prawdopodobnie wyruszą od razu najbliższym statkiem do Kaigan, aby nie marnować czasu. Prześpią się na pokładzie, być może coś zjedzą już w porcie w Kaigan. Yosuke nie miał zamiaru za długo czekać, powoli dosyć miał klimatu Hanamury. Wyspy nie były jego ulubionym miejscem, chciał choć na chwilę wrócić na kontynent i pożegnać się z klimatem wyspiarskim. Nie miał nic do ludzi, wręcz przeciwnie. Byli bardzo mili, miejscami aż za bardzo, co mogłoby się wydawać nieco fałszywe, ale on nie zwracał na to jakiejś specjalnej uwagi. Niech sobie udają, dopóki nie robią tym nikomu krzywdy.

Czas powoli mijał, czerwonowłosy czekał, aż statek z kuzynami w końcu dobije do portu. Powinni być niedługo, bo w końcu mieli być z samego rana. Choć różnie można interpretować pojęcie “rano”. Dla jednych rano to, gdy słońce dopiero, co wschodzi, dla drugich zaś, kiedy jest już nad naszymi głowami tak, że cień wówczas nie istnieje. Chociaż ufając Hayamiemu i jego naturze, rano jest dla niego tym z tej pierwszej definicji, dlategoż Yosuke stał wytrwale czekając. Obserwował, jak ludzie poruszają się po porcie w pośpiechu i stresie, rozładowują ładunki, krzyczą coś o sprzedaży ryb… oczywiście takich najlepszych ze wszystkich, bo jakże by inaczej. Gdy tylko jeden papieros kończył się, został odpalany kolejny. Czas mijał o wiele szybciej, gdy mogło się zagłębić w przemyśleniach, o byle głupotach… Że nowe buty by się przydały, bo te przemakają, że płaszcz dziurawy, że miecz naostrzyć, że za mało kunai, że… Że chce się odpocząć. Ale została już tylko chwila. Mała chwila, która minie bardzo szybko.

Po dłuższym oczekiwaniu do portu dobił w końcu jakiś statek. I to nie byle jaki statek, bo ten na który czerwonowłosy czekał. Hajime i Takeshi postawili swe stopy na lądzie, rozglądając się. Wtem Yosuke zdjął szybko kaptur, machając w ich stronę tak, aby go zauważyli. Z pewnością skojarzą swojego czerwonowłosego kuzyna. No przynajmniej jeden z nich powinien go jakkolwiek pamiętać. A to, czy Hayami ich o tym poinformował. Gdy tylko go zauważyli, zaczął iść w ich stronę z uśmiechem i powiedział:
- Dzień dobry, chłopaki. Mam nadzieję, że nie jesteście strasznie zmęczeni, czy głodni, bo chciałem wyruszyć od razu w drogę do Kaigan. Chyba, że jest inaczej niż sądzę i chcecie coś zjeść? Wtedy zjemy i odpoczniemy tutaj… A jeśli nie to zrobimy to w tamtejszym porcie - wytłumaczył im, po czym wskazał w stronę statku kierującego się do Kaigan, który odpływać miał najprawdopodobniej za godzinę. Przynajmniej z tego, co Yosuke usłyszał… Ale jego słuch i wzrok czasami go zawodził. Tym bardziej, że był okropnie zmęczony. Worki pod oczami, ściągnięta w dół twarz, niemrawy wzrok, jak u zdenerwowanego kociaka dawał to po sobie znać, jak zawsze z resztą.
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 07:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Exodia » 6 kwi 2018, o 21:28

Port, jak to każdy inny port, nie pachniał najprzyjemniej i był dość wietrzny. W tym konkretnym jednak ilość ludzi przypadająca na metr kwadratowy była bardzo duża. Raz że port w stolicy, a dwa że tuż po turnieju. Wiele przyjezdnych z innych prowincji chciało wypłynąć, wrócić do swoich rodzin. Opowiedzieć ze szczegółami o wspaniałych walkach i potyczkach, o koronacji, o czym tylko się dało. Wieści rozniosą się po świecie wraz z ludźmi. O dobrej organizacji, o finalistach. Wszystkie wielkie wydarzenia miały swoje następstwa przez ludzi, którzy o nich mówili. Statki przypływająca także, rzecz jasna, przypływały. Nieliczne, ale zawsze jakieś. Kupcy nie mieli wolnego na czas festiwalu, a okręty wojskowe też zacumować musiały. Pośród tych wszystkich ludzi, istnemu tłumowi złożonego z miejscowych, przyjezdnych, marynarzy na lądzie, poszukujących transportu i zwykłych przechodniów, na ląd weszła dwójka młodych mężczyzn. Chociaż nazwanie ich mężczyznami było nieco na wyrost, żaden z nich nie był dorosły. Młodzieńcy wyróżniali się swoim ubiorem co prawda, ale w całej tej mieszance ludzi z różnych prowincji i kultur, ich wyjątkowość była wręcz normalna i przeciętna. Rozglądali się i nieśpiesznie chodzili, jak gdyby kogoś szukając.
I w końcu znaleźli. Machanie ręką i czerwone włosy wyróżniały się z tłumu w stopniu zbyt dużym, żeby ich nie zobaczyć. Hajime i Takeshi również pomachali, po czym zaczęli biec w stronę znanego im Yosuke. Taranując przypadkiem kilku przechodniów, mimo usilnych prób lawirowania pomiędzy nimi. Po kilku chwilach cała trójka była już obok siebie. Dwójka braci wyraźnie niższa i musieli patrzyć na Shinobiego z dołu. Mimo tej nieco wstydliwej zależności ci wyglądali na najszczęśliwszych pod słońcem. Jak małe dzieci dostające jabłka w karmelu na festynie.
- Dzień dobry? Tylko tyle? Kto cię grzeczności uczył, Yosuke? A gdzie jakieś "dobrze was widzieć" czy "czekałem na was"? - powiedział Takashi, ale bez wyrzutu. Brzmiało to bardziej czepianie się dla samego faktu czepiania, bo głos jego pełen był energii, jak gdyby zbierał ją w sobie podczas całej nudnej podróży statkiem.
- Dobry, Yosuke-san. Jestem gotów do dalszej wędrówki, niczego mi nie braknie. Poza odrobiną rozrywki, nudno trochę było na tym st... - powiedział Hajime, jednak jeśli miał cokolwiek więcej do powiedzenia, to zostało mu to brutalnie przerwane przez Takashiego przez szturchnięcie subtelnością równe rozpędzonemu wozowi uderzającego w drzew po zjeździe z najwyższej góry w Karmazynowych Szczytach.
- Właśnie, gdzie jest Onii-san? Oddał nas tobie i nawet się nie przywitał? - zapytał się, tym razem z nieco bardziej wyraźnym lekkim rozczarowaniem. Brat taki światowy się zrobił, że nie miał czasu dla młodszego rodzeństwa? Jak to się godzi?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2438
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761|45935433
Multikonta: Mujin

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Yōsuke » 6 kwi 2018, o 21:53

Gdy Yosuke usłyszał “przemiły” tekst Takashiego, na jego twarzy pojawiła się mina coś a’la “uciekaj gnoju tak szybko, jak Ci matka natura pozwoli, bo zaraz Cię gołymi rękoma ukatrupię, a brat będzie się gapić i ryczeć, że Cię morduję, bo mnie teraz zdenerwowałeś i to bardzo”, po czym ręka w sumie sama poszła w ruch i pacnął go lekko w tył głowy, jak to miał w zwyczaju ich ojciec, gdy Yosuke sam wychodził do niego z takimi tekstami.

- Zgiń - podsumował zimno. Oczywiście wszystko to było aktorstwo pierwsza klasa, wszystko dla żartu, niczym w najzabawniejszych odcinkach, które w życiu widzieliście. Po chwili skierował wzrok na Hajime, uśmiechając się ciepło, oczywiście przytakiwał mu na wszystko, co tylko powiedział, ale wtem przerwał mu Takashi, który był tym bardziej pewnym siebie. Cholera… Jakby odzwierciedlenie Yośka i Hayamiego… Przyjemne wizje przeszłości, które powoli bledną rok w rok, gdy czasy idą przed siebie, a torba doświadczeń staje się coraz cięższa i cięższa.

- Popłynął do Teiz, bo myśl o tym, że będzie musiał się z Tobą męczyć, Takashi, go zabijała i chciał chwili spokoju dla siebie, więc zostawił Was pod moją - złapał ich gwałtownie i mocno za głowy, dociskając lekko do gleby - Opieką. Potrenujemy was troszkę chłopaczki w stylu Waszego taty, zobaczycie, co to ostry i ciężki trening - zaśmiał się po chwili, pacając delikatnie w głowę, jak swoich podopiecznych.
Delikatnie objął ich obydwu, przytulając do siebie.

- Stęskniłem się za Wami, chłopaki. - wypowiedział ciepło, po czym zaczął prowadzić ich w stronę statku do Kaigan. Omijali sporo osób, ale mimo tego, gwar nie przeszkadzał im w rozmowie na którą mieli sporo czasu, ponieważ przejście przez tłum i odległość do łodzi była dosyć spora, dzięki czemu mogli co nieco porozmawiać.
- Za góra jeden lub dwa dni Hayami do nas dołączy. Przez ten czas dotrzemy do Kaigan, potrenujemy co nieco i odpoczniemy, zwiedzimy nieco kraju, być może wezmę jakieś zlecenie. Zobaczymy. - szybko streścił im najbliższe plany na ich pobyt w Kaigan. Miał tylko nadzieję, że kuzyni będą z nim współpracować, bo nie chciał ich zbytnio karać za to, że będą się buntować. A trening im się przyda, żeby przygotować ich na trudności w dojo. Docenią to kiedyś tak bardzo, jak Yosuke docenia tamte treningi z wujkiem.

- A co tam u cioteńki? Jak się trzyma? Wszystko u Was dobrze w domu? Jak się trzymacie? - zasypał ich pytaniami, był najzwyczajniej w świecie ciekaw, jak trzyma się domostwo w którym się wychował - Nie wiem, czy Hayami wam mówił, ale prawdopodobnie będę u Was troszkę mieszkać. Pomogę nieco, a moja posiadłość będzie stać wolna, ewentualnie na cieplejsze dni będziemy zjeżdzać do niej, żebyście mogli poznać mistrzów, których w Sogen jest wielu - trzymał chłopaków blisko siebie, jednego po jednej stronie, drugiego po drugiej, pod swoimi ramionami tak, aby byli bezpieczni. Co, jak co, ale jeśli chodzi o obronę bliskich, Yosuke potrafiłby poświęcić zdrowie, aby nic im się nie stało. Na szczęście tutejszy port nie wyglądał na taki groźny, jednakże chłopak rozglądał się cały czas, aby uniknąć jakiegokolwiek niebezpieczeństwa.
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 07:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Tsukune » 6 kwi 2018, o 23:49

No i z trybun niespiesznym krokiem skierowałem się w stronę portu. W końcu po co mam się spieszyć? Przecież spędziłem tutaj pełne 2 dni to jeszcze chwilka mnie nie zbawi czyż nie tak? Dwa dni walk. Trzeba było przyznać iż niektóre walki bardzo mi się spodobały. Zaś niektóre nawet sprawiły że aż sam miałem ochotę zawalczyć...a to w moim przypadku nie zdarza się zbyt często. Nie przepadam za przemocą. Akurat! Ale wykorzystuję ją gdy jest to potrzebne. I to z nadmierną mocą.. Przez przyglądanie się tak walczącym osobnikom wpadłem na parę technik które będę musiał spróbować po powrocie się nauczyć. Ciekawe czy mi się udadzą. Byłem w stanie sobie pogadać z cesarzynkę i z inną osobą. Byłem w stanie wkurzyć? Zaciekawić? Czy może zaniepokoić? paru strażników swoim śmiechem. To też jest plus. I powiedziałbym że spory zwłaszcza że mój śmiech bardziej pasował. Przez myśl przeszło mi to czy moja panda niczego nie popsuła w domu. W sumie zostawiłem jej wszystko to co było konieczne do "przetrwania" czyli jedzenie, picie i jakąś zabawkę aby nie gryzła niczego czego nie powinna. Wsiadłem sobie spokojnie na łódź i w ten sposób opuściłem ciekawą imprezę.

[z/t]

Skąd: Hanamura
Dokąd: Ryuzaku no Taki
Czas podróży: 45 minut
Czas przybycia: 00:35
Środek transportu: Łódź (100 Ryo)
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 2291
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 23:14
Wiek postaci: 27
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Exodia » 7 kwi 2018, o 00:06

Wyjątkowo przyjemna mimika twarzy Yosuke każdego nieobeznanego z jeg osobą sprowadziłaby na granice niepokoju i troski o własne życie. Szczęśliwie jednak Takashi wykazał się na tyle duża porcją dystansu, że nie uciekał w podskokach na statek z którego zszedł. Wyszczerzył zęby w stronę osoby deklarującej jego śmierć.
- Miałbym przegapić okazję do powkurzania cię jeszcze trochę? Wolne żarty. - powiedział, uzbrojony w złośliwy uśmieszek, pieszczotliwie złośliwy rzecz jasna. Hajime parsknął śmiechem pod nosem, próbując zasłonić usta dłonią. Ten wyjątkowo nienaturalny ruch był o tyle łatwiejszy, że przez ramię przewieszoną miał torbę i zrobił to ręką ją trzymającą.
- Wypraszam sobie, umiemy o siebie zadbać. Nie jesteśmy już małymi podrostkami, którym wszystko podsuwano pod nos. - najwidoczniej wizja Hayamiego uciekającego od swoich obowiązków starszego brata, czyli opieki nad młodszym rodzeństwem, wywołała silną potrzebę zapewnienia o swojej niezależności. Podobnie jak każdy w okresie młodzieńczego buntu. Myślą, że umieją o siebie zadbać, a jak na trakcie spotkają wilka to płaczą i wołają o pomoc. Ale czy na pewno? Ich postura wydawała się wskazywać na jakieś fizyczne treningi. Ukryte pod ubraniami ciało dawało jednak niewielkie informacje. Na pewno ćwiczyli, ale ile?
- Ał! - zaprotestował zarówno jeden, jak i drugi. Hajime mimo wszystko szamotał się znacznie mniej, jak gdyby godząc się ze swoim losem złapanego za głowę podlotka. - Ostry trening? W końcu zapowiada się na coś ciekawego! Sami też trenujemy, z dnia na dzień jesteśmy coraz silniejsi! Spójrz na te muskuły i padnij przede mną na kolana, nędzna płotko! Przed tobą rekin, król mórz i oceanów! - powiedział, odtrącając głowę swojego nowego opiekuna i naprężając się do granic możliwości. Poczerwieniał nieco na twarzy, wstrzymując powietrze i pompując nimi swoje mięśnie. Faktycznie coś tam było, trzeba to mu przyznać.
- Rekin? Wykapany z ciebie szczupak. Albo rozdymka, jeśli oceniać tylko po twarzy. - spokojna obelga skierowana do starszego brata sprawiła, że ten jeszcze bardziej skierował się w stronę przed chwilą wspomnianej rozdymki. Skończył się nadymać, okrywając się wstydem i irytacją, karząc młodszego brata szybką "sójką w bok".
- My za tobą też. Trochę. - burknął pod nosem odwracając wzrok. Być może szukał utraconej godności? W każdym razie cała trójka zaczęła iść przez port, mijając coraz to więcej ludzi. Grupka gładko wpychała się pomiędzy przechodniów, torując sobie drogę. Plany na kolejne dni spowodowały ponowne uśmiechy na twarzach chłopaków i lekkie minięcie czerwonej twarzy u starszego z braci. Wyjątkowo zainteresowała ich wzmianka o mistrzach. Wesołe gwiazdy w oczach lśniły niczym ogromne płomienie świec. Ekscytacja dosłownie wylewała się z ich ust.
- Treningi! Mistrzowie! Zlecenia! Świat otwiera się przed nami, gotów na nasze wspaniałe przyszłe czyny...
- Dzisiejszy dzień zapisze się złotymi zgłoskami na kartach historii! - dokończył przemowę brata Hajime, dumnie unosząc głowę, naśladując tym samym Takeshiego. Zapominali co prawda o swoim niewielkim wzroście, teraz stali nad wszystkimi i puszyli się marząc o wspaniałej przyszłości. Albo pajacując, jak to młodzież zwykle miała w zwyczaju. Dobre humory dopisywały, a przynajmniej do czasu pierwszego treningu.
- A wziął ze sobą tą, jak mu było... Sagisę? - zapytał Hajime, nagle i chaotycznie wręcz przywołując ponownie temat swojego starszego brata. Usłyszawszy o tym, Takeshi jedynie wzruszył ramionami.
- A niech sobie jedzie ze swoją dziołchą i czas marnuje. - prychnął, nadal dumnie krocząc pomiędzy idącymi w różne strony ludźmi, wyobrażając sobie zapewne swoją domniemaną wielkość w najbliższym czasie, kiedy to "świat otworzy się przed nim".
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2438
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761|45935433
Multikonta: Mujin

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Yōsuke » 7 kwi 2018, o 00:42

Uśmiechał się, widząc przechwałki Takashiego i nieco bardziej wstydliwego Hajime. Chłopcy świetnie się uzupełniali charakterami i z pewnością dają cioteńce bardzo mocno popalić w domu. Tym bardziej, że są w okresie dojrzewania, co wiąże się nie z wahaniami nastrojów i tym, że zawsze sądzą, że mają rację lub nie przyznaniem się przed sobą, że mogą nie mieć racji. Jak zwał tak zwał.
- Widzę właśnie, że przypakowaliście. Jeszcze trochę i góry przenosić będziecie.

Tak właściwie nie potrafił wybić sobie z głowy wizji, że Takashi i Hajime są już prawie dorośli, choć sam Yosuke nie był jeszcze kimś, kogo możnaby nazwać starszym, dojrzałym mężczyzną, tak potrafił budzić szacunek. Tym bardziej, że jego aparycja postarzała go i wyglądał prędzej na dorosłego mężczyznę, niźli nastolatka, który dopiero co wyszedł z domostwa i opieki dorosłych. Gdy tylko usłyszał, jak Hajime gasi Takashiego, ledwo co powstrzymał się od śmiechu. Nie chciał jeszcze bardziej zgasić zapału starszego z braci, niszcząc przy tym jego pewność siebie. Ale jak to Yosiek, nie powstrzymał się od małego żarciku:
- Rozdymka-sama, ratunku! Chcą mnie zabić - wykrzyczał dosyć głośno, udając głos księżniczki proszącej o ratunek swego rycerza w lśniącej zbroi na białym rumaku. Od zawsze się dogadywali. Tak samo, jak i z Hayamim, nie miał nigdy problemu, żeby trafić na wspólny temat, żarty, czy długie rozmowy na temat przyszłości.

Uwielbiał ich towarzystwo, ponieważ ta… dziecięca radość z tak głupich, niewinnych, niemożliwych marzeń była czymś, co potrafiła ucieszyć nawet najtwardszego skurczybyka na tym świecie. Chłopcy nie byli jeszcze na tyle świadomi tego, co czeka ich w dalszym życiu, ale niech żyją takimi marzeniami, jak najdłużej, żeby nie musieć przejmować się życiem… choć ich rodzinę spotkało wiele nieszczęść dorosłego świata. Niestety.
- Spokojnie, moja młodzieży. Przed Wami jeszcze długa droga, ale dajcie z siebie wszystko, trenujcie ciężko i nie zamykajcie się na nowe drogi, a z całą pewnością uda się Wam to osiągnąć w przyszłości. - powiedział prawdziwym, mentorskim głosem, kierując jakby młodymi padawanami z szerokim uśmiechem, niczym uśmiech All Mighta, gdy ten ratował ludzi z niebezpieczeństwa.

- Próbowaliście zgłębiać wasze natury chakry? Wbrew pozorom i naukom waszego ojca, nawet samurajowie muszą czasami z tego korzystać. Ale nie bójcie się. Jeśli będzie trzeba to i to potrenujemy. Będziemy mieć dużo czasu, którego nie zmarnujemy ani troszkę. - poklepał ich po ramieniach, nadal trzymając bardzo blisko. Chciał dać im pomoc, którą sam otrzymał będąc jeszcze małym gówniakiem, który uciekał z domu. Stare czasy… Piękne czasy. Staruszek nauczył go wiele, i za to Yosuke był mu wdzięczny, ale nie tylko za to. Najważniejsza była ojcowska miłość i troska, której nigdy mu nie brakowało… No i nauczenie szacunku do tradycji zarówno samurajskich, jak i ninja, których po dziś dzień się trzyma.

Wiele pięknych kobiet mijało ich po drodze, o dziwo! Bo w porcie nie spodziewał się urodziwych kobiet. Chociaż z drugiej strony w Hanamurze nie spostrzegł żadnej niewiasty, która była poniżej przeciętnej, jeśli chodzi o urodę, więc co tu się dziwić? Dzięki tym chodzącym anielicom przyszła mu do głowy kolejna myśl.
- Podbiliście już jakieś kobiece serca? Z pewnością wiele złamaliście. Takie z was przystojniaki, że bym się zdziwił, gdybyście nie mieli żadnej chociaż raz. Choć pewnie ciotka Was pilnuje. Ale nie bójcie się, kuzyn Yosiek pokaże wam, co nieco w Kaigan. - wyleciał z tym prawie, że znikąd, z zaskoczenia. Z pewnością nagłe pytanie na ten temat mogło być wstydliwe dla braci, w końcu dojrzewanie, rozmowy o kobietach to dla takich młodzieńców coś krępującego. Cała rozmowa zdawałaby się być tylko wrednym żartem, tylko po to, żeby ich zakłopotać. Ale z drugiej strony, Yosuke przy rodzinie okazywał zupełnie inne oblicze swojej osoby, którego próżno było szukać gdzieś indziej, przy innych ludziach. Cała powaga, znudzenie, niechęć znikała, zostając zastępowana przez radość, dziecięce wygłupy i luźnie rozmowy, które tak naprawdę nie prowadziły nigdzie indziej niż do głośnego śmiechu i żartów.

- A co do podróży Hayamiego, Sagisa została tutaj, Hayami wyruszył ze swoim przyjacielem coś załatwić, a ja musiał zostać, żeby ktoś miał na Was oko, mendy - wytłumaczył im z uśmiechem. Ani troszkę mu to nie przeszkadzało, choć jego ton mógłby na to wskazywać. Wraz z rodziną, wygłupy są w pakiecie, co każdy wiedział i nigdy takich niemiłych tekstów nikt nie brał na poważnie.
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 07:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Exodia » 7 kwi 2018, o 12:23

Pochwała braci sprawiła, że ci jeszcze troszkę zadarli nosa. Jakby to było możliwe. Ale usłyszenie komplementu odnośnie swojej krzepy, nawet jeśli niepopartego jakimikolwiek czynami ze strony braci, na pewno nieco podbudowało ich młodzieńcze nastroje i pewności siebie. Nawet jeśli były to czcze przechwałki i oczywistym było, że wiele przed nimi. Świat otwierał się przed nimi, prawda? To było najważniejsze. I nie pomijając rzecz jasna wzmocnienia ich pewności siebie. Małe słowa, ale mogły nieść kolosalne znaczenie dla ich przyszłego rozwoju, wypowiedziane w odpowiedni sposób i w odpowiednich okolicznościach. Tak samo kolejny pocisk w godność Takashiego. Pierw jego brat, a teraz jego kumpel? Wydawało się, że włożona do zimnej wody głowa Takashiego, natychmiast ją zagotuje. Albo już zagotowała mu mózg, a uszami lecą strumienie pary, natychmiast znikającej przez zimny klimat Lodowych Klifów. Mruknął jedynie coś pod nosem, widocznie sfrustrowany nieustannym jechaniem po nim. Niektórzy ludzie nawet się obrócili w stronę Rozdymki-samy. Ci którzy nie byli wystarczająco zajęci swoimi sprawami.
Ich marzenia, naiwne i nieskażone rzeczywistością, były praktycznie niezmienne. Każde dziecko, a także młodzież, ma wielkie plany i większość je traci, konfrontując z rzeczywistością. Czy ta dwójka też je porzuci? Albo zginie próbując je osiągnąć? Takie myślenie o braciach Hayami z pewnością nie pomagało na samopoczucie.
- Się wie, Yosuke-san! My zawsze dajemy z siebie wszystko. - powiedział niezwykle śmiało Hajime, a jego brat kiwnął głową, odzyskawszy pokłady determinacji. Natomiast na pytanie odnośnie natur chakry, bracia zareagowali niczym innym jak zaskoczeniem. Jak to, chakra i samurai?
- Natura chakry? Po co nam to? Wszystko będziemy przecinać wpół naszymi katanami. Samuraiowie nie potrzebują chakry, potrzebują wytrenowanego ciała, hartu ducha i żelaznej dyscypliny. - odpowiedział, jak gdyby Yosuke w tym momencie podważył fundamenty jego światopoglądu. Kilkoma wybuchowymi notkami aktywowanymi jednocześnie. Właśnie, po co komu chakra? To domena tych głupich Shinobi.
- No i do technik trzeba pieczęci, Yosuke-san. Musiałbyś puścić miecz, a wtedy przeciwnik skoczy i nie zdążysz go dobyć ponownie. - taktyczny element zaprezentował Hajime i też miał nieco racji. Takie coś to idealna okazja dla przeciwnika, który swoim mieczem może przeciąć strumień wody albo ognia, a wtedy ty będziesz musiał dobyć swojego miecza. Możesz nie zdążyć, a on zdąży. I po walce. Zresztą czy samuraiowi godzi się korzystać z technik Ninja? Oczekiwali z widocznym zniecierpliwieniem odpowiedzi na zadane pytanie, jak gdyby zależało od tego ich życie. I przyszłe plany rozwoju.
- Wątpisz w nasze miłosne podboje, Yosuke? Niemądrze z twojej strony. Jesteśmy najgorętszym towarem. - odpowiedział, ponownie się pusząc, po chwili jednak markotniejąc jak gdyby przypomniał sobie niezwykle ważny szczegół. Coś w rodzaju zostawienia dziecka w piecu w domu. - Ale o dziwo jeszcze nic nie było. Do czasu. - mruknął, na koniec ponownie wypinając pierś do przodu. Reakcja obronna na smutne i nieowocne życie miłosne? Wszak w tym wieku to powinny w głowach być już jakieś miłości, nawet jeśli nie do końca zrozumiane przez nich i tylko przelotne. Na ostatnie zdanie o "pokazaniu co nieco", młodszy brat drgnął nieznacznie z wyrazem przerażenia na twarzy.
- Kuzyn Yosiek zabrzmiał jak jakiś dewiant polujący na nieletnich chłopców. - odpowiedział Hajime, lekko odsuwając się od kuzyna, jak gdyby ten zaraz miał go złapać, wpakować do wora i zamknąć w swojej ciasnej piwnicy o chlebie i wodzie. To samo uczynił straszy brat, podśmiechując się i obserwując reakcję nowego, tymczasowego opiekuna.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2438
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761|45935433
Multikonta: Mujin

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Yōsuke » 7 kwi 2018, o 13:19

- Pokażę wam o co chodzi, gdy już będziemy w Kaigan - odpowiedział krótko, gasząc ich pytanie na temat chakry i tego wszystkiego. Spodziewał się takiej odpowiedzi z ich strony. W końcu pochodzą z tego samego domu, co i Hayami, więc inna odpowiedź nie wchodziła w grę. Jego kuzyn także wypierał się tego, co dała mu natura, niestety. Samurajowie mają to do siebie, że wielu z nich zatrzymała się w miejscu, nie dopuszczając tego, że trzeba iść wraz z czasami, przed siebie. Ale rozumiał to. Nagle ktoś mówi im, że to czego ich nauczano to poniekąd błąd i, że muszą się uczyć innych rzeczy, tych lepszych rzeczy. Dlatego Yosuke miał zamiar pokazać im to, zarówno tłumacząc, co jest w tym takiego dobrego. W końcu po coś tę chakrę w sobie mają. Po co ją niepotrzebnie w sobie dusić?

- Jeśli macie wystarczająco dużo wprawy to przeciwnik nawet nie zareaguje, bo zrobicie to wszystko tak szybko - powiedział tylko, kończąc już temat. Nie miał ochoty się z nimi kłócić, był za bardzo zmęczony. Chłopcy mieli uparty charakter. Takashi znaczy się, bo Hajime potrafił bardziej przyjąć do siebie uwagi, nie kłócił się aż tak i ogólnie bardziej analizował wszystko w porównaniu do swojego starszego brata. Ale widać było, że chłopcy są ciekawi świata, tego jak to wszystko działa, tego co mogą zrobić, aby stać się lepszymi. Dziecięce przechwałki są chyba w pakiecie z dorastaniem, tak samo nie przyjmowanie do świadomości, że ktoś inny mógłby mieć jakąkolwiek rację w tym, co mówi.

Parsknął śmiechem, słysząc wzmiankę na temat najgorętszego towaru, przytakując głową, jakby udając, że wierzy mu w każde słowo. Jednak, gdy zobaczył to, jak mina Takashiego nagle zrzedła, uśmiechnął się do niego ciepło i równie ciepłym głosem odpowiedział:
- Kiedyś jeszcze przyjdzie na to czas, z całą pewnością - skinął do niego, zapewniając przy tym, że nie jest to nic takiego złego, i że nie ma się tak naprawdę się czym przejmować, bo tak naprawdę to i Yosuke jeszcze nie spotkał kobiety z którą miał inny kontakt niż wzrokowy, czy najzwyczajniejszą rozmowę, choć Yosiek należał do tych bardziej przystojnych to nigdy nie miał czasu na to, aby jakkolwiek zaznajomić się z którąkolwiek lgnącą do niego panienką.

Gdy usłyszał odpowiedź Hajime i to, jak złapał go za słówko, spojrzał na niego specjalnie zarezerwowanym wzrokiem i minką a’la “ty draaaaaaaaaaniuuuuu”, po czym roześmiał się głośno, kręcąc przy tym głową. Ci to mają pomysły.
- Po prostu sprzedam Was jakiemuś bogaczowi za sporą sumkę - powiedział zniżonym, zachrypniętym specjalnie głosem, przypominając przy tym wyobrażenie typowego, czterdziestoletniego pedofila. Żarty z chłopakami wychodziły jakoś naturalnie, tak samo jak znalezienie wspólnego gruntu do rozmów.

Po jakimś czasie dotarli do łodzi, wtedy Yosiek machnął do chłopaków ręką, aby weszli na jej pokład, a ten wyszeptał coś do kapitana statku stojącego obok niego, zapraszającego na statek. Czerwonowłosy zapłacił mu za siebie, jak i za chłopaków, po czym skierował się szybko w stronę Hajime i Takashiego z uśmiechem. Ta podróż będzie szybka. Oby.
- Prześpię się chwilkę, obudźcie mnie, jak będziecie na miejscu. A tymczasem, przeczytajcie książkę, którą wam dam. Obydwaj. Nie jest za długa, ale co nieco się dowiecie. Nie będę was z niej pytał, bo wam ufam. - wyjął książkę z jednej z kieszeni kamizelki. Drobna książeczka o wdzięcznej nazwie “O medycynie, jak najkrócej”, która opowiadała co nieco o pigułkach z krwią, bandażowaniu ran, czy zabezpieczaniu złamań, gdy nie ma w pobliżu żadnego medyka. A prawda jest taka, że sam Yosuke jej nie przeczytał, mimo tego że jest sama w sobie krótka. Po prostu nie miał na to czasu.

- Pamiętajcie, żeby mnie obudzić. - powiedział ciepłym tonem, jak to miał w zwyczaju do nich, ułożył się wygodnie wzdłuż pokładu, obok siedzących już chłopaków i w końcu udał się do krainy snów za którą tak bardzo tęsknił.


z/t z Hajime i Takashim


Skąd: Hanamura
Dokąd: Kaigan
Czas podróży: 30 minut
Czas przybycia: 14:50
Środek transportu: Okręt

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
-100 Ryo, transport.
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 07:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Nikusui » 7 kwi 2018, o 14:55

Akurat temu się nie dziwiła. Męczące tłumy? Sama nie należała do osób, które lubowały się w znajdowaniu się w większym gronie osób, zwłaszcza w takim, gdzie praktycznie nikogo nie znała. Poznając już jednak troszkę Muraia, mogła śmiało stwierdzić, że była jednak bardziej otwarta niż sam mężczyzna. Może też wymówka odwiedzenia Atari w szpitalu była idealna, by na trochę wyrwać się z uścisku, który na arenie chyba i tak był trochę mniejszy, niżeli na placu. Wiadomo, że tam zgromadzili się dosłownie wszyscy, a później rozeszli się korzystając z przeróżnych atrakcji.
Bezpośredniość Hany i swego rodzaju nie zaprzeczanie przez Kakuzu, wywołały u Nikusui krótki, acz szczery śmiech. Nie widziała jeszcze takie duetu. Na tyle, na ile zauważyła, byli całkowitymi przeciwieństwami, więc się doskonale uzupełniali. Nie była jednak świadoma tego, jakiego typu relacja ich łączy i szczerze powiedziawszy, niezbyt ją to interesowało.
- Jej zachwyt podczas walk może świadczyć o tym, że jest samoukiem. A skoro tak, to ma niezły potencjał. Przydałoby jej się parę wskazówek, ale uciekła równie szybko, co się pojawiła. - powiedziała, spoglądając gdzieś w bok, jakby wzrokiem chciała wyszukać postaci tej młodej dziewczyny, która przy oglądaniu walk wyglądała niczym dziecko, które po długiej przerwie w końcu dostało lizaczka. Urocze na swój sposób.
Dłoń białowłosej wylądowała na tyle jej głowy, oczy momentalnie się zamknęły, usta wykrzywiły z zakłopotany uśmiech, a głowa przechyliła w stronę lewego barku.
- Trochę. - odpowiedziała Hanie i uśmiechnęła się szerzej, na wspomnienie wczorajszego wieczora. Cóż, równie dobrze w tej chwili Kisho mógłby ją przeklinać, nie tylko za to, że zapewne sam cierpiał na kaca, ale też za to, że go od tak zostawiła. Nie wyglądał na osobę, które interesują takie krótkie znajomości, traktowali się dość swobodnie, jak dobrzy znajomi w sumie, więc mogło mu jej zachowanie nie odpowiadać. Ryukata zaś nie miała z tym większego problemu. Mogli się zobaczyć jeszcze, byłoby nawet miło, ale mogło się to również już nie przydarzyć. Była jednak pewna, że dobrze ją zapamięta. - I tak, bawiłam się przednio. - dodała, otwierając oczy i opuszczając swoją rękę. Dawno nie miała tak wyluzowanego dnia i chyba jakoś chciała to kontynuować, dopóki nie wróci do Antai. A przynajmniej w jakiejś części, bo sake nie było jej tera w głowie. Nawet, jeśli najlepsze jest leczenie tym, czym się struło.
Okazało się, że są sąsiadami i mogą wybrać się razem. To zdecydowanie było jej na rękę. Zaczęła się powoli przyzwyczajać do towarzystwa energicznej Hany, bo stonowany i zdystansowany Murai nie mógł akurat w niczym przeszkadzać. W pewnym momencie wyglądał bardziej niczym dodatek, niż aktywny uczestnik rozmowy.
- Pewnie, nie mam nic przeciwko. Podróż na pewno nie będzie nudna. - odparła, po czym zaczęła wzrokiem przeglądać łodzie, które jeszcze zostały. - Wiecie już może co płynie w naszym kierunku? - zapytała, ponownie sięgając po butelką z wodą i upijając z niej parę łyków. Normalnie było to niczym cud z nieba, chociaż i tak czuła, że była już znacznie lepiej. Tak czy siak, potrzebne jej było jeszcze trochę czasu, żeby prezentowała się tak, jak jeszcze wczoraj.
- Pusty, Murek... ksywy lgną do ciebie bardziej, niż fani. - mruknęła z lekkim uśmiechem, zaraz po tym, jak ruszyła z miejsca i zrównała się z Muraiem. Najwyższa pora, żeby jakiś jeden wybrali. Nawet, jeśli odpłynie za godzinę, czy dwie.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Murai » 7 kwi 2018, o 17:57

Nikusui wyglądała na zadowoloną z przebiegu rozmowy, a także z ciekawego kontrastu wynikającego z dwóch różnych charakterów Muraia i Hany. Ona jako ekstrawertyczka, otwarta i energiczna, szczera. A Murai? Introwertyczny, nie przepadający za tłumami, cichy i zimny niczym lodowce na Hyuo. Wniosek ten można było łatwo wysunąć przez obserwowanie mimiki twarzy białowłosej. Nadal była opcja odnośnie fałszywości owej ekspresji, tak samo jak fałszywa była postawa Muraia w kilku aspektach i tematach które podjęli z Nikusui. Ale czy powinien zakładać, że wszystko co widzi jest fałszem? Kontakty z innymi ludźmi musiały być oparte na zaufaniu przynajmniej w najmniejszym stopniu. I tylko tego najmniejszego stopnia zazwyczaj ograniczał owe znajomości. Z drugiej strony wiedział, że Hana chcąc pomiziać go po włosach nie wbije mu senbon w oko. Opierał to na jej postawie, która mogła być fałszem. A mimo tego pozwalał na takie coś. Przeczucie? Instynkt? Ciężko było to określić, ale wiedział że nie było to sprzeczne z jego ideologią i sposobem bycia.
- Pamiętam, ekscytowała się wszystkim co zobaczyła. Istnieje duża szansa, że przez to właśnie zapamięta ogrom z tego turnieju i sporo z niego wyniesie. Ale na jej miejscu rozwinąłbym pierw możliwości swojego ciała. Wydaje mi się że połączenie Genjutsu-walka fizyczna, to to drugie ma większe znaczenie w konfrontacji bezpośredniej z przeciwnikiem. - krótka analiza połączona z własną, szczerą opinią. Będąc odpowiednio szybkim unikniesz wszystkiego, będąc odpowiednio spostrzegawczym zareagujesz na wszystko. Iluzja, gdyby to Murai posługiwał się takową sztuką, miałaby pełnić funkcję bardziej wspomagającą niż być główną siłą. Ale styl zależy także od osoby nim się posługującą, w tym przypadku Atari.
- Murek, znowu mówisz dużo i przesadnie skomplikowanie. Nie dałoby się prościej, co? - Hana wtrąciła swoje pięć Ryo, przy okazji biorąc fretkę z ramienia Muraia na swoje dłonie i zaczęła ją głaskać, jak gdyby zupełnie niezainteresowana rozmową. Być może przez przesadne skomplikowanie, ale taki był Kakuzu. Przesadna analiza wszystkiego co zobaczy, wyciągnie wniosków, snucie scenariuszy i reagowanie na każdy z nich.
- Powiedziałem, że jak walczysz na gołe klaty i używasz iluzji, to skupiasz się na treningu ciała. A przynajmniej ja bym tak zrobił. - skompresowane i uproszczone wyjaśnienie, specjalnie na zamówienie Hany. Ta kiwnęła głową pełna powagi i zrozumienia, a Murai miał wrażenie że ta albo udaje jakby to naprawdę ją obchodziło z uwagi na gwałtowną wręcz zmianę zachowania, albo robi sobie jaja, albo wyjaśnienia faktycznie ją zainteresowały. Uznanie jakiegokolwiek za pewnik było niemożliwe, odrzucił więc jakiekolwiek chęci interpretacji tego zachowania.

Zachowanie Niku z kolei, odnośnie swojego przyjemnego czasu spędzonego w dobrym towarzystwie, nie było także do zinterpretowania dla Muraia. Zamknięcie oczu mogło oznaczać chęć przypomnienia sobie dobrych chwil. Dopiero po chwili nadeszło potwierdzenie, jakoby faktycznie czas spędzony był dobrze. W momencie tym, a właściwie przez całą reakcję Niku, Hana przybrała minę do tej pory całkowicie mu nieznaną. Jakby drapieżny uśmiech. Jak wilk który znalazł łatwego do schwytania królika.
- Aaaaaa, no to teraz to wszystko jasne. Sorki że pytałam~ - powiedziała, melodyjnym wręcz głosem, puszczając oczko do Nikusui. Murai nie do końca wiedział o co chodziło, zwracając wzrok w stronę Hany jak gdyby żądając wyjaśnień. A właściwie to taktownie czekając na nie. Ta jedynie zmarszczyła czoło, co Murai odebrał jako "nie teraz", po czym natychmiast zwróciła się w kierunku Niku.
- Super! Przyda się jakaś osoba do rozmowy. A nie jakiś "Pusty", co siedzi cicho i patrzy na morze! I Nie, nie szukaliśmy. Ale na pewno coś się znajdzie. - odpowiedziała, już normalnym tonem. Normalnym rzecz jasna dla niej, dla Muraia wydawał się zbyt radosny mimo braku jakichkolwiek okoliczności. Jednak mocno zaakcentowany pseudonim Kakuzu był widocznym znakiem żartobliwej szykany skierowanej w jego stronę. Zignorował ją rzecz jasna.
- Na dźwięk jego tytułu wszyscy drżą ze strachu. Murek z Krwawego Pokolenia. - powiedział, teatralnie wystawiając rękę przed sobą i przejeżdżając ją przed sobą. Po chwili cofnął dłoń w towarzystwie śmiechu Hany.- Nie żeby ta sława była mi potrzebna. Do niedawna uznawałem to bardziej za efekt uboczny swoich działań. Ale Atari poznałem dlatego, że mnie rozpoznała na koronacji. Tak samo ty podeszłaś do mnie bo o mnie słyszałaś, jak zakładam. Albo dlatego że koronacja była nudna i potrzebowałaś rozmowy, jedno z dwóch. - uśmiechnął się nieco, rozglądając się po porcie w poszukiwaniu statku który mógłby ich zabrać. Pośród tych wszystkich ludzi szukał jakiegoś znaku świadczącego o tym, gdzie dany statek będzie wypływał. Także okrzyki ludzi. W całej tej kaskadzie, z wielką trudnością usłyszał słowo "Ryuzaku".
- Znalazłem. - obwieścił, kierując się do jednego z większych statków jakie aktualnie były przycumowane w dokach, potencjalnie zabierając ze sobą dwie towarzyszki podróży. O ile rzecz jasna nie zechcą być niezależne od niego, bądź usłyszą coś zupełnie innego.
Murai
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Nikusui » 7 kwi 2018, o 21:38

Trudno tak szybko określić czy czyjaś postawa jest fałszywa czy prawdziwa. Szczególnie, kiedy dwójkę ludzi tak naprawdę nie łączyło nic, oprócz chęci zapełnienia sobie chwilowo jakoś czasu. Tak było w przypadku Nikusui i Muraia. Jednak to samo mogło tyczyć się również Hany. Otwartość nie zawsze równała się ze szczerością. Każde zachowanie, każdy śmiech, skrzywienie czy całkowita obojętność, mogły być zwyczajną maską, niczym więcej. Czy jednak nie byłoby to w jakimś sensie chore, gdyby każdy miał się zastanawiać co jest jedynie zagrywką, a co szczerym czynem? Czy każdą napotkaną osobą żądzą własne zachcianki czy może dobro ogółu? Gdyby tak na to patrzeć, wielu popadłoby w paranoje, a ilość ninja zmniejszyłaby się do minimum. Człowiek nie został stworzony do wiecznego zastanawiania się i kombinowania.
Być może pozwalanie na zachowanie, od których normalnie byśmy się strzegli, były sygnałem do tego, że jednak nie jesteśmy tacy skryci i samowystarczalni, jak do tej pory myśleliśmy. Możliwe, że w głębi każdy potrzebuje chociaż chwili z kimś, kto potrafi przekroczyć nasze granice i przy okazji nie zginie. Ciężkie to było do wytłumaczenia, ale tak się działo. W końcu Ryukata doskonale wiedziała jak to jest trzymać innych na dystans i traktować ich wręcz z góry, a jak, gdy wpuszczamy bliżej siebie jakieś wysublimowane grono. Niezbyt duże, tłok dalej nie był ani ulubioną rzeczą dla białowłosej, ani zapewne dla Muraia.
- Genjutsu i taijutsu? - zapytała czysto retorycznie, nie oczekując nawet piśnięcia w ramach odpowiedzi. - Hm, w sumie coś w tym jest. Jakby nieco bardziej się fizycznie rozwinęła, to możliwe, że zdążyłaby uniknąć ataków tego samuraja. No i im bliżej przeciwnika się znajduje, tym większa szansa, że może go złapać. Chociaż nie powiem... rzucanie przez nią genjutsu wydawało się dość ciekawe, nieco inne. - dodała, w pamięci przypominając sobie metody, jakimi się posługiwała. Były naprawdę nieoczywiste i w pewnym momencie miała sporą przewagę nad drugim walczącym. Nie zdążyła go jednak dopaść, nim ten wyswobodził się z iluzji. To znowuż mogło świadczyć o tym, że dopiero co rozwijała tę dziedzinę. Nikusui nie spodziewała się, by przeciwnik Atari mógł tak szybko wydostać się z genjutsu wysoko rangowego. Chociaż, zdarzały się ewenementy, czyż nie? Tak jak na przykład Hana, która ni w ząb nie zrozumiała pierwszej wypowiedzi Muraia, co Ryukata skwitowała krótkim uśmiechem.
Jej chwilowe zażenowanie zostało jednak źle odebrane przez kobietę. Po stwierdzeniu "sorki, że spytałam", szybko doszło do białowłosej, jak to zabrzmiało. Energicznie machnęła ręką zaprzeczająco.
- Aj, nie, nie! - zaprotestowała, śmiejąc się cicho. Dobrze, że miała naturę taką, jaką miała, bo zapewne w takiej sytuacji by się zaczerwieniła. A tak to, blada jak zawsze! - Aż tak się nie bawiłam. Chociaż opijanie tutejszych jest nawet zabawne. - dodała pośpiesznie, dalej z lekkim, mało widocznym uśmiechem na twarzy. Cóż, mówiła prawdę, więc przyszło jej to z wyjątkową łatwością. Owszem, Hana mogła odebrać to jako idealne kłamstwo, ale swoje powiedziała, a Kakuzka miała prawo myśleć po swojemu. Tak jak to robił Murai, kiedy zakładał, skąd na jego drodze wzięła się Atari czy Nikusui. Owszem, co do młodszej kobiety miał całkowitą rację. Była nim zafascynowana i gdyby tylko pozwolił jej za sobą iść, to na pewno nie odkleiłaby się od jego nogi.
- Wszystko ma swoje plusy i minusy, he? - zapytała Muraia, uśmiechając się pod nosem jednym kącikiem ust. Ona nigdy do tego nie dążyła i zdawało jej się, że sam mężczyzna również. Jednakże pewne rzeczy wychodziły same. A żadne z nich nie chodziło w przebraniu. Nie w głowie zresztą Nikusui były przebieranki. Głęboko miała opinie innych, robiła to, co uważała za słuszne. Po prostu.
- Tia, dziwnie się, że Atari nie wzięła autografu. - zażartowała, przypominając sobie rozanieloną buzię dziewczyny na placu podczas koronacji. - Jednak ja podeszłam, bo pamiętam cię z turnieju. Nawet gdyby nie nadawano tych dziwnych ksywek, to i tak bym podeszła. Widzisz... - urwała, zdobywając się na kolejne kroki, w stronę statku, który znalazł Murai. Ryuzaku no Taki. Właśnie to był ich cel, by potem udać się na pieszą wędrówkę. - ...wtedy, chociaż nie było to wcale tak dawno temu, to całe Krwawe Pokolenie i ich rówieśnicy, obserwujący ich na trybunach. Kto z nich jeszcze żyje? Nie ukrywam, że nie jestem jakoś wielce towarzyską osobę, więc nie zawierałam w przeszłości wielu znajomości. Jedynymi, których kojarzę z tamtego okresu, to ty i Natsume, który raczej był dziś niemiłosiernie zajęty. To chyba nie dziwne chcieć poznać kogoś, kto mimo bitew i wojen dookoła, wciąż kroczy po tym padole, no nie? - zapytała, zerkając kątem oka na Muraia. Była ciekawa jego reakcji. Czy przyzna jej rację czy może wyłoży swój punkt widzenia? Cóż, jej na pewno w jakimś stopniu był prawdziwy. Nie było Shigeru, nie było Jednookiej Pomarańczy, a byli to przecież silni wojownicy. Nie oni jedni, nie pierwsi i nie ostatni. To chyba naturalne, że zwracało się uwagę na osoby, które przeszły to wszystko i wcale niekoniecznie trzymały się na uboczu.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Murai » 7 kwi 2018, o 23:15

Co mógł powiedzieć odnośnie swojego towarzystwa, w którym spędził czas na turnieju? Przede wszystkim bardzo różnorodne. Zarówno pod względem umiejętności, relacji pomiędzy sobą, sposobów bycia. Poznawanie nowych ludzi i interakcja z nimi nie były co prawda w planach manipulacji rozwojem Muraia w upragnionym przez osoby trzecie kierunku, ale będąc przeprowadzonymi na własną rękę, dawały ciekawe rezultaty. Ludzie otwierali się, wyjawiali informacje i tym samym powiększały pulę wiedzy Kakuzu. Wszystko mogło być ważne, z każdym z przebywających obok niego ludzi może kiedyś się zmierzyć. Nawet z Nikusui, nawet jeśli ona sama o tym nie myśli. To on myśli. Nawet jeśli Chise, której Kakuzu poradził, jak ulepszyć jej potencjał bojowy poprzez użycie notek, nie rozważała możliwej konfrontacji pomiędzy nimi, to Murai to rozważał. Nie była to kwestia chęci czy jej braku. To była naturalna reakcja, jak oddychanie czy mruganie.
- Wyglądało niczym technika Futon. Subtelne Genjutsu, które nie może zostać rozpoznane natychmiastowo. A przynajmniej tak wyglądało to z boku. - powiedział. Stwierdzenie było całkowicie zgodne z jego poprzednimi obserwacjami - przeciwnik wyglądał jakby coś na niego napierało, jak gdyby szedł pod bardzo silny wiatr. Miał trudności z poruszaniem się. Możliwym było, że coś go powstrzymywało, cokolwiek co tylko twórca mógłby sobie wyobrazić. Kakuzu nabrał bliżej nieokreślone myśli, żeby kiedyś poprosić Atari o rzucenie na niego owego Genjutsu. Możliwość dokładniejszego zbadania tej techniki połączone z próbą jego postrzegania Genjutsu jako takiego, nad czym pracował od czasu incydentu podczas którego mógł zginąć, mającego miejsce na terenach pustynnych. Może poprosi o sparing Hanę? Ona, jako Kunoichi wyższa rangą, z założenia powinna reprezentować sobą całkiem sporo. Pomogłoby mu to określić poziom swoich możliwości. Myśli jego nie były jednak widoczne dla tych wokoło niego, trwały również bardzo krótką chwilę. Mógł więc ponownie skupić się na rozmowie. W odpowiednim momencie.
- Opijanie? Brzmi zabawnie. Weź mnie kiedyś ze sobą, mam naprawdę twardą głowę. Będę cię pilnować czy nie psocisz pod stołem nieprzytomna! - powiedziała, ponownie uśmiechając się od ucha do ucha, już nie tak drapieżnie a bardziej serdecznie. Rzecz jasna Murai doskonale wiedział dlaczego ma twardą głowę. Bo nie miała układu pokarmowego który gromadziłby alkohol i rozprowadzał go po organizmie. Jest nieupijalna, podobnie zresztą jak Murai. Zakładając rzecz jasna, że ona także nie miała żołądka. Być może się jej o to zapyta, kiedy będą już sami. Następnie powiedziała mu, dlaczego tak naprawdę podeszła. Ponieważ go kojarzyła z turnieju. I dlatego, że przeżył. Murai podrapał się z tyłu głowy, niby z zażenowania, i zwolnił nieco kroku. Czuł na sobie wzrok Hany, która czekała dyskretnie na jego reakcję.
- Masz rację, chęć poznania kogoś kto jest przez ciebie kojarzony i komu udało się przeżyć, jest jak najbardziej logiczna. Nawet jeśli ten ktoś nie jest ciekawą osobą. - powiedział po chwili zastanowienia - Przyznam, że chęć dalszego przebywania z tobą wynikała u mnie także po części z tego, że kojarzyłem cię wcześniej. Z wojny przeciwko Uchihom kilka lat temu. A teraz zobaczyłem cię obok, zaczęłaś do mnie mówić i jakoś dalej poszło. Sam rzadko zaczynam rozmowy głównie przez to że mało kogo znam. Wszyscy szybko się pojawiają i znikają. - odpowiedział, przyjmując twarz możliwie neutralną. Nie było potrzeby pozorowania emocji w takiej sytuacji. Faktem było to, że wielu znika równie szybko ja się pojawia. Taki świat, taka profesja. Rodzinka farmerów miałaby pod tym względem znacznie lepiej. Nie zdążył poznać przykładowo Shigeru, o czym już nie wspomniał z uwagi na widoczny wpływ śmierci tej osoby na Nikusui.
- A co do Krwawego Pokolenia... Natsume, jak mogłaś zobaczyć, ma się całkiem nieźle. Z Kochankiem miałem styczność podczas bitwy Sabaku z Kaguya, sam prosił mnie o wzięcie w niej udziału. No i Pusty. O reszcie nie słyszałem. A o Mesmerze zdecydowanie nie chciałbym słyszeć. - przypomniał sobie chwile spędzone z tym ostatnim, kiedy pokonał jego towarzyszkę w pierwszej walce, co wyzwoliło w nim ogromne pokłady nienawiści skierowane w stronę niciowca. Wygrażanie się było oczywiście obecne w jego retoryce. Jego Genjutsu było bardzo silne, a możliwe że jeszcze mu nie przeszło. Swoją drogą była to ciekawa logika. Towarzyszka została pokonana w turnieju, w pierwszym etapie. Co zrobić dalej? Nienawidzić temu kto ją pokonał, nawet jeśli oczywistym było że takie coś może się zdarzyć. I ten ktoś pokonuje go. Podwójna dawka nienawiści. Idąc taką prostą logiką, już dawno powinien go dopaść w ramach zemsty. A tak nawet nie spróbował. Ale jego nieobliczalność była tym, czego Murai mocno się wystrzegał.
- Ej, ze mną nie było aż tak źle! Chociaż faktycznie ja podeszłam do ciebie pierwsza. I to nie tak że nie jesteś ciekawy! Pustym pewnie zostałeś, bo masz pusto we łbie, Murek! - Hana sprzedała mu sójkę w bok, którą pokornie przyjął. Zaskoczony nieco jej słowami. Ciężko było jakkolwiek o tym powiedzieć, nie miał bladego pojęcia że na te słowa Hana zareaguje właśnie w taki sposób. I że to na tym fragmencie skupi się najbardziej.
Murai
 

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Nikusui » 8 kwi 2018, o 20:58

Potencjał Atari miała niezaprzeczalny, chociaż jej umiejętności jeszcze nie były wystarczające, by zajść dalej w tym turnieju. Nie oznaczało to jednak, iż popełniła błąd biorąc w nim udział. Wręcz przeciwnie. Musiało to być dla niej niebywałe przeżycie, które pozwoliło wyciągnąć wnioski, by w przyszłości wiedziała nad czym ma popracować. A miała wiele możliwości. Gdyby tylko znalazła kogoś, kto ją poprowadzi, nakreśli przeszkody, wskaże lepsze możliwości i połączenia, przyszłoby to znacznie szybciej. No... ale kto wie, może sama do tego dojdzie. W sumie Nikusui nie miała żadnego senseia, a chyba nie prezentowała się najgorzej ze swoimi umiejętnościami. Co prawda kierowały nią zapewne inne pobudki, niż Atari, ale zawsze to było coś. Białowłosa była bardzo pewna siebie i wiedziała, co chce osiągnąć. Była pewna swoich planów co do swojego przyszłego rozwoju. Miała na to idealny pomysł, który zamierzała realizować tuż po powrocie. Na samą myśl czuła ekscytację.
- Haha, ja nie psocę. Jedynie rozwalam, jeśli już. - odpowiedziała Hanie, uśmiechając się równie tajemniczo, co wcześniej. Oj, już dawno nie miała takich wyskoków. Co prawda już od dawna prezentowała spokojniejszą postawę wobec mężczyzn, jednak po alkoholu różnie to się mogło skończyć. Zwłaszcza, jeśli trafiłaby na jakiegoś nachalnego gnoja, który nie rozumiałby, co się do niego mówi. Takie wspomnienie, chociaż dla kogoś mogłoby to być dziwne, przywoływało uśmiech na jej twarzy.
Białowłosa oczywiście nie miała zielonego pojęcia, iż Hana, tak jak i Murai, są wręcz nieopijalni. To dopiero byłoby dla niej wyzwanie. Albo w sumie żadne, bo i tak prędzej sama rzeczywiście wylądowałaby pod stołem. W każdym razie tak tego nie skojarzyła, bo nawet nie przyszło jej to do głowy. Cóż, nie znalazła struktury i fizycznej budowy Kakuzu, chociaż diametralnie różniło się to od niej. Takie informacje zapewne były poufne, więc nikt nie trąbił o tym, jak tylko miał okazję.
- No właśnie. - powiedziała krótko, tuż po tym, jak Murai stwierdził, że wszyscy szybko pojawiają się i znikają. Taka była kolej rzeczy, wręcz stało się to czymś naturalnym zwłaszcza w tych czasach. Czyż nie milej było odezwać się do kogoś, kogo się kojarzy, otoczonego setkami twarz osób, które w żaden sposób nie było znajome? - Tia, wojna z Uchiha. Co trochę w coś są zamieszani. Ród, który chyba nie odpuści żadnej bitwy. Niezależnie od tego czy są bezpośrednio zamieszani czy nie. - skwitowała, uśmiechając się krzywo. Chociaż sama lubiła walczyć, to dziwnym wydawało jej się, by uczestniczyć we wszystkich walkach. Być zawsze tam, gdzie jest zamieszanie. Chociażby ten cały niechybny ślub córki Ukyo i tego Uchihy. Przypieczętowanie sojuszu? Gówno prawda. Gdzie co się nie działo, byli tam oni.
Niby zwykła rozmowa, a mogli się co nieco dowiedzieć. Nikusui wzbogaciła się o informację, że jednak Murai jakiś kontakt z Krwawym Pokoleniem ma. Chociażby z Ichirou, który sam poprosił go o uczestnictwo w walce Sabaku z Kaguya.
- Może dlatego nie bez powodu zostaliście właśnie tak nazwani. - powiedziała, mając na myśli oczywiście to, że wciąż większość z nich żyje. Przynajmniej trzech, a to już coś. - Jednak ten Mesmer był dość... charakterystyczny. Jego towarzyszka również. Bardziej możliwe, że leżą gdzieś przykryci piachem, bo w stosunku do tego, co zdołał pokazać on, to zdecydowanie jest o nich za cicho. I nie wiem, czy pokusiłby się o opuszczenie takiego wydarzenia. To doskonała okazja, żeby spotkać innych, zwłaszcza z waszego pokolenia. - dodała, zerkając bokiem na Muraia. Cóż, pokonał towarzyszkę Mesmera, a nie wyglądał na takiego, który by się nią nie przejmował. Za nic jednak nie mogła sobie przypomnieć, jak ta kobieta się nazywała. Za to Hana bawiła się przednio, przy okazji obrażając Muraia, który chyba nawet nie wiedział co z tym fantem zrobić. Albo po prostu nie chciał nic robić, żeby nie pogarszać swojej sytuacji. Cóż, ona zapewne szybko przyłożyłaby jej w łeb. Lub coś takiego.
- Z jednym się zgodzę, akurat wydajesz się ciekawą osobowością. Niby stronisz od ludzi, jesteś zdystansowany, ale otwarcie nie oponujesz, gdy ktoś chce się do ciebie przyłączyć. - powiedziała, gdy już zbliżali się do statu. Nagle przymknęła oczy i rozłożyła ręce na boki. - No i nie popadasz w samozachwyt, co wielu na twoim miejscu by zrobiło. Ciekawe. - dodała, wzruszając ramionami, po czym skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej i zaczęła wchodzić na statek, który miał ich dostarczyć do Ryuzaku no Taki. Jeszcze nie było tłoczno, ale przypuszczała, że to może się zmienić.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Dzielnica portowa

Postprzez Murai » 9 kwi 2018, o 18:34

Hina i Niku wydawały się dobrze dogadywać. Kwestia Hany była do pewnego stopnia zrozumiała, z tego co zdołał się o niej dowiedzieć jasno to wynikało. Szczególnie biorąc pod uwagę otwartość i nadmierne wręcz spoufalanie się. Niku z kolei wydawała się łatwo dostosowywać do sytuacji. Albo było to szczere. Zakładanie że każda osoba wokoło była fałszywa w stosunku do Muraia to dla niego oczywista możliwość i musiał wręcz brać to pod uwagę. Ale kiedy osoba okazała się autentyczna w tym co mówi, to można było do tego przykładać mniejszą wagę przy założeniu że pozostanie prawdomówna. Rzecz jasna praktycznie nikt nie okazał się na tyle autentyczny żeby Murai zmienił swoja postawę. Temat potencjalnego rozwalania, czy to głów czy wyposażenia barów, przez Nikusui pozwolił sobie Kakuzu pominąć, nie interesowało go to aż tak jak kwestia rozpoczęcia dialogu z uwagi na rozpoznanie tego kogoś z wcześniejszych wydarzeń. Twierdzenie, że Uchiha zamieszani są we wszystko, skwitował śmiechem.
- Ciężko się nie zgodzić. Od początku miałem z nimi problemy. Skandal na ślubie, wojna z Senju, Turniej... Jak gdyby sami szukali okazji do stworzenia jakiegoś chaosu i zrobienia sobie kilku dodatkowych wrogów. - odpowiedział, oddając tym samym faktycznie swoje doświadczenie z członkami tego klanu. Nic dziwnego, że Murai szczególnie uważał na przedstawicieli tego Rodu i unikał wchodzenia im w drogę. Niepotrzebnym było dla niego robienie sobie z nich wrogów, szczególnie że ci dysponowali silnymi Genjutsu - czymś, czego Murai tym bardziej wolał unikać. Nie było sensu wchodzenia w drogę komuś takiemu.
- Uchihy, tfu! - Hana nie splunęła, ograniczając się do wydania dźwięku jak gdyby to robiła. Nawet pogardę okazywała w dziwny sposób. - Zawsze jacyś dziwni. Jak gdyby przez cały rok mieli miesiączkę. Hana nigdy za nimi nie przepadała! - taka deklaracja, a szczególnie porównanie do okresu w miesiącu u kobiet, nie wywołała żadnej reakcji poza uniesionymi brwiami. Takie rzeczy już nie zaskakiwały Muraia, za długo ją znał i mógł spodziewać się po niej wszystkiego.
- Ja nie mam powodów do narzekań. Im mniej ich w moim życiu, tym lepiej. A że nie było ich wcale, to jest najlepiej jak mogło być. - skwitował, faktycznie będąc radym że nie spotkał ich do tej pory na swojej drodze. I możliwe, że więcej nie spotka. Kolejny problem na jego głowie mniej, ta dwójka spełniła swoją rolę.
- Nic takiego. Po prostu cały czas pamiętam, że zawsze znajdzie się ktoś silniejszy. I ze ten ktoś też robi się silniejszy z czasem. I że może po mnie przyjść w każdym momencie. A im bardziej się kogoś nie docenia, tym bardziej dotkliwą porażkę się ponosi z jego rąk, kiedy ten okazuje się silniejszy niż się spodziewano. - powiedział, odwracając na chwilę głowę na bok. Może z zakłopotania, rzecz jasna całkowicie nieprawdziwego. Odnosząc się przy okazji do swoich nielicznych porażek, których doznał. I które mogły zakończyć jego życie.
- Każda porażka może oznaczać śmierć. A ja chcę żyć. I tyle. - zakończył, wchodząc na statek i wręczając stojącemu obok niego cieciowi odpowiednią liczbę pieniędzy, w ramach której kapitan zobowiązuje się do dopłynięcia do odpowiedniego portu. Hana zapłaciła za siebie. Miał wrażenie, że mógł skończyć to nieco zbyt dramatycznie i w przesadzony sposób. Mógłby powiedzieć to bardziej subtelnie, ale pragnienie dalszego życia i przekonania o każdej porażce jakoby mogła być ostatnia, były autentyczne jak tylko się dało.
- Murek, jesteś zbyt poważny. Nikt nie będzie cię lubił kiedy jesteś takim smutasem, nawet gdy mówią ci coś miłego! - powiedziała Hana, ponownie czochrając jego włosy. Na to Murai, poza schowaniem fretki pod swój płaszcz, zareagował jedynie lekkim uśmiechem. Może i racja, może nie potrafił zachowywać się radośnie i pogodnie. Ale jaka była potrzeba w tym momencie? Absolutnie żadna.


Murai + Hana (NPC)
Skąd: Hanamura
Dokąd: Ryuzaku
Czas podróży:45min
Czas przybycia:19:19
Środek transportu: Statek (100 Ryo, Hana płaci za siebie)


z/t
Murai
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość