Hyōgashima 氷河島

Czarny Archipelag jest dużą gromadą różnorakich wysp, położoną na wschodzie, kilkaset kilometrów dalej od najbliższych kontynentowi wysp, Kantai i Hyuo. Znane są głównie z tego, że mało kto powraca z wojaży na tamtych wodach - z nieznanych powodów jest tam niezwykle burzowo, a gdy wody są spokojne - pojawia się tam niezwykle gęsta mgła i niewiele przez nią widać. Same wyspy mają różnoraki klimat - od wiecznie zamrożonej Hyogashimy, aż po tropikalną wyspę Xsi. Obie te znajdują się najbliżej kontynentu i są zaznaczane na oficjalnych mapach znanego świata. Pozostałe są póki co pomijane.

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Asaka » 3 kwi 2019, o 14:14

Misja A
Natsume
39/60


Obrazek


[justify]Walka w półmroku to nie było coś, co osoby nie do końca przystosowane do widzenia w ciemności lubią najbardziej. Tygrysy – a i owszem, widziały, lecz co z pozostałymi? Natsume jak i dwóch przeciwników, którzy zakradli się w ciemnościach jaskini by zyskać atak z zaskoczenia, chyba nie do końca. To nie były dla nich sprzyjające warunki. Tym niemniej bombka, z której rozwinęły się kłęby dymu zrobiła swoje – i choć trzyosobowa grupka mścicieli była wcześniej zaalarmowana, to nie wszystko poszło jak z płatka. Natsume był jednak na tyle szybki i uważny, że zdążył zabrać swą broń nim uskoczył z chmury dymu. W ty czasie, gdy łucznik wybiegał z chmury bez swojej broni, Natsume wskoczył w jej chmarę ponownie. Przygotował się do podrzucenia w górę leżącej broni Tropiciela, wbił w zamarznięte podłoże swoją – choć zrobił to z ledwością – i złożył pieczęć, by uwolnić z siebie chakrę. Ogromny podmuch powietrza wyzwolił się z jego ciała, rozdmuchując po kątach cały dym, wybijając nieprzygotowanym powietrze z płuc – ale efekt został osiągnięty, bo oto Hyohiro nie dusił się już jak oszalały. Jednocześnie mężczyzna rzucił kunaiem, wyzwalając w powietrzu furkot, po którym dało się słyszeć (a tygrysy widziały), jak dwójka przeciwników uskakuje na boki, prawdopodobnie spodziewając się takiej samej sztuczki, jaką oni zastosowali wcześniej. Kunai odbił się od ściany i leżał teraz na podłodze tuż przed wejściem do wąskiego korytarzyka. Chwilę później Yuki już trzymał łuk Hyorena w ręce i już rzucał go do jego prawowitego właściciela, który pochwycił go w locie i dopadł do drugiego tygrysa, który już był na czterech łapach, gotowy do wycofania się. Zanim jednak oboje – po usłyszeniu komendy Natsumego, który z powrotem miał w ręce miecz – ją wykonali, Hyoren, trzymając łuk zawieszony na łapie, szybko złożył trzy pieczęci. Szczur, królik, pies, po czym powietrze wokół niego jakby… ścisnęło się i powietrzne pociski wystrzeliły w bliższego przeciwnika, którego widział. Dopiero po tym warknął pod nosem i oboje z Hyohiro biegiem udali się w stronę wyjścia z jaskini.
Czas jednak nie zwolnił w miejscu, a i przeciwnicy nie zamierzali stać i czekać. Rozdzielili się, zajmując miejsca po obu stronach przejścia do dalszej części jaskini, gdy odskoczyli unikając kunaia Natsumego. W jednego z nich poleciały powietrzne pociski wytworzone przez Hyorena – ten usłyszał je i zdołał ominąć dwa, lecz dwa kolejne trafiły w jego lewą nogę i lewą rękę, po jednym na każdą kończynę, czemu towarzyszył jęk i odgłos wciąganego powietrza, świadczące o tym, że zabolało. Nie trzeba było jednak długo czekać na reakcję, bo przeciwnik już złożył pieczęć barana, a tuż obok… pojawiła się jego wierna kopia, która nie czekając długo pobiegła w stronę uciekających tygrysów, starając się ich dogonić, lecz ci ciągle zwiększali dystans pomiędzy nim.
W tym samym czasie drugi z przeciwników zdążył się przesunąć, oddalając się od przejścia, z którego przyszedł wraz ze swoim kompanem, i już kończył składać pieczęcie. Teraz większość wnętrza jaskini rozświetliła się, ukazując to, jak wygląda cała scena, bo oto tuż przed nim wytworzyła się wirująca kula ognia, która pomknęła wprost na tygrysy kierujące się do wyjścia.

Spoiler: pokaż
Hideo
Senator prefektury Narukami: Matsubara Akihiro
Hyojin
Hyogeki
Hyohiro
Hyoren

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Śmieszna mapka z painta: klik
Kropki:
Spoiler: pokaż
ciemnoniebieska - Natsume
jasnoniebieska - Hyohiro
zielona - Hyoren
różowa - przeciwnik 1
żółta - przeciwnik 2
pomarańczowa - klon
mała czarna - miejsce, w którym leży kunai z notką wybuchową
szara kreska - linka z notą wybuchową
oczywiście nie jest to dokładnie w skali
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 955
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Natsume » 27 cze 2019, o 10:06

Cóż, przynajmniej tyle że wstępny plan zadziałał bez zarzutu. Dym z bombki rzuconej przez przeciwników nie zdążył się jeszcze rozprzestrzenić, więc Yuki był w stanie wskoczyć pośród obłoki i rozwiać go za pomocą jednej ze znanych mu technik Fuutonu (którą opanował jeszcze za czasów bycia zwykłym adeptem - ha, wspomnienia!), przy okazji rzucając swojemu tygrysiemu kompanowi jego łuk. Hyoren, zanim jeszcze pochwycił swój oręż, zdążył wystrzelić w stronę oponentów jedną z technik, po czym złapał swoją broń i ruszył w kierunku wyjścia razem z Hyohiro. Dało to Yukiemu trochę więcej swobody w stoczeniu odpowiedniej walki ze swoimi przeciwnikami.
Chociaż... czy tutaj lepszym rozwiązaniem będzie faktycznie walka, czy nie będzie prościej po prostu wykorzystać naturę przeciwko nim? Byli dużym zagrożeniem, które zdołało silnie okaleczyć pobratymców jego towarzyszy, i doprowadzić do zniszczenia tego zaufania do ludzi, które Natsume w tygrysach dopiero zaczynał tworzyć. Nie zasługiwali na honorowy pojedynek. A przynajmniej na razie nie uważał, by zasługiwali.
Usłyszał jęk bólu jednego z przeciwników, po czym uchem wyłapał dźwięk opadającego kunaia, który on sam rzucił. Niedaleko tegoż źródła okrzyku. Oponent powinien być unieruchomiony, a przynajmniej na chwilę.
Dobrze.
Natsume schował Shinsei na swoje miejsce, w pochwie na plecach, po czym ruszył w kierunku wyjścia, cały czas patrząc na oponentów. I w tym momencie zauważył, że drugi z nich, ten który stanął dalej, miotnął w jego kierunku jakąś formę kuli ognia, podczas gdy ten ranny zdążył stworzyć jakąś formę klona. W takim przypadku, nie pozostało mu nic innego, niż się pospieszyć. Złożył pieczęć ręczną klanu Yuki, przesyłając chakrę między ich trójkę a oponentów i klona - w taki sposób, by pomiędzy nimi pojawiła się nagle lodowa ściana, która miała przyjąć kulę ognia i ją zdetonować poza zagrożeniem dla Yukiego i tygrysów. Kiedy ściana stanęła, Natsume prawie wyskoczył na pełnej prędkości poza jaskinię (uważając na ewentualne ataki spod ziemi, no i oczywiście na pułapkę z linką przy wejściu), przy okazji aktywując notkę wybuchową przy kunaiu. Powinno to nie tylko silnie zranić oponenta stojącego obok, ale też odwrócić ich uwagę... i być może zawalić tylne wyjście? Taka szansa też była.
Jeżeli to się udało, będąc już na zewnątrz, Yuki spojrzał z pełną powagą w kierunku Hyorena.
-Przygotuj łuk i strzelaj jak tylko zauważysz chociaż fragment czegoś, co przypomina człowieka. Hyohiro, obserwuj czy nie próbują nas podejść jakimiś technikami od góry lub dołu. - Chociaż wyraz jego twarzy był dokładnie taki sam, dało się z niego teraz wyczuć zimną, niepokojącą aurę. - Aczkolwiek jest szansa, że po tym nie wstaną.
W tym momencie złożył kilka pieczęci. Ptak → Wąż → Małpa → Koń → Pies. A następnie, wydobywając ze swoich płuc gniewny okrzyk, szarpnął ręką do przodu. Wokół jego ciała owinęła się szaro-biała chakra, która w kontakcie z jego palcami nagle zmieniła się w pysk olbrzymiego, czarnego smoka z lodu, który pomknął z duża prędkością w kierunku jaskini. Znał siłę tej techniki - według jego testów i teorii rodu Yuki, Kokuryū Bōfūsetsu potrafiło zmieniać w pył nawet duże góry. Jeśli to była prawda, to zarówno z tej groty, jak i z przebywających w niej oponentów, nie powinno zostać nic.
Na tyle, na ile to było możliwe, cały czas starał się nie tracić czujności i nasłuchiwać, czy nic nie próbuje go zaatakować (licząc też na podpowiedzi Hyorena i Hyohiro). W takim przypadku, wykonuje odpowiednie odskoki i uniki, by nie ryzykować otrzymania niepotrzebnych obrażeń. Tylko tego jeszcze by im tu brakowało.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Asaka » 3 lip 2019, o 19:56

Misja A
Natsume
41/60


Obrazek


[justify]Szybki był. To pewnie jedyna myśl, jaka przewijała się przez głowy dwójki shinobich – co do tego wątpliwości absolutnie żadnych nie było. Bardzo szybka, ale z pewnością nie ulotna myśl, na którą nie można było poświęcać za dużo czasu czy uwagi, bo były inne rzeczy na głowie. Jak chociażby walka o życie. Choć to przecież oni zaatakowali pierwsi. Dlaczego? Och, z pewnością mieli jakiś powód. Zawsze jest jakiś powód. Chociażby… kaprys, czyż nie? Nie było się nad czym zastanawiać. Kula ognia leciała wprost na nich – i albo jakoś ją zatrzyma, albo ktoś ucierpi. Ktoś bardzo bliski Natsumemu. Yuki zadziałał instynktownie. Skumulowana, zmieszana chakra żywiołów przemieściła się w zatrważającym tempie dokładnie tam, gdzie chciał ją mieć Natsume i wysoka ściana lodu wręcz zmaterializowała się tuż przed nosem biegnącego w ich stronę klona, biorąc na siebie całe uderzenie ognistej kuli, która wręcz rozpłynęła się na lodowej ścianie. Była dlań li tylko zabawką, ale temperatura ognia odrobinę nadszarpnęła wytrzymałość lodu – w życiu nic nie było kolorowego, czyż nie?
Jednak pozwoliło to kupić czas. Tygrysy, jak i Cesarz zdołali ewakuować się z jaskini. Po drodze słysząc jeszcze tylko wybuch i łoskot walenia się… czegoś. Ściany? Sufitu? Mogli tylko zgadywać.
To nie był czas na rozmowy. To był czas na działanie. Natsume, zachowawszy zimną krew ewidentnie dowodził. Urodzony przywódca, czy inna osoba mogła władać całymi Wyspami? Odpowiedź była krótka, ale jakże treściwa. Hyohiro nawet nie kiwnął głową, nic, co by dało sygnał, że zrozumiał komendę. Ale przecież zrozumiał, musiał. I on i Hyoren odsunęli się od wejścia do jaskini (wcześniej szczęśliwie pamiętając o żyłce rozciągniętej na ziemi) i teraz oboje obserwowali wejście. Niemalże nie mrugając. Hyoren tylko wyciągnął strzałę i naciągnął cięciwę, gotów oddać strzał w każdej chwili.
W środku ciągle było słuchać dźwięki przesypywania się, jakby turlania głazów, odłamków, czy czegoś w ten deseń. Trudno było w takich warunkach usłyszeć cokolwiek. Cokolwiek istotnego. Jeszcze trudniej było się przygotować na ewentualną niespodziankę – bo nie dość, że był hałas, to jeszcze było ciemno. Natsume w tych warunkach mógł tylko zgadywać, że te kontury obok to jego znajomi, Tygrysy. One chociaż widziały. Obserwowały i czekały. Hyoren z napiętym łukiem wycelowanym w wejście do jaskini, Hyohiro wszędzie wokół.
Naraz warknął, a łucznik ułamek sekundy wcześniej odwrócił się i wystrzelił. Strzała pomknęła, oddalała się od miejsca, w którym znajdowali się we trójkę. Natsume, tak na oko, mógł zgadywać, że leciała gdzieś… na lewo od wejścia? A potem łup. I Hyoren odbił się od zimnego podłoża i pomknął w tamtym kierunku.

Spoiler: pokaż
Hideo
Senator prefektury Narukami: Matsubara Akihiro
Hyojin
Hyogeki
Hyohiro
Hyoren

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Śmieszna mapka z painta: klik
Kropki:
Spoiler: pokaż
ciemnoniebieska - Natsume
jasnoniebieska - Hyohiro
zielona - Hyoren
szara kreska - linka z notą wybuchową
oczywiście nie jest to dokładnie w skali
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 955
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Natsume » 19 wrz 2019, o 16:03

Natsume mógł chociaż na sekundkę odetchnąć. Kula ognia, która pomknęła w kierunku jego i jego tygrysich kompanów, została z powodzeniem zatrzymana przez stworzoną przez niego ścianę lodu. Nastąpiło zderzenie, języki płomieni polizały lód, a w całym efekcie - technika wypalona przez oponentów została tymczasowo powstrzymana. I dobrze - gdyby nie sytuacja, w której to oni są zaatakowani, teraz mogliby na spokojnie przystanąć i przemyśleć następne kroki. Tym razem jednak nie mogli sobie pozwolić nawet na sekundę nieuwagi. Yuki schował szybko broń, korzystając z okazji, i przystanął na lekko rozłożonych nogach. Starał się zwracać uwagę na wszystko, na co pozwalały mu ograniczone zmysły - chociaż jego wzrok w ciemnościach był zawodny, o tyle mógł skorzystać z tego ułamka sekundy, gdy płomienie wciąż jeszcze dawały odrobinę światła. A gdy te zniknęły - pozostawał słuch.
Spojrzał w bok, gdzie zauważył zarysy swoich tygrysich kompanów. Hyoren był przygotowany do walki, ze strzałą naciągniętą na cięciwę, Hyogeki zaś, przyczajony, obserwował. W sumie teraz kot przyda mu się bardziej niż wcześniej.
Hyoren wypuścił strzałę w kierunku groty (a przynajmniej tak wnioskował z dźwięku), po czym zaszarżował. Natsume od razu zakrzyknął tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Hyoren, wracaj natychmiast! Hyogeki, do mnie!
Powinni zrozumieć, o co chodzi. Hyoren, zbliżając się do przeciwnika, popełnia bardzo głupi błąd. Zwłaszcza, że przeciwnik mógł być dobry w walce na krótki dystans, Hyoren zaś, jako łucznik i zwiadowca, niekoniecznie. Hyogeki zaś będzie mógł przystanąć obok Yukiego i obserwować okolicę, by ostrzec go o zagrożeniach.
Ciemność była ich wrogiem... ale też i sojusznikiem.
Natsume wpadł wtedy na pewien pomysł. Odsunął się jeszcze kawałek prostym odskokiem, w trakcie którego zaczął składać sekwencję siedmiu pieczęci. Z jego szybkością nie powinno to być trudne. Kiedy zaś wyląduje, posyła w kierunku jaskini jedną ze swoich technik, wariację na temat swojego lodowego smoka. Ten tutaj był nieznacznie słabszy, ale miał jedną zasadniczą przewagę - nie blokował Yukiego do dalszej walki. Ruszył pięścią w kierunku groty, pozwalając potworowi ruszyć z wielką prędkością (dosłownie wielką - czyli 220) w kierunku jaskini. W tym samym momencie, ręką złożył połowę pieczęci ręcznej swojego klanu, aktywując kolejną własną technikę.
Technikę, która miała zdetonować lodową ścianę, i rozesłać jej odłamki wszędzie na okolicę, wliczając wnętrze groty. Dlatego też kazał Hyorenowi się wycofać - nie tylko aby nie ryzykował niepotrzebnie życia, ale żeby również nie oberwał z jego ataku. Najpierw odłamki, później smok - grota powinna na sto procent się zawalić. A przynajmniej taką miał nadzieję. Dowiemy się za chwilę.
Gdy tylko zakończył ruch, ponownie skupił się na ewentualnych unikach od zagrożeń - niezależnie, z którego kierunku by nadchodziły. Jako że jego widzenie było ograniczone, skupiał się na słuchu - nie oznacza to jednak, że nie starał się wypatrywać czegokolwiek za pomocą oczu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Asaka » 27 wrz 2019, o 15:51

Misja A
Natsume
43/60


Obrazek


Hyoren zatrzymał się od razu w miejscu, gdy Natsume się do niego odezwał, wydając swoją komendę. Wracaj natychmiast! To on tu dowodził i zareagował szybko, więc tygrys nie zdołał pobiec za daleko. Zatrzymany został w miejscu na sekundę, może dwie, jakby szybko analizował wszystkie za i przeciw, po czym zgodnie z życzeniem Cesarza – wrócił do niego z powrotem.
- Jest jak robak, siedzi pod ziemią – powiedział tylko krótko. - Nie trafiłem w niego – dodał jeszcze, po czym sięgnął łapą do kołczanu, by wyciągnąć z niego drugą strzałę i mieć ją w gotowości.
Tymczasem Hyohiro przysunął się bliżej Natsumego, jako że on nigdzie się nie ruszył i zgodnie z poleceniem: obserwował. Też zauważył to, w kierunku czego pomknął łucznik.
- Nie wie gdzie dokładnie jesteśmy. Wystawił głowę, żeby się zorientować w sytuacji, ale nie widzi w ciemności przecież – dodał do tego, o czym wcześniej mówił Hyoren, tym samym informując Natsume o pełnej sytuacji z jaką się tutaj mierzyli.
Ciemność nie była wrogiem tygrysów. Ale z pewnością była dla Natsume. I dla ich ludzkich przeciwników. To zdecydowanie dawało temu trio przewagę, skoro dwaj osobnicy czuli się tutaj jak ryby w wodzie. Byli przecież na polowaniu. By wymierzyć sprawiedliwość.
Natsume złożył sekwencję pieczęci by posłać lodowego smoka w kierunku jaskini, a chwilę po tym jeszcze jedną pieczęć, chcąc rozkruszyć swoją lodową ścianę wewnątrz na większe odłamki raniące wszystko na swojej drodze lotu. Czy coś to dało? Natsume nie miał szans tego wiedzieć w tej ciemności. Mógł natomiast, zresztą tak jak wszyscy, usłyszeć jak coś głośno łupnęło o ścianę jaskini, po czym nastąpiła chwila ciszy, a po niej… ogromny hałas. To w zasadzie nie budziło wątpliwości co się właśnie dzieje.
- Zawaliła się, no… nie cała, ale część – skomentował po chwili Hyohiro, na chwilę dekoncentrując się na otoczeniu, a przyglądając się właśnie temu, co działo się w jaskini. Czy raczej z jaskinią. - Wejście nadal jest odsłonięte – dodał jeszcze, informując Natsume o sytuacji. Teraz to on był jego oczami. Bo Hyoren zajęty był wypatrywaniem przeciwnika, wyglądał jak kot, który poluje w ogródku na kreta. Przecież w końcu musiał wyjść spod ziemi, prawda?
I się doczekał. Bo w końcu wynurzył się spod ziemi.
- Trochę wam to zajęło, koteczki – w momencie, gdy powiedział te słowa, złożył również pieczęć. Ziemia zatrzęsła się, a miejsce, na którym stał, zaczęło... się podnosić. Powoli, jednak miarowo. Hyoren nie czekał, aż przeciwnik znowu zacznie uciekać. Wypuścił strzałę, która przemknęła i tym razem nie chybiła, a wbiła się w ciało przeciwnika. Ten się nawet nie skrzywił. - Niezła próba. Ale nic z tego – dodał jeszcze, wyciągając strzałę z boku tułowia. Normalnie trafiło by w wątrobę, a ten zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Bo nic się nie stało. Hyoren warknął, a Hyohiroi szybko powiedział Natsume co się właśnie działo:
- Zrobił jakąś technikę. Ziemia wokół niego podnosi się do góry. Hyoren trafił, ale nic mu to nie zrobiło. Zupełnie nic. Nawet się nie skrzywił – starał się to mówić najciszej jak się da.
Hyoren w tym czasie, bardzo skupiony, z oczami zwróconymi na wciąż podnoszącego się na ziemi przeciwnika, zaczął składać pieczęci. Królik, szczur, baran i… w każdej chwili można mu było przerwać.

Spoiler: pokaż
Hideo
Senator prefektury Narukami: Matsubara Akihiro
Hyojin
Hyogeki
Hyohiro
Hyoren
Przeciwnik

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Śmieszna mapka z painta: klik
Kropki:
Spoiler: pokaż
ciemnoniebieska - Natsume
jasnoniebieska - Hyohiro
zielona - Hyoren
żółta - przeciwnik
szara kreska - linka z notą wybuchową
oczywiście nie jest to dokładnie w skali

pomiędzy przeciwnikiem, a grupką jest około 11 m odległości
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 955
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Natsume » 28 wrz 2019, o 15:49

Na szczęście obyło się bez większych spięć pomiędzy nim i tygrysem. Hyoren posłusznie wykonał polecenie wycofania się, i doskoczył do Natsumego, mając przy sobie łuk przygotowany do wystrzału. Prawie od razu pojawił się obok niego również Hyohiro, służący Yukiemu aktualnie za oczy. Wyglądało na to, że współpraca między nimi działała bez zarzutów - Natsume mógł się skupić na walce, pozostawiając reszcie odpowiednie reakcje i informowanie go na temat tego, co się będzie działo.
Mimo tego, że nadal był w trybie bojowym, kiedy zawsze powstrzymywał się od niepotrzebnych emocji i zachowywał kamienną twarz, w pewnym momencie... pozwolił sobie na lekki uśmiech. Tak, Natsume uśmiechnął się, mając świadomość że jest w trakcie pojedynku. Młodzieniec przez praktycznie całe swoje życie był wychowywany na samotnika, wędrowca, który nigdy nie siedzi w jednym miejscu i skupia się tylko na dwóch rzeczach - samodoskonaleniu, i wykonywaniu kolejnych zadań w celu uzyskania większej siły. Był podobny do jego przywołańców - z natury był bliższy do dzikich kotów, niż niektórzy by przypuszczali. Kroczył własnymi ścieżkami. Nie skupiał się na dominacji i braniu odpowiedzialności - robił co trzeba, i ruszał dalej. Przez ostatnie kilka lat zaś, od kiedy został liderem klanu Yuki... ta wolność została mu odebrana. Owszem, cieszył się że może się przysłużyć swojemu Rodowi, ale czuł coraz większy dyskomfort. Musiał się stać kimś, kim nigdy nie był, zajmować się tym, czego nie cierpiał. Później, kiedy został też cesarzem, pętla na jego szyi zacisnęła się jeszcze mocniej. Teraz musiał być politykiem. Nie shinobi, szkolonym do zabijania i wykonywania misji.
To było duszące.
Teraz, kiedy nadszedł w końcu moment, kiedy Yuki stanął przed prawdziwym zagrożeniem i znów mógł się skupić na prawdziwej walce, wykonać zadanie...
W końcu poczuł się znów wolny.
To co powiedział Shijima - musiało w tym być sporo prawdy. Naprawdę jako Cesarz był niczym tygrys w klatce. Klatce, która nareszcie została otwarta.
Natsume wysłuchał słów Hyohiro, i kiwnął powoli głową. Hm. Czyli przeciwnik jest groźniejszy, niż dało by się przewidzieć. Zbył pocisk ze strony Hyorena tak, jakby ten był niczym. Z tego co się orientował, strzały produkowane przez tygrysa były przystosowane do zadawania paskudnych ran wewnętrznych, ale były słabe w penetrowaniu pancerzy. Może przeciwnik miał takowy? Albo po prostu był tak wytrzymały, żeby zignorować ból po takim trafieniu?
Nie mogli ryzykować.
Natsume zauważył kątem oka, że Hyoren składa pieczęci. Natsume podniósł rękę.
-Wstrzymaj się, Hyoren. Ja się nim zajmę. Ty zaś przytrzymaj tę technikę i pilnuj mi pleców. Hyohiro - patrz na wejście do groty.
Sam zaś zwrócił się w kierunku przeciwnika stojącego na swojej dotonowej technice. I podszedł kilka kroków. Hyoren miał patrzeć w drugą stronę, Hyohiro - na wejście do groty.
Yuki się uśmiechnął.
Tego mu brakowało.
I w tym momencie, w miejscu gdzie stał oponent, powinny pojawić się trzy wielkie, lodowe kolce, przebijające go na wylot. Była to jedna z ulubionych technik Yukiego - szybka, brutalna, zabójcza. Skuteczna.
Po wykonaniu techniki, starał się nadal odpowiednio nasłuchiwać zarówno tego, co mówią tygrysy, jak i samych bodźców z okolicy - dzięki odpowiednim treningom w przeszłości, aktualnie potrafił odróżniać bodźce i reagować na wszelkie mogące się zbliżyć zagrożenia, i to na przyzwoity dystans - bo aż piętnastu metrów. Gdyby usłyszał coś niepokojącego albo dotarło do niego ostrzeżenie od kompanów - starał się być gotowy na potrzebne uniki. Póki co wszystko szło zgodnie z planem - oby nic się nie spartoliło.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Asaka » 29 wrz 2019, o 11:09

Misja A
Natsume
45/60


Obrazek


Żyć nie w zgodzie ze sobą? Żyć wedle ideałów innych, nie dla siebie właśnie, a dla wszystkich tych ludzi, którzy widzieli w nim lidera, który będzie miał odpowiedź na wszystko i rozwiązanie – też na wszystko? Robiąc rzeczy, często nudne, które nie dawały radości, lecz coraz mocniej zaciskały obręcz na szyi tak, że jeszcze chwila, a człowiek się zwyczajnie udusi… To rzeczywiście było trochę tak, jakby tygrysa, który znał smak wolności, smak polowania, zamknąć teraz w klatce, wystawić na pokaz ciekawskiej gawiedzi i mówić „Patrzcie, oto tygrys! Ten najgroźniejszy, a teraz jest nasz. Patrzcie i podziwiajcie!”. Oczywiście – nic takiemu tygrysowi nigdy nie będzie brakować. Będzie miał gdzie spać. Będzie miał gdzie jeść. Być może dostanie nawet swój wybieg, by rozprostować łapy. Ale… wciąż będzie czegoś brak. Tego smaku prawdziwego życia. Tęsknota za szczęściem zabija. Czy tym był właśnie Cesarz dla swych ludzi? Tygrysem na wybiegu? A wśród Lodowych Tygrysów? Oni go tak nie traktowali.
Hyoren przerwał to, co robił i tylko kiwnął głową, w jednym odskoku równając się z Natsume, by zrobić mu miejsce a sam odwrócił się i kucnął, by teraz spoglądać na prawą stronę tego całego bałaganu. Był gotów, gdyby tylko coś go zaniepokoiło, złożyć pieczęci raz jeszcze i wykonać technikę, do której się przygotowywał. Hyohiro równie bez słowa po prostu odwrócił łeb, by mieć teraz na oku i to, co robi Natsume i wejście do jaskini.
Ziemia wciąż się podnosiła. Nie na tyle szybko, by ktoś taki jak Natsume nie był w stanie trafić, a kierując się słuchem i tym, że przed nim jest jeszcze bardziej ciemno co świadczyło o konturach masywu ziemnego – mógł próbować sprzątnąć przeciwnika. I spróbował. Ziemia była teraz podniesiona na jakieś 10m, gdy zupełnie bez ostrzeżenia, spod nóg mężczyzny, który przed chwilą tak sobie kpił z koteczków (Hyohiro był jednak zbyt zajęty zadaniem, by zacząć się irytować tym, jak jest nazywany), wyrosły lodowe kolce. Te przebiły go na wylot, nie zdążył nawet powiedzieć słowa, nim rozsypał się na drobne kawałki.
- He? Rozsypał się… - Hyohiro brzmiał na zaskoczonego, informując Natsume o tym, co dokładnie się podziało po tym, jak wykonał swoją technikę. - To był klon?
Hyoren natomiast czekał. I gdy tylko zobaczył poruszenie gdzieś od strony, w którą spoglądał – szybko wykonał sekwencję pieczęci, po czym przyłożył lewą łapę do ziemi. Ta rozbłysła na chwilę, pochłaniając chakrę, która została weń wciśnięta, a wyładowania pokazały się wokół tygrysiej łapy, dając nieco oświetlenia – ale nie na tyle, by Natsume mógł dokładnie zobaczyć co się dzieje. Zobaczył to dopiero, gdy cztery elektryczne filary wyłoniły się z ziemi, zamykając w klatce przeciwnika, wyglądającego jak ten, którego – jeszcze będąc w jaskini – Hyoren zranił powietrznymi pociskami. Teraz natomiast pomiędzy tymi filarami zaczęły przetaczać się wyładowania elektryczne na co odpowiedzią mógł być tylko i wyłącznie krzyk mężczyzny. Za to to już nieco bardziej pomagało w oświetleniu. Bo Natsume mógł zauważyć ruch, cień – wyglądało na to, że wróg nie był sam. Przeżyli obaj? Hah! Ten drugi, cień odskoczył w tył i przybrał taką pozycję, jakby był gotowy do dalszej walki. Nie chciał opuścić swojego kompana? Być może. Z pewnością jednak na coś czekał. I zdecydowanie nie miał tygrysom ani Natsumemu nic do powiedzenia.
- Wyleźli z dziury w ziemi – Hyoren zdecydowanie był oszczędny w słowach. Ale po co mówić tutaj coś więcej, skoro to wyjaśniało całą sprawę?

Spoiler: pokaż
Hideo
Senator prefektury Narukami: Matsubara Akihiro
Hyojin
Hyogeki
Hyohiro
Hyoren
Przeciwnik

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Pomiędzy przeciwnikami a grupką jest ok 20m odległości
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 955
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Natsume » 29 wrz 2019, o 12:30

O tak. Dokładnie tego potrzebował. Ta adrenalina, która napędza walczących. Ten dreszczyk ekscytacji, kiedy atak dosięga ciała oponenta. Ten krótki moment, w którym nie liczy się nic innego, a tylko instynkt, wola przetrwania i osobista siła. Tak, zdecydowanie mu tego brakowało. Po to był szkolony przez prawie dekadę, i do tego nadawał się najlepiej. W końcu mógł się teraz nacieszyć chwilą, która nie była ani nudnym politykowaniem, ani bezzagrożeniowym treningiem, który nadawał się wyłącznie do tego żeby nie stracić aktualnych postępów w sile. Tutaj nie było miejsca na pomyłki. Nie było miejsca na luz. Albo walczysz na całego i wygrywasz, albo wahasz się - i giniesz. Nie ma opcji pomiędzy.
I właśnie to było ekscytujące.
Natsume sam w sobie nie był zwolennikiem walk. Na ogół, gdy patrzył na samego siebie i był poza misją, nazwałby się osobnikiem względnie pacyfistycznym - jeżeli istnieje taka możliwość, preferował nie zabijać ludzi którzy na to nie zasłużyli. Jeszcze nie stał się bestią, która zabija dla samego zabijania.
Nie oznaczało to jednak, że się na tym nie znał. I że nie mógł czerpać przyjemności z prawdziwego, poważnego pojedynku, w którym może sprawdzić swoje umiejętności.
Z misjami było jeszcze lepiej. Nawet jeśli kogoś zabił - życie tego człowieka zostało odebrane przez zleceniodawcę. Natsume był tylko narzędziem, którym wykonano wyrok. W końcu kogo powinno się oskarżać o zabójstwo - miecz, który zadał ranę, czy człowieka który ten miecz dzierżył? W tym przypadku, kiedy otrzymywał zlecenie, Natsume był tylko mieczem. Zabójcą był ktoś inny.
Dla zabójcy gotowego do walki istniała jednak jedna rzecz, która była największym utrudnieniem. Emocje. Najgorzej jest, kiedy zabójca sam również pragnie śmierci swojego celu, czy to przez powody prywatne, czy to przez empatię. A w tym przypadku tak było. Natsume, choć nie chciał się do tego przyznać, w głębi duszy dalej się gotował przez to, do jakiego stanu zostali doprowadzeni jego kompani. Hyotora ledwo przeżyła spotkanie, Hyogeki został ciężko ranny. A to wszystko przez tych dwóch ludzi, którzy stali przed nim.
Oj, będzie się tym delektował.
Natsume uśmiechnął się z brutalną satysfakcją, gdy usłyszał okrzyki bólu ze strony jednego z oponentów. Najpierw próbował ich oszukać klonem. Zaatakował ich mimo tego, że zlecenie wcale nie wymuszało na trio zabójstwa. Tak jakby się ich obawiali, lub chcieli ich śmierci. No, i sprawa dwóch przywołańców zaatakowanych wcześniej. Aktualnie Natsume nie miał jakichkolwiek skrupułów.
-Spraw, żeby cierpiał - powiedział spokojnym tonem do Hyorena. - Tak, jak przez nich cierpią Hyogeki i Hyotora. Albo zabij, mi bez różnicy.
Następnie odszedł kilka kroków w bok, pokazując gestem Hyohiro żeby również się odsunął. Chciał w ten sposób lekko się rozdzielić, aby - w przypadku ataku - nie zostali trafieni wszyscy jednocześnie.
-Nieuprzejmie atakować kogoś śpiącego - powiedział kpiącym tonem. Pozwolił sobie na kpinę połączoną z torturowaniem kompana, po to aby wytrącić przeciwnika z równowagi; zmusić go do szarży przepełnionej emocjami i wściekłością. W takich przypadkach nawet doświadczeni wojownicy popełniają błędy, które można później wykorzystać. - Zwłaszcza, że chcieliśmy tylko wyjaśnić kilka spraw. A teraz widzisz, do czego to doszło.
Stanął w wyprostowanej pozycji, opierając lewą dłoń na pochwie Hakuhyo. Był gotowy, by ją w każdej chwili odpiąć od paska. Pozwolił sobie również na uśmiech. Równie kpiący, jak jego ton. Przeszedł się jeszcze kilka kroków w bok, aby mieć lepszy wgląd na oponenta - i oddalić się od Hyorena i Hyohiro. Dla bezpieczeństwa - ale o tym później.
-Widzisz, moi kompani zostali zaatakowani przez wasz duet. Brutalnie ich poturbowaliście. Chciałem tylko się dowiedzieć - dlaczego. No, ale skoro zaatakowaliście... to pewnie będę musiał to z was wycisnąć trochę później.
I co teraz? Cóż, wszystko zależało od tego jaki będzie następny ruch jego przeciwnika, i kogo spróbuje zaatakować. Jeżeli oponent pozostanie w miejscu lub jego celem będzie Hyoren, którego Natsu podpuścił do dalszego zadawania bólu porażonemu (czy to technikami, czy to łukiem, jeden pies), Natsume łapie za wachlarz i posyła w kierunku oponenta jedną ze swoich silniejszych technik Fuutonu: Dai Kamaitachi no Jutsu. Przeciwnik spokojnie był w zasięgu, a ostrza z wiatru potrafiły się poruszać z naprawdę dużą prędkością, więc agresor powinien mieć duże problemy z unikami. Yuki mógł wykonać kilka machnięć, więc skorzystał z tej okazji i posłał cztery ostrza - pierwsze w miejsce, gdzie oponent stał na początku, następne zaś tam, gdzie planował odskoczyć. O ataki na Hyorena raczej się nie obawiał - tygrys nie był głupi i potrafił widzieć w ciemnościach, powinien sobie poradzić z unikami.
A co, jeśli celem był Natsume? Ha. Yuki czekał na konfrontację, uśmiechając się. W oczekiwaniu na nadbiegającego oponenta, wykonuje pieczęć małpy, a następnie odpina od paska pochwę Hakuhyo, stając w pozycji bojowej swojego stylu - Sendo. I w momencie, gdy oponent przybliży się do niego wystarczająco - czyli na jakieś pięć metrów - Natsume aktywuje chakrę Hyotonu, nagromadzoną pod jego skórą, by natychmiast pokryć się płaszczem/pancerzem z lodu. Z punktu, w którym stał, powinien zacząć buchać brutalny chłód (to właśnie dlatego się odsunął - by technika nie dosięgnęła jego kompanów). Następnie zaś młodzieniec próbuje przybliżyć się do oponenta i zaatakować go kilkoma, ekspresowymi cięciami, bazującymi na jego stylu.
Starał się zachować na tyle ostrożności, na ile to możliwe - gdyby oponent zrobił coś nieprzewidzianego, Natsume próbuje wykonać uniki (techniki) lub bloki (miecz vs Tai).

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Asaka » 30 wrz 2019, o 17:27

Misja A
Natsume
47/60


Obrazek


Natsume miał dzisiaj niebywałe szczęście. To znaczy walka nocą, po ciemku – to jedna sprawa, ale miał dwójkę kompanów, którym ta niedogodność nie robiła problemu. Ale skoro walka przeniosła się na zewnątrz, a Hyoren celowo chciał zostać na noc w jaskini… Mówił, że nocami często sypie i zawiewa śniegiem. Mieli więc szczęście, że wiatr nie zacinał im śniegiem po oczach i nie mroził jeszcze bardziej. Bo choć wiatr wiał sobie, niezbyt mocno, sprawiając, że szczypały nieosłonięte części ciała, to śnieg, wyjątkowo dzisiaj, nie padał. Niebo było co prawda zachmurzone, stąd taki problem z widocznością, bo księżyc się nie pojawiał, skryty za chmurami – ale mogło być dużo gorzej.
Czy był bronią, wykonującą wolę tych, którzy chcieli broń wykorzystać czy nie… Ten, który walczy z potworami powinien uważać, by samemu nie stać się potworem… prawda?
Hyorenowi nie trzeba było tego powtarzać dwa razy. Patrzył bez odwracania wzroku na to, jak pioruny z jego techniki rażą przeciwnika, którego krzyk przecinał ciszę do momentu, aż mięśnie mu nie zwiotczały i nie był w stanie wydobyć już z siebie głosu. Hyohiro odczytał gest Cesarza i odsunął się w bok, powiększając dystans między nim a Natsume. A nawet cofnął się, bo doskonale wiedział, że niewiele przyda się w walce i głupio będzie tak zawadzać. Z tyłu miał równie dobry widok na wszystko.
Przeciwnik – ten, któremu nic się do tej pory nie stało, nie odpowiedział na pierwszą zaczepkę Natsumego. Widać było jedynie z odległości, że jest napięty jak struna – nawet futro nie było w stanie tego ukryć. Yuki przesunął się jeszcze bardziej w bok, oddalając się też przy okazji od tygrysiego łowcy.
- To już teraz bez znaczenia dlaczego – sarknął tamten, jedyna odpowiedź, jakiej Natsume się w ogóle doczekał. Obserwował go cały czas uważnie, tak jak Natsume obserwował jego. Kiedy długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć na ciebie. Który pierwszy się wyłamie…?
Hyoren ponownie sięgnął po łuk i strzałę, którą nałożył na cięciwę, a następnie wycelował w przeciwnika. Mieli impas. Każdy czekał na ruch tego drugiego. Oczywistym było przecież, że masz większą przewagę po tym, gdy twój przeciwnik wykona pierwszy ruch. Bo… możesz na niego odpowiedzieć. I… wtedy też zadziały się dwie rzeczy. Raitonowe więzienie przestało działać, a mężczyzna nim potraktowany zaczął osuwać się na ziemię. Nim jednak jego bezwładne ciało uderzyło o zmarznięte podłoże – jego serce zostało przeszyte jedną ze strzał. Bo Hyoren przesunął łuk, szybko wypuszczając pocisk w stronę tego, którego złapał wcześniej. Nie było tutaj litości, niezależnie od intencji. Jedno zawahanie może pociągnąć za sobą całą lawinę błędów.
No i znowu było ciemno…
- Nie! – okrzyk wydobył się z gardła mężczyzny, gdy ciało jego kompana upadło. Ale Natsume nie dał mu wiele czasu na reakcję, ani wiele pola do manewru. Bo już zaraz trzymał w rękach wachlarz, którym machnął kilka razy, posyłając tnące ostrza w kierunku przeciwnika. Ten, widząc to… zakręcił się wokół własnej osi i otoczył się chakrą, która zaczęła wirować wokół niego z ogromną szybkością, nie pozwalając na to, by fuutonowe ostrza przebiły się głębiej by zranić tego, który się pod chakrową kopułą schował. Gdy tylko skończył, wyskoczył naprzód, jednak po skosie i wyciągnął dłoń, posyłając powietrze w kierunku Natsumego.
- Uważaj! – ryknął Hyohiro, ciągle czający się z tyłu, ciągle obserwujący całe zdarzenie. Natsume miał na szczęście na tyle wyszkolone ciało, że zdążył odskoczyć i nie oberwał techniką. Hyoren w tym czasie wystrzelił kolejną strzałę, celując w nogi przeciwnika. Ta drasnęła go, poruszającego się i choć za chwilę na jego spodniach pojawiła się plama (której Natsume nie miał szans zobaczyć), ten nie pisnął nawet. Chociaż musiało go boleć.

Spoiler: pokaż
Hideo
Senator prefektury Narukami: Matsubara Akihiro
Hyojin
Hyogeki
Hyohiro
Hyoren
Przeciwnik
Przeciwnik

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Pomiędzy przeciwnikiem a grupką jest ok 13m odległości
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 955
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Natsume » 2 paź 2019, o 19:17

Stanie się potworem? Ha, tutaj zupełnie nie o to chodziło. Potworem stawał się ten, który czerpał przyjemność z tych wszystkich podłych uczynków, których się dopuszczał. Ktoś, kto z własnej i nieprzymuszonej woli dokonywał czynów wątpliwych moralnie, aby poprawić sobie humor lub zrobić coś dla siebie. Natsume zaś nie czerpał żadnej radości z tego, że musiał czasem zachowywać się jak drań bez honoru. Na co dzień bardzo sobie tę cechę cenił, sam siebie oceniał jako osobę prowadzącą się silnie uformowanym kodeksem honorowym. Yuki robił to wszystko tylko z bardzo prostej przyczyny: czystego pragmatyzmu. Brudne zagrywki często były najskuteczniejszym sposobem, aby ukończyć misję z powodzeniem i w najkrótszym czasie. Cele zabójstw, którym wpłynięto na psychikę podłymi zagrywkami, zwykle stawały się rozkojarzone lub mniej ostrożne, przez co łatwiejsze do zabicia. Strażnicy którzy mogliby przeszkodzić w misji, widząc zakładnika, zwykle się wycofywali lub tracili poczucie bezpieczeństwa. To wszystko pomagało w zadaniach. Czysty pragmatyzm.
Nie lubił tego, to prawda. Ale oszukiwanie było po prostu czasami użyteczne.
-Sami to na siebie sprowadziliście. Zażalenia tylko do siebie, przyjacielu.
Spojrzał z ukosa na shinobi zamkniętego w elektrycznym więzieniu, znów przyjmując na twarz spokojny, chłodny wyraz, standardowy dla jego "trybu misji". Miał mieszane uczucia co do tego, co się działo z oponentem. Z jednej strony nigdy nie czuł specjalnej radości z odbierania komuś życia, nawet jeśli było to na misji - kiedy trup nie leciał na jego konto. Z drugiej jednak... ten człowiek pomagał w okaleczeniu jego kompanów. We dwójkę ciężko zranili Hyogekiego, i prawie zabili Hyotorę. A tego nie mógł przebaczyć. Nie chciał. I nie zamierzał.
Dlatego, ten jeden raz, postanowił pozwolić sobie na poczucie satysfakcji, widząc jak upadający przeciwnik osuwa się niczym worek ryżu na ziemię. Z piersi oponenta tkwiła jedna ze strzał Hyorena - znając sposób wykonywania grotów tych strzał, ząbkowane ostrze przeszyło jego serce i rozszarpało je na strzępy w drodze wejściowej. Nie miał szans na przeżycie. I tak tygrys dał mu względnie szybką i bezbolesną śmierć (jeśli zignorować Raiton, rzecz jasna). Gdyby chciał zadać mu cierpienie przed śmiercią, wystarczyłoby najpierw przedziurawić wszystkie kończyny po kolei, później stopniowo ciąć lub zadawać ból w inny sposób. Strzała w serce to szybki i litościwy sposób.
Cóż, może to i lepiej. Sumienie nie będzie gryzło.
Yuki zaatakował swoją techniką, na co oponent odpowiedział własną techniką defensywną. Ech, cholera. Jeszcze tego brakowało, że trafił mu się jakiś agresor z silnymi umiejętnościami defensywnymi. Walka z takimi była chyba najbardziej męcząca - cały czas trzeba było brać pod uwagę to, żeby się nie napatoczyć w zasięg.
Mężczyzna zaatakował, lecz w inny sposób niż Natsume się spodziewał - na dystans, podmuchem powietrza. Ale jednak nie była to chyba technika Fuutonu, gdyż Natsu nigdy w życiu takowej nie widział, a trochę doświadczenia z Uwolnieniem Wiatru już miał. No, nie twierdził że jest ekspertem w tej dziedzinie, ale i tak nie był też jakimś losowym panem Yamashitą który puszczał wiatry i mówił że Fuuton.
... pomińmy ten żart. Nie pasuje do sytuacji.
-Kontynuuj ostrzał, Hyoren - powiedział spokojnie. - Wymuszaj, żeby aktywował obronę. Celuj w punkty witalne. Hyohiro, krzyknij kiedy wyjdzie z obrony.
Ruszył lekko głową, żeby strzelić kręgami szyjnymi. Następnie złożył palcami pieczęć klanu Yuki.
-Czas zacząć zabawę.
W tym momencie, wokół przeciwnika powinny pojawić się liczne, lodowe lustra, tworzące istną więzienną kopułę. Yuki planował dobyć szybko Hakuhyo i wniknąć do jednego z luster - by od razu przeskoczyć do innego. Przeciwnik nie powinien być w stanie rozpoznać, gdzie w tym momencie znajduje się Natsume - przenikanie między lustrami było niemal natychmiastowe. Prędkość użytkownika tej techniki wznosiła się ponad wszelakie szczyty.
I tej szybkości planował użyć, by po prostu, przeskakując między lustrami, ciąć przeciwnika za pomocą swojej czarnej katany. Cięcie za cięciem, raz za razem. Chciał w ten sposób osłabić oponenta. Co jakiś czas przeskakiwał z lustra do lustra, by oponent nie był w stanie rozpoznać gdzie Yuki się ukrywa, i tylko czekał na sygnał od tygrysów by dowiedzieć się kiedy wróg dezaktywuje swoje obrony. Wtedy atakował. Starał się być jednak czujny, i tylko atakuje kiedy widzi że przeciwnik nie ma szans skontrować. Cały czas powinien być też kąsany przez strzały Hyorena, więc walka powinna być teraz drastycznie na korzyść tygrysiego trio.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Asaka » 3 paź 2019, o 13:11

Misja A
Natsume
49/60


Obrazek


Oczywiście, że było użyteczne. Wszystkie chwyty dozwolone, by przeżyć i by wykonać swoje zadanie. Tego się przecież od shinobi wymagało: skuteczności. Tego, że nie da się złapać, że sam nie stanie się takim zakładnikiem. Że tajemnice, które w sobie nosił, nie staną się ogólną wiedzą. Jak tego dokona? Zleceniodawców zazwyczaj niewiele to obchodziło. Czego oczy nie widziały tego sercu nie żal, czyż nie? Byle się tylko nie zatracić… Czasami jeden niewielki kroczek okazywał się tym, który prowadził na drogę, z której nie da się już zawrócić. Drogą nad przepaścią. Lecz czy tak było dzisiaj? Raczej wątpliwe. Bo to, co zrobiono Hyotorze czy Hyogekiemu było przecież jak najbardziej prawdziwe. Natsume widział to na własne oczy – nieprzytomną tygrysicę, poparzonego, psychicznie pokonanego tygrysa. W takim miejscu jak to nie było pola na litość.
Hyoren mruknął coś pod nosem, coś co najpewniej miało być potwierdzeniem. Tak właśnie zamierzał zrobić – jedna strzała, która zaharatała o nogę przeciwnika, druga już na cięciwie, gotowa do strzału. Miał być taką przeszkadzajką. Tłustą, irytującą, brzęczącą muchą, która po prostu jest i nie daje o sobie zapomnieć. Dekoncentruje, gdy chcesz się od niej opędzić. Bo przeciwnik był zwyczajnie zbyt uważny, by Hyoren w otwartym pojedynku mógłby mu coś zrobić – przynajmniej na to wyglądało, że ich przeciwnik w jakiś sposób widział w ciemności. Albo przynajmniej widział bądź wyczuwał co chcą zrobić. Jakoś sobie radził. Natsume też sobie jakoś radził. Z pomocą Hyohiro.
- Już! – krzyknął drugi z tygrysów, zgodnie z prośbą Yukiego, widząc dogodny moment na atak. Czyli wyjście z obrony i to, że w zasadzie robił niewiele więcej.
Natsume się nie cackał. Złożył pieczęć i wroga otoczyło pięć lodowych luster. Zaraz też wskoczył do jednego z nich.
- Jest już zmęczony! – krzyknął Hyohiro, niewiele robiąc sobie z tego, że ich przeciwnik słyszał to, co przekazywał swojemu kompanowi.
Przyspieszony oddech tajemniczego oponenta mówił wiele. Nie obracał jednak głową jak szalony. Stał w miejscu i obserwował. Hyoren przesunął się nieco i wystrzelił kolejną strzałę (naładowaną prodem, więc nieco rozświetlała mrok pola walki) tak, by prześmignęła pomiędzy lustrami by trafić we wroga. Ten – odskoczył jednak w bok i strzała przeleciała dalej, tylko po to, by odbić się od jednego z lodowych luster. W tym samym momencie Natsume wyskoczył z jednego z nich, by w locie ciąć nieprzyjaciela, a następnie wskoczyć do kolejnego z luster. Z ogromną szybkością. Wróg nie był w stanie stwierdzić w którym właśnie teraz przebywa Cesarz, a jak szło mu unikanie ciosu? Och, zauważył. Ale nie zdążył się nawet odsunąć. Próbował znowu zrobić obrót wokół siebie by zacząć wyzwalać chakrę, o tak, z takiej odległości Natsume mógł to zauważyć – tę próbę zrobienia czegokolwiek. Ciął go w ramię, nim schował się w lustrze. Kolejna strzała pokryta chakrą raitonu, próba odskoczenia przez przeciwnika (tym razem nieudana, gdy ząbkowany grot wbił się w prawe udo przeciwnika, co zaowocowało krótkim, urwanym krzykiem) i Natsume tnący wroga w drugie ramię. A tamten z każdym ciosem poruszał się wolniej… i wolniej. I jeszcze nie był w stanie prawidłowo odskakiwać, najwyraźniej jego noga odmówiła współpracy. Kolejną strzałę spróbował odrzucić krótkim złożeniem pieczęci w połówkę Barana i uwolnieniem chakry. Udane. Tylko co z tego, skoro był na łasce Natsumego?
Zaś jeśli o Yukiego chodzi… Od tych wszystkich skoków między lustrami zaczynało go boleć prawe kolano.
- Dobij go! - ryknął Hyohiro, widząc, że to naprawdę odpowiedni moment. Wydawało się... jakby powoli robiło się mniej ciemno.

Spoiler: pokaż
Hideo
Senator prefektury Narukami: Matsubara Akihiro
Hyojin
Hyogeki
Hyohiro
Hyoren
Przeciwnik
Przeciwnik

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 955
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Natsume » 3 paź 2019, o 21:14

Wyglądało na to, że cała akcja powoli zbliżała się ku końcowi. Jeden z przeciwników był już martwy, drugi - ciężko ranny i pozostawiony samemu sobie. Tajemniczy agresorzy, którzy potrafili za pomocą swoich technik doprowadzić jedną z najsilniejszych przedstawicielek tygrysiego rodu do stanu bliskiego śmierci, i ciężko poranić Hyogekiego - tygrysa, który szczycił się bodaj największą siłą ze wszystkich swoich pobratymców, jeśli nie liczyć samego Hyojina. Złamali jego bojowego ducha, kiedy zmusili go do wycofania się z pojedynku i skupienia się na uratowania swojej współprzywódczyni. Wiedział, co Hyogeki musiał wtedy czuć. Dla kogoś, kto specjalizował się w brutalnej sile i jego celem życia była walka, moment w którym właśnie te cechy nie mogły mu w niczym pomóc był niczym wyrwa w duszy.
Zaczekaj, Hyogeki. Odzyskamy Twój honor.
Więzienie Demonicznych Luster. Jedna z najpotężniejszych technik, pozostawionych do dyspozycji klanu Yuki, i zarazem jedna z tych, które wywoływały w przeciwnikach największe przerażenie. Głównie dlatego, że jeśli przedstawiciel klanu z Hyuo postanowił użyć tego jutsu w pojedynku, szanse zwycięstwa jego oponenta drastycznie spadały - zwykle do poziomu około zera. W końcu jeżeli zostało się w tym zamkniętym, to nie dało się już wyjść - każda próba kończyła się kolejnymi ranami ze strony nacierającego kontrolera lodu. A jeśli się pozostało w środku - nawet się nie zauważało, kiedy otrzymywało się kolejne ciosy. I tylko się czekało na ten ostatni. Który również był niewidoczny.
Tak. Makyo Hyosho to przerażająca technika.
Przy współpracy z Hyohiro i Hyorenem, Natsume zdołał w końcu doprowadzić przeciwnika o białych oczach do stanu praktycznej bezużyteczności. Chociaż Hakuhyo już dawno nie próbowało smaku ludzkiej krwi, to Natsu doskonale pamiętał, jak niebezpieczne ostrze przyszło mu dzierżyć. Każda rana osłabiała coraz bardziej. Wysysała ciepło. Wysysała życie. Do momentu, kiedy przeciwnik nie był już w stanie się poruszyć z powodu zmęczenia. Do tego dochodziły pociski Hyorena, które nie tylko raniły głęboko i patroszyły przeciwnika od środka, ale też mogły być wzmocnione innymi technikami ninjutsu. Przy takiej kombinacji, wróg był prawie na straconej pozycji.
Oczywiście, nie powinno się tracić skupienia w trakcie pojedynku. Dlatego nawet jeśli taka myśl gdzieś przemknęła w głowie Yukiego, to szybko zepchnął ją gdzieś na tył. Pycha i duma to dwie rzeczy, które mogą zaprzepaścić jakiekolwiek postępy w walce.
Usłyszał kolejny okrzyk ze strony Hyohiro. Yuki zrozumiał, że teraz był najodpowiedniejszy moment do ataku. A jednak... na moment się powstrzymał. Dosłownie sekundę. Głównie dlatego, że wiedział że jego oponent również nie jest głuchy, i okrzyk Hyohiro mógł równie dobrze go ostrzec. Dlatego też postanowił zrobić nieco inny ruch. Przeskoczył jeszcze raz z jednego lustra do innego, znajdującego się za oponentem, i zamiast wniknąć w lodową powłokę - odbił się od niej, i zaszarżował w kierunku oponenta. Zmęczony, poraniony i porażony, nie powinien mieć już szans na unik... i w efekcie, powinien otrzymać gładkie, poziome cięcie, mające ściągnąć jego głowę z karku. Czysta, szybka, gładka śmierć.
Oczywiście, starał się zachować ostrożność, aby oponent nie spróbował go czymś zaskoczyć w momencie ataku lub tuż przed nim. Tylko tego mu brakowało, żeby np. spróbował się wysadzić razem z Yukim, albo nagle łupnął go jakimiś atakami lub technikami. Po przeskoku, jeśli zauważy (lub usłyszy) że przeciwnik coś kombinuje, powstrzymuje się od ataku i skupia się na koniecznych unikach, by powtórzyć próbę ataku gdy tylko szansa na takową się napatoczy.
A jeśli się uda? Po prostu podnosi się, strzepuje krew z ostrza miecza, i chowa go w kodeksowy sposób do pochwy. Sygnalizując, że w ten sposób zakończył się ich pojedynek.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Asaka » 4 paź 2019, o 10:22

Misja A
Natsume
51/60


Obrazek


Ostrożność. Ostrożność i zapobiegliwość – to cecha, której wielu młodych shinobi w ogóle nie posiadało. Przekonani o swojej wielkości, bo nauczyli się jakiejś potężnej techniki; przekonani, że teraz to już są całkowicie niezniszczalni. Że są wręcz nieśmiertelni, bo do tej pory udało im się zwycięsko wyjść z każdej potyczki i większej walki. Bo udało się wykonać każdą misję, od ściągnięcia kotka z drzewa do plewienia pola ziemniaków. Względnie skopania tyłka miejscowym opryszkom. Pierwsza poważniejsza misja – udana i taki młodzik obrastał w piórka. A później przychodziło zderzenie z rzeczywistością. Walka z dużo silniejszym wrogiem. Wygrywana? A jakże, czemu nie, wydaje się już, że ma się wroga na talerzu, że już nic złego nie może się stać, że tylko jeden cios, jedno jutsu i będzie już po wszystkim. Nie jest. Bo się nie uważało. Bo przeciwnik, w ostatnim zrywie, znajdował w sobie pokłady siły na jedną kontrę – tej, której się nie przewidziało i nawet nie próbowało unikać. Młodzik przekonany o swojej wielkości, niezniszczalności i nieśmiertelności padał martwy.
Jednak Natsume nie był już młodzikiem. Jak na shinobi to dożył całkiem słusznego wieku. Nadal młody – ale przy tym niegłupi. Doświadczony. Znał swoje dobre i słabe strony i nimi operował. Wiedział, że nawet, jeśli walka okazuje się wygrana – wcale nie musi taką być. Wystarczy przecież jeden zły ruch, jedno niefortunne przesunięcie nogą. Jedna odpalona, wybuchowa notka więcej. I ka-boom. Więc był ostrożny. Uważny. I cierpliwy – cecha, której brakowało też wielu dużo starszym shinobi. Choć technika, którą wykonał, była przerażająca i zazwyczaj kończyła walkę, „zazwyczaj” nie oznaczało „zawsze”.
Ale nie było żadnego ka-boom. Przeciwnik nie odpalił żadnej notki, nie wysadził się na miliardy kawałeczków, nic nawet nie zaczęło charakterystycznie skwierczeć, ani nic. Nawet jeśli składał jakieś pieczęci i kumulował chakrę – był zbyt wolny. To znaczy… Był całkiem szybki. Jednak nie dość szybki, by nadążyć za Natsume. Przedstawiciel rodu Yuki uniósł swoje ostrze i ciął poziomo przez powietrze. Ostrze natrafiło na opór, jednak przeszło przez przeszkodę. Trochę jak przez masło. To było tak szybkie, że przeciwnik nawet nie powiedział słowa. Potem nastąpił stuk głowy, która opadła na ziemię i zatrzymała się w śniegu, ciepła krew chlapnęła na Natsumego i nieco wokół, a ciało zwaloiło się jak kłoda – też prosto w śnieg, barwiąc go szkarłatem.
Kolano Cesarza coraz bardziej dawało o sobie znać.
Hyoren opuścił wciąż napięty i przygotowany do kolejnego wystrzału łuk i strzałę. Wyglądało na to… że to koniec tej walki. I koniec wrogów, po których wysłał ich Hyojin.
- Dobra robota – to Hyohiro w końcu ruszył się z miejsca i podszedł nieco bliżej, nadal jednak znajdował się w odległości od luster i od trupa. Od drugiego trupa też. - Pod sam koniec wszystko mi się rozmazywało i widziałem chyba podwójnie. Albo potrójnie. Albo… Tam nie ważne. Jak się czujecie?
- Może być. To była trudna walka. Mamy szczęście, że żyjemy i jesteśmy w jednym kawałku – Hyoren zaczął kręcić głową na boki, jakby węszył, albo po prostu obserwował otoczenie, chcąc mieć pewność, że to już naprawdę koniec walki. Nikt się najwyraźniej jednak nie zbliżał, ani nic go nie niepokoiło.

Spoiler: pokaż
Hideo
Senator prefektury Narukami: Matsubara Akihiro
Hyojin
Hyogeki
Hyohiro
Hyoren
Przeciwnik
Przeciwnik

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 955
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Natsume » 4 paź 2019, o 22:30

I w końcu nastąpił wielki finał. Natsume zaczynał już odczuwać lekkie wyczerpanie toczonym pojedynkiem, zarówno przez ciążący na nim stres, jak i przez zmęczenie fizyczne. Powiedzmy sobie szczerze - Yuki był zmuszony walczyć praktycznie na sto procent swojej siły, co odbiło się trochę na jego pokładach chakry. Ciągła konieczność posyłania w stronę wrogów technik wszelakich sprawiała, że Natsume musiał się szczególnie postarać. Po raz pierwszy od dawna. Przez to, że większość czasu młodzieniec musiał spędzać na załatwianiu spraw wewnętrznych Cesarstwa, nie miał prawie w ogóle czasu by na spokojnie skupić się na treningu, nie mówiąc już nawet o walce na poważnie. To tutaj...
... było zaskakująco miłą odmianą.
Ostatnim gwoździem do trumny zaś była technika lodowych luster. Natsume, chociaż znał prawdziwy potencjał tej techniki i wiedział jak bardzo destrukcyjną siłą dysponował, sam z siebie postanowił nie korzystać z tej techniki tak długo, jak nie będzie to absolutnie konieczne. Głównie dlatego, że sam - pomimo wielu lat doświadczenia jako shinobi - nie był jeszcze w stanie w pełni zapanować nad tym jutsu, i przeskoki pomiędzy zwierciadłami dość mocno odbijały się na jego zdrowiu fizycznym. Był zabójczo szybki, dzięki swojej percepcji był w stanie widzieć wszystko nawet w trakcie ataku, lecz nie był jeszcze dostatecznie wytrzymały, by nie odczuwać negatywnych skutków poruszania się z taką prędkością. I efekt był widoczny prawie od razu - pomimo tego, że technika się udała, Natsume i tak odczuł reperkusje jej użycia w postaci silnego bólu kolana. Będzie musiał odpowiednio odpocząć, żeby zregenerować te efekty na jego ciało.
I w końcu, po raz pierwszy od dłuższego czasu, naprawdę solidnie potrenować.
Przez chwilę tylko tkwił w jednym miejscu, trzymając w dłoni Hakuhyo. Odczuwał to tak, jakby minęły nie sekundy, a minuty. Kwadrans. Walka w pełnym skupieniu zawsze się taka wydawała - jak gdyby czas zwalniał. W końcu usłyszał głuchy stukot, towarzyszący upadkowi ściętej głowy na podłoże, i mógł nareszcie chociaż trochę się odprężyć. Przyklęknął, by dać trochę luzu swojej nadwerężonej nodze, i szarpnięciem ręki strącił lekko nadmarzniętą krew z ostrza czarnej katany. Następnie, powolnym i zgodnym z etykietą gestem, zaczął wsuwać ostrze z powrotem do pochwy.
-Porzuć to życie i poszukaj spokoju... w głębinach, pośród umarłych.
Owszem, był to przeciwnik. Owszem, zrobił mnóstwo złego wobec Natsumego i jego pobratymców. Ale mimo wszystko wciąż był człowiekiem. Żywą osobą, która straciła życie z jego ręki (czy ostrza). Nawet jeżeli nie poczuwał się do bycia odpowiedzialnym za jego zgon, to i tak żaden człowiek, niezależnie jak zły, nie zasługiwał na to by przejść do Yomi jako ktoś całkowicie odrzucony. Chociaż dokonał sporo złych czynów, to wciąż był sprawnym wojownikiem. A to potrafił uszanować. Dlatego też, tym krótkim, prostym sformułowaniem, pożegnał swojego przeciwnika. Aby mógł godnie stanąć przed przodkami w krainie umarłych.
Schował miecz, sięgnął ręką do głowy oponenta i zamknął mu oczy. Poczuł teraz, że chodzenie może zacząć być problematyczne - ten ból kolana był naprawdę paskudny. Ech, zdążył już zapomnieć że technika więzienia luster jest mieczem obosiecznym...
Natsume przymknął na moment oczy, by przedstawić samemu sobie raport z misji. Gdy je ponownie otworzył - znowu dało się w nich zauważyć lekki, wesoły błysk, oznaczający że powrócił ten Natsu, którego wszyscy znali na co dzień - puste, bezduszne oczy Shiranui zniknęły. Tygrysy nie mogły zauważyć grymasu na twarzy Yukiego (maska), ale na pewno usłyszeli parsknięcie śmiechem, maskujące syknięcie z bólu.
-Bywało lepiej - powiedział szczerze. - Zapomniałem już, że nie powinienem używać tej techniki bez rozgrzewki. Kolano mnie dobija. Mogę potrzebować Twojej pomocy, Hyohiro - mam nadzieję, że nie będzie to przeszkadzać?
Uśmiechnął się lekko, gdy powoli odpiął maskę od twarzy. Następnie spojrzał na Hyorena, który szukał kolejnych oponentów.
-Jeśli niczego już nie ma - zabierzmy co się da z ich ciał, żebyśmy mieli jakieś dowody na ich zabicie. Poza tym, może będą mieli jakieś notatki "dlaczego to zrobili".
Odetchnął.
-... No, to chyba możemy wracać.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1344
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Hyōgashima 氷河島

Postprzez Asaka » 5 paź 2019, o 15:47

Misja A
Natsume
53/60


Obrazek


Cóż za miła odmiana od ciągłego siedzenia na dupsku i doglądania spraw Hanamury, i ogólnie wysp, prawda? Powiew świeżości – który prawdę mówiąc nie powinien żadną świeżością być. To winna być codzienność, zwykła szara rutyna, a okazuje się, że jest prawdziwym świętem. Dla Śnieżnych Tygrysów Natsume jednak nie był w głównej mierze politykiem. Był ich kompanem, kimś, komu postanowili zawierzyć i pozwolili podpisać pakt. Byli ze sobą związani krwią – tak dosłownie bardziej niż w przenośni. Dla nich Natsume był głównie wojownikiem. Potężnym shinobi, który był pierwszy (ha, i jedyny!) na ich liście, by zwrócić się do niego o pomoc. Byle kogo się o taką przysługę nie prosi. Byle kto – przede wszystkim – nie byłby w stanie jej sprostać. Ale Natsume nie był byle kim. I tęsknił za życiem, które prowadził kiedyś, nim stał się Shirei-kanem rodu i Cesarzem Morskich Klifów.
Łatwo jednak zardzewieć. I trudno w takim wypadku wzmacniać swoje ciało tak, by technika Luster nie była jednakowo zabójcza dla wrogów jak i dla jej użytkownika. To, co można było dzięki niej osiągnąć… mocno wykraczało poza poziom dostępny dla zwykłych ludzi. Bądź zwykłych shinobi? Ból w nadwyrężonym kolanie wydawał się jednak małą ceną. Ból – który wraz z opadaniem adrenaliny coraz mocniej dawał o sobie znać w momencie, gdy Natsume przenosił ciężar ciała na prawą nogę. Mięśnie nie wytrzymały obciążenia i teraz bardzo głośno dawały o sobie znać. Szczęście, że to była tylko jedna noga… Pewnie dobrze, by obejrzał to jakiś medyk.
- Od tego jestem. Przynajmniej tak się do czegoś przydam i odwdzięczę za pomoc z tym dymem – z dymem z samego początku walki, który Natsume musiał rozgonić wiatrem, a Hyohiro się przyduszał. Było więc jasne, że będzie mógł skorzystać z jego pomocy. Niby dlaczego nie? W tę stronę też przecież jechał na grzbiecie Hyohiro i nie usłyszał słowa sprzeciwu. Sprawa była zbyt ważna, by kręcić nosem. A Natsume był tutaj, żeby im pomóc. I pomógł, prawda? - Rozjaśnia się – dodał jeszcze, jak gdyby nikt oprócz niego nie był w stanie zauważyć, że słońce powoli wstawało za chmurami i z chwili na chwilę było coraz jaśniej.
- Nie ma. Jest tu tylko wiatr – Hyoren powiedział tylko tyle i zaraz schował strzałę do kołczanu, a łuk ponownie przywiesił na plecach, by mu nie przeszkadzał. Skinął głową i sam skierował się do mężczyzny, którego pokonał – tego porażonego raitonem i przeszytego strzałą w serce, by go przeszukać.
To samo zrobił Natsume, kucając przy tym, któremu chwilę wcześniej zamknął puste, białe oczy pozbawione źrenic. Teraz wydawały się nawet jeszcze bardziej puste… Czarnowłosy nie miał przy sobie żadnej widocznej broni, żadnego miecza, ani niczego takiego. W kaburze na broń na udzie miał schowane trzy kunaie i jeden trójkunai. W kieszeniach spodni nie było niczego. W torbie doczepionej do pasa? Jakaś pigułka, wyglądająca na żywnościową, dwie złożone ze sobą karteczki, które okazały się całkowicie niezapisane, ołówek i mieszek z monetami. Był całkiem ciężki. Gdyby Natsume przejrzał jego zawartość, doliczyłby się 600 sztuk Ryo i poza tym… Zobaczyłby jedna monetę, która nie pasowała do reszty. Nie była taką, jaką używa się powszechnie w obiegu. To znaczy przypominała Ryo i ktoś mniej uważny z pewnością by ją przeoczył – kolorem w ogóle się nie różniła od pozostałych. Miała jednak w środku wydrążony kwadratowy otwór. Ot… ciekawostka.
- Nie ma tu nic ciekawego. Kunaie, kilka bombek, mieszek z tymi waszymi śmiesznymi pieniędzmi. Żadnej informacji kto to, albo po co tutaj byli. Nic. Zupełnie jakby byli tutaj przypadkiem. A ty masz coś? – Hyoren też zamknął powieki drugiemu trupowi, byle nie patrzył nań tak oskrażycielsko. Czy zamierzał to ciało dokądś zabierać? Nie za bardzo. Do wieczora śnieg zasypie ich całkiem, zostaną tylko zamarzniętymi ciałami, na które być może ktoś się kiedyś natknie. Albo i nikt. - Taa… Zbierajmy się. Mamy trochę drogi przed nami.
Hyohiro schylił się, by Natsume mógł bez przeszkód wsiąść na siodło. Powrót do osady przeszedł już bez przeszkód. Nim dotarli – zrobiło się już całkowicie jasno.

Spoiler: pokaż
Hideo
Senator prefektury Narukami: Matsubara Akihiro
Hyojin
Hyogeki
Hyohiro
Hyoren
Przeciwnik
Przeciwnik

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 955
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Czarny Archipelag

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość