Rynek

Rynek

Postprzez Senju Toshio » 12 lut 2018, o 22:00

Obrazek

W centralnej części Nawabari nie mogło zabraknąć brukowanego częściowo placu, który mieści w sobie wiele przydatnych mieszkańcom dóbr. Nie umknie nikomu widok wybudowanych studni do nabierania pitnej wody. Dookoła rynku ulokowane są tawerny dla podróżnych i stoiska z różnorakimi materiałami wyrabianymi na miejscu. Uliczki, które rozchodzą się z tego miejsca prowadzą po całej osadzie równomiernie, a najbliżej ulokowana jest kondygnacja budynków władzy, gdzie urzęduje przywódca szczepu Juugo. Niczym serce tej wioski, pozostaje w ciągłym zadbaniu i stanowi bezpieczną przystań w odróżnieniu od obrzeży. Jak wszędzie znajdą się miejsca, które stanowią ciemną stronę społeczności. Nawet w centrum można wynająć myśliwych, niekoniecznie do poszukiwań zwierzyny. Mimo wszystko każdy uświadczy tu w pełni ludzkiej natury, do jakiej każdy przywykł. Wystarczy dobra inicjatywa i rozsądek w targowaniu.
Senju Toshio
 

Re: Rynek

Postprzez Senju Toshio » 12 lut 2018, o 23:12

Nawaburi było dobrym miejscem na odpoczynek. Taki kurort letniskowy z dala od jakiejkolwiek społeczności większego miasta. Tak przynajmniej Toshio chciał traktować osadę szczepu Juugo. Przyjazd tu od samego początku miał okazać się dlań przychylny. Samo wjechanie przez bramę stanowiło interesujący czynnik. Kilka osób przyjrzało mu się z ciekawością. Sama straż była uważniejsza, ale nie ze względów bezpieczeństwa. Senju wyróżniał się swoim wyglądem, bo nie posiadał typowego w tych stronach ubioru. Jego strój przyciągał spojrzenia, a w dodatku przyjechał na koniu. Co za masa pozytywnych emocji. W każdym razie skierował klacz w poszukiwaniu stajni. Musiał o nią zapytać żołnierza, bo inaczej okazałby się nieodpowiedzialny. Wynajęte zwierzę mimo wszystko musiało być pilnowane. Niegodziwi ludzie zawsze czyhali na drobne niedociągnięcia, a kradzież konia była czymś powszechnym. Teraz nie musiał być za nic odpowiedzialny, chyba że za samego siebie. Nastolatek nie krył obaw, że może mu się przydarzyć coś niedobrego. Jeśli tylko nie zabrnie tam, gdzie nie trzeba.
Zgłębianie wioski zaczął od centralnej części. Niewiele w niej było, a do budynków administracji nie zamierzał wchodzić. Niczego tam nie szukał, a władza raczej nie będzie nie zainteresowana. Gdyby nakazali wszystkim podróżnym zgłaszać się do weryfikacji, szybko zyskaliby niesławę. Chyba, że strażnicy wybierali by bardziej podejrzane indywidua. Ponad budynkami rozciągały się wysokie góry. Klimat całkowicie odmienny od lasów pośrodku, których stawiane były wioski w Shinrin. Będzie miał gdzie trenować. Zadaniem Toshio nie będzie na razie przyczajenie się w pobliskiej tawernie czy innej karczmie. Nie umierał z głodu. Chciał poznać tutejszą kulturę, więc chodził i przyglądał się uważnie. Nie każdego obarcza własnym spojrzeniem i nie w nachalny sposób, coby nikogo nie urazić. Ludzie, jak wszędzie, poświęcali się swojej pracy. Czasami zagadywali chłopaka, czy czegoś nie potrzebuje. Z racji tego, że musiał wpierw zadbać o nocleg, to w gruncie rzeczy resztę zasobów spożytkuje na posiłki. Być może potrzebna będzie jakaś praca dorywcza, która uzupełni jego środki, które przecież nie są niewyczerpane. Ciężko nie lubić takiego sposobu życia będąc shinobi.
Kultura osobista podpowiada, aby nadal być skrytym i nie zawracać nikomu głowy. Takie szukanie uwagi, dobrze wymierzone, niekoniecznie oznaczało kłopotanie adresata. Na dłuższą metę postać, którą zamierzał obrać za cel Toshio musiała wykazywać się czymś pośród zwykłych mieszkańców. Strażnik czy sklepikarz wykonywali określoną pracę, dlatego nie mogli być zobowiązani do zadbania o zachcianki chłopaka. Tutaj chodziło o członka klanu Juugo lub innego mu podobnego shinobi. Zważywszy, że to mieścina zrzeszająca dużą ilość myśliwych. Żyjąca w zasadzie z łowiectwa. To zapewni przysporzy mu dobry materiał do nauki. Sam widok rozwieszonych skór zwierząt przyciągał zainteresowanie. Być może wkrótce wyposaży się w tego typu odzienie. Zaaklimatyzuje i wtopi w otoczenie. Niekoniecznie chodziło mu o stanie się jednym z nich, jakby miał coś na sumieniu i potrzebował odwrócić od pobratymców. Na razie lepiej nad tym nie myśleć. W górach czekało dużo niebezpieczeństwa, więc to idealne miejsce na rozwój. Wymagające otoczenie, które wymusza na tobie jedną słuszną drogę: przetrwanie. Przegranymi natura już się zaopiekowała, wydając ich jako nagrodę dla drapieżników. Młodzik miał przed tym nie większe obawy niż konfrontacja ze zbójami, którzy akurat mogli najść na trakt.
Stawiane kroki wreszcie doprowadziły go do spokojnego budynku, przed którym stał stojak z naciągniętymi futrami. Prezentowały się odmiennie od reszty, gdzie ich właściciel musiał nie kryć się z kunsztem. Obok dookoła widniała spokojna przestrzeń, jakby cały teren podlegał jego jurysdykcji. Na okolicznych drzewach wisiały przepiórki powieszone za nogi, gotowe do oskubania i ugotowania na pyszną zupę. Ich mięso musiało też pysznie smakować upieczone na ognisku. Oczywiście Toshio dopiero teraz zorientował się, że jego myśli rozwinęły się w wystarczający sposób. Dotąd skupiałby się jedynie na tym, że ktoś poświęcił dużo czasu i energii nad skompletowaniem ich, a potem dopiero zastanawiał, po co ich aż tyle. Nigdy, że miały być składnikiem czegoś dalszego. Na pewno miał dużo sympatii do właściciela, gdyby tylko zdołał go wypatrzeć. Już samo kręcenie się przy domu czyniło go niezbyt godnym zaufania człowiekiem. Odszedł zatem na przeciwną stronę ulicy i czekał. Usiadł pod murkiem i leniwie przyglądał się, co może się zaraz stać. A to ktoś przejdzie albo żołnierz zapyta o swoje przypuszczenia względem ciemnowłosego. Kończącym ten spektakl czynnikiem miało być pojawienie się kogoś, kto mieszkał w tak dobrze zadbanym domostwie. Od niego mógł zacząć swój pobyt w Nawaburi.
Senju Toshio
 

Re: Rynek

Postprzez Senju Toshio » 13 lut 2018, o 21:20

Chłopak o ciemnozielonych włosach, sterczących mu ku górze siedział sobie i spoglądał leniwie w zachmurzone niebo. Gdyby nie to, że bawił się bumerangiem, oczekiwanie mogłoby wpędzić go w sen. Czas nie dobiegł jeszcze godziny, toteż nie martwił się następnymi rzeczami, o które należało się zatroszczyć. Nadal liczył, że pozna właściciela chatki i będzie mógł zamienić z nim kilka słów. Pogoda z niechęcią zawitała do tego regionu i wypadało mieć to na uwadze. Jeśli tylko nie zapomni, to chętnie zapyta kogoś o parę informacji na ten temat. Będą mu pomocne podczas wypadów w góry. Nie chciałby mieć kłopotów przez nierozsądne pozostawanie z dala od miasta, kiedy nadciągnie pogorszenie warunków. Burze i opady musiały być tu znacznie agresywniejsze. To dobrze, o ile miały służyć hartowaniu ciała. Nie znaczyło to też, że Toshio ściągnie koszulkę i będzie pokazywał umięśniony tors. Nie posiadał aż tak ciekawego ciała. Wystarczy, że wszystko było na swoim miejscu, chociaż czasami wątpił w swoje podejście.
Bumerang leżał mu w dłoni całkiem dobrze. Znał już jego ciężar i był odpowiednio wyszkolony, żeby nim władać. Kilka wcześniejszych prób rzutu przebiegło bez problemu. Podkręcił broń, która wróciła do niego zataczając łuk. Przyszła kolej na kolejny rzut. Uliczka była pusta, więc nie było obaw o zrobienie komuś przypadkowej krzywdy. Tym razem nachylił ciało bardziej do przodu i podparł się na kolanie. Rękę z bumerangiem odchylił do tyłu i wraz z ruchem nadgarstka pchnął kończynę. Broń wystrzeliła z większą agresywnością. Był to powód tego, co nastąpiło dalej. Bumerang poleciał nie po myśli Toshio. Zatoczył głębszy łuk w stronę drzewa naprzeciwko. Akurat tego, na którym wisiały upolowane klejnoty. Zerwał sznurek, zwierzyna spadła na ziemię, a bumerang wbił się w ścianę domu. Toshio spojrzał na akcję z przerażeniem. Czym prędzej pognał na miejsce zdarzenia. Rozejrzał się, czy ktokolwiek to widział. Był za bardzo zaaferowany, żeby zastanowić się, jak w tym wszystkim wygląda jego postać. Zabrał narzędzie zbrodni i przypiął je do pasa. Musiał sobie poradzić z presją, która nadeszła, a był nim nadchodzący głos zza pleców. Ciarki przeszły mu po grzbiecie, aż podskoczył wraz z obrotem. Z oddali dostrzegł zastanawiającego się nad tym, co widzi strażnikiem. Nie odpowiedział mu i szukał odpowiedniego zagrania, żeby się wykpić. Strażnik zaczął iść w jego stronę, aby przemówić do nastolatka.
- Ja... ja nic... - wydukał ledwie. Mężczyzna miał swoje podejrzenia, przez co trudno było zrobić chłopakowi coś istotnego. Wpadł po uszy, tak mu się zdawało. Następnym zbiegiem okoliczności było pojawienie się za chłopakiem kolejnego faceta. Odcięty od drogi ucieczki westchnął z rezygnacją. Niczym skazaniec czekający na ostateczny wyrok. Osąd okazał się nie być tym, który tworzyła wybujała wyobraźnia. Niechlujnie wyglądający jegomość z bródką i wąsikiem, o długich włosach upiętych w kuc, okazał się być właścicielem. Wyglądał, jak zaprawiony w bojach myśliwy. Minął Toshio i porozumiał się z żołnierzem. Spojrzenie chłopca powędrowało na dół, a gdy je podniósł z zaskoczeniem zauważył, że strażnik odszedł, a myśliwy przygląda mu się ze spokojem.
- To Pan tu mieszka racja? Przepraszam za zniszczenia. - wytłumaczył się z niechcianego zajścia. Mężczyzna widocznie był niewzruszony, co stanowiło o jego charakterze samotnika. Coś takiego Toshio podziwiał na równi, z silnymi shinobi. Chcąc pokazać inicjatywę i dobre chęci, wpadł na pewien pomysł. Zebrał z ziemi ptactwa i ponownie uwiązał je na ich dawnym miejscu. Dla ninja nie był to problem. Szybko wbiegł po pniu na gałąź i zawiązał supeł z dwóch końców sznurka. Potem zeskoczył i z zadowoleniem przyjrzał się reakcji mężczyzny. Podejrzewał, że będzie musiał bardziej się postarać, ale myśliwy zaprosił go w zamian na napar z ziół. Toshio miałby zbyt wiele do roboty, gdyby musiał zachwycać się wnętrzem skromnego domostwa. Było w nim wszystko to, co kolekcjoner musiał posiadać. Usiadł zgrabnie na zaproponowanym miejscu. Nie gawędzili wcale. Mógł się tego spodziewać. Wystarczyło więc dopić herbaty, ale nie zaniechał próby zbadania pewnej sprawy. Na początek opowiedział, że jest z południa i przybył tu odbyć trening shinobi. Jest tu pierwszy raz, a zainteresowany jest ninja ze szczepu Juugo. W końcu nie wyglądało, aby miał tym sobie zaszkodzić. Po chwili wyglądało na to, że zachęcił myśliwego. Przestrzegł chłopaka przed górami i niektórymi częściami lasu w pobliżu. Jeśli zaś chodziło Juugo to raczej skryte jednostki, mało ich widać w osadzie, by udzielali się w ich życiu. Jeszcze pewnie nie jedne plotki usłyszy. Na razie musiało mu wystarczyć. Podziękował za gościnę i za cenne rady. Liczył na ponowne spotkanie, chociaż wszystko zależało już od chęci myśliwego. Dlatego nie będzie się narzucał.


zt.
Senju Toshio
 

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 19 paź 2018, o 18:14

Jeżeli Seiyama była sercem Daishi, Nawabari było jego wyrostkiem robaczkowym. Gdzieś tam sobie istniało, choć na co dzień dało się o tym zapomnieć, a sama jego obecność mogła doprowadzić do nieszczęścia. Jednego i drugiego można się też pozbyć bez większego żalu w razie problemów. Przenosząc się do tej osady przed dwoma laty, Miwako naprawdę obawiała się o własny los, nakarmiona opowieściami o potwornościach mieszkającego tu szczepu... własnego szczepu. Zaskoczyła się jednak, bo ludzie tu żyjący wydawali się całkiem normalni.
Teraz spacerowała po rynku, nie spiesząc się z powrotem do domu staruszki, która przygarnęła dziewczynkę na czas treningu w Nawabari. W błękitnej yukacie i pomarańczowym obi kroczyła przez placyk, w dyskretnej kieszonce swego stroju czując ciężar skrytych tam monet, przewleczonych przez pleciony rzemień o związanych razem końcach. Babcia miała jutro urodziny, jasnowłosa kunoichi rozglądała się więc za jakimś miłym drobiazgiem, dzięki któremu mogłaby należycie wyrazić swoją sympatię dla kobiety, jak również i sprowadzić uśmiech na jej twarz. Nie było to jednak proste, bo starowinka biedy nie klepała, posiadała raczej wszystko czego mogłaby potrzebować. Miwako z roztargnieniem oglądała kolejne sklepiki, których niestety nie było tak wiele jak w dużej osadzie. Ciężka sprawa. Wyrzucała sobie w myślach beztroskę, bo wystarczyło rozpocząć poszukiwania znacznie wcześniej, może nawet wybrać się do Seiyamy i przywieźć odpowiedni podarunek. Zerwał się wiatr, porywając w górę ławice pożółkłych liści. Jeszcze trochę i spadnie u nich śnieg, w górach zima zawsze pojawiała się wcześnie. Niepocieszona oglądała kolejne stoiska, dochodząc do druzgoczącego wniosku, że pozostaje jej zakup niespecjalnie ładnego ornamentu do włosów. Cóż, nadal lepsze to niż iść z pustymi rękami. W domu mama wielokrotnie powtarzała jej, że w tym wszystkim najważniejsze są szczere uczucia. Co jednak komu po uczuciach? Jej zdaniem nietrafiony prezent potrafił skutecznie pozbawić dobrego humoru, zdecydowała się więc rozejrzeć po rynku jeszcze trochę.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 17:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
GG: 0
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 19 paź 2018, o 18:55

Misja D
It sounds like an excuse
But I was just scared.

Obrazek
1

Chłodne, górskie powietrze kąsało skórę. Niebo częściowo przysłaniały chmury, które uznałabyś za zwiastun deszczu, gdyby było tu cokolwiek do uznawania. O tej porze roku biel i szarość zawsze szpeciły wolny błękit, poskramiając to, co nieposkromione. A jednak niektórzy spoglądali w górę, rozleniwione "będzie paadać", samo w sobie było jak pierwsze krople deszczu, które rozbijały się o wyschniętą glebę. Przydałoby się, żeby popadało, było sucho jak wiór. Przynajmniej ostatnio. Dzięki temu opadające liście tworzyły wirujący taniec, poprzez to unosiły się lekko w swoim balecie - prawie tak samo lekkim jak myśl o tym, żeby nie przychodzić w dzień urodzin z pustymi rękoma. Aach, no tak - przecież ta myśl wcale nie była lekką. Gniotła wnętrze jak niewprawne ręce bawiły się gliną, próbując nadać jej jakikolwiek sensowny kształt, ale wciąż i wciąż cały proces rozpoczynał się od nowa. Coraz więcej wody zachlapywało okolicę, brudząc nowe ciuchy, ale artysta się tym nie przejmował - przecież musiał dzieło dokończyć. Musiało mieć dumną szyjkę, ładne wykończenie i idealnie okrągłą wazę, żeby przytrzymywało jak trzeba świeżo zebrane z ogrodu chryzantemy i begonie. Te pierwsze głównie po to, by wytrzymały jeszcze parę chwil, zanim nogi poniosą prosto do kurhanów, by zdmuchnąć z nich jesienne kołdry liści. I tylko sosny i świerki pozostawały niewzruszone. Stada szyszek ścieliły dywany u ich stóp, a z większości i tak nie zrodzą się nowe drzewa.
Tak jak nie każda miłość miała urodzić uczucie.
Nawabari nie oferowało wiele - nic więcej ponad spokój. Od ostatniej wojny żadna następna nie zapukała do drzwi tego miejsca, które można było wyznaczyć jako koniec świata. Tutaj, ten mały skrawek, gdzie szpilka do włosów nie była wystarczająco satysfakcjonującym wydatkiem. Bo w końcu kiedy druga osoba ucieszy się z podarku i ty poczujesz spełnienie. Rzecz nigdy nie była bezinteresowna. Jak na złość nie widać było żadnego kupca, który mógłby się popisać czymś nadzwyczajnym, nadnaturalnym. Miejscowi sprzedawcy, albo ci z okolicznych osad, których w ciągu dwóch lat zdążyłaś zobaczyć już tyle razy, że starczyło ci na następny kwartał. Tak w zapasie, z odpowiednim naddatkiem. Nie, to musiało być coś naprawdę specjalnego, naprawdę..!
Jedyną osobą, której tutaj jeszcze nie widziałaś, stoiskiem, które nawet stoiskiem nie było, był rozłożony pod jednym z budynków koc, osłonięty postawionym namiotem, w którym siedziała drobna, chuda kobieta. Albo dziewczyna? Wydawała się mieć około dwudziestu lat, ale równie dobrze mogła mieć szesnaście. Wypukłe policzki, pociągła, gładka twarz, długie, ciemne rzęsy skośnych oczu - tak, tylko czemu jej twarz nosiła ślady opuchlizny, zaczerwienia, a białka oczu wyraźnie popękane żyłki? Jej słabe dłonie tasowały karty, bardzo wolno i machinalnie, kiedy ona wpatrywała się w ziemię przed siebie, próbując... chyba nie płakać. Mokre ślady nie były widoczne na jej bladej skórze. Pojedyncze ozdoby cieszyły oczy namiotu. Szklana kula, w której wnętrzu rozchodziły się żyłki, ułożone na poduszce, kadzidełka, kilka fajek z ziołami i suszone herbaty. Śliczny imbryczek i kilka filiżanek do kompletu. Kobieta siedziała na miękkie, bordowej poduszce na swoich łydkach - taka sama poduszka była naprzeciwko niej - najwyraźniej dla klienta, którego aktualnie nie było. Przy niej leżał zeszyt, pędzel, zestaw do kaligrafii, a od drugej poduszki oddalał ją niewysoki stolik, na którym część ozdób wisiała. Przyjemnie dźwięczące dzwoneczki cieszyły uszy, zawieszone u wejścia do namiotu, a nieco za nimi, muskane tchnieniami powietrza, powiewały łapacze snów.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1533
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 19 paź 2018, o 20:24

Miwako nie miała pewności, jakim cudem wcześniej spojrzenie jej nie padło na siedzącej postaci ani rozpostartym nad nią namiocie. Nawet teraz uciekło tam przypadkiem, podążając za tańczącymi w powietrzu liśćmi, które jakby poprowadziły wzrok jasnowłosej w to właśnie miejsce... Choć to oczywiście niemożliwe, prawda? Tak jak rodzący się w głowie dziewczynki pomysł, że namiotu jeszcze chwilę temu zwyczajnie tutaj n i e było. Ofuknęła samą siebie za głupie myśli, jednocześnie zatrzymując się kilka metrów od pustej poduchy. Wychowano ją w poszanowaniu dla bogów i nadnaturalnych sił, które czasami wtrącały się w życia śmiertelników, owe siły jednak zawsze trzymały się z daleka od Miwako. Widok tajemniczych przedmiotów był jednocześnie niepokojący i intrygujący, przez co kunoichi zapomniała się zupełnie, wgapiona w kryształową kulę i leniwe sznurki kadzidłowego dymu. I jeszcze herbata! Czy można jej spróbować, zakupić paczuszkę? Jasnowłosa zawsze gotowa była uszczuplić zawartość swej kiesy dla dobrej jakości suszu.
Cichutkie "och!" wyrwało się z jej buzi gdy zdała sobie sprawę, że stoi przed rozłożonym stoiskiem i od dobrej chwili nieelegancko się gapi. Jej zaokrąglone lica spłonęły delikatnymi rumieńcami. Nie całkiem jeszcze miała za sobą wiek dziecięcy, ale wymagano już od niej dojrzalszego zachowania. Jak dobrze, że matka tego nie widziała... po chwilowym zawahaniu dziewczynka postąpiła do przodu. Z jednej strony bardzo nie chciała przeszkadzać tej pani, która chyba bardzo coś przeżywała i mogła nie być gotowa na zajmowanie się inną osobą, z drugiej jednak mogło się wydawać, że to właśnie na zaczerwienione oczy tak długo gapiła się Miwako. Aż się kurczyła w środku na tę myśl.
- Dzień dobry - przywitała się grzecznie i skłoniła, dłonie składając razem przed sobą - Przepraszam też, jeżeli przeszkadzam. Czy pani... przepowiada przyszłość? - zapytała i znów zarumieniła się lekko.
Z jednej strony wypadało zapytać, czy może jakoś pomóc, z drugiej jednak nie wypadało tak wtrącać się w problemy nieznajomych bez zaproszenia. Miwako dyskretnie rozejrzała się, czy przypadkiem w okolicy namiotu nie kręci się nikt, kto mógłby być powodem roztrzęsienia dziewczyny z kartami w dłoniach.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 17:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
GG: 0
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 19 paź 2018, o 21:15

Misja D
It sounds like an excuse
But I was just scared.

Obrazek
3

Skryty za drewnianymi, okuwanymi często metalem, otulonymi szytymi płachtami, które hałasowały przy mocniejszych powiewach, niewielki namiocik przytulony do ściany zwyczajnie nie przyciągał spojrzenia tak, jakby jego właścicielka nie do końca chciała, żeby je przyciągał. Choć dziwne, jak to się mogło stać..? Zatonął w intensywnych barwach jesieni, czy tak? W deszczu soczystej czerwieni, jakiej to barwy chciałaby być krew, w złocie spadających darów, w który kolor przybrałyby się monety brzęczące w przyciskanym do piersi woreczku, który tak mocno ściskałaś. Zagubił się w powysuwanych gałęziach, które rosły przy tym domu, który stał już na krańcu tego, co ludzie nazwaliby tutaj rynkiem. Serduszkiem wszystkiego, bo to do niego prowadziły wszystkie żyły tego miasta. I tak jak żyły prowadziły plątaniną korytarzy odpowiednie wartości, tak i te ulice pobierały i zabierały, w swoim rytmie, w swoim czasie, w swoim pulsie. Widzisz, jak wszystko tu pulsowało życiem? Cichutko układało się do snu i tylko ludzie snu tego odmawiali. Zwierzęta ziewały przeciągle, ptaki kluczem kierowały się w głąb lądu - do kłódek, które marzyciele chcieli otwierać w swoim ogrodzie, do zapomnianych posiadłości i magicznych zamków chronionych przez smoki. Dziś, specjalnie dla ciebie, przelatując nad twoją głową, otworzyły ci widok na coś wspaniałego - taki kawałek nieb ściągnięty na ziemię. Ten ciemno-granatowy namiot, w nim odziana w cieplejsze, kwieciste kimono kobieta.
Niewiasta uniosła głowę. Nie musiała jej zadzierać, jej ciemne oczy nawet nie prześlizgnęły się po twoim ciele - od razu odnalazła twoje oczy. Te mądre, jasne, te... poszukujące pomocy, czy może właśnie chcące pomóc? Lustereczko, powiedz przecie... Miała bardzo ładne oczy. Duże, przy naprawdę drobnej twarzy, jedne z tych czystych... ale może to dlatego, że płakała. Skinęła głową, dość powoli. Szybszym ruchem otarła jeden policzek wierzchnią stroną dłoni i sięgnęła po zeszyt oraz pędzel, nurzając go w atramencie, by zaraz coś napisać na białych kartkach. Coś, co mogłaś po chwili przeczytać, gdy obróciła zeszyt w twoją stronę.
- "Dzień dobry. Nie przeszkadzasz. Powróżę ci, chcesz? Czasem te przepowiednie się sprawdzają." - Na jej wargach zabłąkał się drżący przez dwie sekundy uśmiech, bardzo niepewny. Bardzo nie-szeroki. Taki zachęcający. Skinęła znów lekko głową i poprawiła sposób, w jaki siedziała, sięgając znów po odłożone na moment karty.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1533
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 20 paź 2018, o 10:22

Prawdopodobnie była to kwestia wyobraźni. W trzynastoletniej głowie, która już pragnęła uchodzić za dorosłą i dojrzałą, ale wciąż skrycie snuła niepoważne myśli i fantastyczne wyobrażenia, ten namiot, rekwizyty, niema pani o oczach malowanych łzami, wszystko to wydawało się jakby nie z tego świata. Nawet ta rozmowa przez pismo wydawała się zupełnie naturalna i na miejscu! Miwako odczytała znaki zapisane na białej karcie i bez słowa usiadła na wolnej poduszce, obok równo ustawiając swoje geta. Wyprostowała plecy i kolejno spojrzała na siedzącą naprzeciw dziewczynę, imbryczek do herbaty, karty i znów - a jakże - na imbryczek. Nie śmiała jednak domagać się poczęstunku, jeśli nie było to częścią usługi. Nie całkiem świadomie splatała i rozplatała palce złożonych na kolanach dłoni, co kłóciło się trochę z wizerunkiem eleganckiej panienki, jaki we własnym mniemaniu udało jej się osiągnąć.
- Nikt mi nigdy nie wróżył. - wtrąciła z lekkim przejęciem w głosie, zaintrygowana tym, co miało się wydarzyć za chwilę - A czy może pani... - zawahała się na moment bo doszła do wniosku, że ta prośba zabrzmi naiwnie, ostatecznie jednak odchrząknęła i dokończyła - przepowiedzieć mi, gdzie znajdę idealny prezent dla babci? Czy karty tak nie działają?
Jej chłodne, błękitne oczy spoczęły na niewielkich kartonikach, zręcznie przeskakujących między smukłymi palcami. Kunoichi nadal czuła się odrobinę niezręcznie przez to, że podeszła do wróżki w chwili jej kryzysu. Z drugiej strony jednak, jeśli nie chciała mieć z nikim do czynienia, mogła chyba przesłonić poły namiotu? A może coś bardzo smutnego zobaczyła w kartach? Za późno już na wycofanie się. Zresztą, przepowiednie podobno spełniają się tylko czasem. Okazało się to całkiem krzepiące.
- Mam coś zrobić? - zapytała, nie wiedząc przecież, jak będzie przebiegać cały ten proces wróżebny ani czego się spodziewać.
Aż dziwne, że obok tego mistycznego namiotu przemieszczali się zwyczajni przechodnie, zajęci zwyczajnymi sprawami, rozmowami i myślami. Chwilę temu Miwako była jedną z nich, nawet nie dostrzegając niezwykłego namiotu, teraz siedziała na rozłożonej poduszce, czekając aż drobna dłoń smutnej osóbki czarnym atramentem na białym papierze ujawni zarys jej przyszłych losów... A może te przepowiednie wcale nie miały takiego rozmachu? Może nie sięgną dalej niż przyszłego tygodnia? Przekonajmy się.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 17:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
GG: 0
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 20 paź 2018, o 14:06

Misja D
It sounds like an excuse
But I was just scared.

Obrazek
5

Wiatr wyciszył się, przestał plątać długimi kosmykami włosów, kiedy weszłaś do namiotu, nie musząc nawet pochylać swojej główki. Tylko dzwoneczki za twoimi plecami szemrały o innych światach, pobudzały zmysły, by zaraz zatapiać je w mirażu snów. Było tu cieplej - czy to przez to, że nie docierał tu Zefir? Albo przez to, że miękkość materiału wtłaczała miękkość aksamitu do ścian, a od płyty ustawionej za plecami kobiety biło przyjemne ciepło. Piecyk. Nie słyszałaś skwierczenia ognia, więc zapewne to, co w nim było, zdążyło się wypalić i teraz tylko żar rozlewał się po wnętrzu, uciekając przez rozchylone płachty namiotu. Królowa Jesieni, ta elegancka pani, która siedziała naprzeciwko ciebie i od której dzielił cię stolik, powędrowała za twoim spojrzeniem mądro-dziecięcych oczu, w których zapalały się przynajmniej trzy gwiazdki, kiedy w umyśle zaświecała myśl o tym, jak smakować może napar parzony ślicznymi dłońmi panującej tu czarodziejki. Smak melancholii, o złoto-czerwonej barwie nie mógł być przygnębiający - nawet jeśli doprawiany był słonymi łzami miast łyżeczki cukru. Pędzel znów przesunął się po kartkach, kiedy stworzyła wiadomość, czytając nie z twoich myśli a z drogi tych gwiazd, które myślą stworzyłaś - nią i sercem, rwącym w jasnych, konkretnych kierunkach. Zamglone drogi nie były dla ciebie.
- "Lubisz herbatę?" - elegancka panienka o nieeleganckim sposobie siedzenia - jak w bezpiecznym domu przy kominku, kiedy wsłuchujesz się w trzask drwa, a historia pleciona przez same Mojry dociera do ciebie poprzez usta twojego dziadka. Jego dobrze znany głos, historia tkana tysiące razy, a ty i tak jej słuchałaś, chcąc poświęcać cenne chwile na wygrzewaniu się. I lataniu myślą za kluczami ptaków. Wróżbitka oparła kant dłoni na zeszycie, zastanawiając się nad twoją prośbą przez moment, w pierwszym momencie nieco zaskoczona tym, co usłyszała. Ludzie chcieli wiedzieć, jak pięknie żyć i jak zarabiać brzydkie pieniądze. Jak zbierać jak najwięcej, a dawać jak najmniej. Gdzie szukać tej miłości, co pobudza na dobre serce i prowadzi do bezsennych, słodkich nocy uniesień. - "Skup się na kartach i na swoim pytaniu bardzo mocno. Wtedy bogowie mogą zechcieć ci odpowiedzieć. To prawie, jakbyś samej sobie wróżyła." - Brunetka uśmiechnęła się po raz drugi, cieplej, kiedy przyglądała się przez moment twojej poważnej twarzy. Poważni ludzie brali udział w poważnych przedsięwzięciach. Zanim jednak wróżba się zaczęła, kobieta nabrała wody z garnuszka stojącego na tafli i od razu dolała do niego więcej wody z beczułki skrytej za materiałem. Namiot wcale nie był taki malutki, choć nie było mowy o staniu tutaj i kręceniu się po wnętrzu - na to miejsca brakowało. Rozpoczęła cały ceremoniał herbaty, zaparzając ci słodko pachnącego hibiskusa. Dopiero potem sięgnęła po karty.
Blade palce o wypielęgnowanych paznokciach, wierzchnia strona kart poruszana w hipnotycznym rytuale, mieszające się ze sobą ornamenty je zdobiące. Poruszający się wąż na łodygach bluszczu, drżące płatki żonkili, stroszący pióra kos. Codzienność zamknięta została przed bramami tego miejsca. Teraźniejszość była rozmazana.
Te same palce wysunęły pierwszą kartę. Piątka, przedstawiająca kapłana wznoszącego modły do swego boga, w oficjalnej szacie, na górze okolonej słońcem. Druga karta. Dziewiętnastka, słońce. Piękne słońce, sama Amatrasu, która błogosławiła świat. I ostatnia karta. Ósma. Siła. Dumny samuraj przedstawiony z ryczącym tygrysem i kładącymi się pod naporem wiatru trawami, harmonia potęgi. Trzy karty leżały obok siebie, jedna przy drugiej.
- "To, co przyniesiesz babci, nie powinno być kupione. Powinnaś sama to zrobić, żeby naprawdę ją ucieszyć. Nie bój się swoich pomysłów. Wtedy będzie zgodny z oczekiwaniami twojej babci."
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1533
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 20 paź 2018, o 20:36

Przyjemne to było. Miwako spoglądała na wnętrze zastanawiając się, jak to jest oglądać świat od tej strony. Siedzieć tak, popijając herbatę i przekładając karty, tłumacząc ludziom przekaz od bogów, otrzymywany w formie malutkiej ilustracji. Modlący się człowiek, słońce i samuraj z tygrysem u boku. Żywy umysł dziewczynki nie czekał, aż przed nos podstawiona zostanie kartka z interpretacją, którą właśnie spisywała wróżka. W kapłanie zobaczyła więc samą siebie, w tej właśnie chwili, wyrażającą swe pragnienie. Słońce to odpowiedź bogów, usłyszeli, dali błogosławieństwo. Prezent znajdzie u mężczyzny z wielkim zwierzem u boku!
Mina jej trochę zrzedła gdy zobaczyła komentarz czarodziejki. Ale jak to? Która z tych kart była choć częściowo związana z robieniem czegokolwiek własnymi rękami? Do Miwako dotarło, że jednak nie nadawała się do spędzania dni w podobnym namiociku, a karty to nie zabawka dla zwyczajnych zjadaczy ryżu. Ze zmarszczonymi brewkami upiła herbaty z otrzymanej czarki, odganiając w ten sposób rozczarowanie. Dziewczynka naprawdę uwielbiała herbatę. Dobry napar potrafił nie tylko dodać energii i przywrócić wewnętrzną równowagę, o którą podobno członkowie jej szczepu powinni wyjątkowo dbać, pomagał też w oczyszczeniu myśli, wzbijając się niemal do rangi małego egzorcyzmu. Nawet kwaśnawy smak hibiskusa nie przeszkadzał dziewczynce, był idealny do powolnego sączenia, nie nadawał się do barbarzyńskiego przechylenia czarki na jeden raz. A ponieważ nie dotarła jeszcze nawet do połowy, wolałaby spędzić w cieplutkim wnętrzu jeszcze chwilę. Czy wróżba już się zakończyła? Pozostało zapłacić, wyjść i poszukać sposobu na zrobienie czegoś własnoręcznie? Trochę była zbita z tropu, w jej domu nigdy nie obdarowywano nikogo takimi prezentami, kojarzyło jej się to z oznaką braku pieniędzy, by coś porządnego po prostu kupić.
- To chyba jest pomyłka. Jeśli zrobię coś własnoręcznie to na pewno nie będzie tak dobre, jak wykonane przez specjalistę. Babcia pomyśli, że pożałowałam dla niej pieniędzy... - przedstawiła swój punkt widzenia na problem przedstawionego planu.
Nie chciała bynajmniej sugerować, że brunetka nie potrafi czytać swych kart, sama jednak przyznała na początku, że przepowiednie sprawdzają się czasem. W pozostałych przypadkach były więc częściowo, głównie, albo i całkowicie nietrafione, czyż nie? Ciężko o to oprzeć swoje plany.
- Hm, bardzo dziękuję za spotkanie... ile się należy za przepowiednię i herbatę? - zapytała, nie wstając jeszcze od czarki, w której wciąż kołysało się nieco naparu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 17:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
GG: 0
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 20 paź 2018, o 22:55

Misja D
It sounds like an excuse
But I was just scared.

Obrazek
7

Oczywiste interpretacje, dosłowne, klarowne obrazy - umysł widział dokładnie to, co serce chciało dojrzeć. Nie zawsze było to lepsze od tego, co rzeczywiście powinno się widzieć. Słodkie kłamstwa i gorzka prawda, a sam fakt, że tu byłaś był jak dryg wyobraźni, spojrzenie w kryształową kulę, która nie chciała ci niczego zdradzić. Jak nie zdradzały fusy herbaty w filiżance. Jak nie zdradziły karty. Każda kolejna tworzyła większe napięcie, ekscytację, takim sposobem ta historia tworzyła się sama. Dodawałaś jej rumieńców - brałaś w dłonie puzderko z różem i maczałaś miękką gąbeczkę, którą potem delikatnie przykładałaś do policzków. Ładniej wyglądały, żywiej, naturalniej..! Więc czemu ta śliczna wróżbitka musiała zetrzeć ten puder jednym ruchem ręki, rozmazać go na stole i złamać wyobraźnię. Namiot nagle przestał być tak magiczny, herbata tak czarująco słodka, a dym kadzideł tak przyjemny. Lecz wiesz, słyszałam tak u jednego szewczyka - nie czuj tak dużego żalu! Nawet jeśli połamane - nadal gościły w nich uczucia dawnych dni, które warto było zapamiętać. I tak ten złamany czar opadł pyłkiem do twoich dłoni. To, czy wart był zapamiętania, zależało tylko od ciebie.
Kobieta pokręciła lekko głową i nakryła swoją dłonią tą twoją - malutką, nawet przy jej drobnej ręce. Dotyk był chwilowy, bo zaraz skupił się na przyrządach do pisania. Próbowała pisać szybko, szybciej niż wcześniej, marszcząc linię brwi do stopnia, w którym u nasady nosa stworzyły pole marsowe. Ten pośpiech odbierał tylko minimum uroku jej kaligrafii - nawykła do tego, do śpiesznego stawiania znaków by ci zniecierpliwieni klienci nie musieli zbyt długo czekać.
- "Piękniejszy po stokroć jest kaczeniec zerwany ze zbocza góry aniżeli wielki bukiet róż kupiony w przydrożnej kwiaciarni." - Czy próbowała bronić swoich kart? W jej oczach, które wbiła w ciebie, widać było, że jej zależy na tym przekazie - na słowach, których nie mogła wypowiedzieć. Mogła je tylko napisać i liczyć na to, że część z nich pokaże się w jej ciemnych oczach. - "Gdybym była twoją babcią wolałabym, żebyś zerwała mi tego kaczeńca, a sobie kupiła kilka ulubionych cukierków. I dała mi z nich jednego." - Zeszyt znów został obrócony w twoją stronę, kiedy dopisała dalszą część, gdy tylko zauważyła, że poprzednią już przeczytałaś. Tu nie chodziło o karty. To mógł powiedzieć każdy bez postawionej wróżby. Zwłaszcza, kiedy spoglądało się na złotowłosego aniołka, którego dotknęła spaczona łapa materializmu. - "Jest jeszcze coś." - Dała znak, żebyś jeszcze moment zaczekała, nawet jeśli chciałaś odejść, zabrać swój żal ze sobą i ten pył, który był tylko wspomnieniem czegoś dobrego - miłego przeżycia, które zakończyło się gorzko. - "Czeka was w najbliższym czasie zmiana. Oczekuj niespodzianki."[i] - Pokazała ci to i pokręciła nieznacznie głową, kiedy przeczytałaś, żeby dać ci znać, że poza tym niczego więcej nie wie.
- [i]"Nie musisz mi płacić. Czy w zamian za to mogłabyś zanieść list mojemu przyjacielowi? Znajdziesz go przy karczmie postawionej na głównym trakcie na wschodzie miasta.
"
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1533
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 21 paź 2018, o 10:12

Dziwne było to wrażenie, że przed parą ciemnych, niedawno spłakanych oczu, nic nie może się ukryć. Miwako przeszło przez myśl, że jednak jest bardziej transparentna niż lubiła sądzić, co z kolei zakuło nieco jej miłość własną. Wyglądało na to, że wróżbitka czytała nie tylko z kart, na tę myśl dziewczynka odruchowo spuściła oczy. Lubiła się chować za maskami i pozorami, które pozwalały jej kreować swój wizerunek na lepszy, niż byłby w rzeczywistości. To ona była przecież tą, co obserwowała i kalkulowała, a wróżbitka na pewno, no raczej, chyba... istniała spora szansa, że siedząca naprzeciwko niema osóbka rzeczywiście czytała po prostu z drobnych, niedbałych gestów, których Miwako nie chciało się pilnować przez skupienie na niecodziennym otoczeniu. Podniosła znów na brunetkę spojrzenie swych błękitnych oczu i uśmiechnęła się lekko, podczas gdy ta spieszyła się wyraźnie z przelewaniem swych myśli na chłonny papier. Skąd ten pośpiech? Najwyraźniej coś w Miwako obudziło w niej silniejsze emocje, może nawet gniewała się o brak wiary w jej wróżbę? To było najbardziej logiczne, ale nie pasowało do tego krótkiego gestu, dłoni nakrywającej jej małą dłoń, wrażenia delikatnego jak muśnięcie skóry przez odpoczywającego na niej motyla.
Miwako przeczytała wiadomość i znów poczuła się trochę zagubiona. Jej zdaniem róże były stokroć piękniejsze niż kaczeńce, ilościowo też wygrywały ten pojedynek. Jaka była różnica? Po bukiet wystarczy pójść obok i zapłacić, kwiatek zaś miałby być zerwany z niedostępnego miejsca. Jako kupiecka córka miała problem z takim przewartościowaniem, dostrzegła kształt tego, co czarodziejka usiłowała jej przekazać, ale było tak dziwne i irracjonalne... tak samo jak ten, co ją zostawił dwa lata temu. Kyoro z pewnością bez problemu pojąłby intencję ciemnowłosej. Ba! Zawsze wszak w swoje urodziny dostawała od niego pojedyncze stokrotki, które podobno sam zerwał mimo ledwie działających nóg, ona zaś wtedy obrażała się, że robi niepotrzebne rzeczy i daje jej prezenty bez wartości.
- Nie bardzo to rozumiem - przyznała, spoglądając na wróżkę szczerym wzrokiem - Ale i tak nie mam wyboru, więc spróbuję. Mogłabym chyba do jutra zdążyć z niezbyt skomplikowanym haftem na jej yukacie... - dodała z namysłem, babcia zazwyczaj nosiła proste, pozbawione dekoracji ubrania, można coś na nie naszyć by dodać im nieco uroku.
Może kaczeńca...?
Dopiła herbatę, spoglądając w przestrzeń gdzieś ponad wróżbitką, w głowie jej teraz klarował się konkretny plan, za którym mogłaby podążyć. Zestaw do haftu posiadała jeszcze z domu, wypada jednak dokupić trochę nici. Ostatecznie od koloru tego, co dostanie, zależny będzie kwiat na stroju babci. Sama była ciekawa, co tam wyjdzie - róża czy kaczeniec?
- Tak... tak, oczywiście, zaniosę list - Miwako zdziwiła się kolejny raz, jak ta wróżka w ogóle wiąże koniec z końcem przy takim podejściu do prowadzonego interesu? - Poczekać na odpowiedź?
Bardziej ją to zaskoczyło niż wiadomość o zmianie. Niespodzianka... Żadna potencjalna nie przychodziła jej do głowy, życie w tej osadzie było takie spokojne, senne wręcz, bo ludzie z zewnątrz starali się raczej omijać niesławną wioskę złych Jūgo. Cóż takiego mogło się wydarzyć?
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 17:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
GG: 0
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Shikarui » 21 paź 2018, o 13:16

Misja D
It sounds like an excuse
But I was just scared.

Obrazek
9

Cennym darem był dar, by emocje budzić - słyszałaś o nim? Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by poczuć więcej, aby obojętność zamienić na strach, rozkosz, czy oczarowanie. Ludzie obdarzeni tym darem dzielili się na dwie kategorie - albo tych, którzy wznieśli się na wyżyny i osiągnęli wiele, albo tych, którzy wąchali opary rynsztoku. Bo na przykład mieli niesprawne nogi. Nie było reguły - były tylko skutki. Brak równości robił swoje, tu nawet plus mógł być dwoma minusami. Zapłakana czarodziejka wydawała się posiadać ten dar - nikły, delikatny jak babie lato snujące się ostatnimi czasy po drogach i polach, a jednocześnie na tyle charakterystyczny, że kiedy już znalazł się przed naszymi oczami - nie dało się go nie zobaczyć. To był ten czar, który tak wyostrzał zmysły, by zaraz omamić je swoimi wdziękami - czar, w którego snuciu pomagał jej ten niewielki, wcale nie taki skromny namiocik. Miała jeszcze jeden dar, jak sprytnie zauważyłaś - ten, który pozwalał jej przestać czytać z ksiąg. Zaczęła czytać z ludzi. Karty - barwne figury i twarze - przeróżne rysy, te drugie żywsze od tego pierwszego mimo mniejszej ilości kolorów, choć powieki i pomadki również potrafiły nosić na sobie barwy czerwieni czy błękitu. Niewiele twarzy nie było oczywistych, tak jak niewiele osób było w stanie przeczytać z tych kart to, co mają do powiedzenia. Być może Mojry przeczesywały jej długie włosy i to one upinały je w kok, przyozdabiając wsuwkami i klejnotami, które miast przepychem cieszyły delikatnością - i to one szeptały do uszka prawdy o życiu poznanym i przyszłością, która w swej zmienności nie zawsze raczyła się sprawdzić. I nie zawsze raczyła toczyć się tak, jakbyśmy tego chcieli.
Szczerość - to było coś, co się ceniło. Tylko która szczerość była tą prawdziwą? Której można było zaufać i która intencja była tą, co najwięcej miejsca rościła sobie w wysepce źrenic? I znów - nie było reguły. Skoro każdy człowiek był inny, to do każdego należało inaczej podejść. Zwłaszcza do dziecka, które dumnie wypinając pierś do przodu starała się być bardziej dojrzała, niż była w rzeczywistości.
- "Jeśli chcesz, mogę ci pomóc." - Zaproponowała. Zaraz dopisała dalszą część. - "Potrafię ładnie szyć." - Te dłonie nadawały się do misternych robótek, do minimalistycznych drobiazgów, na które niewzruszona dusza nie zwróciłaby uwagi, ale jej oczy, czyste, kiedy tylko nie płakała, były w stanie je dojrzeć. Te oczy dostrzegały w końcu naprawdę wiele. Na przykład kaczeńce. - "Miłość nie jest liczona w pieniądzach. Liczy się ją w szczerych i bezinteresownych chęciach." - Córka kupca mogła tego nie zrozumieć, ale znowu - kobieta, która przed tobą siedziała, nie mogła wiedzieć, że nią jesteś. Anonimowa podróżniczka, która trafiła pod jej dach i dzieliła cenne chwile z równie anonimową wróżbitką, która tutaj nie pasowała.
Poczekała na twoją odpowiedź, nim wyrwała starannie jedną kartkę z zeszytu, żeby już starannie i powoli nakreślić na niej parę znaków. Zgięła ją następnie, sumiennie i równo, w idealną kopertkę, przez którą przebijały tylko pojedyncze znaki, ale nie dało się przeczytać całości - trzeba by było zburzyć całą konstrukcję tego, co niemal wynosiło się na miano origami, tylko zamiast żurawi - składano bardziej przyziemne rzeczy. Te, które nie posiadały skrzydeł i nie mogły się wznosić. Przesunęła po stoliku kopertkę w twoim kierunku. Potem odpisała na twoje słowa już w swoim zeszyciku.
- "Nie sądzę, żeby chciał mi odpowiedzieć." - Uniosła zeszyt, żebyś mogła odczytać wiadomość. Nie było w jej spojrzeniu smutku, ale... no właśnie, ale. Coś w tym uśmiechu, coś w jej spojrzeniu, mówiło o ostateczności. Jakimś końcu, który był epilogiem dla całej bogatej historii, o której świat powinien usłyszeć. A nie usłyszy nikt. - "Dziękuję. Niech ci Susanoo błogosławi."
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1533
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 22 paź 2018, o 21:03

Czy pomóc? Miwako podniosła znów wzrok na swoją rozmówczynię i przez chwilę przyglądała jej się w milczeniu. Czarnodziejka rzeczywiście miała w sobie coś takiego, co wytrącało jasnowłosą z jej zwyczajowego opanowania. Nie całkowicie oczywiście, potrafiła jednak... poruszyć. Jej słowa były jak prądy wodne, które zmieniały kierunek kursu i nim żeglarz się zorientował, już był w porcie, do którego nigdy nie spodziewał się dopłynąć.
Kunoichi pokręciła przecząco głową.
- Sama pani napisała, że muszę to zrobić sama. Ale... jakbym mogła przyjść z tym i cupnąć sobie gdzieś w kąciku, żeby mnie babcia z tym nie nakryła... - rozejrzała się po namiociku i zdała sobie sprawę, że ponownie tego dnia zdołała się zapomnieć.
Było to przecież miejsce pracy, tajemniczych spotkań, ludzie tu przychodzą w poszukiwaniu rady i pomyślności. A po co przyszła ona? Po prezent? Z ciekawości? Dla herbaty z hibiskusa, której wyrazisty smak nadal czuła na podniebieniu?
A może po to, by spotkać wróżkę? Było coś nieskończenie smutnego w słowach, które pojawiły się na białym papierze przed wyjściem Miwako. Ojciec dziewczynki powiedziałby, że nie jest wart czasu ani papeterii przyjaciel, który nie odpowiada na listy. Z wahaniem ujęła złożony liścik w palce, starając się nie naruszyć wykonanych na nim zagięć. Nie wyglądała na przekonaną, czy wróżka na pewno robi dobrze, z góry też założyła, że mężczyzna okazał się łotrem i przez niego właśnie ciemnowłosa miała wcześniej tak czerwone i zapuchnięte oczy. Ostatecznie jednak zdecydowała się zanieść wiadomość, szczerze poruszona ostatnim zapisem wróżki. Musiało jej bardzo zależeć.
- Ja bym na jego miejscu odpowiedziała. - uśmiechnęła się do wróżki nieśmiało.
Zapytała jeszcze, jak nazywa się przyjaciel i pożegnawszy się kulturalnym ukłonem, opuściła ciepłe wnętrze namiotu, kierując się na główną ulicę, potem zaś ruszyła na wschód. Naturalnie oglądała się na mijane sklepiki, wszędzie jednak natykała się na znajome bibeloty. List przyciskała do niedojrzałej piersi, osłaniając go obiema rękami przed wzrokiem innych ludzi, wiatrem i zagubieniem.


[zt]
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 17:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
GG: 0
Multikonta: Suzu

Re: Rynek

Postprzez Miwako » 25 paź 2018, o 17:47

Miwako nie zapomniała, że umówiła się z wróżbitką na wspólne przygotowanie prezentu dla babci. Wywietrzało jej to co prawda z głowy wtedy, gdy z całych sił wstrzymując drżenie stała przed bandą przyjaciela czarodziejki, ostatecznie jednak znalazła się znów na rynku z sakiewką brzęczącą monetami i potrzebą odreagowania stresu. A czyż zakupy nie są do tego idealne? Nie mając lepszego sposobu na odreagowanie przeżytego sklepu skupiła swoje myśli na zakupach, bez pośpiechu i z miną małoletniego znawcy oglądając kolejne tkaniny. Poszukiwała jednolitego kimono, zdecydowała się bowiem nie tworzyć haftu na czymś, czego babcia już używała. Jedynie półprezentem można nazwać przedmiot, który już wcześniej i tak należał do obdarowanego.
Wreszcie ku uldze sprzedawcy dziewczynka wybrała szatę, śnieżnobiałą, jednak przy końcach rękawów i dolnej krawędzi kolor łagodnie przechodził w chaber. Wcześniej zdążyła na chwilę odwiedzić dom i w zawiniątku powieszonym u zgięcia łokcia niosła tamborek do haftu, ładne, drewniane pudełko z zestawem igieł, no i kilka szpuli kolorowych nici, tych ostatnich jednak dokupiła jeszcze trochę po drodze. To jednak nie wszystko, co zabrała ze sobą z mieszkania - babci powiedziała, że planuje odwiedzić znajomą, ta ucieszyła się więc i wcisnęła blondynce woreczek z orzechami, których twarde łupiny skrywały nagrodę do schrupania.
Tak naprawdę kunoichi nie była wcale pewna czy dobrze robi, kierując znów swe kroki do namiotu cudów. Z jednej strony czuła się trochę wykorzystana, z drugiej, no cóż, przecież sobie poradziła. Skoro kobieta przepowiada przyszłość to chyba wiedziała, że Miwako nic się nie stanie, a nawet dzięki tej chwili zdenerwowania zarobi? Przy takim spojrzeniu na sprawę wróżka właściwie wyświadczyła jej przysługę i dziewczynka miała problem z decyzją, czy powinna jej raczej podziękować, czy obrazić się na śmierć i nigdy więcej nie zaglądać do namiotu handlującego fortuną.
Ostatecznie postanowiła dać wróżce szansę, choć głośno nawet sama przed sobą nie chciała przyznać, że to głównie przez wzgląd na urodziny babci i potrzebę ustronnego miejsca, by zająć się haftem. Poza tym, sama przecież zapewniała wcześniej ciemnowłosą, że ona by jej bez odpowiedzi nie pozostawiła. Wróciła więc pod namiot, obejmując w rękach swój pakunek, jej podejście było nieco chłodniejsze niż poprzednio. Już wiedziała, czego właściwie sobie życzy. Pragnęła jakiegoś wyjaśnienia.
Obrazek
Avatar użytkownika

Miwako
 
Posty: 160
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 17:20
Wiek postaci: 14
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6501
GG: 0
Multikonta: Suzu

Następna strona

Powrót do Nawabari (Osada szczepu Jūgo)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron