Kaplica Watatsumi 海神の神社

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Natsume » 14 lis 2017, o 18:26

Na następne pytanie Natsume lekko przymrużył oczy, szukając kolejnego haczyka w wypowiedzi mężczyzny. Znowu tego próbował. Niby tylko pytał, ale jednocześnie kwestionował, niby niewinne podtrzymanie filozoficznej rozmowy (w których, jak już wspomniał, Yuki najlepszy nie był), a jednak miało to w celu wydrążyć dziurę w jego podejściu, sprawić że on sam zacznie kwestionować to, co już uznał za prawdę w przypadku jego osoby. Cóż, teraz wiedział że nie chce w ten sposób go urazić, ale przy takim prowadzeniu rozmowy chyba nietrudno było o sprowokowanie kogokolwiek. Może dlatego zupełnie się nie przejął jego wcześniejszą wściekłością. Po prostu Akihiro był przyzwyczajony do tego, że wpieniał ludzi.
-Wszystko potrafi nauczyć. Jedni wolą się uczyć na zwycięstwach, inni na porażkach. Osobiście uważam te drugie za bardziej pouczające, gdyż są bardziej drastyczne w skutkach. - wzruszył ramionami, uśmiechając się lekko. - Jak już mówiłem, nie mnie gdybać. Każdy człowiek ma inne podejście.
Skrzyżował ręce na piersi.
-Cały czas to ty mnie wypytujesz. W takim razie, co TY uważasz? Co jest lepszym nauczycielem, zwycięstwo czy porażka?
Na słowa o "zamknięciu i wyobcowaniu" młodzieniec ponownie wzruszył ramionami, uśmiechając się. Skoro tak to widział, to niech sobie tak to ocenia. W jego oczach umiejętność wyciągnięcia wniosków z wszystkiego tego, co wydarzyło się w przeszłości, i zdolność nie popełniania tych samych błędów, była formą pogodzenia. Są błędy, których nie da się naprawić. Czyny, których nie da się odwrócić. Tak wyglądało prawdziwe, brutalne, bezduszne życie - a zwłaszcza w przypadku shinobi. Jakkolwiek tego by nie nazwał, nie zmieni to przeszłości. Skoro to się wydarzyło, a Natsume potrafił iść do przodu z uniesionym czołem i z dodatkowym doświadczeniem, był pogodzony z przeszłością. Nie było w tym nic zamkniętego i wyobcowanego.
-Niczego nie zakładałem. Powiedziałeś coś sprzecznego ze mną, więc ci odpowiedziałem jak równy równemu. Nie powoływałem się na rangi, na wiarę, na siłę, tylko na szacunek. Tak to wygląda w normalnej rozmowie. Skąd miałem wiedzieć, że zostanę wystawiony na mentalny atak? Nie potrafię spojrzeniem określić charyzmy człowieka.
Tu spojrzał lekko z ukosa, uśmiechając się krzywo.
-Skoro wiedziałeś, że mnie to uderzy, to chciałbym się dowiedzieć - po co to w ogóle robiłeś? Aż tak uwielbiasz prowokować ludzi? Nie obawiasz się, że ktoś całkiem się zatraci i da ci w twarz?
Nie spytał z irytacją czy gniewem. Z czystą ciekawością. I może nutką rozbawienia. Bo w sumie to pytanie było formą żartu.
Wysłuchał słów wędrowca, przedstawiającego mu zawiłe arkana manipulacji słowami i - pośrednio - umysłami ludzi za pomocą samej perswazji. I chociaż te określenia zupełnie mu się nie podobały, to niestety musiał to przyznać - sporo było w tym racji. Faktycznie, jego słowa na początku były po części agresją i niepotrzebną odpowiedzią na zaczepkę. Dał się wrobić jak dziecko. Do tego obserwowanie rozmówcy i wnioskowanie co ten zrobi na podstawie najmniejszych szczegółów, mikromimiki, dźwięków. Wypatrywanie punktu, który jest najprostszym celem ataku, i posłanie na ten punkt precyzyjnego, śmiercionośnego ataku. Chociaż to porównanie jemu, szermierzowi, zahaczało o herezję, to faktów nie da się pominąć - walka na miecze i walka na słowa to praktycznie to samo.
-Nigdy bym nie powiedział, że kenjutsu i dialog to prawie to samo - stwierdził, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Z tych dwóch chyba preferuję miecz. Ale cóż, masz rację. Cały czas byłem w defensywie, odpowiadając na Twoje pytania. Ani razu sam o nic nie spytałem, szukając szansy na kontrofensywę. No, nie licząc pytań retorycznych, które nadal były wyrażaniem mojej opinii, a nie wypatrywaniem Twojej.
Młodzieniec podrapał się po potylicy. Charyzma to było coś naprawdę niebezpiecznego, huh...
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 818
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Kogō, Shirei-kan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Shijima » 14 lis 2017, o 21:58

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
15/∞

Tak, zgadza się, robił to. I bardzo łatwo przyszło założenie, że mężczyzna jest przyzwyczajony do tego, że ludzie wokół niego się, delikatnie mówiąc, denerwują, skoro niemal celowo ich podkurzał - niemal, bo to nie wywołanie gniewu było jego celem, ten był jedynie skutkiem ubocznym całej akcji. Pomijając osobę, która wyprowadziła cię z równowagi z dziecinną łatwością i skupiając na tobie samym, wyciągnąłeś najważniejszy wniosek: cały ten zabieg miał na celu zapętlić cię na tyle, byś zwątpił. Żebyś zaczął pytać samego siebie w swojej głowie "czy na pewno mam rację?", nie żebyś przyznał rację jemu, nie, nie. Chaos był o wiele cenniejszym narzędziem, bo kiedy już został zasiany sam dokonywał dzieła - nie trzeba było już niczego robić, ruszać ręką dodatkowo - poczułeś to na własnej skórze. Kiedy fala wezbrała - sam ją popchnąłeś w dół, czując, że twoje przekonania, twoja wiara, rozpadła się w puch. Oto ile była warta - tyle samo, co odrzucona siła, której zaufać nie chciałeś. Tyle ile te pieniądze, które rzuciłeś bóstwu.
- Nie namawiam do gdybania. Jedynie do spojrzenia na fakty. - W których jeden był wniosek, ten już wykluty: przegrane zdarzenia uczyły więcej, bo wygrane były ich koronacjami. Czy nie tak? Suma ich wszystkich sprawiała, że znajdowaliśmy się właśnie w tym punkcie, w tym konkretnym czasie, w tym konkretnym miejscu. Akihiro zaśmiał się serdecznie, kiedy obróciłeś topornie konika i posłałeś w drugą stronę, żeby w końcu zeszło z ciebie światło reflektorów. - Powiedziałeś, że ludzie mogą mieć różne opinie: nie musisz zmieniać swojej i nie pozwól by ktoś Cię do tego zmusił, ale i nie wmuszaj swojego punktu widzenia innym. Ja jednak chciałem i chcę poznać twoją. Nie zaprzeczysz, że jesteś człowiekiem, który ma wiele do opowiedzenia o świecie... i swoich przeżyciach. - Odpowiedź... nie była to żadna odpowiedź. Złapał piłeczkę do niego posłaną i od razu ją odrzucił, bez najmniejszego zawahania. - Na tym polu pozostawiłbym tą odpowiedź. - Ale? - Przyznam, że nie mam na ten temat żadnego mocnego zdania. - Ha! Brzmiał,
jakby miał - niby tylko pytał, nie wypowiadał własnego zdania, ale pozwalał, by przesiąknęło przez to wrażenie, jakby skłaniał się ku temu, że to zwycięstwa uczą lepiej. Tak samo jak z religią. - Zdaje się, że to zależy od doświadczeń.
Nie każdy doznał przykrego łamania ciała przy torturach.
- Uśmiechnął się łagodnie. - Najszczelniejsze negatywne emocje zapadają w ludzkiej pamięci o wiele mocniej i głębiej od tych pozytywnych. O wiele bardziej zmieniają. - Nie było to nic nowego, z pewnością nic, czego sam już byś nie wiedział. - Lubię jednak w rozmowach obierać inny punkt widzenia do rozmówcy. To sprawia, że wątek się rozwija. - I daje też możliwość sprawdzenia, jak mocno dana osoba będzie się trzymała przy swoim zdaniu, jak szybko odpadnie, jak szybko zwątpi.
- Oooch... nie trafiłem. - Akihiro uśmiechnął się szerzej, widząc twoje wzruszenie ramionami w komentarzu na swoje słowa. - Specyficzny z ciebie shinobi, przyjacielu. - Skierował wzrok na kapliczkę przed wami, do której podeszli nowi ludzie. Mnichowie wznowili swoje śpiewy, darowali wybuch, zignorowali go - zajęli się tym, czym zajmowali się wcześniej. Świat się wszak nie skończył.
- Szczerze... przez moment miałem nadzieję, że zrobisz użytek ze swojego miecza. - Taka mała porażka. Naprawdę go zaskoczyłeś - po pierwsze tą mocą, bo taką moc ciężko przewidzieć, po drugie tym, że odpuściłeś, chociaż to drugie akurat jakoś bardzo zaskakujące nie było. Wielu odpuszczało - ba! Każdy. - Lubię rozmawiać z ludźmi. Poznawać ich, stawiać im wyzwania. Ludzie łamią się, lecz potem wielu twardnieje w złamanych miejscach. Jestem znudzony i zmęczony. To życie trwa zdecydowanie zbyt długo, a ludzie, którzy uważają się za silnych i niezwyciężonych są zbyt krusi, żeby wznieść coś stałego. Twoja modlitwa wydawała się czysta i żarliwa, szukałem potwierdzenia: warto. Przecież wiara czyni cuda. Wznosi nas ponad codzienność. - Uśmiechnął się pod nosem. - Zawsze uważałem, że jeśli chcesz mieć mocną gadkę to musisz być gotowy, by poprzeć ją pięścią. - Zaśmiał się. - Jest jednak inna prawda. Możesz pozostawić na ciele człowieka blizny, ale i tak po nocach śnić będą się te blizny, które ból wyrył na psychice. Czy więc jeśli zginę kiedyś za moje słowa nie będę nadal żył? Jako wieczny prześladowca tego, który wzniesie miecz, zakorzeniony w jego mózgu myślą: ach, on przecież miał rację..! - Było w tym coś strasznego. Przerażająco niepoprawnego. - Charyzma i mowa zmieniają ludzkie serca, Yuki, które są bardzo niewdzięczne. Mało z nich spojrzy na twoje dłonie, ile rzeczywiście dobrego robisz, jeśli odpowiednio mocno powiesz im: jestem dobry. W tym świecie jest również miejsca na prostotę tak długo, jak długo wykształcisz w sobie niezmąconą cierpliwość i staniesz mocno na swoich przekonaniach. - Twój duch, twoja wiara - były mało warte jeszcze parę chwil temu. Miałeś z tego wyjść razem z tarczą. Stwardnieć w złamanym miejscu. Porażka, która uczy. Zwycięstwo, dzięki któremu przetrwasz.


Obrazek
Aktor, godny za widza mieć boga w niebiosach,
Choć sam wpada w wytrawne swoich guseł szpony -
Marząc skrycie o rajskich zaciszach i rosach,
Z uśmiechem wyczekuje ostatniej zasłony.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 515
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Natsume » 16 lis 2017, o 21:58

-Być może i mam. Widziałem dużo sytuacji. Przelałem dużo krwi, swojej i cudzej. Nie uważam to za coś niezwykłego u shinobi - stwierdził, wzruszając ramionami. - Chciałbym się za to dowiedzieć, jak świat wygląda z perspektywy kogoś, kim nie jestem, kto funkcjonował w świecie, w którym się nie obracałem. Byłoby to znacznie bardziej intrygujące.
Parsknął śmiechem, słysząc jak Akihiro unika tematu. Czyli żeby uniknąć najmniejszej szansy na podejście go i przysłuchanie się, całkowicie próbował uciąć wypowiedź? Ciekawe. Tak, jakby obawiał się przedstawić komuś swoje własne zdanie... albo po prostu był człowiekiem, który nie potrafił wykształcić własnych opinii, a zasłaniał to podważaniem słów innych. Opcji jest wiele. Natsume zaczął w końcu przyjmować do świadomości, jak niebezpiecznym człowiekiem był stojący przed nim wędrowiec. Wojownik po prostu ruszyłby w bój, nie marnując czasu na konwenanse. Ten mężczyzna zaś był jednocześnie mistrzem umysłów i bezimiennym, który po prostu był. Bez żadnego śladu przeszłości, bez żadnego celu, bez niczego.
Jeszcze by się okazało, że ukrywał swoje umiejętności shinobi, którymi byłby w stanie zabić Yukiego zaledwie kiwnięciem palca.
Dlatego właśnie nie ufał krasomówcom. Cóż za ironia, że sam sytuacją został zmuszony do kontaktów z nimi.
-Obierasz punkt widzenia inny niż rozmówca w celu wykrycia jego wytrzymałości psychicznej, chciałeś chyba powiedzieć - stwierdził, uśmiechając się krzywo. - Ciekawe tylko, że w tych wątkach sprawiasz, że to tylko druga osoba mówi, a samemu nie wypowiadasz swojej opinii nawet raz. Zamiłowanie do monologów?
To ostatnie było bardziej pytaniem retorycznym. Nie spodziewał się, żeby Akihiro zamierzał jakkolwiek się otworzyć.
Następne zdania trochę go zdziwiły. Skąd wiedział, że akurat jego modlitwa była "czysta i żarliwa"? Potrafił wyczytać coś takiego, tylko patrząc na czyjeś plecy? Poza tym - "życie trwa zbyt długo"? "Znudzony i zmęczony"? Istnienie tego człowieka zaczynało stawać się dziwacznym oksymoronem. Sam był wyczerpany egzystencją, więc żeby ją sobie jakoś ukoloryzować, zaczął atakować umysły innych, ukrywając to pod przykrywką rozmowy? Wydzierać z nich fragmenty ich własnych dusz i zaszywać je grubą nicią dla własnej satysfakcji? Trudno było powiedzieć, czy był to faktycznie zwykły dyplomata, czy po prostu sadysta.
-Zawsze mogę go jeszcze użyć - powiedział żartobliwie, kładąc dłoń na głowicy przypiętego do pasa Shiroi Shi. - A więc Twoim zdaniem najlepiej jest skruszyć tych, którzy mają o sobie zbyt duże mniemanie, żeby sprawdzić czy dadzą radę z tego wyjść, czy może całkiem się załamią?
Spojrzał na niebo, nadal wypatrując śniegu. Ku jego rozgoryczeniu, na niebie wciąż było widać słońce i czyste niebiosa, nie planujące zrzucić jakiegokolwiek białego puchu. Ech, do diabła. Nie znosił ciepła, a słońce przynosiło mu zwykle tylko mordęgę. Zdążył się już do niego przyzwyczaić, prawda, ale niechęć i tak pozostała.
-Oczywiście, blizny mentalne bolą znacznie bardziej niż fizyczne - stwierdził, uśmiechając się. - Przy czym jedni nie uważają blizn za coś, czego powinni się wstydzić, potrafią je pokazać i przedstawić, skąd one przybyły. Inni zaś starają się je ukryć i całkiem zanegować ich istnienie. Co jednak z tymi, którzy nie potrafią się pogodzić z samymi sobą i szarpną się na swoje życie, nie widząc w nim dalszego sensu? Czyż ich krew nie leży na rękach tego, kto rozpoczął u nich proces upadku?
Charyzma potrafiła wyniszczyć. Czasem nawet gorzej niż miecz, ogień, lub nawet trucizna. Płomienie, stal i dekokty mogą zniszczyć fizycznie, ale jest to coś co można przetrwać. Rany umysłu są znacznie gorsze. Trwały, zżerały od środka, czasem potrafiły nawet doprowadzić do obłędu. Człowiek wtedy zatracał całego siebie, nie tylko część. Czy w takim przypadku śmierć nie wygląda jak ukojenie? I jak tu powiedzieć, że słowa nie są najbrutalniejszym rodzajem oręża?
-Zwykle jednak ludzie wolą ujrzeć dowody, niż tylko polegać na słowie. Co wtedy? Czy charyzma potrafi wmówić komuś takiemu, że "jest on dobry", nie dając mu ku temu niczego by poprzeć te frazy?
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 818
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Kogō, Shirei-kan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Shijima » 17 lis 2017, o 14:52

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
17/∞

Przekraczanie granic zawsze było kuszące. Człowiek robił dobrze sprawdzając swoje strefy komfortu, wychodząc poza nie, tak długo, jak długo robił to w celach "pracowania nad samym sobą". Chyba dobrze wiesz, co mam na myśli. Tutaj to przekroczenie miało bardzo fizyczny wymiar, bo ze świata znanego przesuwałeś się, a przynajmniej chciałeś przesunąć, do tego będącego tuż przed tobą, a od którego ciągle dzieliła cię szyba, przez którą mogłeś tylko nieśmiało wyglądać na zewnątrz. Nigdy nie otworzyły się przed tobą drzwi, które zapewniłyby możliwość całkowitego poznania tego, co po drugiej stronie. Niekiedy wyczuwałeś na swojej skórze podmuch wiatru, muśnięcie powietrza, które sugerowało, że drzwi zostały uchylone – było nowe, świerze, sprawiało, że ciekwość zamiast zamierać, zadowolona szczatkami informacji, tylko rosła. Zbliżyłbyś się do tej szczeliny? Na pewno. Nie brakowało ci odwagi, musiałeś mieć kolejne pierwsze kroki, żeby piąć się po drabinie samodoskonalenia.
- Szukanie odpowiedzi nie boli tak długo, jak długo nie denerwujesz swoją manierą mówienia wszystkich wokół. – Zażartował. Ten człowiek bez śladu, bez żadnego cienia, który tutaj był, ale jednocześnie jakby go nie było – jakby był tylko urojeniem umysłu, marą, która rozpłynie się, kiedy wystarczająco mocno zaciśniesz powieki, uszczypniesz się w policzek i odliczysz do dziesięciu. Otwórz oczy. Już go tam nie będzie. Stał, był, widać było w śniegu ślady jego butów, rzucał cień tak jak wszystko i wszyscy wokół. - Najlepszym sposobem na poznanie innej rzeczywistości jest uczestniczenie w niej. – Chcesz poznać inny świat? Rusz się. Obserwacja to potęga, klucz do zdobycia informacji, ale nie zdobędziesz lepiej wiedzy o doznaniach, niż samemu je doświadczając. - Brałeś kiedyś udział w święcie Kuraokamiego? – Ciekawość to pierwszy stopień do Piekła, na pewno o tym słyszałeś, ale nie sądzę, żeby ta reguła odnosiła się do tego przypadku. Ta sytuacja była odwrotnością. Oby tylko Niebo, którego można było dotknąć, zaznać i posmakować nie sprawiło, że potem Ziemia zamieni się w płonące ogniem pola, których nie będzie się dało znieść.
- To ty to powiedziałeś. – Uśmiechnął się niemalże słodko. Jego mimika nie była bogata, a jednak nikt nie nazwałby jej ubogą – wysyłał do rozmówcy tylko takie bodźce, które chciał, by zostały odebrane do konkretnej wypowiedzi, żadnych zbędnych gestów, żadnych niepotrzebnych mrugnięć, poprawień włosów, niepotrzebnego rozglądania się na boki, czy tupania nogą. Mężczyzna niemal w ogóle się nie poruszał, ciągle stojąc w tej samej pozycji, a jednak umykało to zupełnie uwadze. Wszystko wydawało się całkowicie naturalne i zgodne z normą. Właśnie, wszak o żadnej odporności psychicznej nie wspominał, grunt to ładnie ubrać w słowa to, co chciało się powiedzieć – często bardzo łatwo było wyłapać te konwenanse, zwłaszcza kiedy pilnowało się każdego słówka drugiej strony. Czytanie między wierszami nie było mocną stroną... co poniektórych. - Ludzie lubią, kiedy się o nich mówi. Manipulacja rozmową przychodzi o wiele łatwiej, kiedy stawiasz reflektory tak, by padały na rozmówcę. Celem tej gry jest poznać nie będąc poznanym. Jak w Pokerze. Jest to raczej zamiłowanie do poznawania drugiego człowieka. – Znów: ładnie ujmując, bo gdyby ubrać to w słowa dosłowne, to, co ten mężczyzna robił, nie brzmiałoby już tak niewinnie i milusio. Chociaż sam Akihiro milusi się wydawał w pierwszym rzucie oka. W drugim był bezczelny. W trzecim znów stawał się urzejmym i ciekawym rozmówcą, a w czwartym... w tym czwartym człowiek naprawdę mógł się już tylko zastanawiać, co jest z nim nie tak. Wszystko brzmiało ślicznie, ładnie, ale prosty wniosek wyciągał się sam: chyba rzeczywiście był sadystą, którego zupełnie nie obchodziło, co się z takimi ludźmi stanie, którzy zostaną poddani takiego rozerwaniu. Chyba. Bo gdyby rzeczywiście nie obchodziło to czy stałby tutaj i tłumaczył cały ten proces? On chyba na coś po prostu czekał – i nie chodziło o sprawdzenie, kto pierwszy wbije mu nóż pod żebra. Zaśmiał sie cicho, krótko, na twoje następne słowa – serdecznie, żeby nie było żadnych wątpliwości.
- Naprawdę szukam tylko rozmowy. – Ciężko było w to uwierzyć, co? - Prowokacyjnie, to prawda, ale nie zaczepiam każdego przypadkowego przechodnia z myślą "o, ciebie dzisiaj zniszczę!" – Jego uśmiech był szerszy,w oczach pojawiły się rozbawione ogniki, że tak to odebrałeś, ale w sumie ciężko było takiego wniosku nie wyciągnąć. - Często słyszałem już, że jestem chory, przeklęty i niszczę ludziom życie. – Sęk w tym, że niektórzy nie zasługiwali na naprawienie. Bawienie się w bóstwo, znasz ten stan? Kiedy wiesz, że masz moc, by coś zniszczyć lub naprawić, coś zmiażdżyć bądź to uratować. - Nie uważam, żeby niszczenie ludzkich psychik było lepsze. To bardzo delikatna i złożona struktura. Po prostu nie boję się tego robić. Tak jak ty nie boisz się wyciągać swojego miecza. – Przekładanie wojaczki na rozmowę było śmieszne, ale bardzo trafne.
Akihiro nie spuszczał z ciebie spojrzenia. Przypatrywał się twojej twarzy, śledził twoje spojrzenie – negatywne emocje zeszły, ale czy całkowicie? Akihiro wydawał się jedną z tych osób, których po prostu nie da się polubić. Otaczały go niedomówienia, język był językiem węża, kazda komórka ciała namawiała do tego, żeby jednak mu nie ufać, pomimo tego, jak sympatyczne wrażenie sprawiał.
- Dobre pytanie. Co z tymi, którzy sobie nie poradzili? Którzy zawiśli na sznurze we własnych czterech ścianach? Sam wiesz, że to jest świat, w którym przetrwają najsilniejsi. – Wyrzuty sumienia? Nie, Przyjacielu. Sumienie nie miało wstępu do te krainy, bo nie mogło pojawiać się tam, gdzie przelewała się krew, czy ta mentalna czy ta czerwona, która plamiła śnieg swoją intensywną barwą.
- Czy ktoś dał kiedyś dowód na istnienie bogów? – Szach-mat. - Mimo to ludzie w nie wierzą. I uwierzą, kiedy ktoś weźmie do dłoni lakę i powie: "spójrzcie, oto laska, którą wręczyła swemu kapłanowi Amaterasu!". To będzie ich dowód na ich istnienie. Wszystko brane na wiarę i dobre słowa, którymi wykuta została droga, którą wierni mają podążać.


Obrazek
Aktor, godny za widza mieć boga w niebiosach,
Choć sam wpada w wytrawne swoich guseł szpony -
Marząc skrycie o rajskich zaciszach i rosach,
Z uśmiechem wyczekuje ostatniej zasłony.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 515
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Natsume » 17 lis 2017, o 17:01

Jeśli perswazja "nie boli tak długo, jak nie denerwujesz mową wszystkich wokół", to Akihiro chyba musiał być permanentnie obolały. Jego sposób mówienia, czepianie się najmniejszych słówek, całe jego jestestwo jednoczesnego bytu i niebytu - po prostu sam jego sposób bycia mógł niezmiernie działać na nerwy. Ale nawet przebywanie z tego typu ludźmi mogło nieść jakiekolwiek doświadczenie. Nawet jeśli nie było to nic przyjemnego. Tu już nawet nie chodziło o strefę komfortu. Tu chodziło o strefę cierpliwości. Jeśli faktycznie zdoła dotrzymać do końca dialogu, opanowując po drodze umiejętność perswazji i przy okazji nie kończąc jej dekapitacją, to powinien zostać mianowany bodhisattwą.
Chociaż, powoli zaczynał się przyzwyczajać. Może jakoś się uda.
-Za dziecka - odpowiedział na pytanie. Przypuszczał że na podstawie tego pytania dostanie kolejną pułapkę na twarz, ale cóż... może tym razem po prostu powie jakąś podpowiedź, a nie spróbuje grzebać mu w głowie. - Gdy zostałem shinobi, rzadko miałem okazję nawet przebywać na Hyuo gdy święto nadchodziło.
Ku jego ubolewaniu. Faktycznie, od kiedy został przyjęty na adepta i rozpoczęto jego szkolenie na ninja, praktycznie całe dnie spędzał albo na misjach, albo na treningach. Znaleziono w nim potencjał i zrobiono wszystko, by go w pełni ukształtować. Sam również tego chciał, ale przez to w praktyce odrzucił swoją młodość. Co dopiero teraz widział, i trochę tego żałował.
Dlaczego nie powiedział tego na głos? Cóż, domyślał się że byłby to tylko kolejny punkt zaczepu. Bez jego własnych przemyśleń będzie to po prostu suche stwierdzenie faktu, z którego ciężko wytworzyć broń.
Na kolejne zdanie młodzieniec tylko przekrzywił głowę, patrząc na Akihiro z ciekawością.
-Czym jest poker?
Nigdy nie miał czasu na hazard i inne rodzaje rozrywki, nie licząc muzyki i literatury. Rzadko pijał, więc i nie przebywał w tawernach. Jedyne formy gier z którymi miał do czynienia to shogi i chou-han, a i na nie patrzył jak na coś zupełnie niezrozumiałego. Ale sądząc z opisu który otrzymał, poker raczej nie byłby grą w której byłby dobry. A na pewno nie byłby czymś, w co grałby dla przyjemności.
Kąciki ust młodzieńca uniosły się lekko, gdy usłyszał następne zdanie. Akihiro naprawdę był niebezpieczny. Sam przyznał, że niby dla zabawy szukał tylko rozmowy, ale przy tym nie wahał się gdy otrzymywał możliwość zniszczenia czyjegoś umysłu. Podejście iście psychopatyczne. Stawiało to Yukiego w dość ciężkiej sytuacji - psychopaci zwykli nie słuchać argumentów drugiej strony, gdyż zwyczajnie te ich zupełnie nie obchodziły. Byli ślepi, uważając swoją rację za jedyną słuszną. Ciekawe, czy ten przypadek tutaj również tak miał.
-Więc wypatrujesz tylko niektórych, których umysły wystawiasz na swój test - stwierdził bez emocji w głowie i ze spokojnym uśmiechem na twarzy. - Poszukujesz rozmowy, ale przy tym nie obawiasz się "zniszczyć psychiki". Nie dlatego, że uważasz to za lepsze czy gorsze rozwiązanie, a tylko dlatego że "możesz" i nie boisz się tej umiejętności. Doskonale przy tym wiedząc, że możesz w ten sposób kogoś zniszczyć, zakorzenić permanentną niepewność w sens istnienia. I wszystko w imię "poznawania ludzi". Jesteś zmęczony życiem, a jedyne barwy nadaje mu odbieranie ich innym?
Strzelał, korzystając z tego co jak do tej pory jakoś udało mu się wyciągnąć. Albo Akihiro specjalnie to podrzucił, by przetestować spostrzegawczość młodzieńca. A nuż trafi w czuły punkt. I dowie się, skąd to zgorzknienie.
-Kto jest brutalniejszy? Ten, który nie boi się sięgnąć po miecz i zadać komuś ranę bolącą przez jakiś czas, czy ktoś kto nie zawaha się uszkodzić czyjąś duszę i dać mu ból aż do końca?
Na ostatnie zdanie tylko kiwnął lekko głową, jak gdyby mówiąc "w sumie trochę racji w tym jest". Fakt, wiara a podejście realistyczne nie bardzo miały ze sobą wiele wspólnego. Jeden powie, że bogowie istnieją i będzie się do nich modlił, a drugi tylko ten proceder wyśmieje, twierdząc że kapłani to nic innego jak chciwcy o silnej woli, którzy wykorzystują głupotę słabszych dla własnych celów. W końcu dla nich głupota i wiara to jedno i to samo.
Ech, spory o religię zawsze były najdurniejsze. Zwykle polegały one na tym, kto potrafi głośniej krzyczeć. Może dlatego lepiej czegoś takiego unikać?
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 818
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Kogō, Shirei-kan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Shijima » 19 lis 2017, o 13:47

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
19/∞

Ach, nie ma to jak dobra wyprawa podczas której nie ruszasz się z miejsca.
Racja, strefa komfortu tutaj nawet wykraczała poza schemat, tutaj rzeczywiście najwięcej roli grała cierpliwość. Czy robił to specjalnie? Nieszczególnie. Taki był i wcale nie próbował się z tym kryć, och wręcz przeciwnie! Nie czuł najwyraźniej żadnej potrzeby, żeby chociaż próbować sprawić, żeby ludzie wokół go polubili, chociaż... może czasem nawet próbował, kto go wie. Tutaj przecież spuszczał z tonu, przyjmował łagodniejszą postawę, był skłonny do wymiany zdań, a nie tylko atakował - qui pro quo, tak się rzecz miała... tylko nie jestem przekonana, czy wymiana była aż tak równowarta. Cholera wie, czy czuć się wyróżnionym, że zdradzał swoje tajniki i odkrywał samego siebie, bez najmniejszego skrępowania, mówił o samobójstwie i śmierci tak samo lekko i gładko, jak mówi się o popołudniowej herbacie, czy może uważać samego siebie za przeklętego,
że część ciężaru tego, który niósł on, zostanie teraz przeniesiony na ciebie. Sam chciałeś. Sam poprosiłeś. Stratnym mogłeś być tylko na cierpliwości i zdrowiu psychicznym. Z tego jednak też płynęła nauka i to chyba największa dla kogoś o twoim charakterku - nauka jak mimo wszystko zachować spokój i nie poddać się irytacji. Jak być panem u sterów... i spójrz,
pierwsze postępy już na wyciągnięcie ręki! Oszczędność podawania informacji, ostrożność, żeby nie dać drugiej stronie nadmiaru informacji mimo prowokowania, by jak najwięcej się wypowiadać. Stałeś się ostrożniejszy. Może też dlatego,
że chwilowo Akihiro nie był nachalny, a dość subtelny, pytanie również nie wiodło dookoła, a prowadziło wprost - krótkie pytanie, krótka odpowiedź. Z bonusem od samego siebie, w końcu głupio by było ucinać na jednym słowie, skoro konwersacja miała dalej gładko płynąć przed siebie.
- Powinniśmy w takim razie zaznać jego dobrodziejstw. - Huh? I to... już? Żadnej podpuchy?
To było takie proste? Może to jakaś zmiana taktyki, żebyś opuścił gardę i uwierzył w jego dobre intencje? Chyba trochę kręcił. Próbował gładkimi słówkami naprowadzić na punkt widzenia, który on posiadał, a może tylko ci się wydawało? Skoro niczego nie można było być pewnym na sto procent przy tym człowieku, to po głowie mogło mu chodzić dosłownie wszystko.
Był rzeczywiście nieprzewidywalny jak psychopata. Problem w tym, że on natomiast zdawał się większość rzeczy przewidywać i nie pozwalał się zaskoczyć. Właśnie: wydawał. Przecież nie był żadnym... bogiem... prawda? - Wypełnijmy chociaż jedną kroplą tą lukę, którą w sobie nosisz. - Tutaj chyba nie nastąpią żadne wielkie porady. Nie będzie mądrych słów i porad, jak poradzić sobie z tą sytuacją poradzić, z tym pytaniem i jak z tego wybrnąć.
- Poker jest grą karcianą, której celem jest wygranie stawianych dóbr materialnych za pomocą tak zwanego blefu. Masz ochotę spróbować? Jest naprawdę prosta w zasadach. Całą sztuką jest... oszukanie przeciwnika. Oczarowanie go tak, by myślał to, co ty zechcesz, aby myślał. - Abstrakcja? Trochę tak. W końcu jak niby sprawić, żeby drugi człowiek myślał dokładnie o tym, co ty mu narzucisz? Jak narzucić w ogóle myśli innej osobie?
- Bardzo ładna analiza. - Pochwalił i skinął głową z uśmiechem. - W takim rozumowaniu nie rozeszliśmy się jeszcze tylko dlatego, że teraz gładko plotę ci ładne wstążki bawełniane, ale chowam pod nimi miecz. Daję ci pozory miłej pogawędki i odkrywania się, a jedynie zbieram informacje, żeby zniszczyć wszystko w to,
co wierzysz.
- Ta rozmowa stawała się znów dziwnie niebezpieczna. Po raz kolejny podważała jakąkolwiek możliwość zaufania Akihiro - i to sam do tego doprowadzał. Najwyraźniej to, czy ktoś mu ufał, czy też nie, nie miało dla niego żadnego znaczenia. - Sam uważasz, że ludzie lepiej uczą się na porażkach. Czy w takim razie cenniejszą nauką będzie rana po mieczu czy może ta po ranie psychicznej? Mieczem również zadasz ranę, która może boleć aż do końca. Słowami zaś możesz zadać też ranę, która poboli przez chwilę, jak użądlenie pszczoły. - Fakt, spory o religię były najdurniejsze. Dlaczego? Właśnie dlatego, że nikt nie potrafił dać żadnych konkretnych dowodów.


Obrazek
Aktor, godny za widza mieć boga w niebiosach,
Choć sam wpada w wytrawne swoich guseł szpony -
Marząc skrycie o rajskich zaciszach i rosach,
Z uśmiechem wyczekuje ostatniej zasłony.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 515
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Natsume » 19 lis 2017, o 15:04

Natsume zmarszczył lekko brwi, słysząc dość dziwne stwierdzenie z ust Akihiro. "Powinniśmy zaznać jego dobrodziejstw"... znaczy że co, chciał żeby się teraz udali na Hyuo? Owszem, zaczynała się zima, więc festiwal Kuraokamiego koło Lodowego Drzewa na Hyuo powinien się za niedługo zacząć, ale chyba nie planował tak po prostu się tam teraz udać? Ot, żeby czarnowłosy mógł zobaczyć jak taki festiwal wygląda i się nim trochę nacieszyć? Było to dość podejrzane, i chyba każdy człowiek o zdrowych zmysłach był w stanie zobaczyć tę - być może - pułapkę. Ale cóż, musiał przyznać że z chęcią zobaczyłby na spokojnie, jak festiwal Okami no Kamiego wygląda. Od ponad dziesięciu lat nie miał okazji tego zobaczyć, i dużo wspomnień mogło być trochę zakrzywionych.
-Cóż, z chęcią zobaczyłbym festiwal. Z pewnością byłoby to interesujące doświadczenie - stwierdził z uśmiechem.
Gdy Akihiro wytłumaczył mu ogólny zamysł pokera, młodzieniec tylko kiwnął głową. Cóż, czyli dobrze przewidział - nie była to gra, w której byłby dobry, a na pewno nie grałby w to dla przyjemności. Umiejętność sprawienia, żeby człowiek myślał dokładnie to co ty chcesz? Brzmiało to jak coś niemożliwego do osiągnięcia, zupełnie szalonego. A jednak Yuki był w stanie uwierzyć, że taka umiejętność istniała. Cóż, wystarczy spojrzeć na człowieka stojącego tuż przed nim.
Po pochwaleniu analizy i ukrytej groźbie mężczyzny, Natsume tylko się zaśmiał. Ciepło, z uprzejmym rozbawieniem. Wiedział, że Akihiro nie żartował, ale i tak potrafił docenić taką bezpośredniość. A może nawet rozmówca uwierzy, że Yuki faktycznie uznał to za żart? Wątpliwe, ale jakiś tam jeden procent takiej szansy istnieje.
-Naprawdę nie lubisz ludzi, co? - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy, patrząc prosto na Akihiro. - Cóż, istnieje duża szansa że faktycznie po prostu blefujesz. Albo rzucasz kryptogroźbami, bo trafiłem. Jedno z dwóch.
Młodzieniec nieco spoważniał, ale na jego wargach wciąż błąkał się uśmiech.
-Nie martw się. Wyciągnąłem swoją lekcję.
Jaką? Natsume wiedział. Akihiro pewnie też wiedział. I Natsume wiedział, że Akihiro wiedział.
Na ostatnie stwierdzenie młodzieniec wzruszył ramionami, znów skrzywiając nieco kąciki warg.
-Masz rację. Oczywiście, wszystko zależy od ostrości broni, której używasz. Tępym mieczem nie zadasz tak poważnych ran, półsłówkami nie obrazisz człowieka. Mieczem możesz odrąbać rękę, wtedy widmowy ból i dyskomfort będzie trwać aż do śmierci, ale możesz też tylko skaleczyć. Słowami możesz rzucić obelgę, która spłynie po człowieku jak po kaczce, ale i możesz zniszczyć jego światopogląd. Ale z obu tych można też wyjść bez zadrapania, wszystko zależy od umiejętności. Czy w takim przypadku sam fakt otrzymania obrażeń nie oznacza porażki? W takim przypadku czy oba, i miecz, i słowa, nie dają cennej nauki?
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 818
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Kogō, Shirei-kan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Shijima » 19 lis 2017, o 19:51

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
21/∞

Ha! Ano właśnie, brzmiało jak podpucha! I to taka całkiem słaba podpucha, bo nagle z dźgania się słowami, ba! - z niszczenia na słowa przeszli na miłe wycieczki krajoznawcze? Niby było powiedziane, że na całą tą rozmowę, te nauki,które nauk jako takich nie przypominały - nikt tu nie uczył formułek, nie pokazywał, jak składać pieczęci, nie wyjaśniał łopatologicznie technik tego, jak przejechać w powietrzu mieczem, żeby bardziej zabolało - to była nauka na własnych doświadczeniach. Pełna małych wygranych i małych porażek, słowo po słowie, gdzie niby nie było nikogo, kto miałby przewagę, gdzie można powiedzieć, że wcale nie ma tych wygrywów i tych przegrywów.
- Wspaniale! Kiedy dokładnie się zaczyna? Za trzy dni? Cztery? - Jakoś... mogło się zrobić trochę dziwnie. Nieswojo? Nieswojo to dobrze powiedziane. Tylko w sumie czemu zakładać od razu, że to pułapka? Cholera, pułapka zastawiana, kiedy Akihiro już cię właściwie miał rozłożonego na łopatki, bez chęci walki, poddanego i już pogodzonego ze śmiercią, byle uciec od złamania? Teraz to złamane miejsce powinno stwardnieć tak, by już żaden przypadkowy rozmówca nie był w stanie go przełamać. Ten festiwal, na którym nie byłeś długie, długie lata, a którego przedsmak musnąłeś dzisiejszego poranka - mogło być jeszcze lepiej. Dopóki nie nastąpiła oficjalna koronacja mogłeś sobie przecież pofolgować.
- Może tak być. Mogę po prostu wszystkich nie lubić po równo. Jakie to niezdrowe - gonić za czymś, za czym się nie przepada. - Uśmiechnął się szerzej, z zadowoleniem i również rozbawieniem. Dwa chore pojeby, na jakie tory w ogóle ta pogawędka schodziła? - Przyjacielom się przecież nie grozi. - Tak nie wypada, co ty sugerujesz, Cesarzu! - Cieszę się. Nie wpadnij tylko w nadmierną podejrzliwość. Ta broń potrafi być obosieczna. - Skąd wiedzieć, kiedy ktoś kłamał, a kto nie? - Obserwuj. Wyciągaj wnioski. Ufaj instynktowi. - Najpierw zaufaj samemu sobie i swoim zdolnościom - dopiero potem zacznij ufać ludziom. O ile komukolwiek zechcesz zaufać.
- Spróbujmy więc sformułować to założenie inaczej… człowiek uczy się na błędach. Na bólu. - Uniwersalnie, w tym wypadku można było podpiąć to zdanie do wielu zmagań i zgadzało się z teorią Natsume. W końcu porażki były bolesne - mniej czy bardziej.


Obrazek
Aktor, godny za widza mieć boga w niebiosach,
Choć sam wpada w wytrawne swoich guseł szpony -
Marząc skrycie o rajskich zaciszach i rosach,
Z uśmiechem wyczekuje ostatniej zasłony.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 515
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Natsume » 19 lis 2017, o 21:29

Owszem, było to zastanawiające. I właśnie ten fakt, że nie mógł temu mężczyźnie zaufać nawet przez sekundę, był w tym wszystkim najbardziej nużący. Gdyby nie to, że jeszcze przed chwilą spróbował wyniszczyć psychikę młodzieńca, teraz tak po prostu zapraszał go na festiwal. Później wykazał entuzjazm w atakowaniu umysłów innych, tak po prostu, dla perwersyjnej przyjemności. Psychopata, który był równie przewidywalny jak pogoda w kwietniu. Młodzieniec westchnął ciężko, patrząc na mężczyznę, nie mając żadnych większych emocji na twarzy.
-Za tydzień, około.
Nie skomentował możliwości odwiedzenia festiwalu, ani tym bardziej wspólnej podróży. Nie było głupich, przy takim człowieku nie można było opuszczać gardy nawet na sekundę. Chłopak się rozkojarzy, odwróci w nieodpowiednim momencie, i skończy z nożem między żebrami.
-Po równo, co? - stwierdził z krzywym uśmiechem. Patrząc na jego styl bycia, to pewnie niektórych nienawidził, innych nie lubił, a jeszcze innymi gardził. Bo jakoś ciężko było mu uwierzyć, że z takim podejściem lubił kogokolwiek. I vice versa. - Cóż, zawoalowane groźby to również groźby, nie sądzisz?
Westchnął lekko, znów kładąc dłoń na głowicy rękojeści.
-Nie odczuwam nadmiernej podejrzliwości. Po prostu to co widziałem, to co usłyszałem i to czego uświadczyłem są dla mnie wystarczającymi powodami, by nie ufać Tobie. A przynajmniej - nie w pełni. - powiedział wprost, uśmiechając się lekko. - Krzyczy mi to instynkt, wskazują mi to wnioski, takie są obserwacje.
Chyba nie spodziewał się czegoś innego po tym, co zrobił?
-Tak. To sformułowanie mi odpowiada. Nie jest przesadnie zawiłe i dobrze tłumaczy nasze wywody przez ostatnie kilkanaście minut.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 818
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Kogō, Shirei-kan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Shijima » 20 lis 2017, o 09:46

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
23/∞

Akihiro był naprawdę dziwnie podekscytowany wizją festiwalu – taki się właśnie wydawał, podekscytowany. Pewnie to dlatego, że skoro nikogo nie lubił to i nikt nie lubił jego... ale skoro nikogo nie lubił, to co tutaj razem robili? I to jeszcze z wizją tego, że spotkacie się ponownie, bo niezaprzeczalnie było to zaproszenie, żeby odwiedzic wspólnie festiwal za niecały tydzień. Mało precyzyjne, ale czy śpieszyło ci się dokądkolwiek w tym momencie? Bo on chyba był całkowicie wyjęty z pojęcia czasu – ten twój towarzysz, z którym właśnie spędzałeś czas i który coraz bardziej zadziwiał. Spodziewałeś się niespodziewanego, a mimo to potrafił nadal strzelić czymś, co cię wybije z rytmu. Wszystko jednak pasowało do jednego schematu: psychopata. Psychopaci jednak nie odczuwają prawdziwych emocji, ale byli za to świetnymi aktorami. To wszystko było udawane? Jedynie dobrą ściemą dla twojej osoby, żebyś... ha, no właśnie: żebyś myślał to, co on chce, żebyś o nim myślał? Akihiro wydawał się twoją odpowiedź przyjmować za potwierdzenie tego, że na festiwal pójdziecie, ale to przecież niemożliwe, że przeoczył twoje westchnienie, twoje zwątpienie co do tego, co się tutaj odjaniepawla. Byłeś oszczędny w okazywaniu emocji, ale nie znaczyło to, że światu nie ukazywała się żadna z nich. Rozmowa z tym mężczyznom coraz bardziej przypominała zjazd wózkiem po ostrych torach w kopalni.
- To nie była groźba. Nie zniżałbym się do tak banalnych i żałosnych gróźb, to było założenie, że mogłoby tak być. A jest? – Uśmiechnął się znów w ten miły, słodki sposób, którym pewnie mógłby wyrać serce każdej panny z piersi, gdyby tylko zechciał, ale osadzony w tej rozmowie tworzył zupełnie odwrotny efekt. - Och, nie mówiłem o sobie. Ja akurat jestem ostatnią osobą na świecie, której powinno się zaufać. – Potwierdził, huh. Dziwne. Ciekawe, co Akihiro chciał osiągnąć całą tą gadką... może nic? Może po prostu dobrze się bawił mieszając ci w głowie i sprawdzając twoją niepewność? To do niego pasowało. - Ach, przyznam, że to trochę nudne. Ten brak zaufania. – Oparł głowę o pień drzewa, o który się opierał ramieniem i oderwał od ciebie na moment wzrok, by spojrzeć na kapliczkę, zaraz jednak kątem oka znów cię namierzył. Zresztą pewnie cały czas miał cię w polu widzenia, nie zamierzał przecież niczego przegapić. - Złamanie ducha brzmi rzeczywiście jak dobry powód, by komuś nie zaufać. I to znużenie, które odczuwasz, spoglądając na mnie jak na diabła. – Wydawało się go to nieźle bawić. - Czy to nie znużenie? – Uniósł głowę. - Masz już dość na dzisiaj, Przyjacielu?


Obrazek
Aktor, godny za widza mieć boga w niebiosach,
Choć sam wpada w wytrawne swoich guseł szpony -
Marząc skrycie o rajskich zaciszach i rosach,
Z uśmiechem wyczekuje ostatniej zasłony.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 515
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Natsume » 20 lis 2017, o 19:57

Natsume westchnął lekko, przywołując drobny uśmiech na twarz. Cóż, dzisiejsze spotkanie zdecydowanie było jednym z najdziwniejszych, z jakimi miał do czynienia w całym swoim życiu. Chciał tylko się przejść, pozwiedzać Hanamurę, pomodlić się do bóstw, a skończyło się na tym że został na nim przeprowadzony atak werbalny, zniszczono mu światopogląd i zmuszono do odbudowania go jeszcze raz. A wszystko przez tajemniczego mężczyznę, który się tu wziął cholera wie skąd, wykazywał zapędy psychopatyczne, i na zmianę rozmawiał po koleżeńsku i próbował kontynuować natarcie. Cholernie niecodzienny człowiek, jeszcze bardziej niespotykana sytuacja.
-Właśnie tu jest Twój problem - stwierdził z serdecznym śmiechem, patrząc na Akihiro. - Cholera wie, kiedy po prostu rozmawiasz, a kiedy zarzucasz pułapkę. Czy może zarzucasz je cały czas, dobrze je ukrywając? Nie jesteś najprostszym kompanem do rozmowy, to na pewno.
Młodzieniec kiwnął głową z krzywym uśmiechem, gdy Akihiro potwierdził że nie powinno się mu ufać. Cóż, przynajmniej był świadomy tego faktu. Przynajmniej dzięki temu dało się uniknąć nieścisłości. I znowu - Natsume wiedział, Akihiro wiedział, i Natsume wiedział że Akihiro wiedział.
Na Hachimana, tyle wiedzy w jednym miejscu.
-Spoglądam jak na diabła? - odparł z lekkim uśmiechem, przekrzywiając głowę w bok, jak wtedy gdy pytał o pokera. - Wybacz, musiałem nie zauważyć. Postaram się być mniej nieuprzejmym.
Młodzieniec westchnął cicho, zapytany czy jest zmęczony. Kto by nie był po czymś takim? Dawno nie został zmuszony do tak dogłębnego obmyślania najmniejszego słowa, które zamierzał użyć? Był to kolejny dowód pokazujący, że wysiłek umysłowy potrafił być równie męczący jak wysiłek fizyczny. Po prostu wyczerpywał siły innych sektorów ciała. Aktualnie czuł się tak, jakby przed chwilą skończył jakiś solidny pojedynek sparingowy. Albo trwający minimum godzinę trening.
-Jeśli mam być szczerym, to troszkę tak. Tylko nie przyjmij tego w nieprawdziwy sposób - powiedział i uniósł dłonie w pojednawczym geście, znowu się uśmiechając. - Nie jestem zmęczony Tobą jako tako, po prostu ten dialog wymagał ode mnie trochę skupienia. W mieczu jestem dobry, w słowach zdążyłem nieco przyrdzewieć.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 818
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Kogō, Shirei-kan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Shijima » wczoraj, o 09:37

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
25/∞

Kim jest przyjaciel? Czy to osoba, która po prostu jest? Z którą możesz pójść na święto jednego z bogów, porozmawiać i poczuć się zmęczonym, kiedy ten podda cię próbą? Osoba, której możesz zaufać i wręczyć swoje życie w jej ręce, nie bojąc się konsekwencji? To musiało być to. Ktoś, przed kim możesz stać, komu możesz pokazać kark, zupełnie bezbronny i ta osoba nigdy nie wbije ci noża pod żebra, którego tutaj mogłeś oczekiwać. Słowo przyjaciel nie miało tutaj żadnej wartości, prawda? Akihiro nie był żadnym przyjacielem. Ciężko go było nawet znajomym, był bardziej przypadkowym nieznajomym, z którym wdałeś się w jeszcze bardziej przypadkową rozmowę. Kaprys Losu, mówię ci. Mimo to Akihiro co rusz używał tego słowa i wcale nie brzmiało ono jak fałsz na jego wąskich wargach. Płynęło mlekiem i miodem, fałsz? Nie możesz się dopatrzeć kłamstwa tam, gdzie go nie było, gdzie słodycz bzu zagłuszała gorzki posmak porażki. Pozostało ci wzdychać i szukać swoich odpowiedzi na oślep. Szukaj, szukaj, kiedyś na pewno je znajdziesz, jeśli nie dzisiaj, to za rok - i będziesz wspominał tego przypadkowego rozmówcę o czarnych jak węgiel włosach, jego słowa, może nawet zapytasz samego siebie nie raz, jaki miał on prawdziwy cel w tym wszystkim.
- Trochę jak szaleniec, co? - Zapytał z rozbawieniem, otwierając na moment szerzej powieki, w przejawie dziwnej ekscytacji - niezbyt wielkiej, ale hej - rozmowa wkroczyła w końcu na niebezpieczne tory szaleństwa! Ono nigdy nie przechodziło obok obojętnie. Można było próbować je zignorować, ale nie dało się go nie zauważyć. Było trującym robakiem ryjącym sobie korytarze w żyłach, by dotrzeć do każdej komórki ciała i przechodzić z płatka na płatek. Z jednej osoby na drugą. - Lubię cię, Yuki. - Kolejne niespodziewane, urwane ni z gruchy ni z pietruchy stwierdzenie. - Masz polot.
- Zdecydowanie komplement. - Dziękuję, jesteś nad wyraz uprzejmy. - Wyprostował się i zrobił jeden krok do przodu.
- Pójdę niszczyć życia innych ludzi, a Ty odpocznij od umysłowej gimnastyki. - Uśmiechnął się psotliwie, spoglądając na ciebie. - Uporządkuj sobie wszystko w głowie i przeanalizuj na chłodno.


Obrazek
Aktor, godny za widza mieć boga w niebiosach,
Choć sam wpada w wytrawne swoich guseł szpony -
Marząc skrycie o rajskich zaciszach i rosach,
Z uśmiechem wyczekuje ostatniej zasłony.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 515
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Natsume » wczoraj, o 18:05

Młodzieniec parsknął cichym śmiechem, słysząc stwierdzenie ze strony Akihiro. Ano, trochę jak szaleniec. Nie wiadomo było, czy mówi coś dla samego faktu mówienia, czy może próbował zapuszczać swoje korzenie w psychice rozmówcy. Był tym typem człowieka, który był najgroźniejszym ze wszystkich - dlatego, że sam nie wydawał się być przesadnie niebezpieczny. Ukrywał tę część, która mogła wyniszczyć przeciwnika, a gdy ta w końcu się objawiała - ofiara była już zapętlona, bez szansy ucieczki.
Cóż, Natsume też miał pewną świadomość tego, że to również jest pułapka, ale szaleństwo Akihiro zaczęło go na jakiś sposób fascynować.
Przynajmniej był tego świadomy.
-Przyjmę to jako komplement - stwierdził z lekkim uśmiechem na twarzy. - W rzeczy samej, chyba będę musiał chwilę odpocząć. Miło było Cię poznać, Akihiro-san. Niespodziewanie i ze słabym początkiem, ale na dłuższą metę miło.
Odwrócił się i zaczął odchodzić. W pewnym momencie zaś odwrócił się i spojrzał na wędrowca.
-Czyli mogę wnioskować, że znajdę Cię na festiwalu na Hyuo, prawda?
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 818
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Kogō, Shirei-kan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Shijima » wczoraj, o 20:37

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
27/∞

Nie zawsze ucieczka była wskazana. Musisz o tym wiedzieć, wiem, że doświadczyłeś tego na własnej skórze - kiedy ofiara ucieka przed drapieżnikiem, ten zaczyna ją gonić. Budzi się wtedy to, co lepiej, by pozostało w naturze drapieżnika uśpione. Wola polowania. Kiedy dziki wilk biegł przez zaśnieżone lasy pragnął tego samego, co wszystkie wilki na świecie -
poczuć adrenalinę i zatopić kły w sarniej szyi. Dopóki przypatrywały się stadu, które stało w miejscu, narastało napięcie,
ale prawdziwa frajda pojawiała się dopiero, kiedy ofiara zacznie uciekać. Nie gdy zacznie szarżować jeleń ze swoim porożem,nie kiedy stado zdecyduje się odstąpić najsłabszą sztukę - właśnie wtedy, gdy każdy chciał przeżyć. Owczy pęd sprawiał,że serce mocniej uderzało. Tylko że Akihiro wcale za nikim nie gonił. Jakoś tak się działo, że to inni musieli gonić za nim - zmuszał ich do tego, może tak właśnie działała ta dziwna nienawiść, którą tak łatwo wzbudzał? Nie wyglądało na to, żeby doświadczył kiedykolwiek cielesnych kar za swój niewyparzony język. Ewentualnie tak łatwo, jak łatwo gniew budził, może potrafił go też ugasić i wkupić się w łaski? Tutaj zaczynała się inna część jego twarzy, którą dość łatwo zauważyłeś - mężczyzna prawdopodobnie był naprawdę jakimś dziwnym rodzajem psychola, a takowi raczej nie męczą się, by wkupić się w czyjeś dobre intencje. Po co? Twierdził, że się nudzi, skoro tak, to wrogość dawała o wiele więcej satysfakcji, więcej emocji, niż słodzenie sobie wzajem. Podobna była do tego wspomnianego polowania. Sprawiała, że odbywał swoją podróż, swą pogoń nie ruszając się z miejsca - siadał na grzbiet swej ofiary i pozwalał jej nieść się w dal, ciesząc się podmuchem powietrza na twarzy, obojętnie, czy wróżono mu ognie piekielne czy chłód lodów Hyuo. Był odporny na to wszystko, chociaż na jego wątłych ramionach spoczywała tylko gruba, ciepła skóra. Chyba ściągnięta z jakiegoś niedźwiedzia. To była jeszcze jedna podpowiedź - jego ubranie. Nie był biedny. Ubrany z klasą, elegancko, bez zbytniego przepychu, ale chociaż nie wydawało się, by był stąd, to jego ubranie nie było zniszczone od podróży. Może jednak stąd był? Jakiś bogatszy kupiec? Jakieś polityk? Gdyby był politykiem - kojarzyłbyś go. Członek jakiejś zamożniejszej rodziny? Nie potrafiłeś podłączyć go do nikogo z Wysp, twojego Cesarstwa, którego masz stać się Panem.
- Nie było aż tak słabo. - Puścił ci oczko, wychodząc razem z tobą spod linii drzew, by stanąć na równej ziemi, z której odgarnięto śnieg, by wierzący mogli bez przeszkód dostać się do kaplicy. - Tak! Jesteśmy umówieni. - Kiwnął energicznie głową, z uśmiechem zadowolenia na twarzy. Jak dziecko, które dostało wielkiego lizaka, na którego tyle czasu czekało.
Cóż, może on faktycznie tylko chciał porozmawiać?



-> Zapraszam tutaj
Obrazek
Aktor, godny za widza mieć boga w niebiosach,
Choć sam wpada w wytrawne swoich guseł szpony -
Marząc skrycie o rajskich zaciszach i rosach,
Z uśmiechem wyczekuje ostatniej zasłony.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 515
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Natsume » wczoraj, o 21:18

Młodzieniec westchnął ciężko, patrząc na entuzjastyczną reakcję mężczyzny. Ech, miał do czynienia z naprawdę dziwacznym przypadkiem. Tajemnicza istota cholera wie skąd, wyglądająca na bogacza, lecz zdecydowanie bez pochodzenia wyspiarskiego, za to z charyzmą która pozwoliłaby mu wejść w dowolne miejsce na świecie i przekonać ludzi, żeby spełnili jego żądania. I to w taki sposób, że pospólstwo by myślało, że to od początku był ich pomysł. Groźny człowiek, który cholera wie czy naprawdę zaczął przepadać za jakimś człowiekiem, czy może tylko tak wmawiał dla ułatwienia kontaktu. Enigma. Cholerna enigma.
-W co ja się znowu wpakowałem... - mruknął pod nosem, idąc w kierunku pałacu. Będzie musiał zostawić notkę, że na kilka dni wyjeżdża z powrotem na Hyuo, a później musi znaleźć jakiś transport. Chociaż, znając życie, o to akurat trudno nie będzie. W końcu jest elektem, cholera jasna.
Przegryzł palec, złożył pięć pieczęci i dotknął dłonią drzewa obok którego akurat przechodził. Z pieczęci wyskoczył wielki tygrys, który wylądował na kamiennym chodniku i przeciągnął się mocno.
-Siemanko, szefie - warknął wesoło Hyohiro, idąc na równo z Natsumem. - To gdzie tym razem?
-Najpierw pałac, później port. Wracamy na Hyuo.
Pysk tygrysa skrzywił się, jak gdyby próbował zrobić ironiczną minę.
-Co, za ciepło? Dobra, wsiadaj. Obrócimy szybko, odpalę Kinobori no Waza i może przed wieczorem będziemy na wyspie.
Natsume, nie mając nic więcej do stwierdzenia, uśmiechnął się lekko i wsiadł na Hyohiro. Ten spiął się i ruszył szybko w kierunku nowej siedziby Cesarza, by później ruszyć ponownie na Hyuo.
Cóż, przynajmniej ludzie się przyzwyczają do obecności tych stworów również w Hanamurze. Hyuo już przywykło.

z/t
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 818
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Kogō, Shirei-kan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Poprzednia strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość