[Event] Krwawe piaski

Legendarna pustynna arena

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Exodia » 3 lut 2016, o 02:09

Grupa Wewnętrzna

Marionetkarz uśmiechnął się widząc Natsume, lecz nic nie powiedział. Przyglądnął mu się spokojnie i zaczekał, aż pojawiła się też Reika, która stanęła przy lewym ramieniu dowódcy. Yuki stał przy prawym. Medycy próbowali coś powiedzieć, wiercili się, lecz nie dało się ich zrozumieć przez założone kneble, które tak naprawdę były grubo zwiniętym materiałem mocno przewiązanym przez usta. Przez szatę, którą kukła miała na sobie nagle przebiły się kolejne ostrza - okazało się, że marionetka ma aż sześć ramion, a w każdym takie samo ostrze.
- Nie spodziewałem się, że sam Kenshi się tutaj zjawi. Myślałem, że Yuki stronią od konfliktów. Przyda się na was dodatkowa para ramion. - powiedział wciąż mając lekki uśmiech na twarzy, po czym odchrząknął i splunął na brązowowłosą kobietę, która prawdopodobnie rozpoznała Kashimę. Dowódca nawet nie mrugnął, zachował zimną krew.
- Czego chcesz? Jakie masz żądania? - zapytał, a marionetkarz wzruszył ramionami wzdychając. Jedno z ramion kukły podniosło się wskazując ostrzem na strażnika, po chwili podniosło się drugie i wskazało na oplutą kobietę.
- Rozumiesz? Zabiję na Twoich oczach ją, a później Ciebie. I tyle. Reszta będzie wolna. Jednak to czas na historię, bo Twoi towarzysze czegoś o Tobie nie wiedzą, a może ich to zaciekawić. - odpowiedział spokojnie, zaś ramiona kukły opadły swobodnie, jednak nie wisiały - były przygotowane do ataku lub obrony. Trzy z jednego boku, trzy z drugiego boku.
- Kashima niegdyś nie był taki święty. Nawet teraz nie jest. Był zwykłym bandytą - tym, który okrywał swoją twarz szarym materiałem i wraz z kompanami grabił osady. Trafił też raz właśnie na tą, w której to mieszkałem ja z moją młodą córeczką i żoną. Było to już kilkanaście lat temu. Zaatakowali w nocy, uwagę strażników odwrócił Kashima podpalając jeden z domów. Mój dom. Ja byłem wtedy na misji, o niczym nie wiedziałem. Moja córeczka zginęła w płomieniach, a żona kilka dni później przez oparzenia, gdy próbowała wywalczyć im drogę ucieczki. Los tak chciał, że Kashima jako jedyny został schwytany ze swojej szajki. Dali mu ultimatum - albo powie gdzie reszta się ukrywa, albo umrze. Wyjawił wszystko natychmiast i trafił do więzienia, gdzie długo nie siedział - tutaj w Sabishi jest ciężko, czasy są brutalne, więc kryminaliści mieszkają ze zwykłymi ludźmi. Mógł gnić za kratami albo odkupić swoje winy jako strażnik. Został strażnikiem, a kilka miesięcy później poprowadził atak na własnych kamratów. Zmiażdżyli ich. Nie wiedziałem o tym, że mojej osady broni morderca. Dowiedziałem się po dwóch latach dopiero kiedy awansowałem. Naturalnie chciałem się zemścić, więc ruszyłem po niego - strażnicy włączyli się do walki widząc, że atakuję ich. Zabiłem kilku, a Kashimie zrobiłem bliznę. Zostałem zmuszony do ucieczki, zostałem wyrzucony z rodu. - tutaj sobie przerwał swoją opowieść. Rozgadał się, lecz czemu o tym opowiadał? Dowódca spuścił głowę nie próbując nawet zaprzeczać wypowiadanym słowom. Pogodził się z losem. - Dorwałem jednak po kilku latach jego żonę i zabiłem ją. Jego nie zdołałem zgarnąć w swoje szpony, więc zająłem jego miejsce - reaktywowałem szajkę i obiecałem sobie zniszczyć go. Teraz nastała idealna okazja. - kukła znów wskazała na brązowowłosą. - Ta dziewczyna to jego córka. Wycofacie się z budynku, zrobię co mam zrobić, a reszta medyków wyjdzie spokojnie. Możecie też spróbować mnie zabić, ale wtedy gwarantuję, że ten szpital będzie cmentarzyskiem nas wszystkich. - zakończył swoją opowieść. Kashima spojrzał jedynie na Natsume, a później na Reikę. Nic nie powiedział, milczał, jednak jego wzrok wyrażał wszystko - litość i pokorę. Klon Natsume w tym momencie przeszukał torby, w których znalazł jedynie medykamenty. Nie było tam żadnych notek. Nie znalazł też ich na ścianach, szafkach, ani nigdzie na widoku. Jeżeli były ukryte, to widocznie marionetkarz się postarał.




Grupa Zewnętrzna

Tempo nie zwalniało. Pojedynek z przeciwnikiem korzystającym z wybuchów wciąż trwał. Zarówno jedna strona konfliktu, jak i druga mieli się świetnie. Zapowiadało się długie starcie, gdyż siły były wyrównane pomimo walki trzech na jednego. A nawet więcej jeżeli liczyć wilki i klona Natsume. A może nie zapowiadało się długie starcie? Kamiru natychmiast wpadł na kolejny plan - jeżeli nie dało się przejść to zwarcia, to należy zagrać na zasadach oponenta i wykończyć go z dystansu. W tym momencie Tsukune miał też swoją chwilę - cisnął naładowanym kunaiem wprost w ptaszysko, które zrobiło unik pochylając się w bok, lecz nagle z rzutki wystrzeliły pioruny i trafiły w biały, ogromny twór. Nie poraziły niestety samego niebieskowłosego, który zauważając, iż jego przeciwnik korzysta z Raitonu i że ten wiąże już pieczęci, postanowił wysadzić jak najszybciej zmierzające w stronę chłopaka małe ptaszki. Eksplozja była z pewnej odległości, nie całkowicie blisko Tsukune przez co nie oberwał bezpośrednio. Wybuch odrzucił go jakieś pięć metrów do tyłu i natychmiast poczuł ból prawej ręki - na przedramieniu była rozerwana skóra oraz mięśnie krwawiąc, jednak wcale nie tak obficie jak mogłoby się wydawać. Zdawałoby się, że to niewielka cena jak za oberwanie eksplozją, lecz do tak małych obrażeń przyczynił się klon Natsume tworząc w ostatnim momencie cieniutką warstwę Hyoutonu, który przyjął na siebie część siły. Tsukune leżał teraz na ziemi cały obolały.
Kamiru jednak wykorzystał poświęcenie swojego towarzysza. Nieświadome poświęcenie, ale najwidoczniej element wyładowań był czymś co mocno zaniepokoiło niebieskowłosego spuszczając z uwagi Kamiru. Fushimi widząc tą całą akcję postanowił nie wtrącać się - z przygotowanym łukiem czekał na swój moment. Ostrze zamaskowanego strażnika muru upadło po raz kolejny i została zawiązana jedna pieczęć. Nagle wokół stojącego na ptaku człowieka pojawiła się dosłownie czarna chmara czegoś, co mogło przypominać zamieć śnieżną, tyle że w innych barwach. Sam wykonawca tej przerażającej techniki nie widział co się stało, gdy tylko lód pojawił się wokół jego celu. Zarówno ptak jak i niebieskowłosy zostali pochłonięci. Pojedynek skończony? Niekoniecznie. Nagły wybuch od strony twarzy wytworzył dziurę w śmiertelnych płatkach śniegu. Coś z nich wyskoczyło i tym czymś był właśnie przeciwnik. Wylądował na dachu szpitalu i natychmiast złączył ze sobą ręce. Nie miał na sobie zupełnie płaszcza - widać było, że pod spodem ma czarną koszulkę bez ramion, a nogi okrywał szarymi, długimi spodniami. Wszystko to było pocięte. Jego skóra była całkowicie brązowo-szara, jak jakiś głaz, lecz szybko wróciła do normy ukazując setki, a może tysiące małych ran, z których wyciekała krew. Powoli się sączyła, na twarzy przeciwnika malowało się zmęczenie, jednak wciąż stał na własnych nogach. Z jego lewego boku oderwała się nagle torba i upadła na dach szpitalu. Po drugiej stronie miał identyczną i prawdopodobnie za plecami znajdowała się kolejna. Ptak upadł na ziemię zupełnie poharatany - teraz przypominał bardziej kupę białej gliny niż stworzenie.
- Jesteś dobry, cholernie dobry. - powiedział jedynie, a po chwili wystawił przed siebie dłonie - coś na nich było, lecz nagle powstała cała chmara dymu, który szybko został rozwiany ukazując... smoka. Gigantyczny, biały twór o wielkości przypominającej sam szpital. Niebieskowłosy wskoczył na niego, a istota zaczęła krążyć jakieś trzydzieści metrów nad placem przed budynkiem. Jego ogon zbudowany z segmentów nagle zmalał - a paszcza stworzenia otworzyła się spuszczając nad samym Kamiru setki małych, okrągłych robaczków. W tym momencie klon Natsume zdołał dostać się do sędzi i spojrzeć na niego zauważając, że ten wciąż jakimś cudem żyje, chociaż praktycznie brakowało mu połowy twarzy. Oczy były otwarte, ale zdawały się być... zniszczone. Zupełnie jakby ktoś je próbował spalić. Klatka piersiowa unosiła się dosyć szybko, twarz krwawiła, a jednak najmocniej porozrywany kikut.


//Mapka nie ma znaczenia, bo przeciwnik i tak krąży dookoła. Tsukune jest 5m wstecz od miejsca, w którym stał i tyle. Wilki nadal są po boku szpitali zajmując się patrolem.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Tsukune » 3 lut 2016, o 20:44

Mój atak chyba zadziałał dezorientująco na przeciwnika a przynajmniej tak mi się wydawało. Zacząłem wiązać pieczęci do pewnej techniki lecz niestety nie dane byłoby mi jej wykorzystać gdyż przeciwnik postanowił aktywować wcześniej stworki które na mnie leciały. Odruchowo postanowiłem jak to by zrobił każdy zasłonić twarz dłońmi. Miałem dziwne wrażenie że po wybuchu usłyszałem jak coś pęka jak szkło...a może to po prostu było moje wrażenie? Kto to wiedział. Przeleciałem pewien kawałek po czym wylądowałem na ziemi. Poczułem cholerny ból ledwo powstrzymałem się od krzyknięcia lecz nie dałem rady powstrzymać zwyczajnego głośnego stęku bólu który częściowo został zagłuszony przez eksplozję.
-Mogłem wpierw skupić się na obronie a później na ataku pomyślałem zaciskając pazury prawej ręki gdzie miałem rękawicę łańcuchową by powstrzymać się od wydawania odgłosów bólu.
-Może i tak ale wtedy straciłbyś tak czy siak czakrę a tu troszkę cię ponapierdala rączka i zawsze panienką będziesz mógł gadać że przeżyłeś wybuch usłyszałem w głowie swoje alter ego. Słysząc to parsknąłem krótkim śmiechem przerwanym syknięciem bólu
-Ta będę mógł mówić że bombowy ze mnie chłopak odpowiedziałem swojemu alter ego powoli się podnosząc do siadu. Spojrzałem i skrzywdziłem się lekko. Miałem rozerwaną skórę i uszkodzone mięśnie oraz trochę przypalone
-Obym mógł nią ruszać pomyślałem i poruszyłem lekko ręką. Okazało się że nie była aż tak poważnie uszkodzona jak to wyglądało jednak każdy ruch powodował ból w końcu to było normalne przy takim obrażeniu
-Pierdolony szmaciarz nie da się z nim walczyć na dystans ani z bliska ale chyba się zaniepokoił tym że władam Raitonem? Chociaż raczej mi się zapewne wydawało pomyślałem i powoli wstałem na nogi cały czas skanując teren czy nie ma innych wrogów
-Jak tego pojeba pokonać. Może połączyć jakoś mój Raiton z wodą? Tylko w jaki sposób grrr...to jest irytujące że nic nie mogę zrobić...jestem we wszystkim do dupy wpierw myślałem o tym jak walczyć z tym latającym pojebem...może to przez ból ale się nawet nie zdziwiłem na jakim stworze teraz lata. Zastanawiałem się co tu zrobić aby pomóc w walce. Jakie techniki znałem lub wymyśliłem które by się tu przydały. Zobaczyłem że rana lekko krwawi i dopiero teraz poczułem smród spalenizny mimo że wcześniej widziałem że jest przypalone. Skrzywiłem się lekko po czym wolno chwyciłem tą ręką płaszcz jaki miałem na sobie i pazurem rękawicy rozdarłem jego sporą część
-Będzie o wiele bardziej napierdalać przy zdejmowaniu pomyślałem mając owy "odcięty" kawałek ubrania aby zrobić sobie prowizoryczny bandaż. Otrzepałem go z piachu a przynajmniej tyle ile dałem radę a następnie wiedząc iż mnie to zaboli mimo wszystko oplułem ranę by jakoś to schłodzić po czym zacisnąłem prowizoryczny opatrunek na ranie tak by się nie przemieszczał a zarazem nieco uciskał ranę by zatrzymać tak to niewielkie krwawienie. Miałem nadzieję iż to wytrzyma na jakiś czas a przynajmniej do czasu aż reszta wróci do nas.
-Cały czas lata. Bardziej jest chyba skupiony na Kamiru który jakoś sobie poradzi jak zwykle pomyślałem widząc jego wcześniejsze zagrywki
-Może użyć jednego z jego Wilków jako przenośnik czakry by zaatakował tego gostka? Nie to zły pomysł ale może innym razem coś się z tym wymyśli na razie nie mam nic innego do roboty jak tylko przygotować się na obronę pomyślałem i wykonałem podstawową technikę Kawarimi no Jutsu by podmienić się w razie czego z gruzem jaki znajdował się przy zawalonym budynku i aktualnie skupiłem się na wykrywaniu czakry by sprawdzić jak sobie radzą nasi w środku oraz ewentualnie czy nigdzie ten goguś nie zostawił swoich pułapek za pomocą tych swoich stworków obstawiałem iż jest w tym jego czakra więc powinienem to wyczuć oraz starałem się znaleźć jakiś dogodny punkt lub moment by go jakoś zaatakować ale raczej to inni daliby radę.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1679
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 24
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Kamiru » 3 lut 2016, o 22:30

Łał. Przeciwnik pokazywał naprawdę spory poziom, może nawet mi dorównywał... Możliwe. W końcu obaj żyjemy, stoimy o własnych siłach i ciągle atakujemy lub bronimy się przed atakiem drugiego. Naprawdę nieźle nam idzie, ne? Aż szkoda zabijać kogoś tak dobrego jak ja czy on. Znaczy jego, zdecydowanie jego. Bóg nie może przecież umrzeć, to oczywiste. Ale do rzeczy. Chmara nie wystarczyła, by go pokonać. Nawet czarna chmara. Zdołał się wyrwać, po raz kolejny używając tych swoich wybuchów. Tylko czy to znaczyło, że był odporny na własne eksplozje? To dopiero byłoby dziwne. Może zmiana koloru skóry miała w tym jakiś udział? Normalny człowiek nie przypomina ziemi wymieszanej ze skałami, nawet jak na standardy świata shinobi jest to pewien ewenement. Szybko jednak wrócił do dawnej karnacji, tyle, że ozdabianej krwią. Czyli atak przyniósł pewien skutek, nawet jeśli nie zakończył pojedynku natychmiast, to przynajmniej osłabił wroga. Teraz z górki, unikać, odskakiwać i czekać, aż się idiota wykrwawi i będzie spokój. Nie, kusząca perspektywa ale nie możliwa do zrealizowania. Jeśli wysadzi przypadkiem szpital, Natsu zginie lub znajdzie się pod gruzami. No i reszta z nim. Musiałem więc pokonać typa jak najszybciej to tylko możliwe. Niby nędzny śmiertelnik, a jednak stanowi pewne wyzwanie. Może Tsukune zdoła mi pomóc po raz kolejny? Jakby nie było, jego elektryczny kunai podziałał dość porażająco na przeciwnika. Porażająco, hehe. Strach przed piorunami? Albo po prostu nie spodziewał się ataku z drugiej strony. Łuucznik-sama, też mógłbyś pomóc. A nawet bez ich dalszego wsparcia powinno mi jakoś pójść. Jakby nie było, ciągłe tworzenie tych wybuchowych ptaków, próba zatrzymania mojej chmary, to wszystko musiało go sporo kosztować. Chyba, że ma genialną kontrolę chakry. Ale i tak miło by było, gdyby nie miał już asa w rękawie... Ło kurwa.
Nie, nie krzyknąłem jak głupi, nie spanikowałem ani nie zaczęły drżeć mi nogi. Skoro mógł robić małe, szybkie ptaki różnych rodzai to czemu miałby mnie dziwić widok jebanego, białego smoka? Normalna normalność, dzień jak co dzień wśród wybuchów i gwałtów... Niebieskowłosy najwidoczniej pokazał pełnię swoich umiejętności. Bo co jeszcze potężniejszego mógł mieć? Dwa smoki? Hydrę? Bombę zdolną zniszczyć miasto? Nie, użyłby już tego wcześniej. Chyba, że lubi się pastwić nad przeciwnikiem, a dopiero teraz się rozkręcał, co było całkiem prawdopodobne. Eh. Rozmyślania potem, teraz... Teraz musiałem jakoś odeprzeć kolejny atak przeciwnika, znacznie poważniejszy, niż poprzedni. A skoro on pokazał silniejszą wersją jednego jutsu, to czemu nie miałbym zrobić tego samego? Wybiłem się z dachu, jak najwyżej. Prosto w niebo, huh. Na spotkanie śmierci pod postacią małych, białych kulek. Choć, im bliżej ich byłem, tym większe rosły. Nie dobrze. Złożyłem w powietrzu jedną pieczęć, a właściwie zaledwie jej połowę. Ensho no kaze, huh, dobre dla początkujących ninja. SUGOI ensho no kaze. Fala wiatru powinna zwrócić bombki przeciwnikowi, w końcu to jego własność. Bombowa zabawa, hehe. Eh... Jaki ze mnie żartowniś, przerażające. Tylko uśmiech skryty za maską. Jeśli się uda, koleś od eksplozji pozostanie jedynie wspomnieniem... Jeśli nie, zawsze są inne plany. Wilki, powietrzne pociski, lodowe pułapki... Gdyby ktoś zajrzał do mojej głowy, mógłby się przerazić. Masa potencjalnych pomysłów na zabicie osoby, której tak naprawdę nie znałem. I nie zamierzałem poznać. Eto, ja tylko chciałem zabrać Natsume i dokończyć rozmowę z Yumi-sama. Ale nieee, kuzyn musiał poczuć się w obowiązku pomocy swoim fanom, widzom czy jak inaczej nazwać ludzi podziwiających jego walkę na arenie. Jak zwykle problemy. Może uda się rozwiązać chociaż jeden? Oni nadal było diabelnie ostre, ciało sprawne, lód zimny... A drugiej grupy ni widu, ni słychu. Czyli ich też coś zatrzymało. Cholera.




Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Hyōton 氷遁
NATURA CHAKRY:
    Obrazek
    Obrazek
    Obrazek
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
    Nabyta Brak
PAKT: Brak.
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 | 60
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50
    SZYBKOŚĆ 130 | 140
    PERCEPCJA 52
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 50

KONTROLA CHAKRY B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Chanbara
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    Ninjutsu E
    Kenjutsu C
    Suiton D
    Fuuton B
    Hyōton A




Już aktywne techniki:


Nazwa
Fūton: Hien

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na broń

Koszt
B: 15%

Dodatkowe
Wymaga posiadania broni

Opis Jutsu pozwalające na pokrycie ostrza broni chakrą Fūtonu. Użytkownik nagromadza energię w dłoniach, po czym powoli rozprowadza ją po narzędziu walki. Efektem jest stworzenie ledwo widocznego, śmiertelnie ostrego przedłużenia naszego brzeszczotu. Jesteśmy w stanie za jego pomocą bez problemu ściąć drzewo, przebić głazy... nie wspominając już o ciałach innych ludzi.



Nazwa
Hyōton: Rōga Nadare no Jutsu

Pieczęci
Tygrys

Zasięg
Dowolny

Koszt
B: 7%(za 2 wilki)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika przydatna do odwrócenia uwagi przeciwnika, a i za pomocą której można zadać dość duże obrażenia. Za pomocą tejże techniki członek klanu Yuki wytwarza lodowego wilka (lub całą ich watahę, jedynym ograniczeniem ilości jest chakra), który następnie naciera na przeciwnika. Pazury i kły wilków są dosyć ostre i swoje mogą zdziałać.



Najważniejsze info:
  • Chmara dezaktywowana (można uznać, że w chwili, gdy wyskoczył z niej, czy jak tam uznasz xD)
  • Dwa patrolujące wilki wracają na dziedziniec (przy rogach szpitala mają się zatrzymać).
  • Wybijam się do góry na ile mogę, czyli te kilka metrów. Pilnuję jednak, by między mną a rzeką kulko-bombek było kilka (około 8-10) metrów dystansu, wtedy aktywuję Sugoi Ensho No Kaze. Bombki powinny przestać stanowić zagrożenie.
      a)Jeśli moja technika / odbite bombki dosięgną przeciwnika i zmuszą go do zejścia na ziemię, wilki ruszają do ataku (nie ten z głową Jashinisty). Podchodzą z dwóch stron, ze sporej odległości, więc powinny zająć go na czas potrzebny mi do przejścia do następnej kropki
      b)Jeśli przeciwnik pozostanie nienaruszony, ale znajdzie się w zasięgu Kūki neiru, odpalam je, tnąc niebieskowłosego i jego smoka. Jeśli spadnie, wdrażam wariant a)
      c)Jeśli przeciwnik pozostanie nienaruszony, ale będzie poza zasięgiem Kuki neiru, używam pasywki do wytworzenia nad nim czegoś w stylu lodowej, kolczasej kopuły (trochę jak zamknięty klosz) który ma uziemić, poranić i ograniczyć ruchy przeciwnika. W razie powodzenia, wdrażam wariant a).
  • Po tym wszystkim sam zeskakuję na dziedziniec, opuszczając dach, a gdyby przeciwnik był na ziemi, staram się szybko do niego dobiec i pociąć za pomocą Oni, a w trakcie biegu pasywką chcę go choć trochę zmrozić (zwłaszcza ręce).
  • Oczywiście cały czas jestem gotów na uniki, odskoki i ewentualnie tworzenie lodowych barier (2x2x2, powinno pójść szybko, a potem wymijam, o ile będą stały jeszcze) w przypadku bardzo zmasowanego ataku jego białych tworów.

Użyte jutsu:

Obrazek
Nazwa
Sugoi Enshō No Kaze.

Dziedzina
Fūton

Ranga
B

Pieczęci
Połowa pieczęci Barana.

Zasięg
25 metrów (można wykonać mniejszą wersję mniejszym kosztem).

Wymagania
Fūton: Enshō No Kaze.

Koszt B: 15%

Opis Znacznie potężniejsza wariacja podstawowej techniki uwolnienia wiatru. Po złożeniu połowy pieczęci użytkownik wypuszcza silną falę chakry dookoła siebie. Uderzenie wiatru jest na tyle silne, że chroni przed większością technik równej rangi, bronią miotaną i przeciwnikami. W porównaniu do pierwowzoru bariera jest znacznie potężniejsza, jednak jej największą bolączką jest katon, który zostanie lekko odepchnięty, by zaraz potem zwiększyć siłę płomieni. Szybkie i proste w wykonaniu, mało przydatne w walkach grupowych, bo obrywa nim każdy, nie licząc użytkownika.

Mechanika W starciu z katonem (od C wzwyż) jedynie podsyci płomienie, D zatrzyma/rozproszy.
Może odbić raiton równej rangi i osłabić techniki rangi wyżej.
Większość broni miotanej (nie licząc pewnych chakra flow, chociażby futon rangi A pozbawi osłony, ale broń poleci dalej).
Odrzuca/odpycha każdego, można spróbować użyć techniki od trzymania się powierzchni (o ile wystarczy czasu na zrozumienie i użycie jutsu zanim dopadnie go atak). Ale i wtedy może zerwać ziemię spod nóg.
Użyte w budynku czy obok niego skutkuje jego zniszczeniem/naruszeniem struktury.
Inne przypadki pod ocenę MG/sędziego.
Grafka jest czysto poglądowa!
Obiekty powyżej 300 kg nie ruszy. Od 150 do 300 przesunie. Od 150 niżej odrzuci. Siłę/długość odrzutu ocenia MG (jest on spory ~).


Ewentualnie użyte jutsu:

Obrazek
Nazwa
Kūki neiru 空気ネイル

Dziedzina
Fūton

Ranga
B

Pieczęci
Brak, nabranie powietrza do płuc.

Zasięg
10 metrów.

Koszt B: 15% (3% na turę)

Opis Proste i silne jutsu fuutonu. Wystarczy zrobić głęboki wdech i wypuścić powietrze wymieszane z chakrą. Z połęczenia tego wychodzi krótki i cienki strumień wiatru, przeszywający to, co stanie na jego drodze. Można określić to mianem gwoździa, miecza itp. Niestety krótki zasięg zmusza do stosowania techniki na bliskim dystansie co jest zagrożeniem samym w sobie, w końcu dopuszczamy wroga blisko siebie. Powyżej dziesięciu metrów atak traci bardzo szybko cały impet, zamieniając się w słabnący wiaterek. Ruchami głowy można korygować kierunek ataku, co znacznie utrudnia unik.

Mechanika Ostrość wystarczająca by przeciąć/przebić w danym punkcie drzewa czy głazy, o człowieku nie wspominając.
Technikę można podtrzymać maksymalnie dwie tury, potem brakuje powietrza w płucach.


Nazwa
Hyōton no Jutsu: Reberu Ei

Przedostatni poziom kontroli Hyōton no Jutsu. Zasięg wytwarzania i rozmiary kontrolowanego lodu, jak również prędkość tworzenia i twardość materiału rosną, stając na bardzo wysokim poziomie. Podobnie dzieje się z umiejętnością zamrażania - na randze A shinobi jest w stanie zamrozić duże przedmioty, nawet kilkukrotnie większe niż człowiek! Otrzymuje on również umiejętność wytwarzania czarnego lodu - jest on niezwykle twardy, lecz trudniejszy w kontroli.

Wytrzymałość
Kontrola Chakry + Siła

Zasięg
Brak Skupienia
60 metrów

Pełne Skupienie
240 metrów

Wielkość Max.
Szerokość
16 metrów

Wysokość
40 metrów

Długość
40 metrów

Koszt Chakry
4% na turę


Ponownie opisałem tylko jeden wariant w fabule, ale Tsukune i tak dał już swój post, a klon Natsu raczej nie odegra większej roli.

Chakra - 76,5% - 15% = 61,5% (ewentualne koszta w następnym poście)
Kamiru
 

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Natsume » 3 lut 2016, o 22:34

Natsume parsknął cichym śmiechem, patrząc na stojącego przed nim Ayatsuriego. Powoławszy się uprzednio na jego nowy tytuł i Ród, wykonał jakiś gest, a jego marionetka wysunęła kolejne ramiona z mieczami. W myślach młodzieńca zaczęły pojawiać się obrazy, jak pojedynek z taką marionetką mógł wyglądać, lecz w tym przypadku dość szybko zauważył słaby punkt tego sposobu walki ze strony oponenta. Może i on miał przewagę obserwowania pola walki, lecz przy tym sama lalka nie miała szans walczyć na miecze tak dobrze, jak odpowiednio wyszkolony szermierz, a poza tym... wystarczyło zabić marionetkarza, a cały plan, mówiąc językiem kolokwialnym, idzie się jebać.
-Nie jestem tu jako Yuki. Jestem tu jako Kenshi - powiedział tonem bez emocji, przy okazji przyglądając się oponentowi swoimi pustymi, bezdusznymi oczami. Ręce skrzyżował na piersi, kontynuując swoją postawę "pseudorozluźnioną", tak jakby był pewien swego. Wiedział, że nie powinien okazywać przeciwnikowi braku szacunku. Ale w tym przypadku, gdy mężczyzna stał na jego drodze do wykonania zadania, automatycznie wydał na siebie wyrok śmierci.
Wysłuchał wtedy historii stojącego przed nimi shinobi. Czyli wyglądało na to, że Kashima kiedyś był bandytą i doprowadził on do śmierci rodziny lalkarza. I teraz głównym motorem napędowym tego człowieka stała się żądza zemsty. Żądza, która sprawiła że on sam stał się tym co odebrało mu żonę i dziecko. Natsume tylko lekko westchnął. Historia może i po części rzewna, no ale...
-Czyli sam stałeś się tym, co odebrało Ci familię. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny - podsumował historię, po czym lekko pokręcił głową i opuścił ręce. - Wygląda na to, że jestem osobą znacznie bardziej nastawioną na realizm... Nie obchodzi mnie Twoja ambicja, to co robisz ty, albo to czego się dopuścił Kashima. Jestem tutaj tylko w jednym celu - mam wykonać zadanie. Wyciągnąć z tej kabały jak najwięcej cywili. A misja to wartość najwyższa. Jeśli coś stanie mi na drodze, pozbędę się przeszkody. Jeżeli masz zamiar uwolnić tych ludzi tylko za cenę odebrania dwóch żyć...
Nagle szybkim kopniakiem powalił Kashimę na kolana, drugim uderzeniem posłał go na czworaka, po czym krótkim ruchem ściągnął z pleców wielki kunai i przyłożył go do szyi mężczyzny.
-... może po prostu zrobię to sam? Będzie znacznie szybciej.
Wyglądało jak zdrada? Cóż, nie do końca. Reika i Kashima powinni już zauważyć, że Natsu w walce korzysta z Hakuhyo. A skoro teraz trzymał tylko wielki kunai... Poza tym wiedział, jak się nim posługiwać i gdzie uderzać, aby nie zabić na miejscu. Reika była medykiem, więc powinna sobie z tym poradzić.
A gdyby jednak musiał zabić?
Misja jest najważniejsza. Jeśli za jej wykonanie będzie musiał zapłacić czyimś życiem, to to zrobi bez zmrużenia oka.
Nie był potworem. Był wyspiarzem. I nie wiadomo, czy przez to nie był gorszy od potwora.
Jednak trzeba zauważyć, że ten gość mógł nie być zrównoważony psychicznie, i nawet pomimo (prawie) spełnienia jego zachcianki chciał zdetonować szpital, lub próbował zaatakować Natsumego "bo sam chce dokonać zemsty", chłopak po prostu wykonuje swoją popisową technikę. Ciekawe, czy przeżyje natychmiastowe przeszycie Hissatsu Hyoso od krocza aż do czaszki...
Starał się też zachować odpowiednią ostrożność, na wypadek gdyby przeciwnik jednak próbował wysadzić lub zaatakować. Tworzenie podpór, odskoki, kontry... no, wiadomo o co chodzi.
Klon numer jeden zatenczas kontynuował poszukiwania notek przygotowując też miejsca, gdzie na wszelki wypadek mógłby postawić lodowe filary, aby zneutralizować ewentualne zawalenie. Klon numer dwa zaś próbuje podnieść sędziego i zanieść go do szpitala. I tak nie miał chakry, więc to było jedyne co mógł w tym momencie zrobić.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1241
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Reika » 3 lut 2016, o 23:58

Blondynka jakoś nie wierzyła temu zbirowi, że wykończy sobie dwie osoby, a resztę puści wolno, ale wolała nie prowokować go, negując jego słowa, dlatego też siedziała cicho i przysunęła się bliżej dowódcy, żeby w razie czego go osłonić przed atakiem nieznajomego. Pozostało już tylko wysłuchać tego, co miał do powiedzenia, a było tego całkiem sporo. Przepełniona nienawiścią i chęcią zemsty historia naprawdę poruszyła Reikę, ale tylko odrobinę. Nawet spojrzała na dowódcę, żeby poszukać w jego twarzy jakiegoś zaprzeczenia, jednak nie znalazła go tam. Historia była prawdziwa i to tylko zasmuciło kunoichi, bo sytuacja była naprawę trudna. Z jednej strony ten zbir miał prawo do zemsty za swoją krzywdę, ale z drugiej źle się do tego zabrał, bo sam stał się rozbójnikiem, gdzie Kashima próbował odpokutować swoje winy jako strażnik. Role się odwróciły. Mimo wszystko Reika postanowiła trzymać stronę dowódcy. Fakt, wyrządził wiele złego, ale wszedł teraz na dobrą drogę i stara się bronić mieszkańców tej osady, zaś lalkarz stał się tym złym tylko dlatego, żeby dokonać zemsty, co jednocześnie przekreśliło go w oczach Blondynki. Nie musiał zostawać zbirem, żeby wymierzyć sprawiedliwość, sam podjął tą decyzję i teraz poniesie jej konsekwencje, bo nie miała zamiaru być pobłażliwa dla kogoś, to więzi w ten sposób medyków i szantażuje ich, opóźniając tym samym misję, której się podjęli.
Nim jednak zdołała zrobić cokolwiek, odezwał się Natsume, a jego słowa sprawiły, że Reika aż wstrzymała oddech. Jak on mógł być tak głupi, żeby prowokować tego drania?! Nie należało go lekceważyć za żadne skarby, zwłaszcza jeśli trzymał ich wszystkich w tym momencie na krótkiej smyczy. Yuki niebezpiecznie pogrywa, drażniąc wroga, jednak to nie był koniec, bo już po chwili rzucił się na samego Kashimę. Blondynka pisnęła przerażona.
- Natsume, nie! - Krzyknęła i rzuciła się do przodu, ale Yuki już przystawił broń do gardła mężczyzny i obawiała się, że to tylko przyspieszy jego egzekucję, więc uniosła dłoń i wymierzyła ją prosto w Natsume. - Tak tego nie załatwimy...Nie zmuszaj mnie, żebym Cię zaatakowała.
Czy naprawdę była gotowa to zrobić? Sytuacja była dostatecznie stresująca, żeby wytrącić Reikę z równowagi. Nie miała jednak pojęcia, że Yuki mógłby w takim momencie blefować, nawet jeśli posługiwał się obecnie inną bronią, ale mogła się spodziewać, że poświęcenie dwóch osób w zamian za ocalenie reszty medyków i siebie nawzajem to uczciwy układ według niego, a na to nie mogła się zgodzić i była gotowa stanąć po stronie skruszonego dowódcy i jego córki. Musiała tylko wymyślić, jak to zrobić. Póki co mierzyła Natsume lodowatym spojrzeniem niebieskich oczu i jeśli tylko on spróbuje ruszyć trzymaną przez siebie bronią, ona uwolni jedną ze swoich technik zanim ten zdoła zareagować. Nigdy by się nie spodziewała, że przyjdzie im stanąć po przeciwnych stronach, zwłaszcza że wcześniej tak dbał o jej bezpieczeństwo.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1792
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Exodia » 4 lut 2016, o 19:43

"Co tu się odje*ało..." ~ komentarz narratora do poprzednich postów Grupy Wewnętrznej.

Grupa Wewnętrzna

Marionetkarz zaśmiał się, słysząc, wypowiedź Natsume. Niegdyś mieszkał w tym miejscu, dorastał pochłaniając każdą informację o arenie i wiedział ile znaczy tytuł Kenshiego oraz jacy ludzie go zdobywali. Z pewnością nie otrzymywali go litościwi wojownicy stawiający dobro ogólne ponad dobro jednostki. Dawni zwycięzcy z rzadka rozróżniali coś takiego jak "dobro" i "zło".
- Kenshi? Nie rozśmieszaj mnie gówniarzu. Ten turniej to plama na honorze całej areny, tak samo jak Ty jesteś plamą na honorze wszystkich Kenshich. - pogarda w jego głosie była aż nazbyt wyczuwalna. Słysząc następne słowa, pokiwał głową na znak potwierdzenia, a następnie uśmiechnął się szkaradnie.
- Czy na Twoich zimnych wyspach słyszałeś powiedzenie "Ogień zwalczaj ogniem"? - była to odpowiedź na jego stanie się bandytą - takim jak niegdyś Kashima. Chciał dodać, że zrobił to, aby ten poczuł dokładnie to samo, co on sam, aczkolwiek nie zdążył. Dlaczego? Zaczęła się akcja.
Można rozwodzić się jak wiele minusów mają grupy złożone z przypadkowych osób. Natsume i Reika znali się, ale oboje mieli inne plany. Ich dwójka zakładała inne sposoby rozwiązania sytuacji, chociaż cel był jeden - uwolnić medyków. Znacząca różnica była po stronie przygotowania - Yuki chciał poświęcić dwójkę, aby przeżyła większość, nie ryzykując, że wszyscy tutaj zginą. Dziewczyna jednak nie wyobrażała sobie mordowania tych ludzi i chciała bezpośrednio trafić kuglarza. To zaowocowało nietypowym przebiegiem sytuacji, która miała może trwać dłuższą chwilę, a rzeczywiście trwała sekundy.
Ku zdziwieniu marionetkarza Natsume odwrócił się od dowódcy i postanowił poświęcić jego oraz jego córkę, by reszta ocalała. Rozsądne, przerażająco rozsądna decyzja, którą mógł podjąć ktoś pozbawiony uczuć i zbędnych emocji. W końcu kto ich potrzebował w trakcie misji? Z pewnością nie on. Może i teraz blefował, ale aura jaką roztaczał wokół siebie tym beznamiętnym spojrzeniem była na tyle przekonująca, że nawet doświadczony lalkarz wpadł w podstęp. Yuki zapomniał o jednym - zemsty dokonuje się własnoręcznie. Kashima nawet nie próbował się bronić, zupełnie się poddał naciskowi, mając świadomość, swoich win.
- Oszczędź Midori! Mnie zabij! - krzyknął, uderzając o podłogę. Dziewczyna szarpnęła się na ten widok, a Reika natychmiast krzyknęła i podniosła dłoń. A co z marionetkarzem? Musiał szybko zareagować, na tyle szybko, aby Yuki nie zdołał zabić Kashimy samodzielnie. Kukła o sześciu ramionach szybko ruszyła w stronę chłopaka, a sam kuglarz rzucił się w stronę Reiki - nici chakry od lewej ręki znikły, a trzy ramiona z lewej strony jego lalki opadły bezwładnie, upuszczając ostrza. Wtedy mężczyzna chwycił za tsukę Tanto, które nosił na plecach i chciał wziąć blondynkę za swojego zakładnika przeciwko Natsume. Był przekonany, że ten odpuści kiedy jego przyjaciółka zostanie zagrożona - nawet w momencie, w którym od siebie się odwrócili. To wszystko trwało zbyt krótko, aby to nawet przemyśleć - to był impuls. Kukła jednak po swojej drodze na chłopaka przebiła plecy mieczem jednego z medyków i zostawiła tak broń, zmierzając dalej, na chłopaka. Ten został zaatakowany, więc nadeszła pora na awaryjny plan wyspiarza. Marionetkarz był dosłownie o krok od Reiki, która akurat również postanowiła zastosować plan na wyjątkową sytuację. Wtem z ziemi wystrzelił ogromny, lodowy kolec, który przeszył mężczyznę od samego kroku, do czaszki i na tym nie skończył, gdyż przebił, aż sufit. Sytuacja nie pozwoliła młodemu Yukiemu na dokładne wymierzenie jego, a jedynie wydanie komendy - zamorduj. Szpikulec podniósł za sobą ciało mężczyzny, który pod naciskiem na sufit został zupełnie przepołowiony. To jednak nie był koniec, gdyż akurat swoją technikę wystrzeliła Reika. Potężny, elektryczny pocisk trafił w zimny twór, który przyjął całe uderzenie. Natychmiast pękł na drobne kawałki, a nawet eksplodował pod wpływem tak skondensowanej błyskawicy. Trafienie tą techniką z takiego bliska spowodowało, że blondynka została rzucona wstecz - uderzenie w lodowy kolec wywołało taką siłę. Natrafiła plecami na ścianę, w którą uderzyła głową dosyć mocno. Zrobiło jej się ciemno przed oczami, ale szybko zmysły wróciły na miejsce kiedy poczuła ból w lewym udzie - lodowy odłamek trafił ją. Był wielkości grotu od strzały i tkwił niemalże cały w ranie. Malutkie kawałeczki lodu wystrzeliły na wszystkie strony. Jeden z medyków oberwał w ramię, zyskując podobną ranę, co Reika. Innych jedynie drasnęły podobnie jak Natsume, którego skóra została dosyć głęboko rozcięta na prawym przedramieniu. A co z marionetką? W momencie trafienia kuglarza runęła na ziemię między chłopakiem, a przebitym medykiem. A co z klonem w szpitalu? Nic nie znalazł. Problem rozwiązany, ale czy byli zadowoleni ze swoich osiągnięć?

Grupa Zewnętrzna

Walka jeszcze trwała. Trwała i ukazywała jak groźnym przeciwnikiem może być niebieskowłosy, który właśnie dotrzymywał tempa Kamiru. No, przynajmniej starał się, gdyż to on jednak oberwał chmarą czarnych płatków śniegu o naturze szarańczy. Tsukune jednak został ranny na tyle mocno, że jego alter ego obudziło się. Rozpoczął rozmowy w głowie, ale to nie zatrzymywało go - postanowił zając się sobą. Rozdarł kawałek płaszcza i zrobił z niego prowizoryczny opatrunek obwiązując mocno. W momencie wiązania piekielnie bolało, ale przynajmniej dosyć skutecznie blokowało wypływającą krew, a także chroniło przed wdaniem się zakażenia w ranę. Następnie przygotował Kawarimi i zaczął wykrywać chakrę, a co czuł? Na zewnątrz wyczuwał całą masę jej przenośników - małe kulki, wielkiego smoka, niebieskowłosego, Kamiru, łucznika, wilki, sędzię i klona Natsume. Od wewnątrz jednak czuł jak chakra dosłownie buzuje. Działo się tam coś szalonego - jakby całe jedno pomieszczenie wypełnić chakrą. Gęsto, może nawet tak gęsto, że utrudniałaby oddychanie.
Prawdziwe zmartwienie miał jednak Kamiru. Na jego głowę chciała zwalić się setka małych, białych kulek, które zapewne też miały zdolności wybuchowe. Impuls trafił do wilków i zalecił im powrót. Biegiem ruszyły, aby zatrzymać się na rogach, a sam zamaskowany młodzieniec pokazywał właśnie swoją odwagę i siłę na prawdziwie boską miarę. Na taki atak z pewnością większość zareagowałaby paniką, zaczęłaby uciekać albo padła by na kolana gotowa na śmierć. Ewentualnie część z nich zaczęłaby się modlić, ale do kogo miał się modlić Bóg? Strażnik muru jednak był inny - skoczył w stronę białych tworów. Możliwe, że rzucał się w samą paszczę morderczych, rozrywających eksplozji, ale czy to było samobójstwo? Skądże. Działania grupowe z nieznanymi ludźmi, bez większego ustalenia, wychodziły różnie czego dowodem była grupa wewnątrz szpitala. Niemalże samotna walka młodzieńca skrywającego twarz za maską eliminowała problem "niedogadania się". Połowa pieczęci barana została zawiązana, a ogromny, potężny podmuch wiatru pomknął we wszystkich kierunkach. Kulki zostały rozrzucone we wszystkie strony - wysoko wystrzelone w niebo. Gdzie spadną? Kto wie. Smok również został odrzucony, ale zanim to się stało przez chwilę niebieskowłosy był w zasięgu pewnej techniki Kamiru. Ostrze wiatru z ust niemalże trafiło samego przeciwnika, ale technika Fuutonu zarzuciła smokiem. Tym razem to chłopak uratował swojego przeciwnika, ale "zranił" chociaż smoka. Przebił jego skrzydło, a ten sam wyrwał się odcinając sobie kawałek właśnie lewego skrzydła, tułowia i połowę ogona. Istota próbowała złapać jakąś równowagę, lecz ta utrata uniemożliwiła normalny lot. Stworzenie runęło na budynek w rogu placu, a sam oponent chwilę wcześniej zeskoczył z niego lądując na budynku obok samego Fushimiego. Kamiru stracił go ze wzroku, swobodnie spadał na dziedziniec, chcąc przejść, do kolejnego etapu planu. Wtem łucznik wystrzelił strzałę, lecz nim ona trafiła swój cel, to niebieskowłosy zawiązał pieczęć.
- Katsu! - krzyknął pełen furii i jednocześnie oberwał strzałą prosto w klatkę piersiową. W tej samej chwili powstał dosłownie istny koncert eksplozji, które sprawiły, że na chwilę pustynna noc przerodziła się w dzień. Ziemia się zatrzęsła kiedy wszystkie białe twory wybuchły. Eksplozja smoka była największą. Podmuch gorącego powietrza poczuł nawet Tsukune będący z dala. Fushimi przewrócił się od niej. Małe twory wysoko na niebie dały prawdziwy pokaz fajerwerków - wybuch w tamtym miejscu nie zranił nikogo, a był widoczny jeszcze daleko poza osadą. Wybuchła jednak też ta część smoka, która została odcięta i spadała obok Kamiru - niedaleko przed nim. Może kilka metrów przed i nad nim.Nie miał czasu na obronę Hyoutonem. Eksplozja praktycznie trafiła go bezpośrednio. Maska pękła raniąc twarz pozostałościami po niej - jednak dzięki niej jego buźka pozostała nienaruszona przez ogień i siłę wybuchu. Jednak nie mógł tego samego powiedzieć o swojej lewej ręce, która cała została poraniona eksplozją - pełno rozerwań, a do tego rozlegające się poparzenie na całej niej. Lewa noga została jedynie lekko poparzona na wysokości uda. Rzuciło nim o ścianę budynku, aż usłyszał trzask zapewne jakiejś swojej kości. Ból był zbyt rozległy, aby nawet stwierdzić gdzie go zabolało. To nie była ostatnia eksplozja. Ale jak to? Przecież wszystkie twory wybuchły! Otóż strzała Fushimiego miała na sobie notkę, a ta również wybuchła rozrywając ciało niebieskowłosego na strzępy. Tutaj również cel osiągnięty - przeciwnik pokonany, ale czy było warto tak ryzykować? A co w tym czasie osiągnął klon Natsume? Zabrał sędzie do szpitala, ledwo wszedł kiedy powstał łańcuch eksplozji.


Mapka:
Spoiler: pokaż
Obrazek
Wyjaśnienia:
Wyjaśnienia:
- Czarne kwadraty - budynki
- Brązowa plama - gruzy zniszczonych budynków
- Szara kropka - Kamiru
- Błękitne mniejsze kropki - wilki
- Czerwona kropka - Tsukune
- Zielonkawa kropka - Fushimi


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


...przepraszam.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Tsukune » 4 lut 2016, o 20:29

Po zrobieniu sobie prowizorycznego bandażu poczułem się lepiej...a przynajmniej nie denerwowało mnie spływające krople krwi aż tak bardzo. Składanie pieczęci bolało jednak z czasem mimo wszystko w miarę dało się do tego przyzwyczaić. Skupianie się na czakrze i planie nie było zbyt koniecznie. A przynajmniej na tym drugim gdyż tak jak sądziłem Kamiru sobie z tym poradzi. Czasem wyczuwanie czakry było przerażające.
-Taka duża ilość czakry pomyślałem czując czakrę w całym swoim otoczeniu, dłonią odzianą w rękawicę łańcuchową chwyciłem za krzyżyk jaki miałem na szyi i dyszałem ciężko. Byłem przerażony czakrą znajdującą się w jednym pomieszczeniu szpitala? Możliwe...a może po prostu od takiej ilości czakry trochę mi odwaliło bo na mojej twarzy gościł dziwny uśmiech może nawet nieco szalony. Gdy zaczęły się wybuchy poczułem silną i gorącą falę powietrza. Potrząsnąłem głową i gdy to wszystko się skończyło podbiegłem do Kamiru by zobaczyć co z nim. Oczywiście cały czas skanuję okolicę by mieć pewność czy nic się nie dzieje.
-Dobrze że się nie wtrącałem tylko bym mu przeszkadzał pomyślałem widząc jak wygląda jego ręka od razu znowu rozerwałem sobie kolejne pasy i tak poszarpanego płaszcza
-Niezła robota. Jak cię ciekawi co sie dzieje to w środku w jednym pomieszczeniu jest ogromna ilość czakry...lecz z tego co czuję głownie to czakra naszych mówiąc to owinąłem prowizorycznym bandażem całą lewą rękę chłopaka
-Dasz radę się podnieść czy ci pomóc zapytałem i podałem mu dłoń aby pomóc mu się podnieść a gdy przyjmie tą drobną pomoc i spostrzegłbym że nie może ustać przewieszam sobie jego prawą rękę przez szyję by pomóc mu ustać. Zapewne po mojej informacji o szpitalu zapewne będzie się chciał tam udać więc gdy usłyszę coś w stylu "muszę tam iść" czy jakieś podobne dziwactwo po prostu pomagam mu się tam doczłapać.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1679
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 24
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Reika » 4 lut 2016, o 22:37

To, co po chwili nastąpiło, stało się zbyt szybko, żeby Reika mogła się w ostatniej chwili wycofać. Była tak przestraszona obecną sytuacją, że zadziałała instynktownie. Kątem oka dostrzegła, jak jeden z medyków upada z mieczem wbitym w plecy przez kukłę, która ruszyła na Natsume, ale nie miała możliwości oceny, czy da się go odratować, bo rzucił się w jej kierunku sam lalkarz. Błyskawicznie podjęła decyzję o uwolnieniu tego, co zaplanowała, a im bliżej podejdzie, tym pewniej, że zginie na miejscu. Niestety, do akcji wkroczył Natsume, którego technika okazała się znacznie szybsza niż jej i zamiast uderzyć w Ayatsuri, jej silna błyskawica trafiła prosto w lodowy kolec, który dosłownie rozerwał ciało ich przeciwnika. Najgorsze było to, że kolec był na tyle blisko, że jej uwolniona technika rozsadziła go na drobne odłamki, raniąc ją i przy okazji kilku innych, zaś siła była na tyle duża, że odrzuciło ją do tyłu prosto na kamienną ścianę. Zachłysnęła się oddechem, gdy jej plecy i przede wszystkim głowę przeszył potworny ból, spowodowany uderzeniem. Momentalnie zrobiło jej się ciemno przed oczami i osunęła się bezwładnie na kamienną posadzkę, walcząc o to, aby tylko nie stracić przytomności. Nie była zbyt wytrzymała, jeśli chodzi o taką siłę uderzenia, dlatego też nie była w stanie na obecną chwilę się podnieść, walcząc jednocześnie z bólem, dezorientacją i zamroczeniem. W tym momencie nie przyda się swojej drużynie, zresztą jakie to miało znaczenie. Kiedy tylko Natsume i Kashima rozwiążą medyków, na pewno wesprą ich swoimi umiejętnościami, może nawet zdążą pomóc tamtemu biedakowi z mieczem w plecach. Chciała pomóc, ale tylko bardziej zaszkodziła, do tego zraniła kilka innych osób oprócz siebie samej. Czuła ból nie tylko pleców i obitej głowy, ale także lewego uda, a kiedy zdołała wymacać jego źródło, okazało się, że ma wbity w ciało odłamek lodu, którego w obecnej chwili nie należało wyciągać, jeśli nie chce się wykrwawić. Był za duży i za głęboko, dlatego z pewnością uszkodził tętnicę udową, a chwilowo działał jak prowizoryczny korek. Jednak to głowa pulsowała najgorszym bólem po silnym spotkaniu z kamienną ścianą i sprawiła, że Reika nie mogła się na obecną chwilę ogarnąć ani pozbierać. Zamknęła oczy, żeby nie widzieć tego, jak wszystko wokół niej wiruje, bo poczuła dodatkowo mdłości. Ciekawe czy w miejscu, gdzie uderzyła jest jej krew, bo takie gwałtowne spotkanie ze ścianą spokojnie mogłoby rozbić jej głowę. Nie spodziewała się, że jest tak silna. Owszem, ćwiczyła tą technikę, ale nie miała pojęcia, że w prawdziwym starciu okaże się tak destrukcyjna i bez problemu poradziła sobie z twardym lodem Yuki. Oby tylko przez jej głupi błąd nikt nie oberwał bardziej niż ona, bo nie zniesie wyrzutów sumienia, że komuś zrobiła trwałą krzywdę. Próbowała się poruszyć, ale zdołała tylko lekko drgnąć, żeby się przekonać, że to nie jest póki co dobry pomysł, miała nadzieję, że chociaż jej kręgosłup ocalał.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1792
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Kamiru » 5 lut 2016, o 21:56

Obrazek

Walka chyliła się ku końcowi. Obaj pokazaliśmy na co nas stać. Obaj zasłużyliśmy na wzajemny szacunek dla kogoś równego sobie. Co prawda, nie pokazałem najpotężniejszych ze swoich technik, ale skąd mam wiedzieć, czy niebieskowłosy zrobił to samo? Ostatnie użyte przez nas jutsu były naprawdę potężne, pokazujące siłę drzemiącą w ludzkim ciele. Niemniej, dobrze wiedziałem, że wygram. Przewaga, nie tylko liczebna, ale też jakościowa. Zwycięstwo było tylko kwestią czasu i poniesionych ofiar. A tych ostatnich wolałem uniknąć, przynajmniej jeśli chodziło o mnie lub Natsume. Ale od początku, znaczy od pierwszego skoku.
Czy podjąłem słuszną decyzję? Mogłem przecież utworzyć lodową barierę i liczyć na to, że moje więzy krwi wygrają ze zdolnościami nieznajomego, w sumie, nazwę go Hakai. Pasuje całkiem nieźle do zdolności, heh. Mniejsza z tym. Powietrze już raz pozwoliło mi uniknąć jego ataku, teraz liczyłem na powtórkę, tyle, że skala była znacznie większa. Tylko czy słusznie. Ktoś kiedyś powiedział, że najlepsza obroną jest atak. Tym razem słowa ów kogoś się sprawdziły.Białe, zabójcze kulki poleciały do góry, bardzo wysoko, niezdolne do zrobienia krzywdy nikomu z tu obecnych. Chyba, że jakiś jastrząb przypadkiem oberwie. Szkoda ptaka. Eh, przed sobą mam smoka a tracę uwagę. Niedopuszczalne. Ofensywa zneutralizowana, teraz czas zakończyć walkę. Przynajmniej tak to sobie zaplanowałem, bo powietrzny pocisk okazał się niewystarczająco silny by załatwić i przeciwnika i jego środek transportu jednocześnie. Chociaż skrzydło mu odciąłem, tyle dobrego. Gdyby tak jeszcze reszta postanowiła mnie w tej chwili wspomóc... Trudno, zdany na siebie musiałem ulec grawitacji i wylądować na ocalonym od zniszczenia dachu. Choć nie, jednak dziedziniec. Mniej schodzenia. Hakai zdołał jakoś wybrnąć z tej sytuacji, ale gorszego miejsca na przystanek nie mógł wybrać. Fushimi posłał kolejną, tym razem zabójczą, strzałę. Prosto w serce wybuchowego shinobi. W końcu trup, nawet nie zdałem sobie sprawy, że westchnąłem z ulgą. Przeciąganie tego pojedynku mogłoby się źle skończyć dla mnie i całej okolicy...
I tak skończyło się źle, gnojek zdołał złożyć swoją charakterystyczną pieczęć i wydrzeć ryja. I wtedy zaczęły dziać się piękne rzeczy. Jeb. Bum. KABOOM. Najlepiej widoczne były pociski wystrzelone przeze mnie w powietrze, widoczne najpewniej daleko od osady. Ciekawe, kogo jeszcze ściągną tu te eksplozje, bohaterów czy złoczyńców... A może wszyscy uciekają z tej przeklętej piaskownicy? Na czas krótszy niż mrugnięcie noc zamieniła się w dzień, a natychmiast po tym siła eksplozji dotarła i do mnie. Chędożone smocze skrzydło. Czy ono w ogóle powinno wybuchnąć po odcięciu? Na własnej skórze odczułem, że jak najbardziej mogło. Pierdolony frajer, zero szacunku dla przeciwnika. Jak wiedział, że umrze to po cholerę zachciało mu się zabrać nas za sobą? Tylko tyle i puf, świadomość zgasła tak szybko jak ogarek świecy wystawiony przeciw tsunami. I to miały być Twoje ostatnie myśli? Wyklinanie przeciwnika, który po prostu chciał przeżyć? Żałosny z ciebie bóg, wygnańcu.
Oddychałem. Żyłem. Tyle mogłem wywnioskować z bólu towarzyszącego każdemu ruchowi. Dziwne, po raz pierwszy od naprawdę dawna czułem prawdziwy ból. Nie rozgoryczenie, żal, czy wściekłość na ścieżkę, którą sobie obrałem. Czysty, fizyczny impuls przeszywający moje ciało w wielu miejscach. Nie potrafiłem stwierdzić nawet, gdzie oberwałem najbardziej. Głos? Jaki niby głos, po prostu dostałem falą uderzeniową i najpewniej nieco mnie zmroczyło. Żadnego światełka w tunelu, żadnych migawek z życia. Nic ciekawego. Tylko dlaczego instynktownie liczyłem na ciche de gozaru, gdzieś nad głową? Au. Nosz kurwa mać, jak już leżę i cierpię, to dlaczego ból nie może gdzieś odpłynąć? Ale nieee, gnojek musi sobie we mnie siedzieć i wbijać igły od wewnątrz. Tylko w rękę wbił sztylety, tchórz. Pozwoliłem sobie na otwarcie oczu, dym już się rozwiewał, a z kurz opadał powoli. Przynajmniej szpital był cały, tyle dobrego. Reszta okolicy mogła być zrównana z ziemią, byleby ten budynek stał na swoim miejscu. Zdołałem nieco obrócić głowę... Tylko połowę zrównaliśmy z ziemią, niezły wynik. Chyba połowę, gruz to rósł, to malał w oczach. Lepiej było skupić wzrok na czymś bliższym, chociażby na sobie. I jak miło, że ściana postanowiła zatrzymać mnie w tym miejscu. Nie musiałem się czołgać, próbować podnosić ani prosić kogoś o pomoc. Nie żebym nie dał sobie rady z czymś tak prostym jak wstanie na nogi, byłem w końcu bogiem. Ale to całkiem wygodna pozycja do obserwowania pobojowiska. Spróbowałem ruszyć kolejno kończynami. Głowa jest, prawa ręka jest, noga tak samo, męskość chyba nienaruszona, lewa noga też całkiem całkiem, nie licząc... Poparzenie, no super. Tyle lat na Hyuo i żadnych odmrożeń. Jeden dzień na pustyni i poparzenie. Dzięki ósemko, wielkie dzięki. Niemniej, dół był cały. Tego samego nie mogłem powiedzieć o górze, lewa ręką... Nie miałem jej? Głowa opadła mechanicznie w tamtym kierunku. Bark był, biceps też, łokieć, przedramię, nadgarstek a w końcu dłoń. Co prawda całość wyglądała jak przepuszczona przez maszynkę do mielenia mięsa, a potem jeszcze potrzymana trochę w ognie, ale była. Tyle, że bezużyteczna. Dobrze, że prawa ręka dominowała. Źle, że w ogóle znalazłem się w takiej sytuacji. Ilość kończyn się zgadza, korpus jakoś się trzyma... Niech ci ze szpitala wyjdą szybciej, może uda im się choć trochę mnie poskładać. Przywołałem do siebie wilki, przynajmniej one ocalały bez szwanku serię eksplozji. Miały szczęście. Albo po prostu potrafiły zachować dystans. A ja... Zapomniałem o defensywie, głupi błąd. ALE ŻYŁEM. Tyle się w tej chwili liczyło.
Tsukune też sobie jakoś poradził, brawo dla niego. I szedł w moim kierunku niczym siostra miłosierdzia. To musiał być, klon Natsume nie miał raczej szans na przetrwanie. Co prawda bardziej ucieszyłbym się z Reiki, głównie ze względu na jej medyczne umiejętności, ale jego pomocą też nie pogardzę. Bandaż? Tylko tyle mógł mi zaproponować? No cóż, trzeba czekać na kogoś lepszego, ale póki co dałem sobie zabandażować ramię, mocniej przecież nie zaboli. Auu... Użycie lodu w tej chwili może uśmierzyłoby by ból... Ale nie wiedziałem, czy nie przyniesie to jeszcze gorszych efektów. Zimno nie najlepiej współpracuje z gorącem, huh. W ogóle mało co wiedziałem w tej chwili. O, moja niańka coś mówi. Mówiła. Zamrugałem, próbując się skupić. Chakra? Nasi? Świetnie, dali sobie radę. Albo zabili siebie i wszystkich wewnątrz. W odpowiedzi jedynie wzruszyłem ramionami. Tak właściwie to jednym, lewe wolało leżeć bezwładnie. Chwila... On tak serio? Mam wstać? Nawet oferuje mi pomocną dłoń. Wspaniale. A teraz, z łaski swojej, sensorze z rękawicą łańcuchową, spójrz raz jeszcze na mnie. I co niby widzisz? Poparzone, rozerwane, pocięte i obolałe coś, co jeszcze przed chwilą było całkiem sprawnym młodzieńczym ciałem. Tak się kończy zapominanie o defensywie. Nie... Tak się kończy próba wyciągnięcia pereł z szamba. Nie moja wojna, nie moja sprawa, mogłem zostawić tu Natsu... Eh, nie mogłem. Gdybym potrafił przewidzieć przyszłość, wszystko poszłoby łatwo. Za łatwo wręcz. Ale żeby od razu kończyć w takim stanie? Z jednej skrajności w drugą, huh. I tak skończyłem lepiej niż dwójka moich przeciwników. Głowa fanatyka nadal była skuta lodem, a Hakai... Ciekawe, co z niego zostało.
- E-eto... Posiedzieć wolę tu... - Tylko tyle zdołałem wychrypieć w jego kierunku, potem zamilkłem, starając się trwać z tym samym wyrazem twarzy, nie wpuszczając tam grymasów bólu. Chwila... Coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Oberwałem, rozumiem. Bolało mnie całe ciało, rozumiem. Ale dlaczego czułem na twarzy coś gorącego, cieknącego w dół? Podniosłem sprawną rękę do policzka, spodziewając się najgorszego. Skóra. Pocięta, krwawiąca skóra. Maska. Gdzie? Jak? Wybuch skrzydła? To by tłumaczyło, dlaczego moja twarz nie wygląda gorzej od sędziego. Skute byle jak kawałki metalu uratowały te nędzne, fizyczne ciało przed całkowitym końcem. Kilka pieprzonych kawałków metalu, a nie moje zdolności, wiedza czy spryt... Złość, czysta złość tłumiąca nawet ból. Szybko jednak przyszło opamiętanie, zbyt zmęczony byłem na marnowanie resztek energii na furię. Samo znalezienie i kupienie maski było przecież aktem rozwagi, ne? Czyli wszystko w porządku, sam zdołałem uratować siebie. Tyle, że będę potrzebował nowej... Teraz mogłem tylko wpatrywać się przed siebie, licząc na to, że w szpitalu rzeczywiście byli medycy, a nie grupa szumowin szukająca środków zapewniających niezwykłe przeżycia. Przynajmniej nie zniszczyłem Oni, pradziadek byłby dumny. Albo wyśmiałby, że teraz nie mam nawet siły się ruszyć. Chociaż... Dla samych emocji towarzyszących tej walce, warto było. Naprawdę warto. I jak zareaguje druga grupa, kiedy zobaczą pole bitwy? Pewnie nawet nie zdołam tego dostrzec. Au.

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Hyōton 氷遁
NATURA CHAKRY:
    Obrazek
    Obrazek
    Obrazek
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
    Nabyta Brak
PAKT: Brak.
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 | 60
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50
    SZYBKOŚĆ 130 | 140
    PERCEPCJA 52
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 50

KONTROLA CHAKRY B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Chanbara
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    Ninjutsu E
    Kenjutsu C
    Suiton D
    Fuuton B
    Hyōton A




Już aktywne techniki:


Nazwa
Fūton: Hien

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na broń

Koszt
B: 15%

Dodatkowe
Wymaga posiadania broni

Opis Jutsu pozwalające na pokrycie ostrza broni chakrą Fūtonu. Użytkownik nagromadza energię w dłoniach, po czym powoli rozprowadza ją po narzędziu walki. Efektem jest stworzenie ledwo widocznego, śmiertelnie ostrego przedłużenia naszego brzeszczotu. Jesteśmy w stanie za jego pomocą bez problemu ściąć drzewo, przebić głazy... nie wspominając już o ciałach innych ludzi.



Nazwa
Hyōton: Rōga Nadare no Jutsu

Pieczęci
Tygrys

Zasięg
Dowolny

Koszt
B: 7%(za 2 wilki)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika przydatna do odwrócenia uwagi przeciwnika, a i za pomocą której można zadać dość duże obrażenia. Za pomocą tejże techniki członek klanu Yuki wytwarza lodowego wilka (lub całą ich watahę, jedynym ograniczeniem ilości jest chakra), który następnie naciera na przeciwnika. Pazury i kły wilków są dosyć ostre i swoje mogą zdziałać.



Najważniejsze info:
  • Wdech.
  • Wydech.
  • Zobaczyć momenty z całego swojego życia.
  • Boner przy momentach z Hanaye ;v
  • Wdech.
  • Pomyśleć,"Tsu, odpierdol się".
  • Przywołać wilki do siebie, tak na wszelki wypadek. Wszystkie. O ile się posłuchają.
  • Kontynuować wymianę gazową.

To tylko tak dla beki ;v

Chakra - 46,5%
Kamiru
 

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Natsume » 8 lut 2016, o 02:10

Przeciwnik jednak okazał się być człowiekiem za bardzo pochłoniętym żądzą zemsty, aby myśleć choć trochę racjonalnie. Natsume zmrużył lekko oczy, widząc jak oponent szarżuje w kierunku Reiki, zaś jego marionetka powoli zabrała się za atak na samego Yukiego. Podniósł szybko miecz, zamierzając spróbować skontrować uderzenie, lecz dość szybko zdał sobie sprawę, że nie będzie to zbyt bezpieczne. Dlatego też postanowił skorzystać z planu B, którym chciał jak najszybciej pozbyć się swojego oponenta. Wtedy jednak zwrócił uwagę, że ten chciał chyba skorzystać z Reiki jako połączenia żywej tarczy i obiektu wymiany. Chciał więc za życie Kashimy i jego córki oddać mu zdrową Reikę.
Mat w jego oczach nieco się rozjaśnił, ukazując zza woalu prawdziwego Natsumego.
Chłopak wtedy po raz pierwszy od dawna poczuł, że się waha. Po raz pierwszy od czasu, kiedy w dzieciństwie nauczył się tego, jak brutalnym jest życie i że trzeba czasem zapłacić wysoką cenę, po prostu zawahał się z wydaniem wyroku na kompana w celu popchnięcia misji do przodu.
Po raz pierwszy od czasu, gdy musiał zabić przyjaciela, by ochronić siebie i resztę rówieśników po porwaniu.
Kątem oka zauważył, że marionetka skorzystała z okazji, że sam Ayatsuri odwrócił uwagę wszystkich, i jednym ciosem miecza posłała jednego z medyków prosto w paszczę Shinigami. Po prostu zabił kolejnego niewinnego człowieka, którego właśnie Natsume i jego kompani mieli chronić, tylko po to aby dorwać ich dowódcę. Wzrok młodzieńca znowu stwardniał, a w oczach znów zniknęły ślady przyjacielskiego melancholika z Hyuo. Pozostał tylko Kenshi.
-Nie. Na wyspach mówimy: "Niech chłód Cię pochłonie".
W tym momencie spod ziemi wyrósł olbrzymi lodowy kolec, który przeszył ciało marionetkarza z takim impetem, że ten po prostu skończył w dwóch połowach. Reika zaś wykorzystała swoją technikę Raitonu, chcąc najpewniej zaatakować lalkarza. Ale jako że w tym miejscu stał już tylko kolec, trafiła w niego... posyłając setki odłamków na wszystkie strony. Natsume też dostał, lecz na szczęście nie było to nic poważnego - ot, zostaną tylko kolejne blizny. Dla wyspiarzy blizny to znak odwagi w walce i dowód, że się jadło już z niejednego pieca. A ból? Cóż, zabandażuje ją przed wyjściem ze szpitala. Niech poboli, niech da o sobie znać. W ten sposób nabierze znaczenia.
Szerokim ruchem podniósł wielki kunai nad głowę, po czym umieścił go na swoim miejscu, na plecach. Następnie podszedł do Kashimy, któremu podał rękę, chcąc pomóc mu wstać.
-Nie miej mi tego za złe. Chciałem pomóc uwięzionym.
Gdy pomoże Kashimie wstać i wyjaśnią sobie, o co chodziło w tym całym teatrzyku (a miał nadzieję, że Kashima wyłapie to, że nie chciał go zabijać, a tylko sprowokować przeciwnika), ściąga jednego z klonów - tego słabszego, co stworzył go prawie na samym początku - aby pomógł dowódcy w uwalnianiu medyków. Drugi klon wychodzi na zewnątrz, uprzednio wyciągnąwszy z torby kilka medykamentów i bandaży, aby sprawdzić stan i omówić Kamiru i Tsukune to, co się mniej więcej wydarzyło w środku (no, i podać medykamenty), po czym w zamierzeniu ma powrócić do środka, aby powiadomić medyków o stanie grupy zewnętrznej i poprosić ich o interwencję.
Oryginalny Natsume zaś podszedł powoli do leżącej Reiki, która najwidoczniej była troszkę ogłuszona uderzeniem, i sięgnął do kieszeni po jeden z bandaży, które zebrał podczas przeszukiwania szpitala. Ignorując pieczenie własnej rany i cieknącą po ramieniu krew, rozwinął bandaż i przyklęknąwszy, zaczął zawijać opatrunek wokół rany Reiki. Nie wyciągał przy tym odłamka, bo wiedział z doświadczenia że to nie jest zawsze dobry pomysł. Przyłożył dwa kawałki bandaża do krawędzi rany, aby wzmocnić opatrunek, po czym zaczął właściwy proces zawijania. Gdy upewnił się, że opatrunek został zrobiony poprawnie, ułożył dziewczynę ostrożnie w wygodniejszej pozycji, żeby mogła dojść do siebie, po czym położył kawałek lodu nad raną, aby schłodzić naczynia w nodze. Może i nie był medykiem, ale chyba każdy wyspiarz wiedział, jak zrobić podstawowe opatrunki.
-Odpocznij chwilę. Może pozostali pomogą cię postawić na nogi. I... chyba będę później winny wyjaśnienia - powiedział spokojnym tonem, a następnie ruszył by pomóc w uwalnianiu medyków, a gdyby to było gotowe - starał się zorganizować pomoc dla Reiki i grupy zewnętrznej.
... i na wszelki wypadek był gotów na utworzenie słupów, gdyby szpital postanowił jednak runąć. Oby nie.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1241
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Exodia » 8 lut 2016, o 17:14

Obie Grupy

Nastała chwila względnego spokoju. Zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz walki ustały. Cóż, co do osady, to przynajmniej na samym placu, gdyż nadal w oddali toczyło się ich wiele. Było to doskonale słyszalne po pokonaniu niebieskowłosego - gdzieś uderzenia, gdzieś krzyki, gdzieś jęki, a dookoła łuny światła od płonących budynków i nie tylko. Wciąż był chaos, chociaż jego natężenie znacznie zmalało w tej chwili. Chwila oddechu, odpoczynku, a czy powróci?
Reika powoli zbierała się do kupy. Całe szczęście nie miała większych obrażeń niż rana w udzie, z której nie wyciekało wcale tak wiele krwi. Można powiedzieć, że nawet zaskakująco mało. Jej wizja powoli wyostrzała się, odgłosy przestały odbijać się echem, aż w końcu praktycznie była trzeźwa. Wciąż jednak nie czuła się na siłach, aby wstać, a mdłości pozostały. Nie miała rozbitej czaszki jakimś cudem, ani nawet uszkodzonych pleców. Powstanie jedynie ogromny guz i jeszcze większy siniak. Może też wstrząśnienie mózgu? Jak na razie się trzymała i jej stan dawał nadzieję na szybki powrót do "gry".
Dowódca wstał z pomocą Natsume, spoglądając jedynie na niego i kiwając mu głową na znak, że rozumie. Od razu rzucił się, by uwolnić swoją córkę. Rozwiązał ją i zdjął knebel, a później po dłuższej chwili przytulania się oraz szeptów przeszedł do uwalniania reszty - również ze zdejmowaniem notek z nich. Pomógł mu w tym klon Natsume, który wrócił po zostawieniu sędzi przy samych drzwiach szpitala. Druga replika zabrała trochę bandaży oraz środków medycznych i skierowała się na zewnątrz, a tam... widok, który wprawiał w zdziwienie każdego. Połowa budynków, które dobrze się miały zanim Natsume, Reika i Kashima weszli do środka, była jedynie pyłem i odłamkami gruzu. W jednym miejscu leżała kupa białego czegoś. W wielu miejscach były kratery - mniejsze i większe, a przy ścianie naprzeciwko szpitala leżał Kamiru. Bez maski, z lewą ręką w tragicznym stanie. Sam Yuki również wyglądał na zmęczonego, wręcz wycieńczonego, oderwanego od zmysłów. Klon podszedł wraz z Tsukune, który zamiast swojego płaszcza wykorzystał prawdziwy bandaż od repliki, aby chociaż prowizorycznie zabandażować ramię chłopaka. Sobowtór Natsume po krótkim wyjaśnieniu, że wewnątrz byli przetrzymywani medycy, ale problem został rozwiązany, lecz Reika została lekko ranna, zostawił też kilka różnych fiolek obok dwójki z zewnątrz i ruszył do szpitala. Fushimi zszedł na ziemię i kucnął obok Kamiru, uśmiechając się w uznaniu.
- Trzymaj się, bo będziesz miał co opowiedzieć kiedyś wnukom. - powiedział i pokiwał głową jakby dumny ze swojego tymczasowego towarzysza, by następnie stanąć obok i ubezpieczać okolicę swoim łukiem.
Wewnątrz Natsume zajmował się bandażowaniem Reiki, zaś córka Kashimy natychmiast ruszyła na pomoc przebitemu ostrzem człowiekowi. Wykorzystując resztę do pomocy, wyciągnęła odpowiednio broń, a inni tamowali na tamtą chwilę krew. Odpowiednio ułożyła rannego i przyłożyła mu dłonie do klatki piersiowej, a zielone światło chakry wypełniło całe pomieszczenie. Było znacznie intensywniejsze niż to Reiki, a rana zasklepiała się wyjątkowo szybko. Szeptała coś, że ma uszkodzone płuco, ale raczej przeżyje. Wtedy też wszedł do pomieszczenia klon nowego Kenshiego i oznajmił jaka sytuacja jest na zewnątrz z naciskiem na stan Kamiru i Tsukune. Prośba o interwencję medyczną spotkała się z dezorientacją w oczach wszystkich, oprócz samej córki dowódcy.
- To są zwykli cywile. Ja zostałam porwana z grupy ratującej medyków, a oni są jedynie mieszkańcami, którzy mieli robić za medyków. Oiji chciał ich wykorzystać jako dodatkową kartę na Kashimę, bo wiedział, że ten pojawi się w szpitalu. - sam dowódca był zaskoczony tym, że cała zebrana tutaj grupa, to zwykli ludzie, a jedynie jego córka to medyk. Szybko wrócił jednak do bandażowania jednego z rannych przez odłamek lodu, nie powiedział ani słowa. Dziewczyna nagle poderwała się od leczonego człowieka, którego rana była już zasklepiona. - Tyle wystarczy, by przeżył. Biegnę pomóc waszym kolegom. - i w pośpiechu skierowała się na zewnątrz. Po drodze wzięła jedną z toreb z medykamentami i po opuszczeniu drzwi szpitala stanęła na sekundę jak wryta, widząc skalę zniszczeń. Natychmiast ruszyła do Tsukune, który jeszcze nie zdążył do końca zabandażować ramienia Kamiru. Brązowowłosa widocznie była przerażona tym co się tutaj wydarzyło, chociaż jej mina wykazywała determinację oraz próbę opanowania. Była w końcu medykiem, nie mogła panikować.
- Nie bandażuj więcej, ja się tym zajmę. - powiedziała i wyciągnęła z torby jakiś proszek oraz szklany kieliszek, wlała do niego trochę jakiegoś specyfiku, dosypała proszku, a następnie wlała to do ust strażnika muru, który poczuł jedynie ogromną gorycz. Przygotowała to samo i podała Tsukune. - Pij. To Ci pomoże. - odparła, a później powoli zdjęła bandaż ze zniszczonej ręki Yukiego. Fushimi drgnął zauważając kobietę i zaśmiał się radośnie, lecz ona nie odwzajemniła uśmiechu - musiała uratować rannych. Przyłożyła dłoń do ręki Kamiru, a całe ramię zostało pochłonięte w zielonej bańce z wody, która dodatkowo emanowała światłem podobnym do tego od Reiki, ale znacznie większym.
- Będzie boleć, ale wytrzymasz. - i w tym momencie młodzieniec poczuł jakby jego ręka rzeczywiście stanęła w płomieniach. Korzystała z techniki tak długo, aż rany się zamknął, a największe poparzenia zniknął pozostawiając jednak te mniejsze, by wyleczyły się same. Później przystąpiła do leczenia Tsukune. Natsume w tym czasie zdążył dokładnie zabandażować udo Reiki, która wróciła już do siebie. Docierało do niej co się dzieje dookoła, chociaż wciąż odczuwała mdłości i ból. Kashima zdążył pomóc rannemu odłamkiem cywilowi, który jednak oberwał nieco lżej niż blondynka. Przebity mieczem mieszkaniec leżał nieprzytomnie, lecz jego stan wydawał się być stabilny.


//Zrobimy lekki skip, bo chyba żadnemu z nas nie chce się pisać "oj jak boli, oj jak się leczy, oj no straszne". Przyśpieszymy proces leczenia i zbierania się do kupy. W sumie to odkryję uhide, bo to tylko obrażenia.

Tsukune: Rana jest zaleczona, lecz wciąż odczuwasz ból, który dekoncentruje Cię lekko. Powoli jednak ustaje. Po ranie została blizna, a wokół niej wciąż są lekkie oparzenia.
Natsume: Głębokie rozcięcie skóry na całej szerokości lewego przedramienia. Rana nie jest groźna, ale boli dosyć znacznie i krwawi obficie.
Reika: Dezorientacja znikła, czujesz jedynie mdłości. W lewym udzie wbity lodowy odłamek - dopóki tam tkwi, to nie krwawi rana mocno, a w pewnym stopniu nawet uśmierza ból i blokuje krwawienie. Mimo wszystko boli. Plecy i głowa bolą niesamowicie, lecz siły wracają.
Kamiru: Na twarzy liczne zadrapania, drobne ranki. Nic groźnego, jedynie piecze i lekko krwawi. Lewa ręka została w głównej mierze zaleczona - cała jest pokryta różnymi bliznami. Rany zostały zasklepione, większe poparzenia wyeliminowane, lecz te mniejsze wciąż są. Boli nadal równie mocno, a może nawet mocniej i w dalszym ciągu nie możesz nią poruszać. Plecy bolą od zderzenia ze ścianą, plus tułów też rezonuje bólem od lewego boku. Możliwe złamane żebro. Ból ćmi zmysły, chociaż aktualnie jest nieco inny - wracasz do siebie powoli.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Tsukune » 8 lut 2016, o 19:18

Dzięki temu że klon Natsume ruszył razem ze mną do Kamiru mogłem użyć normalnego bandażu do zajęcia się ręką Kamiru jednak nie zdążyłem do końca jej zabandażować gdy wyczułem iż ktoś się do nas zbliża. Spojrzałem na tą osobę którą okazała się kobieta
-Szczerze wolałbym jakieś procenty ale cóż powiedziałem i wypiłem całą zawartość na jeden raz. Przyglądałem się ciekaw tego jak dziewczyna leczy rany Kamiru. Co się dziwić w końcu nie widziałem jak medyk leczy czyjeś rany. Lecz mimo wszystko sprawdzałem nadal teren czy nic się nie zbliża. Chyba już robiłem to odruchowo mimo bólu. Trochę czasu zajęło dziewczynie wyleczenie mocnych poparzeń i ran Kamiru by następnie zajęła się moją raną. Tak samo przyglądałem się jak leczy moją rękę
-Dziękuję powiedziałem gdy skończyła leczyć moją rękę z lekkim uśmiechem który został powiększony przez blizny na policzkach. Lekko pokręciłem ręką jednocześnie zaciskając dłoń. Zerknąłem też na swoje przedramię widząc nadal na nim tatuaż węża z dwoma głowami skierowanymi w przeciwne strony.
-Na razie nie mogę jej zasłonić aby resztki oparzeń się zagoiły a blizna to nic wielkiego pomyślałem i rozglądałem się po okolicy nadal sprawdzając teren. W końcu mimo wszystko warto wcześniej wiedzieć o zagrożeniu...nawet niewielki czas się przyda. A niestety do niczego innego się w aktualnym momencie nie nadaję.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1679
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 24
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Reika » 8 lut 2016, o 19:42

Żeby dostać się do jej rany i obwiązać ją bandażem, Natsume musiał podciągnąć długą, białą szatę, którą Blondynka miała obecnie na sobie, tym samym obnażając całą jej nogę. Nagość jej skóry nie była jednak niczym w porównaniu z faktem, że lodowy odłamek utkwił dokładnie między czterema szramami, jakie kunoichi miała na udzie. Wyglądało to na stare blizny po zwierzęcych pazurach, które teraz Natsume mógł przez chwilę obejrzeć, zanim przystąpił do obwiązywania jej nogi. Co prawda bandaż się był tutaj potrzebny, bo Reika zaraz i tak będzie chciała usunąć odłamek i zaleczyć ranę, żeby nie utrudniał jej chodzenia, ale w tym momencie musiała jeszcze dojść do siebie po zderzeniu z kamienną ścianą, więc póki co nie protestowała na tą próbę pomocy. Z każdą kolejną chwilę wracała jednak do równowagi, a słysząc słowa Natsume, pokręciła głową.
- Nie ma czasu na odpoczynek. - Odpowiedziała, próbując się unieść na łokciu. - Trzeba opatrzyć rannych i wynosić się stąd.
Nim zdołała wspomnieć, że druga grupa ma kłopoty i że słyszała wybuchy, do podziemi zszedł klon Natsume i poinformował o sytuacji na górze, a słysząc o stanie zdrowia Kamiru i Tsukune, Reika momentalnie zebrał się w sobie i usiadła, jednocześnie łapiąc za ramię Natsume, oczywiście za to zdrowe. Z jednej strony służył jej jako podparcie, ale z drugiej chciała go zatrzymać, zanim wyrwie do przodu, żeby sprawdzić w jakim stanie rzeczywiście jest Kamiru.
- Siedź na tyłku i nie ruszaj się. - Warknęła na niego, nie przyjmując sprzeciwu. Widać było, że jest wkurzona. - Piekielnie mnie przestraszyłeś, więc teraz za karę grzecznie tu posiedzisz, dopóki nie wyleczę Ci ramienia, które może Ci być jeszcze potrzebne, a które zostało zranione z mojej winy.
W jej głosie brzmiała nie tylko złość, ale i poczucie winy, więc Yuki powinien docenić fakt, że chce naprawić szkodę i bez protestów poddać się temu leczeniu, które już po chwili rozpoczęło się, gdy wyciągnięte nad jego ramieniem dłonie Reiki rozbłysły zielonym światłem, a rana powoli zaczęła się zasklepiać. Niespodzianką okazał się fakt, że z uratowanych medyków tym prawdziwym okazała się być tylko córka Kashimy, a reszta to zwykli cywile. Świetnie. No ale zawsze lepszy dodatkowy medyk niż żaden, a wyglądało na to, że dziewczyna miała większą wprawę w leczeniu niż ona, bo szybko uporała się z rannym cywilem i pospieszyła na górę, żeby zająć się Kamiru i Tsukune, co Reika przyjęła z ulgą, bo mogła dokończyć leczenie Natsume i zająć się swoją nogą. Kiedy ramię Yuki się zagoiło, zakończyła leczenie i szybko rozwinęła bandaż na swoim udzie, który złożyła dwa razy i zawiązała powyżej rany, mocno zaciskając. Jęknęła cicho czując ból, ale lepsza taka opaska uciskowa, niż żadna. Będzie potrzebować jeszcze tylko męskiej siły.
- Trzymaj mocno i zaciskaj. - Poprosiła Natsume. - Muszę wyciągnąć ten odłamek.
Owinęła dłoń rękawem swojej szaty, żeby łatwiej było chwycić lód, który w ciepłej dłoni by się ślizgał, a do materiału zwyczajnie przywarł i stanowczym ruchem wyszarpnęła go z uda, nie mogąc jednak powstrzymać jęku bólu. Natychmiast przystąpiła do leczenia, w pierwszej kolejności zasklepiając uszkodzoną tętnice udową, a potem powoli zamykając ranę, warstwa po warstwie. W końcu nakazała Natsume rozluźnić ucisk bandaża i zaleczyła resztę rany, która nie powinna po sobie zostawić śladu. Wystarczyły jej cztery szramy po pazurach wilka, na które spojrzała tylko krytycznie i ponownie osłoniła nogę szatą. Pozostało już tylko się podnieść i razem z pozostałymi wyjść na parter budynku. Plecy i głowa nadal ją bolały i czuła mdłości, ale dało się z tym wytrzymać. Jeśli zostanie jakaś torba do zabrania, to weźmie ją, chodź miała na dzieję, że cywile, dla których ryzykowali życie, przydadzą się teraz na coś i poniosą chociaż ten cenny bagaż. Powoli sytuacja stabilizowała się i gdy tylko Kamiru i Tsukune odzyskają sprawność, będzie można ruszyć w drogę powrotną. Co do tamtego nieprzytomnego cywila, to było wiele sposobów, żeby go ocucić, więc zawsze może się tym zająć. Ubytek krwi można było załatwić specjalną pigułką, które nawet widziała w jednej z toreb, więc to nie problem, no i sole trzeźwiące od razu stawiają na nogi. W każdym razie dobrze by było, jakby się obudził, bo tachanie go nie będzie przyjemne i będzie tylko ich spowalniać.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1792
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Kamiru » 9 lut 2016, o 22:01

Hura, przybyło wsparcie. Znaczy, zjawiło się jakieś dziewczę ze szpitala, ale najpierw ktoś musiał ją poinformować o naszym stanie. Moim stanie, kurwa. Czyżby klon Natsume wcale nie uległ zniszczeniu? Teraz i tak nie jestem w stanie tego stwierdzić, nie ważne jak bardzo bym się starał. Zresztą, w tej chwili raczej nikt obcy się tu nie zbliży, nie po tej całej serii eksplozji. A nawet jeśli to strzegą mnie wilki, niedaleko jest Tsukune wyczuwający chakrę, no i celne oko łucznika. Nawet mnie pochwalił, co było zaszczytem samym w sobie. Zdołałem jedynie skinąć głową w podziękowaniu. Czym takim zajmowali się pozostali, którzy nadal siedzieli w szpitalu? Nie wiedziałem. Zresztą, nie miałem do tego głowy. Ręki w sumie też nie. Ale od czego są potężne techniki leczniczej sztuki iryo? Kilka pieczęci, jakieś tajemnicze jutsu i już, człowiek jest jak nowy. Zaraz, jakie proszki? To jest ta nowoczesna medycyna? Nie miałem jednak siły, by oponować, a lekarstwo, trutka czy po prostu wysuszone i starte odchody wielbłąda przelały się przez moje gardło. Smakowało... Nie, nie smakowało. I tyle, bo dłuższe myślenie nad składem specyfiku mogło mnie doprowadzić do białej gorączki. A może czarnej? Mało co mnie obchodziło, co zauważyłem z pewnym... Neutralnym smutkiem. Nawet nie naturalnym. Przynajmniej ból nadal czułem normalnie, jak każy człowiek i bóg.
Chwilę później poczułem go znacznie, znacznie lepiej. Brakowało tylko odrobiny, by przekroczyć granicę, a potem utonąłbym w oceanie bólu, zamiast tylko unosić się na jego powierzchni, jak udawało mi się to do tej pory. Huh, może czas najwyższy przyzwyczaić się do tego uczucia? Może go powodować przedmiot, człowiek, zwierze, własna nieuwaga, czy nawet zrządzenie Losu... A za każdym razem ból jest bólem, nie ważne, jaką dokładnie przybiera postać. Z chęcią zacisnąłbym pięści, ale zaciskanie zdrowej nie miało większego sensu. Tkwiłem więc w miejscu na tyle spokojnie, na ile tylko potrafiłem i starałem się cierpliwie doczekać końca kuracji. I skończyło się, kończyna wyglądała całkiem nieźle, choć ból nie zniknął. Upierdliwy gnojek, nie ma co. Gdyby tak się z nim zakumplować? W międzyczasie medyczka zajęła się Tsukune, a Reiki i Kuzyna nadal ni widu, ni słychu. Zadziwiające. Sprawną dłonią złapałem za bandaż, który przed chwilą pokrywał moją poparzoną rękę i wytarłem nim delikatnie twarz. Pieczenia to to nie zlikwiduje, ale przynajmniej krew nie będzie zmieniać mnie w demona wojny. Byłem przecież bogiem wygnanym, na dwa etaty nie dałbym rady, huh. Wykorzystałem jednego z wilków jako podporę, opierając się nim. Choć w sumie, jeśli dałbym radę, staram się na nim jechać. Bo dlaczego by nie Spory, raczej nie rozpadnie się pod moim ciężarem.
- Etoo... Arigato. Zainteresować może cię, że głowa ta żyje wciąż. - skinąłem przy tym własną makówką w paszczę drugiego wilka, gdzie spoczywała zamrożona resztka fanatyka. Może słyszała już o takim przypadku? Chyba oczywiste, że zwracałem się do niej, bo sensor i Fushimi już to wiedzieli. - Siły masz jeszcze, by leczyć? Ból bok mój trawi. - przy tym puknąłem się delikatnie w bok, mniej więcej tam, gdzie odczuwałem największy ból. Jeśli zdoła pomóc i na to, świetnie, jeśli nie... Jakoś się przeżyje. A co potem? Potem czas na kolejne rozkazy dowódcy, albo zmycie się stąd jak najdalej, najlepiej prosto na Hyuo. O ile Natsume nie postanowi zająć się odbudową tego miasta, bo i taka myśl mogła pojawić się w głowie zwycięzcy turnieju. Ciekawe, jak duży konflikt rozpoczął się właśnie tutaj, właśnie teraz. Czy zdoła pokonać morze i dotrzeć na lodową wyspę? I jak podziała na strażników? Podzielą się zgodnie z polityką ich rodów? Dużo pytań, dużo odpowiedzi. A one przyniosą jeszcze więcej pytań. Au.

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Hyōton 氷遁
NATURA CHAKRY:
    Obrazek
    Obrazek
    Obrazek
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
    Nabyta Brak
PAKT: Brak.
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 | 60
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50
    SZYBKOŚĆ 130 | 140
    PERCEPCJA 52
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 50

KONTROLA CHAKRY B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Chanbara
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    Ninjutsu E
    Kenjutsu C
    Suiton D
    Fuuton B
    Hyōton A




Już aktywne techniki:


Nazwa
Fūton: Hien

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na broń

Koszt
B: 15%

Dodatkowe
Wymaga posiadania broni

Opis Jutsu pozwalające na pokrycie ostrza broni chakrą Fūtonu. Użytkownik nagromadza energię w dłoniach, po czym powoli rozprowadza ją po narzędziu walki. Efektem jest stworzenie ledwo widocznego, śmiertelnie ostrego przedłużenia naszego brzeszczotu. Jesteśmy w stanie za jego pomocą bez problemu ściąć drzewo, przebić głazy... nie wspominając już o ciałach innych ludzi.



Nazwa
Hyōton: Rōga Nadare no Jutsu

Pieczęci
Tygrys

Zasięg
Dowolny

Koszt
B: 7%(za 2 wilki)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika przydatna do odwrócenia uwagi przeciwnika, a i za pomocą której można zadać dość duże obrażenia. Za pomocą tejże techniki członek klanu Yuki wytwarza lodowego wilka (lub całą ich watahę, jedynym ograniczeniem ilości jest chakra), który następnie naciera na przeciwnika. Pazury i kły wilków są dosyć ostre i swoje mogą zdziałać.



Najważniejsze info:
  • Nie krzyczeć podczas leczenia.
  • Wytrzeć twarz.
  • Skorzystać z wilka jako środka transportu, ewentualnie tylko jako podparcia.
  • Zapytać o głowę jashinisty i ból tułowia.


Chakra - 46,5%
Kamiru
 

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Natsume » 10 lut 2016, o 03:25

Zaraz, chwila moment. Czyli wychodziło na to, że pomimo tego, że w budynku były widoczne ślady użytkowania poszczególnych sal, wszyscy medycy i pacjenci po prostu wyparowali, pozostawiając tylko trochę cywili mających udawać schwytanych lekarzy, i jedną jedyną córkę Kashimy, która w jakimkolwiek stopniu znała się na Iryojutsu? Szlag. O ile sam fakt, że udało się uratować jakichkolwiek cywili był informacją pocieszającą, o tyle brak tak zaawansowanej pomocy medycznej, jakiej mogli się spodziewać, mógł być niestety utrudnieniem. Natsume jednak nie komentował. Westchnął tylko.
Najwidoczniej bandażowanie i krótki odpoczynek trochę poprawiły stan Reiki, która o ile wciaż wyglądała na lekko skołowaną, o tyle przynajmniej w pełni kontaktowała. Podczas bandażowania chłopak zauważył jakieś stare blizny, wyglądające podobnie do pazurów wilka. Czyli kiedyś miała jakieś problematyczne zajścia z tymi dostojnymi, choć niebezpiecznymi stworzeniami? Może została zaatakowana przez jednego z nich, tak jak Natsume za młodu został prawie rozszarpany przez niedźwiedzia? Kto to mógł wiedzieć? Młodzieniec starał się nie zaprzątać tym sobie głowy. Wokół działo się już dostatecznie wiele, by mieć czym sobie zająć uwagę. Kontynuował więc bandażowanie, dopóki Reika nie usłyszała o wydarzeniach na zewnątrz i prawie natychmiast usiadła.
W sumie, inna sprawa że te wydarzenia faktycznie brzmiały nienajlepiej. Czyli Kamiru i Tsukune również otrzymali jakieś obrażenia... Szlag. Zwłaszcza fakt zranienia tego pierwszego wywołał u niego nieprzyjemne ukłucie poczucia winy. W końcu Kamiru pozostał tutaj tylko ze względu na jego prośbę. Gdyby nie to, byłby już bezpieczny, pewnie poza terenami Sabishi, z wolnością i swobodą. A tak... ech... będzie musiał mu to jakoś wynagrodzić.
Rozmyślania przerwała Reika, warcząc na niego i zaczynając leczenie ramienia. Początkowo chciał zaprotestować, żeby nie marnowała chakry, że ta rana sama się zabliźni i wystarczy tylko założyć bandaż... ale po chwili zrezygnował. Wystarczyło, że była zdenerwowana. Chociaż sam w sumie mógł tylko podejrzewać, dlaczego. To przez to zagrożenie śmiercią Kashimie? Czy może była wkurzona o coś innego? Na Hyuo nauczył się, że poświęcenie jednej jednostki dla powodzenia zadania jest odpowiednią ceną...
Ech, ci ludzie po bezstresowym wychowywaniu. Przychodzi wojna, i odczuwają ją wtedy niczym zderzenie ze ścianą.
Gdy w końcu zakończyła leczenie jego ramienia, postanowiła najwidoczniej wyleczyć również swoją nogę. I Natsume ponownie chciał zaprotestować - w końcu to był tylko lód, na razie działa jak czop, a później po prostu stopnieje i tyle będą go widzieli - ale ponownie, postanowił nie reagować. Jak to ma usprawnić jej działanie w późniejszym etapie, to chyba jednak faktycznie będzie lepiej, jak się podleczy. Przynajmniej taki plus, że jego chłodna skóra mogła przy trzymaniu nogi trochę osłabić ciśnienie krwi i odrobinkę zmniejszyć ból.
Po leczeniu pomógł klonowi i Kashimie uwalniać cywili, po czym razem z wszystkimi obecnymi (gdyby trzeba było, klon poniesie) wychodzi na zewnątrz, uprzednio biorąc jedną z toreb z lekami. Na zewnątrz już, poza polem zagrożenia eksplozją i zawaleniem, pozwala sobie na krótki odpoczynek i rozluźnienie skupienia. Ale tylko odrobineczkę - w końcu cholera wie, co może nastąpić później...

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1241
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sachū no Senjō

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość