Hotel Kamiya

Hotel Kamiya

Postprzez Hayami Akodo » 8 sty 2018, o 20:08

Obrazek


Hotel Kamiya od zawsze prowadzony jest, był i będzie przez rodzinę tego nazwiska; powstał on jakieś dwanaście lat temu i nie zapowiada się na to, by miał zmienić właścicieli. Z zewnątrz jest to duży, biały, prosty budynek pełen okien, przez które wpada światło dzienne, ze znakami oznaczającym "Kamiya" i "rzeka" na drzwiach, wewnątrz zaś cechuje się bardzo skomplikowanym systemem korytarzy, licznymi recepcjami i dużą ilością gości akurat w tym wiosennym sezonie. Za ladami recepcji siedzą najczęściej młode, wesołe, uśmiechnięte dziewczyny ze szczepu Kami, odziane w białe koszule, fioletowe marynarki i wąskie, ołówkowe spódnice w kolorze lila, a także w eleganckie półbuty o kolorze śnieżnej bieli. Wszystkie, jak należy, mają na biustach identyfikatory i bardzo chętnie służą pomocą zagubionym gościom.
Sam hotel ma w swojej ofercie pokoje jedno-, dwu- i trzyosobowe, proponuje też pokoje dla rodzin i przyjmuje zwierzęta. Wszystkie zasady oraz cennik umieszczone są w recepcji i wywieszone na ścianach, a za każdą recepcjonistką znajduje się olbrzymia szafa pełna wieszaków z kluczami i ksiąg meldunkowych, w których każdy gość musi obowiązkowo się wpisać pod groźbą usunięcia z hotelu. W hallu i w sali głównej znajdują się wygodne kanapy obite czerwonym materiałem, na których można wygodnie usiąść, jest też trochę roślin w doniczkach i rzeźb, a na środku szemrze nawet malutka fontanna.
Pokoje urządzone są ze smakiem i gustownie, w każdym oprócz standardowego umeblowania znajduje się jeszcze regał na książki ze świeżymi pozycjami wydawniczymi, a na stoliczkach pod oknami znajdują się zawsze świeże kwiaty.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 793
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Hotel Kamiya

Postprzez Yōsuke » 11 sty 2018, o 11:34

Przejście całej trasy nie zajęło nam jakoś długo.. Ot kilka minut i jesteśmy na miejscu. Przez cały czas oglądałem piękne, gwieździste niebo. Lubiłem ten widok. Tak zapomnieć i po prostu gapić się gdzieś w miejsce, gdzie być może trafię.. Kto wie. Do tego to świeże, rześkie powietrze, które trochę przypominało to, gdy pierwszy raz spotkałem Staruszka. To dopiero były czasy.. Podczas pierwszych treningów udało mi się nawet coś spalić. Chyba roślinkę. Hodował ją parę lat, a ja ją od tak spaliłem. Ale wtedy byłem smutny, ale ojciec nawet nie drgnął. Powiedział tylko, że moim pierwszym przeciwnikiem, którego pokonałem była niewinna roślinka lecznicza, która mogłaby mi się w przyszłości przydać, gdybym coś zrobił nie tak. No cóż. Na pewno nigdy tego nie zapomnę. Cudne czasy, gdy jeszcze nie widziałem, aż tak wielkiej brutalności w tym świecie.. Być może po prostu nie zwracałem wtedy na to swojej uwagi? Byłem w końcu dzieckiem. Nie rozumiałem potrzeby walki. Zawsze wolałem się dogadać i dostawałem wtedy za swoje od swoich. Nigdy nie potrafiłem pojąć tego, że mimo że trwały wojny to i tak potrafiliśmy walczyć między swoim. Nie lepiej się zjednoczyć..? Poza tym.. Po co ja w ogóle o tym myślę? Czemu takie rzeczy przypominają mi się akurat teraz? Może to jakiś znak, że dzieje się tutaj coś złego?
Gdy tylko przeszliśmy progi hotelu, zobaczyłem jak pięknie był wyozdobiony. Rośliny, rzeźby, czerwone obicia na siedziskach.. No i ta fontanna na samym środku. Zalatywało mi tu strasznym luksusem. I to chyba zdecydowało w moim podejściu do osoby kupca.. Naszego zleceniodawcy. Skoro było go stać na tak drogi hotel to raczej oznaczało, że nie stracił tak wiele. Może to tylko moje naprawdę dziwne podejrzenie, ale gość naprawdę wydaje się być… Kimś innym niż się podaje. Trzeba rozwikłać tę tajemnicę.
Gdy podeszliśmy do recepcji, uśmiechnąłem się szeroko do Pani recepcjonistki. Muszę przyznać, że obsługa do najbrzydszych nie należała. Ale teraz wykonuję misję. Nie ma czasu na flirty. Oderwałem wzrok od tych jakże pięknych Pań i wróciłem wzrokiem do Kazuyi. Coś mi tu śmierdziało.. Będę na niego uważał. Naprawdę. Gdy tylko zdążył się wpisać, zaznaczając przy tym, że przyjmuje gości, poszliśmy za nim. Co jakiś czas spoglądałem na Nomi, aby upewnić się, czy na pewno za nami nadąża. Wszystko wskazywało jednak na to, że na pewno dawała radę, bo była uczepiona mnie niczym ogon. Oby Pani doktor tylko szybko uciekała, gdyby coś miało się już dziać. Trzymałem lekki dystans od samuraja w drodze do pokoju, obserwując uważnie każdy jego ruch. Nadal miałem jakieś nieodzowne wrażenie, że będzie z nim jakiś problem, którego nie wpisał w kartkę ze zleceniem.
Po chwili znaleźliśmy się w jego pokoju. Nie wyglądał na ten z bardziej budżetowych. Nie oszczędzał sobie zbytnio.. No i ten boski regał z książkami.. Ale jak bym uuusiadł! W życiu bym się nie oderwał. Jashinie, dajże mi kiedyś okazję przywłaszczyć wszystkie możliwe książki tego świata. Przeczytam je z pewnością. Albo przynajmniej te interesujące, bo te mniej ciekawe to się dłużą i dłużą. Chociaż i na te trzeba czasami zwrócić swą uwagę. Tak to już niestety bywa, jak ma się jakiś obowiązek.
Przez cały czas byłem cicho, ale chyba nadszedł czas, żeby w końcu się odezwać. Porozmawiać na temat zlecenia. Odchrząknąłem głośno i zacząłem:
- Zacznę od razu. Proszę podać nam miejsce, gdzie wszystko się stało. Oczywiście, jeśli ma Pan jakieś poszlaki to także musi Pan je nam podać. Żadnych tajemnic. Jeśli prowadził Pan śledztwo na własną rękę, zweryfikujemy Pańskie znaleziska, jeśli zajdzie taka potrzeba. - wytłumaczyłem mu, co jest najważniejsze, lecz po chwili dalej kontynuowałem - Kolejna rzecz to to, że musi Pan nam opowiedzieć, co Pan wie, Pańskie domysły, przemyślenia na ten temat, ewentualni świadkowie, chyba że znalazł Pan na własną rękę sprawcę, a my mamy go po prostu sprowadzić, ale wtedy ryzyko jest większe, co za tym idzie zapłata automatycznie podnosi się razem z ryzykiem. Ale rozumiem, że jest Pan tego świadomy. Jeśli mamy wykonać i śledztwo oraz sprowadzenie sprawcy, wtedy zapłata jest liczona podwójnie. - skończyłem swą standardową wypowiedź, której nauczył mnie staruszek. Nigdy nie można pracować za darmo. Nie od tego są shinobi, żeby brać misje, a potem nic za nie nie dostawać. Oczywiście wypowiedziałem się także w imieniu Nomi, żeby nie przyszło jej do głowy, żeby nie brać od niego nic. Na pewno ta myśl przeszła jej przez głowę, gdy tylko usłyszała jego historię. Ale sądząc po tym, gdzie postanowił zamieszkać, na pewno ma dużo pieniędzy.. Albo niezłe znajomości. Chociaż mi osobiście przydałby się jakiś oręż. Pieniądze to rzecz na której aż tak mi nie zależy. Wszystkiemu towarzyszyła dosyć ciężka atmosfera. Tym bardziej, że moja mina, jak zwykle była kamienna i nie zmieniona. Nie potrzeba okazywać uczuć, to nieprofesjonalne.
Postanowiłem, że przedstawię mu się po misji. Gorzej, że imię mojej towarzyszki już znał. Usłyszał, jak je mówię. Oby to nie oznaczało późniejszych kłopotów, gdyby coś poszło nie po jego myśli. Wtedy trzeba będzie podjąć bardziej radykalne kroki.
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 120
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Hotel Kamiya

Postprzez Nomi » 11 sty 2018, o 19:08

Na szczęście jej towarzysz nie musiał marznąć zbyt długo. Hotel do którego prowadził ich ten miły pan znajdował się zaledwie kilka ulic dalej. Po drodze atmosfera była dość... grobowa, żadnej wymiany zdań czy jakichkolwiek dźwięku, jedynie ich buty odbijające się na brukowanych ulicach przypominały o tym, że nie jest sama. Jej towarzysz patrzył w niebo, postanowiła zrobić to samo, zadarła głowę odsłaniając szyję na delikatne pieszczoty chłodnego powietrza. Miliony małych światełek błyszczały w mroku nocy. Malutkie duszyczki które odeszły z tego świata lśniły pośród niekończonych się zaświatów. Czym były? Skoro księżyc, największy z nich był potężnym demonem to czy malutkie duszki były bezpieczne? Sam Rikudou Senin przecież zamknął go tam dla ich bezpieczeństwa... czy ten legendarny potwór mógł być, aż tak zły? Przecież nikogo, nawet małego ptaszka nie powinno zamykać się w klatce. Czy ogromna istota nie była po prostu samotna? Niszczyła, żeby ktoś zwrócił na nią uwagę? Nikt nie potrafił go zrozumieć, a w efekcie zamknięto go na wieczność razem z duszkami.
-Biedny ogoniasty. - cichy szept wyrwał się z jej ust. Pamięta jak rodzice opowiadali jej legendy o powstaniu świata, o wielkich shinobich... jak płakała w nocy na wspomnienie opowieści o wielkich wojnach, gdzie setki ginęły, były ranione. Jej ciało przeszedł dreszcz. Tenshikoku było na szczęście bezpieczne, Kami nie brali udziału w wojnach, nie napędzali tej wielkiej machiny śmierci i zniszczenia.
Hotel był ogromnym, białym budynkiem, o niezliczonej liczbie okien, oczy dziewczyny zaświeciły się, na samą myśl jaki widok musiały oferować pokoje na ostatnich piętrach. Musiało być widać stamtąd całą osadą, albo i nawet morze. Ten piękny nieprzenikniony błękit, piękny, tajemniczy, niebezpieczny. W jej oczach pojawiały się wizje refleksów świetlnych odbijanych od błękitnej tafli. Weszli do środka. Nomi stanęła w półkroku, wnętrze było bogate, wyłożone było drewnem, na widok tego przepychu poczuła się niepewnie. Nigdy nie byłoby jej stać na noc w tak pięknym miejscu, może nie była biedna, miała gdzie mieszkać i nie głodowała, ale widząc to wszystko poczuła się biednie. Uśmiechnięte panie stojące za ladą w śnieżnobiałych koszulach nie pomagały. Spojrzała na siebie, jej nieco już znoszone ubrania w niczym nie dorównywały im. Przeniosła wzrok na znajdująca się na środku fontannę, widok przelewającej się wody uspokajał ją. Płynęła, była wieczna, symbolizowała czystość. Niedługo po tym onieśmielającym doznaniu, udali się do pokoju pana Kariya. W niczym nie odstawał on od ogólnego wyglądu hotelu. Regał zawierał ogrom książek, a kanapa była tak miękka. Zapadła się w nią słuchając tego co mówi Yosuke. Wydawał się... był fachowcem. Dziewczyna nie mogła wiele dodać, nie wiedziała co mówić, osłupiała widząc jak jej towarzysz prowadzi rozmowę.
Nomi
 

Re: Hotel Kamiya

Postprzez Hayami Akodo » 13 sty 2018, o 02:38

TRYB MG - MISJA DLA NOMI I YOSUKE (DRUŻYNOWA)
"Ring of fire"
9/22


Obrazek

Bound by wild desire
I fell into a ring of fire


-Biedny ogoniasty...? Taak...chyba rzeczywiście.
Cokolwiek miałaś na myśli.
Kazuya Ishikawa nie wyjaśnia ani tego, o czym myślał, ani z czym się zgadza. Po prostu idzie dalej, aż do samego hotelu. Prowadzi was krętymi schodami, mijając kolejne półpiętra i recepcjonistki, aż w końcu zatrzymuje się na czwartym piętrze. Odszukuje pokój 404.
Podwójna liczba shi, podwójna śmierć. Gdybyście nie wierzyli w przesądy, to chyba nadszedł czas, by to zrobić. Kazuya nie wypowiada na głos numeru, jakby i on w to wierzył, jakby uznawał to za prawdę ogólną, jakby...naprawdę uważał, że to prawda.
Widzi, że to chłopak jest tym zdecydowanym, dominującym, to on prowadzi całą tę sprawę i za to odpowiada, a dziewczyna jest tu tylko w ramach pomocy, wsparcia medycznego. Przekręca klucz w zamku powoli i metodycznie, wpuszcza najpierw dziewczynę, potem chłopaka, a następnie wchodzi jako ostatni i zamyka drzwi za sobą.
Przed sobą macie wielki, czysty pokój, ze ścianami w kolorze jasnego błękitu, jednoosobowym łóżkiem z dębu zasłanym niebieską pościelą w białe kwiaty, olbrzymie okna osłonione białą, delikatną firanką, stolikiem, na którym stoją kwiaty, i trzema krzesłami. Kazuya zajmuje jedno z nich, dwa pozostałe wskazuje wam. Na ścianie nad wami wisi obraz przedstawiający kobietę - bardzo realistyczny i piękny, tak rzeczywisty, że zdaje się, że kobieta zaraz wyjdzie z ram i przemówi do was.
-Siadajcie.-informuje.-To długa historia.
Mruży zmęczone oczy. Jest bardzo jasno, bo mrok rozpraszają świece płonące w lampionach i lampy. Kolory igrają w waszych oczach.
-Mieszkałem na obrzeżach Shigashi no Kibu, w domu odziedziczonym po rodzicach. Razem ze mną była też moja żona, Arisa, i nasze dzieci. Ja byłem kupcem szkolonym do walki, tak jak ci słynni kupcy z rodziny Yumichika. Handlowałem, strzegłem mojej rodziny i walczyłem z przeciwnikami za pomocą tej oto katany. Mój ojciec był samurajem, ale odszedłem z rodziny po jego śmierci, zabierając ze sobą miecz. Watarimono nie mogło mi niczego dać.
Milknie.
-Tej nocy obudziłem się przerażony, sam, w ogarniętym płomieniami domu, z ciałem mojej martwej żony w ramionach. Nie cierpiała...Nie cierpiała. Nasze dzieci też nie, jeśli nadpalone szkielety mogą to robić. Zostałem sam. Ach, żebyście wiedzieli...Nigdy wcześniej ani później nie będę już tak płakał.
Na samo wspomnienie nawet teraz jego oczy wilgotnieją. Uśmiecha się smutno. Chybotliwy płomień migocze lekko w lampionach. Jest cicho. Za oknem panują egipskie ciemności - nie widać ani księżyca, ani gwiazd, jedynie uśpioną głęboko wioskę.
-Szukam zemsty. Chcę wiedzieć, kto zrobił to Arisie i naszym synom-Kazuya zaciska pięści. Odwraca twarz od was, spogląda przez okno. Ogarnia go determinacja tak silna, że zdaje się zapominać, kto z nim jest i po co. -A wy mi w tym pomożecie. Co do wynagrodzenia...
Jego twarz na krótką chwilę się wypogadza.
-Dwieście pięćdziesiąt na głowę dla każdego po robocie, więcej niestety nie mam... Mój dom stoi przy drodze kupieckiej i kiedyś należał do rodziny shinobiego o imieniu Jirri. Po tym, jak Jirri-san opuścił Shigashi na zawsze, a jego rodzina wymarła, przejąłem ten domek dla mojej Arisy i go odnowiłem. Teraz wygląda jeszcze lepiej-uśmiecha się z dumą.-Co do moich podejrzeń...swego czasu o Arisę starał się jeszcze pewien shinobi imieniem Kaigen, nazywany Wilkiem z Yougan. Niezwykle niebezpieczny furiat, wręcz szaleniec...Ale on jest w więzieniu w Yougan-ryuu. Na miejscu nie znalazłem właściwie nic. Żadnych śladów. Czysta robota, zatarli je za sobą, albo po prostu byłem w zbytnim szoku, by czegokolwiek szukać. Wciąż widzę twarze moich dzieci...Moich synów...
Opiera głowę na dłoni. Przez palce ścieka kilka łez. Następuje krępująca cisza.
Kazuya nie wydaje się nic więcej wiedzieć, jednak opanowuje się. Podnosi się wolno z krzesła.
-Macie wolną rękę, róbcie, co chcecie, pytajcie, o co chcecie. A jeśli nie macie pytań, to chodźmy...tam-mówi ochryple.-Ale pozwólcie mi iść ze sobą. I zabić skurwysyna, który zniszczył mi życie.

W jego oczach płonie prawdziwy ogień. Rwący, bolesny żar nienawiści, która trawi duszę od środka, by ją w końcu wypalić, pozostawiając wrak. Wrak, którego nie rozgrzewają już nawet wspomnienia. Taki wypalony człowiek jest jak ofiara lawiny - zamarznięty, kamienny, ze szronem nieszczęść na twarzy, a jego serce już nie bije.
Może to i lepiej.
Może lepiej by było dla Waszego klienta, by i jego własne przestało.

Jeśli macie pytania, to Kazuya czeka, aż je zadacie. Jeżeli nie, to podnosi się i przygotowuje się do opuszczenia pomieszczenia, nic już nie mówiąc. Zauważacie na rękojeści jego katany nietypowo wygrawerowany znak hajime - początek.
Początek czego? Nowego życia? Zemsty? Cierpień? Udręki? Obłędu? Wyrzutów sumienia? Żalu?
Może wszystkiego razem.


KOLEJNOŚĆ: NOMI, YOSUKE

_______________________________________________________________________________________________
Ze względu na wyjazd Yośka zmieniłam kolejność - Nomi, jeśli chcesz, możesz zadać jakieś pytanie albo poczekać, aż Yosuke zapyta o coś jeszcze, i rozejrzeć się po pokoju, polecam bardzo zwłaszcza zwrócić uwagę na grawerunek na katanie. W następnym poście idziecie już do nowej lokacji, najlepiej niech jedno z Was da wtedy zbiorowe zt.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 793
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Hotel Kamiya

Postprzez Nomi » 14 sty 2018, o 21:33

404 niby zwykły numer pokoju, a niósł za sobą tak wielkie przesłanie... śmierć, dwa razy powtórzona, przedzielona jedynie zerem, nicością, czy właśnie to czekało na tych którzy u próg życia wsiądą na łódź Harona? Odpłyną w nicość? Znikną, wraz ze swoją świadomością? A może dołączą do tak wielu aniołów rozświetlających przez wieczność zimny nieboskłon swymi duszyczkami? Cała trójka znalazła się w pokoju, zajęli miejsca świece rozświetlały mrok który zapanował, gdy chmury przysłoniły księżyc wraz z gwiazdami, kupiec zaczął swą opowieść...
Gdy wspomniał o śmierci ojca, jej oczy zaszły łzami, co gdyby to był jej ojciec? Gdy mówił o płomieniach pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, co gdyby to był jej dom? Dzieci, żona... spłonęli, co gdyby to była Mitsu? Łzy płynęły ciurkiem po jej policzkach, płakała rzewnie. Skryła twarz w dłoniach, musiała to ukryć, przecież Yosuke był fachowcem, nie mogła pokazać, że jej smutno, pokazać, że jest słaba. Nie słuchała dalej, płakała, chciała pomóc temu mężczyźnie, za darmo, stracił już tak wiele. Nie widziała płomienia w oczach... siedziała dławiąc się własnymi łzami...
Nomi
 

Re: Hotel Kamiya

Postprzez Yōsuke » 14 sty 2018, o 23:41

Cztery... Nic... Cztery. Ty umierasz... Ty nie… Ty umierasz… O nie. Dlaczego akurat ta liczba? Dlaczego ten pokój? Może to ze mną jest coś nie tak, ale moja przesądność jest tutaj chyba jakąś podpowiedzią. Co Ty knujesz? Z pewnością coś knujesz. Jeszcze nie wiem co, ale jeśli czegoś spróbujesz to zarżnę Cię, nie patrząc na nic. Nie mówiąc nic. Jeśli tylko zrobisz coś podejrzanego to znikniesz z tego świata. Nie podobasz mi się.. Ale Ci tego nie pokażę, stary samuraju. Jeszcze nie czas na to. Do tego kolejność w której nas wpuszczał. Nomi, ja i dopiero on. Może to i grzeczność, może to tylko czysty przypadek. Ale coś mi mówi, że to nie był przypadek. Oby tylko moja przesądność się nie potwierdziła, bo inaczej Nomi będzie miała problem, a ja nie jestem pewny swoich umiejętności, co do bronienia innych. Błagam Cię, Pani doktor.. Miej szybkie nogi, gdyby coś miało się wydarzyć, bo sobie nie wybaczę, jeśli coś ma Ci się stać.. Błagam Cię.
Weszliśmy wtedy do pokoju, zaproponował nam siedzenia. Oczywiście nie było sensu odmawiać. Może i mu nie ufam, ale trzeba utrzymać profesjonalizm. Kamienna twarz.. Pamiętaj.. Kamienna twarz. Ty tutaj tylko wykonujesz swoją robotę, nie masz pomóc temu człowiekowi psychicznie. Ty jesteś tutaj ręką, która ma karać albo pomóc w tej karze. Nie pomożesz już tym ludziom. Wdech… Wydech.
Kupiec szkolony na samuraja..? Skoro byłeś kupcem to dlaczego nosisz się, jak samuraj? Czujesz się nim, bo ojciec taki był..? Bzdura. Gdybyś pochodził z rodu samurajów, posiadałbyś swój mon. Nosiłbyś go dumnie, aby pokazać wszystkim, kim jesteś. Chciałbyś przynieść dumę swojej rodzinie. Nie rozumiem tego. Dziwna profesja. Kupiec-wojownik i do tego ojciec na pełen etat? Mówisz to jakbyś robił to wszystko na raz. Dziwnym jesteś człowiekiem, Panie Ishikawa Kazuya, oj dziwnym.
- Watarimono… - wyszeptałem cicho. Pod nosem.. Słyszę coś. Słyszę…
- Yosuke! Yosuke! - słychać głos jakby zza mgły. Głos małego chłopca. Bardzo przejęty. Słyszę, że biega.. Po ziemi.. Wbiega na deski. Słyszę go coraz bliżej i bliżej, ale po chwili się oddala. Czuję ekscytację.. Szczęście. Jakbym uczestniczył w jakiejś grze za dzieciaka. Ktoś mnie woła. Mój przyjaciel? Mój kolega? A może ktoś, komu postanowiłem zrobić psikusa i szuka teraz zemsty..? Nie.. To nie to. To ktoś bliższy. Na pewno. Za bardzo się martwił, krzycząc moje imię. Nagle słyszę przewracające się miotły. Coś jest nie tak. Czuję ból. Zapach krwi. Coś ostrego spadło mi na dłoń, rozcinając ją.. Niewielka rana, ale dla dziecka to przeżycie. Widzę ostre światło i zapach obiadu, roznoszący się po całym domu. Drzwi były rozsuwane, w starym, tradycyjnym stylu.
- Yosuke, tutaj jesteś! - wykrzyknął znany mi głos chłopca, ale był z nim ktoś jeszcze. Nie widzę ich twarzy. To wspomnienie jest bardzo odległe.. Mgła je pochłania. Słyszę jeszcze jakiś kobiecy głos, ale nie wiem, co mówi.. Wspomnienie mi ucieka, nie mogę go złapać… Nie uciekaj… Wróć do mnie…
Uniosłem wzrok z ust mężczyzny na jego oczy. Chyba nie trwało to długo.. Nawet nie zwrócili uwagi, że się odciąłem. Nie mówił nic. Panowała cisza. Inaczej przerwałby to, co się przed chwilą wydarzyło w mojej głowie. To było dziwne.
-Tej nocy obudziłem się przerażony, sam, w ogarniętym płomieniami domu, z ciałem mojej martwej żony w ramionach. Nie cierpiała...Nie cierpiała. Nasze dzieci też nie, jeśli nadpalone szkielety mogą to robić. Zostałem sam. Ach, żebyście wiedzieli… - wsłuchałem się dokładnie w każde jego zdanie. Widać, że cierpiał. Czegoś takiego nie można było zagrać, To niemożliwe, żeby ktoś mógł odegrać to tak wiarygodnie. Po prostu niemożliwe. Ale.. To brzmi, jakby opisywał sen. Ja też mam sny w których budzę się, odczuwając silne emocje, ale.. No właśnie. Dzieje się od razu. Nagle zaczyna się. Bez początku. Tak, jak to co opowiada Kazuya.. Być może to tylko moje podejrzenia, ale może to, że nie słyszałem o tym nic.. Być może to, że nikt nic o tym nie wspominał, gdy tu byłem, a ja słucham wszystkich plotek bardzo uważnie, może to znaczy, że ten człowiek już od dawna się w tym zatracił i będziemy rozwiązywać rozwiązaną sprawę..? Nie. Głupota. Nie wiem, czemu tak myślę. Usłyszałem coś o wynagrodzeniu. Dwieście pięćdziesiąt na głowę. To dużo. Ale ja nie chcę pieniędzy. Już dawno upatrzyłem to na czym mi zależy.
- Nie chcę twoich pieniędzy - wyszeptałem do niego - w zamian za to, że zdejmę z Ciebie te okropne brzemię, chcę coś co należy do Ciebie, bo twoje życie zostanie teraz częścią mojego. Nie masz monu, który mógłby być moją pamiątką… Masz coś, co pozwoli mi dokonać za Ciebie zemsty.. - zamilkłem na chwilę, nabierając powagi - Kazuya-san, jeśli nie masz nic przeciwko.. Chciałbym twój miecz rodowy po tym, jak wypełnimy twoją zemstę. Zabiorę od Ciebie te demony, żebyś w końcu zaznał spokoju - oczywiście nie zamierzałem brać pieniędzy, żeby miał za co żyć. Ten miecz mnie zaintrygował. Miał w sobie historię. Wiem, że ta propozycja nie miała sensu.. Prawdopodobnie się nie zgodzi, ale warto było chociaż spróbować. Pozwoliłem mu mówić dalej. Zapewne odpowie mi za chwilę, gdy tylko wyjdziemy. Chcę, żeby wiedział, że nie chodzi mi o pieniądze. One nie są ważne. Ja chcę kawałek historii, chcę mieć pamiątkę, która nie pozwoli mi zapomnieć… Która przypomni mi to wszystko.
Wilk z Yougan.. Trzeba będzie to sprawdzić. Pójść na miejscowy posterunek i zapytać się, czy znają kogoś takiego i czy cokolwiek o nim wiedzą. Jeśli faktycznie kiedykolwiek siedział w więzieniu to będą mieli o nim wszystko. Nawet w jakiej dziewczynie kochał się za czasów szkoły. Przy okazji zapytamy się o akt własności tego domu. W końcu nie mógł się wprowadzić od tak do czyjegoś domu, mimo ich śmierci, czy wyprowadzki. Poza tym. Chyba musiało mu się coś pomylić. Dom został ponoć spalony. Dlaczego jest tak dumny, mówiąc o tym, niczym w czasie teraźniejszym? Jakby ten dom nadal tam stał.. A może to nowy dom? Ale wtedy po co mówi o tym, jakby robił to dla swojej rodziny? Przecież oni nie żyją. Czy aby na pewno z Kazuyą było wszystko dobrze? Chyba szok wywołany tak strasznymi widoki zostawił swoje piętno w jego głowie. Jestem tego pewny.
Starałem się przez cały czas być twardy, nieustępliwy. To Nomi ma być tutaj tą miekką. Nie ja. Jedna osoba takiego pokroju wystarczy. Być może dodaje Kazuyi trochę otuchy. Nie obchodzi mnie to. To nie jest ważne. Trzeba dopaść osobę odpowiedzialną za to wszystko. Chociaż naprawdę śmierdzi ta cała sprawa.. Śmierdzi na gigantyczną odległość.
Kiwnąłem głową, słysząc jego zdanie.
- Złapiemy go i zrobisz z nim co zechcesz - chociaż nie byłbym do tego taki pewien, musiałem mu skłamać. Trzeba dodać mu odwagi. Być może powie nam coś więcej w czasie drogi. Trzeba nawiązać z nim jakąś więź. Najlepiej jednostronną z jego strony. Chociaż z Nomi na pewno nawiąże obustronną, co do mnie - nie ma szans.
Zwróciłem jeszcze swoją uwagę na jego katanę.. I pewien grawer. Hajime - początek. Ale skoro jest początek.. To musi być i koniec. Coraz bardziej zacząłem sądzić, że z tym mieczem wiąże się jakaś historia, która nie do końca jest tą z legend o dzielnych samurajach, wojujących dla uratowania świata.. To raczej ta mroczniejsza historia, którą opowiada się dzieciom, żeby się bały. Z pewnością ten napis to coś ważnego. Zapewne dowiemy się później.
Zignorowałem jego pytanio-rozkaz o tym czy może z nami iść. Wiedziałem, że i tak to zrobi. Puściłem Nomi przed sobą, wychodząc jako drugi. Kazuya miał klucze, musiał zamknąc drzwi. Dobrze wiedziałem, że puści nas w takiej kolejności. Cztery, zero, cztery.. Początek i koniec. Śmierć, nic, śmierć.. Śmierć to koniec, ale nie początek.. Czyjaś śmierć. A ludzie giną zazwyczaj przez zemstę. Początek końca. Mam wrażenie, że źle będę wspominał to, co wydarzy się tutaj.
[z/t z Nomką]
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 120
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Hotel Kamiya

Postprzez Hayami Akodo » 16 sty 2018, o 19:38

TRYB MG - MISJA DLA NOMI I YOSUKE (DRUŻYNOWA)
"Ring of fire"
11/22


Obrazek

I fell for you like a child
Oh, but the fire went wild


Kazuya patrzy uważnie na Wasze szczere, młode twarze, pełne naiwnej - a może właśnie przez to pięknej - nadziei na to, że świat będzie lepszy, że sprawiedliwość jeszcze może zatriumfować. Przecież tak jest zawsze w bajkach, wierzy się w to, w co chce się wierzyć: w ideały, w wolność, równość, braterstwo, we wszystko, w co się da, byle jakoś usprawiedliwić to, co nas spotyka - gdzieś musi być błąd, ktoś się musiał pomylić: albo ty, albo bogowie, bo przecież ideały nadal żyją, żyją, żyją...!
A potem uśmiecha się smutno. Czy ma inny wybór? Po coś ich przecież wynajął. Może to niehonorowe rozwiązanie, niegodne kupca i samuraja, ale...Ale czy jeszcze istnieje jakiekolwiek inne? Jakaś alternatywa?
Możliwość?

YOSUKE
Ciemność łka cicho za oknem, jak cienkie struny shamisenu muskane lekką ręką gejszy. Propozycja, która właśnie padła, jest...skomplikowana, ale i trudna. Ale Kazuya się nie waha. Nie należy do takich ludzi.
Wydobywa powoli, z chrzęstem stali, miecz ze swojej sayi i wręcza Ci go ze swego rodzaju smutkiem, jakby żegnał się ze starą, dobrą przyjaciółką lub z ukochaną. Nic dziwnego, wszak dla samuraja - nawet byłego - katana zawsze jest częścią duszy. Czymś, czego nie da się tak łatwo zbyć.
-Proszę, zatrzymaj ją sobie, jest twoja-mówi łagodnie.
Znak hajime, nowego początku, raz jeszcze lśni. Być może teraz, w rękach nowego właściciela, katana rozpocznie nowe życie? Stanie się czymś więcej niż tylko narzędziem mordu? Sztuką, filozofią wiodącą młodzieńca szukającego nowych dróg...? Nie jesteś godzien. Taką broń powinien przecież nosić wojownik, samuraj, bushi, ktoś w rodzaju mieszkańców Watarimono - tych samych, których imiona i rozmywające się twarze z dzieciństwa migoczą Ci w głowie. Krewni, nie krewni, ale pojawili się w Twoim życiu, to - jak nic innego - jest pewne...
Uśmiecha się lekko, zadowolony, że zauważyłeś brak monu.
-Kiedy odchodzisz z samurajskiego rodu, nie masz prawa już nosić znaku rodowego. Zdzierają ci go z ciała, jak ogień skórę z kości...
Milknie. Najwidoczniej przypomniał sobie o tym, co się zdarzyło. O tym, co pozostało z jego życia. I bliskich. Wzdycha ciężko.
-Będę tu na was czekał. Jeśli to on, to przynieście mi skrawek jego białego płaszcza zmoczony krwią. To będzie dowód, że wykonaliście zadanie.


NOMI
Kiedy mężczyzna na chwilę kończy rozmowę z Twoim czerwonowłosym towarzyszem, podchodzi do Ciebie. Ociera Ci delikatnie kciukiem łzy. Bogowie, jak on tego nienawidzi. Cień rzucany przez lampiony chwieje się gwałtownie, miękkie kimono układa się w fałdy.
Łaskawa pani, gdyby Kazuya Ishikawa widział teraz te łzy, pokochałby jeszcze życie...
Czochra Cię lekko po głowie, poruszony Twoim wzruszeniem. To...dziwne widzieć, jak ktoś obcy płacze z powodu śmierci jego bliskich. Jemu już dawno ich zabrakło, zabrakło sił po każdonocnym wyciu w poduszkę, absolutnie nie arystokratycznym krztuszeniu się własnym bezradnym krzykiem i uświadamianiu sobie coraz boleśniej, że jedyne, co mu pozostaje, to samotność...i hańba tego, który porzucił swój mon.
-Nie płacz-mówi spokojnie.-Chodźmy już.

Wychodzi razem z Wami, spokojny, nieporuszony. Albo chowa w sobie swoje szaleństwo jak skarb, albo przywykł nie dzielić się z ludźmi rozpaczą, W końcu z innymi dzielimy się tylko tym, co najcenniejsze.
...bo te łzy pogodziłyby go z życiem.

ZT dla NPC tutaj
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 793
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa


Powrót do Tenshikoku (Osada szczepu Kami)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość