[Event] Krwawe piaski

Legendarna pustynna arena

[Event] Krwawe piaski

Postprzez Exodia » 16 sty 2016, o 13:20

//Tutaj zgłaszają się chętni do wzięcia udziału w grupie ewakuacyjnej, czyli tej próbującej wywalczyć sobie i innym ucieczkę.

Odgłosy wybuchów wypełniały całą osadę. Między jedną eksplozją, a drugą dało się usłyszeć krzyki. Nie przypominały one jednak znanych normalnie krzyków kiedy ludzie zwyczajnie bali się, złościli, cieszyli. To były zdesperowane odgłosy ludzi, którzy uświadomili sobie, że w każdej sekundzie ich ciało może zostać rozerwane lub w najlepszym wypadku zwęglone. Chaos był ogłupiający - wszyscy biegali, tratowali innych uciekając z trybun oraz samej areny gdzie właśnie trwała istna rzeź. Nikt nie zwracał uwagę na ludzi, którzy również uczestniczyli w tym wydarzeniu. Kiedy przychodził strach, to większość kalkulowała, a wynik tego działania mówił prosto - po trupach, byleby samemu przeżyć.
Na ulice wylała się chmara uciekających w popłochu ludzi. Czy mieli jakiś cel? Uciec, ale nic więcej. Pośród całego zamieszania pojawiały się sylwetki ubranych w szare spodnie i białe koszulki mężczyzn noszących dodatkowo kamizelki na sobie, zaś głowę okrywali specyficznymi białymi chustami, by mordercze słońce nie pozbawiło ich sił. Nosili przy sobie różne uzbrojenie - najczęściej miecz, ale byli również tacy, którzy mieli pikę, toporek, halabardę albo coś jeszcze innego. To co robili, to głównie pomagali wyciągnąć ludzi z trybun, a później starali się tą oszalałą masę kierować w jakimś kierunku z marnymi rezultatami. Jeden z nich wyróżniał się nieco - stał na środku ulicy, jego kamizelka miała bordowy kolor. Twarz zdobiła mu szkaradna blizna zaczynająca się pod prawym okiem, kierująca się policzkiem, aż przecinająca usta i kończąca na lewej stronie brody. Był mocno opalony, w dłoniach ściskał włócznię, a przy boku miał ostrze.
- Wszyscy cywile niech kierują się za wskazówkami strażników! Każdy ninja zdolny i chętny do walki przyda się do pomocy w ewakuacji! Niech wszyscy chcący pomóc zgłoszą się natychmiast do mnie! - powtarzał ten komunikat w kółko, a jego donośny, niski głos jakimś cudem przebijał się przez hałas związany z walkami, więc słychać go było całkiem dobrze.
Każdy obserwujący przez sekundę otoczenie mógł zauważyć, że na ulicach nie jest wcale bezpieczniej - co chwilę ktoś doskakiwał do strażników atakując ich albo mordując bezbronnych, spanikowanych cywilów. Cała osada zamieniła się w jedno wielkie miejsce do rzezi, a każdy myślał o sobie - nikt nawet nie próbował pomóc tym, którzy nie mieli w sobie tyle zdolności, aby samych siebie obronić. A może jednak w tłumie znajdują się tacy śmiałkowie? Albo zwyczajnie będą chętni uciec z tego piekła, więc i tak zostaną zmuszeni do wywalczenia sobie drogi?



Zasady panujące w mojej grupie:
1. Odpisujemy w przeciągu 36h. Czas liczymy od pojawienia się mojego posta. Brak odpisu równa się z brakiem reakcji postaci . Brak dwóch odpisów - śmierć postaci. Również moje odpisy będą w przeciągu 36h, niekiedy wcześniej kiedy grupa odpisze.
2. Staramy się lać mało wody, a stosować dużo opisów działań, dokładnych działań. Jak uderzacie - piszecie czym, gdzie i jak. I tak dalej.
3. Ukryte ruchy podajecie w uhide.
4. Za każdym razem w uhide dajecie mi statystyki i wykorzystane przez was jutsu. Piszecie tam też czy utrzymujecie dane jutsu/przerywacie i tak dalej - wszystko abym dokładnie wiedział co się z waszą postacią dzieje, by nie było zamieszania. Chowajcie to w spoilerach, by nie rozciągać stron i by wasze posty były czytelniejsze.
5. W razie braku pewności/niejasności/pytań - piszcie na GG: 1032197.
6. Dobrze się bawicie.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Tsukune » 16 sty 2016, o 21:54

Po opuszczeniu sklepów i wcześniejszym przygotowaniu tego co w nim zakupiłem udałem się do miejsca gdzie było mnóstwo ludzi. Tam też dostrzegłem jak ludzie są ewakuowani a ktoś od czasu do czasu zostaje zaatakowany.
-Obym nie żałował tego że będę tutaj pomagał pomyślałem i udałem się w stronę mężczyzny który powtarzał cały czas jedną i tą samą wypowiedź
-Jestem gotów pomóc w ewakuacji powiedziałem spokojnym głosem rozglądając się na boki w razie ewentualnej obrony. Poprawiłem rękawicę łańcuchową na swojej prawej ręce. Niedawny zakup więc trzeba się przyzwyczaić ale mam nadzieję że szybko to potrwa...i obejdzie się bez rozlewu krwi...jednak mała jest ku temu możliwość.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

-Nie wiem czy się przydam jednak postaram się zrobić co w mojej mocy aby pomóc dodałem

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1679
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 24
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Reika » 16 sty 2016, o 22:11

Reika wiedziała, że źle robi, ale strach o bezpieczeństwo rodziny był znacznie silniejszy, niż głos rozsądku, dlatego też Blondynka, zamiast zostać w gospodzie, gdzie miała czekać na Shigeru i Toshio, ruszyła biegiem prosto w stronę stadionu, na pomoc. Przynajmniej właściciele gospody zaopiekowali się Akumą, ale czy nie zostaną zmuszeni do ewakuacji, jeśli zamieszki rozciągnąć się na teren całego miasteczka? Nawet nie chciała o tym myśleć, czy jeszcze zobaczy swojego pupila. Teraz najważniejszy był brat, ojciec, kuzyn i Lider, których zostawiła na trybunach, gdzie rozpętała się masakra, sądząc po rozdzierających krzykach, które stawały się coraz głośniejsze im bliżej stadionu się znajdowała. Pierwsi ludzie już wybiegali w panice z bramy, niektórzy z lekkimi zadrapaniami, inni wyraźnie kulejąc, a jeszcze inni, padali na ziemię i próbowali się szybko podnieść, zanim stratuje ich spanikowany tłum.
Kunoichi zatrzymała się gwałtownie, gdy zdała sobie sprawę, że przez ten tłum, który teraz przeciskał się przez bramy, aby opuścić tereny stadionu, nie dostanie się do środka, aby wspomóc rodzinę. Zaklęła pod nosem. Że też nie mogła wytrzymać tych kilkudziesięciu minut więcej na trybunach, ale wtedy nie miałaby co zrobić z Akumą, bo na rękach nie mogła go cały czas nosić. Nie pozostało jej nic innego, jak pobiec dalej i rozeznać się w sytuacji. Ta jednak była tragiczna. Zamieszki powoli przenosiły się na ulice. Co chwilę wybuchały gdzieś bomby, a krzyki przerażonego tłumu, który uciekał we wszystkich kierunkach był nie tylko ogłuszający, ale i dezorientujący. Dostrzegła jak pojedynczy osobnicy atakują strażników, a przynajmniej tak myślałam, że to strażnicy, sądząc po kamizelkach i reszcie ubioru. Niektórzy atakowali też cywili. Niby jak miała w tym chaosie odnaleźć rodzinę? To, czego właśnie była świadkiem było przerażające, ale trzeba było działać. Póki co, nie mogła się dostać na stadion, ale za to może pomóc potrzebującym. Odwróciła gwałtownie głowę w stronę donośnego głosu, który należał do mężczyzny w bordowej kamizelce. Wystarczył jeden rzut oka na niego, aby bez problemu stwierdzić, że to dowódca. Reika rzuciła się w jego kierunku i stanęła u jego boku, nie chcąc stawać bezpośrednio przed nim, bo musiałaby wtedy odwrócić się tyłem do całego zamieszania, a to byłoby nie rozsądne z jej strony. Jeszcze by czymś dostała w plecy i na tym by się skończyło.
- Jestem medykiem. - Powiedziała do dowódcy na tyle głośno, żeby słyszał. - Mogę pomóc przy rannych.
Oczywiście leczenie rannych było w takich warunkach bardzo niebezpiecznie i przydałoby się, żeby miała kogoś, kto będzie ją osłaniać, gdy będzie się zajmować swoją robotą, no ale to pewnie pan w bordowej kamizelce też sam wywnioskuje. Zawsze było tak, że medycy byli osłaniani na polu bitwy, bo mogli na szybko wyleczyć prawie każdą ranę, dzięki temu ranny mógł znowu wrócić do walki, dlatego też możliwe, że kogoś jej przydzielą. Fakt, miała kilka technik ofensywnych w swoim arsenale, ale lepiej tracić chakrę na ratowanie życia, niż na odbierania go.
Przez cały czas Reika uważnie się rozglądała, żeby być przygotowaną na nadchodzące niebezpieczeństwo i w razie czego zrobić odpowiedni unik. Jednocześnie też szukała wzrokiem Shigeru, który był na tyle postawny, że mogła go wyhaczyć w tłumie przy odrobinie szczęścia.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1792
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Natsume » 17 sty 2016, o 02:39

Spoiler: pokaż


Natsume wyszedł wolnym krokiem z tawerny, poprawiając przy tym ułożenie swojego ekwipunku w stosunku do nowego stroju. Kunai i wachlarz w miarę wygodnie leżały na specjalnych pasach spiętych na plecach, zaś obie katany dzierżone przez młodzieńca znajdowały się już na swoim miejscu - przy pasku chłopaka. Gdy już upewnił się, że jest przygotowany na wszelkie ewentualności, ruchem ręki odrzucił płaszcz, który zafalował lekko. Musiał przyznać, że krój tej części garderoby jest naprawdę niezwykły. Zastanawiało go tylko, skąd organizatorom przyszedł taki pomysł, aby mu to dać? Będzie się pewnie musiał dopytać, jak już sprawdzi co wywołało ten wybuch.
Podniósł spojrzenie złotych oczu na wieczorne niebo nad areną. Nie dało się nie zauważyć tego słupa ognia i wielkich chmur dymu, roznoszących się wszędzie wokół. Coś tam się stało, i było to coś zdecydowanie poważnego. Dodatkowo już stąd dało się usłyszeć rozdzierające krzyki strachu, bólu i śmierci. Poczuł, że serce ominęło mu jedno uderzenie, i prawie natychmiast wbiegł na jeden z dachów, by przyjrzeć się sytuacji.
Na ulicach rozgorzały walki, a ludzie - zwykli cywile, młodsi shinobi, żołnierze - prawie wszyscy rzucili się do panicznej ucieczki. Między panikującymi dało się dojrzeć jeszcze więcej chaosu, jako że nawet pomiędzy nimi niektórzy zaczęli po prostu szukać okazji, by szkodzić bliźnim. W oddali można też było zobaczyć jakieś pojedynki shinobi... Chłopak westchnął ciężko, a na jego twarz wypłynął wyraz trwogi. A więc to tak wyglądają początki wojny...
Przyklęknął, przykładając zaciśniętą pięść do czoła i przymykając oczy, myśląc co teraz powinien zrobić. Był on shinobi, więc jego obowiązkiem była walka, niezależnie czy w czyimś imieniu, czy w celu pomocy, czy może ku szkodzie innych. Co jednak było dla niego ważniejsze, był on członkiem rodu Yuki. Ród Yuki zaś od wieków wyznawał główną zasadę Pax Glacia - "Nie bierz udziału w wojnie, która nie należy do Ciebie". I to miało odzwierciedlenie również tutaj. To nie była wojna, w której Yuki powinni brać udział. Ich celem było pozostać neutralnymi. Nie mogli sobie pozwolić na okazanie słabości przez odpowiedź na prowokację.
Ale jednak... teraz też wygrał turniej. A skoro tak, czuł się zobowiązany, aby teraz pomóc ludziom, którzy w niego wierzyli na trybunach. Nie było to sprzeczne z zasadami Rodu. Musiał pomóc. Chciał pomóc.
Już wiedział, co do niego należy.
Pięść, która była przy jego czole, rozcapierzyła się powoli, a on sam przeciągnął nią przez swoje włosy - stawiając je do tyłu, pozostawiając tylko kilka kosmyków. Oczy młodzieńca ponownie się otworzyły... były one puste, matowe. A na twarzy chłopaka pojawiła się zimna determinacja.
-Nikt nie zasługuje na śmierć w takich warunkach - mruknął, patrząc na panującą pożogę. - Wygląda na to, że trzeba tu zaprowadzić trochę porządku.
Zaczął pędzić z maksymalną prędkością, przeskakując między dachami i szukając wzrokiem jakiejkolwiek grupy ludzi, która mogłaby mu pomóc w ochronie tych, którzy powinni się wydostać poza terytoria osady. Starał się też być przygotowanym, aby w razie potrzeby wykonać unik lub zbić uderzenie. A gdyby ktoś próbował go zatrzymać, a był zbyt wolny... po prostu krótkim ruchem miecza go rani. Jeżeli był gotowy na zaatakowanie, nie wahałby się też skrzywdzić kogoś słabszego. Może to go nauczy, żeby nie pchać się w drogę komuś, kto ma ważniejsze rzeczy do roboty. Ale mimo wszystko zachowuje czujność i stara się reagować na otoczenie.

A teraz, jeśli się nie wpakuje po drodze w walkę i znalazł straż
Po chwili udało mu się znaleźć jakąś sporą grupę ludzi, mówiącą o ewakuacji. Wyglądało na to, że na szczęście nie wszyscy dali się pochłonąć przez chaos panujący w tym piaskowym kraju. Mogło to dać trochę otuchy - przypuszczalnie bardzo dużo z ludzi, widząc trupy i czując śmierć na ramieniu, już dawno by się poddała. Czyli być może uda się uratować więcej istnień...
Zeskoczył w pobliżu strażników, a poły jego płaszcza wzbiły wokół lekki pył. Podniósł się do pozycji stojącej i ponownie poprawił włosy, przeczesując je palcami, patrząc też na wojowników pustym wzrokiem.
-Jeżeli chcemy ewakuować cywili, nie mamy zbyt wiele czasu - powiedział zmęczonym tonem. - Każda sekunda, którą tutaj przebywamy, może zabierać więcej żywotów w gardziel Shinigami. Trzeba będzie zebrać cywili i ich zacząć wyprowadzać, a później zacząć szukać tych, którzy są uwięzieni w mieście.
Nie były to polecenia. Były to rady. Nie był przyzwyczajony do rządzenia, lecz w głębi duszy czuł, że dokładnie to trzeba zrobić. I miał nadzieję, że strażnicy również to zrozumieją.
Spojrzał też na dwójkę shinobi, którą rozpoznał. Westchnął cicho.
-Reika... Tsukune... co tu się stało, gdy mnie nie było?
Gdyby zobaczył, że jacyś buntownicy będą próbowali zaatakować straż, zbliża się do niego i stara się go spacyfikować mieczem, nie wysuwając jednak ostrza z pochwy. Nie ma sensu na okrągło przelewać krwi. Wystarczy, że wojna ich dostatecznie pochłonie.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1241
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Kamiru » 17 sty 2016, o 11:56

Wyjście z trybun okazało się mało problematyczne. Lodowe zasłony pozostałych Yuki zniwelowały zagrożenie ze strony dziwnych, wybuchowych ptaków. Bardziej upierdliwi okazali się ludzie, którzy, co mnie bardzo zdziwiło, także postanowili opuścić trybuny w tempie iście ekspresowym. Za grosz kultury. Każdy tylko ja, ja i ja. Jakby wszystkim się gdzieś nagle śpieszyło, banda chamów. I jeszcze te dzikie wrzaski, przez które cała ta tłuszcza wyglądała bardziej jak zwierzęta niż jednostki żyjące w cywilizowanym społeczeństwie. Na tyle nas stać? Tak tanio wyceniliśmy bycie człowiekiem? Kilka wybuchów, nieco chaosu i już wszystko się musiało posypać? Żałosne. Na murze coś takiego byłoby niedopuszczalne. Ba, nie zdarzyłoby się nawet. Tyle, że tam każdy był w pewnym stopniu gotowym do walki, żył w nieustannym zagrożeniu, a wróg był jeden, ten ukryty za murem. Tutaj były dzieci, kobiety, starsi, zwykli cywile nieobeznani z takimi sytuacjami, działali więc instynktownie. Co nie zmienia faktu, że zrobili głupio. Na szczęście nie brałem tu ze sobą Yuu, bo wszystko by się jeszcze bardziej skomplikowało, pilnowanie białowłosego nie należało do prostych zadań. Udało mi się jednak opuścić przeklęte miejsce, a użycie podstawowego jutsu od chodzenia po ścianach zdecydowanie ułatwiło cała sprawę.
I tak o to trafiłem na ulicę, wraz z setkami innych, spanikowanych osób. Nie żebym ja panikował, w końcu znalazłem się tu w konkretnym celu. Znaleźć Natsume i wynosić się z tego miejsca jak szybko tylko potrafię. Przez szalejący tłum dotarcie do knajpy stało się prawie niemożliwe, nie zamierzałem jednak odpuścić i przedzierałem się pomiędzy ludźmi, korzystając ze swojej całkiem niezłej szybkości. Nie chciałem używać technik, w takim tłumie spotęgowałby tylko zamieszanie. Szukanie drugiego Yuki nie było łatwe w tym zamieszaniu... Tym bardziej, że niektórym nie spodobała się chyba wizja ucieczki i postanowili pozabijać cywili. Działanie skazane na porażkę, uciekających było zbyt wielu, by ich tak po prostu wymordować. Jakby tego było mało, jedni zabijali, inni próbowali bronić. Eh, ludzkość naprawdę jest strasznie popieprzona. Brakuje nam jednego wroga na którym moglibyśmy skupić swoją agresję... Smutne. Ale na szczęście jakiś mężczyzna i jego głos niosący się cudem po całej okolicy był całkiem niezłym miejscem obserwacyjnym, punktem zbiórki i innym takim. Może gdzieś tam znajdę zwycięzcę turnieju? Przedarcie się tam nie było takie trudne, wystarczyło dobrze manewrować między ludźmi. A gdyby komuś przyszło do głowy mnie zatrzymać? Demon czekał spokojnie w pochwie na rozkazy, a był jeszcze Hyoton.
Kiedy w końcu udało mi się zjawić u boku krzyczącego mężczyzny, z pewną ulgą zauważyłem, że był tam również cel moich poszukiwań. Zignorowałem więc pozostałych, zwracając się bezpośrednio do kuzyna.
- Natsume-kun, na Hyuo wracać czas, Yumi-sama i inni odeszli już. - odezwałem się głucho zza żelaznej maski. Skoro już udało mi się go znaleźć to nie pozostało nic innego, jak uciekać z tej ogarniętej szaleństwem okolicy. Nic nas tu nie trzymało, ne? Już sam fakt, że zignorowałem wołanie szefa strażników o czymś świadczył. Kuzyn pewnie też znalazł się tu przypadkiem, kiedy usłyszał bądź zobaczył wybuchy. Zobaczył, oprócz sił porządkowych i uciekającego tłumu, Reikę, kunoichi poznaną wieki temu. Tylko czy wtedy nie miała innych włosów? Albo to po prostu ktoś podobny do niej. Był też jakiś chłopak z dłonią skrytą w warstwie metalu. Zresztą, w tej chwili nie byli ważni. Liczyło się jedynie odejście stąd. Chyba, że Natsu ponownie będzie działał inaczej, niż głosiły nauki Hyuo... A to by wszystko bardzo skomplikowało.


Spoiler: pokaż
Szybkość 140
Percepcja 52
Kenjutsu C

W razie próby zatrzymania/ataku tnę (wyprowadzam cięcie, najpewniej po skosie lub poziome) przy użyciu Oni w najbliższy mi punkt przeciwnika zależnie od sytuacji staram się wybrać optymalne cięcie, bez zatrzymywania się, aż dotrę do grupy strażników. Oczywiście, jeśli wystarczył zwykły odskok o kilka metrów bez tracenia pędu, wybieram drugą opcję.

Gdyby zagrożenie byłoby naprawdę duże (ot, cała grupa random bobów postanowiła sobie mnie ubić, bo why not) używam pasywki do zamrożenia/uwięzienia w lodzie.

Nazwa
Hyōton no Jutsu: Reberu Ei

Przedostatni poziom kontroli Hyōton no Jutsu. Zasięg wytwarzania i rozmiary kontrolowanego lodu, jak również prędkość tworzenia i twardość materiału rosną, stając na bardzo wysokim poziomie. Podobnie dzieje się z umiejętnością zamrażania - na randze A shinobi jest w stanie zamrozić duże przedmioty, nawet kilkukrotnie większe niż człowiek! Otrzymuje on również umiejętność wytwarzania czarnego lodu - jest on niezwykle twardy, lecz trudniejszy w kontroli.

Wytrzymałość
Kontrola Chakry + Siła

Zasięg
Brak Skupienia
60 metrów

Pełne Skupienie
240 metrów

Wielkość Max.
Szerokość
16 metrów

Wysokość
40 metrów

Długość
40 metrów

Koszt Chakry
4% na turę
Kamiru
 

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Exodia » 18 sty 2016, o 01:42

Chaos wcale nie malał z czasem, a wręcz narastał. Im dłużej trwał, tym więcej ludzi się mu poddawało tak jakby był niesamowitym mediatorem. Przekonywał ludzi, że warto zaatakować nieznajomego, aby wyrwać mu mieszek, że warto przewrócić dziecko, aby szybciej wyjść z trybun. Dodawał odwagi, a może strachu? Sprawiał, że każdy z większą łatwością ryzykował, jednak nie dla innych, lecz jedynie dla własnego dobra. Wybuchy wciąż było słychać, a nawet widać. Truchła tylko niekiedy przypominały ludzi tak, jakby to była zaledwie niepisana zasada. Na ulicach zaczęło się pojawiać coraz więcej osób, które niekoniecznie uciekały, a wręcz przeciwnie - kierowały się w samo serce zamieszek. Czy mieli coś ze sobą wspólnego? Z wyglądu nic, lecz cel jeden, zaś było nim wzbogacenie się.
Przemierzający ulicami Tsukune dostrzegł małą grupkę ludzi, która kierowała się w miejsce, z którego on wracał. Nie przejął się tym, zmierzał dalej będąc co chwilę trącanym przez uciekających ludzi, lecz w tym całym chaosie miał na tyle szczęścia, że żaden z nich nie spróbował go dźgnąć lub okraść z majątku. Dotarł bezproblemowo do miejsca, w którym jeden ze strażników wygłaszał komunikat. Zdążył się ledwo odezwać, a zaraz za jego plecami ktoś się pojawił, zaś chłopak dobrze o tym wiedział. Uchylił się na bok unikając trafienia zwyczajnym nożem w plecy, zaś obok niego śmignęła włócznia mężczyzny w bordowej kamizelce. Atak był szybki niczym wąż polujący na ofiarę i z równą skutecznością dosięgnął celu. Czarnowłosy młodzieniec, który połakomił się na sprzęt Tsukune nie zdążył nawet złapać drzewca broni, która przebiła jego brzuch, gdyż włócznia nagle się cofnęła, by ponownie błyskawicznie trafić - tym razem w klatkę piersiową. Sprawny atak zakończył życie bandyty, a strażnik splunął na bok.
- Trzeba mieć oczy dookoła głowy. - rzucił jedynie i znów ustawił się tak jak stał. - Przydasz się, każdy się przyda. - powiedział i znów zaczął wykrzykiwać swój komunikat, by ściągnąć innych chętnych pomóc w wywalczeniu drogi sobie oraz cywilom.
Gospoda została natychmiast opuszczona przez Reikę, która wybiegła z niej w momencie usłyszenia wybuchów. Strach o bliskie jej osoby był na tyle silny, że zupełnie zignorowała oczywisty fakt, iż brnie właśnie w gardło śmierci. Z każdym krokiem w stronę areny zmniejszała drastycznie swoje szanse na przeżycie. Gdyby tylko zostawiła rodzinę i znajomych, to już mogłaby być względnie bezpieczna - z dala od źródła tego piekła, lecz mimo wszystko tego nie zrobiła. Postawiła czyjeś życie ponad swoje. Powrót do miejsca, w którym ostatni raz widziała Shigeru był niemożliwy. Ludzie wciąż starali się wydostać, uciec od niebezpieczeństwa, które z każdą sekundą obejmowało coraz to większy obszar osady. Nagle przed samą twarzą dziewczyny śmignęło coś czarnego, coś dymiącego i z gruchotem uderzyło o ziemię. Spojrzenie wszystko zdradziło - zwęglone ciało. Nie dało się rozpoznać kim był martwy człowiek, a mógł być nim każdy. Odór spalonej tkanki ludzkiej był okropny, lecz blondynka miała inne problemy. Tej osoby nie dało się odratować, lecz mogła pomóc innym i szybko znalazła ku temu okazję, gdyż skierowała się za donośnym głosem. Obok strażnika stał już Tsukune, lecz dziewczyna ustawiła się nieco rozsądniej niż chłopak - nie odwróciła się plecami do całego zamieszania. Mężczyzna przerwał swój komunikat zauważając, że ma kolejną osobę chętną pomóc. Cmoknął ustami zadowolony i pokiwał głową w uznaniu.
- Każdy medyk jest na wagę złota. Będziesz miała sporo roboty. - powiedział nawet nie spoglądając na nią. Wciąż był gotowy na jakąkolwiek reakcję w razie ataku na jego osobę lub jego drużynę, która właśnie się formowała.
Zwycięzca turnieju miał nieco bardziej emocjonującą drogę. W nowym stroju, z przygotowanym ekwipunkiem zmierzał ulicami i był świadkiem jak z niektórych alejek wyskakują pojedyncze osoby, by błyskawicznie ruszyć w stronę areny. Czy zrozumiał kim byli? Możliwe, lecz na tą chwilę nie przejmował się nimi. Słupy ognia były doskonale widoczne w całej osadzie, a także zapewne wiele kilometrów poza nią. Chmury ciemnego dymu mówiły jedno - wciąż się tam pali. Miał na tyle czasu by przystanąć, zastanowić się, podjąć decyzję, a następnie ruszyć błyskawicznie dachami budynków. Kolejna szlachetna osoba, która postanowiła zaryzykować zamiast ratować własne życie. Ze zwinnością, którą mogłyby pozazdrościć mu koty, przeskakiwał z jednego domostwa na drugie, by nagle jego droga została zagrodzona przez kogoś. Zwyczajny ubiór godny jednego z setek ludzi żyjących w osadzie, lecz z małym mankamentem - głowa była całkowicie zawinięta szarymi pasmami materiału zostawiając jedynie odsłonięte oczy, a te szybko zostały przymknięte w oznace bólu. Natsume nie miał czasu na zajmowanie się przeszkodami, dlatego błyskawicznie je usuwał. Krótkie, skośne cięcie przez brzuch wystarczyło, by pozbawić oponenta zapału do walki, a przy okazji palców od dłoni, która niefortunnie zmierzała do lewego boku po przytroczone ostrze. Z jękiem bólu ranny ukląkł na poziomym dachu jednego z budynków, na którym właśnie stali. Nagle przed złotymi oczyma śmignęła strzała, która o dziwo nie była skierowana w niego, a w kogoś kto właśnie chciał doskoczyć do mistrza areny. Trafienie w krtań sprawiło, że wróg bezwładnie runął na ziemię. Kto wystrzelił strzałę? Na budynku obok stał mężczyzna mierzący maksymalnie sto siedemdziesiąt jeden centymetrów wzrostu, był całkowicie łysy, ale twarz zdobiła mu gęsta, brązowa broda. Ubrany był w szary strój z kamizelką w grafitowym odcieniu. W ręce trzymał łuk przypominający kształtem literę B, był dosyć krótki. Za plecami, na wysokości bioder zwisał mu przewieszony na bok kołczan pełen strzał. Przy lewym boku miał przytroczony krótki miecz, zaś przy prawym - sztylet. Podniósł rękę na znak przywitania do brązowowłosego.
- Każdy może być wrogiem, ale obyś Ty nie był, kurwia mać. Na mistrza areny nie jestem gotów. - rzucił do niego, lecz nie czekał nawet na odpowiedź, gdyż zeskoczył z budynku i znikł w uliczkach. Natsume ruszył dalej, lecz nie musiał długo czekać, by spotkać tą samą osobę. Gdy tylko podszedł pod człowieka w bordowej kamizelce, wtedy też pojawił się tamten łucznik. Obaj wysłuchali co młodzieniec ma do powiedzenia, a wtedy brodacz podszedł i nieco ściszonym głosem zaczął coś tłumaczyć drugiemu strażnikowi.
Droga Kamiru była najspokojniejsza, mimo że opuszczał on właśnie trybuny, w których to najwięcej się działo. Dotarł bez problemu do swojego kuzyna. Jego Oni nie musiał zabrudzić się krwią, chociaż sam zamaskowany i tak został nią ubrudzony - jeden ze strażników obok niego właśnie pozbawił jakiegoś mężczyznę głowy. Posoka chlapnęła pociągnięta za ostrzem i znalazła się na masce użytkownika Hyoutonu. To nieco utrudniło mu widzenie, lecz całe szczęście nikt nie zamierzał go zaatakować. Może to wina prezencji, a może losu, jednak nikt nie miał tyle odwagi, by spróbować sił w starciu z nim - nawet podstępnym.
Strażnik w bordowej kamizelce wysłuchał łysego mężczyzny, sam coś mu odpowiedział, a później kiwnął głową na znak potwierdzenia. Łucznik natychmiast wyciągnął strzałę i założył na cięciwę, którą napiął, by móc osłaniać plecy człowieka z blizną. Ten zaś odwrócił się do zebranych przy nim ninja i splunął na bok. Jego twarz wydawała się spokojna, lecz oczy wykazywały spory gniew stłumiony gdzieś wewnątrz. Czuć było, że jest doświadczonym żołnierzem, zdolnym radzić sobie z tą presją.
- Nie mamy czasu na nic. Jestem jednym z dowódców straży, Kashima moje imię, mój oddział to Fushimi... - w tym momencie kiwnął głowa na łucznika. - ...i garstka trupów oraz wy. Moje rozkazy na tę chwilę jednak się nie zmieniły i musimy jakimś jebanym cudem wyciągnąć jak największą ilość mieszkańców z tego chaosu. Byłem szkolony na takie sytuacje - mamy swój sektor, którym musimy się zająć. Zabieramy wszystkich zdolnych chodzić o własnych siłach, a resztę zostawiamy. Po nich wrócimy później. Naszym celem jest zagwarantować jak największej ilości ludzi bezpieczeństwo. Ta dziewczyna... - wskazał ostrzem włóczni na Reikę. - ...to medyk, więc chronicie ją jak oko w głowie. Problem jest jednak większy, bo nasz sektor ma szpital, a w nim są inni medycy - są kurewsko ważni i są naszym priorytetem. Musimy ich wydostać. Jak gotowi, to za mną. - wytłumaczył wszystko co mógł i ruszył biegiem w stronę przeciwną od areny, a wzdłuż ulicy, na której właśnie stali. Reika przez ten cały czas miała okazję obserwować Shigeru, który stał bezpieczny spory kawałek dalej, a koło niego był Toshio. Po chwili jednak tłum ludzi zasłonił go uniemożliwiając nawet dotarcie w tamto miejsce. Łucznik po chwili rozluźnił cięciwę, lecz został zmuszony błyskawicznie znów ją napiąć. Celny strzał zatrzymał biegnącego w ich stronę mężczyznę z zakrwawionym kunaiem. Strzała trafiła prosto w klatkę piersiową. Brodacz natychmiast założył łuk na ramię i ruszył za swoim dowódcą. Nie czekał nawet na resztę. On należał do straży, a nawet we dwójkę tworzyli oddział, który musiał wykonywać swoje rozkazy. Mógł nie chcieć, ale w tym momencie rozkaz gwarantował mu większe szanse na przeżycie niż działanie na własną rękę. Każdy kalkulował swoje możliwości.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Reika » 18 sty 2016, o 13:03

To, czego właśnie była świadkiem Reika, przerastało jej wszelkie wyobrażenie. W porównaniu z krwawą potyczką w Shinrin, to było istne piekło. Skala śmierci i zniszczeń była ogromna, wręcz przytłaczająca. Kunoichi nie mogła pojąć, co nagle wstąpiło w tych wszystkich ludzi. Stracili rozum, czy co? Dlaczego atakują siebie nawzajem? W tym zamieszaniu teraz każdy mógł okazać się wrogiem, choćby dlatego, żeby odebrać Ci manierkę z wodą, albo ekwipunek. Przerażające. Blondynka momentalnie się cofnęła, gdy coś czarnego przeleciało jej tuż przed twarzą. Aż się wzdrygnęła, czując swąd spalonego ciała, które z gruchotem upadło na ziemie. Jeśli przeżyje w tym chaosie, będzie miała koszmary do końca swojego życia. Przełknęła ślinę, czując narastając w gardle gulę i ruszyła biegiem dalej, aż dotarła do dowódcy straży, przy którym stał już jakich chłopak. Nie znała go, ale im więcej rąk do pracy, tym lepiej. Kiwnęła mu na powitanie i skinęła głową na słowa dowódcy, który chyba ucieszył się z medyka, bo od razu przygarniając ją do drużyny. W tym momencie Reika wyciągnęła z torby przy pasie jeden kunai, aby w razie czego szybko i precyzyjnie rzucić w atakujący ich cel. Miała przy sobie sporo sprzętu, ale nie zamierzała go lekkomyślnie roztrwaniać. Uważnie rozglądała się dookoła, trzymając broń w pogotowiu i w razie czego przygotowując się to rzutu, celując albo w czoło napastnika, albo w klatkę piersiową, w zależności od tego, co będzie lepiej odsłonięte. Oba punkty zadawały pewną śmierć. Jeśli wypuści broń z ręki, weźmie sobie następną, aby cały czas być gotową na kolejny atak.
Po chwili pojawił się jeden ze strażników z łukiem i Natsume, we własnej osobie, co Reika przyjęła z ulgą, ciesząc się, że towarzyszowi nic się nie stało. Gdy tylko skierował pytanie w stronę jej i chłopaka, którego nazwał Tsukune, Blondynka spojrzała na członka klanu Yuki z przerażeniem w oczach.
- Wyszłam szybciej z trybun ze względu na psa i była w gospodzie, gdzie się zatrzymaliśmy. Kiedy usłyszałam wybuch i zobaczyłam słup ognia na trybunach, od razu tu przybiegłam. - Odpowiedziała, nadal uważnie się rozglądając i nie tracąc czujności, po chwili jednak przelotem spojrzała na Natsume, a w niebieskich oczach Blondynki był paniczny strach. - Natsume, na trybunach był Shigeru, Toshio i reszta...
Nie było trzeba nic więcej dopowiadać, żeby Yuki zorientował się, jak bardzo Reika martwi się o swoich bliskich zwłaszcza, że nie mogła dostać się do nich na stadion, aby ich odszukać i wspomóc. Nim jednak zdołała powiedzieć coś jeszcze, dołączył do nich jakiś zamaskowany śmierciożerca, którym okazał się być Kamiru, a przynajmniej Reika poznała go po głosie i sposobie mówienia. Słowa, które jednak wypowiedział drugi Yuki nie spodobały się jej. A więc klan z wyspy ma serce z lodu i zwiał, zostawiając tych wszystkich ludzi na pewną śmierć. Co z nich za shinobi?!
- Miło Cię widzieć, Kamiru. - Rzuciła chłodno w kierunku zamaskowanego. - Zostawisz tych biednych ludzi na pastwę losu i uciekniesz z innymi?
W tym pytaniu było słychać oskarżenie, ale Reika nie patrzyła na niego, nadal obserwując czujnie otoczenie. Przynajmniej Natsume wykazał chęć pomocy, a przynajmniej tak to brzmiało, jak zwrócił się do dowódcy. Co do pana w kamizelce, to przedstawił siebie i towarzysza łucznika, po czym stwierdził, że poza nimi i garstką trupów, nie ma już nikogo. Mało pocieszająca nowina, ale nic nie można było na to poradzić. Rozkazy były jasne i klarowne, choć mogłoby się obyć bez przeklinania, ale skoro sytuacja była kryzysowa, to można na to przymknąć oko. Ewakuować wszystkich do tego zdolnych a resztę zostawić na potem. Reika będzie musiała bić się z własnymi myślami, żeby zostawić rannych, nie mogących się ruszyć i mieć nadzieję, że dożyją, zanim po nich wrócą. Aż się spięła, gdy dowódca wskazała na nią zakrwawionym ostrzem włóczni i nakazał reszcie grupy chronić ją za wszelką cenę. Wiedziała, że medyk jest ważny w grupie, ale mimo wszystko zarumieniła się lekko, zdając sobie sprawę, że ma taką liczną obstawę, do tego z samych mężczyzn. Przynajmniej mieli o tyle dobrze, że w ich sektorze był szpital. Jeśli uda się przejąć większą grupę medyków, będzie jej łatwiej. W tym momencie, rozglądając się uważnie po okolicy, Reika dostrzegła Shigeru, a obok niego Toshio. Odetchnęła z ulgą, widząc że brat oraz kuzyn są cali i zdrowi, ale już po chwili widok zasłonił jej tłum. Z resztą nawet nie dałaby rady do nich teraz dotrzeć i miała nadzieję, że sobie poradzą. Przynajmniej opuścili trybuny, tylko gdzie jest ojciec i Lider? Dłużej nie mogła zwlekać, bo jej grupa ruszyła w stronę szpitala, więc Reika pobiegła za dowódcą, trzymając się środka grupy, jako, że miała być tą chronioną. Nie zmniejszyło to jednak jej czujności i dalej uważnie obserwowała otoczenie, gotowa zaatakować, lub zrobić konkretny unik, w zależności od sytuacji.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1792
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Tsukune » 18 sty 2016, o 16:36

Mój szósty zmysł i tym razem pomógł mi w uratowaniu swej skóry a mianowicie uniknąłem ataku osoby łakomiącej się na mój dopiero co zdobyty dobytek. Nim zdołałem coś zrobić przeciwnikowi ten już został załatwiony przez faceta do którego podszedłem.
-Jednak to może nie raz się przydać pomyślałem. Kiwnąłem do blondynki głową na powitanie tak jak to zrobiło owe dziewczę. Dowiedziałem się że jest medykiem a od Natsume dowiedziałem się że ma na imię Reika
-Reika co? Jak to się wszystko skończy będę musiał ją zapytać co nieco o medycynę pomyślałem. Pojawił się również inny tajemniczy jegomość. Dziewczyna powiedziała swoją wersję wydarzeń.
-Raczej nie będziesz chciał pogadać wiec w skrócie. Zauważyłem pod ścianą na trybunach sporą ilość żołnierzy którzy trudno rzucali się w oczy. To mnie zaniepokoiło i na własny sposób postanowiłem to sprawdzić. Okazało się że w loży Vipów zaczęła gromadzić się spora ilość czakry. Nim zdążyłem kogoś o tym poinformować wszystko się zaczęło. A po tym co się dzieje widzisz właśnie teraz oznajmiłem -Poza tym twój towarzysz też widział jak to się zaczęło oznajmiłem. Gdy to powiedziałem ruszyłem przed Reiką aby w razie czego móc poinformować innych czy ktoś się zbliża
-A tak swoja drogą posiada pan może łańcuch zapytałem. Cóż gdyby posiadał nawet 2m to już by było coś. Wyciągnąłem wachlarz gotów do ataku jak i obrony. W razie gdybym coś wyczuł informuję obecnych skąd może nadchodzić atak i jestem gotów wykonać pewną technikę

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1679
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 24
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Natsume » 18 sty 2016, o 23:30

Natsume kiwnął lekko głową, ponownie wzdychając przy tym ciężko. Czyli wyglądało na to, że gdy on tylko wyszedł żeby przez chwilę pozostać w samotności, w mieście wybuchły prawdziwe zamieszki, a różne rody shinobi postanowiły prawie natychmiast ruszyć do boju - niezależnie, czy dla swojej korzyści, czy tylko dla przetrwania. Nie podobało mu się to. Zawsze uważał, że większość wojen była po prostu niepotrzebna, i gardził praktycznie wszystkimi ludźmi dążącymi w swym życiu jedynie do przynoszenia krzywdy innym. Tacy degeneraci nie zasługiwali na nic innego, niż na odebranie im tego, czym oni tak chętnie szafowali - życiem i śmiercią. Strzepnął resztki krwi z trzymanej w dłoni krystalicznej, czarnej katany i tradycyjnym ruchem "noto" umieścił ostrze miecza z powrotem w sayi.
-Shigeru, Toshio i reszta nie są słabymi jednostkami, poza tym w ich pobliżu było zbyt wielu liderów, aby mogło im się coś stać - powiedział najspokojniejszym tonem, jaki tylko się dało. Akurat tego był pewien, bo takie jednostki jak Isoshi Senju lub Yumi-sama nie sprzedaliby swojej skóry tak tanio. - Czyli mówisz, że zaczęło się od loży... hm.
Wtedy zauważył zbliżającego się człowieka w masce, pancerzu i z ciężkim wyposażeniem. Dopiero, gdy ten się zwrócił bezpośrednio do niego, rozpoznał z kim ma teraz do czynienia. Kamiru. Młodszy od niego shinobi, który został jednak akolitą wcześniej od niego. Nie był zazdrosny, gdyż taki wynik był w zupełności normalny - Natsu bardzo późno zaczął treningi shinobi i dlatego dość późno osiągnął odpowiednie rangi. Skinął lekko głową, aby powitać się z dawno niewidzianym kuzynem.
-Niech wiatry Hyuo cię prowadzą, Kamiru. Widzę, że nie próżnowałeś przez ostatni rok - powiedział tonem bez zbędnych emocji. Wśród Yuki okazywanie przesadnych uczuć było uznawane za zbędne. - Wiem, że czas wracać... i cieszy mnie, że Yumi-sama i pozostali opuścili już te tereny. Niedługo również wrócę na Hyuo. Ale nie opuszczę tego miasta sam.
Gdyby zaś Kamiru zaczął na niego naciskać, lub wytykać zalecenia rodu Yuki, ten przerwał mu gestem i spojrzał głęboko w twarz jego ponurej maski. Oczy młodzieńca nie były takie, jak zazwyczaj. Puste, złote oczy chłopaka wyrażały jedynie zimną determinację.
-Udział w tym turnieju zaleciła mi Yumi-sama, aby reprezentować nasz Ród, i to zadanie wykonałem. Ale musisz mnie zrozumieć. Wśród cywili są również ludzie z Hyuo. Moi znajomi... nasi znajomi, którzy przybyli z liderką. Nie pozwolę im umrzeć tak daleko od domu, i nie próbuj mnie odwieść od tego zamiaru - powiedział nieco chłodniejszym tonem niż poprzednio. Po chwili jednak westchnął tylko cicho i dodał: - Nie mam zamiaru wdawać się w walki, ani nawet ujawniać swojej egzystencji. Postaram się pomagać z ukrycia, tak aby nawet nie wiedzieli, że ktoś z Yuki brał w tym udział. Ale każda pomoc będzie bezcenna. Proszę cię, Kamiru. Pomóż mi.
Spojrzał na Reikę.
-Reika, nie ingeruj. Rozumiem Kamiru i jego słowa. Yuki nigdy nie wtrącają się w wojny, które nie uderzają w nich bezpośrednio. Dzięki temu tak długo zachowaliśmy pokój i staliśmy się silnym rodem. Dlatego właśnie nie będę walczyć, i obaj będziemy zmierzać do opuszczenia miasta. Prawo rodu to wartość, której nie złamię... ale ratując cywili bez toczenia bojów również nie łamię Pax Glacia.
W końcu się zwrócił do kapitana straży i jego przybocznego. Planowali więc zająć się sektorem ze szpitalem, aby wydobyć jak najwięcej cywili i potrzebnych im medyków. Było to zrozumiałe, w końcu Iryonini byli bardzo ważną częścią każdej ekipy zajmującej się ewakuacjami. Przymknął oczy i skupił się trochę. Dobra, z tego co pamiętał, szpital znajdował się niedaleko centrum osady, kawałek od areny. Od niego zaś było dość niedaleko do ścieżek prowadzących do wyjścia z osady, więc przy odrobinie szczęścia udałoby się w miarę bezpiecznie wydobyć cywili i pomóc im w opuszczeniu Sachu no Senjo. Jednak mimo wszystko nie bardzo mu się uśmiechało pchanie w tamte okolice... ale, takie coś było konieczne. W sumie wyjść z osady aż tak wiele nie było...
Spojrzał na miasto i zauważył sporą ilość dymu gdzieś dalej. Pokazał to liderowi, ruszając za nim.
-Em... a tamto to nie jest okolica szpitala?
Przez cały czas jest gotowy wykonywać wszelkie potrzebne uniki i kontry, wspomagając się ewentualnie jednym z mieczy. W miarę możliwości stara się też ostrzegać towarzyszy przed niebezpieczeństwami i osłaniać ich, gdyby zaszła taka potrzeba. Ale nie ryzykuje. I próbuje nie wyróżniać z grupy strażników.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1241
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Kamiru » 19 sty 2016, o 01:22

Dotarłem cały i zdrowy do miejsca, w które dotrzeć chciałem. Najwidoczniej żaden rzezimieszek, gwałciciel ani morderca nie miał ochoty stanąć ze mną twarzą w maskę. Smutne, ale zrozumiałe. Śmiertelnicy nie powinni się w końcu mierzyć z bogiem, nawet wygnanym. A może szczególnie z nimi, skoro pozostali byli poza ich zasięgiem? Nie chciałem przelewać krwi, w ogóle nie chciałem przebywać w tym miejscu, ale z drugiej strony, nie było to fair wobec mnie. Inni tak świetnie się bawili w tym zamieszaniu, a ja... Chwila, co przed chwilą pomyślałem? Em, mniejsza z tym. Po prostu dotarłem do nielicznej grupki która reprezentowała sobą pewien stopień kultury, opanowania i ogłady. Całkiem nieźle biorąc pod uwagę otoczenie. I rzeczywiście, blondynką okazała się Reika, która jakoś zdołała mnie poznać. Pewnie mowa, odwieczna słabość tego ciała. Nie miałem jednak czasu, by zastanawiać się nad przyczyną zmiany koloru włosów, a tym bardziej jak tego dokonała i czy w nowej barwie było jej do twarzy. Są ważniejsze rzeczy do zrobienia, a takie tematy nie należały do zbyt samczych. Oprócz niej dwójka strażników, Natsume i chłopak w rękawicy, który w jakiś sposób potrafił wyczuwać czy tam widzieć chakrę. Postarałem się zapamiętać ten fakt na wszelki wypadek, łącząc go później z imieniem. O ile je poznam.
Słowa Reiki puściłem mimo uszu, nie interesowało jej zdanie na ten temat. Nie rozumie szkoły życia przekazywanej na Hyuo, nie zdoła więc zrozumieć dlaczego mój cel tak różnił się od jej. Przynajmniej kuzyn zgadzał się w tej kwestii, a w tej chwili on był tu najważniejszy. Zaraz po mnie, rzecz jasna. Chwila... Czy on naprawdę w tych okolicznościach ma czas na taki potok słów? Serio? Wokół giną ludzie, panika i chaos rozprzestrzeniają się jak syfilis i rozwolnienie w pechowej armii, a tutaj drugi Yuki wygłasza pełną patosu mowę. Westchnięcie zza maski było niesłyszalne na zewnątrz. Niemniej, musiałem go wysłuchać, skoro nie chciał opuszczać tego miejsca. Trzeba wysłuchać i zrozumieć, czyż nie? Słowa... Można powiedzieć, że do mnie trafiły. Sam nie opuściłbym Shi no Geto w potrzebie, on nie opuści tych ludzi. Niechaj i tak będzie. A ja nie opuszczę go na środku pustyni, ciężko byłoby wytłumaczyć Yumi-sama jak do tego doszło. Nawet jeśli byłem teraz bardziej strażnikiem niż Yuki to konsekwencje pozostawienia członka rodziny w takim piekle byłoby czymś nie do pomyślenia. No i zwyczajnie głupio byłoby tak uciekać mi ze świadomością, że Natsume został i pomagał. - Pomogę Ci. - odpowiedziałem szybko kuzynowi, czas naglił, ne? Jakbym chciał porozmawiać to poszukałbym miejsca odpowiedniego do tego celu, a przede wszystkim wybrałbym chwilę w której wokół nie toczy się wojna. Chociażby herbaciarnia w Ryuzaku, gdzie rozmawiałem z Shinzo... Shinzu? Nieważne, olbrzym zniknął gdzieś w mrokach historii. Potrzebowałem skupienia, nie mogłem się rozpraszać. Może zbroja i maska łagodziły ataki, ale brak ostrożności równał się uzasadnionej śmierci, huh.
Usłyszałem też co nieco od przywódcy strażników tego sektora. Zajęcie się szpitalem nie powinno być trudne w tak licznym gronie, złożonym z boga, finalisty turnieju, blond medyczki, chłopaka z rękawicą i dwóch strażników którzy najprawdopodobniej zginą w straszliwych okolicznościach. Albo coś. Inna sprawa, by przypadkiem nie dopuścić do śmierci medyków. Eh... Chcąc nie chcąc ruszam z całą grupą, składając pieczęć tygrysa by skorzystać z dobrodziejstw Hyotonu. Może nie powinienem pokazywać ludziom co potrafię, ale w sumie miałem to gdzieś. W Sogen też użyłem tej techniki, a tutaj... Jeśli ktoś przeżyje to naprawdę najbardziej zapamięta użytkownika lodu? Wątpliwe. A nawet jeśli, trudno. Użyłem tej mocy w dobrej wierze. Chyba dobrej. Mniejsza z tym, pomartwię się o rozgłos jak przeżyję. Zapadał wieczór, a temperatura na pustyni powinna się gwałtownie obniżyć. Przynajmniej tak mnie uczono jak byłem mały, a jeśli dobrze pamiętam to lodowe twory nie ucierpią przez klimat. Mała wataha wilków pojawia się obok mnie, dwa mają osłaniać Reikę, bo strata medyka byłaby głupotą. No co? Może i nie interesowała mnie jej opinia, nawet jeśli była negatywna i w ogóle zraniła moje lodowe serce, ale celem było w tej chwili przeżycie. A warto mieć kogoś, kto poskłada Cię do kupy po walce, huh. Pozostała dwójka biegnie za mną i pomaga zabijać/okaleczać najbliższych ludzi którzy pokusili się na sianie zniszczenia, grabieże i gwałty. Biegnę z lewej strony grupy, utrzymując takie tempo, by nie wyprzedzać zbytnio pozostałych, kilka metrów odległości to maksimum. Sam do walki używam Oni zadając szybkie cięcia skierowane w odsłonięte miejsca tego parszywego elementu szalejącego wokół. Los debilos mortum fugit. Nie żeby te słowa miały jakikolwiek sens.


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Hyōton 氷遁
NATURA CHAKRY:
    Obrazek
    Obrazek
    Obrazek
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
    Nabyta Brak
PAKT: Brak.
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 | 60
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50
    SZYBKOŚĆ 130 | 140
    PERCEPCJA 52
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 50

KONTROLA CHAKRY B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Chanbara
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    Ninjutsu E
    Kenjutsu C
    Suiton D
    Fuuton B
    Hyōton A


Nazwa
Hyōton: Rōga Nadare no Jutsu

Pieczęci
Tygrys

Zasięg
Dowolny

Koszt
B: 7% (za 2 wilki)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Technika przydatna do odwrócenia uwagi przeciwnika, a i za pomocą której można zadać dość duże obrażenia. Za pomocą tejże techniki członek klanu Yuki wytwarza lodowego wilka (lub całą ich watahę, jedynym ograniczeniem ilości jest chakra), który następnie naciera na przeciwnika. Pazury i kły wilków są dosyć ostre i swoje mogą zdziałać.


Najważniejsze info:

  • Wilków jest 4, dwa mają osłaniać Reikę (biec kilka metrów przed nią, niwelując zagrożenia/poświęcając się).
  • Pozostała dwójka zasuwa za mną i pomaga zabijać/okaleczać najbliższych złych (biegnę z lewej strony grupy, utrzymując takie tempo, by być trochę przed nimi).
  • Sam walczę używając Oni, zadając szybkie cięcia skierowane w odsłonięte miejsca.
  • Ewentualne ataki paruję mieczem tudzież staram się uniknąć dystansowych przez odskoki.
  • Jeśli gdzieś powstałyby barykady czy cuś, użycie techniki od chodzenia po ścianach i wykorzystanie budynków do obejścia (wilki bocznymi uliczkami czy też po ścianach mogą, nie wiem ~).
Chakra - 86%
Kamiru
 

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Exodia » 19 sty 2016, o 15:14

Czy do piekła można było się przyzwyczaić? Nigdy, lecz po jakimś czasie przestaje się zwracać uwagę na towarzyszące dookoła cierpienie. Chaos nie ustawał, wciąż ludzie co chwilę ginęli, a wybuchy chociaż już rzadsze, to również były widoczne. Co chwilę ktoś rzucał się na strażnika lub na cywila albo innego bandytę czy shinobiego. Zanim jeszcze ciało zdążyło spotkać się z zakrwawionym, rozgrzanym piachem, to już pojawiała się przy nim osoba zabierająca co cenniejsze i uciekająca w popłochu. Niektórzy byli lwami - mordowali, żywili się śmiercią, a inni hienami - korzystali z tego co zostało przy padlinie.
Nie było czasu, jednak i tak grupka zdążyła znaleźć chwilę na rozmowę ku irytacji brodatego łucznika, który rzucił kurwą pod nosem kręcąc łbem z niedowierzania. Dowódca wykazał się większym opanowaniem, prawdopodobnie rozumiał, że nie ma pod swoim rozkazem wyszkolonych żołnierzy, a bandę shinobich, którzy uczeni byli radzenia sobie samemu, indywidualnie, więc kolekcjonowali informację. Tsukune szybko uzyskał odpowiedź na pytanie. Pokryta bliznami głowa pokręciła na boki w zaprzeczeniu, lecz szybko też wskazała na bok - na leżące obok ciało chłopaka, który został przebity włócznią.
- Nie, ale patrz po trupach. Im się już nie przyda, a Ty może kogoś obronisz. - powiedział, a później nastał moment wyruszenia w drogę. Kashima przewodził grupie - biegł na samym środku, na czele, zaś za nim zmierzała Reika ściskająca w dłoni kunai. Po lewej stronie, nieco wysunięty bliżej dowódcy był Kamiru dzierżący swoje tajemniczego ostrze. Jego twory, a dokładnie czwórka wilków miała wspomagać. Dwa z lodowych tworów biegły nieco przed Reiką - prawie na równi z dowódcą, lecz bliżej samej dziewczyny, zaś dwa kolejne zmierzały za zamaskowanym Yuki będąc gotowym do ataku. Na samym tyle równo z Fushimim biegł Tsukune trzymając swój wachlarz - gotowy do machnięcia. Z prawej strony zaś zmierzał Natsume przygotowany do skorzystania z któregokolwiek z ostrzy jakie nosił przy sobie. W ten sposób drużyna zapewniła bezpieczeństwo ich medykowi oraz była gotowa na wszystko.
Kashima wysłuchał słów zwycięzcy turnieju spoglądając we wskazaną stronę. Chwilę nic nie mówił, po czym cmoknął ustami kiwając głową na znak potwierdzenia. Dłonie zacisnęły się mocniej na drzewcu włóczni, a sam dowódca nieco spochmurniał - jego twarz chociaż zastygła w twardym grymasie determinacji i zimnej krwi, to jednak przez chwilę wyrażała obawy.
- Ta, to okolice szpitala. Musimy się pośpieszyć. Pierdolone wybuchy. - odparł krótko i nieco przyśpieszył skręcając w uliczkę mającą ich zaprowadzić wprost do szpitala. Biegli korytarzem mającym maksymalnie piętnaście metrów szerokości. Z lewej i prawej były budynki w typowym, piaskowym kolorze o płaskich dachach. Najwyższe miały może z siedem metrów. Nie były duże, zazwyczaj pojedyncze kwadratowe, a między nimi siatka labiryntów z wąskich alejek. Trup ścielił się tutaj gęsto - podobnie zresztą jak w całej osadzie. Co chwilę każdy z drużyny musiał uważać, by nie potknąć się o truchło lub oderwane kończyny albo zwyczajny gruz z budynków. Tłok był tutaj znacznie mniejszy chociaż i tak sporo osób biegało w popłochu, zaś po dachach skakali jacyś ludzie, których Natsume zdążył już wcześniej dojrzeć - każdy z nich miał głowę owiniętą szarym materiałem do tego stopnia, że widoczne były jedynie oczy. Znikali szybko wskakując gdzieś między domostwa.
Bieg grupy nagle został przerwany niespodziewaną przyczyną - budynek cztery metry przed nimi został praktycznie zniszczony. Wielki, błękitny kolec przebił, a raczej zburzył ścianę, zaś na jego końcu wisiał mężczyzna o siwych, krótkich włosach, aczkolwiek wyglądający wbrew pozorom na młodego. Z jego ciała wystawały białe kości. Został wyniesiony na ulicę, a z obłoku pyłu wyszedł wysoki, dobrze zbudowany brunet, maksymalnie dziewiętnastolatek. Błękitny kolec okazał się być lancą przymocowaną do ręki ów człowieka, na którego twarzy wymalowana była furia. Kości nagle zaczęły pękać i kruszyć się, aż zmieniły się w pył. Przypominająca szkło broń nagle pękła, a truchło Kaguyi runęło na ziemię szybko zwilżając ja swoją krwią. Ninja błyskawicznie wskoczył do niemalże zniszczonego budynku, a następnie na rękach wyniósł chłopaka jego wieku i budowy, aczkolwiek o szkarłatnych włosach związanych w kitkę, na plecach nieprzytomnego wciąż była spora gurda.
- Medyk! Potrzebuję medyka! - wykrzyczał wychodząc na ulicę i rozglądając się w desperacji. Przez jego palce przeciekała krew, która zapewne sączyła się z trzymanego na rękach człowieka.

To nie był koniec wrażeń, bo niemalże w tym samym momencie na budynku z lewej strony ulicy pojawił się mierzący maksymalnie sto osiemdziesiąt centymetrów młodzieniec dzierżący wielki kunai w prawej ręce. Jedynie jego nogi były okryte czarnymi spodniami i tej samej barwy obuwiem. Włosy miał brązowe, sterczące niczym kolce, zaś na twarzy malował mu się szaleńczy uśmiech. Podniósł ostrze do góry zaczynając się maniakalnie śmiać.
- Wszystkich was składam w ofierze Najokrutniejszemu Jashinowi! - po czym z zastraszającą szybkością wystrzelił się wprost na Kamiru. Był od niego i Natsume nieco wolniejszy, ale wciąż szybszy niż cała reszta - i to znacznie. Zamaskowany Yuki przygotował się na obronę - chciał sparować atak wyznawcy mrocznego bóstwa i nawet mu się powiodło, lecz wtedy okazało się, że ten jest znacznie słabszy fizycznie. Broń strażnika muru została niemalże wytrącona mu z ręki, a ten poczuł nieprzyjemny ból w nadgarstku, jednak udało mu się zatrzymać wystarczająco długo napastnika, by jeden z lodowych wilków zdążył wgryźć mu się w udo. Potężne machnięcie wielkim kunaiem w trakcie odskoku skruszyło łeb tworu. Cały wilk zmienił się w malutkie kawałki, niczym puzzle. Co jednak z kultystą? Na jego twarzy zagościł jeszcze szerszy uśmiech, stał teraz jakieś siedem metrów od Kamiru nieco po lewej od niego.



Mapka:
Spoiler: pokaż
Profesjonalna mapka kolorowej drużyny Power Rangers:
kappa
Obrazek
Wyjaśnienia:
- Czarne kwadraty - budynki
- Brązowa plama - gruz i pył ze zburzonej ściany
- Brązowa kropka - tamten gość co potrzebuje medyka
- Bordowa kropka - Wyznawca Jashina
- Zielona kropka na czele drużyny - Kashima/dowódca
- Fioletowa kropka w środku - Reika
- Szara z lewej - Kamiru
- Błękitne mniejsze kropki - wilki
- Niebieska kropka - Natsume
- Czerwona kropka - Tsukune
- Zielonkawa kropka - Fushimi
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Kamiru » 19 sty 2016, o 17:37

Uf, nie byłem więc jedynym, którego zdziwiło zachowanie pozostałych shinobi. Niby prosty łucznik, a jednak rzeczowy człowiek. Być może nie jest mu pisana straszliwa śmierć? Byłoby miło, im więcej prawych ludzi zna się na przeżyciu, tym gorzej mańkutom znaczy lewakom no, tym złym. Tym co to spowodowali cały ten burdel. Może zamiast gadać zaczniemy pomagać? Taka tam, drobna sugestia. Ale w końcu udało się nam ruszyć, bez zbędnych rozmów. Chyba, że po prostu nie słyszałem jak rozmawiają. W każdym razie, hopsałem wesoło pośród śmierci, gwałtów, kradzieży i wybuchów. Całkiem odprężające zajęcie, o ile lubi się tego typu klimaty. Lodowe wilki nadal na swoich pozycjach, zapewniały bezpieczeństwo odpowiednim osobom. Nikt z grupki nie zginął, co dobrze rokowało szansom powodzenia całej akcji. Fakt, że cała akcja trwała może kilka minut jakoś nie rzucał się w oczy. Szybko znalazło się zajęcie dla jakże cennej blond medyczki, jedynej w naszym prowizorycznym oddziale. Całkiem miłe, że już ma okazję popisać się swoimi zdolnościami, rzeczowym podejściem do problemu i opanowaniem torsji. Nie każdemu się udaje, huh. Ale, z racji, że była kunoichi, nie powinna mieć z tym żadnych problemów. Zresztą, miałem własne problemy na głowie. A właściwie przed sobą. Tak jak wcześniej inni byli zajęci zwalczaniem zła, tak teraz trafiło się zadanie dla mnie. Znacznie później uświadomiłem sobie, że być może była to jedna z prób wymyślona przez resztę. Nie co dzień ma się okazje pokazywać potęgę własnej boskości w starciu z innym bogiem, huh.
Jakiś religijny fanatyk postanowił sobie nas pozarzynać. Bo czemu by nie mógł tego zrobić, ne? Może dlatego, że mam jeszcze ochotę trochę pochodzić po tej ziemi zanim wrócę do reszty bogów? Chwila... Jaki Jashin? Typ, którego na oczy nie widziałem na żadnym z zebrań Ósemki, a ma wyznawcę? Albo jeszcze lepiej (gorzej znaczy), wyznawców?! Przeklęta szara strefa okradająca uczciwe pracujących bogów z wiernych. Nie dość, że nie oferują niczego konkretnego to jeszcze żądają ofiar. Schodząc ze sfery sacrum do profanum, mężczyzna zdołał mnie nieco zaskoczyć. Nie licząc tego, że był idiotą zdradzając się okrzykiem to jednak facet potrafił machać tym swoim przerośniętym kunaiem. Jakby nie stać go było na normalny miecz czy inne narzędzie. Nawet kosa postanowiona ostrzem na sztorc wygląda groźniej niż to żelastwo. Co nie zmieniało faktu, że jednego z wilków zdołał rozwalić, a także przełamać mój blok. Ot, przewaga oręża. Ból? Odczułem, ale skoro dalej mogłem ruszać ręką to mniejsza z tym. Przynajmniej nie dorównywał mi szybkością, więc nie powinno być tak źle. Nie miałem jednak ochoty tracić czasu w walce bezpośredniej i narażać się na kolejne ciosy. Szczyt idiotyzmu w obecnej sytuacji. A skoro głupi wyznawca jeszcze głupszego boga postanowił targnąć się na jednego z Ósemki... Jego pech.
Odległość była mała, pod względem moich możliwości staliśmy niemal obok siebie. Nie musiałem się nawet na tym skupiać. Chakra Hyotonu wystrzeliła przed siebie, zajmując się głową i klatką piersiową fanatyka. Lód wezbrał w jego ciele, uniemożliwiając ruch, a w dalszej perspektywie wydzierając duszę z fizycznej powłoki. I tyle zostało z gościa o kolczastych włosach. Debil, mógł się zapisać do jednej z legalnych świątyń. Przez chwilę czułem chęć wyżycia się na nim, wyśmiania jego religii, słabości, żałosnej sytuacji w której się znalazł. A potem jeszcze poskakać trochę po nim by w końcu odciąć głowę i kopnąć ją gdzieś w zgliszcza. Wychowanie na Hyuo dało o sobie znać i dalej stałem w miejscu, przyglądając się zamarzającym zwłokom w których jeszcze siedziało życie. Musiałem się hamować, jak na członka klanu Yuki a zarazem boga przystało. Na szczęście wilka to nie dotyczyło, mógł więc w spokoju rozharatać gardło chłopaka, a może nawet oderwać głowę. To chyba tyle w kwestii złożenia nas w ofierze, huh. Czas wracać do zadań.

Jashin - Kamiru
0-1



Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Hyōton 氷遁
NATURA CHAKRY:
    Obrazek
    Obrazek
    Obrazek
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
    Nabyta Brak
PAKT: Brak.
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 | 60
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50
    SZYBKOŚĆ 130 | 140
    PERCEPCJA 52
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 50

KONTROLA CHAKRY B
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: Chanbara
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    Ninjutsu E
    Kenjutsu C
    Suiton D
    Fuuton B
    Hyōton A

Nazwa
Hyōton no Jutsu: Reberu Ei

Przedostatni poziom kontroli Hyōton no Jutsu. Zasięg wytwarzania i rozmiary kontrolowanego lodu, jak również prędkość tworzenia i twardość materiału rosną, stając na bardzo wysokim poziomie. Podobnie dzieje się z umiejętnością zamrażania - na randze A shinobi jest w stanie zamrozić duże przedmioty, nawet kilkukrotnie większe niż człowiek! Otrzymuje on również umiejętność wytwarzania czarnego lodu - jest on niezwykle twardy, lecz trudniejszy w kontroli.

Wytrzymałość
Kontrola Chakry + Siła

Zasięg
Brak Skupienia
60 metrów

Pełne Skupienie
240 metrów

Wielkość Max.
Szerokość
16 metrów

Wysokość
40 metrów

Długość
40 metrów

Koszt Chakry
4% na turę


Najważniejsze info:

  • Zamrażanie zaczynam od głowy i klatki piersiowej, potem proces idzie dalej dopóki nie zajmie całości przeciwnika (tylko szyję zostawiam jako tako normalną).
  • Dwa wilki nadal osłaniają Reikę.
  • Ostatni z watahy ciągle towarzyszy Kamiru.
  • Kiedy już zamrożę jashinistę tak, by nie mógł sprawiać problemu (ruszać się) wysyłam wilka by rozwalił mu gardło, a może nawet uda mu się oddzielić głowę od reszty. GDYBY taka akcja z mojej strony została potraktowana jako god info, to ten... nie ucinam, ino zamrażam całego. Jednak stan emocjonalny Kamiru i jego motywacja nie muszą się równać wiedzy o specyfice wiary w Jashina, ne?
  • Gdyby skądś nadszedł drobny atak (broń miotana w niedużych ilościach) ratuję się unikami, gdyby żelastwa było więcej (albo użyto jakiegoś obszarowego jutsu) używam pasywki do stworzenia lodowego muru o wymiarach 5x5x3 żeby zasłonił mnie oraz najbliżej stojących.

Chakra - 86% - koszta pasywki (nie wiem, ile rzeczy stworzę i czy warte to będzie tych 4% czy mniej, jakaś podpowiedź?)
Kamiru
 

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Tsukune » 20 sty 2016, o 17:13

Cóż tak jak się spodziewałem nasz "szefo" nie miał przy sobie żadnego łańcucha jaki byłby mi potrzebny.
-Cóż wiem dobrze że to może uratować życie powiedziałem na stwierdzenie o przeszukiwaniu trupów. Jak będę miał okazję przeszukać jakiegoś trupa albo zobaczę jakiś przydatny łańcuch to po sprawdzeniu czy nie jest to pułapka po prostu go sobie wezmę. Smród, brud, gwałty i rozpusta...czyżbym trafił na jakąś orgię wszystko dozwolone? A nie zaraz przecież to tylko albo aż wojna się rozpoczęła. Gdy znaleźliśmy się blisko naszego miejsca docelowego zatrzymaliśmy się bo odbyła się pewna akcja której nie będę opisywał z tego względu iż każdy ją dokładnie widział.
-Kretyn ale widać że jest dobry pomyślałem. Walka chwilę trwała i chyba nasz żelaznotwarzy [Kamiru] zajął się napastnikiem lecz mimo wszystko gotowy byłem do ewentualnego użycia swojego wachlarza do ataku i obrony...podobnie jak swoją rękawicą. Mimo wszystko nadal sprawdzałem czy nikt się do nas nie zbliża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1679
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 24
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Reika » 20 sty 2016, o 20:28

Reika rzuciła Natsume przeciągłe spojrzenie, gdy postanowił ją uciszyć, ale nie odezwała się już więcej. Z resztą nie było czasu na ciągnięcie tego tematu i wykłócanie się. Nadal jednak uważała, że Yuki postąpili bardzo egoistycznie, odcinając się od reszty. To, że mieszkali sobie na osobnej wyspie i mieli w dupie to, co się dzieje na kontynencie, wcale im nie przeszkadzało w sprowadzaniu sobie różnych towarów drogą morską, bo jakoś wątpiła, że sami się utrzymywali bez niczyjej pomocy. Nie mniej nie powiedziała tego głośno, ale gdy tylko ruszyli w drogę, spojrzała na Kamiru, który postanowił pomóc Natsume i właśnie składał pieczęć, żeby wspomóc drużynę.
- Wybacz. - Powiedziała do niego. - To przez to, co się tu dzieje. Nie jestem zła na Ciebie, tylko przykro mi, że wasz klan odwrócił się od nas wszystkich...
Nie powiedziała nic więcej, ale smutek w jej oczach wyraźnie wskazywał, że bije się z własnymi myślami, patrząc na śmierć wkoło. Spojrzała lekko zdumionym wzrokiem na dwa lodowe wilki, które ją wyprzedziły i teraz biegły tuż przed nią, wyraźnie jej pilnując. Przeniosła wzrok na Kamiru i skinęła mu głową w podziękowaniu za tą dodatkową obstawę, po czym ponownie skupiła się na plecach dowódcy, który biegł przed nią. Co pewien czas ziemią wstrząsała kolejna eksplozja, rujnując jakiś budynek, lub rozrywając na szczątki ludzkie ciała, a zapach krwi i spalenizny był wręcz przytłaczający, ściskając gardła tych, którzy jeszcze żyli w tym chaosie. Reika zacisnęła mocniej dłoń na kunaiu i starała się nie myśleć o tym, ile ludzi straci jeszcze życie, nim to wszystko się skończy i sytuację uda się opanować. O ile uda się opanować to piekło.
Nagle gwałtownie się zatrzymała i ponad ramieniem dowódcy dostrzegła rozwalający się budynek, z którego wystawał niebieski, błyszczący kolec. Lód Yuki? Nie, podobne, ale to chyba nie był lód, w każdym razie ważniejsze było to, że na jego czubku leżał przebity chłopak, któremu z ciała wystawały kości. Upiorny widok. Nie miała pojęcia, z jakiego był klanu, bo nie udało jej się zdobyć takich informacji, ale teraz ważniejsze było to, po której ze stron stał zwycięzca tego pojedynku, który właśnie rozkruszył swoją lancę i pozwolił trupowi runąć na ziemię, sam zaś wrócił do budynku, aby po chwili wynieść z niego innego chłopaka i krzycząc o pomoc medyka. W tym samym jednak momencie pojawił się przeciwnik, który doskoczył do Kamiru i zniszczył jednego z lodowych wilków. Reika nie miała zamiaru się mieszać w tą potyczkę uznając, że reszta sobie poradzi. I kto to był ten Jashin? Ona zaś spojrzała na rannego.
- Spróbuję mu pomóc. - Powiedziała dowódcy. - Jeśli mi się uda, może się do nas przyłączą.
Mając świadomość, że oba lodowe wilki nie odstępują jej na krok i pewnie któryś z mężczyzn dodatkowo będzie miał na nią oko, ruszyła szybko do rannego, trzymanego na rękach przez nieznajomego chłopaka. Widząc jak kapie mu z rąk krew, zdała sobie sprawę, że musi to być poważna rana.
- Jestem medykiem. - Powiedziała do Bruneta. - Połóż go i cofnij się, proszę.
Zanim chłopak to uczyni, Reika jeszcze tylko sprawnym ruchem odepnie gurdę, żeby ta mogła upaść swobodnie i nie przeszkadzać jej w pracy, bo ciężko położyć kogoś, kto ma pod plecami wielkie naczynie z piachem. Pewnie był z tego samego klanu, co Ichirou. W każdym razie gdy ranny będzie już leżeć, a Brunet cofnie się, zapewne uważnie pilnowany przez wilki, Reika szybko odszuka ranę i oceni jak bardzo jest poważna. Jeśli będzie trzeba rozciąć materiał, który przykrywa ranę, to użyje kunaia, który nadal miała w ręce, po czym chwyci go w zęby i użyje swojej manierki z wodą, żeby opłukać krew i lepiej widzieć ranę. Szybko przystąpiła do leczenia, co było widać po jej dłoniach, wyciągniętych nad raną i emanujących zielonym światłem, zaś jej lecznicza chakra zaczęła wnikać w uszkodzone tkanki i powoli je zasklepiać. Miała nadzieję, że zdąży ocalić temu chłopakowi życie i że reszta będzie miała oko na okolicę, gdy ona skupia się na swoim zadaniu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1792
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: [Event] Krwawe piaski

Postprzez Natsume » 21 sty 2016, o 12:38

Natsume kiwnął delikatnie głową, żeby okazać w ten sposób zrozumienie polecenia ze strony żołnierza. W sumie, w głębi duszy cieszył się, że to nie on będzie musiał dowodzić tym całym barłogiem, i będzie mógł się skupić po prostu na celach misji. Zawsze to była jakaś ulga, że nie trzeba będzie się za bardzo przejmować tym, co teraz zrobić, jaki ruch wykonać następny aby zminimalizować straty i zmaksymalizować zysk... a tak, jedyne co musiał robić, to słuchać rozkazów, i ewentualnie tylko je lekko naginać, żeby pomóc cywilom lub towarzyszom w boju. Dlatego więc ruszył przy boku żołnierzy, wysuwając ponownie Hakuhyo z sayi. Wolał być gotowy na wszelką ewentualność.
Po usłyszeniu słów Reiki, Natsume tylko odparł spokojnym tonem i z delikatnym uśmiechem na twarzy:
-Nasz klan nie odwrócił się od nikogo. Najpierw trzebaby było mieć kogoś, od kogo dałoby się odwrócić. Nie mamy sojuszników, więc nie mamy tego kłopotu.
Wtedy też nastąpiły kolejne dziwne wydarzenia. Pobliski budynek praktycznie wybuchł, pozostawiając za sobą tylko gruzowisko i widok jakiegoś mężczyzny, nabitego na solidną lancę z jakiegoś materiału, który mógł przypominać troszkę lód Yuki, lecz jako że on sam był użytkownikiem tej sztuki, wiedział że to nie mogło być to. To tutaj wyglądało bardziej jak kryształ niż jak lód. Ten, który zabił, od razu sięgnął po jakiegoś człowieka i zaczął wołać o pomoc medyka. Natsu przymrużył delikatnie oczy, wyszukując w tym człowieku fałszu, lecz póki co nie widział w tym niczego dziwnego. Ostrożność jednak nie zawadzi.
Dodatkowo, wyglądało na to że na Kamiru zaszarżował jakiś człowiek, podający się za wyznawcę jakiegoś boga, Jashina. Ech... nie ma nic gorszego niż fanatycy religijni, a zwłaszcza fanatyk-shinobi, który najwidoczniej wcale nie był taki słaby jak by się niektórzy mogli spodziewać. Chłopak złożył jedną pieczęć, a po chwili obok niego stały już dwa klony wytworzone z lodu - jednemu z nich podał Shiroi Sou, żeby mógł ruszyć z pełną prędkością i w razie potrzeby wspomóc Kamiru w boju, zaś on sam razem z Reiką i drugim klonem ruszył w kierunku mężczyzny niosącego rannego kompana. Szepnął przy tym do niej na ucho:
-Bądź ostrożna. Może i jest tam ranny, ale to nie oznacza że można zaufać tym ludziom.
W takim razie uważnie się rozgląda, starając się unikać wszelkich ataków na jego osobę, dodatkowo - w miarę możliwości, używając techniki rodowej, stara się być gotowym na stworzenie jakiejś osłony przed atakami wroga, lub - gdyby dał radę - do ataku za pomocą kolców. Cały czas ma przygotowany miecz, którym ma zamiar zaatakować pierwszego, który zaatakuje jego lub sojuszników, przy tym próbując być gotowym na dodatkowe kontry. Stara się też mieć oko na tego od kryształu, gdyby próbował wyprowadzić jakiś atak, stara się go zneutralizować.
Klon zaś stara się dostosować do ruchów Kamiru tak, aby nie przeszkadzać kuzynowi swojego oryginału, będąc też gotowym na doskoczenie i przyjęcie ataku na siebie, gdyby cios miał trafić Kamiru, a następnie samemu - o ile dalej jest w dobrym stanie i da radę to zrobić - przebija serce oponenta mieczem.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1241
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Następna strona

Powrót do Sachū no Senjō

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość