[Event] Krwawe piaski

Legendarna pustynna arena

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Exodia » 18 lut 2016, o 04:47

Kaguya był w wyjątkowo niekorzystnej pozycji. Tylu utalentowanych przeciwników kontra jeden talent i to tak młody. Kto wie jak mógłby się rozwinąć za dwa, trzy, pięć albo dziesięć lat? Może zostałby liderem rodu? Z takim potencjałem z pewnością miał szansę na świetlaną przyszłość, aczkolwiek on, jak wspomniał nieznajomy dowódca, wpadł w szał i postanowił wymordować spotkanych strażników przy bramie. Dobrze mu to szło, aż do momentu pojawienia się trójki ninja w asyście Kashimy i Fushimiego, którzy w tym momencie zdali sobie sprawę, że nie mają po co nawet próbować atakować - jedynie zaszkodziliby lub stracili życie na marne.
Tsukune natychmiast po otrzymaniu obrażeń wycofał się, aby opatrzyć się prowizorycznie. Była to rozsądna i sprytna decyzja, patrząc na ilość ran, które pojawiły się w ostatnim czasie. Lepiej nie ryzykować życiem dalej, licząc na swoje szczęście, bo ono z pewnością ma swoje granice. Przeciwnik był szybszy, więc sensor rozumiał swoją pozycję. Może i był słaby, ale szczególnie użyteczny przez swoją wrodzoną zdolność. Dodatkowo mógł sobie nawet nie zdawać sprawy jak wiele pomógł. Nie każda pomoc jest zauważana, ale jej brak już tak.
Cząstka duszy Natsume pękła pod naporem ostrych jak nic w świecie kości. Nieprzyjemny odgłos, a tym bardziej bolesny dla każdego szermierza szanującego swój oręż. Zdenerwowanie było czymś naturalnym, oczywistym, ale jakże zaskakującym w wykonaniu przedstawiciela rodu Yuki. Błysk w oku, kilka krótkich słów i Kaguya mógłby zdać sobie sprawę jak, kolokwialnie ujmując, ma przejebane w tym momencie, gdyby nie to, że był młody i znajdował się w jakiejś białej gorączce. Jego usta otworzyły się, chciał powiedzieć "podoba mi się!", kiedy jego ciało zaczęło pokrywać się lodem. Natychmiast jednak do akcji dołączył Kamiru, który był wystarczająco blisko, by wykonać jedną z technik znanych również Kenshiemu - Kaguya wraz ze swoimi wystającymi kośćmi utkwił nagle w bryle przezroczystego lodu. Cały niczym owad w bursztynie, przez co niestety kuzyn nie mógł wyładować swojej furii na przeciwniku. Chłopak zastygł z otwartymi ustami, szaleńczym wzrokiem i kością w dłoni skierowaną wprost na Natsume. Tsukune mógł obserwować jak chakra powoli, powolutku słabnie, przygasa, aż w końcu źródło znika. Śmierć.
Strażnicy obserwowali chwilę kawał lodu, aż w końcu Kashima powiadomił, iż przeciwnik jest martwy. Wszyscy odetchnęli z ulgą i zajęli się swoimi sprawami, a to jest zabezpieczeniem dalszej ulicy. Chwilę później z budynków obok zaczęły wychodzić dziesiątki zwyczajnych cywilów. Kobiety, mężczyźni, dzieci, starcy, wszyscy zamieszkujący osadę. Przerażeni, w pośpiechu, ze łzami w oczach, pośród płaczu najmłodszych przemierzali ulicę, aby jak najszybciej opuścić mury własnego domu. Wojna sprawiała, że zaczynaliśmy się bać nawet życia we własnym mieszkaniu, a byle cień był zwiastunem śmierci. Do bramy było niedaleko. Zaledwie kilkadziesiąt metrów i wolność. Kashima podszedł pod Natsume i Kamiru, a także Tsukune, który stał nie tak daleko, a następnie pochylił się głęboko, z opuszczoną głową.
- Nie proszę o wybaczenie, że was okłamałem. Chciałem wam podziękować, że pomogliście uratować moją córkę. Dla mnie to jak uratować cały świat. Jestem wam dozgonnie wdzięczny. - powiedział i po chwili dołączył do niego Fushimi.
- Jestem wam dłużny życie za uratowanie mojej narzeczonej. - zatem wyjaśniło się z jakiego powodu brodacz podążał za dowódcą. Tkwili w tej pozycji chwilę, aż w końcu łucznik pierwszy wyprostował się, puszczając trzymane ramię. Oberwał pociskiem chłopaka i teraz krwawił lekko, lecz nie była to rana zagrażająca życiu.
Nastał moment, w którym trójka mogła spokojnie opuścić mury osady. Wyjść poza nią i zająć się własnymi sprawami. Z pewnością wydarzenie to zapadnie im w pamięć, będzie śnić się po nocach, wracać do nich. Zmory masakry jaką tutaj obserwowali mogą poruszyć nawet najchłodniejszych wojowników. Śmierć shinobiego, to codzienność, ale masowy mord zwyczajnej ludności, to bestialstwo. Każdy z nich z pewnością wiele się nauczył, a lekcje te pozwolą im przetrwać kolejne próby w ich życiu.




Trudna decyzja została podjęta przez Reikę - w tym momencie postawiła życie swoje ponad rannego mężczyznę. Było to wyjątkowo rozsądne, chociaż zawsze mogła spróbować swoich sił, zaryzykować. Nie mogła tego robić już więcej, gdyż limit przychylności losu mógł osiągnąć dla niej krytyczny punkt. Postanowiła skłamać, dać nadzieję, której nie było. Czy to było mniej okrutne niż zostawienie człowieka ze smutną prawdą? Z pewnością. Dawanie fałszywych nadziei na przeżycie nie było czymś godnym zachowania medyka. W którym momencie agonii ten mężczyzna zda sobie sprawę, że jego nadzieja jest iluzją, fałszem, który miał mu jedynie zamknąć usta, by nie prosił już więcej? By nie ranił bardziej Reiki? Tego już nikt się nie dowie, gdyż grupa natychmiast ruszyła murem. Ranny jedynie pokiwał głową i uśmiechnął się lekko, skrzywiony bólem chciał liczyć na przeżycie. Blondynka wraz z Midori nagle znikła i pojawiła się na szczycie muru, gdzie rozglądała się za zagrożeniem, ale co dostrzegła? Ogrom zniszczeń. Noc była rozświetlana przez wszędobylską łunę z płonących albo dogasających budynków. Gdzieniegdzie dało się zauważyć jakieś cienie przypominające pozostałości po technikach, lecz mrok skutecznie ukrywał wszystko przed oczami ciekawskich. Osada była zrujnowana. W końcu wszyscy byli na górze, nastąpiło powolne zejście, które nie zostało zakłócone przez kogokolwiek. Znaleźli się poza murami osady. Byli raczej bezpieczni, a przede wszystkim wolni od tego piekła.
- Ruszymy teraz do szpitala polowego. Nie musisz z nami iść - kilkadziesiąt metrów dalej czeka na nas oddział eskortujący uciekających. Zajmiemy się Twoim liderem, trafi w ręce najlepszych medyków. - powiedział, a Midori pokiwała głową puszczając się Reiki i stanęła prosto - była już raczej w lepszym stanie. Klon Natsume jednak wciąż stał dosyć blisko blondynki i córki Kashimy.
- Bez urazy, ale jedynie przeszkadzałabyś. Musisz się podszkolić w medycznych sztukach. - powiedziała, a następnie podeszła bliżej, aby przytulić dziewczynę. - Trzymaj się, jestem wam wszystkim dłużna życie. - odparła, a po chwili wszyscy ruszyli dalej. Koszmar był już za Reiką, lecz z pewnością wróci do niej nie raz w snach, ukazując twarze wszystkich tych, których widziała martwych, których widziała cierpiących oraz tych, którzy zmarli na jej oczach. Wszechogarniająca śmierć nie dała się zostawić ot tak za sobą. Odciskała piętno na każdym, nawet najtwardszym i najbardziej doświadczonym weteranie wojennym. Nawet tych nieczułych, psychopatów nie oszczędzała - zawsze wpływała. Śmierć traktowała każdego równo, bez wyjątków.


~KONIEC~

//Dajecie tutaj po odpisie z z/t i jesteście wolni jak ptaki. Post z podsumowaniem i nagrodami pojawi się na dniach. Pewnie do soboty go ujrzycie, bo będę musiał sobie przejrzeć cały event od nowa.
Tsukune - Twoje rany nie są tak wielkie, aby iść do szpitala, więc regenerujesz się normalnie.
Pamiętajcie, aby dodać do wyglądu wszelkie otrzymane blizny i odjąć sobie od KP cały wykorzystany ekwipunek. No i dodać ten co zyskaliście. Co do głowy jashinisty, to pojawi się więcej w poście z nagrodami.
Gratuluję przeżycia eventu, mam nadzieję, że nie był tragiczny, chociaż, szczerze mówiąc, to pierwszy raz kiedy prowadziłem event. I pierwszy raz, gdy prowadziłem cokolwiek dla więcej niż dwóch graczy. I pierwszy raz kiedy musiałem nieco dostosowywać się do czyjejś wizji fabularnej, aby nie odwalić raków.
No, Ave!
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Tsukune » 18 lut 2016, o 12:08

Po słowach Natsu zrozumiałem iż nasz przeciwnik nagrabił sobie i to solidnie. Widocznie owa broń musiała być bardzo cenna pieniężnie lub sentymentalnie...bądź po prostu tak dbał o owy oręż więc nic dziwnego że się wściekł. Przeciwnik został bardzo szybko załatwiony tak jak wcześniejszy przeciwnik a mianowicie zamrożony na kosteczkę. Na szczęście ten jak został zamrożony to zdechł przynajmniej tak wyczuwałem. Gdy to wszystko się skończyło Kashima i Fushimi podziękowali nam. Mi chyba tak odruchowo gdyż nic nie zrobiłem dla tego olałem ich wypowiedź.
I nie będzie dane ci się pobawić z tą laleczką skoro jest już zajęta usłyszałem w głowie swoje alter ego które się zaśmiało dodatkowo. Przewróciłem tylko na jego wypowiedź oczami i poszedłem zabrać kunay który wcześniej wyrzuciłem i schowałem go do kabury. W końcu po co tracić trochę kasy skoro moge ją zaoszczędzić prawda?
-Mam nadzieję że w przyszłości spotkamy się w lepszym momencie niż teraz. A gdyby przyszło nam walczyć mam nadzieję że wtedy będę bardziej przydatny niż wykrywanie czakry i robienie za wabik powiedziałem z lekkim uśmieszkiem. Ukłoniłem się im
-Nie stańcie się jeszcze potężniejsi bo chcę mieć jakąś szansę was dogonić. Jak się znowu spotkamy mam nadzieję że się spokojnie napijemy. Trzymajcie się i do zobaczenia dodałem i udałem się w swoją stronę. Przy bramie poczułem jak coś gryzie mnie w kostkę. Spojrzałem w tamtym kierunku i dostrzegłem swoją pandę. Chwyciłem zwierzaka, wsadziłem go sobie za podkoszulke i tak ruszyłem dalej

z/t

Jakby to było możliwe to chciałbym się dowiedzieć ile by kosztowała "naprawa" mojego wachlarza tak plus minus. Oczywiście to aż tak ważne nie jest ale jestem tego ciekaw
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1679
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 24
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Natsume » 18 lut 2016, o 22:31

Natsume spojrzał, jak ciało przeciwnika pokryło się w pełni lodem, zanim on zdążył w jakikolwiek sposób mieć swój wkład w zabójstwo opętanego Kaguyi. Spoglądał, jak zamkniętego w lodowej pokrywie przeciwnika powoli opuszcza życie... lecz wciąż nie był usatysfakcjonowany. Utrata Shiroi Sou sprawiła, że młodzieniec poczuł się jak obdarty z honoru, i tylko własnoręczne zabicie przeciwnika mogło w jakikolwiek sposób mu go zwrócić. A teraz już było za późno. Yuki, wydając z siebie wściekły okrzyk, doskoczył do lodowej bryły i wbił w nią rękojeść z odłamkiem ostrza, najgłębiej jak tylko potrafił. Niestety, było to dalekie od oczekiwanego rezultatu, ale przynajmniej poczuł się trochę lepiej.
-Nie zasłużyłeś na tak lekką śmierć, skurwysynu - warknął pod nosem, patrząc na zamknięty w lodzie uśmiech przeciwnika, po czym odetchnął kilka razy w celu ostudzenia gniewu. Wiedział, że w tym momencie poległ. Yuki nigdy nie powinien tracić spokoju. Lodowy klan wielokrotnie powtarzał, że to właśnie ich cierpliwość była podstawą pokoju, który dawał im możliwość rozwoju. I chłopak przysiągł sobie w tym momencie, że popracuje nad swoją psychiką, by stać się bardziej odpornym na wydarzenia i nieprzyjemności, które mogą w każdej chwili wystąpić. Nie mógł pozwolić, by emocje nim targały, gdy nadejdzie jakiś krytyczny moment.
Westchnął ciężko i wyrwał z bryły rękojeść Białego Mnicha, po czym podszedł do szczątków ostrza i podniósł je z piasku.
-Może przekuwając cię na nowy, potężniejszy oręż, będę w stanie Ci to odkupić, przyjacielu - powiedział cicho, wsuwając szczątki do pochwy miecza, kończąc zaś rękojeścią. Na szczęście habaki wciąż trzymało, więc resztki nie powinny się wysypać. Następnie, ze zrezygnowaniem w oczach, wysłuchał słów Kashimy i Fushimiego. Dochodziły one do niego niczym przez mgłę, więc w końcu pokręcił głową.
-Po prostu odejdźcie. Co się wydarzyło, to się wydarzyło.
*Niewiele brakowało, a ani ty, ani twoja córka nie wyszlibyście żywi z tego szpitala* - dodał tylko w myślach, po czym zamknął oczy i odetchnął. Gdy je otworzył, w złotych oczach młodzieńca znów pojawił się standardowy błysk świadomości. Ale ruchy chłopaka wykazywały zmęczenie, zarówno fizyczne jak i psychiczne. Ruszył w stronę krewniaka.
-Chodźmy, Kamiru. Nic tu po nas.

z/t
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1241
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Kamiru » 19 lut 2016, o 00:02

Walka nie trwała długo. Wynik był z góry przesądzony, jednak dopiero teraz dane mi było zobaczyć, co takiego potrafią zdziałać połączone moce dwóch, całkiem silnych, Yukich. A gdyby tak zebrać cały oddział? Jak wielkich zniszczeń moglibyśmy wtedy dokonać? Zmienić cały świat? Zamknąć go w lodzie, upodobnić do Hyuo... Nie, głupi pomysł. Może i wszystko powierzchownie ulegnie zmianie, ale natura nie zdoła się przystosować. Bycie władcą lodowej pustyni? Nie, nie miało to sensu. Może to jeden z powodów dla których inni zimnolubni shinobi nie wyruszają poza krańce wyspy? Podbiliby świat a potem umarli z nudów i głodu? Bez sensu. Całkowity zanik różnorodności na rzecz błękitnych i czarnych brył. W tym opuszczonym przez wszystkich bogów mieście, poza mną oczywiście, każdy mógł zobaczyć dzieło wzniesione przez moją, lub Natsume wolę. Jednym z nich stał się nieszczęsny kaguya, oszalały w swej furii młodzik, który teraz mógł co najwyżej cieszyć się chłodem na środku pustyni. Ostatnie zagrożenie stojące na naszej drodze zostało zneutralizowane w pięknym stylu, bez rozrywania na kawałki, zostawiania krwawych plam i innych takich. Musiałem jednak przyznać, że wytrzymałość tych kości robiła wrażenie. Tak po prostu zniszczyły miecz kuzyna... Może warto będzie się za podobnymi do niego rozejrzeć? Zwerbować kilku na Mur i cieszyć się darmową bronią cholernie dobrej jakości. Huh, zaczynam myśleć jak na kapitana przystało, tylko czy to dobrze? Czas pokaże.
Wraz z oczyszczeniem drogi pojawili się cywile i cała reszta ludzi, która jakimś cudem przeżyła piekło tego turnieju. Co będą robić? Poszukiwać zaginionych członków rodziny? Rzucą się do bramy, symbolu wolności? Miałem to gdzieś. Zrobiłem wystarczająco wiele by zwiększyć ich szanse na przeżycie, nawet jeśli kierowałem się swoim (i ludzi z grupy) dobrem. Teraz z powrotem mogłem skupić się na sobie, bo raczej nic ani nikt już nam nie zagrażał. Kapitan i łucznik podziękowali, wyjaśnili kilka spraw... Nic, co byłoby tak naprawdę warte zapamiętania. Każdy z nas robił to, co umiał najlepiej dla tych, których kochał najbardziej. Nie żebym czuł coś do Natsume, jeszcze czego. Yuki nie mają uczuć, tylko mądre sentencje na każdą okazję. Z których nie potrafiłem nawet skorzystać... Pozostało uniwersalne wzruszenie ramion i skinienie głową by pożegnać się z tą dwójką, kochającą medyczkę ze szpitala na dwa różne sposoby. Tsukune pożegnałem tak samo. Wątpiłem, by nasze drogi miały się znowu zetknąć. A nawet jeśli to nie w najbliższym czasie. Przywołałem też swojego wilka, by nie został w mieście gruzów z głową tego fanatyka. Skoro już raz się odezwała to może przynajmniej powie coś ciekawego? Albo umili podróż do Shi no Geto zabawą "jak wysoko rzucisz jashinistą?". Ja jeden raczyłem wiedzieć. Lodowy twór miał towarzyszyć u mego boku tak długo, jak było to możliwe. Schowałem Oni do pochwy, dezaktywując powietrzny wzmacniacz. Przeżyłem, Natsume zmierzający w moją stronę także. Nawet jeśli odnieśliśmy jakieś rany... Takie jest życie, ne? Czasem się oberwie, a potem nie da się więcej zaskoczyć. Nadal jednak żałowałem straty maski, musiałem jak najszybciej odnaleźć zamiennik. Albo zamówić kopię.
Zgodzić się z tobą muszę, Natsume-kun. Wracać pora... - i z tymi słowami na ustach wyruszyłem ku bramie, planując nie wrócić tutaj tak długo jak tylko będę mógł. Tylko dokąd się udać? Prosto do Sogen, czy zatrzymać się na chwilę na Hyuo? Dużo drogi, a czas uciekał. Nie czułem się nawet rozdarty pod względem tego, co było mi bliższe, a raczej... Obowiązki? Powinności? Byłem w końcu Yuki. Ale jednocześnie byłem Strażnikiem. A przede wszystkim bogiem wygnanym.


[z/t]

Spoiler: pokaż
Od siebie dodam, że uczestniczyło mi się w evencie z przyjemnością. NO I TEN PRZEZARĄBISTY FAJT Z DOUHITO <brawo>

Co prawda czekanie na odpisy innych czasem trochę trwało ale luj tam, fajnie było. ~
Kamiru
 

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Reika » 19 lut 2016, o 00:43

Reice serce się krajało, że musiała zostawić tego rannego, ale nie było innego wyjścia. Jej miejsce było teraz przy Liderze klanu, który tylko cudem przeżył dzięki niej i Midori, a czekało go jeszcze leczenie w szpitalu polowym. Musiała tam być. Może nie jako medyk, bo była już dość wyczerpana i bardziej by przeszkadzała, niż pomagała, ale jako świadek i wsparcie. W końcu należała do Senju i w jej obowiązku było teraz zatroszczyć się o rannego Isoshiego do czasu aż oddziały Senju nie pojawią się po niego i nie zabiorą do Shinrin. O ile przeżyli... Nawet nie chciała myśleć, że Shigeru, Toshio, czy ojcu może co się stać. Nie zniosłaby tego. Tak więc, żeby było szybciej, przeskoczyła wraz z Midori na sam szczyt muru i z góry wypatrywała zagrożenia, w razie czego osłaniając pozostałych, którzy szli po pionowej ścianie muru. Na szczęście wszyscy bezpiecznie dotarli na miejsce i pozostało im już tylko zejście na drugą stronę, żeby wydostać się z tego piekła. Piekło... Zostawiła Akumę w gospodzie, gdzie się zatrzymali i powierzyła go właścicielom...czy odnajdzie go? Czy jest cały i zdrowy? Naraziła pupila na wielkie niebezpieczeństwo i jedyne co teraz mogła, to mieć nadzieję, że właściciele gospody zabrali go i w porę uciekli z miasteczka, żeby uratować własne życie. Westchnęła, przybita tymi myślami. To, co tu się stało było jednym, wielkim koszmarem i zapewne nawiedzać będzie ją w snach, co tym bardziej nie poprawiło jej nastroju.
Odetchnęła z ulgą, gdy bezpiecznie znaleźli się poza murem i spojrzała na klona Natsume, który nie odstępował jej na krok. Była naprawdę wdzięczna, zarówno Kamiru, jak i Natsume, że osłaniali ją podczas całej misji i będzie musiała im za to podziękować. Co prawda zwycięzca turnieju chciał jeszcze wyjaśnić jej to, co się stało w podziemiach, ale Reika sama doszła do pewnych wniosków i póki co to jej wystarczy. Zapewnie jeszcze będą mieli okazję spotkać się w Ryuzaku no Taki. Tymczasem jej tymczasowa drużyna chyba się spodziewała, że tutaj się rozejdą i ona pójdzie w swoją stronę, a przynajmniej tak to wynikało z wypowiedzi dowódcy i Midori, która nawet ją uściskała, dziękując za uratowanie życia. Chwila, chwila, ale ona się nigdzie nie wybiera.
- Pójdę z wami, ale nie jako medyk, bo jestem już prawie wyczerpana. - Postanowiła, spoglądając na pozostałych. - To Lider mojego klanu i mam obowiązek przy nim być do czasu, aż nie przejmą go nasi ludzie. Poza tym moja rodzina chyba nadal jest w mieście i jeśli żyją, to po wszystkim na pewno będą mnie szukać właśnie w polowym szpitalu.
Także podjęła decyzję i ruszyła wraz z nimi w ciemność, trzymając się obok Midori, która była dla niej prawdziwym autorytetem jeśli chodzi o umiejętności i postawę medyka. O ile tego pierwszego Reika mogła się jeszcze nauczyć, o tyle do drugej sprawy nie przywiązywała wagi. Była przede wszystkim wojownikiem, a medykiem przy okazji, więc póki co nie miała zamiaru realizować się w szpitalu, a na polu walki, dlatego też do drugie przyjdzie z czasem, kiedy uodporni się bardziej na to, co się dzieje wokół niej. Miała stanowczo za miękkie serce i kiedyś ją to zgubi.
- Jeśli chodzi o mnie, to spłaciłaś swój dług, ratując życie mojemu Liderowi. - Odpowiedziała medyczce i uśmiechnęła się do niej. - Jesteśmy kwita.
Pozostało już tylko dołączyć do grupy, która czekała na nich i ruszyć do miejsca, gdzie medycy stworzyli prowizoryczny szpital, aby ocalić jak najwięcej istnień z tego piekła. Reika odwróciła się jeszcze i spojrzała na płonące miasteczko, modląc się w duchu, żeby jej bliscy ocaleli z tej masakry. To, co się tam rozegrało, zapewne będzie wstępem do wojny między poszczególnymi klanami i było jeszcze bardziej przygnębiające. Czekały ich ciężkie czasy.

[zt]

Głaszczydło, super przeprowadzona akcja eventowa i w ogóle mega <3 Bardzo mi się podobało, mimo że marudziłam, że się przeciąga, ale ja tak mam, bo nie lubię dłuugich wątków prowadzonych w większą liczbę osób, więc nie zwracaj na to uwagi :3 Jako MG świetnie się spisałeś i wyszła z tego naprawdę przyjemna i pouczająca akcja <3

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1792
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Poprzednia strona

Powrót do Sachū no Senjō

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość