Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Sora » 17 lip 2018, o 16:04

9/15
Misja D


Karczma z zewnątrz nie wyglądała zachęcająco, drewniany niezbyt wyszukany budynek z podniszczoną fasadą i niemal nieczytelnym wiszącym krzywo szyldem. Wewnątrz okazywała się jednak o wiele przyjemniejsza, "główna sala" do której wchodziło się po przekroczeniu drzwi, nie wyglądała tak jakby można się spodziewać, była przestronna, a wnętrze, mimo że również drewniane, lśniło czystością. W środku znajdowało się wiele okrągłych stolików z krzesłami, chociaż zebrało się tam sporo ludzi, sala nie była pełna, kilka stolików wciąż czekało, aż ktoś zaszczyci je swoją obecnością. Byakuren wszedł do środka i jak prawdziwy, stereotypowy shinobi zaczął rozglądać się po wnętrzu szukając człowieka, który miał znaleźć jego. Nikt jednak nie przychodził, może to zasłonięta twarz utrudniała rozpoznanie? Czas mijał powoli, ale wystarczająco by młody shinobi mógł uświadomić sobie, że w ten sposób raczej nie wzbudzi niczyjego zaufania, część gości przypatrywała mu się podejrzliwie, nawet karczmarz zwrócił swoją uwagę, a w jego oczach widać było coś na kształt zdziwienia, zmieszanego ze strachem.
Sora
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Akenomyōsei Byakuren » 19 lip 2018, o 19:34

Wzrok chłopca przesuwał się z lewej w prawo, po drodze zatrzymując się na każdej twarzy, jak gdyby mógł wyczytać z nieznajomych oblicz, czy to akurat ten, a nie inny człowiek się do niego zgłosił. Nie miał jednak pojęcia, kim ów "przyjaciel rodziny" w ogóle mógł być. Bo i skąd miałby wiedzieć? Nawet, jeśli go widział kiedykolwiek, było to dawno. Przez dom jego rodziców przewinęło się zresztą tylu ludzi, że nie mógłby rozpoznać pośród nich jednej, losowej osoby. Było to wręcz nieprawdopodobne. Przesunął jednak spojrzenie z powrotem, od prawej do lewej. Widząc wzrok gości, aż miał ochotę rzucił złowieszczym tonem: "wszyscy zginiecie!", ale uznał po krótkiej chwili zastanowienia, że żart ten nie zostałby zapewne przyjęty gromkim śmiechem i należycie doceniony.
Zamknął więc drzwi i wszedł w końcu środka, kierując swe kroki w stronę kontuaru, za którym stał barman, karczmarz czy może nawet właściciel. Tego nie wiedział. Nie kosztowało go to jednak nic, więc równie dobrze mógł poczekać. Nie śpieszyło mu się. Jemu się zresztą nigdy donikąd nie śpieszyło. Podszedł do szynkwasu i przysiadł na stołku, który był dla niego za wysoki, tak że nie sięgał
- Herbatę. Owocową. Jeśli nie ma, to mleko.
Akenomyōsei Byakuren
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Sora » 19 lip 2018, o 20:57

11/15
Misja D


Karczmy miały to do siebie, że ludzie przychodzili tam dla zabawy, a nowy człowiek mógł zwrócić na siebie wiele, nie zawsze przyjaznych oczu. Byakuren jednak niezbyt się tym przejął, nie był w stanie wypatrzeć nikogo znajomego wśród gości, jednak po latach nie było to takie proste zadanie, może gdyby wiedział kogo konkretnie ma szukać? Nie mogąc zrobić zbyt wiele postanowił podejść do karczmarza i zamówić coś do picia. W przeciwieństwie do większości bywalców zamiast alkoholu zamówił on herbatę. Karczmarz, wysoki, ciemnowłosy, szczupły mężczyzna, o miłej dla oka aparycji uśmiechnął się i wziął za robotę. Nie można było ukryć, że nasz dzielny bohater wyróżniał się z tłumu, właściwie w tej chwili pojawiało się jedno pytanie, dlaczego z zewnątrz budynek wyglądał jak zwykła speluna, a w środku było niemal idealnie? Patrząc po znajdujących się za szynkwasem trunkach właściciela było na to stać. Nagle Byakuren mógł poczuć silne męskie ramie zaciskające się niczym imadło na jego własnym. -Nie lubimy tu obcych.- Powiedział niski głos, barczystego łysola, o pokaźnej brodzie. Jednak nie dane mu było powiedzieć ci, byś opuścił to miejsce, nagle zaczął się trząś i upadł na ziemię w drgawkach. -To nie jest obcy.- Odpowiedział nieco chłodniej inny głos. Mężczyzna bo to właśnie on cię uratował, przysiadł się, był w wieku podobnym do karczmarza, na jego twarzy znajdowało się kilka blizn, a w zielonych oczach odbijał spryt, krótkie jasne włosy ułożone były w artystyczny nieład, przysiadł się do ciebie. -Akenomyōsei Byakuren.- Wypowiedział twoje imię, jakby chciał się upewnić czy to na pewno ty. -Wybacz to zachowanie chłopcze, to miejsce jest dość hmmm hermetyczne. Opowiadaj co u ciebie? Radzisz sobie?- Mówił z uśmiechem. Po chwili rozpoznałeś w nim przyjaciela ojca, pamiętałeś z lat dziecięcych, że był on shinobim i mimo, że rzadko wpadał z wizytą zawsze był miły, uśmiechnięty i przynosił ci jakiś niewielki upominek. Miał na imię Fuun.
Sora
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Akenomyōsei Byakuren » 22 lip 2018, o 14:58

Zajmując swoje miejsce na stołku barowym, chłopiec nie przestawał się rozglądać. Mimo fiaska pierwszej próby zlokalizowania autora listu nie zamierzał się poddawać. A nuż coś rzuci mu się w oczy i uda się namierzyć tego legendarnego "przyjaciela rodziny", nigdy nic nie wiadomo.
Perspektywa rozkoszowania się pysznym, brązowym napojem została jednak brutalnie przerwana przez niezbyt atrakcyjnego jegomościa o ciężkiej ręce. Na jego słowa młodzieniec uśmiechnął się szeroko.
- O, to tak jak ja! Jeśli tylko zobaczę jakiegoś obcego, natychmiast dam panu znać!
Miła pogawędka nie zdążyła jednak się porządnie zazębić i skończyła się, nim się właściwie zaczęła. Białowłosy patrzył w miejsce, w którym jeszcze chwilę temu stał mężczyzna oz deficytem owłosienia, po czym jego spojrzenie padło na człowieka, który włączył się w ich dyskusję.
Przechylił głowę w bok w charakterystycznym dla siebie odruchu, przyglądając się "przyjacielowi". Nie był dla niego osobą obcą, ale do tej chwili nigdy by nie zwrócił na niego uwagi. Niektóre rzeczy po prostu się zapomina. I tyle. Szczególnie, że Byakuren nigdy nie miał wybitnej pamięci do twarzy.
- Tak.
Najwidoczniej uznał, że tyle wystarczy za odpowiedź. Przynajmniej w jego opinii. Sięgnął po herbatę, której łyk upił, rozkoszując się jej smakiem. Następnie spojrzał na mężczyznę z wyczekiwaniem w swych niebieskich oczach.
Akenomyōsei Byakuren
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Sora » 23 lip 2018, o 12:04

13/15
Misja D


Mimo nieprzyjemnej sytuacji, Byakuren miał chyba dobry humor, przynajmniej to można było wnioskować z jego odpowiedzi, wystosowanej do łysego mężczyzny. "Przyjaciel rodziny" zareagował jednak na czas, nim łysy zaczął dusić się śmiechem. Na pytania o życie młody shinobi odpowiedział krótko i zwięźle, właściwie nie powiedział zbyt wiele, jedynie tyle ile musiał, chociaż patrząc na to co przeżył nic dziwnego, że nie był zbyt otwarty, zwłaszcza, że jeden przyjaciel zdążył już ściągnąć tragedię na jego rodzinę. Fuun wciąż się uśmiechał. -Wiem, że możesz mi nie ufać, ale właściwie nie wysłałem tej wiadomości tylko po to, żeby zapytać co tam u ciebie.- Powiedział wyciągając z kieszeni sakiewkę i zręcznym ruchem schował ją w twoją kieszeń. -Miałem niewielki dług u twojego ojca, a te zawsze trzeba spłacać.- Skinął na karczmarza, a ten bez słowa podał mu kufel ciemnego piwa. -Wiesz Satsune, kiedyś bardzo mi pomógł i chciałbym zrobić to samo dla ciebie, no nie dokładnie to samo, ale chyba tak się powinno.- Pociągnął spory łyk, a z jego twarzy zniknął uśmiech. -Nie wiem jak się trzymasz, ale chciałem zaproponować ci współpracę, a właściwie pracę, pytanie tylko czy jesteś chętny, w końcu zawsze prościej się utrzymać, gdy ktoś stale daje ci zarobić.- Uśmiechnął się, czekając na twoją reakcję.
Sora
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Akenomyōsei Byakuren » 25 lip 2018, o 15:47

Byakuren nie bardzo wiedział, jak zareagować na słowa mężczyzny, który był mu jednocześnie znany i obcy. Łączył dawne z nowym. Czasy "przed" i czasy "po", na które od tamtych wydarzeń dzieliło się jego życie. Nie mówił więc nic, obserwując po prostu mężczyznę.
W oczy rzucały się przede wszystkim blizny. Blizny, które nadawały mu zawadiackiego wyglądu wagabundy, w przeciwieństwie do blizn Byakurena, które były odrażające i odpychające. Zielone oczy przypominały swym kolorem szkło butelki. Widać było, że człowiek ów nie może narzekać ani na biedę, ani na brak powodzenia u płci pięknej.
Kiedy więc wsuwał coś chłopcu do kieszeni, ten nawet nie mrugnął. Nie wiedział, czy przyjmie podarek, czy wyrzuci go zaraz po wyjściu z karczmy, ale pewnych rzeczy lepiej nie zauważać.
- Niewielki dług... czy gdyby był wielki, również by został spłacony? - spytał z drwiącym uśmiechem, którego nie dało się jednak zobaczyć przez bandaże. - Praca może się przydać. W końcu każdy marzy o łapaniu kotów i przeprowadzaniu staruszek przez ulicę.
Akenomyōsei Byakuren
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Sora » 27 lip 2018, o 17:59

15/15
Misja D


Czy warto żyć przeszłością? Skoro mężczyzna łączył to co "przed" z tym co "po", to nie oznaczało, że jest tym co jest "teraz"? Może, ale to chyba nie, aż tak proste. Dwójka poznaczonych bliznami osobników, rozmawiających o interesach w dziwacznej karczmie... Brzmi to jak początek filmu akcji, z tym że z perspektywy tych, którzy później zginą z rąk protagonisty. Jednak czy tak będzie i w tej historii, której prolog zmierza ku końcowi? Zapewne będzie można się o tym przekonać za jakiś bliższy lub dalszy okres czasu. Tym co było ważne, było to jak chłopak przyjmie ofertę. -Gdyby był większy pewnie oddawałbym na raty.- Odpowiedział uśmiechnięty zawadiaka. W końcu co innego mógł zrobić? Nawet złodzieje mają swój honor, tylko czy on nim był? Może to honor kupiecki? Albo jakiejś innej grupy. -Smutne marzenia, mam coś ciekawszego, skoro jesteś chętny.- Rzucił z dziwnym uśmiechem. -Skoro jesteś chętny zabierz z domu sprzęt, kup co potrzebne w twoim fachu i przyjdź tu... Powiedzmy za godzinę, wtedy powiem ci o wszystkim, a na razie muszę się czymś zająć. Do zobaczenia młody.- Wyjaśnił sytuację, pożegnał się i wyszedł. Czy tak zaczyna się nowy rozdział w życiu Byakurena?

----------------------------------------------
Koniec misji
Sora
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Akenomyōsei Byakuren » 3 sie 2018, o 13:11

Chłopiec już miał westchnąć z irytacją, ale się powstrzymał. Nie po raz pierwszy, i na pewno nie ostatni, jego cięte dowcipy nie znalazły uznania, a nawet zrozumienia w oczach - a raczej uszach - adwersarzy. Zaczynał się do tego coraz bardziej przyzwyczajać, niestety. Czy ludzie stracili poczucie humoru, że wszystko musieli brać na serio? Skoro on, po swoich doświadczeniach, mógł nadal żartować, to inni też powinni. Może to po prostu starość? Zdziadzieli po prostu. Z dorosłymi nie ma co gadać. Dzieciaki z kolei nie rozumieją głębi jego dowcipów. Jak żyć, panie, jak żyć?!
- Do zobaczenia - odpowiedział, bo prawdopodobnie się zobaczą.
Czy młody członek klanu Terumi musiał wracać po coś do domu? Nie wydawało mu się. Wszystko, co posiadał, wziął od razu ze sobą. Miał broń, ubranie, najpotrzebniejsze rzeczy. Tak mu się przynajmniej wydawało. Nigdy dotychczas nie był na żadnej płatnej misji. W sumie w harytatywnych też udziału nie brał, więc i informacje, które posiadał, były co najmniej z drugiej lub trzeciej ręki. Najwidoczniej, jak to w życiu bywa, musiał się o wszystkim przekonać na własnej skórze, nauczyć się na własnych błędach. Nie przeszkadzało mu to. Jego ciało były żywym dowodem na to, że przyjął w swym życiu już naprawdę wiele lekcji. Zapamiętał każdą z nich.
Jako, że nie miał po co wracać, rozsiadł się po prostu wygodniej, zamawiając drugi kubek parującej herbaty, i czekał, ciekaw, czy jego rozmówca pojawi się, tak jak obiecał.
Akenomyōsei Byakuren
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Sora » 5 sie 2018, o 14:31

1/15
Misja D


Godzina to sporo czasu, można w jego trakcie zrobić zakupy, zjeść coś, o rozmnażaniu się nie wspomniawszy, tylko że Byakuren uznał się za gotowego, by stawić czoła zadaniu, które tak właściwie samo miało do niego przyjść. Spędzenie godziny przy herbacie było dość przyjemne, no może poza rzucanymi mi co jakiś czas niezbyt przyjemnymi spojrzeniami ze strony, równie nieprzyjemnych obecnych. Jedni wchodzili, inni wychodzili, ale o dziwo nikt nie wywołał takiej sensacji jak czekający chłopak. Godzina minęła dość szybko, a w drzwiach pojawił się Fuun. Z uśmiechem podszedł do chłopaka. -Czyli jesteś gotowy, to dobrze.- Powiedział, poklepując Byakurena po plecach. -Nie będę wymagał od ciebie zabójstwa czy czegoś w tym stylu, właściwie jedyne czego potrzebuje do szczęścia to dyskrecja.- Zaczął, gestem nakazując karczmarzowi po raz kolejny nalać sobie piwa. -Pewien mężczyzn jest mi winny nieco pieniędzy, dokładniej mówiąc jakieś tysiąc ryo. Tylko, że jest pewien problem, jakieś dwa tygodnie temu minął termin, w którym miał je oddać, a ja... no cóż nie chcę załatwiać tego osobiście, ale mniejsza o to. Chodzi mi po prostu o przejście się do niego i przekonanie by oddał te pieniądze. Ma niewielki sklep z jedzeniem w okolicach centrum... A i nazywa się Yukio. Nie chciałbym żeby coś mu się stało, przynajmniej nie żeby musiał porzucić swoją pracę, niszczenie ludziom życia nie jest zbyt przyjemne.- Pociągnął solidny łyk. -Co do zapłaty jedna czwarta dla ciebie, jedna czwarta dla mnie, a reszta no cóż, kiedyś powiem ci dla kogo, na razie nie mogę tego zrobić. Dasz radę?
Sora
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Akenomyōsei Byakuren » 11 sie 2018, o 12:59

- I w ramach takiego straszaka, człowieka, który ma robić za wykidajłę, wysyła się nastoletniego chłopca? Jedyną osobą, którą nastolatek mógłby przestraszyć, jest niepewny siebie mężczyzna, a i tak tylko wtedy, kiedy by powiedział: "pamięta pan ten wieczór piętnaście lat temu i uroczą brunetkę, którą zaprosił pan na noc do siebie? No cóż, dzień dobry, tato!" W innym wypadku chyba trudno by było jakiegokolwiek jegomościa wystraszyć.
W sumie dziwnym zabiegiem było to, by posyłać chłopca w roli komornika, ale kimże on był, by oceniać posunięcia innych ludzi. Płacili, więc wymagali. Nie mówi się szefowi, że głupio robi, bo mógłby przestać być szefem, przynajmniej twoim. Najlepiej jednak wysłać jakiegoś wielkiego karka, który załatwiłby to samym swoim wyglądem. Wzruszył jednak ramionami, jakby to nie był jego interes. Bo w sumie nie był.
- Ale nie widzę problemu. Czego jak czego, dyskrecji na pewno mi nie brakuje. W okolicach centrum, sklep spożywczy... Jakoś się znajdzie. Najwyżej wyciągnę pieniądze od kogoś innego. Pieniądz jest pieniądz, co nie?
Wstał, zakładając, że jego nowy chlebodawca zapłaci za jego herbatę, po czym ruszył bez pożegnania w stronę wyjścia. Po opuszczeniu karczmy skierował swe kroki w stronę centrum...
Akenomyōsei Byakuren
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Ren » 21 wrz 2018, o 00:40

Po wydarzeniach w Ōkami-den, Ren postanowił ruszyć dalszą w dalszą podróż. Dodatkowo wiedział, że teraz w razie czego będzie miał się gdzie zatrzymać. Jego postawa i zaangażowanie były wynagrodzone. Wizyta w szpitalu na prawdę dobrze mu zrobiła, ponieważ w końcu mógł zaczerpnąć trochę odpoczynku. Teraz, pełen energii mógł dalej eksplorować jak dotąd nieznane mu rejony. Przez ostatni czas na prawdę działo się dużo. Nie spodziewał się, że podróżujący shinobi znajdzie sobie tyle pracy. Jak widać na świecie dalej panowała niestabilna sytuacja. Co najlepiej dowodziła wojna pomiędzy klanem Hyuga i Yamanaka. Dodatkowo było to dla niego uciążliwe, ponieważ przez to nie mógł dostać się do miejsca, które było celem jego podróży. Podążając głównym szlakiem trafił jednak w końcu na niedużą osadę, która najprawdopodobniej należała do jakiegoś mniejszego klanu, który był podległy klanowi Inuzuka. Było to miejsce niedaleko granicy z Soso, prowincją należącą do tego drugiego zwaśnionego klanu. Znalazł się chyba w najlepszym możliwym miejscu do przeczekania tego konfliktu. No chyba, że nagle front się poszerzy.Wtedy będzie musiał zastanowić się nad szybką ewakuacją.
W każdym razie po dotarciu do wioski Ren rozglądał się za jakimiś sklepami, czy też karczmą. Nie naszukał się za dużo, ponieważ już po krótkiej chwili dostrzegł szyld karczmy "Pod sześcioma żywotami". Skierował tam swoje kroki w pierwszej kolejności. Zamówił sobie coś do jedzenia i picia. Co prawda bezalkoholowego, ponieważ najpierw wolał się rozejrzeć po tym mieście zanim "zadomowi" się w nim na chwilę, aby przeczekać wojnę. Wszystko przyszło bardzo szybko, więc chłopak nie czekał i zabrał się do konsumpcji zastanawiając się co powinien robić w międzyczasie. Może znów poszuka jakiegoś zlecenia? Tym bardziej wolałby jednak coś łatwiejszego, ponieważ ostatnie przejścia dały mu mocno w kość.
Ren
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Hitsukejin Shiga » 22 wrz 2018, o 03:35

*Jak ja kocham lokacje opisane tylko na potrzeby misji przez innych, z opisem na 3 zdania... xD*
Misja C Ren 1/30

No to zacznijmy od osadzenia naszej małej historii w jakimś miejscu i czasie. Koleje losu... nie, wróć. Koleje brzmi jak koleiny. Czyli dziury w drodze, a to nie jest dziura w drodze, nasza historia to wypełnienie w drodze życia! Zacznijmy więc tak... Wichry przeznaczenia skierowały naszego protagonistę do karczmy. Unikanie wojny zaraz przy jej granicach to bardzo ciekawe i może nawet przebiegłe rozwiązanie, ale czy takowe opłaci się Renowi dowiemy się w swoim zapewne czasie. Jaka jest karczma? Nie oceniajmy książki po okładce to najlepsza recenzja tejże karczmy. Z zewnątrz smród i ubóstwo w środku czysto, schludnie i nawet przytulnie. Tłoku specjalnego nie ma, ale jest to dość gadatliwy i wszyscy włącznie z karczmarzem są już ciut ciut wcięci. Rozmowy przez to prowadzone są przy wyposażeniu o kilka decybeli za dużo, więc niektórzy nawet mogą siedzieć trzy stoliki dalej, a dowiesz się o czym mówią. I tak mamy trójkę mężczyzn gadających o zbiorach, pracy i swoich żonach, parę która planuje wspólną podróż najdalej jak się da od terenów wojennych, a także interesującego jegomościa w luźnych ubraniach przy barze. Co mam na myśli pisząc luźne - luźniutkie lniane spodnie i koszula, wojskowe buty i rękawice... i w sumie tyle. Aczkolwiek osobnik zbudowany dość solidnie, włosy w kolorze rdzaworudym, mięśniak misiak bardziej z postury. Twarzy jego nie widać, bo jego wzrok zfokusowany jest na czarce przed nim. I to on jest głównym odbiorcą komunikatów barmana tak całkowicie swoją drogą.
-Nie rozumiem dlaczego nikt w tej karczmie się tym nie przejmuje. Ty jeden mnie wysłuchasz. W okolicy grasuje demon z północy. Nikogo jeszcze nie zabił, ale to dla nich podobno drobnostka. Zaczęły się drobne kradzieże, ktoś został pobity... czekać tylko jak zaczną znajdywać zwłoki tych co mieli pecha trafić na gorszy humor demona... - Biadolił nieco od rzeczy, przynajmniej tak się wydaje nie posiadając kontekstu, barman-karczmarz.
-Te... czyny... może po prostu macie bandytów w okolicy. - Uciął rozmówca rudowłosy spekulacje swego obsłużyciela co to mu czarkę co chwile dopełniał trunkami spod lady.
-Mamy nie od dziś, ale jestem pewien, że to jego sprawka. To musi być nie byle kto, żeby tu dotrzeć MUSIAŁ pokonać tereny zwaśnione wojną! - Kontynuował on swoją hiperbole próbując niemalże uczynić z owego demona samego jashina, kreując go na potężne zło.
-Straszne... Dolej. - Po wyrażeniu, nawet dla Rena jasne to jest, całkowicie nieszczerego przerażenia, mężczyzna poprosił o dolewkę... i ta zostałą mu niezwłocznie sprezentowana. A karczmarz kontynuował swoje.

Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Ren » 22 wrz 2018, o 14:46

*Niestety lepszych tematów tutaj nie było xd ale przynajmniej możesz dostosować wszystko pod siebie! :D*
Ren zatrzymał się na granicy prowincji nieobjętych wojną z prostego powodu. Tereny objęte konfliktem stały mu na drodze do celu jego podróży. Nie miał więc innej opcji jak po prostu przeczekać aż cała sprawa ucichnie i w końcu zwaśnione rody dojdą do porozumienia, które miał nadzieję niedługo nastąpi. Nie bardzo go interesowało kto wygra, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie znał ani nikogo z Yamanaka ani nikogo z Hyuga. Oba klany były mu zupełnie obojętne, tym bardziej, że wdały się w bezsensowny rozlew krwi. Karczma, do której trafił okazała się o wiele schludniejsza niż wyglądała z zewnątrz. W środku było na prawdę czysto. Nie było zbyt wielu ludzi, jednak nie było się czemu dziwić, ponieważ osada nie jest zbyt duża. Z tego co się zorientował po przybyciu, to należała po prostu do jakiegoś szczepu, o którym wcześniej w ogóle nie słyszał. Chłopak nie miał w zwyczaju podsłuchiwać rozmów innych, jednak nie dało się nie słyszeć o czym rozmawiają lokalni. Zdawało się, że nic nie przyciągnie jego uwagi, jednak w końcu znalazło się coś interesującego. Dobrze zbudowany mężczyzna rozmawiał z karczmarzem na temat jakichś problemów nękających ludzi z okolicy. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, no może oprócz koloru jego włosów, który przykuwał uwagę mimo wszystko. Dokładniej przysłuchiwał się ich rozmowie chcąc wyłapać jak najwięcej szczegółów, ponieważ może mu to zapewnić zajęcie na najbliższe dni. Skoro był jakiś problem, zapewne szukali kogoś, aby go rozwiązać. Co prawda sam opis "demona" był bardzo dziwny, ponieważ karczmarz stwierdził, że wszystko zależy od humoru tego stworzenia. Po skonsumowaniu wcześniej zamówionego jedzenia postanowił bardziej zainteresować się tematem i przysiadł się dość blisko, aczkolwiek nie bezpośrednio do rudego, który raczej nie był zainteresowany problemami barmana. Ten drugi przedstawiał sytuację na prawdę poważnie jednak mięśniak raczej się tym zupełnie nie przejmował.
- Barman! Poproszę sake. - powiedział opierając się łokciami o ladę, a także mając nadzieję, że może temat jakoś sam się rozwinie bez jego ingerencji. Nie lubił być zbyt wścibski, więc liczył, że kiedy dostrzegą, że on również jest shinobi to być może również karczmarz zacznie mu o tym opowiadać. Być może ktoś już dał zlecenie na zbadanie tej sprawy, a z racji, że nie miał nic lepszego do roboty, to mógłby się tego podjąć.
Ren
 

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Hitsukejin Shiga » 23 wrz 2018, o 02:01

Misja C 3/30 - A więc jedna dziesiąta za nami.

Mimo niechęci do wojny, mimo niechęci do mieszania się w konflikt znajdowałes się jednak na terenie dość bliskim wojnie, więc doskonale podczas podróży i mijania podróżujących we wszelkie możłiwe kierunki mogłeś poznać realia konfliktu. I tutaj naprawdę zaczyna się robić śmiesznie... albo nieśmiesznie jeśłi pomyślisz, że to jest oczywiście wojna i giną dziesiątki ludzi w imię tego, co wydaje się chorym żartem. Jedni mówią, że to Hyuuga zaatakowali pierwsi, kiedy inni twierdzą, że to Yamanaka są winni. Czyli tak naprawdę nikt nie jest w stanie wskazać z powodzeniem winnego i każdy sądzi, że to druga strona zaczęła. Każdy ma się za ofiarę, a tego drugiego za oprawcę. Tylko tutaj nie bardzo są ci drudzy, skoro to jedno wielkie śmiertelne w skutkach nieporozumienie...
Próbujesz, będąc już w tej karczmie, w rejonie okołowojennym, przysiąść się w okolice wielkoluda w zasięg barmana. W sumie stosunkowo to bardzo dobry ruch, bo całkowicie wygłuszasz sobie otoczenie i rozmowy które nie przedstawiają ci żadnej wartości, a zyskujesz śmietankę z tortu do zlizania czyli najciekawsze wątki. O demonach i bandytach czyli w skrócie - o zarobku i chwale czekających do zgarnięcia.

Ren chciał sake i to mu zostało podane. Barman robił wszystko szybko, sprawnie i dość zręcznie jak na fakt, że najchudszy ani najmłodszy nie jest. Kiedy Ren znalazł się w zasięgu oczu wielkoluda i swoim głosem wybił go z transu w który sam się wprowadził podziwiając dno czarki, świdrujące brązowo-bordoweo czy wwierciły się w chłopaka niczym najlepsza technika penetrująca.
-Dobrze. Może odetchnę. - Szepnął wielkolud w stronę Rena, a barman udał, że nie słyszy. Nalał drugą porcję sake o którą nie prosił Ren, postawił mu ją przed nosem i zaczął znów nawijać.
-Trzebaby ogłoszenie dać, że potrzebny ktoś kto demona poskromi! - Zaczął znów tyrać barman, na co znów rudy odpowiedział krótko, że nie demona tylko bandytów... I wracamy do punktu wyjścia.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Karczma "Pod sześcioma żywotami"

Postprzez Ren » 23 wrz 2018, o 15:39

Zazwyczaj kiedy dochodzi do konfliktu obie strony próbują się wybielić, aby uzyskać poparcie innych. Wtedy osoby nie biorące udziału lub też nieznające podwalin wojen mogą zostać bardzo łatwo zmanipulowane i w nie wciągnięte. Kto stanie po czyjej stronie zapewne zależało w większości od tego, którą historyjkę usłyszał pierwszą. No chyba, że ktoś dokładnie znał sytuację wewnętrzną obu klanów, to mógł dokładnie stwierdzić komu bardziej należy się wsparcie. Jednak wiadomo, że każdy będzie do końca próbował robić z siebie ofiarę. A propos ofiar, lokalni też mają problem z jakimś demonem z północy. Tutaj pomoc była już bardziej realna dlatego Ren zainteresował się tematem i od razu przysiadł się bliżej, aby być może więcej na ten temat posłuchać. Został obsłużony bardzo sprawnie i już po chwili miał sake, którą oczywiście od razu wypił. Kiedy wielkolud spostrzegł chłopaka stwierdził, że nieco odetchnie. Czyżby chciał zrzucić całe zadanie na niego? W międzyczasie białowłosy otrzymał drugą porcję ryżowej wódki, zaś karczmarz znów zaczął mówić swoje.
- O jakim demonie mowa? Nikt raczej nie zdaje się tym zbytnio przejmować. Wcześniej nic na ten temat nie słyszałem. - zagadnął do barmana, który chyba zaciął się jak jakaś katarynka, bo ciągle mówił o czymś samym. Wydawał się być wręcz przerażony tym co nadchodzi. Skoro chciał wydać już nawet ogłoszenie to prędzej czy później pewnie ktoś by się tym zajął, więc jak nie skorzystać z takiej okazji?
Ren
 

Następna strona

Powrót do Yōgan-ryū (Wioska Terumi, szczep Yōgan)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość