Osamotniona plaża

Osamotniona plaża

Postprzez Takeshi » 31 lip 2017, o 21:16

Po wyjściu z biblioteki chłopak skierował się w miejsce, których można było wiele znaleźć na Kirisame - a dokładniej plaża. Dokładniej taka, na której nie zagląda wiele osób, by mógł oddać się treningowi w całości i nie patrzeć na postronnych. Jego poziom nie był jakiś nadzwyczajny, ale nie chciał zrobić nikomu krzywdy, więc wolał robić to z dala od osady. Trenować oczywiście zbereźniki! Stanął więc na skraju, na linii morza, gdzie woda jeszcze dopływała resztkami prądów morskich. Jego pięty były ciągle suche, a palce stóp delikatnie zanurzone w wodzie. Był już gotów do boju!

//trening Omotegiri
Wyciągnął swoje ostrze z pochwy - Wakizashi, gdyż to jego zazwyczaj używał do walki mieczem. Drugi wolał zostawiać na specjalne okazje, a bo co! Od święta. Miecznik nie był z niego wielki, ale coś tam potrafił. Odetchnął głęboko i wyobraził sobie,że tuż przed nim znajduje się manekin - z braku laku musiał polegać na wyobraźni. Zamachnął się najpierw ostrzem sprawdzając gdzie leży jego środek ciężkości i zaraz wyprowadził kilka szerokich cięć na boki od wyobrażonego manekina. Mijał go jakby chcąc go zmylić, sprowadzić na manowce i następnie zaatakować znienacka. Gdy tylko poczuł, że jest gotowy wyprowadził szybkie cięcie do przodu jednocześnie wystawiając prawą nogę przed siebie. Był to swego rodzaju wypad, lecz jego noga zablokowała się w piasku. Ugrzęzła - dlatego wybrał takie podłoże, żeby mieć nad czym popracować. Znowu wyprowadził cięcie, podobne jak poprzednie z wypadem do przodu, tym raczej bacząc na to, jak stawia stopy. Nie był baletnicą, był kawałem mięcha, ale poruszał się jak ta pierwsza. Trenował wypady skupiając się w dużej mierze na sile uderzenia, chciał powalić manekina na ziemię i zasypać go gradem uderzeń, albo wbić mu mieć prosto w krtań, by nie mógł się bronić. Nie to żeby mu sprawiało to radość, ale w sumie czemu nie?
Takeshi
 

Re: Osamotniona plaża

Postprzez Takeshi » 1 sie 2017, o 20:44

Zakończywszy to uprzednie machanie łapkami postanowił trochę zwolnić, schował miecz na swoje miejsce i odetchnął głęboko spoglądając gdzieś daleko w morze, gdzie horyzont skrywał za sobą lądy. Widział maszty statków, wystające znad tej bezgranicznej linii, lecz samych okrętów nie można było zobaczyć. Proste, ciekawe złudzenie optyczne, które uwielbiał oglądać o tej porze dnia. O jakiej? Blisko wieczora, gdy wszystko zaczynało zwalniać i nabierać takiego leniwego tempa, dostrajać się do końca dnia, wyciszać. Poszedł za ciosem i postanowił tak jak wszystkie ptaki, ryby, zwierzęta skorzystać z kończącego się dnia i widoku zachodu słońca.
//trening KC ranga S!
Takeshi usiadł sobie wygodnie na plaży, oddalił się nieco od wody, by ta nie drażniła go podczas medytacji. Tą bowiem zamierzał wykorzystać do polepszenia swojej kontroli nad bladoniebieską energią. Powoli stawał się w tym niezły, nawet bardzo dobry jeżeli mógłby sobie jakąś dobrą cechę przyznać. Odetchnął głęboko, pełną piersią, przez nos, wciągając lekko sodowaną wodę. Naturalna, morska, przypominała mu całe życie, przyjemne chwile, które spędzał właśnie na morzu. Potem wypuścił powietrze przez usta, poczuł jak jego klatka się opuszcza, podobnie jak powieki spowijając okolicę mrokiem. Ciemność, pustka. Siedział wygodnie, w siadzie skrzyżnym i ręce uniósł nieco, by poddać się medytacji i pracy nad własnym wnętrzem. Spowalniał swoje ciało, dostosowywał go do otoczenia i zestrajał się z nim w idealną harmonię. Czuł naturę, która go otacza, morze które przybijało do brzegu zjadając go co chwila, pożerając piasek leżący na plaży. Czuł też morskie stworzenia, głównie ryby, które kręciły się w okolicy i nie miał tutaj na myśli Hoshigakich, bo Ci nie zalatywali tak śledziem, jak można było sądzić. Jego układ oddechowy, coś jak skrzela połączone z płucami, które znajdywały się na szyi unosiły się i opadały miarowo. Pomagały mu oddychać, wyciszyć się i zapomnieć o stresie związanym z amnestią. Co jak co, było to dla niego ogromne przeżycie, ale był już u siebie, tutaj mógł odpocząć. Zatoczył prawą ręką ruch, zmieniając pozycję swojego ciała bujając się w rytm fal. Raz w jedną, raz w drugą. Razem z nim dostrajał swój wewnętrzny obieg bladoniebieskiej energii kolorem przypominającą właśnie ocean. Był jednością, zupełnie jakby istnieli jako jeden byt oddzieleni kilkunastoma centymetrami. Chciał spojrzeć do swego wnętrza, ujrzeć zupełnie tak samo jak poprzedni obieg chakry, który pędził po jego ciele. Przynajmniej zazwyczaj, gdyż teraz go sztucznie spowalniał, dał mu chwilkę spokoju i wytchnienia, bo zawsze musiał być na straży. Tutaj, było jednak pusto, cicho, mógł chyba po raz pierwszy w życiu poczuć się zupełnie bezpiecznie w innym miejscu niż zamknięty na cztery spusty pokój. W tym nawet nie było dobrze, bo często towarzyszyła mu jakaś portowa dziwka, a tym zawsze trzeba było patrzeć na ręce. Teraz znowu zaciągał się powietrzem i wydychał je czując jak jego organizm spowalnia. Gdyby miał zegarek, to słyszałby coraz wolniejsze cyknięcia. Teraz tylko słyszał jak fale w spowolnionym tempie dobijają do brzegu. Ich brzmienie całkowicie się zmieniło, a chakra razem z nią. Była jak ślimak, a to nie było proste do wykonania. Całkowite jej zatrzymanie najlepiej było otrzymać przez impuls. Zatrzymanie ot tak nigdy nie było dla niego prościzną, więc obecnie spowalniał to kręcące się koło wodnego młyna aż... zatrzymał je. Chakra zatrzymała się z wypisz wymaluj wtf na twarzy. Co Ty Takeshi robisz? A ten je uciszył, położył jej palec na ustach i pokręcił noskiem na boki. Tak musi być, wrzuć na luz i poczuj piękny zapach w powietrzu. A ona mu wierzyła. Byli jak jeden byt. Byli jednym bytem! Nie mogli istnieć jeden bez drugiego, bo byłoby po prostu za nudno. W końcu jednak musiał powrócić. Otworzył oczy, świat się zatrzymał, lecz był już ranek. Kiedy to zleciało? Rozejrzał się na boki, a świat powoli wracał do normalności, do tych hehe 60 fpsów dając mu do zrozumienia, że czas najwyższy się stąd ruszyć. Ranek wstawał, kolejny dzień także. Jego brzuch zaburczał dopominając się wczorajszej kolacji i dzisiejszego śniadania sugerując, że jest już stanowczo za późno i nie będzie tego dłużej tolerował. Pogłaskał go, uciszył, wstał z miejsca, otrzepał się i... ruszył dalej! Przed siebie, ku przygodzie! Oczywiście był to port, gdyż tam najwięcej się działo i najwięcej mógł znaleźć zleceń. A tych od szczepu pewnie kilka powinno być.

z/t
Takeshi
 

Re: Osamotniona plaża

Postprzez Hoshigaki Kenji » 31 mar 2018, o 15:48

- Zaczynamy- krzyknąłem po czym wziąłem zwój do ręki.
Informacja jest prosta, technika też nie wydaję się skomplikowana, aż dziw bierze, że biorę się za jej opanowanie dopiero teraz. Obowiązkowo potrzebuje zbiornik wodny, więc osamotniona plaża i nieograniczony dostęp do wody nadadzą się idealnie. Prawidłowo wziąłem się za chwilę koncentracji, po to by zmusić swoje ciało do wysiłku. Po chwili czułem, że jestem gotowy by przystąpić do głównego celu. Rzuciłem zwój na ziemię, rozwinąłem go i złożyłem prawidłowe pieczęci.
- I co nic? Ehh...- westchnąłem.
Miało pójść łatwo a jak zwykle na swojej drodze spotkałem jakieś przeszkody. Nie mogłem wystarczająco się skoncentrować mimo, że ranga tej techniki nie była wysoka. Minęło kilkanaście minut i w końcu zacząłem łapać o co tutaj chodzi, w końcu znałem już podstawy. Po niespełna pół godziny wyszły pierwsze próby, z biegiem czasu w końcu zaczęło się udawać. Tak trwał trening, po około godzinie czasu uznałem, że nie ma sensu dalej męczyć się nad tą techniką. Poznałem teorię i praktykę, można wpisać kolejną technikę do mojego repertuaru.

Fuin no Mizu [D]
Technika pieczętująca
Hoshigaki Kenji
 

Re: Osamotniona plaża

Postprzez Hoshigaki Kenji » 31 mar 2018, o 16:11

Skoro poprzedni trening poszedł tak gładko może by tak nauczyć się czegoś jeszcze?- wymamrotałem pod nosem. W końcu trening traktowałem jak chwile relaksu, tylko wtedy mogłem się totalnie wyluzować. Inaczej mówiąc większość czasu wolnego poświęcałem właśnie na trening. Usiadłem sobie na brzegu i zacząłem studiować krok po kroku kolejną technikę, którą chciałem opanować. To co właśnie trenuje nie jest zabójcze ale za to nieźle może zaskoczyć rywala. Tym razem wszystko wydawało się trudniejsze, już od samego początku zdałem sobie sprawę, że tutaj będę musiał nieźle przysiąść. Kontynuuję, w kółko samo samo, pieczęci, technika. Naprawdę przy trenowaniu takich rzeczy można zanudzić się na śmierć. Jednakże jedynie w ten sposób można dążyć do perfekcji, poprzez trening samego siebie, poprzez trenowanie własnego ciała.
- Może chwila przerwy?- uśmiechnąłem się i jednocześnie zacząłem robić pompki.
Po kilkunastu minutach znów zdecydowałem się powrócić do właściwego treningu, podczas robienia pompek analizowałem co robiłem źle i jak mogę to poprawić. Chwilowe oderwanie się od danego zajęcia i spojrzenie na wszystko z boku zazwyczaj pomaga, tak było też tym razem. Na szczęście nikogo nie było wokół mnie ani w bliskiej odległości. Nie musiałem się martwić o to, że komuś wyrządzę krzywdę w przypadku gdyby coś nie wyszło. Trochę czasu minęło ale mam to, w końcu zrozumiałem jak wszystko ze sobą połączyć i jak sprawić by technika dała korzystne efekty.
- Tak jeeest!- krzyknąłem.
Kolejna technika padła moim łupem...

Suiton: Tenkyū [C]
Technika żywiołowa- suiton
Hoshigaki Kenji
 

Re: Osamotniona plaża

Postprzez Hoshigaki Kenji » 7 kwi 2018, o 10:49

Misja mnie wykończyła, lecz kolejny wysiłek w postaci treningu zawsze dawał mi satysfakcję. W jakiś niewyjaśniony sposób, za każdym razem, gdy kończyłem jedną ciężką rzecz od razu brałem się za drugą.
- Jak tu pięknie..- w tym momencie oparłem się dwoma rękami o piach, siedziałem wpatrzony w niebo.
Rzadko spotykany widok w tej wiosce, kawałek czystego nieba, gdzieś w oddali schowane słońce, a dokładniej jego promyki przebijały się przez delikatną mgłę unoszącą się w powietrzu. Po misji byłem w domu, wziąłem stamtąd kilka książek. Osamotniona plaża była moim ulubionym miejscem treningowym. To tutaj poza domem i gdy nie byłem na misjach spędzałem właśnie najwięcej czasu.
- Ughh...- wziąłem do ręki pierwszą książkę.
To w niej opisane były podstawy wykonywania techniki, którą chciałem opanować. Czytanie nigdy nie sprawiało mi przyjemności. Jestem typem człowieka, który zdecydowanie stawiał na wysiłek fizyczny niż na naukę. Było to dosyć dziwne, gdyż sposób wymawiania słów przeze mnie zawsze wydawał się dość inteligentny. Kultura osobista również stoi na wysokim poziomie. Cóż, ilu ludzi na świecie tyle będzie różnych charakterów. Mimo młodego wieku uznawałem siebie za człowieka bardziej rozwiniętego niż moi rówieśnicy. Zamiast zabawy bardziej kręcą mnie misję i trening. Przez to wszystko zapomniałem po co tu przyszedłem. Oczy wlepiłem w książkę i co chwilę mamrotałem coś pod nosem. Czytałem szybko, niedokładnie, byle by mieć to za sobą, byle by poznać teorię chociaż w stopniu minimalnym. Prosta technika obronna, w swoim arsenale uczyłem się już wielu trudniejszych rzeczy. Złożyłem ręce, wykonałem odpowiednie pieczęcie i co? Jak zwykle, wielkie nic. Kolejne próby przynosiły rezultat, po ok. pół godziny czasu opanowałem technikę. Później stworzyłem sobie klona, z którym testowałem możliwości danej techniki.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Suiton: Mizu no Tatsumaki

Pieczęci
Baran → Koń → Ptak

Zasięg
Na własne ciało

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika defensywna Suitonu. Shinobi składa pieczęcie i wyzwala wokół siebie silny wodny wir, który jest w stanie zablokować większość rzucanych w niego broni miotanych, a także uniemożliwia trafienie go większością technik dystansowych rangi D. Ciosy wręcz, jeżeli są dostatecznie silne (siła powyżej 50), są w stanie przedostać się do wnętrza i uderzyć użytkownika.
Hoshigaki Kenji
 


Powrót do Kirisame (Wyspa szczepu Hoshigaki)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość