Ryokan "Doki"

Ryokan "Doki"

Postprzez Shikarui » 22 paź 2018, o 23:47

Obrazek
Niewielki ryokan postawiony przy głównym trakcie we wschodniej części miasta, z którego korzysta wielu przyjezdnych, choć i miejscowych można tam spotkać, popijających bimber czy inne dobroci, które akurat były serwowane. Ponoć właścicielem jest sam Jugo, tak głoszą plotki, dlatego nikt nie wszczyna tutaj awantur. A nawet jak próbuje to bywalcy, straszeni legendami, sami, dobrowolnie, uspakajają agresorów. Dlatego też karczma utrzymana jest w sporym porządku, a meble nie noszą śladów nagminnych łamań i rys po lataniu po wszystkich kątach przybytku. Pokoje do wynajęcia o całkiej przyzwoitej jakości, więc i nietanie, mieszczą się na piętrze, dolną część zajmuje sala główna, w której można zamówić coś do jedzenia. Jadłospis zmienny w zależności od tego, co akurat tego tygodnia wykupi się od rolników i łowczych. W podziemiach jest niewielka łaźnia, która cieszy możliwością zażycia porządnej kąpieli. Rzecz jasna za dodatkową opłatą.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1886
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Shikarui » 23 paź 2018, o 00:04

Misja D
It sounds like an excuse
But I was just scared.

Obrazek
11

To nie tylko ona tkała ten czar, który tak wytrącał z równowagi. To było dzieło dwóch pa rąk, dwóch par oczu, wspólnych aur, które zamiast gwałtem zderzać się o siebie i walczyć o swój kawałek nieba w tym piekle, zaczęły przenikać się po pierwszym otarciu, poznając w tym coś swojego[/]. Nie musiałyście być nawet do siebie podobno - i nie byłyście. Różnejak dzień i noc - ty ciepła Sol, ona mroźna Luna. A jednak coś je zawsze łączyło, choć nie mogły się dotknąć i skazane były na wieczne potępienie, na mdłą nadzieję, co umrzeć miała ostatnia, zaraz po nich, że kiedyś uda im się spotkać i wyszeptać sobie parę słów do uszka. Tych prostych: [i]kocham cię. Łączyło je to, że ciemność nie mogła istnieć bez światła i na nic by się zdały blaski, gdyby mroki nie pożerały świata. Na tej chłodnej tarczy zawsze odbijał się blask promieni ciepłej Sol. Choć tu, paradoksalnie, to ty byłaś chłodniejsza, podczas gdy Czarodziejka biła łagodną łuną, co ciepłem przesuwała się po skórze. Zbyt samotną, chociaż to nie samotność doprowadziłaby ją do łez i sińca na lewym policzku, niedaleko oka. Ten czar był wasz wspólny - i wspólnym miał pozostać.
- "Odrobina pomocy nie zaszkodzi." - Uspokoiła cię. To miała być twoja praca, twoja własna. Ona, jako kobieta, która zażywała lekcji kaligrafii, szydełkowania i innych tych bzdur, które w świecie shinobi były tak śmiesznie głupie, mogła być mentorem - duchem stróżem nad tymi drobnymi, dziecięcymi dłońmi, byś nie pokuła się za mocno. -"W porządku. Dzisiaj już i tak nie mam siły na wróżby." - Pora zamknąć ten skrawek niesamowitego świata, opuścić kotary. Już dość. Na dzisiaj spektakl mógł zostać zakończony.
- "Poznasz go od razu po czarno-czerwonym kimonie, katanie i wakizashi przy boku." - Nikt tutaj raczej w takim stylu się nie nosił, a nawet jeśli to było ich niewielu. Nie żeby kimona były aż tak niepopularne, ale w tych dość surowych warunkach jakoś bardziej popularne były cieplejsze odzienia. Pożegnała cię ostatnim uśmiechem, już weselszym - jej serce wydawało sie lżejsze po twoim zapewnieniu. Ogrzana tafla księżyca przez promień słońca.
Wiatr próbował skraść ostrożnie niesiony list, ale nie dałaś mu tej satysfakcji - chroniłaś go ze wszystkich sił, swym własnym ciałem, swym własnym ciepłem by na pewno przekazał dokładnie tyle, ile wróżka, której nawet nie poznałaś imienia, chciała przekazać. Imiona stały się pustym zwrotem w tej krainie magii, gdzie każdy, kto wpadał do króliczej dziury był Alicją, a ona była Królikiem częstującym filiżanką herbaty. Albo tym kotem, co uśmiechał się tajemniczo. Dotarcie do celu nie zajęło ci wiele czasu, osada w końcu nie była duża, a ten konkretny ryokan był dość znany. Jeden z większych w okolicy w końcu, który bardzo dobrze prosperował. Rzeczywiście - poznałaś go od razu.
Mężczyzna miał czarne kimono z bordowymi zdobieniami i takiego samego koloru obi. Nie nosił zgranie i chlujnie tego odzienia samurajów, ale też nie to, żeby był rozchełstany. Przyjemne rysy twarzy, ale już nieprzyjemne spojrzenie oczu, które w tym świetle wydawały się przenikliwie czarne. Bił od niego chłód i obojętność na ludzkie cierpienie. Dłuższe nieco, ciemniejsze włosy trzymał splecione dość wysoko na głowie w kuc - nie sięgały przez to nawet do jego linii szczęki. Tylko pojedyncze kosmyki zostawione z przodu muskały jego skórę. Siedzial na krześle wywalony niemal po królewsku - opierając się jedną zgiętą nogą o drugie krzesło, a na kolanie opierając luźno łokieć ręki. Przyglądał się dwóm miejscowym, którzy lekko szarpali się za kołnierze, siedząc w drugim kącie karczmy. Nieopodal docelowego odbiorcy listu siedziała... chyba jego kompania - tak przynajmniej wyglądali. Samurajowie, z pięciu, którzy zajmowali się jedzeniem, piciem - jeden z nich stał oparty o ścianę za plecami adresata i również przyglądał się dwójce miejscowych. Wyglądali na ten rodzaj ludzi, którym nie chciało się zachodzić drogi. Z którymi w ogóle nie chciało się mieć do czynienia.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1886
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Miwako » 23 paź 2018, o 20:14

Miwako miała nadzieję, że wróżka jest samotna. Że robi to wszystko z naturalnej potrzeby kontaktu z inną osobą. W taką zwyczajną, bezinteresowną chęć niesienia pomocy obcym ciężko było dziewczynce uwierzyć, być może rzeczywiście pochodziła z nienormalnego domu. Tam cnotą nie była skromność, uczynność i poszanowanie bliźnich. Liczył się pieniądz i zaradność w interesach, a uczciwość i szczerość stanowiły luksus, na który można było sobie okazyjnie pozwolić. Nie znaczy to oczywiście,że mała kunoichi była z tego zadowolona, na szczęście jednak to brat miał zostać spadkobiercą rodzinnego biznesu. Ona zyskała względną swobodę do dnia, gdy rodzice wydadzą ją za mąż i ktoś inny zdecyduje, jak ma dalej żyć. Tymczasem zaś uważała, że jeśli wróżka nie robi tego z samotności to musi mieć jakiś ukryty, potencjalnie szkodliwy dla Miwako cel.
Nie upierała się jednak przy zapłacie ani nie zaprotestowała, gdy czarodziejka zdecydowała się zamknąć wcześniej swój kramik z przepowiedniami. W końcu... szło to zgodnie z jej własnym interesem. Pozostawało tylko oddać list mężczyźnie w kimonie o barwach sadzy i płomienia, nie dając przy tym po sobie poznać, jak źle o nim myśli. Kaszka z mleczkiem? Cóż, najwyraźniej tego dnia kaszka nam się nieco przypali. Szybko też zmieniła zdanie. Nie była już obrażona o to, że mężczyzna zapewne nie odpowie na list wróżbitki, ignorując tę uprzejmą i - zdaniem kunoichi - delikatną istotkę. Bardzo ją to cieszyło. To nie było towarzystwo, w jakim porządna osóbka powinna się obracać. Właściwie dziewczynka utwierdziła się w przekonaniu, że właścicielka namiotu cudów zaakceptuje każdego, byle tylko odegnać samotność.
Mężczyzna, którego wróżka nazwała przyjacielem, prezentował się niczym herszt bandytów w otoczeniu swych pachołków. Broń przy ich pasach nie wyglądała na stworzoną wyłącznie dla parady, choć zapewne wystarczyłby tylko jeden z nich i to z pustymi rękami, by całkowicie dziewczynkę obezwładnić. Albo pozbawić przytomności. Albo no, zabić. Zależy, na co by miał akurat humorek.
- Przepraszam -odezwała się Miwako, a głos prawie się jej słuchał, nieco tylko zahaczał o wyższe tony - Proszę wybaczyć, że niepokoję. Mam dla pana wiadomość.
Nikt nie powinien mieć wątpliwości, do kogo dziewczynka mówi. Na wszelki wypadek jednak nie podchodziła za blisko, zatrzymała się jakieś dwa metry od grupy i choć stała wyprostowana, po krótkim kontakcie wzrokowym grzecznie spuściła wzrok w dół. Niewyrośnięta dziewczynka w prostej, ale ładnej yukacie, na którą narzucone miała ciepłe haori. Stopy w sandałach grzały grube, białe skarpetki. Robiła za posłańca, liczyła więc na to, że wezmą od niej wiadomość zapisaną przez wróżkę i zapomną o jej istnieniu, nawet szarpanina obok powinna być bardziej interesująca.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Shikarui » 24 paź 2018, o 09:42

Misja D
It sounds like an excuse
But I was just scared.

Obrazek
13

Ciężko było ocenić, ile mężczyzna siedzący pod ścianą, w ubiorze z popiołu i krwi, miał lat. W jakimś sensie wydawał się mieć tyle samo, co dobra Wróżka, tylko że ona swoją urodą mogłaby uchodzić niemal za dziecięcą - jego dzieckiem nie dało się nazwać. Lekki zarost, przystrzyżony i ogolony, był na tyle delikatny, że dodawał mu może ze dwa lata, nie więcej. Jego ciało, jego postawa, jego spojrzenie przede wszystkim - jak wilk wrzucony między owce, nie Border Collie przystosowany do pilnowania ich i dbania, by nie odbiegały zbyt daleko od zagrody, bo tam... no właśnie - bo tam wilki czekały. Spojrzenie drapieżnika i takt ludzkiej obojętności. W tym chłodzie nie szukało się ostoi, bo wilk jak to dzikie zwierzę - teraz pozwoli ci się pogładzić z włosem, ale zaraz rzuci się z kłami do twojej ręki. Gdyby się uprzeć to nawet wpasowałby się w te tereny - w ich cienie, gdzie niespokojni mieszkańcy snuli się pośród nich, błyskając niezdrowymi oczyma. Gdzieś pośród tych zagubionych i zarośniętych uliczek, gdyby tam przystanął, w swoim spokoju - potrafiłabyś spojrzeć mu w oczy? Nazwałabyś otchłań i rzuciła między wrony. To nie był więc czas i nie było miejsce, by obracać się w takim towarzystwie, ciągnąć do mroku, który otaczał Wróżkę w jej tragizmie i który przytulał się do stóp adresata jej listu, łasząc się jak stary kocur, który potrzebuje od ręki swego pana jeszcze paru więcej pieszczot, nim mu wskoczy na kolana i ułoży się do snu, ciesząc ciepłem jesiennego popołudnia. Coraz krótsze dni i coraz dłuższe noce - łatwo było sobie przypomnieć, że zaraz miała nadejść noc, im dłużej wpatrywało się w tych wojowników. Bezinteresowność kompletnie się rozmywała, był tylko rachunek zysków i strat oraz tego, jak bardzo można się pogrążyć, jeśli zbyt długo porozmawia się z jedną, niewłaściwą osobą.
Mężczyzna oparty o ścianę, o długich włosach, które trzymał rozpuszczone, ze splecionymi rękoma na klatce piersiowej i pociągłej twarzy o ostrzejszych rysach, skierował swój wzrok w twoim kierunku, kiedy tylko zaczęłaś się do nich zbliżać. Nie musiałaś ubierać się w pstrokate, jasne stroje, żeby być jak promień światła, który wlał się do tego miejsca pachnącego dymem i strawą. Nie musiałaś być nawet ku temu ciepła, nieść serce na otwartej dłoni.
Na co więc humorek miał dzisiaj Wilk tej watahy?
Swoim odezwaniem się zwróciłaś uwagę wszystkich wojowników, dwójka z nich przerwała jedzenie, zastygając w bezruchu, wgapiając się w ciebie. Chyba właśnie się zastanawiali, czy postradałaś zmysły. Jeden nawet oparł dłoń na broni, niby mimochodem, pewnie był to już tak wyuczony odruch, że nawet się nad tym nie zastanawiał. Lecz to dopiero była brawura, ha! Sięgać po broń, gdy w polu twojego widzenia pojawiało się drobne dziecko. Inni zaraz wrócili do swojego poprzedniego zajęcia, nie uznając cię za jakikolwiek obiekt wart ich zainteresowania. Wzrok tego, do kogo się zwróciłaś, nie został za to skierowany na ciebie od razu. Mężczyzna powoli, po dłuższej chwili, obrócił w twoją stronę twarz, krzyżując swoje flegmatyczne spojrzenie z twoim. Zaraz zjechało na list, który trzymałaś przy piersi. Wyciągnął w twoim kierunku dłoń, opierając głowę na drugiej, ugiętej ręce. Bez słowa czekając. Mężczyzna zza jego pleców wysunął się naprzód i stanął tuż obok ciebie - on sprawiał wrażenie raczej lekko zniecierpliwionego, niemal napiętego, chcąc ten list odebrać, by go podać swojemu szefowi.
- Kotaro. Nie strasz gościa. - Odezwał się spokojnym głosem Wilk. Długowłosy od razu odstąpił na bok, schodząc ci z drogi.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1886
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Miwako » 24 paź 2018, o 20:14

Gdy wróżbitka przedstawiła Miwako swoją cenę za przepowiednię, dziewczynka była przekonana, że kobieta nie posiada za grosz nawet zmysłu do interesów. Dostarczyć list, kiedy jeszcze w dodatku miała po drodze? Szkoda tylko, że tajemnicza pani nie wspomniała nic o tym, że wysyła małą kunoichi prosto w szczęki drapieżcy, a cała wyprawa przy odrobinie pecha może zakończyć się bardzo źle. A więc jednak podstęp...?
Pozostawało jakoś stanąć na wysokości zadania, już nawet nie dla wywiązania się z podjętego zadania, lecz po prostu by wynieść z tego cało własną skórę. Blondynka była święcie przekonana, że nikt nie pozwoliłby groźnemu bandycie tak po prostu siedzieć w wiosce, otwarcie, wręcz wyzywająco. Po pańsku tutaj siedział, zupełnie jakby władza w Nawabari ostatnio się zmieniła i teraz on waśnie, w popiół i krew odziany, miał rządzić okolicą. Niezależnie jednak od tego, jak postanowiła patrzeć na całą sprawę, widok dłoni sięgającej po broń zmroził ją w środku. "Mamo, ginę tutaj", przemknęło jej tylko przez myśl, choć przyjęła to całkiem spokojnie. Rodzicielka mogłaby być dumna, jej lekcje opanowania nie poszły w las, Miwako spięła się tylko trochę i nawet prawie nie było widać drżenia jej złożonych razem rąk, gdy ten cały Kotaro, którego ona sama w myślach nazywała zastępcą herszta bandytów, ruszył w jej stronę. Najpierw z nieśmiałym cieniem rozbawienia pomyślała, że sprawdzi czy w liście nie ma czasem wybuchowej notki, niemal natychmiast jednak przestało jej być do śmiechu. A co jeżeli tam faktycznie jest wybuchowa notka? Niby patrzyła wróżce na ręce, tak naprawdę jednak bez problemu mogłaby złożyć ją razem z kartą, na której zapisała list. Błękitne oczy dziewczynki spoglądały bez wyrazu gdy wyciągnęła przed siebie ramiona, by podać zastępcy herszta przygotowany przez wróżbitkę papier. Bardzo chciałaby już opuścić to miejsce i znaleźć się jak najdalej przerażających ludzi, nie zależało jej na przekonaniu się, jak bardzo jej wyobrażenia pokrywają się z rzeczywistością.
- P-proszę - list pożegnał opuszki jej drobnych palców, delikatnie może się pogniótł po drodze, nie powinno to jednak zaszkodzić jego ogólnej formie.
Miwako nie śmiała jednak podnieść głowy na długowłosego mężczyznę, który odebrał od niej wiadomość. Nawet jego szef sprawiał sympatyczniejsze wrażenie, choć prawdopodobnie było to złudne - w przeciwnym razie zapewne to on teraz przejmowałby od niej teraz przesyłkę, podczas gdy ten straszny siedziałby rozwalony jak pan i władca. Miwako zresztą i w tej kwestii przeszła już dokładną edukację i wiedziała, że łobuz może się okazać aniołem tylko w romantycznych powieściach, rzeczywistość natomiast nie pisze tak naiwnych scenariuszy. Być może wróżbitka właśnie się o tym przekonała.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Shikarui » 25 paź 2018, o 16:24

Misja D
It sounds like an excuse
But I was just scared.

Obrazek
15

Spojrzenie długowłosego ciążyło i przebijało na wskroś jak gwoździe przybijające wieko do trumny. Bez odpowiedniego narzędzia już nie zdołasz jej otworzyć. Może próbować zniszczyć dobrze ociosane drewno, wbić w nie czubek miecza, tylko jak grube było, jaką konstrukcję miało, czy nie zostało obite metalem? Nie złamiesz miecza na próbie uwolnienia się z pułapki? Cała ta karczma, o jakże urokliwej nazwie, była teraz pułapką. Tak jak do trumny dostać się nie możesz, tak nie sposób się i wydostać - zaczyna brakować powietrza, dech staje się coraz cięższy, a strach powoduje, że oddychasz jeszcze ciężej. Ty, wydawało się, że nie oddychasz wcale. Nauki rzeczywiście nie poszły w las, skoro byłaś w stanie wytrzymać ciskane w ciebie odłamki lodu i nie ugiąć się pod nimi. Wiedziałaś w końcu - stąd naprawdę jest wyjście. To nie trumna, to zwykły ryokan. To nie koniec świata - to tylko jedna z przygód, do których zostałaś zagoniona i wykorzystana. Cena, która wcześniej wydawała się błaha, nagle stała się ceną, której byś chyba nie była skłonna zapłacić w postaci tej drobnej przysługi. Kiedy długowłosy tylko się odsunął na bok, na wprost ciebie znalazł się znów herszt, którego wzrok nie wypalał mrozem, stał się nawet łagodniejszy, jeśli w ogóle można było użyć tutaj tego słowa. Łagodny, ha! Co to w ogóle miało znaczyć? Że zmienił się krzew ciernisty w jedwab? Nie. To tylko temperatura wzrosła o kilka stopni i przestałaby odmrażać palce w trzewiach, gdyby tylko ten, który stał najbliżej ciebie, nie był lunarną, co ściąga przypływ najzimniejszych wód. Odebrał od ciebie list i przyniósł go swojemu szefowi, pochylając przed nim głowę. Nawet on nie miał odwagi spojrzeć wprost w jego oczy. Palce czarnookiego gładko przejęły kawałek papieru, powoli, nieśpiesznie, odwinął go, nie spuszczając z ciebie oka i dopiero, kiedy karteluszka była gotowa do przeczytania, poświęcił jej swoją uwagę. List nie był długi, kobieta nie pisała go długo - był bardziej krótką wiadomością aniżeli konkretnie listem. Dumna córka handlarzy, która stała się listonoszem - dobrze się z tym czujesz? Chłopka na posyłki, nie przedstawicielka wyżej postawionego rodu. Może właśnie tak teraz o tobie myśleli ci, co na ciebie zerkali i ci, którzy obserwowali - gdybyś tylko uniosła głowę, troszeczkę, chociaż odrobinkę..! Lecz nie. Nie zdecydowałaś się na to. Mądra dziewczynka. Bystre szczenie wie, kiedy ciekawszym zajęciem było spoglądanie na czubki swoich butów niż gaszenie palącej ciekawości, która była pierwszym stopniem do piekła.
Albo pierwszą deską tej trumny..?
Mężczyzna cicho prychnął, co miało być chyba jakimś zminimalizowanym, pustym śmiechem. Opuścił rękę z kartką i spojrzał na ciebie raz jeszcze, kącikiem oka widziałaś, jak nieznacznie unosi wargi w uśmiechu.
- Kotaro, zapłać młodej damie za przysługę. Zasłużyła. - Odwrócił się do ciebie bokiem, kładąc list na stole. To chyba było takie osobliwe żegnaj, które nie zabrzmiało w powietrzu, w dźwiękach między wami. Drobna szarpanina po drugiej stronie knajpy ustała - w zasadzie kiedy? Od dawna już chyba nie brzmiała.
Kotaro sięgnął po mieszek ryo i podał ci go.
Ryokan w końcu przestał uderzać młotem w wieko trumny, bijąc w rytm twojego serca.
Doki.
Doki.


Misja zakończona ♥
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1886
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Miwako » 25 paź 2018, o 18:11

Gdy głośnymi uderzeniami serca odmierza się być może ostatnie chwile życia, czas płynie bardzo powoli, jakby chciał upewnić się, że cały terror dotrze do ciebie, wypełni, odbierze jasność myślenia i rzuci na kolana. Tylko ostatniego zabrakło w tym przypadku, choć - bogowie świadkami! - czas naprawdę się nie spieszył. Najciekawsze natomiast jest to, że kiedy już człowiek się cudownie uratuje i mimo wszystko jakoś cało wyniesie z awantury własną głowę, nie bardzo jest w stanie powiedzieć, co dokładnie się tam działo, zupełnie jakby pamięć także doznawała częściowego porażenia.
I rzeczywiście, nie była to trumna, choć do dziewczynki dotarło to dopiero, kiedy już zdołała opuścić nieszczęsny ryokan. Z sakiewką dłoni, choć nie bardzo wiedziała, za co w ogóle ją otrzymała - przecież zapytanie o to nie wchodziło w grę, odmowa przyjęcia woreczka tym bardziej. Tak bardzo nie dowierzała temu wszystkiemu, że nie od razu nawet rozsupłała drobne troczki, by zerknąć na zawartość, co dla kupieckiej córki było niemal powodem do zawstydzenia. Zasłoniła buzię dłońmi i przykucnęła w miejscu, nareszcie pozwalając sobie na gwałtowny, szybki oddech, bardzo płytki. W pewnej chwili naprawdę myślała już, że czas się żegnać z życiem. A niech to, przecież przyszła dostarczyć tylko głupi list, oni natomiast odstawili przed nią takie przedstawienie, że szybko jej noga tam znowu nie postanie.
Wiele uderzeń serca później, gdy ich rytm zaczął się już uspokajać, Miwako podniosła się i łagodnym ruchem dłoni poprawiła swe odzienie oraz włosy, pragnąc wrócić do jako takiej normalności. Nareszcie też zbadała zawartość mieszka, po czym ostrożnie postawiła teorię, że może jednak było warto. Teraz, gdy już wiedziała, że nic jej nie grozi, bo drugi raz nie wepchnęłaby się w podobne problemy, nie przy obecnym poziomie wyszkolenia, które pozostawiało bardzo wiele do życzenia. Wiedziała, że dobrze wyszkolony shinobi byłby pewnie w stanie pokonać tych ludzi jedną ręką, ciężko jednak oczekiwać czegoś podobnego od osóbki, która nigdy wcześniej nie planowała życia ninja, a tytuł doko otrzymała za opanowanie podstaw i niczego więcej. Czy kiedyś wyszkoli się na tyle, by stawić czoła podobnym typkom? Wątpliwe.

[zt]
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Atari » 6 lis 2018, o 22:29

Niedawne wydarzenia mocno wstrząsnęły chłopakiem. Dość powiedzieć że zamiast udać się prosto do stolicy swojego regionu musiał na chwilę ...Oddalić się. To nie ucieczka, Lider Klanu zostanie i tak powiadomiony przez patrol który go uratował. Potrzeba było po prostu chwili aby uporządkować myśli. Krótka przerwa, taka aby nie narazić się na gniew reszty Hyuga.
Atari udał się więc do prowincji Daishi. Znajdowała się ona nie tak daleko od miejsca w jakim wpadł w zasadzkę a więc podróż nie trwała długo. Jednak z powodu wycieńczenia ostatnim zadaniem oraz trudami tamtych wydarzeń kosztowała wiele energii.
Idą spokojnie przez ulice Nawabari pilnował aby opaska nie sunęła się z jego prawego oka. Nowo uzyskany Byakugan nadal nie współpracował z chłopakiem tak jak powinien. Używanie go przysparzało wiele problemów jak i nieprzyjemnych odczuć. No i to był dar...dar z którym dziwnie się czuł i nie chciał się obnosić. Wyglądał zapewne dosyć dziwnie zasłaniając sobie jeden oczodół, no ale cóż poradzić? Oko musiało być ochraniane.
Po dotarciu ku pobliskiej karczmie chłopak odczuł niemałą ulgę. W końcu zazna chwili odpoczynku. Jego ubiór nie był zbyt elegancji ani specjalnie czysty, jednak nie wyglądał na obskurnego biedaka, więc nie powinno być problemów z jego obecnością.
Miał nadzieję że będzie tutaj bezpieczny oraz zje coś ciepłego.
Udał się więc zamówić sobie coś ciepłego do strawy oraz herbatę do picia i zajął miejsce niedaleko lady
Atari
 

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Miwako » 6 lis 2018, o 22:56

Jeszcze niedawno Miwako obiecywała sobie, że ryokan ten będzie omijać szerokim łukiem. Czasem jednak wystarczy drobne, małe zdarzenie, by przekonać człowieka do czegoś, czego naprawdę nie miał ochoty zrobić. Na przykład to, że obolała po treningu Miwako nie chciała teraz wchodzić przed czujne spojrzenie babci. Musiała odpocząć, zagrzać się i w spokoju dojść do siebie, by staruszka nie zaczęła cmokać nad nią i wzdychać, jak bardzo niewłaściwie planuje sobie młoda kunoichi naukę. Zima w końcu przyszła do nich raptem kilka dni temu, a pierwszy mróz dopiero trzymał ich w swoich objęciach.
Po otwarciu drzwi jasnowłosa zatrzymała się w progu i rozejrzała z beznamiętnym wzrokiem, próbując szybko stwierdzić, czy Ryohei i jego banda znów spędza tutaj czas. Czysto. Może poszli gdzieś rabować albo zastraszać staruszki. Może spędza teraz czas z Hotaru. Może... Tutaj Miwako ucięła napływ niedobrych myśli i podeszła do lady, spokojnym krokiem osoby, której prawie nic nie boli. Jej fiołkowa yukata sięgała zaledwie kolan i odsłaniała długie, śnieżnobiałe skarpetki... czy raczej, byłyby śnieżnobiałe, gdyby dziewczyna nie zaliczyła nieprzyjemnego upadku. Cały jej lewy bok znaczył bury ślad po spotkaniu z ziemią, czego niestety nie zdołała oczyścić pojedyncza posiadana przez kunoichi chusteczka.
- Dzień dobry. Zieloną herbatę proszę - zwróciła się do karczmarza, kładąc na ladzie pieniążek.
Niedaleko siebie dostrzegła kogoś jeszcze, kto jak i ona wydawał się obecnie trochę nie na miejscu. Właściwie ona była tylko trochę umorusana, choć jej zdaniem to zakrawało na tragedię stulecia. On był... jakiś inny. Na pewno nie był miejscowym. I jeszcze tak dziwnie trzymał tę opaskę przy oku. Wyglądał, jakby potrzebował pomocy, ale w takim razie nie trafił pod najlepszy adres. Przyglądała mu się przez chwilę, jakby próbując ocenić potencjalne zagrożenie, po czym zaczęła się rozglądać za jakimś stolikiem, przy którym mogłaby usiąść. Zrobiła nawet kilka kroków...
I wtedy do karczmy wszedł on. Jeden z przydupasów Ryoheia. Niewiele myśląc usiadła przy najbliższym krześle, tym samym dołączając do kompanii tego dziwnego typka z opaską przy oku. Byle tamten jej nie rozpoznał! Posłała swemu przypadkowemu towarzyszowi blady uśmiech, choć nie znaczył wiele więcej niż zwykłe skrzywienie warg.
- Sroga ta zima dzisiaj, prawda? - zagadnęła jakby nigdy nic, z nadzieją, że nie zdradzi jej przed tamtym drabem.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Atari » 6 lis 2018, o 23:20

czemu akurat w tedy musieliśmy udać się na ten zwiad? A gdyby ahhh no cóż, wiele myśli kołatało się chłopakowi po głowie w tamtej chwili. Był tak rozkojarzony że nie zauważył przybycia do przybytku nowej osoby. dziecka wręcz. Zdał sobie sprawę z jej obecności w chwili kiedy to dosiadła się do jego stolika zagadując. Dłuższa chwila minęła zanim dotarło do niego co ona mówi. Chwila potrzebna na powrócenie do świata żywych i skupienie swoich mysli na czymś innym niźli niedawne wspomnienia. Nie było to takie łatwe, lecz musiał się szybko nauczyć wykonywać taki przeskok.
-dosyć nieprzyjemna odparł lekko unosząc brew. Był całkowicie zaskoczony jej zachowaniem, tym że bez pardonu się do niego dosiadła. Jednak nie był zły. BA! jak można się złościć na dziewczynkę? Jakby to on był tym dorosłym, co nie?
jego nowa towarzyszka była dosyć niską osóbką o miłym dla oka wyglądzie. Zwłaszcza jej oczy zdawały się mieć w sobie coś miłego, nie był jednak wstanie ocenić tego jak należy. W chwili obecnej rejestrował tylko jej wygląd ale nie docierało do niego to zbytnio. W oczy rzucała się jej brudna sukienka, nie była jednak podarta ani zniszczona. Nie była ona zagłodzona ani posiniaczona. BA! miała nawet herbatę a więc nie przyszła tutaj żebrać
-mogło być jednak gorzej. Lekko prostując głowę obrzucił salę spojrzeniem, interesował go jednak karczmarz. Ten nie wyglądał jakby obecność dziewczynki jakoś na niego wpływała
-nie jest ci za zimno w tej sukience? zapytał. NIe zwrócił specjalnie uwagi na pozostałych osobników wchodzących przed chwilą do środka. Nie miał tutaj wrogów...miał nadzieję
Atari
 

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Miwako » 6 lis 2018, o 23:43

Znajomy drab minął ich stolik, a Miwako czuła, jak każde kolejne uderzenie serca bije w jej piersi z siłą młota. Nikt tego nie słyszał? Naprawdę nikt nie słyszał tego szaleńczego bicia? Wyprostowana i idealnie opanowana na zewnątrz, w środku modliła się, by nie dotarła tutaj również reszta bandy. Niby nic przykrego jej z ich strony nie spotkało, niby nawet dostała pieniążki, niby Ryohei był pracodawcą Hotaru, ale mimo wszystko...
- Zawsze mogłoby być gorzej - przyznała rację nieznajomemu, te słowa okazały się niezwykle celne w obecnej sytuacji.
Przeniosła na niego spojrzenie, znów zwracając uwagę na zasłaniane oko. Daleko jej było do dorosłości, jednak jako córka kupca musiała znać się na ludziach, uczono ją tego, tak jak inne dzieci uczy się wypieku ciasteczek czy szycia na okrętkę. A ten tu wyraźnie miał w sobie niepokój, który nie czyniłby z niego dobrego klienta. Z jednej strony można by mu teraz wcisnąć nawet najgorsze śmieci, z drugiej jednak istniało spore ryzyko, że wyleci ze sklepu i nie zapłaci. Ślisko.
- Przepraszam za mój wygląd. Nawet mi trudno nie pobrudzić się podczas treningu - dodała z odrobiną zakłopotania, widząc jego spojrzenie na swej dalekiej od czystości odzieży.
Niech się tak łoś nie gapi na jej brudne ciuchy, w domu go kultury nie nauczyli?! Sama nie uciekała wzrokiem ku jego odzieniu, jedynie ku oku, co jednak było dość naturalne, wszak podczas rozmowy wypada spoglądać na twarz. Kontakt wzrokowy też ważna rzecz. I coś jeszcze, ale tego Miwako sobie nie mogła przypomnieć. Mała panienka idealna mimo wszystko czasami coś przegapiała. Teraz jednak na szczęście karczmarz zakończył przygotowywanie zamówień i dziewczynka mogła otulić palcami wysoki kubek z ciemnej ceramiki, grzejąc się od ciepłych ścianek. Nie zmarzła tak bardzo dzięki wielu warstwom ciepłych halek pod swą yukatą, ale jednak zima każdemu dawała się we znaki.
- Nie wyglądasz na tutejszego. Planujesz dłuższy pobyt? - zapytała, doskonale świadoma, że wiele szlaków zostało obecnie zasypanych przed intensywne opady śniegu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Atari » 7 lis 2018, o 00:04

Chłopak kolejny raz uniósł brwi zaskoczony. Widać dziewczyna jest cackiem dobra w zaskakiwaniu innych... Chyba że to po prostu on jest dziś mało ogarnięty.
Taka młoda i przeprasza za to że sie pobrudziła podczas...treningu? I to z taką pewnością w głosie? Niesłychane -w jej wieku też byłem taki? właściwie to ile może nas dzielić? cztery pięć lat? to tak wiele? - Ponowne spojrzenie na jej wygląd i chłopak był coraz bardziej skonfundowany. Widać było że lubiła się ubierać subtelnie i schludnie. NIeda się ukryć że gdyby nie plamy po treningu jej ubiór nie pozostawił by nic do zarzucenia.
Było jej głupio, ale z powodu tego że trenowała? Chyba nie, w tedy by o tym nie powiedziała. Widocznie było jej wstyd że się pobrudziła. Na samą myśl Atari się lekko uśmiechnęła. On sam nie przejmował się tak tym że się pobrudził. Zdał sobie jednak sprawę jak bardzo jego kostium jest zakurzony po podróży.
-nie przejmuj się tym. Sam wyglądam dużo gorzej Jego spojrzenie spoczęło tym razem na kubku herbaty który stał obok jego dłoni. Sięgnął więc po niego i zrobił małego łyka ciepłego napoju. Zamknął na chwile oko, po otwarciu go skupił wzrok za plecami nowo poznanej, Jak się okazuje, Kunoichi. Do lady podszedł jakiś dziwny osobnik. No cóż, nie jego sprawa. Ponownie popatrzył na dziewczynkę lekko nieobecnym wzrokiem. Potarł więc twarz w geście zmęczenia.
-wybacz, przemęczenie- Atari nie rozglądał się już po sali, zapatrzył się ciekawie na oczy dziewczynki. Naprawdę były niezwykłe. Tak mu się przynajmniej wydawało. Nie za bardzo go zazwyczaj obchodziły takie szczegóły, jednak teraz miał sporo czasu aby przyjrzeć się czyjejś twarzy. Zabawne, przez całe życie nawet nie zwracał uwagi na oczy swoich rozmówców. Większość z nich i tak była podobna... biała bez źrenic.
-nie sądzę. Trafiłem tutaj w sumie przez przypadek- odparł nie chcąc wyjawiać za dużo. Na samą myśl o podróży poprawił sobie ochraniacz na oku. Leżał jak należy. Nie wiedząc co ma teraz zrobić z ręką, przeczesał nią włosy po czym ponownie chwycił za kubek
-często tutaj zaglądasz?- był ciekaw co też tak młoda osoba robiłą w takim miejscu
Atari
 

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Shidia » 7 lis 2018, o 00:09

Po dotarciu na miejsce, gdzie chciała się udać znalazłam na wejściu nikogo innego jak przybłąkanego mężczyznę, który bardzo namiętnie bełkotał niczym, zapalony i mocny człowiek, któremu w żyłach płynie czysty bimber.. Tutejsze powietrze było inne. Było bardziej czyste i zimniejsze. Gdzieś w między czasie zahaczyła o mieszkanie i znalazła swoje ulubione ciepłe ubranie. Przyodziała jeden z dobrych i ciepłym kimon na zimę, które ocieplały jej ciało niczym gruba skóra u niedźwiedzia. Shi spojrzała na wiele osób wręcz toczących się po odrębnych ścieżkach. Przełknęła nieco ślinę i złotymi oczami zlustrowała wejście Ryokan'u. Wchodząc do pomieszczenia, zawiało nieco mocniejszym chłodem przez co osoby siedzące z przodu pocierały dłonie z zimna. Złote oczy dziewczyny zlustrowały karczmę. Spora ilość osób, ciepłe pomieszczenie. Czego jeszcze więcej oczekiwać. Ściągnęła z głowy kaptur, zielone włosy weszły w pierwszy plan wydarzeń. Przez co ujrzała, że kilka osób z lekka odchrząknęło i było słychać gwizd. Całe pomieszczenie w idealnym stanie dawało się do myślenia. Shi nie miała bladego pojęcia co mogło by się wydarzyć.. Rodzina trzymają pod kloszem przez dłuższy czas. Dopiero nie dawno mogła wyjść z domu bez obawy o siebie samą. Podeszła bliżej lady aby zamówić picie dla siebie. Poprawiła dłońmi nerwowo swoje włosy delikatnie dając je na lewy bok. W końcu rzekła ku karczmarzowi zaś kontem oka ujrzała coś czerwonego. Czyżby krew? Ktoś by ranny? Po proszę herbaty. rzekła do karczmarza i od razu zapłaciła po czym chciała się dosiąść w dosłownie w tym samym miejscu co chłopak o mocnych kasztanowych włosach. Zauważyła wcześniej, że ktoś się jeszcze dosunął .. tak jej się zdawało. Złote oczy lekko zalśniły. Można się dołączyć? spojrzała na chłopaka i dziewczynę jednocześnie. Najwyraźniej byli już w trakcie konwersacji. W między czasie dostała herbatę. Ujęła dłonią kubek.
Avatar użytkownika

Shidia
 
Posty: 154
Dołączył(a): 4 cze 2018, o 20:02
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?p=101235#p101235

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Miwako » 7 lis 2018, o 00:35

Kultura osobista była podstawą na terenie Karmazynowych Szczytów, pod tym względem się specjalnie nie różnili - wszystkie trzy prowincje grzecznie dygały do siebie w ukłonach, a Miwako czasami nawet sobie żartowała, że spotkawszy się gdzieś na froncie Yamanaka i Hyuuga najpierw wymieniają ceremonialne powitania i wszystkie te oficjalne formułki. Na szczęście to było gdzieś poza granicami Daishi. Tutaj mieli względny spokój, zasłużony wręcz. Przynajmniej Jugo potrzebowali wytchnienia, wszak została ich zaledwie garstka, podobno dało się ich policzyć przy pomocy palców obu rąk. Dramat. Wymierający gatunek.
- Racja. Wyglądasz strasznie - przyznała zaraz po jego słowach, kultura kulturą, ale Miwako wciąż jeszcze nie przestała tak do końca być dzieckiem.
Podniosła na niego spojrzenie, puste, nieprzeniknione. Odnosiła dziwne wrażenie, jakby on czegoś szukał w jej oczach, albo gorzej nawet, jakby coś tam znalazł. Czy nie była idealną lalką? Podniosła kubek do buzi, herbata jak zwykle zachwyciła ją swym aromatem i bogatym smakiem, lekko cierpkim, pozostawiającym to śmieszne poczucie szczypania na języku. Nie była zbita z tropu bo to, czego tak bardzo nie chciała przed nikim odkryć, wciąż jeszcze pozostawało grzecznie pod jej kontrolą. Potulnie. Jeszcze...
- Tylko czasami. Do karczmy idę tylko gdy chcę się napić... - spróbowała zażartować, specjalnie ubierając to w pijackie słowa, co zresztą pasowało do jej herbacianego nałogu, nie dane jej było jednak dokończyć.
W tej właśnie chwili bowiem poniekąd zaatakowała ich swoją osobą nieznajoma, której znów daleko było do spokoju górskiej wioski. Młodziutka kunoichi nie była pewna, co wywarło na niej większe wrażenie - niespotykany kolor włosów tej osoby czy swawola, z jaką pozwoliła sobie usiąść przy ich stoliku... wydawało jej się, czy omal nie siadła na kolanach jej rozmówcy? Dziewczynka zamilkła na amen, przyglądając się zielonowłosej, starając się możliwie zamaskować jakiekolwiek zaskoczenie, które przywiała ze sobą do ich stolika. Wcześniej wydawało się, że Miwako i Atari są jak ogień i woda, teraz jednak przyszło jej zmienić zdanie. Jedno i drugie było wodą, Shidia zaś przypominała kamień, który zburzył jej powierzchnię po wpadnięciu w głęboką toń.
- Obok mnie jest wolne krzesło - zaproponowała grzecznie, wychodząc z oczywistego dla niej założenia, że to do niej należy "ugoszczenie" osoby tej samej płci.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
Gracz nieobecny
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 18:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
Multikonta: Suzu

Re: Ryokan "Doki"

Postprzez Atari » 7 lis 2018, o 01:06

-podróż tak działa na ludzi- odparł z lekkim uśmiechem. Kontra dziewczyny lekko rozbawiła chłopaka. Cóż, jest młoda a on .. no cóż, jego zachowanie nie było wzorcowe. Oberwał za ciekawość. Życie.
-taak, te oczy są zdecydowanie ciekawe. Niezwykłe. Jak dorośnie będzie przyciągała nimi adoratorów- tylko co to jego interesowało. Przypatrywali się przez chwile sobie nawzajem. Atari nie wiedział jednak czemu, widocznie jest otumaniony przeprawą. Na szczęście nie trwało to długo.
Dziewczynka zaczęła odpowiadać chłopakowi kiedy to ponownie dziś ktoś zapragnął go zaskoczyć i ... dosiąść się? Czemu? czy ten stolik jest jakiś specjalny? Naprzeciw ich stolika znajdowała się ...dziewczyna. Atari musiał przyznać że była dosyć wysoka oraz niezwykła. Była dosyc ładną dziewczynach o bardzo specyficznych włosach. Tak naprawdę to głownie one przyciągnęły przelotną uwagę chłopaka. NIgdy wcześniej nie widział nikogo o takiej barwie czupryny.
Jak się okazało sekundę później, nowo przybyła przysiadła się do naszego stolika. Młody Hyuga miał teraz okazję dokładniej się jej przyjrzeć. Okazało się że nie tylko włosy miała w niespotykanej barwie. Jej oczy też miały niecodzienny odcień.
-najpierw błękitne a teraz złote? tutaj wszyscy mają tak niecodzienne oczy? - zastanawiał się obserwując teraz boie dziewczyny które nagle znalazły się razem z nim przy stole. Czy w Swoim nie tak długim życiu spotkało go coś takiego? nie. Nigdy nie miał specjalnej okazji to zapoznania kogokolwiek, a tym bardziej do rozmowy z dwiema dziewczynami. Co więc się dziś wydarzyło? kto to wie.
Atari przyglądał się teraz swoim, chwilowym towarzyszką. Był ciekaw ich reakcji...znały się? No bo jak inaczej to wyjaśnić. A jeśli tak to co chciały od niego? Jejku.
-skoro moja towarzyszka niema nic przeciwko to ja też nie- odparł, będąc ciekawym co się ma teraz wydarzyć...ciekawy? a może wystraszony. Usiadł lekko wyprostowany zastawiając się czy aby go oczy nie myliły i dziewczyna nie chciała usiąść na jego miejscu. Nie, musiało mu się wydawać. Jest zmęczony podróżą i tą wojną.
Atari
 

Następna strona

Powrót do Nawabari (Osada szczepu Jūgo)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość