Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Natsume » 3 paź 2018, o 20:29

Natsume pokręcił lekko głową, starając się w miarę przetrawić wszystkie informacje otrzymane od Numy. A było tego cholernie sporo - mnóstwo nowych twarzy, informacji o przeciwnikach, skrótowych opisów tego co potrafili. Oraz to, jak bardzo odstawali pod względami swoich umiejętności od zwykłych śmiertelników. Shinobi, który jest praktycznie chodzącymi zwłokami i potrafiący walczyć nawet z mieczem w głowie? Człowiek-maszyna, z którego jedyne co pozostało ludzkiego to jakiś pojemnik z... cholera wie, czy to sercem, mózgiem czy co to jeszcze? Podjudzacz, który może za niedługo stworzyć religijny kult stojący po stronie Hana? Niezłą gromadkę sobie nazbierał, cholera... trzeba będzie te informacje przechować, żeby później móc je wykorzystać w bardziej newralgicznych momentach...
-... rozumiem - powiedział w końcu, ponownie drapiąc się po potylicy. Obrócił się i zaczął powoli się przechadzać to w jedną, to w drugą stronę. - Dziękuję za te informacje. Dzięki Tobie mamy przynajmniej jakiś zarys przeciwnika, i będziemy mogli wiedzieć czego się spodziewać. Ta wiedza może uratować setki istnień. Ratujesz nam tyłki.
Uśmiechnął się i skłonił się przed Numą - na tyle, aby wyrazić głębokie podziękowanie, ale przy tym nie wyglądać zbyt uniżenie. W końcu mimo wszystko miał dość poważną rangę, musiał się zachowywać chociaż trochę jak przystało na tę pozycję.
Wtedy Numa wyraził bardziej prywatną prośbę i informację, które sprawiły że Yuki uniósł lekko brwi w zaskoczeniu. A więc chłopak jednak był bezdomnym? Dodatkowo istniała możliwość, że z urodzenia był on mieszkańcem wysp? No proszę! Bardzo pozytywnie zaskakująca wieść! Yuki uśmiechnął się szeroko.
-A więc pragniesz odnaleźć informacje o swojej rodzinie?... W porządku, w takim razie. Oczywiście, jeżeli chcesz, mogę ci oddać te tereny na własność. Aczkolwiek mamy w Hanamurze jeszcze trochę wolnych domów, jeśli chcesz, możesz po prostu zająć jeden z nich...
Wzruszył ramionami.
-Ale jak uważasz, jeśli wolisz takie rozwiązanie, to nie mam nic przeciwko. Chociaż w ten sposób mogę się odwdzięczyć za pomoc z Twojej strony.
Spojrzał na niebo, obserwując niebo zasnuwające się chmurami. No tak, nadeszła jesień... niedługo ulice zaczną się pokrywać kolorowymi liśćmi opadającymi z wszechobecnych drzew wiśni i śliw. No i powrócił okres deszczowy. Niektórych to potrafiło wpędzić w istną depresję. Cóż, sam Yuki bardzo lubił deszcz. Śnieg bardziej, ale deszcz również mu odpowiadał.
-... Wybacz, ale będę musiał wracać do miasta - powiedział w końcu, po czym znów się uśmiechnął w kierunku Numy. - Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Jeżeli jeszcze będziesz czegoś potrzebować, daj znać.
Z tymi słowami wykonał szybki sus w kierunku klifu, by dostać się na jego szczyt. Użył do tego pełni szybkości, więc znalazł się na szczycie w kilka sekund. Następnie otrzepał się z pyłu i piasku, i ruszył spokojnym krokiem w kierunku osady...

z/t
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1251
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Numa » 4 paź 2018, o 18:10

Wyglądało na to że pertraktacje Numy dotyczące kawałka ziemi powiodły się, otrzymał on prawa do ziemi. Co prawda ustnie jednak nie zmieniało to faktu że słowo cesarza to nie byle co. Tak więc teraz gdy ktoś przyjdzie do jego kawałka ziemi to zawsze będzie mógł powiedzieć. "Bo cesarz powiedział..." W każdym razie Numa powiedział dość szybko cesarzowi zanim ten zaczął skakać jak szalony.
— Dziękuję cesarzu, do zobaczenia. —
Wtedy stało się jak cesarz nie skoczył to dosłownie znikł w kilka chwil. Poleciał dosłownie z sporą prędkością dalej. Numa dość szybko zdał sobie sprawę że rybki są gotowe do zjedzenia. Więc co mogło nastąpić dalej ? Oczywiście że głodny Bezdomny wziął jedną rybkę i ugryzł czując jak smaczna stała się rybka był aż zdziwiony. Wówczas pomyślał. - Co ta Rida zrobiła z tymi rybkami, nigdy mi tak Rybka nie smakowała. - Przez chwilę z entuzjazmem zajadał się tą rybką po czym zdał sobie sprawę z pewnej spray którą zrobił zdecydowanie nie tak. - Ja zapomniałem się z nią pożegnać... - Wówczas oczy Ranmaru zapaliły się i on dość szybko starał się odszukać wzrokiem gdzie ona teraz jest. Zdawał sobie w końcu sprawę z tego że zachował się jak niewdzięcznik. Ona usmażyła bu rybki a on nawet jej nie pożegnał. Decyzja mogła być tylko jednak. - Dam jej jedną rybkę i przeproszę. - Wówczas Numa szybko zaczął ukrywać swój zestaw polowy do gotowania. Zapomniał jednak o jednej sprawie jak zgasić ognisko.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Numa rozpoczął wędrówkę, Razem z smażonymi rybkami, nabitymi na patyki. Podążał w kierunku klifu na której widział swoimi czerwonymi oczkami Ridę. W końcu musiał nieco poprawić swoje zachowanie.

/nmm\
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 427
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 15
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Ame » 8 paź 2018, o 19:31

Po zakończeniu misji Ame szwendał się bez celu po Hanamurze. Nie było go co prawda kilka dni, ale jakoś nie wierzył, że młodszy opuścił miasto albo cesarstwo bez niego. Z drugiej strony nie mógł go nigdzie znaleźć. Założył rozsądny scenariusz - prawdopodobnie dzieciak poszedł w ślady brata i również udał się na misje.
Wypadałoby trochę potrenować, ale jakoś po wszystkim w Rekinie nie było nawet odrobiny zacięcia do tego. Na tę chwilę był zmęczony kombinowaniem nad tym jak ujść z życiem. Stresowe sytuacje i dwudniowa ucieczka kompletnie wybiły go z rytmu, zabrały ze sobą jego wenę twórczą. Do tego wkradła się odrobina dumy - w końcu poradził sobie z profesjonalnym najemnikiem, który być może zostanie na dnie Hanamurskiej rzeki na zawsze a jego ciało posłuży za karmę dla rybek, a ostatecznie wspomoże wzrost wodorostów. Znudzony chodził wzdłuż klifu.
Pewnie chodziłby jeszcze tak długo, ale z jakiegoś powodu zauważył, że Kaito najpewniej nie znajdzie go w przeciągu najbliższej godziny. Mimo, że zawsze potrafili się odnaleźć. Jego wędrówkę przerwało odnalezienie niedogaszonego ogniska. Rekin uznał, że to dość dobre miejsce żeby poczekać na czarnowłosego. Szybko doniósł odrobinę drewna, które znalazł w okolicy i starał się przywrócić ogień do stanu w jakim był jakiś czas wcześniej.
Nie miał ochoty na razie robić nic produktywnego. Po prostu wpatrywał się w ogień, leżąc na prowizorycznym posłaniu stworzonym z własnej kurtki. Nie zasypiał, pozostawał czujny. Nie chciał już kolejny raz dać się zaskoczyć temu cholernemu bachorowi.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 347
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Kaito » 11 paź 2018, o 14:26

Nikogo pewnie nie dziwiło, że po bohaterskich poszukiwaniach kota przeklęcie zgłodniał. A jednak jeszcze nie na tyle, by trochę nie powybrzydzać. Bo ile można jeść ryby? Prawie każda knajpa z rybami… Trochę musiał sobie ponarzekać, choć w gruncie rzeczy cieszył się, że wreszcie wrócili w rodzinne strony. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. W końcu to głównie Ame ciągał go po świecie, chociaż nie było tego złego, bo gdyby nie starszy brat powsinoga Kaito nie zwiedziłby tak wielu ciekawych miejsc. Teraz niebieskowłosy znów się gdzieś szwendał zamiast przynieść mu jakiś pyszny obiad, kompletnie go sobie nie wychował… Tak czy inaczej młodszy Hozuki przeszedł chyba całą Hanamurę, by wrzucić na ząb coś nietypowego, jakieś danie z kurczakiem, za które zapłacił krocie, bo przecież kurczak to nie ryba, a Wyspiarze powinni jeść same ryby. Nie żałował jednak, bo porcja była spora nawet jak na niego, a nie dało się ukryć, że z czystego łakomstwa skonsumowałby pewnie jeszcze jedną. Ostatecznie zniechęcił go tylko nieco zbyt długi czas oczekiwania. Mimo wszystko uprzejmie podziękował, zostawiając nawet napiwek. Za kurczaka w Hanamurze był on z pewnością zasłużony.
Kociak znaleziony, Minami uratowana, brzuszek napełniony – trzeba było pomyśleć o tym, co dalej. Chłopak przypomniał sobie o tym, że miał w planach trening, a gdzie najlepiej mu się w tej wiosce ćwiczyło? Oczywiście na ukrytym wybrzeżu z drzewem wiśni, które niegdyś udało mu się odkryć z Ame. Nie szukał go, nie spodziewał się nawet, że może go tam spotkać. Po prostu chciał nauczyć się jakiejś nowej techniki, a zapierająca dech w piersiach okolica wydawała mu się zachęcającą propozycją. Mniej zachęcające jednak było wdrapywanie się po skałach. Dopiero podczas tej wspinaczki Kaito zdał sobie bowiem sprawę z tego, że zbyt szybko i zbyt łapczywie pochłaniał kolejne kęsy gorącej potrawy. Nieczęsto się to zdarzało, ale wydawało mu się, że jest cięższy przynajmniej ze dwa razy niż zwykle. Przesadził. Co prawda nie było jeszcze tak tragicznie, bo żołądek go nie bolał, nie dostał też żadnych nieprzyjemnych skrętów, ale jednak czuł się pełny i miał wrażenie, że jak tylko wejdzie na sam szczyt, to na wybrzeże stoczy się jak wielka, śnieżna kula lawinowa. Może i śnieżna kula lawinowa nie była zbyt dobrym porównaniem, bo wbrew pozorom tego dnia było całkiem ciepło, ale Kantańczyk o treningu mógł chyba na razie zapomnieć. Przynajmniej do czasu, kiedy kawałki warzyw i kurczaka ułożą się w jego brzuchu niczym tetris i przestaną przypominać mu o tym, że jest cholernym żarłokiem.
Plany o ćwiczeniach spłonęły na panewce, ale szkoda by było nie odwiedzić wybrzeża, skoro praktycznie znalazł się już na szczycie krateru. Poza tym z oddali zauważył jakąś postać, a gdy przyjrzał się bliżej, był prawie pewien, że dostrzega niebieską czuprynę. Nie mógł jeszcze w stu procentach wyrokować, ale dopuszczał do siebie myśl, że to Ame. W końcu niewiele osób w ogóle wiedziało o tym miejscu. Zszedł więc w kierunku piaszczystej plaży (mimo wcześniejszych obaw o stoczeniu się na dół), zbliżając się do postaci, która rozpaliła sobie ognisko. Kaito musiał przyznać, że nie był to wcale zły pomysł.
- Chyba umrę… – Westchnął ciężko, co niecelowo zastąpiło jego przywitanie ze starszym bratem. Zaraz po tym też zdjął kurtkę, jako że ogień dawał wystarczająco ciepła, i legł na niej jak zwierz, masując się po brzuchu. Na moment zamknął nawet oczy, ale wiedział, że jego towarzysz nie da mu spać, dlatego szybko zrezygnował z tego pomysłu. Zamiast tego, podobnie do niebieskowłosego, wpatrywał się w ogień, wspominając uśmiech Minami i szczęśliwe spoglądające na nich ślepia uratowanego przez panią medyk kociaka. Jego kąciki ust momentalnie uniosły się ku górze, a Kaito swe zaczepne spojrzenie skierował w stronę rozleniwionego Ame.
- Ale uratowałem dzisiaj małą dziewczynkę i jej kotka! – Pochwalił się bratu, myśląc pewnie że wygrał w lotto. Nie miał jednak pojęcia o tym, że podczas gdy on uganiał się za futrzakiem, jego braciszek stoczył jakąś ciężką walkę.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 397
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Ame » 12 paź 2018, o 15:14

Ame siedział przed ogniskiem i z całej siły próbował nie zasnąć. Wiedział, że prędzej czy później pojawi się ta kulka kłopotów znana szerszej publiczności jako Kaito. Ogień dawał mu przyjemne ciepło, które jeszcze bardziej potęgowało uczucie senności. Mimo wszystko niebieskowłosy dzielnie walczył ze sobą. Przewracał oczami po wszystkim w zasięgu wzroku. Ognisku. Wiśni. Wodzie. Piasku. Obok siebie miał również tajemnicze pudełko z jeszcze bardziej tajemniczym kluczem. Od czasu do czasu chłopak wyjmował go ze skrzynki i obserwował. Wyglądał na wykonany ze złota, bądź też pozłacany. Trzydzieści centymetrów długości, ząbki proporcjonalne do ogólnej wielkości przedmiotu. Głownia przypominała kształtem otwartą szczękę rekina. Cała wiedza chłopaka opierała się na tym, że wcześniej należał do jego ojca i na tym, że nikt na wyspach nie wiedział co do cholery jasnej ten klucz otwiera. Hozuki miał nadzieje, że wsadzi ten klucz w ucho młodszego, kilka magicznych trybików przeskoczy i Kaito zacznie używać mózgu.
O wilku mowa. Ame zauważył gnojka już wcześniej. Wspinał się cholera wie gdzie i po co. Nie wyglądał za dobrze. Zupełnie jakby zjadł nieświeżą rybę fugu. Z daleka widział jego zbolałą minę i nie było mu go szkoda. Kaito ewidentnie wchodził w najgorszy okres dojrzewania. Czas eksperymentów. Starszy już dawno stracił rachubę w tym czego tamten próbował. Pewnie znowu zacznie gadać o iluzjach i alkoholu na festiwalu. Ostrożnie schował klucz do torby, a szkatułkę zostawił na wcześniejszym miejscu. Nie mógł ryzykować. Jak ćpun i alkoholik to na pewno też złodziej.
Przynajmniej pozornie bo tak na prawdę wcale tak nie myślał. Po prostu lubił się z czarnowłosego ponabijać w myślach. Przecież i tak się nie dowie, że Rekin dodaje mu podłych cech charakterystycznych dla ludzi ulicy. Dzieciak był już blisko i zacznie marudzić, więc teraz Ame musiał się skupić żeby mu odpowiedzieć w miarę składnie, bo dalej miał ochotę iść spać.
- Chyba? Weź się zdecyduj bo nie wiem czy warto inwestować w ciebie siły do rozmowy. - odpowiedział na próbę zaczęcia dialogu. Młodszy przysiadł się do ognicha i zaczął masować się po brzuchu.
- Co, piłeś na pusty żołądek? Mówiłem tyle razy... zagryzaj owocami to mniej kopnie aleeee nieeeee, zawsze wiesz lepiej to teraz cierp. - Niebieskowłosy płynnie przeszedł od obrażania go w myślach do obrażania go w słowach. Tamten tylko siedział z bólem i smutkiem w oczach aż odezwał się tylko po to żeby zakomunikować mu, że uratował dziecko i kota. Starszy nie rozumiał dlaczego najpierw wymienił dziewczynkę, skoro zaczyna się od rzeczy ważniejszych czyli w tym wypadku kota.
- No, no. Bardzo to ciekawe. A teraz słuchaj. Kojarzysz może taką szkatułkę? - mówiąc to pchnął skrzyneczkę wprost do brata. Czekał aż zrzednie mu mina na widok bogackiego, czerwonego aksamitu, którym wyłożone było wnętrze pojemnika.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 347
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Kaito » 13 paź 2018, o 18:31

Jak można było w ogóle nazwać Kaito kulką kłopotów? Toż to był uroczy chłopak, zawsze skory do pomocy, ratował kobiety z opresji, kociaki od stracenia łapek. Faktycznie, może nieraz jego niezdarność i roztargnienie potrafiły go wpakować w tarapaty, ale opinia brata i tak z pewnością była przesadzona. W jego przypadku bowiem zalety zdecydowanie przewyższały wady, a i do wad można było się ostatecznie przyzwyczaić – przynajmniej nigdy nie było z nim nudno. Ame prawdopodobnie, w głębi serca, też tak myślał, skoro jednak pomimo wszelkich przeciwności losu nadal się szlajał z młodszym po świecie. Drobne uszczypliwości były jedynie potwierdzeniem łączącej ich więzi, przyjaźni, która z czasem naprawdę się umocniła i sprawiła, że mogli liczyć na siebie w każdych okolicznościach.
Czarnowłosy Kantańczyk może i nie usłyszał tej uwagi, którą Ame pozostawił póki co dla siebie, ale przecież znał go wystarczająco, by spodziewać się, że zaraz usłyszy jakąś docinkę. Ta chwila milczenia wydawała mu się wręcz nietypowa, ale nie chciał też narzekać. Przynajmniej przez chwilę miał spokój i mógł korzystać z dobrodziejstw rozpalonego przez jego towarzysza ogniska. Przyjemne ciepełko uderzało do głowy, a i brzuch chyba powoli przestawał go boleć, więc wszystko było w jak najlepszym porządku. Pewnie byłoby gorzej, gdyby rzeczywiście zjadł nieświeżą rybę fugu, ale na szczęście kurczak nie mógł chyba dokonać w jego organizmie aż tak daleko idących zniszczeń. A czy rzeczywiście eksperymentował? Z jedzeniem może i tak, bo faktycznie lubił próbować wszystkiego, co tylko wpadło mu w oczy. Od alkoholu i innych dziwnych rozrywek jednak stronił, nie dlatego że jakoś bardzo hołdował zasadom i był za młody – po prostu nigdy go to nie kręciło. Miał okazje napić się sake, ale po kilku procentowych dawkach czuł się tak zmęczony, że i tak nie dało mu to żadnej przyjemności, a tylko nie mógł się zabrać za żaden porządny trening. Stwierdził więc, że nie ma z tego żadnych korzyści i zamiast wypitego na nielegalu drinka wolał zjeść kilka dango więcej.
- Chyba… jeszcze nie wiem… – Mruknął po chwili, bo miał wrażenie, że z jego samopoczuciem jest już trochę lepiej. Ból jednak nie do końca minął, nadal dawał o sobie momentami poznać, ale chyba rzeczywiście uczucie przejedzenia powoli przechodziło. Najwyraźniej musiał się na trochę położyć.
- Nie mierz wszystkich swoją miarą, nałogowcu. Po prostu zjadłem za dużo kurczaka… – Westchnął ciężko. – I warzyw… – Kolejne westchnięcie? – No i ryżu… – Jeżeli dobrze znało się Kaito, można by było przypuszczać, że wymieni jeszcze przynajmniej z dziesięć tego rodzaju składników, ale jednak tym razem można było się rozczarować. Tym razem bowiem zabiły go tylko trzy, po prostu w przeklęcie dużych ilościach.
Kiedy Ame zapytał go o jakąś szkatułkę, którą zresztą zaraz postanowił mu pokazać, nagle się ożywił. W mgnieniu oka zapomniał o swoim żołądku i zaczął oglądać z każdej strony tajemnicze pudełeczko. Otworzył je nawet, żeby zobaczyć wyłożone czerwonym aksamitem wnętrze i równie tajemniczą zawartość. Szczerze mówiąc, pierwszy raz widział coś takiego na oczy, więc jeśli niebieskowłosy liczył na pomoc z jego strony, to chyba jednak źle dobrał sobie partnera.
- Co to jest? Komu ukradłeś? – Zapytał za to śmiertelnie poważnie, uważając że chociaż w ten sposób jakoś odgryzie się swojemu braciszkowi za nazwanie go alkoholikiem. Swoją drogą marny przytyk względem kogoś, kto procentowych trunków praktycznie nie ruszał. Prędzej to Ame by faktycznie coś zwędził niż Kaito cierpiał na objawy kaca, ale właściwie… co za różnica? Teraz akurat czarnowłosego naprawdę zainteresowała ta szkatułka i znajdujący się w niej kluczyk. Może otwierał jakąś skrzynię ze skarbem? Byliby bogaci i do końca życie nie musieliby pracować! Czy nie była to wspaniała myśl? Dlatego też ze zniecierpliwieniem czekał na jakiekolwiek wyjaśnienia ze strony swojego rozmówcy. Chciał wiedzieć chociaż, gdzie Ame zdobył to cudo – mógł to być pierwszy trop do rozwikłania zagadki.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 397
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Ame » 13 paź 2018, o 20:43

Ame przede wszystkim nie wiedział, że Kaito ratuje kotki od stracenia łapek. To znaczy może by wiedział gdyby dał mu się. wypowiedzieć. Ale po co? Przecież najważniejsza była ta cholerna skrzynka. W końcu dzieciaka też to dotyczyło. Mimo, że szlajał się z jakąś menelnią i pił to dalej był rodziną. Zgadza się. Ame cieszył się, że Kaito chce z nim w ogóle rozmawiać. Przynajmniej ognisko na coś się przydało.
Rekin obserwował brata. Miał nadzieje, że cokolwiek zjadł czy tam wypił za bardzo go nie sponiewiera. W końcu zaraz miał wyskoczyć z pewnym nietypowym planem i wolał żeby czarnowłosy był w lepszej kondycji niż zarażony grypą sześciolatek. Wcześniej żartował z alkoholu, ale przecież dobrze wiedział, że tamten się nie upija. Po prostu do tej pory nabija się z tego niefortunnego incydentu w parku noszącym jego imię.
- To jak już umrzesz to mi powiedz, wtedy przestane się do Ciebie odzywać. - kontynuował wcześniejszy żart. Wiedział, że nie jest on super zabawny, ale co za różnica skoro sami swoi? Jak cierpi i nie jest to prawdziwe zagrożenie, jako osoba najbliższa definitywnie ciąży na nim obowiązek obśmiania go na wszelkie możliwe sposoby.
- Za dużo kurczaka, warzyw i ryżu? Przecież Twój żołądek nie ma dna, jesteś naturalnym mutantem. Założę się, że nasza zdolność klanowa działa, ale tylko w Twoich bebechach przez co możesz zmieścić w siebie tyle ile sam ważysz. - złośliwością nie było końca, bo i nie było powodu, dla którego miałyby się kończyć. Pewnie nigdy w życiu nie przestanie, po co się łudzić.
Teraz Rekin z niecierpliwością czekał na reakcje dzieciaka na tajemniczy kuferek... niestety bez niespodzianek. Kaito najwyraźniej też nie wiedział o co z tym chodzi...
- Odpowiedziałbym, że Twojemu staremu, ale to jest pośrednio prawda. - uśmiechnął się tajemniczo.
- Starczy powiedzieć, że mój poprzedni zleceniodawca przekazał mi go jako premię. Należał do naszego ojca, ale nie o ten głupi kufer się rozbija. Obadaj to. - mówiąc to sięgnął do kieszeni i wręczył bratu dziwaczny klucz.
- Nie mam pojęcia co on otwiera. Podobno nikt na wyspach nie wie. - zasępił się wyraźnie.
- Prawda jest taka, że gdyby facet, który mi go dał, rozszyfrował cokolwiek dotyczącego tego dziadowstwa, to w życiu bym tego na oczy nie zobaczył. Najwidoczniej się poddał. - podsumował znaną mu historie przedmiotu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 347
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Kaito » 14 paź 2018, o 22:06

Rzeczywiście Ame nie za bardzo dał mu się wypowiedzieć, ale Kaito jakoś nieszczególnie się tym przejął. Chyba i tak trudno byłoby opowiedzieć w kilku zdaniach całą historię z Minami jej Minu tak, żeby przekazać wszystkie towarzyszące jej emocje, które niewątpliwie były najistotniejsze. Poza tym to nie była pierwsza tego rodzaju sytuacja, więc czarnowłosy Kantańczyk przyzwyczaił się do tego, że dla dobra stosunków pomiędzy braćmi niektóre tematy trzeba pominąć albo przynajmniej przełożyć ich omówienie na inny, bardziej dogodny termin. Poza tym faktycznie skrzynka wydawała się w tym momencie ciekawsza, skrywała na pewno wiele więcej tajemnic niż jakiś uratowany kociak.
Co do docinek, te zawsze pomiędzy istniały i nie miał zamiaru się zbytnio w ten temat zagłębiać. Dobrze jednak, że niebieskowłosy nie wspomniał o sytuacji w parku, bo ta akurat pewnie wywołałaby większą dyskusję. W końcu Kaito nic wówczas nie wypił, a Ame chyba do tej pory nie wierzył mu we wszystko to, co się w tym cholernym parku wydarzyło. Z jednej strony mógł go zrozumieć, bo sytuacja faktycznie była nietypowa, ale z drugiej strony… jak można było nie mieć za grosz zaufania do najbliższego członka swojej rodziny?
- No jasne, wyślę Ci list z zaproszeniem na swój pogrzeb. – Westchnął wreszcie ciężko nad głupotą starszego z rodu Hozuków. Nawet sam Ame zdawał sobie chyba sprawę z tego, że ten żart akurat nie za dobrze mu wyszedł, ale przecież nie mógł się wycofać czyż nie? Ta dumna z siebie, niezależnie od okoliczności, bestia musiała brnąć dalej nawet jeśli coś nie miało najmniejszego sensu. Kolejny komentarz jednak zdołał już Kaito rozbawić, a na jego twarzy pojawił się nawet ledwie widoczny uśmiech.
- Czyli uważasz, że jednak odziedziczyłem Kekkei Genkai? – Zapytał z udawaną nadzieją w głosie. Nie miał jednak pięciu lat, by wziąć słowa Ame na poważnie, dlatego tylko roześmiał się i postanowił odpuścić.
- Widzisz, jednak nawet i mi zdarzy się przesadzić… – Dodał więc już zupełnie poważnie, ale na szczęście bez wcześniejszego grymasu na twarzy, bo faktycznie żołądek, który wcześniej się na niego uwziął, nie był aż tak sponiewierany. Było coraz lepiej, a myśl o tym, że stoi przed nimi jakaś wspaniała zagadka napawała optymizmem, energią i chęcią do działania.
- Mówisz, że to należało do naszego ojca? – Rzucił nagle z wyraźnym zainteresowaniem, jeszcze raz oglądać skrzyneczkę z każdej możliwej strony. Jakby jakaś rysa na drewnie miała mu dać podpowiedź. Nic z tych rzeczy, skrzynka jak skrzynka. Jeżeli jednak kryła się za tym jakąś historia rodzinna, to jeszcze bardziej chciał poznać wszelkie jej sekrety. Tylko od czego w ogóle powinni w takim razie zacząć?
- Masz w ogóle jakiś pomysł? Punkt zaczepienia? Cokolwiek? – Zapytał po dłuższej chwili, bo mimo wszystko nie było go przy rozmowie Ame z jego zleceniodawcą. Nie pomagało to, że na wyspach nikt nic nie wiedział. Wyglądało na to, że musieli szukać odpowiedzi poza swoją ojczyzną, a to sprawiało, że otwierał się przed nim szereg nieskończonych możliwości. Kaito chyba zaczynał więc wątpić w to czy w ogóle uda im się czegokolwiek dowiedzieć. Sam nieważne jak mocno wytężał swoje zwoje mózgowe, nie mógł wpaść na żadne sensowne rozwiązanie. Dlatego też patrzył wyczekująco na brata, licząc na to, że być może jemu zapaliła się w głowie jakaś lampka i że zaraz wykrzyknie radośnie „Eureka!”.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 397
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Ame » 15 paź 2018, o 10:51

Ame zastanawiał się jak Kaito przyjmie pojawienie się rzeczy po ojcu. W końcu to on mimo braku Kekkei Genkai z jakiegoś powodu był bardziej za rodziną. To pewnie jego kolejna wada charakteru. Na szczęście ratował koty, więc trochę go to podnosiło w oczach Rekina. Skrzynka nawet na starszego sprowadziła kilka dylematów. Nie wiedział czy powinien jej szukać teraz, zwłaszcza że nawet nie mieli żadnego punktu zaczepienia. Z drugiej strony obaj stali się silni i doświadczeni. Bez żadnego problemu mogliby podnieść swoją rangę w szeregach cesarstwa. Mimo wszystko pociągało to za sobą większą odpowiedzialność. Ich ewentualne wyruszenie w drogę mogło być przez to znacznie utrudnione. I nie mieliby więcej czasu na pożeranie dango po godzinach.
- I tak bym nie przyszedł. - skwitował Ame z obojętną miną. Niech sobie dzieciak nie myśli, że mu jakoś zależy czy coś. Wszystkie żarty niebieskowłosego są dobre. Po prostu niektórym brakuje poczucia humoru żeby je docenić. Zresztą, prawdziwi geniusze doceniani są po śmierci. A jak umrze starszy to nikomu nie wyśle listu z zaproszeniem na swój pogrzeb, bo już będzie martwy.
- Nie wiem co odziedziczyłeś, ale na pewno ktoś powinien Cię przebadać. Być może właśnie przepada największy możliwy postęp medyczny! Kto wie co można odkryć eksplorując dno Twojego żołądka? Może jakieś fajne miecze? - nawet jeżeli progres medycyny i ulubionych narzędzi szermierza nie były specjalnie ze sobą związane, to Ame dał się ponieść fantazji na temat tego co może skrywać brzuch wszystkożercy.
- Do mojego na pewno, do Twojego to nie wiem. - powrócił do obleśnego żartu o synu listonosza. Miał nadzieje, że tym razem nie przegnie, bo wiedział, że za dużo to i świnia nie przeżre. Z drugiej strony przecież Kaito potrafił zeżreć więcej niż świnia.
Widać było, że młodszy jest podjarany jak tęcza na placu zbawiciela. Zależało mu na odkryciu sekretów rodzinnych. Rekinowi bardziej zależało na znalezieniu ewentualnego skarbu. W końcu tak wypasiony klucz nie może otwierać jakiegoś badziewia, nie?
- Punktów zaczepienia mam tyle co przeciętny wyznawca Jashina na zakończenie wojen na świecie. - podsumował swoją wiedze Ame.
- Ty! Zaraz, zaraz! Wojna! To jest myśl! Tam zawsze jest zbieranina ludzi, więc chyba lepiej zacząć od tego. Skoro to coś co nasz ojciec znalazł na wojnie, to może i nam się poszczęści? - i trzeba zauważyć, że Ame użył sformułowania "nasz ojciec". Wszyscy we wsi wiedzieli, że wybuchła wojna po drugiej stronie morza, bez problemu mogliby zaciągnąć się po jednej ze stron.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 347
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Kaito » 15 paź 2018, o 21:58

Z ojcem przez długi czas nie było mu po drodze z racji tego, że nie odziedziczył rodowych zdolności. Gdyby był jedynakiem, pewnie do dzisiaj darłby z nim koty. A jednak Ame potrafił jakoś zmienić jego podejście, prawdopodobnie i tak w oczach tatusia był tym bardziej faworyzowanym, ale przynajmniej zaczął też doceniać pracę Kaito i zrozumiał, że nawet bez Kekkei Genkai chłopak może wiele osiągnąć. Prawda jest jednak tak, że nawet gdyby historia potoczyła się inaczej, to i tak ten czarnowłosy wesołek pewnie zawsze broniłby swojej rodziny. Był skory do pomocy i ratowania wszystkich ludzi, a już ci, z którymi łączyły go więzy krwi byli dla niego z zasady najważniejsi. Trudno powiedzieć skąd Kaito tak miał – może to wychowanie troskliwej matki? A może po prostu sam z siebie był dobrym człowiekiem, a przez to większość ludzi, poza małymi wyjątkami, darzył miłością? Jego przesadnie wręcz optymistyczne podejście do świata, jak i przesadna dobroczynność mogły nieraz naprawdę doprowadzać do szału, ale czego by o tym świrze nie powiedzieć, to jednak był przynajmniej przeklęcie lojalny i zawsze można było na niego liczyć.
- I dobrze, znając Ciebie, i tak byś popsuł całą uroczystość. – Prychnął niczym rozjuszony kotek, ale zaraz po tym wzruszył ramionami. Typowy Ame. Mógł sobie gadać co chce, ale gdyby rzeczywiście coś się młodszemu stało, pewnie nawet i on uroniłby łzę. W końcu z kim by podróżował po świecie, trenował, czy zajadał się godzinami w różnych knajpach? Ba, nawet nie miałby wtedy z kogo sobie żartować. Ale oczywiście i w drugą stronę było podobnie. Kaito także nie wyobrażał sobie, by w jego życiu miało zabraknąć tej niebieskiej czupryny. Po takim kolorze włosów łatwo go było przynajmniej znaleźć w tłumie. W przypadku każdego innego znajomego, jakiego by sobie dobrał za kompana, musiałby się jednak bardziej uaktywnić przy tego rodzaju poszukiwaniach.
- Wiesz… ja tam dla dobra wszechświata nawet by się mógł dać przebadać, ale gdzie tam. Pewnie by mnie jeszcze obciążyli kosztami za taką przyjemność. – Westchnął ciężko, narzekając na warunki służby zdrowia. Bardziej w żartach, bo w rzeczywistości nie miał zbyt wielu okazji, by leżeć w jakimś szpitalu. Miał chyba więcej szczęścia niż rozumu, bo poza powierzchownymi, niegroźnymi obrażeniami raczej nigdy się nie nabawił żadnych poważniejszych chorób czy urazów. O ile chorobą nie nazywaliśmy jego odwiecznego obżarstwa – ale nadwagi nie miał, wręcz przeciwnie, więc chyba nie była to żadna przypadłość mogąca zagrażać jego zdrowiu. Niewykluczone natomiast, że mógłby kiedyś stanąć w szranki z którymś z członków Akimichi i wcale nie musiałby z tej walki wyjść przegranym.
Kolejny głupi przytyk puścił mimo ucha, bo bardziej interesowała go nadal historia uzyskania przez Ame tajemniczej skrzynki z kluczem. Skoncentrował się bardziej na niej niż na swoim bracie i do jego uszu dobiegły dopiero słowa o wojnie, na które zresztą mocno się skrzywił. Nic dziwnego, jemu – największemu pacyfiście tego świata – konflikty zbrojne zdecydowanie nie były w smak.
- Jesteś pewien? Na wojnie jest do dupy… – Mruknął nie do końca przekonany. Co by tu rzec… nie był entuzjastą tego pomysłu. Jednak nawet i on musiał przyznać w myślach, że w jednym jego towarzysz ma rację. Większej zbieraniny ludzi niż tam na próżno było szukać. Tylko czy taka zbieranina ludzi była odpowiednim źródłem informacji?
- Poza tym myślisz, że ktokolwiek zaangażowany w tę całą wojenkę zechce nam pomóc? Większość z nich to pewnie ludzie zaślepieni nienawiścią. Wybijmy wrogi nam ród i pokażmy, że jesteśmy najlepsi, a ten kawałek ziemi należy do nas. – Kontynuował swój wywód, starając się znaleźć argumenty, które odwiodą Ame od takiego planu. Coś podpowiadało mu jednak, że czas na ostatnie treningi i zakup ekwipunku, bo jak niebieskowłosy na coś się uparł, to nie było bata, by go od tego odwieść. – Debile. – Pozwolił więc sobie przynajmniej skwitować wszystkich tych z Hyuuga i Yamanaka, bo może i polityką się nigdy specjalnie nie interesował, ale nawet i do niego dotarły słuchy o zwaśnionych rodach.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 397
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Ame » 16 paź 2018, o 00:10

Ame nie chciał już ciągnąć żartu z pogrzebem. Zwłaszcza, że jeżeli chodzi o udział w wojnie to był on absolutnie poważny. W takim wypadku trzeba się liczyć z każdym scenariuszem. Nawet tym najgorszym. Mimo wszystko tajemnica kuferka wydawała się warta ryzyka. Przecież tak kipiący od bajerów klucz nie może otwierać byle czego. Jeżeli chcieli myśleć poważnie o swojej karierze wojskowej na wyspach, to definitywnie powinni wziąć udział w prawdziwej wojnie. Obaj byli świadkami wydarzeń na Kami no Hikage, wiedzieli jak może zmienić się świat. Spodziewana zmiana na pewno nie będzie na lepsze. Wyspy będą potrzebować silnych ludzi, którzy mogą oprzeć się naporowi innych klanów i innych, jeszcze gorszych niebezpieczeństw.
Chłopak nie zareagował na słowa Kaito. Popatrzył w ogień, robiąc w myślach bilans zysków i strat. Jedyne o co się obawiał, to faktycznie o to, że delikatna dusza młodszego mogłaby nie wytrzymać koszmaru wojny. Nie miał wątpliwości co do tego, że w obronie kraju nie miałby żadnych oporów. Na obcej ziemi jego morale mogą być jednak zatrważająco niskie. Niebieskowłosy miał jednak dużą wiarę w ich możliwości. Nie jedno już przeszli, w ciągu ostatniego czasu na pewno stali się o wiele silniejsi. Pozostała tylko kwestia tego jak namówić dzieciaka do wzięcia udziału w wydarzeniach, które później opiszę historia. Chyba jedyna opcja to dalsze granie na jego ciekawości. Tej mniejszej w postaci sekretu klucza i tej większej w postaci tajemnicy rodzinnej.
- Dla dobra wszechświata się dasz przebadać, a nie ruszysz się z wysp żeby odkryć co stoi za tą dziwaczną skrzynką? - wcale go nie podpuszczał, w ogóle. Prawda jest taka, że wszyscy w tym rodzie byli krwiożerczymi wojownikami i Ame nie do końca rozumiał pacyfizm Kaito. Walka była dla Rekina czymś naturalnym, niezmiennym. Wojny były od zawsze. Od dziecka pchali się tam gdzie było niebezpiecznie, ale jako dzieci nigdy nie dali rady osiągnąć nic konkretnego. Teraz, gdy stali się dojrzalsi, odpowiedzialni za siebie, stoją przed taką szansą, a czarnowłosy nagle zaczął się wahać.
- Byłeś kiedyś na wojnie? - to było pytanie retoryczne.
- No właśnie ja też nie. - szczerze podsumował Ame. - I właśnie dlatego powinniśmy iść. Będziemy tam obcy, nikt nie będzie wymagał od nas myślenia i patriotycznej postawy, a wyłącznie machania mieczem jako tako. - przedstawił swoją wizję uczestnictwa.
- Pamiętasz Kami no Hikage? Myślisz, że wojna nie zapuka do naszych bram? Nie lepiej będzie zdobyć doświadczenie w walce, w którą nie jesteś zaangażowany emocjonalnie? Z której będziesz mógł się wycofać? Gdzie nikt nie będzie oczekiwał od Ciebie walki do ostatniej kropli krwi? - wymówił to wszystko na jednym oddechu.
- Nie znam powodów i mało mnie obchodzą. Nawet jeżeli nikt nam nie pomoże ze szkatułką, to możemy wynieść stamtąd o wiele więcej niż Ci się wydaje. I nie mówię tu tylko o kosztownościach. - wyglądało na to, że Hozuki skończył swoją mowę motywacyjną i twardym, stalowym spojrzeniem sonduje Kaito, jakby chciał wyczytać jego odpowiedź zanim ten cokolwiek powie.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 347
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Kaito » 17 paź 2018, o 09:52

Właśnie to ryzyko zniechęcało Kaito do zaangażowania się w wojnę, która nawet nie należała do nich. Nie chciał stracić Ame, a i sam był jeszcze za młody, żeby umierać. Zdawał sobie jednak przy tym sprawę, że nie na darmo wybrali drogę ninja. Bez takich doświadczeń nie mogli ruszyć dalej, dlatego też mimo niechęci rozumiał podejście niebieskowłosego. Tajemnicza skrzynka z kluczem były jedynie dodatkiem, który napędzał do działania, bo akurat w tym przypadku nie mogli mieć pewności, że zdobędą jakiekolwiek wskazówki. Czarnowłosy Kantańczyk musiał jednak przyznać, że na nie liczył najbardziej. Czy wierzył, że klucz otworzy im drogę do jakiegoś wielkiego skarbu? Może, ale chyba nawet bardziej interesowało go to, co mógł tak skrzętnie ukrywać ich ojciec. Lubił tego rodzaju zagadki i mimo pewnych obaw coraz bardziej czuł się przekonany do wyruszenia w podróż z Ame, nawet jeżeli mieliby uczestniczyć w takim chaosie jak w Kami no Hikage. W końcu tam dali sobie radę, prawda?
Jego towarzysz miał jednak trochę racji – o ile w obronie swojej ojczyzny Kaito nie miałby żadnych oporów, by stanąć do walki, tak narażanie własnego życia w waśniach dwóch kompletnie obcych im rodów nie było mu do końca w smak. Siedemnastolatek mógł wydawać się postronnym głupkowatym lekkoduchem, ale wbrew pozorom miał głowę na karku i też potrafił sobie zrobić w myślach rachunek korzyści i strat. To nie były wyłącznie morale. Pewnie wstyd mu było przyznać to na głos, ale naprawdę nie wyobrażałby sobie, gdyby miał wrócić z tej wojny sam. Bez Ame jego droga ninja stałaby się jałowa, ale miał również świadomość tego, że nie może trzymać brata pod kloszem. Ba, byłoby to trudne, zważywszy nawet na to, że ten był starszy i to raczej on podejmował ważniejsze dla duetu decyzje.
- Po prostu wolałbym się tego dowiedzieć na wyspach… – Westchnął ciężko w odpowiedzi na przytyk swojego rozmówcy, ale już po jego głosie słychać było, że nie jest on tak stanowczo przeciwny pomysłowi jak wcześniej. Czyżby zbyt łatwo ulegał propozycjom niebieskowłosego? Nie… gdyby naprawdę uważał, że to kompletnie idiotyczne, obstawałby dalej przy swoim. To, że wojny istniały jednak od zawsze i że będą towarzyszyły im prawdopodobnie do końca życia, było smutną prawdą. Mógł sobie być pacyfistą, ale jednocześnie utrata tak cennego doświadczenia jak udział w konflikcie, który bezpośrednio ich nie dotyczył, byłby naprawdę sporą stratą. Rzeczywiście lepiej było nauczyć się tego i owego w warunkach, w których wygrana którejkolwiek ze stron nie przesądza jeszcze nijak o ich losie, a także w sytuacji, w której zawsze mogą się wycofać, gdy coś pójdzie nie po ich myśli.
- A Kami no Hikage? – Wrzucił swoje trzy grosze, kiedy Ame zapytał o wojnę. Może nie była to batalia stricte pomiędzy jakimiś rodami lub szczepami, ale w gruncie rzeczy to cało zamieszenie niewiele się różniło od tego, co ludzie zwykli nazywać wojną. A nawet jeśli określenie to nie było adekwatne, można było rzec, że było to dla nich jakieś „preludium do wojny”.
- Niech będzie, ale nie działajmy zbyt impulsywnie i pochopnie, w porządku? Dajmy sobie kilka dni na uzupełnienie ekwipunku, naukę kilku nowych sztuczek. – Przystał w końcu na propozycję, ale nie omieszkał postawić niebieskowłosemu kilku warunków. Z każdym kolejnym zleceniem może i zyskiwał satysfakcję, szacunek innych, pomagał bezbronnym, ale sam widział, że zaniedbał pracę nad swym arsenałem technik, który z czasem stał się po prostu ubogi. Musiał przypomnieć sobie jak „walczy się na poważnie”, a poza tym… przed czymś takim chyba potrzebował jeszcze chwili oddechu.
- To jak? Możemy zacząć nawet teraz. – Dodał po chwili wyczekująco, po czym podniósł się energicznie z ziemi, mimo że przy ognisku leżało się niezwykle przyjemnie. Mimo wszystko, jeżeli mieli pakować się w jakieś tarapaty, lepiej było sprawdzić, czy aby czasem nie zapomnieli jak walczyć u swojego boku.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 397
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Ame » 17 paź 2018, o 15:03

Chłopak miał wrażenie, że powoli udaje mu się urobić brata. Z każdym przytoczonym argumentem wydawało się, że jego pacyfistyczne zapędy kruszeją w obliczu ciekawości i wizji niepewnej przyszłości. Żeby uniknąć nieporozumień. Ame nie chciał narażać ich na niebezpieczeństwo. Po prostu wiedział jaki jest świat. Znał zasady, które nim rządziły - albo to oni stawią czoła nowym wyzwaniom albo to one stawią czoła im. Na innych zasadach, na innym i nieznanym placu zabaw. Jeżeli już muszą grać w grę zwaną życiem to Ame wolał żeby to oni, niczym prawdziwi samurajowie, wyznaczali czas i miejsce. A od shinobi do samuraja to przecież blisko, nie?
- Nie dostałbym tej skrzynki gdyby tamten facet był w stanie znaleźć cokolwiek na wyspach, nie oszukujmy się, miał na to kilka lat. Sądzisz, że mamy większe szanse? - Ame wiedział, że to już tylko marudzenie młodszego, ale czuł się zobowiązany do zbicia tego argumentu. To było konieczne żeby upewnić go w tym, że niebieskowłosy może mieć racje. Trzeba było przyznać, że Hozuki od jakiegoś czasu planował udział w konflikcie. Po prostu teraz miał idealne motywy żeby wkroczyć. Nawet jeszcze nie wiedział, po której stronie zamierza się opowiedzieć.
- Kami no Hikage to przedsmak. Jedna bitwa. Musimy stoczyć takich dziesiątki żeby stać się kimś. - nie uważał, że Kaito obchodzi "bycie kimś", ale nie chodziło mu dokładnie o to. W dalszym ciągu miał na myśli doświadczenie. Nikt nie musiał ich znać, ważne żeby byli silni.
- Ja tak na prawdę jestem już gotowy i mógłbym wyruszyć nawet teraz. - wzruszył ramionami. Ame miał czas żeby się przygotować. Nie przewidział, że młodszy może nie być gotowy.
- W porządku. Potrenujemy. - zgodził się starszy. Jak to mawiają, lepiej wyruszyć dobrze wyposażony i bez pieniędzy niż na odwrót. Umiejętności na pewno też to dotyczyło przy odrobinie mentalnej gimnastyki.
- Zaczynaj. Pewnie masz jakiś pomysł na świetną technikę, skoro chcesz trenować. Pokaż co tam masz! - zachęcał go Ame.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 347
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Kaito » 17 paź 2018, o 22:29

Życie ninja nie było lekkie czy usłane różami, to prawda. Dlatego faktycznie lepiej było samodzielnie podjąć taką decyzję, poczynić odpowiednie przygotowania, które kiedyś mogły zaprocentować. Przynajmniej nikt ich potem nie zaskoczy czymś podobnym. Chociaż… to też nie było takie pewne, w końcu każda sytuacja była trochę inna. W każdym razie Kaito dał się przekonać, więc Ame na pewno mógł już sobie trochę odpuścić.
- Znamy naszego ojca. – Mruknął, bo był to jedyny argument, który przyszedł mu do głowy. Niby już zgodził się na podróż, ale nie wykluczał tego, że mogliby na wyspach odnaleźć więcej wskazówek od nieznanego mu jegomościa. Faktycznie nie mieli póki co żadnego punktu zaczepienia, ale może jednak na coś by trafili? Na coś, co tamten pominął jako zupełnie nieistotne? Tak czy inaczej mogli równie dobrze powęszyć po powrocie. Jeżeli ten skarb czy inne ustrojstwo zostawione przez ich rodzica było tak trudne do odnalezienia, to raczej nikt nie powinien zwędzić im nagrody przed nosa. Szczególnie w sytuacji, w której to oni znaleźli się w posiadaniu klucza.
- Nigdy nie jest tak, żeby nie można było być jeszcze bardziej gotowym, prawda? W końcu sam powiedziałeś, że musimy stoczyć dziesiątki bitew. Trening to prawie bitwa. – Tym razem to on starał się przekonać Ame do swojej propozycji, ale też widział, że nie musi uciekać się do jakichś specjalnych sztuczek. Wyszło na to, że udało im się wypracować słuszny kompromis, i to akurat chłopakowi się podobało. Przynajmniej potrafili się jakoś dogadać bez darcia kotów.


Trening
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 397
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Ukryte wybrzeże z drzewem wiśni

Postprzez Ame » 18 paź 2018, o 14:04

Hozuki przychylił się do prośby brata. Co prawda nie chciał tracić czasu, ale wiedział, że Kaito bez przygotowania nie pójdzie, więc co mu pozostało. Co prawda po głowie chodziła mu jeszcze jedna, dosyć prosta sztuczka, której mógłby się nauczyć i prawdopodobnie teraz to zrobi skoro już musi marnować cenny czas.
- W przeciwieństwie do większości dzieci na tym świecie. - zażartował Ame jednocześnie przewracając oczami. Nie wiedział dokładnie co Kaito miał przez to na myśli, więc o wiele łatwiej było po prostu jego stwierdzenie strywializować. Znali swojego ojca i Ame doskonale wiedział, że gdyby miał coś cennego i miał okazje im to przekazać to zrobiłby to. Nie ma sensu szukać tego na wyspach skoro ten klucz pojawił się przy nim w czasie wojny.
- Ale czy warto być aż tak gotowym? Życie to przygoda, nie bierz go zbyt na poważnie. - niebieskowłosy jak na taką ostrożna osobę stał się bardzo wyluzowany. Ostatnie wydarzenia na pewno dodały mu pewności siebie. Mimo wszytko chłopak przystał na wspólny trening.
Ame w żaden sposób nie komentował treningu brata. Nie zamierzał się wtrącać. Wiedział, że pomyłki podczas nauki są nieuniknione. Przez większość czasu nawet nie zwracał uwagi na przeklinanie i ich późniejsza ewolucje w kierunku okrzyków radości. Gdy usłyszał te ostatnie, wiedział że braciak już skończył. Widział ostateczny efekt. Fakt. Coś takiego może im się przydać.
- Całkiem, całkiem. - nie chciało mu się trenować, ale trzeba przyznać, że nie jednego można tym skasować. Teraz jego kolej.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 347
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość