[Event] Pył wojny

Legendarna pustynna arena

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Inoue » 1 mar 2016, o 20:20

Sytuacja nie była kolorowa, znaleźli się pod ogromną presją jakiegoś nienormalnego demona, który wytwarzał wokół siebie zabójczą jak i piaskową aurę jak i niszczył wszytko, co tylko weszło mu pod łapę. Wyglądał on na rozdrażnionego, o ile można było ocenić jego wyraz pyska. Inu pędziła razem z Yoshim pilnując go, aby przypadkiem się gdzieś nie zgubił, albo nie został w tyle by nasycić swoje oczy jakimś zabójczym widokiem. Demon pochwalił się również swoim majestatycznym rykiem, który nieomalże miażdżył wrażliwe ludzkie bębenki, docierał do każdej komórki w ciele rozbrzmiewając w całym wnętrzu. Potwór zaatakował za pomocą piasku, rozwalił on mur i pogrzebał pod drobinami dziesiątki ciał niewinnych ofiar, którzy stracili życia w trakcie walk lub w wyniku którejś z morderczych technik potężnych wojowników. Inu tylko cieszyła się, że bestia pojawiła się na tyle daleko, że mieli czas na ucieczkę, że nie zostali pogrzebani żywcem pod tonami piasku. Na samą myśl poczuła nieprzyjemny ścisk w gardle, który utrudnił jej oddech podczas szaleńczego biegu.
Postanowili się kierować przez bramę, jako że była blisko, usłyszała o niej w rozmowie ze Szkarłatnymi. Faktycznie, była nieopodal jednak w jej wrotach zgromadziło się wiele spanikowanych ludzi, którzy byli tak blisko wolności i przeżycia. Jednakże pojawiła się właśnie Inu, która miała aktywowany tasak. Nie miała zbyt wiele litości, nie zatrzymała się ani na moment, po prostu przecięła sobie drogę ucieczki nokautując uciekających, którzy byli już niemalże na mecie. Wyskoczyła przed siebie, spojrzała na Yoshiego nie tracąc go z oczów. Byli prawdopodobnie wolni, choć przed nimi rozpościerała się nieskończona pustynia. Miała nadzieję, że jej luby lepiej orientuje się w ich aktualnym położeniu.

z/t z Yoshim
Inoue
 

Re: [Event] Pył wojny

Postprzez Ichirou » 1 mar 2016, o 22:20

Ambicja, determinacja, chęć odwetu, zjednoczenie z resztą szczepu. Wszystkie te odczucia brązowowłosy młodzieniec zaprezentował tego feralnego dnia w bardzo wyrazistej formie, co w jego przypadku nie zdarzało się często, a w przypadku dokładnie takiej kombinacji raczej nigdy się nie zdarzyło. Wola walki, zaciętość, wykroczenie swoimi działaniami poza dbanie wyłącznie o własny interes na nic się zdały, skoro nie miały odpowiedniego poparcia w umiejętnościach. Ale nawet jeśli dwudziestolatek dysponowałby znacznie większą siłą, to i tak nie było większej szansy na schwytanie losu własnymi dłońmi i zmianę dalszych splotów wydarzeń. Nie przy takiej skali zagrożenia. Nie przy tak ogromnym chaosie i zniszczeniu, których uosobieniem był jednoogoniasty demon. Ichirou nie potrafił wyobrazić sobie siły, jaką musiałby posiadać, by odeprzeć natarcie demonicznego szopa i uchronić swój dom przed zagładą. Toshikasu, którego przecież nie był w stanie nawet dobrze zranić, był niczym wobec potęgi Shukaku. Rozważanie o konieczności rozwinięcia się, by mieć realny wpływ na starcie liderów, okazało się w obliczu mocy jednoogoniastego myśleniem na zupełnie innym, rzecz jasna niższym, pułapie siły. To jeszcze bardziej uświadomiło akolitę, że jest jedynie niewiele znaczącym ziarenkiem piasku w pieprzonej, pustynnej burzy.
Uciekał wraz z resztą pobratymców, bo właściwie nic innego nie mógł uczynić. Już wcześniej, wraz z wiadomością o nadchodzącym pojawieniu się demona, Sachū no Senjō zostało spisane na straty. Tchórzowska ucieczka, taktyczny odwrót, jak zwał tak zwał. Była to jedyna rozsądna opcja dająca możliwość przeżycia tego bajzlu. Heroizm i głupotę dzieliła tylko cienka linia. W przypadku Jou, pozostanie w osadzie i podjęcie walki oznaczało poświęcenie, pogrążające wroga razem z nim, ale dające czas pozostałym. W przypadku dwudziestolatka, taki czyn byłby zapewne jedynie śmiercią bez jakiegokolwiek pożytku, bo nie zatrzymałby wroga na dłużej niż przez krótki moment. Poza tym, nie był ani bohaterem, ani oddanym przywódcą, ani też zapalczywym żołnierzem, którego celem życia jest poświęcenie. Miał zupełnie inną mentalność. Choć tego dnia zaprezentował wiele pozytywnego, to wciąż pozostawał tym samym lisem, nieskorym do oddawania swego życia.
Shukaku rozpoczął swoje szaleństwo, powołując do ruchu monstrualne ilości piachu, które zaczęły z sekundy na sekundę zagrzebywać kolejne sektory osady razem z nieszczęśnikami, którzy nie zdążyli uciec. Asahi wraz z pozostałymi członkami swego szczepu zdołał na czas oddalić się od zagrożenia. Opuścili mury wioski i niedługo później zetknęli się z oddziałami Ayatsuri, które przybyły na wcześniejsze wezwanie Jou. Spóźnili się, ale czy ich wsparcie zmieniłoby bieg wydarzeń? Raczej w nikły sposób. Sabaku najwyraźniej byli skazani na straty, zaczynając od ich domu, na samym liderze kończąc. Brązowowłosy zwykle miał bardzo lekkie podejście do życia i nie przywykł się frasować wszelkimi problemami, ale w takiej sytuacji jak ta, trudno było o inne odczucia niż gorycz poprzeplatana ze złością i żalem. Mimo, że licznej grupie władców piasku udało się przetrwać tę niesamowicie intensywną batalię, to nastroje były iście grobowe. Bo z czego tu się cieszyć? Byli bez osady, bez wielu braci, bez przywódcy. Totalnie rozbici, bez żadnego pomysłu na przyszłość. Potęga szczepu wydawała się gasnąć, zanim w ogóle na dobre zajaśniała.
Pozwolił się opatrzyć któremuś z medyków, wlepiając chłodne spojrzenie bursztynowych oczu w upadający dobytek całego rodu. Zabarwione, przesiąknięte krwią piaski Sachū no Senjō okazały się być grobowcem dla jego rodziców, siostrzyczki i wielu innych. Przez te kilka chwil był jakby zastygnięty, pusty w środku, poddany jedynie obserwacji, jak niemalże wszystko przepada i zostaje rujnowane przez bestialską siłę. Niedługo później nad tym ogromnym, pustynnym grobowcem roztoczyła się bariera, która zatrzymała impet piaskowej fali. Najwyraźniej akcja wyzwolenia Ichibiego została zawczasu zaplanowana. Czy celem tej tajemniczej organizacji, o której wcześniej usłyszał było "jedynie" zneutralizowanie wioski ogarniętej wojną? Jaki był ich wpływ na zainicjowanie konfliktu? Te kwestie z pewnością mogły budzić wiele pytań i wątpliwości, ale Asahi nie miał teraz chłodnej głowy, by nad nimi rozmyślać. Bardziej istotne było tu i teraz, rozgrywająca się, a właściwie już domykająca osobista, ale i ogólna tragedia.
I wtedy pojawił się on, Sabaku Jou. Jakimś sposobem wydostał się z bariery. Jego ciało było dosłownie posiekane, nie miał ręki, oka, ale przede wszystkim był żywy i wrócił zwycięsko. Z głową Toshikasu nabitą na piaskową włócznię. Brązowowłosego ten widok zupełnie wmurował, zapewne jak i wszystkich pozostałych. Nikt już nie spodziewał się powrotu swojego lidera, każdy był pewny co do jego śmierci. A jednak udało mu się. Padł co prawda nieprzytomny na piach, ale jak zaraz medycy oznajmili, jego stan nie był krytyczny. Ichirou stał jeszcze przez parę chwil, niemal w bezruchu, przyglądając się grupie medyków zajmujących się przywódcą. Trzeba przyznać, że tego feralnego dnia Jou wyrobił sobie u niego niemały autorytet. Do takiego poziomu, jaki prezentował, warto było dążyć. A jego przeżycie było czymś znacznie istotniejszym niż po prostu przetrwanie pojedynczej jednostki. Jego śmierć w tej sytuacji stanowiłaby ogromną stratę. Sabaku jak nigdy w swej historii potrzebowali zjednoczenia i dobrego lidera, który ich poprowadzi. Asahi, zaciskając pięści, liczył w duchu, że głowa Toshikasu to tak naprawdę dopiero początek. Kaguya, jak i wszyscy pozostali sprawcy dramatu mieli jeszcze sporo do zapłacenia.
Był zupełnie niepodobny do siebie. Milczał, praktycznie usunął się w cień i podążał jak owieczka razem z pozostałymi, korzystając z gościnności Ayatsuri. Nie było to jednak dziwne, biorąc pod uwagę osobiste straty, jakich doświadczył. Potrzebował czasu, żeby ochłonąć i otrząsnąć się z tego wszystkiego. Dopiero teraz zaczął rozmyślać nad dzisiejszymi wydarzeniami. Przedtem, w nieustannym boju nie było po prostu na to czasu. Może i los się odwrócił, ale bez odpowiednich działań na nic się to zda.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2277
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Sachū no Senjō

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość