Kurhany

Kurhany

Postprzez Shikarui » 20 sty 2019, o 16:29

Obrazek
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1542
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kurhany

Postprzez Miwako » 21 sty 2019, o 21:45

Twarz jej przesłonili białą chustką. Kimono obrócili na lewą stronę, tę, która nie miała służyć żywym. Też białą. Niewiele zabierała do swojej trumny - parę skromnych sandałów i kilka monet na przekroczenie Rzeki. Na jej piersi ktoś ułożył sztylet, mający odpędzać złe duchy.

Obrazek
Ceremonia rozpoczęła się w domu, gdzie po przybyciu wszystkich żałobników kapłan wyrecytował słowa modlitwy, a każdy z obecnych zapalił dla ochodzącej po trzy kadzidła. Najbliżej trumny stanęli Shuichi i Kokoro. On - blady, cichy, ale z gorączką w oczach. Ona - blada i elegancka, z twarzą pomalowaną smutkiem i doskonałym makijażem. W dłoniach trzymała białe kwiaty, sprowadzone w środku zimy za niemałą cenę. Za nią stanął jej mąż, wyprostowany i poważny, a po obu jego stronach dzieci, Miwako i Tsutomu. Chłopak miał około 16 lat, też blondwłosy, w przeciwieństwie do siostry okazał się jednak całkiem wysoki i mięsisty, nosząc pod drogim kimonem zapowiedź przyszłej nadwagi. Wszystkiemu wokół przyglądał się ze znudzonym lekceważeniem i można było odnieść wrażenie, że nawet rodzice napawają go niesmakiem.
Przyszli też ludzie spoza rodziny, głównie w wieku zbliżonym do nieboszczki. Sąsiedzi, znajomi. Saki była mądrą kobietą, u której w chwili kryzysu wielu znajdywało pomoc, radę albo chociaż dobre słowo. Nie wszyscy się za to odpowiednio odwdzięczyli, ale niewielu zapomniało. Przyszli więc, by podziękować i towarzyszyć jej podczas ostatniej drogi. Miwako nie rozpoznała nawet połowy z tych twarzy, które szeptały jej wyrazy współczucia, zapewniając o głębokim smutku po odejściu babci.
Mówili, że przeżyła dobre życie. Takie zwyczajne, ludzkie, z pewnością nie wolne od trosk i smutku, ale było w nim sporo miejsca na słońce. Poszczęściło jej się przy wydawaniu córki za mąż, dla równowagi syn okazał się rozczarowaniem. Sama znacznie przeżyła swojego męża, który niegdyś służył osadzie jako oddany shinobi. Była kochającą żoną, matką i babką, wspaniałą sąsiadką, oddaną przyjaciółką. U kresu życia towarzyszyła jej wnuczka, anioł nie dziecko, bez słowa skargi spędziła dwa lata u boku babci, podczas gdy mogła przeznaczyć ten czas na bardziej typowe dla dorastających panienek zajęcia.
Nie wszystko z tego, co mówili między sobą, było prawdą. Niesprawiedliwie surowo oceniali na przykład Shuichiego, dopatrując się osobistego sukcesu głównie w tym, by założyć rodzinę i być w stanie o nią zadbać. Ignorowano fakt, że Miwako przybyła do Nawabari przede wszystkim dla treningu. Tłumaczyli fakty po swojemu.
Gdy kapłan zakończył modlitwę, dwóch przyjaciół Shuichiego poniosło na ramionach trumnę, ustawiając się po obu jej stronach. Żałobnicy ruszyli w pochodzie ku kurhanom, jak ogromna gąsienica, pogrążona w zadumie i smutku. Na tym etapie rozmów było bardzo niewiele, przyłączyło się też kilka dodatkowych osób, które przypadkowo natrafiły na pogrzebowy karawan. Nocą spadł śnieg, ale cała droga była dokładnie odśnieżona. Tsutomu skarżył się cicho, bo jego modne sandały, kupione specjalnie na tę uroczystość, uciskały mu stopy przez grube, zimowe skarpety. Nieszczęśliwa mina była jednak na miejscu. Wpasował się.
Miwako sądziła, że będzie w stanie odprowadzić babcię ze spokojem. Minął jej pierwszy i drugi szok, swoje przepłakała, a nawet wygadała się przy Asace i Shikaruiu, choć nie miała w zwyczaju szukać wsparcia u innych osób. Była nieszczęśliwa, bolało ją serce, ale powoli zaczynała godzić się z myślą, że już nigdy nie zobaczy tego ciepłego, wypełnionego nieskończoną cierpliwością uśmiechu. Emocje jednak zbudziły się w niej z nową mocą, gdy otwarta trumna opuszczona została w dół, a kolejni ludzie podchodzili, by pożegnać się ze zmarłą. Niektórzy nie mówili nic, stawali nad grobem i w myślach kierowali ku Saki swoje ukryte słowa. Inni się po prostu kłaniali i odchodzili. Wiele osób jednak żegnało się otwarcie, głośno. Dziękowali, wspominali, dzielili się z innymi przeżyciami i historiami.
Krucha staruszka o białych jak śnieg włosach z łzami w oczach opowiadała, jak były z Saki małymi dziewczynkami i zakradały się odważnie do pańskich ogrodów, by ze zrabowanych kwiatków pleść najpiękniejsze wianuszki na włosy. Wpadły potem w niezłe tarapaty i od tej pory poprzysięgły ograniczyć się do stokrotek. W pomarszczonych, drżących dłoniach kobiecina trzymała złożoną chusteczkę - po rozwinięciu wyciągnęła z niej kilka zasuszonych stokrotek, które ze łzami w oczach upuściła do trumny.
Podszedł też mężczyzna, kuśtykając o lasce, jedna z jego nóg zakończona była drewnianym kołkiem. W wieku nastu lat miał nieszczęście znaleźć się w miejscu, gdzie rozpętała się walka między dwoma shinobi. Z narażeniem własnego życia wydostał go stamtąd mąż Saki, a ona sama potem odwiedzała go często i pomagała przetrwać najtrudniejsze chwile.
Shuichi nie był dobrym mówcą, kilka razy zgubił się w chaosie myśli, kilka razy urwał w połowie słowa, zapewne kończąc po cichu, zwracając się tylko do matki. Przepiękną mowę wygłosiła natomiast Kokoro, długo i wzruszająco opowiadając o matce, która otworzyła przed nią świat i nauczyła ją wszystkiego. Z szacunkiem pożegnał się jej mąż, Hisao. Podobne przemówienie wygłosił także Tsutomu, dziękując babci za naukę wartości, jej cierpliwość i czas. Dla Miwako też przywieźli odpowiedni tekst - spisany na arkuszu papieru przez anonimowego autora, przygotowany z myślą o wnuczce żegnającej ukochaną babcię. Matka wcisnęła to w dłonie dziewczyny jeszcze przy powitaniu, gdzieś pomiędzy zwyczajową uprzejmością i marudzeniem, jak bezmyślnie córka zaniedbała sen, skoro pod oczami ma tak wyraźne sińce.
W końcu i Miwako stanęła przed trumną, z bezradnym smutkiem patrząc na drobne, zimne ciało w bieli. W dłoniach kunoichi znalazł się otrzymany od matki kwiat, ale choć posłusznie zapamiętała całość otrzymanej przemowy, żadne słowo nie wydostało się z jej gardła. To nie były popisy w recytacji ani konkurs na wierszyk, a ona miała przecież coś, co szczerze chciała babci przekazać. To jedyna taka chwila, prawda? Za chwilę trumna zostanie zamknięta, a potem przykryta grubą warstwą ziemi. To ostatni moment, by wyrazić cokolwiek, spoglądając na ukochaną postać. Później przyjdzie już tylko szukać jej w sobie. Ostatecznie Miwako niczego nie powiedziała głośno, zachowując swe ostatnie słowa jako intymną, choć jednostronną rozmowę. Obiecała czuwać nad tym, co dla babci było ważne. I chociaż dookoła panował wypełniony smutkiem, żałobny nastrój, choć każdy żegnał się we łzach albo z głębokim przejęciem, upuszczając kwiat do trumny, kunoichi zdobyła się na drżący, jakby wymuszony wbrew złamanemu sercu, uśmiech. Żałowała, że nie robiła tego częściej za życia Saki. Babcia zasługiwała na każdy uśmiech tego świata.
Czuła gotujące się oburzenie matki, ale na razie postanowiła je zignorować. Wiedziała, że nie będzie żadnej konfrontacji, dopóki wokół przebywało tak wiele obcych par oczu. Planowała powrócić na swoje miejsce obok ojca, widząc jednak bezmiar rozpaczy wypisanej na twarzy wuja, niewiele myśląc zmieniła zdanie. Skręciła przed ojcem, minęła brata i matkę, po czym zatrzymała się po drugiej stronie Shuichiego, szepcząc ciche jak łopot skrzydeł motyla "nie jesteś sam". Zdradzić mogły ją tylko obłoczki pary, wymalowane przy ustach przez każde wypowiedziane słowo.
W końcu pożegnania dobiegły końca. Mężczyźni, którzy wcześniej nieśli trumnę, chwycili teraz za dwie łopaty i zaczęli zakopywać grób. Pierwsza porcja ziemi z głuchym łoskotem uderzyła o wieko zamkniętej już trumny, a Miwako poczuła dłoń wuja, zaciskającą się na jej ramieniu. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, ale będą z tego siniaki. Jasnowłosa przełknęła ślinę i w milczeniu obserwowała ten ostatni moment, po którym żałobnicy powoli zaczęli rozchodzić się w swoje strony. Uroczystość dobiegła końca. Nijima Saki spoczęła w miejscu swego wiecznego snu.

Obrazek

zt
Ostatnio edytowano 22 sty 2019, o 22:51 przez Miwako, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 17:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
GG: 0
Multikonta: Suzu

Re: Kurhany

Postprzez Asaka » 22 sty 2019, o 21:50

Dzieci. Przyszłość rodu i przyszłość świata, dokładnie tak się sprawa układała. Asaka nie była miłośniczką ludzi, ale nigdy nie odmawiała, gdy jakieś dziecko prosiło ją o pomoc – tak jak mała Inori w Sogen, tak bardzo kojarząca jej się z młodszą siostrą z czasów dzieciństwa. Można było powiedzieć, że białowłosa miała słabość do dzieci, choć mogło to nie być takie oczywiste i widoczne na pierwszy rzut oka. Zdziwiła się tym wyznaniem Sanady. Że chciałby mieć córkę… albo syna. On… Też na pierwszy, ani nawet na drugi rzut oka nie wyglądał na miłośnika dzieci. Ale… czy było to aż tak dziwne? Jego życie, jego rodzina była… nie istniała. Czy więc tak dziwnym było, że chciał założyć swoją? Taką prawdziwą? Nie było.
Nie powinna się dziwić.
Ale jednak co i rusz wracała myślami do tego wyznania. I do tego drugiego też – tego, po którym tylko uśmiechnęła się, nic nie mówiąc. Bo co było do mówienia? To nie było pytanie, nie było to też stwierdzenie, tylko, bądź aż, wyrażenie swojego pragnienia. Ale Asaka nie mówiła nie. Od samego początku nie mówiła nie, tylko milczała, jak powinny milczeć dziewczęcia z dobrego domu. Zresztą czy trzeba było coś mówić, skoro przyjęła wręczone jej lusterko, którego… jakąś magiczną właściwość odkryła chwilę później? To był teraz jej mały skarb, podarek od mężczyzny, który cholernie skutecznie zawrócił jej w głowie.
Shuichi okazał się całkiem przyjemnym gościem, w przeciwieństwie do rodziców i brata Miwako. Asaka przywitała się ze wszystkimi, informując kim jest i co tutaj robi, ale jeśli nikt nic od niej nie chciał, to wolała rodzinie kupieckiej nie wchodzić w drogę, pozostając gdzieś w cieniu i w towarzystwie Shikaruia, ewentualnie syna Saki i Miwako, jeśli ta miała na to ochotę.
W dniu pogrzebu też wolała nie rzucać się w oczy. Zresztą… Co mogła zrobić? Nie znała Saki, nie dane było ją poznać. Wiedziała już za to, jak ważna była dla Shikiego i że pierwszą wiadomość, jaką jej posłał, pisała właśnie ona. To było wszystko. Mogła teraz już tylko słuchać opowieści żałobników, którzy znali staruszkę, i dla których znaczyła coś więcej. Mogła też tylko robić to, co robi się na pogrzebach. Zapalać kadzidła, pomodlić się wraz z kapłanem, ruszyć w pochodzie, odprowadzając Saki na jej ostatnią podróż, do miejsca, w którym zamieszka już na zawsze. Do miejsca, w którym jej bliscy będą mogli ją odwiedzić tak długo, póki ich ciała także nie spoczną w ziemi. Trzymała się przy Shikaruiu, chcąc dodać mu otuchy samą swoją obecnością. Niektóre z opowieści, które snuto przy tym ostatnim pożegnaniu poruszyły ją do głębi. A gdy przyszedł czas, by i ona podeszła do otwartej trumny, nie mówiła nic. Swoje pożegnanie wyryła w myślach, ofiarowując je duszy Saki. Mogła jej jedynie podziękować, że zajęła się Sanadą. I podziękowała.
Widziała rozpacz wyrysowaną na twarzy Shuichiego, widziała wyraz twarzy Miwako, widziała łzy w oczach niektórych innych zebranych tutaj ludzi. Asaka nie uroniła łzy, ale choć nie znała Saki osobiście, to i tak czuła wypełniający ją smutek.
Po pogrzebie wrócili do domu, spędzić jeszcze trochę czasu w pogrążonej w żałobie rodzinie; zwłaszcza z Miwako i jej wujem. Jednak nie wszystko może trwać wiecznie i najwyższy czas był, by wrócić do domu, do Seiyamy. Asaka obiecała posłać do nich wiadomość, gdy już coś będzie ustalone w sprawie ślubu.
Po pożegnaniu z Saki, trzeba było pożegnać się z jej rodziną. Ale zdecydowanie mniej ostatecznie.
Do zobaczenia.

[z/t]
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1009
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Kurhany

Postprzez Shikarui » 22 sty 2019, o 22:08

Tych kilka dni do czasu pogrzebu minęło jak w mordę strzelił. Na opowieściach, przypowiastkach ze swojego życia, tego bardzo krótkiego, które wydawało się niesamowicie długie. O wszystkim opowiadał Asace. Żeby wiedziała o nim wszystko, bo nie było się z czym ukrywać. Akceptowała to, a jemu ta akceptacja wystarczyła. Była błogosławieństwem i pragnął jej. Nie zrozumienia, bo nigdy go nie poszukiwał. To były suche fakty, a je przyjmowało się dokładnie tak, jak się prezentowały. Sucho. W większości był to jednak wypoczynek, regenerowanie sił, głównie tych psychicznych, rozmowy z Miwako. Nikt teraz nie myślał o treningu, a tym bardziej uwalnianiu z młodej damy bestii. Przynajmniej nikt prócz Shikiego, który nawet zaproponował, że mogą się tym zająć, jeśli jasnowłosa ma ochotę. Jak mieć ochotę, kiedy za rogiem czekał korowód pogrzebowy?
Nikogo tutaj nie znał. Och, może przesada, może jeden z drugim kiedyś zapłacili jego ojcu i kupili jego usługi..? Nie pamiętał zbyt wielu twarzy, zlewały się w jedną plamę i tak samo było dzisiaj. Wodził oczyma po zebranych, wszystkich przybranych w żałobne szaty i tworzyli jedną ścianę, idealnie głodną zakończenia historii Saki. Niektórzy smutni bardziej, inni mniej, przejęci historiami wypowiedzianymi i tymi poukrywanymi, które rodziły plotki. Nie dało się niemal poznać, kto płacze na pokaz, a kto wylewa szczere łzy. Wszyscy dbali o dobrą renomę, musieli prezentować się wystarczająco żałośnie przed sąsiadami, żeby czasem ktoś nie oskarżył ich o to, że nie mają serca, źle życzyli zmarłej czy... czy cokolwiek, co ludzka głowa nie wytworzy. Na szczęście nie potrzebował ich znać, żeby się tutaj odnaleźć. Wystarczyło, że była tutaj Asaka. Był też Shuichi i Miwako, którzy teraz byli częścią jego stada. Jego rodzina - ale tylko ta dwójka. Nie córka Saki, nie mąż Kokoro, nikt z krewnych, dalszych i bliższych, kobiety, która zdołała przeżyć kawał naprawdę ciężkiego życia. Ciężkiego, bo na pewno nie takiego wspaniałego, jak się to tutaj mówiło. Pozory, pozory... wszystko było grą pozorów. Sanada, którym Saki służyła, również. Nie zamierzał wkraczać między wrony, uczył się krakać z oddali. Tych gestów, tych słówek, tych spojrzeń imitujących smutek. Tych łez wylewanych na pokaz. A może szczerze? Dla niego nie stanowiło to żadnej różnicy. Mleko zostało rozlane, szklanka się potłukła, krowa zdechła. Została pusta obora.
Stał razem z Asaką na uboczu, nie pchając się do przodu i nie próbując dojrzeć kobiety po raz ostatni. Jedna część jego tego chciała, a ta druga, która zdecydowanie była silniejsza, nakazywała tkwić w miejscu i naprawdę nie wkraczać tam, gdzie krakało się wyjątkowo głośno, bo te głosy miały być głosami emocji. Naprawdę nie chciał oddawać Saki Matce Ziemi. Była jego, czemu miałby się chcieć nią dzielić z obcą? Nawet Śmierć gładziła go po włosach i rzekła, że już wystarczy. Niektóre batalie trzeba zakończyć mądrze, rozsądnie wcześnie. Zwłaszcza, gdy bitwa i tak była przegrana. Bicie się dla dumy, godności, nie miało znaczenia. Nie miało sensu. Należało się wycofać, zebrać siły i przygotować do kolejnych potyczek. Jeszcze na pewno się uda. Na pewno będzie wiele okazji do wykazania się. Tak, ból serca. To zdecydowanie był ból serca. Ciężar, który przeminie, kiedy tylko zasypią ją ziemią i będzie można wrzucić tę opowieść między bajki. Do tego ładnego skoroszytu, z którego zazwyczaj wyrywasz kartki, żeby zrobić sobie notatki. Dziś wsuniesz je z powrotem, tylko uważaj - nigdy już nie będą się trzymać tak jak przedtem.
Pochód nie trwał długo, ale panujący wokół mróz przenikał wszystko. Dziś było wyjątkowo zimno. Ustawił się razem z Asaką, puszczając ją przodem. Białowłosa nie musiała wiele mówić - ani do Saki, ani do niego podczas tego dnia. Święto zmarłych, spośród których najgorsi byli ci, co martwi byli za życia. Sama jej obecność była pocieszeniem, ogromnym wręcz wsparciem. Dziwne, ale miał wrażenie, że nie zbliżyłby się do tego miejsca, gdyby nie ona. Obserwowałby wszystko z oddali, tak jak zawsze to robił, bo przecież w obserwacji było coś boskiego. Obserwował tak Saki za życia, więc czemu miałoby być inaczej po jej śmierci? Niestety nawet jego oczy nie przenikały przez całkowitą ciemność, pod którą Saki została pogrzebana. Podszedł do trumny, przed którą każdy mógł wypowiedzieć swoje pożegnanie. Leżała tam tak samo jak w dniu, kiedy ją spotkał. Jak w dniu, gdy widział ją po raz ostatni. Ciągle ta sama, spokojna Saki. Stał nad nią w bezruchu nie pełen żalu, a czując gotującą się w jego żyłach nienawiść. Tą samą, która kazała mu wziąć nóż, łuk i... Nawet gdyby wpatrywał się w nią przez wieczność, nie zaznałby spokoju. To było to, co już doskonale wiedział - że jedno spojrzenie więcej, jedno słowo więcej, to zawsze byłoby za mało. Nawet gdyby tych spojrzeń i słów były tysiące - wciąż byłoby za mało. Było w tym coś poprawnego i pocieszającego, w tym stanięciu nad jej grobem i pożegnania jej, nim jej duch przejdzie na drugą stronę. Tak, zdecydowanie musiał tu być. Zdecydowanie. Nie powiedział niczego. Pochylił się nad jej grobem.
Always.
Spędzili chwilę w towarzystwie rodziny Miwako i jej samej, chociaż raczej - będąc gdzieś z boku, bo tak jak Asaka nie wypychał się do przodu, tak czarnowłosy nie miał na to ochoty. Rozmowy, kolacja, wspominanie zmarłej - Shikarui nie chciał tego słuchać. Dość szybko pożegnali się z Miwako i Shuichim i ruszyli w swoją stronę. Nie na zawsze.
Smutek rozstań istniał przecież po to, by można się było cieszyć z powitań.
[z/t]
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1542
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala


Powrót do Nawabari (Osada szczepu Jūgo)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość