Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Obszary obejmujące Mur odgradzający nieznane terytoria od prowincji shinobi, oraz zamek Shi no Getō, siedzibę główną oddziałów chroniących całość.

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Shijima » 13 lis 2017, o 13:21

Wszyscy walczyli, pomagali, zbierali rannych, a on? Niczym paniczysko usiadł na jednym z kamieni, spoglądając na jednego z wielkich węży. Na oba węże. W paszczy jednego z nich kłębił się ogień, u drugiego błyskawice. Uciekajcie! - powinni krzyczeć wszyscy wokół. Nie krzyczał nikt. Może to dlatego, że nie wiedzieli, co tam się dzieje, a może mieli równie dość, co Ty sam. Obojętnie. Tym ludziom nadal zależało, nadal chcieli wrócić do domu, w których ktoś na nich czekał, powrócić do rodzin w blasku chwały - ci, którzy przeżyli i ci ranni, którzy jeszcze przeżyją. Widziałeś to na ich twarz, błękitny blask ich dusz tańczył w tym rytmie, wciąż wyginając się do śpiewu stali i agonalnych jęków umierających. Miałeś to specyficzne wrażenie, które dreszczem przepełzło po skórze, że moc tych przywołanych potworów skierowany jest prosto na ciebie, chociaż ich wzrok utkwiony był w armiach u jego stóp. I może byłeś? Może właśnie tą linią powędrowałyby dwa pociski - cokolwiek te gady chciały zrobić, ale nawet jeśli to nie miałeś już sił uciekać. Nie miałeś też na to ochoty. Tyle walki, tyle przelanej krwi, tylko po to, by teraz rozłożyć ręce i czekać na zbawienie, dla tych zaś, których czoło ukoronowane było muśnięciem warg Śmierci ukojenie mogło być tylko jedno. Wojownicy i shinobi wokół rozmywali się w twoim polu widzenia, szli jakby wolnej, wszystkie odgłosy docierały ze spowolnieniem - ciało było tutaj, ale Ty sam się chyba oddaliłeś. Oto i była wojna, na której przecież nic wielkiego się nie stało. Nic prócz tych wszystkich zmiażdżonych, zadeptanych ciał, które spalą w jednym, wspólnym grobie. Wyszukają jedynie tych godnych, a przez godnych rozumiało się tutaj tych, którzy posiadali bogate, wpływowe rodziny - nie ważne, jakimi byli ludźmi, jakimi wojownikami - ważne, że posiadali ryo, które sypało się przez rękawy. To była właśnie sprawiedliwość tego świata,od której chciało się rzygać. Może byłoby lepiej, gdyby poszedł od samego początku na wyznaczone miejsce dla sensorów, może byłoby łatwiej, udałoby się tak nie zaangażować, nie zmęczyć - może. Nie wahał się wtedy nawet przez moment, nie zastanawiał i teraz też nie wątpił w tą decyzję.
Spoglądał, jak oddział Kenshiego zwycięża dumną batalię, słyszał okrzyk radości - tak, udało... Udało. Brawo, dzielni żołnierze, odważni shinobi - dokonaliście tego, obroniliście swoje życia, życia przyjaciół, dumę, honor, ziemie za waszymi plecami, które znów dostaną szansę zakwitnięcia na wiosnę, ciesząc oczy miłą zielenią. Żywą zielenią. Obleją pola złote promienie słońca, dzieci wybiegną na ulice, kobiety ucałują mężów przed kolejną wielką wędrówką - ale to wszystko po zimie. Po zimie i po tym atramentowym deszczu. Shinji również sobie poradził. I to jak spektakularnie..! Ciepły uśmiech powinien przyozdobić twarz - siedział pod murem, obserwując prawdziwych bohaterów, przecież to powinno być błogosławieństwo, dar do docenienia. Hayami i Seinaru rozpłynęli mu się w polu widzenia, nic nie szkodzi, znajdą się przecież, wystarczyła mu świadomość, że przeżyli. Doprawdy..? Chyba nie bardzo. Szukał ich. Widział Kurusu, którego miał już okazję wcześniej spotkać, lalkarza - ludzi, wielu ludzi, jednych w pionie, innych w poziomie, których podnoszono z ziemi - Dzicy czy nasi, nie rozpoznawał kto jest kim. Życie było życiem, nie ważne, do kogo przynależało. Rozpływało się wszystko. Skupiał się tylko na tym jednym wężu, nawet tego nie był chyba udźwignąć w tym momencie. Nie był nawet pewien, czy mężczyzna obok niego miał czerwone ubranie czy może był czerwony od krwi. Nie zarejestrował nawet, jak się zbliża - dopiero kiedy się odezwał jego obecność została zaznaczona. Denerwująco głośny głos i denerwująco melodyjne trzaskanie szkła. Szkła?
- Nic mi nie jest. Pomóż innym. - Zamknij się i spadaj stąd. - nie mogło to zabrzmieć zbyt miło. O ile w ogóle zabrzmiało, bo Shijima nie był pewien, czy przez jego gardło wydobyło się cokolwiek poza szmerem, zmęczonym pomrukiem. Kiedy usiadł wcale nie zrobiło mu się stabilniej. Świat przestał się chwiać, ale nadal go mdliło, albo i jeszcze bardziej, żołądek podchodził do samego gardła, usta automatycznie się wykrzywiały. Najlepiej byłoby zamknąć oczy. Położyć się.
- Węże... zniknęły. - A jednak uparcie nie wyłączał techniki. Uparcie sięgał wzorkiem dalej i bliżej. Coś tutaj nie pasowało, coś było nie tak, elementy układanki za ładnie do siebie pasowały, zwycięstwo przyszło zbyt łatwo. Zbyt łatwo, co..? Brakowało mu paru puzzli. Wrogie dowództwo posłało węże, żeby mieli szansę się wycofać? W końcu czerwień oczu bruneta przesunęła się na mężczyznę obok, hucząca od bólu i obrzydliwych obrazów wojny z opóźnieniem. Skupił się na moment na sylwetce mężczyzny. W tym momencie wszyscy tutaj wydawali się być wrogami - ci ludzie, u których boku walczył, bo niby czym się różnili od tamtych, przeciwko którym walczyli? Kolorem skóry? Nie. Człowiek był człowiekiem niezależnie od wyglądu. I niezależnie od wyglądu potrafił zabijać. Przynajmniej był już tak zmęczony, że nie odczuwał strachu. To naprawdę był stopień, w którym wszystko stawało się obojętne. Wrócił do poszukiwań Seinaru i Hayamiego i przypatrywania się polu bitwy. Serio powinien sobie już odpuścić. Chyba nie mogło do niego dotrzeć, że po prostu mógł. Że to naprawdę koniec.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 13 lis 2017, o 22:50 przez Shijima, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
All 'cause you love, love, love
When you know I can't love
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 483
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Kenshi » 13 lis 2017, o 19:54

Potężne ubytki w zasobach chakry stawiały dalszy udział Kenshiego w bitwie pod dużym znakiem zapytania - tak przynajmniej by było gdyby była chwila do zastanowienia, a niestety wir bitewny w jakim się znalazł, nie pozwalał na taką wygodę. W obecnych warunkach, każde wydatkowanie chakry wiązało się z przeciągnięciem struny, po której pozostanie tylko ciemność. Ryzyko oberwania ognistą techniką bestii było jednak na tyle straszne w konsekwencjach, że bez zastanowienia czarnowłosy wydał rozkazy i sam przepuścił atak.
Potężny rozbłysk przeszył niebo, kończąc gromem wprost na łbie bestii. Równocześnie towarzyszący Kenshiemu na drugim ramieniu Uchiha, przepuścił drugi atak, co skutecznie udaremniło kontratak bestii. Nie był to jednak koniec, bo chwilę po tym jak olbrzymie gadzisko zostało ogłuszone, potężny Chozumi przepuścił szarże, kończąc ją idealnym sierpowym, które dosłownie zdmuchnęło bestię, posyłając ją kilkadziesiąt metrów w dal. Siła uderzenia była na tyle duża, że prawie zdmuchnęła wojowników znajdujących się na ramieniu Akimichiego, nie pozostawiając na to obojętnych także wojów znajdujących się pod murem.
- ...udało się - wyrwało się z ust czarnowłosego, w momencie gdy wąż zniknął się w olbrzymich obłokach dymu. W następnej chwili z dziesiątek jak nie setek ust wyrwały się okrzyki i wiwaty, które szybko zostały stłumione przez potężny okrzyk Chozumiego. Jego entuzjazm spowodował, że Kenshi prawie z niego zleciał. - EJ, UWAŻAJ... wciąż tu jeteśmy.
Pozbycie się zagrożenia ze strony węża, w gruncie rzeczy elminowało zagrożenie dla oddziału D, stąd też Maji zdecydował o opuszczeniu ramienia Chozumiego. Podobne polecenie przekazał Uchiha, po czym sam po chwili znalazł się na dole, umiejętnie przemieszczając się po ramieniu, biodrze, a następnie po nodze Akimichiego. Przed wykonaniem jednak tego, dyskretnie pochwalił olbrzyma jak i towarzyszącego im Uchiha. - Dobijamy rannych? Chyba nie potrzebni Wam jeńcy, hum? - wysłał telepatyczne zapytanie do dowódca, spokojnie przypatrując się polu bitwy i wypatrując w ten sposób jakiekolwiek, dodatkowe zagrożenia.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 148
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, rękawiczki, katana przypasana przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 0
Multikonta: brak

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Hayami Akodo » 13 lis 2017, o 21:07

Siedem cnót samuraja, siedem nakazów, pustych słów wpisanych w historię tej kasty od początku istnienia tej ziemi, od chwili, kiedy księżniczka Kaguya pożarła święty owoc stworzenia. Świat więc nie powstał od Adama i Ewy - ten mit, tą opowieść powtarzano gdzieś, kiedyś, w zupełnie innej bajce; ta historia nie opowiadała o Bogu, ale mówiła o zwycięstwie, o obrazie namalowanym ludzką krwią - bo przecież do obrazu trzeba farb.
A wszystkie inne wersje, które znasz, bo opowiedzieli ci je mnisi ze świątyń, wyszeptały zwodnicze demony w drzewach, przekazały ci je sny albo opowieści starej, schorowanej matki, to jedynie blef, żałosna opowiastka chłodnych ust powstała nie wiadomo kiedy, prawdziwa heresy jak w tych wszystkich Assassinach.

The void is calling
Don't fear for futures and dreams
They're fleeting, retreating
It's ok.
I promise...


Nie, nie bałeś się marzeń ani nowych przyszłości - tych w liczbie mnogiej, zaplanowanych pod wiele istnień, multitaskingowych, chciałoby się powiedzieć - i właśnie dlatego wzniosłeś yari w triumfalnym geście zwycięstwa, krzycząc wraz z innymi "yatta", kiedy okazało się, że wrogi wąż padł, powalony siłą ciosu Akimichiego-san i jego współpracą z Kenshim. Jak widać, w dwojgu siła, cieszyłeś się z tego. Rozejrzałeś się uważnie, czy nie ma żadnych zagrożeń; jeżeli żadnych nie dostrzegłeś, podszedłeś szybkim krokiem do Seinaru, umieszczając włócznię zbrukaną krwią znów na plecach; płaszcz miałeś cały w ciemnoczerwonych, zaschłych plamach, rękawiczki też były brudne, Twoje ubrania, sandały, wszystko było czerwone. Potarłeś nerwowo ręce, mając nadzieję, że zmyjesz z siebie to, co nazywamy poczuciem winy; skąd ono właściwie? Przecież pokonałeś wroga, zabiłeś wiele lwów i węży, odniosłeś honorowe rany. Przetrwałeś w tym studium w szkarłacie.
A jednak nie potrafisz odegnać od siebie tej dziwnej myśli, że coś poszło nie tak. Nie możesz przestać myśleć, patrząc na usiane trupami i bronią pobojowisko, pełne posoki, kurzu, wrzeszczących radośnie wojowników i martwych zwierząt, gdzieniegdzie dopełnione samotnym, głuchym granatem atramentu, że tak nie powinno być. To nie tak miało być. Jesteś jeszcze młody, jesteś tylko - a może aż - samurajskim dzieckiem, wychowanym wśród lodowatej natury śniegu, i może nie wiesz tego, ale za takie zwycięstwa płaci się czymś więcej niż życiem.
Mimo wszystko uśmiechasz się szeroko, szczęśliwy z powodu wygranej. Krzyczał więc radośnie, a kiedy wrzaski umilkły i nie było żadnych rozkazów, podszedł do Seinaru. Ocierał pot skraplający się nader rzęsiście na czole, długie włosy ledwo trzymały się pod bandażem, nogi drżą.

Wszystkie wonie
Arabii nie zmyją tej krwi z mojej ręki.


-Co z Shijimą i z tobą, Kei-san?-zapytał pospiesznie przyciszonym głosem, rozglądając się uważnie na wszystkie strony w poszukiwaniu zagrożeń, niebezpieczeństw. Jeżeli niczego nie znalazł, to dorzucił jeszcze kolejne pytanie, tym razem nieco głośniejsze, pewniejsze:
-Wracamy? Nie ma sensu tu zostawać. Ja nie przydam się tu już za bardzo, a jestem takim talentem, że w ciągu jednej bitwy uszkodziłem się potwornie. Mógłbyś o mnie napisać w jakimś brukowcu "Akami, największa pierdoła bitwy o Mur"!
Zaśmiał się głośno. Polubił nawet tą ksywkę, którą nadał mu Seinaru. To był...pewien element, który przypominał o rzeczywistości, fragment starego obrazu wpisujący się w jego nowy, splamiony, brudny obraz.
Naprawdę byłem teraz Akamim.
Ale przetrwałeś. Wciąż byłeś, jaśniałeś kolorami, rozrastałeś się jak młode drzewo w kierunku zapłakanego słońca.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 107
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 16
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Brak

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Seinaru » 14 lis 2017, o 08:58

To co się stało było jednocześnie imponujące i przerażające. Seinaru wycofywał się już, nie przydał się zbytnio po przeprowadzce do innego oddziału, jednak przynajmniej miał spokojne sumienie, że spróbował zrobić coś, co chyba należało zrobić. Nie martwił się o Shi, lecz wraz z opadającą kurzawą przestawał martwić się o cokolwiek. Ogromny wąż, ich ostatni przeciwnik padł pod naporem błyskawic, ognia i ciosów olbrzyma, a Kei patrzył na to bezwiednie i zastanawiał się jak właściwie doszło do tego, że ludzie umówili się ze sobą w jednym miejscu, aby zabijać się nawzajem jak zwierzęta. Dookoła niego leżały ciała, włóczyli się ranni, a jemu samemu... nic nie dolegało. Walka w szeregach oddziału A wykończyła go fizycznie, jednak po zażyciu pigułki wzmacniającej od Shi wykorzystał jedynie niewielką ilość chakry i w ogóle nie walczył, dlatego na koniec bitwy paradoksalnie był w pełni sił. Kij również nie powodował żadnych głębokich ran, dlatego krwi na nim też było jakby mniej... Wszystko to jednak było szczegółem, na który teraz nie zwracał uwagi. Patrzył na pobojowisko nieobecny, dopóki nie odezwał się do niego Akami.
Ucieszył się widząc go żywego i w stosunkowo dobrym zdrowiu, jak na panujące dookoła warunki. Podparł się swoim kijem, lecz wciąż nie uśmiechał. Bo z czegóż miałby się cieszyć?
- Shi nic nie jest, tylko trochę przemęczony. Czeka gdzieś, mieliśmy się spotkać w obozie, w tamtym miejscu skąd ruszyliśmy na zbiórkę. - Obejrzał zakrwawione ciuchy chłopaka. Wyglądało na to, że miał za sobą dość niemiłe przygody.
- Tak, wracajmy pod Mur i do obozu, bitwa jest chyba skończona... - Puknął go lekko kijem w ramię, jakby dając już sygnał do startu i ruszył najpierw w kierunku miejsca gdzie rozstał się z Shijimą zaraz po zwycięstwie oddziału A, a jeśli go tam już nie będzie wówczas kieruje swe kroki do obozu, jak się okazało, zwycięzców. Chociaż... nie, tutaj nie było zwycięzców.
- Jeśli Ty jesteś pierdołą, to kim byli oni? - Nie spojrzał nawet na Hayamiego i nie rozejrzał się, jednak łatwo można było się domyślić, że myślał o wszystkich martwych leżących dookoła. Nie zbierał nikogo, chciał już stąd po prostu iść, opuścić to odrażające, śmierdzące miejsce. Nie gardził śmiercią i poległymi, po prostu był chyba nieprzygotowany psychicznie aby oglądać to, co zostawiła po sobie bitwa. Chciał zobaczyć Shi w Obozie, tylko tyle.
Avatar użytkownika

Seinaru
 
Posty: 388
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Kij w lewej ręce lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: brak

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Kurusu » 14 lis 2017, o 20:42

Cóż... Zwycięstwo. Wąż wyeliminowany, a ten drugi? Kogo On obchodzi? Bynajmniej nie jego. Teraz będzie miał to czego pragnie... Pieniędzy, bogacenie się na śmierci innych zawsze było ciekawą drogą... Trudno powiedzieć czy ciężka, zależał od tego na kogo się spojrzy. Tutaj... Można powiedzieć, że lekko nie było ale koniec końców wypełnił swoje zadanie jako najemnik a teraz czas odebrać wypłatę i opuścić to zapomniane przez bogów miejsce... Oraz zapomnieć o swych sojusznikach, walczył z nimi w ramię w ramię i tyle z tej całej znajomości.
Kurusu odwrócił się szybko i ruszył w stronę bramy wraz ze swoją kukłą, by znaleźć się po drugiej stronie Muru i nie babrać się w tym gównie jak żołnierze z oddziału B, są ciekawsze rzeczy do roboty i szczególnie milsze. Przynajmniej Ichitsu został przetestowany... Ostrze ruchome sprawdziło się przeciwko sile żywej zaskakująco dobrze, co prawda był przez to ochlapany krwią tak samo jak jego zabawka jednak nie jest to ważne, musiał powiększyć swój arsenał kukieł czym prędzej. A potem... Zarobi i zbuduje reputację w Shigashi no Kibu... To jest plan, do tego perfekcyjny. Heh.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kurusu
 
Posty: 230
Dołączył(a): 6 mar 2017, o 18:49
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Szara maska w kształcie ludzkiej czaszki, ciemnoszary, postrzępiony płaszcz oraz czarne rękawiczki.
Widoczny ekwipunek: Uszkodzony Płaszcz, rękawice, pokrowiec na miecz przy pasie oraz kabura, płaszcz ciasno owinięty wokół jakiegoś przedmiotu znajdujący się na plecach, jak plecak.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3331
GG: 0
Multikonta:

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Masaru Yoshida » 14 lis 2017, o 22:45

Masaru jako jedna z uciekających osób z pola walki miała całkiem niezły powód do ucieczki. Ten powód był wielki, ział ogniem, truł ludzi, a drugi powód, kierował ziemią i błyskawicami. Na szczęście nawet nie dotarł do muru, jak walki zostały zakończone. Przeciwnicy pokonani, przynajmniej tak się wydawało. Dlaczego? Dlaczego węże zaatakowały same na końcu, to było głupie. Przecież gdyby odwaliły takie akcje podczas normalnych starć to doprowadziłby do tego że szala mogłaby się przechylić na stronę atakujących. Ale stało się tak a nie inaczej, czy to los czy dobry plan, lub błąd głupich dowódców, na pewno można rzec że dobrze się to skończyło. Kuglarz uciekał z wachlarzem daleko od strefy zagrożenia, ale widząc i słysząc że walki dobiegł kres naszły go refleksje. Co by nie mówić o tym boju, to jednak sam zainteresowany nie walczył oko w oko z wrogiem, przez co nie dane było mu poczuć krwi,rozpaczy i strachu wrogów. Ale przeżył, dobrze się bawił, więc profit był oczywisty. Masaru słysząc głośne krzyki zdążył wykonać obrót by zobaczyć jak wygrywają wojnę. Ruszył w stronę porzuconych kukiełek poprawiając swój oręż na plecach. Wyciągnął dłonie przed siebie i wystrzelił żyłki czkary które połączyły się z drewnianymi towarzyszami i stanęły na równe nogi. Rozejrzał się oglądając pobojowisko. Cały czas uważał na podłoże, ciała wrogów i wiele innych rzeczy, ponieważ zawsze mogła gdzieś być pułapka. Rozpoczął wędrówkę do odziało w którym była Yaimyo. Na logikę skoro on wiedział gdzie ją przedzielili, ale ona nie wiedziała gdzie jego dali, logicznym będzie udanie się do ostatniego miejsca gdzie stał jej odział. Nie widział że jest martwa, na razie tylko jej szukał. Wypatrywał jej kukiełek które mogły zdradzać jej miejsce pobytu. Szukał wzrokiem jej pięknych włosów, zgrabnego ciała i super ubrania. Z tyłu głowy jednak troszkę go gnębiła myśl że coś mogło pójść nie tak. W końcu dziewczyna nie była aż tak silna, zawsze mogła przesadzić i nie dać rady. Ale z drugiej strony była członkiem klanu kuglarzy, przeszła mordercze treningi i powinna mieć siłę psychiczną i fizyczną do przeżycia walki. Znajdzie ją, a potem pójdę zabrać ciało Keity i urządza mu pogrzeb. Gdyby znalazł medyka Akuraia gdzieś po drodze chętnie powie mu cześć i uściśnie mu dłoń. Fajny był z niego gość i praca z nim w jednym oddziale to nie była głupia sprawa. Podnosił morale wręcz mistrzowsko. Idąc sobie tak lewitując lalkami nad ziemią rozglądał się za jakimś żywym przeciwnikiem nad którym można się popastwić. Ale priorytetem była dziewczyna.
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Yamiyo, na zawsze w naszych sercach.
Obrazek
Avatar użytkownika

Masaru Yoshida
Łamaga Lata
 
Posty: 413
Dołączył(a): 30 maja 2017, o 07:36
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Zabandażowana twarz, z odsłoniętym tylko lewym okiem. Na plecach płaszcz ze skóry niedźwiedzia. Szare ubranie z rękawami dłuższymi niż ręka, na szyi szal szaro biały.
Widoczny ekwipunek: Dwie opaski z bandaży na nadgarstkach, z białymi znakami.
Wielki wachlarz na plecach z rączką
Opaska na prawej nodze -wsadzone za nią 2 kunai i średni zwój
Opaska na lewej nodze - wsadzone za nią 2 kunai i średni zwój
Nad opaskami na każdej nodze po 1 kabura.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3620&p=51635#p51635
GG: 56674178
Multikonta:

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Shinji » 14 lis 2017, o 23:59

Tym razem plan na szybko opracowany przez Shinji'ego posiadał znacznie większe szanse na zakończenie się powodzeniem. Było tak z jednego prostego powodu. Znał dokładną pozycję węża jak i widział co robi. Oprócz tego mimo zakłóceń w komunikacji z nieznanej przyczyny - choć najprawdopodobniej było to zmęczenie członków klanu Yamanaka - efektywne zarządzanie dwójką pomocników stanowiło problem. Gad ładował jakiś atak techniką natury Raiton, Uchiha postanowił odpowiedzieć na nią Katonem klasyfikowanym jako ranga A. Jednocześnie zaraz po wypuszczenie wydał swoim kompanom stosowne instrukcje co do tego jak rozegrają sprawę z gigantycznym wężem. Skutek był taki, że techniki - węża i Shinji'ego - wzajemnie się zneutralizowały dzięki czemu wszystko zaczęło znowu się układać po myśli chłopaka dodając mu motywacji do działania. Kori powiększył swoje rozmiary do tych porównywalnych z ogromnym wężem przed zgromadzonym wojskiem, a Asohina podniosła Shinji'ego do góry ułatwiając mu dostanie się na ramię gigantycznego w aktualnym stanie Akimichiego. Wąż nie pozostawał jednak bierny rzucił się z atakiem na Kori'ego. To samo zresztą zrobił i gigantyczny człek. Starli się... Zwierz zanurzył swoje ogromne kły w jego ramieniu. Chwilę się tak siłowali podczas gdy Shinji przygotowywał technikę, którą miał zamiar podpalić węża od dołu. Akimichi jednak kilkoma mocnymi uderzeniami zdołał oderwać węża odsłaniając jego otwarty pysk co spowodowało automatyczne przejście do realizacji planu B. Shinji złożył pieczęć tygrysa i wpuścił do pyska gadziska piekielnie gorącą technikę. Akimichi zrobił w tej sytuacji co powinien i chwycił węża nie pozwalając mu uciec przez co stwór oberwał z całą siłą paląc się od środka. I stało się... Po chwili zniknął zostawiając po sobie białą chmurę, która to równie szybko jak się pojawiła tak też i zniknęła.
- Udało się nam? - wypalił Shinji z lekkim niedowierzaniem w głosie. Był on na tyle cichy, że słyszał go jedynie Kori. Dokładnie przeczesał całe otoczenie Sharinganem, ale wyglądało że faktycznie był to już koniec. Ciężko opisać ulgę jaka go ogarnęła. Błogie uczucie radości przepełniło całe jego ciało czemu dał wyraz tym razem jasno słyszalnym krzykiem - Udało się nam! Wymiatamy! - przez moment zapomniał o wszystkim czego tu doświadczył, wszędzie walających się trupach, a także i ranie jaką odniósł Akimichi - Poczekaj chwilę z powrotem do rozmiaru zmyję się na ziemię - zaczął zbiegać po jego plecach cały czas trzymając się stopami - przesyłał do nich chakrę. Gdy tylko znalazł się na odpowiedniej wysokości dokonał przeskoku na podniesiony kawał ziemi i po nim dokończył dzieła opuszczania cielska Kori'ego - Możesz się zmniejszać! - podczas gdy Akimichi powracał do swoich pierwotnych rozmiarów Shinji zbiegł z powrotem na ziemię już na naturalnej wysokości, tej na której przyszło mu przebywać przez większość jego życia - Asohina dawaj tu do nas. Tobie także należy się pochwała za świetną robotę - podczas tych słów ponownie do niego dotarł fakt, że Kori jest przecież ranny - Jesteś naprawdę dobry. Chętnie zbiłbym z tobą jakąś piątkę, ale czas nas nagli. Musisz natychmiast pójść do medyków. Cholera wie co za gówno wpuścił ci ten wąż. To rozkaz. Nie możemy sobie pozwolić na stratę ciebie. - poczekał na to aż Asohina zejdzie na dół - Wspominałem, że tobie także należy się pochwała. Tak więc oficjalnie dziękuję za wsparcie i udzielam pochwały. Jeśli mnie o ciebie spytają usłyszą same superlatywy.
Można rzec, że Shinji stracił nieco czujności jeśli okazałoby się, że przeciwnik miał coś jeszcze w zanadrzu jego reakcja byłaby lekka opóźniona. Nie wykluczało to rzec podjęcia działań, całkiem szybkich działań. Nie o takiej skali owej utraty czujności mowa. Ot po ludzku odczuwał ogromną satysfakcję z tego czego dokonał. Oczami wyobraźni widział legendy, które będzie się opowiadać o jego walecznym boju z ogromnym wężem. Ba! Być może nawet czeka go los celebryty w Sogen, a nawet innych prowincjach. Kto wie, kto wie. Tym czasem on sam zaczął powoli zmierzać w kierunku muru. Był to najzwyczajniejszy w świecie chód - Żołnierze utrzymać szyk dopóki nie otrzymam jasnych rozkazów! Wygląda na to, że wąż został wyeliminowany! - jednocześnie podczas swojej przechadzki w kierunku ogromnej konstrukcji spróbował mimo, że wiedział o zawodnej komunikacji telepatycznej skontaktować się z dowództwem. Być może problemy zostały zażegnane i ponownie wszystko działało jak należy - Melduję, że zagrożenie w postaci węża najprawdopodobniej zostało zażegnane jako, że jego chakra całkowicie zniknęła z mojego pola widzenia. Jakie dalsze rozkazy? - bardzo możliwe, że dane było mu ujrzeć Motoko, która przecież nie bacząc na swój stan wyrwała się na pomoc z zagrożeniem ze strony gigantycznego gada. Nie krył swojej radości. Zarówno z tego co uczynił jak i tego, że wyszła z tego cało. Możliwe, że nawet go zbyt poniosło odsłaniając aż nadto swoją emocjonalną stronę. Po prostu jeśli tylko się spotkali bez żadnego ostrzeżenia objął rękoma i się przytulił najprawdopodobniej wprowadzając ją w nie małe zakłopotanie - Tak się cieszę, że nic ci nie jest.


Chakra i użyte techniki
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Karta Postaci
Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



TECHNIKI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE :
  • Katana w pochwie na broń przypięta do pasa z lewej strony
  • Torba na broń I z tyłu, przypięta do pasa z lewej strony pleców
  • Torba na broń II z tyłu, przypięta do pasa z prawej strony pleców
  • Kołczan przypięty do pasa po prawej stronie
  • Kabura na broń, przyczepiona do prawego uda
  • Kusza przyczepiona do pasa przełożonego przez tułów (punkt oparcia pasa na ramieniu)
  • Kabura z kozią nogą przyczepiona do tego samego pasa co kusza (także na plecach)
PRZEDMIOTY SCHOWANE:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 677
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czarne, rozczochrane włosy, wątła budowa ciała, czarna bluzka i spodnie, białe buty, białe z lekkimi odcieniami niebieskiego karwasze
Widoczny ekwipunek: Katana schowana w pochwie, przypięta do pasa po lewej stronie. Torba na broń przypięta do pasa od strony pleców
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Akarui » 15 lis 2017, o 01:29

Po wykonaniu swojej pracy, teraz to jemu udzielono pomocy. Mianowicie, sam Usashimaru wykorzystał swoje podstawowe umiejętności medyczne, by zanalizować, ocenić i naprawić szkody wyrządzone w ciele Akarui'ego przez wielkiego dzikusa. Doświadczony konsyliarz zrobiłby to na pewno szybciej, sprawniej i z mniejszym ubytkiem chakry, jednak w takiej sytuacji, gdy jeszcze trwała bitwa, każde wsparcie się przyda. Kompan ciemnowłosego zdawał się nie być pewnym swoich umiejętności, ale reakcja mogła być tylko jedna: - Usashimaru, świetna robota! Nie wątp w siebie. Medyk musi uczyć się całe życie, dochodzić do wprawy. Twoja naprawa złamanego żebra była pierwsza klasa i stanowi kolejny stopień w zdobywaniu doświadczenia, prawda? Dzięki Tobie jestem praktycznie w pełni sprawny. Możemy brać się dalej do roboty Zakończył wypowiedź szerokim uśmiechem i rozejrzał się po tej prowizorycznym szpitalu polowym.

Akarui postanowił się oszczędzać. Wyciągnął z dna swojego wiernego, aczkolwiek upaćkanego w błocie plecaka, zestaw medyczny i przystąpił do pracy z narzędziami własnymi, jak też tymi, jakie mógł otrzymać od bardziej wyspecjalizowanych lekarzy. Zabrał się za opatrywanie ran i kikutów, kończył pracę innych medyków albo pomagał w trzymaniu co bardziej cierpiących i wierzgających. Próbował również zagadać do tych przytomnych, pytając co u nich, czy udało im się coś wywalczyć na polu bitwy? Co bardziej negatywnie nastawionych próbował udobruchać, wskazując w kierunku pola walki i mówiąc, jak to blisko ku końcowi, że na pewno każdy się przysłużył, że wygrywamy i tak dalej. Dla każdego miał uśmiech i dobre, ciepłe słowo. Jego spokój i opanowanie, jego łagodność, rzetelność i gorliwość, starał się tym zarażać wszystkich do koła. Akarui odkrył kiedyś, że dzięki takiemu podejściu niektórzy robią się ufni. Może jednak usłyszy coś ciekawego z frontu? Wiedza zawsze się przyda!

A w międzyczasie można jeszcze pożartować: - Hej, Usa, a jak tam Twoje jajeczka? Mam nadzieję, że nie muszę ich macać i leczyć? Masz już jakieś plemniki łażące po świecie, czy jeszcze potrzebujesz sprzętu?


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Kabura na lewym udzie
  • Kabura na prawym udzie
  • Plecak na jedno ramię
  • 2* bukłak z wodą (jeden prawie pusty, drugi napoczęty)

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA//MYŚLI
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 59
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Motoko » 15 lis 2017, o 03:50

Nie musiała nawet sięgać do oczu wyobraźni, żeby zobaczyć, jak stwór zostaje pokonany przez kruczowłosego przedstawiciela klanu, nad którym ewidentnie spoczywało jakieś fatum, ściągające członków Uchiha do Motoko. Czerwień bijąca od Shinji'na, a raczej techniki, którą ten wykonał, zmiotła w pył i to w dosłownym tego słowa znaczeniu węża. Biała chmura opadająca na zwłoki walczących lekko zdumiała dziewczynę, której trucht z każdym krokiem, tracił na prędkości. Nawet nosząc ciała nie doznała tak głębokiego doznania jakim było uświadomienie sobie ilości poległych. Patrzyła na najbliższe, rozharatane kupy mięsa, bo niczym innym już ich nie można było nazwać, nie musiała starać się nie-myśleć, że każde z nich miało kogoś bliskiego, kogoś na kim...jakieś głosy z oddali wyrwały ją z tępego wpatrywania się w najbliższe ciało, które nie miało kawałka ręki. Krew dookoła zabarwiła już brudną ziemię, a raczej ciało innego wojownika, który widocznie został zabity wcześniej, a ona cały czas przed oczami miała pustkę. Widziała to wszystko, ale w odczuciu nie miała niczego poza chłodną obojętnością, którą powstrzymywała złość na samą siebie i sytuację, która doprowadziła ją, wręcz zmusiła do momentu odejścia z pola walki. Była wściekła, a winą była bezużyteczność, która chwilę po ugryzieniu przez węża niemalże wdarła się jej do mózgu, podpalając go i po części łagodząc jego ból. Niestety pożoga, która zdewastowała dumę nastolatki nie została uratowana w żaden sposób i byle słowa generałów z pewnością nie usatysfakcjonują jej na tyle, żeby była w stanie zauważyć w sobie coś więcej poza stawaniem się pewnego rodzaju kołem u nogi w boju. Zmarszczka, która pojawiła się pomiędzy jej ściągniętymi brwiami była poprzedzona krzykami z różnych stron, które z pewnością odnosiły się do zadanych ran, bo przecież niemożliwym było, żeby tak miało się skończyć, kiedy ona nawet nie...
Nagła obecność drugiego ciała, które ją do siebie przyciągnęło było bardzo niespodziewane i o dziwo, tym razem wielce pożądane, choć w istocie odczuwała pustkę, nie potrafiła sklasyfikować tej sytuacji do przykrych, co klasyfikowało ją do pożądanych. Być może w pewien sposób sam Uchiha szukał jakiegoś pocieszenia, które miałoby nadejść z jej strony, pomimo tego, że z jego strony wyczuwalny był kipiący entuzjazm, a ona? Tradycyjna, posągowa postawa wojowniczki, która nawet nie zdołała wiele zdziałać w bitwie. Powiedzieć, że było jej wręcz wstyd spojrzeć się w oczy ciemnowłosego, to bardzo trafne słowa. Na jej szczęście, nie musiała. Wykorzystując fakt, że był od niej wyższy, położyła swoją głowę na jego ramieniu, w ten sposób przyjmując jego gest i odwdzięczając się tym samym.
- Gratuluję. - ściśnięte gardło nie pozwoliło jej słowom nabyć charakterystycznej oschłości i obojętności w głosie, stając się zwyczajnie czymś pomiędzy odgłosem, a szeptem. Być może nie wypadało komukolwiek pochwalać zabicia jakiejkolwiek istoty oddychającej, jednakże jedynie myśl o tym, że Shinji pokazał spore umiejętności bojowe, klasyfikowało go do grona osób poważanych i nawet ona wiedziała o tym, że powstanie nie jedna pieśń na temat tego wojownika. Czy taka sama sytuacja była z innymi? Niestety nie dane było to zobaczyć tej zapatrzonej w swój oddział jednostce, która była jedną z wielu. Czuła pod powiekami ciążące krople, których nawet nie musiała powstrzymywać, ze względu na pustkę, która niemalże ją obezwładniała, same nie chciały lecieć, pomimo tego, że wewnątrz wylewały się strumieniami, nie dawała im nawet takiej możliwości. Przez te kilka sekund, o ile trwało to tyle czasu, wzięła się w garść. Tendencja do zastojów u nastolatki występowała głównie przy ciszy, a przecież dookoła mieli jeszcze masę osób, które nie tylko potrzebowały pomocy, ale również i wiwatowały na wygraną, bo to był chyba koniec, prawda?
Z niemałym trudem, wiedząc już co będzie musiała zrobić, wspięła się na palce, pozwalając również swoim dłoniom opleść jego kark i przybliżyła swoje usta do jego ucha. - To był zaszczyt, walczyć u Twojego boku. Jesteś wielkim wojownikiem. - wyszeptała, powstrzymując piętrzące się, skomplikowane i bardzo dobrze znane uczucie, które mogła niemalże od razu sklasyfikować jako to niepożądane. Zaraz po tych słowach zrobiła krok do tyłu, zakładając przy tym kaptur na głowę, przez dwie sekundy wahając się przed kompletnym wciągnięciem się w głębiny mroku. Jej czerwone tęczówki szukały jego czerni, w którą również wtopiła się bez zawahania, pozwalając jeszcze półuśmiechowi osiąść na wąskich ustach, a był to gest skierowany tylko i wyłącznie w jego stronę. Sama nie potrafiła zrozumieć, co tak właściwie nią kierowało, ale idąc w stronę muru i ginąc pośród reszty wojowników, zarówno tych zamaskowanych, jak i obnażonych z jakichkolwiek okryć, nie roztkliwiała się nad tą niecodzienną sytuacją, przynajmniej wmawiając sobie, że nie było to nic nadzwyczajnego. Idąc, zaraz wzięła się do roboty, pomagając jednemu z mężczyzn podnieść jakiegoś rannego i donosząc go do punktu w pobliże Akaruiego oraz Oshiego, na którego stan, cały czas spoglądała, a przynajmniej w takich miejscach starała się działać i podawać potrzebne substytuty, żeby mieć go na oku.

Spoiler: pokaż
Obrazek

Obrazek
I think there's something you should know
I think it's time I told you so
There's something deep inside of me
There's someone else I've got to be
Avatar użytkownika

Motoko
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 441
Dołączył(a): 28 maja 2017, o 23:54
Wiek postaci: 0
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Look at that av. Jedynie brak łuku, bo jeszcze bieda. ;v
Widoczny ekwipunek: Przy pasie, po prawej stronie czerwona saya, a w niej schowana Tachi, obok ciemnobrązowa saya, zaś w niej Wakizashi.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3619
GG: 0
Multikonta: -

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Exodia » 16 lis 2017, o 11:00




Kurusu, Masaru, Shijima, Seinaru, Hayami



Wszystko co wydarzyło się podczas bitwy wywołało niekwestionowane zmiany u jej uczestników. U zdecydowanej większości były to rany, niektórzy musieli się pogodzić z utratą części ciała. Ale największą skazą była ta na psychice. W tych czasach wojny nie były niczym szczególnym, ludzie mogli do pewnego stopnia przywyknąć, szczególnie ci którzy posiadali doświadczenie w boju. Jednak dla części obecnych tutaj, mord i śmierć na taką skalę nie były znane. Zetknęli się z nieznanym. Przeżyli, przynajmniej niektórzy. I na pewno nie będą tymi samymi ludźmi co wcześniej. Dobrym było w tej sytuacji, że nie walczyli z ludźmi cywilizowanymi. Których akcje miały oddziaływać na niewinnych ludzi, rozsiewając mord i chaos. A co gdyby po dwóch stronach stali zwykli, którzy mają swoje rodziny i życie, którzy byli wezwani do walki z przymusu? Moralność związana z wojną i odbieraniem życia zawsze była problemem, a na pewno dla jednostek które nie miały żadnych wyrzutów czy nie myślały nad sytuacją innych. Shijima był jedną z osób które zbyt dużo myślały i tym samym zadręczał się myślami pojawiającymi się podczas patrzenia na innych. Na walczących z wężem, którzy nadal mieli w sobie wolę walki. Rozważał zasady świata, jego sprawiedliwości i niesprawiedliwości. Może dlatego właśnie siedział pod Murem, mając za plecami zimny kamień. Swoimi oczyma widział znane mu osoby które przeżyły, z którymi zamienił trochę słów i przez co ich zapamiętał. To wszystko go przerastało. Szczęśliwie wpadł w ten stan po wojnie, a nie podczas niej. Tylko czy to na pewno koniec? Medyk który do niego podszedł kiwnął jedynie głową, bez wyrazu zwracając się do kolejnego stojącego obok Muru. Ten okazał się bardziej chętny do bycia opatrzonym. Taka szczątkowa organizacja pomogła chociaż w niewielkim stopniu zmniejszyć odsetek rannych. Mimo że węże zniknęły, to Shijima nie mógł oderwać się od złych myśli, kwestionujących słuszność strony po której się znalazł. W tym czasie dwóch jego towarzyszy, Seimaru i Hayami, spotkali się w miejscu obecności oddziału D. Teraz obszar tamten był jedynie stosem trupów, mieszaniną krwi, atramentu i deszczu. Lał z nieba sprowokowany przez jednego z Shinobich. Żadnych więcej przeciwników na horyzoncie, żadnych śladów życia poza kilkoma dygotającymi dzikusami, niedobitkami. To samo było po stronie Obrońców. Medycy chodzili i starali się udzielać pomocy komu się da. Niektórzy szukali swoich kompanów, którzy polegli w boju. Tyczyło się to także Masaru. Szukał swojej towarzyszki, chociaż to słowo nie do końca oddawało faktyczny stan rzeczy. Nie był w stanie jej odnaleźć, ilość trupów była zbyt duża. Zdecydowanie nie było to zajęcie na taki moment. Deszcz zmiękczał grunt, utrudniał poszukiwania. Był to proces żmudny i pozbawiony jakichkolwiek pozytywnych rezultatów. Inni, nieliczni marionetkarze, tacy jak Kurusu, zdecydowali się na opuszczenie pola bitwy już i w tym momencie. Uznając walkę za skończoną. Ci, którzy jeszcze byli na polu bitwy, dostali prosty rozkaz - powrót do obozu po drugiej stronie Muru...



Kenshi, Motoko, Shinji



Jeśli ktoś mógł szczycić się zwycięstwem, zdecydowanie byli to dwaj tymczasowi i powołani na ostatnią chwilę dowódcy "polowi" - Kenshi i Shinji. Ten pierwszy zdecydowanie mógł być zadowolony. Ukrywanie asa jakim był Akimichi nie było głupim wyborem, biorąc pod uwagę ilość dzikusów z umiejętnościami Shinobich, a to oni znacząco rozszerzyli możliwości operacyjne. Kenshi swoimi decyzjami i dowodzeniem zasobami ludzkimi zmienił oblicze bitwy, chociaż może było to zbyt dużo powiedziane? Nie można było jednak odmówić mu faktu, że stojąc na ramieniu giganta bezpośrednio przyczynił się do zażegnania jednego z dwóch wielkich problemów.
- OJ, WYBACZ KENSHI-DONO. - powiedział głośno, odstawiając dowódcę i Uchihę na dół za pomocą swoich rąk. Wygodne to było, trzeba było przyznać. Wtedy to Kenshi wysłał zapytanie odnośnie jeńców do dowództwa, na co otrzymał dość niewyraźną odpowiedź:
- Członkowie %@#@ zajmą *#@ jeńcami. Możesz *#%# wracać do obozowiska. - powiedział głos, przerywany co chwila szumami. Pojedyncze słowa umykały, ale ogólny sens mógł pozostać taki sam. I faktycznie ubrani na czarno ludzie pojawili się na polu bitwy, podnosząc co bardziej żywych dzikusów, obwiązując ich dokładnie za pomocą łańcuchów. Ogromny Chozumi chodził i zbierał ich wszystkich, trzymając w łapach. Faktycznie brali jeńców. Tymczasem Shinji świętował swój sukces. Jako wyrodny Uchiha i tutaj, niestety, troszkę się zapędził w swoich taktycznych decyzjach przez co osłabił swój oddział pod względem stabilności, jednak ostatecznie udało mu się powstrzymać strukturę oddziału przed rozpadem. Praktycznie od razu po zniknięciu węża, ogromny Akimichi podniósł rękę w górę, tą zdrową, i krzyknął dziarsko. Symbol triumfu. Shinji zszedł na ziemię, po czym grubas zmniejszył się ponownie do rozmiarów zwykłego, wysokiego tłuściocha. Zebrał przy sobie dwójkę Shinobich z którymi współpracował w celu pokonania węża.
- Tajes! - krzyknął Akimichi kiedy został wysłany do leczenia. Na jego twarzy pojawił się już dość spory grymas bólu. Z kolei Asohina została nagrodzona pochwałą od dowódcy, na co ta uśmiechnęła się dziarsko, wręcz niewinnie, po czym zasalutowała.
- Dziękuję, Shinji-san. Cała przyjemność po mojej stronie. - powiedziała, po czym pobiegła do tyłu, za grubasem. Nic dziwnego, gdzie miałaby biec w takim momencie jak nie do Muru? Shinji otrzymywał formację, ale do jego głowy wpadł prosty komunikat od dowództwa - rozluźnić szyki, powrót do obozu przed Murem. Jednak prawdziwa nagroda dla Shinjiego nadeszła wraz z osobą Motoko. Chwila dla nich, nawet jeśli pozbawiona jakichkolwiek głębszych uczuć,
mogła być tak odebrana. W momencie przytulenia się dwójki, kilku co bardziej dziarskich i wesołych żołnierzy zagwizdało donośnie. Zupełnie jakby uznawali to za wzruszające spotkanie dwóch kochanków. Brakowało tylko żeby krzyczeli "Gorzko! Gorzko!", szczęśliwie jednak dla dumy obydwóch obyło się bez tego. Motoko szybko ruszyła ratować ludzkie życia, z pomoca swojego towarzysza przynosząc ich bliżej Muru by ułatwić zadanie medykom. Ludzie cierpiący przez truciznę, bez nóg, czy nieprzytomni ale poruszający się w konwulsjach. Wszystkich tych należało zabrać, o każde życie należało się troszczyć. Wraz z nią pracowała tak spora grupa żołnierzy, ostatecznie zabierając ze sobą każdego rannego. Tylko co dalej? W głowach wszystkich pojawił się rozkaz dowództwa - wracać do obozu.




Akarui



Podczas kiedy jedni upajali się w zachwycie nad swoim zwycięstwem, a jeszcze inni kulili się z przerażenia nad ostatnimi wydarzeniami, pewna grupa ludzi nadal miała pełne ręce roboty. Oddział C, a właściwie teraz to grupa przypadkowych ludzi i medyków, nadal ratowała życia. Niektórzy zanosili rannych bliżej Muru, żeby medycy nie musieli biegać po całym polu w celu niesienia pomocy. Inna grupka zanosiła rannych przez dziurę w kierunku szpitala po drugiej stronie. Medycy z kolei mieli najtrudniej, bowiem chakra była ograniczona, ale ilość rannych przestała przynajmniej wzrastać. Akauria nie oszczędzał się ani przez chwilę, a na pewno by mógł gdyby nie był ranny. Ten stan rzeczy szybko się zmieniał za pomocą Usashimaru, którego medyczna chakra stopniowo polepszała stan pękniętych żeber. Ciepłe słowa Akaruia, pełne wsparcia i ostrej motywacji dla kompana w odpowiedzi na jego brak wiary w swoje umiejętności, poskutkowały zmianą wyrazu twarzy.
Determinacja i wesołe ogniki pojawiły się zupełnie znikąd, przywołane postawą pacjenta.

- Sie wie, prowadź. - powiedział, kiedy tylko pacjent wziął swój plecak. Obydwoje ruszyli do rannych. Ciężko było nawet zliczyć ilość rannych na które natrafili. Prosty zestaw medyczny w rękach odpowiednio uzdolnionego medyka przynosił prawdziwe rezultaty. Wyciąganie odłamków kamiennych grotów z ran, opatrywanie kikutów, wyciąganie całych grotów, pomoc innym medykom i poprawianie poprzednich. Miał też okazję asystować przy wyciąganiu trucizny z ran jednego z Akimichich, którzy bezpośrednio przyczynili się do pokonania ogromnych węży. Usashimaru robił to samo, pracując zawsze w dość niewielkiej odległości od kompana, który w pewnym momencie postanowił zapytać o nietypowy temat, ale biorąc pod uwagę co jajca Usashimaru przeżyły, ciężko było się nie martwić.
- A tylko byś spróbował. Prędzej nadziałbym się nimi na włócznię. I ją złamał, zajmij się swoimi plemnikami lepiej. -
przy wzajemnym dogryzaniu sobie, praca szła zaskakująco sprawnie i bez większych refleksji na temat reszty trupów które zostały na polu. Praca szła w takim tempie, że po jakimś czasie ranni zostali albo przeniesieni do medycznych namiotów, albo po prostu wyleczeni. Z braku czegokolwiek należałoby wrócić do obozu, taki tez rozkaz otrzymali wszyscy obecni po tej stronie.





Wszystkich serdecznie zapraszam do tego tematu, w którym możecie odebrać swoje wynagrodzenie. Albo od chodzących wokoło Shinsengumi z listami, albo też w punkcie obok namiotu dowództwa, gdzie przy stolikach siedzą i dają hajs. To ile hajsu dostaniecie będzie w podsumowaniu, więc napiszcie na razie bez konkretnej kwoty. Ale będzie spora : )

Tym samym pragnę zakończyć tą część eventu. Czujcie się wolni. Możecie zostać w obozie i fabulić, albo też natychmiastowo się wynieść gdzie indziej. Jak wam wygodnie, możecie nawet zostać jeśli jeszcze chcecie pomóc i ładnie to poopisywać. Jakby coś to moje gg/PW otwarte jest 24h/doba (prawie). Tyle z mojej strony, więcej w podsumowaniu które pojawi się po zakończeniu zmagań drugiej grupy. Sayonara!
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 772
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Hayami Akodo » 16 lis 2017, o 13:01

Sztywne, puste trupy, zimne ostrza roszone kroplami deszczu, skrwawiona ziemia sponiewierana przez techniki i bitwę, zapłakane niebo zdające się łkać w powszechnej, przerażającej ciszy nad kruchością ludzkich zmysłów, twardy kij Seinaru szturchający go w ramię jak przypomnienie: obudź się, utkwione w przestrzeni spojrzenia mokrych ciał...
Hayami rzeczywiście obudził się z tego snu. Zamrugał powiekami, odetchnął z ulgą. W końcu dotarło do niego coś ważnego: przetrwał. Ocalał z wojennej zawieruchy po raz drugi, ochronił z pomocą towarzyszy Mur w Sogen, zatrzymał napór wroga. Zamrugał powiekami, uśmiechnął się niepewnie, nieśmiało. Padało; woda zmywała atrament i krew z jego yari, moczyła płaszcz i włosy, sprawiała, że ciało stawało się jakby świeższe. Nie mógł uwierzyć w ogrom swojego własnego szczęścia, małego, prywatnego fragmentu istnienia, który Bishamonten oderwał od sztandaru chmur i zrzucił na niego obojętnie, zapewne przesuwając godzinę zejścia na potem; wciąż nie mógł uwierzyć, że żyje, ale głos Seinaru - realny, rzeczywisty, stanowczy - sprawił, że wreszcie to zrozumiał. Wybuchnął nieco histerycznym, nerwowym śmiechem, po czym przewiesił sobie niepotrzebną już broń przez plecy.
Ludzie ze skazą są niebez­pie­czni. Wiedzą, że pot­ra­fią przetrwać.
Spojrzał jeszcze raz na pole bitwy, na chmurne, ciężkie niebo, na mokre ludzkie sylwetki. Szukali swoich, chcąc odzyskać ciało...Hayamiemu, na szczęście, nie było to potrzebne - w końcu nie stracił nikogo z oddziału. Wszyscy przeżyli, chyba, a przynajmniej na to liczył.
- Masz rację, Kei-kun - odpowiedział z uśmiechem. - Yoku kike! Za długo tu siedzimy, czas stąd spadać. Znajdźmy Shijimę-san i ruszajmy gdzie indziej. Musisz kupić sobie owce i psa, który ich będzie strzegł.
Ciepły uśmiech. Łagodne spojrzenie, pełne dziwnego spokoju, a zarazem...zadziorności? Może. Przyspieszenie kroku, bo przecież po co się ociągać? Zimny, jesienny deszcz zwilżający poplamiony płaszcz, zdrętwiałe nagle mięśnie, naprężające się w ruchu. Czerwień, beż, błękit zlewające się w jedno, nieco chaotyczne wrażenie, Twoje złote jak miód oczy wpatrzone są teraz w Seinaru ze słodko-gorzką sympatią i przyjaźnią - najważniejsze, że nie jesteśmy w tym wszystkim samotni.
Bo jakoś z tym żyć - to nie jest jeszcze odwaga.

ZT dla Hayamiego: viewtopic.php?f=145&t=4089
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 107
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 16
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Brak

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Kenshi » 16 lis 2017, o 19:48

Pytanie, które padło telepatycznie w kierunku dowództwa, doczekało się odpowiedzi. Informacja jaką Kenshi otrzymał, była ledwo ale wystarczająco zrozumiała, żeby wyciągnąć logiczny wniosek. Maji odetchnął głęboko, spojrzał ostatni raz na pole bitwy usłane rannymi i martwymi, po czym odwrócił się do swojego oddziału.
- Rannymi zajmą się medycy, a niedobitkami posiłki. Nasza rola zakończona, wracamy do obozowiska - zakomunikował Kenshi, wydając jako dowódca najpewniej swój ostatni rozkaz. Nie oczekiwał tym samym pochwał, pochlebstw - życie nie nauczyło go oczekiwania takich rzeczy. Odczuwał w tym momencie zwyczajną ulgę, że im się udało. Mu się udało. Przeżyć. Dopiero po uświadomieniu sobie, że to koniec, przyszła refleksja nad kobietą, która go tu sprowadziła i która miała być w pobliżu, a której ani razu nie dostrzegł w gąszczu walki. Reiya, członkini Shiro Ryu. Gdzie była?
Rozejrzenie się po obu stronach nie przyniosła odpowiedzi na to pytanie, stąd czarnowłosy, zwyczajnie postanowił ruszyć w kierunku obozowiska umiejscowionego bezpiecznie za murami. Miejsce zbiórki od którego wszystko się zaczęło. Beznamiętnie obserwował mijanych ludzi, rannych, martwych. To nie byli ani jego znajomi, ani wrogowie. Ot zwyczajna tusza ludzi, która zebrała się tu w jednym celu. Zadanie, któe zostało przed nim postawione, skończyło się, więc nie było sensu analizować tego wszystkiego. Kenshi nie należał do tego typu ludzi. Jeszcze nie. Ale i to miało się wkrótce zmienić.


[z/t]
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 148
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, rękawiczki, katana przypasana przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 0
Multikonta: brak

Re: Obszar Wojny [LOKACJA EVENTOWA DLA OBROŃCÓW]

Postprzez Shinji » wczoraj, o 21:09

Można rzecz, że Shinji jako młoda osoba był obecnie na fali. Nie dość, że dokonał czynu o którym będą krążyć legendy, a jego imię zapisze się na kartach historii to jeszcze zdobył uznanie osoby do której zabiło jego serce - przynajmniej tak mu się zdawało. Nie mógł w końcu wiedzieć o tym co tak naprawdę siedziało w głowie Motoko. Widział tylko obraz, który kreował jego własny umysł. Wszystko to składało się na to, że podążył za nią by pomagać rannym i z ciałami, rzucił tylko krótko - Będę miał do ciebie jedną sprawę jak skończy się ten cały burdel. Mam nadzieję, że znajdziesz czas. - słowa wypowiedział stosunkowo głośno tak by oddalająca się Mo była je w stanie na pewno usłyszeć. Następnie jak większość żołnierzy ruszył w kierunku obozu by posilić się strawą i napoić dobrym trunkiem jak to mieli w zwyczaju żołnierze. Różnił się pod tym względem jedynie tym, że nie miał zamiaru zaspokajać swoich potrzeb czy to na pojmanych kobietach czy wśród kurtyzan, które z pewnością znalazły już pierwszych klientów. Po pierwsze przez otrzymanie dowództwa musiał reprezentować sobą nieco więcej. Po drugie najzwyczajniej w świecie cała sytuacja z Motoko zakręciła w jego głowie na tyle, że póki co nie chciał zapełniać umysłu innymi kobietami. Musiał sobie to wszystko na spokojnie poukładać. Najlepiej podczas przebywania wśród pospólstwa, którym określał wszystkich żołdaków. Nie było to do końca prawdziwe spojrzenie, ale byli słabi a słabymi nie warto było się interesować. Nie przejawiał też krytycznej opinii o samurajce mimo, że nie pokazała aż tak dużo w boju przez potraktowanie jadem węża. Pokazała odwagę skoro pędziła do walki gdy inni uciekali i tym samym zyskała sobie jego uznanie także jako wojowniczka mimo, że obecnie stała na niższym poziomie. Oprócz tego mógł na niej polegać także podczas głównej części bitwy. Wszystko to składało się na jej obraz w głowie Shinji'ego. Sam do końca nie wiedział dlaczego jej tego nie powiedział. Jedynie miał nadzieję, że nie będzie bolał jej ten fakt. Generalnie stanowczo za dużo o tym wszystkim myślał. Nie wiedział na jakim gruncie stoi. Jak to miał w zwyczaju z głową w chmurach po prostu szedł dalej przed siebie rozważając to trochę na temat Motoko to trochę na temat tego co mógł zrobić lepiej. Jednym z ważniejszych punktów było zabranie ze sobą samurajów. Mimo, że uratował sytuację to nadal pluł sobie w brodę, że niemal poświęcił oddział bo uczucia pierwszy raz w karierze shinobi wyrwały go ze stanu racjonalności. Jeśli chciał się już pakować na ratowniczą eskapadę powinien był zrobić to osobiście zamiast zabierać najbardziej wartościowe elementy obrony. Pewnie właśnie z tego powodu tak uderzyła w niego krytyka Shinjimy.
W swojej podróży zahaczył na krótki okres o oddział medyków w którym to znajdował się już Kori z którym dzielił trudy walki z wężem - Wracaj do zdrowia druhu- rzucił krótko. Kolejne słowa skierował w kierunku medyka - Wyjdzie z tego? - uzyskał wszelkie wartościowe informacje zaspokajając swoją ciekawość. Generalnie zainteresowanie Akimichim można uznać za ciekawy punkt tego wszystkiego. Jak nie przejmował się pospolitym żołnierzem w jego przypadku było już z goła inaczej. Pokazał swoją siłę i zdobył szacunek Shinji'ego jako wielki wojownik. Stąd troska Uchihy właśnie o jego los. Można to uznać za nie do końca zdrowy system postrzegania rzeczywistości takiej jaką była. Zwykłego żołnierza traktował niczym zasób, jeden z trybików w dobrze naoliwionej maszynie. Jednakże taki trybik można zawsze było wymienić. Z wyróżniającymi się jednostkami było jednak inaczej. Stanowiły one nieoszlifowany diament. Niezwykle cenny o który trzeba było dbać gdyż był znacznie trudniejszy do zastąpienia. Z wiedzą na temat swojego towarzysza nie interesowało go nic innego na polu bitwy. Łupienie pokonanych jakoś go nie bawiło mimo, że drogą tą poszło sporo innych. Trzeba było zachować klasę i skupić się na świętowaniu wielkiego zwycięstwa przynajmniej na polu bitwy.Nie posiadał wiedzy na temat ekspedycji jednakże skoro demon się nie zjawił można było zakładać że jakoś sobie radzą zwłaszcza, że dowództwo nie wysłało natychmiast części wojska na eskapadę ratunkową. Nic tylko oczyścić umysł i dać się ponieść szczęśliwej fali dezaktywując sharingana jako, że już dłużej nie był potrzebny, a Shinji i tak naruszył w dużym stopniu swoje rezerwy chakry.

[z/t]
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 677
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czarne, rozczochrane włosy, wątła budowa ciała, czarna bluzka i spodnie, białe buty, białe z lekkimi odcieniami niebieskiego karwasze
Widoczny ekwipunek: Katana schowana w pochwie, przypięta do pasa po lewej stronie. Torba na broń przypięta do pasa od strony pleców
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Poprzednia strona

Powrót do Mur

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość