Dom Chise i Ichiro

Re: Dom Chise

Postprzez Exodia » 20 lip 2018, o 12:24

Rozebranie się? To była mimo wszystko dość nietypowa prośba, równie dobrze mógł po prostu go dziabnąć kunai w dłoń znienacka i zobaczyć czy się zregeneruje. Jednak Goro miał już opinię człowieka który nie podejmuje się aż tak drastycznych kroków bez powodu. Ale czy Shiga miał jakikolwiek wybór? Jeśli odmówiłby albo zacząłby się wymigiwać, to natychmiast wywołałoby to podejrzenia. Nie chce po dobroci się rozebrać, coś kombinuje. Czyli nie jest godny zaufania. Nie było wyboru. Mężczyzna zacząć zdejmować z siebie ubrania, część za częścią, aż w końcu został wyłącznie w gatkach. Skóra jego, biała niczym śnieg, u niejednego mogłaby spowodować odruchowe wręcz zmrużenie oczu. Ale nie Goro, on był ulepiony z zupełnie innej gliny. Wstał i obejrzał Shigę z każdej strony, jak gdyby czegoś szukał. Najwidoczniej niczego nie znalazł, bowiem przystąpił do dzieła. Ujął ramię Shigi, stanowczo ale zaskakująco delikatnie, po czym przejechał po skórze ostrzem kunai. Nie za głęboko, jedynie żeby dostać się do naczyń krwionośnych w skórze właśnie. Zobaczył kilka kropelek krwi, po czym rana zniknęła. Nawet nie było strupa. Mężczyzna przyglądał się temu, po czym raz jeszcze zbadał ciało Shigi z każdej strony. Po wszystkim schował kunai.
- Faktycznie, regeneracja bez przynależności do Kultu Jashina. Dobrze, że nie zdążyli cię naznaczyć. Z tego co mi wiadomo, to tatuaże mogłyby sprawić ci autentyczny ból gdybyś spróbował zdradzić swój kult, a ich zdjęcie byłoby niemożliwe. Aczkolwiek popraw mnie jeśli się mylę. - powiedział mężczyzna, zerkając na Chise i jej reakcję na szkody wyrządzone jej towarzyszowi. Najwidoczniej nie wpisywało się to w ubrudzenie pokoju, krwi było mało i nawet nie rozlała się po ręce. Ani jedna kropla nie kapnęła na podłogę. Goro schował kunai do kabury.
- To wszystko z mojej strony. Odpoczywajcie, należy wam się po wszystkim czego doświadczyliście na Kami no Hikage. Osobiście dostarczę wam informacje o tajemniczym znaku, jeśli uda się nam cokolwiek znaleźć, a także decyzję o zaakceptowania Shigi jako najemnika pod rozkazami Katsumi-dono. Żegnam zatem i dziękuję za współpracę, muszę jeszcze zamienić słówko z twoją rodziną. Nic wielkiego, chciałbym tylko o coś ich poprosić. Nie musisz się fatygować. - powiedział. Skinął głową w geście pożegnania, zarówno do Chise jak i do Shigi, po czym wyszedł z pomieszczenia, zostawiając ich samych. Odgłos schodzenia po schodach mógł jedynie potwierdzać jego słowa. O czym chciał porozmawiać z rodziną Chise? To raczej powinno odbyć się między nimi i tylko nimi. Goro w subtelny sposób to zaznaczył.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2600
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Mujin

Re: Dom Chise

Postprzez Chise » 21 lip 2018, o 11:13

Nazna.. Co?
Chise zmarszczyła brwi, mrugając z zaskoczeniem. Wyglądało na to, że Shiga naprawdę miał szczęście. Gdyby z Kami no Hikage udał się do siedziby zakonu, mógłby wrócić naznaczony jakąś techniką, co byłoby bardzo problematyczne. Wystarczy im chyba jedna osoba z bombą czasową na ramieniu. Nie zamierzała się jednak wtrącać i dopytywać Goro o szczegóły, zwłaszcza, że sam mógł ich nie znać. Ważny był fakt, że problemu nie było.
Kiedy wysłannik zaczął się zbierać, Chise podniosła się z siedzenia, tym razem naprawdę z trudem i ukłoniła.
- To my tobie dziękujemy, Goro-san, że znalazłeś dla nas czas tak szybko i oszczędziłeś trudów. Będziemy Cię oczekiwać - pożegnała go grzecznie, po czym po jego wyjściu opadła na poduszki niemal bez sił, z ciężkim westchnięciem. Zwróciła się w stronę Jashinisty z bladym uśmiechem.
- Zdaje się, że na dziś to już naprawdę koniec atrakcji - zażartowała nieco z przekąsem. Dzień był rzeczywiście niesamowicie trudny, oboje już niemal padali z nóg. Dlatego kiedy kilkanaście minut później, po rozmowie i odprowadzeniu wysłannika, ojciec Chise wszedł do pokoju, zastał ich oboje już śpiących w dziwnym pozach na siedzeniach, wyłączonych ze świata. Wziął córkę na ręce i zaniósł do pokoju, gdzie zajęła się nią matka, sam zaś wrócił i delikatnie obudził Jashinistę, proponując udanie się do pokoju na odpoczynek.
Oczywiście dzień nie wystarczył na zregenerowanie sił. Dopiero po tygodniu poczuli się lepiej i przykre skutki przemęczenia zaczęły ustępować, a był to dopiero początek rekonwalescencji. Dziwne było, że rodzice nie dopytywali się o nic, chociaż przecież powiedzieli im parę niepokojących rzeczy, jednak szybko wyszło na jaw, że spokój w tej kwestii zawdzięczali Goro, który uprzedził rodziców zarówno o trzymaniu języka za zębami, jak i zakomenderował nie męczenie ich i odpoczynek. Matka i ojciec byli posłusznymi shinobi, więc polecenia spełniali nad wyraz gorliwie. W domu nie padało nawet pół słowa o wydarzenia z Serca Świata. Chise już była zirytowana siedzeniem w domu i skaczącą nad nią rodziną, że była gotowa wyrwać się wszędzie. Nawet obecność brata, z którym spotkała się już następnego ranka, nie osłodziła jej do końca potrzeby bezczynnego siedzenia, jak myślała o regenerowaniu sił. Dlatego po tygodniu już wyszła z domu z samego rana, kiedy wszyscy prócz Nani jeszcze spali i przeszła się do dojo mistrza. Nie mogła mu rzecz jasna opowiedzieć o Kami no Hikage, zresztą nie chciała do tego wciąż wracać myślami. Dużo mu za to powiedziała o Hanamurze. Mistrz był równocześnie zachwycony tym jak się zaprezentowała i ile zebrała pochwał, jak i zdenerwowany i zawiedziony tym, że dziewczyna natychmiast nie wracała do treningu pełną parą. Musiała zacząć łagodniej, od rozruszania się i dojścia do formy sprzed nadania pieczęci, które to nadszarpnęło poważnie jej siły. Miała stawać się bardziej wytrzymała, tymczasem była słabsza niż kiedykolwiek. Było to denerwujące.
Mimo sprzeciwu rodziców, od tamtego dnia Chise ćwiczenia wprowadziła na stałe do swojego codziennego rozkładu zajęć. Najczęściej ćwiczyła w ogrodzie, zachęcając Shigę, Furu, Aidena i brata by wykonywali ćwiczenia razem z nią. Czasem tak robili, czasem nie. Szybko się okazało, że największe braki ma właśnie Aiden i Furu. Ten ostatni przez poważne obrażenia miał osłabione mięśnie i słabszą kondycje, Aiden zaś długo był niedożywiony i osłabiony i jeszcze wracał do sił. Brat Chise był już zadziwiający sprawny jak na dwunastolatka, jednak chętnie ćwiczył z dziewczyną. Miała wrażenie, że brat jest zazdrosny o jej młodego wychowanka, dlatego nie odpuścić żadnej możliwości przebywania z nią teraz. Nie mogła powiedzieć, że jej to nie cieszyło, choć jeszcze bardziej cieszyło to Nani, która była w swoim żywiole. Mając przez prawie rok tylko trójkę ludzi w domu nudziła się i nie miała co robić, jak powiedziała, więc teraz, kiedy było praktycznie siedem domowników bez przerwy coś piekła, gotowała, sprzątała i wyglądała przy tym na przeszczęśliwą. Szybko zaprzyjaźniła się z Aidenem, który kiedy odkrył, że Nani daje mu jedzenie kiedy tylko pojawi się w kuchni pojawiał się tam kilkanaście razy dziennie i nie wychodził bez czegoś pysznego, ale przede wszystkim weszła w zagadkową komitywę z Furu. Nikt nie wiedział o co chodzi, ale gospodyni zdawała się na niego dobrze wpływać. Sama Chise kilkukrotnie słyszała śmiech chłopaka przy rozmowie z nią, ale kiedy się zbliżała, oboje milkli jak zaklęci, a sam chłopak chyba nawet pomagał jej nieco w obowiązkach. To jeszcze bardziej dziwiło Uchihę, która pamiętała, że starsza pani nie cierpiała kiedy ktoś próbował jej pomagać, nazywała to plątaniem się pod nogami i potrafiła z kuchni wyrzucić nawet panię domu.
Potrzeba było ponad miesiąca, by Chise poczuła, że jest w odpowiedniej formie. Wtedy znów udała się w odwiedziny do senseia, tym razem zabierając ze sobą ciężarki. Nie chciała zakładać ich na siebie bez nadzoru kogoś, kto znał się na treningu i pokieruje nią odpowiednio. Na szczęście mężczyzna znał ten sprzęt, choć sam go nie używał i nie polecał uczniom. Nic dziwnego, skoro uczył technik walki miecza, a ciężarki były sprzętem typowego taiusera, jak wytłumaczył dziewczynie. To jej jednak nie zraziło. Skoro poprawiało kondycję to była gotowa i tego spróbować. Mistrz zapiął na przedramionach i łydkach dziewczyny obciążenie, które początkowo nie wydawało się duże. Zadowolona z siebie dziewczyna zapytała ile czasu powinna je nosić bez przerwy i mina jej natychmiast zrzedła na odpowiedź.
- Trzy miesiące!? To jakieś szaleństwo! - powiedziała ze złością w pierwszym odruchu, za co dostała po głowie. Jednak miało to sens. Nic nie przychodziło przecież bez trudu, prawda? Musiała poświęcić sporo czasu, by odnieść sukces. Najgorsze były pierwsze dni, nieprzyzwyczajone do stałego obciążenia mięśnie protestowały i chodziła cały czas obolała. Ale nie zrezygnowała. Po kilku dniach aklimatyzacji wróciła do treningu i nawet jeśli bliscy zauważyli jej spadek formy, to nikt jej złego słowa nie powiedział. To część treningu, tłumaczyła zainteresowanym.
Tego ranka też zerwała się rankiem, by zacząć ćwiczyć, jednak zaskoczył ją deszcz. Sam w sobie by jej nie przeszkadzał, ale w Sogen nawet niewielki deszcz w połączeniu z porywistymi wiatrami targającymi krainą sprawiał, że pogoda stawała się nieznośna. Postanowiła trenować w środku, bo dom posiadał małą salę treningową, jednak Chise nie lubiła z niej korzystać. Miała wrażenie, że zbroje przodków na nią patrzą, poza tym miała mało miejsca na akrobacje z siedmioma mieczami, więc musiała z nich rezygnować. Zrobiła więc wszystkie podstawowe ćwiczenia gimnastyczne siłowe, potrzebne do budowania kondycji, a resztę treningu odłożyła na później, planując sobie udać się do dojo. Poszła więc do łaźni, obmyła się i poszła coś zjeść.
- Chise, dzień dobry - powitała ją Nani. To było niesamowite, nieważne jak wcześnie wstała to kobieta już była na nogach i się krzątała. Tym razem Uchiha załapała się na jeszcze gorące placuszki miodowe, które po pierwszym, łapczywym złapaniu musiała podrzucać w powietrzu by się nie oparzyć.
- Aj aj aj.. Dzień dobry - złapała go jeszcze i ugryzła. Było rozkosznie miękkie, a równocześnie kruche, do tego ciepłe i słodkie. Aż zamruczała z aprobatą, sięgając po drugie, za co dostała po łapach i zachichotała.


Rozpoczęcie treningów ciężarków - koniec 21.08
Chise
 

Re: Dom Chise

Postprzez Hitsukejin Shiga » 25 lip 2018, o 00:35

ST


Come gather 'round people
Wherever you roam
And admit that the waters
Around you have grown
And accept it that soon
You'll be drenched to the bone.
If your time to you
Is worth savin'
Then you better start swimmin'
Or you'll sink like a stone
For the times they are a-changin'.


Kuuurde, gdyby ludzie tak nabrali cudownego nawyku informowania Shigi o swoich zamiarach... Gdyby wzięli się w garść i mówili mu zawczasu po co chcą coś zrobić i dopiero potem to robili, gdyby kurde wszystko wyjaśniali to naprawdę życie Jashinisty byłoby znacznie prostsze. Ale nie, ale skąd, ani dziękuje, ani be, ani me, ani chuj ci w dupę. Goro bez żadnych wyjaśnień zaczął kazać mu się rozbierać. Mnich był pół na pół zażenowany i rozbawiony z tego, że pierwszy raz będzie musiał się rozebrać do naga w domu Chise przy niej, nie w jej sypialni na noc, tylko obok wysłannika Katsumi Uchiha bo ten ma jakieś egzystencjonalne potrzeby zobaczenia nagiego Jashinisty. No do kurwyprzędzy.
Mężczyzna oglądał go w taki sposób, że mnich był pewny, że tej nocy gdyby chciał walnąć pamięciówe na ręcznym to miałby do czego. Tak go tym swoim uczichowym wzrokiem prześwietlał na wylot! Shiga był w majtach, a mimo to czuł się teraz nagusi. I to nie tak pozytywnie jak po walce, tylko... nago ośmieszony. Więc spiekł burola na polikach i to takiego solidnego.
-Regeneracja bez przynależności do kultu Jashina brzmi dumnie. - Powiedział Shiga, od razu po słowach Goro, gdy ten naciął jego rękę. Mnich się leciutko skrzywił, bo rozbudzanie regeneracji do przyśpieszonego, aktywnego działania teraz, gdy mnich musiał się regenerować wewnętrznie było naprawdę cienkim pomysłem dla niego. Ale mus to mus, co poradzisz jak nic nie poradzisz...
-Naznaczyć? Nie mam najmniejszego pojęcia o czym mówisz, Goro-san. Jak mówiłem, mam duże przerwy w udziale w zyciu społecznym kultystów, a mowiąc dokładniej, nigdy nie obchodziła mnie ich struktura, podnoszenie swojego statusu wśród nich czy bycie "lepszym wzorcowym Jashinistą". Fumetsu, nieśmiertelnośc Jashina to nie jest cud i nadprzyrodzony dar. To jest okoliczność, narzędzie. A oni zdają się traktować to jako najlepsze co ich spotkało i co ich w ogóle mogło spotkać... - Wzruszył ramionami i Shiga się ponownie ubrał. Po wszystkim mężczyzna podziękował im za współpracę i poszedł porozmawiać z rodziną Chise. Shiga się ładnie ukłonił na odchodne. Nie musiał nic mówić, Chise go ładnie wyręczyła w tych wszystkich kulturalnych formalnościach.
Kiedy opadli na poduszki, mnich zachichotał, przesuwając się do niej.
-Nie dziwi cię to, co zrobiłem? Hej, jak na tego złego mnicha co wszystko robi źle, to chęć dołączenia do twojego rodu była bardzo, tfu tfu tfu, dojrzałym ruchem z mojej strony. Jeśli zdobędę szacunek jako członek twojego rodu... - przesunął swoją dłoń na jej dłoń i uścisnął lekko. - Może pozwolą mi z Tobą być. Fajnie by było z Tobą być jak chłopak i dziewczyna, chodzić razem za łapkę, całować się... - I po raz kolejny wychodzi jak spaczone i nierealistyczne podejście do formuły związku ma mnich. Albo... nie, spaczone i nierealistyczne nie pasuje. Dużo lepsze jest ujęcie - jak uproszczone i infantylne, dziecięce i nieco niewinne podejście ma mnich... On sobie duzo wyobraża, ale co do czego by doszło to pewnie Chise wiedziałaby i robiłaby więcej od niego! Trochę żeżuncja i rzeżucha.
Padli spać, gdzie Shiga rozbudził się dopiero, gdy ktoś zabrał mu Chise. Gdy ojciec wrócił go do końca rozbudzić, Shiga dogorywał z odlatującą na wszystkie strony głową w stanie sennym agonalnym. Ukłonił się - a może opadła mu głowa - w podzięce i udał się człapiącym, kuśtykającym krokiem do sypialni gdzie chłopcy już spali, a i on padł jak długi spać. Jak ta kłoda cholerna!

Czas w Kotei mijał zaskakująco szybko. Mnich się nie obejrzał gdy już minął tydzień, wydarzenia na świecie poczęły się nieco... przegryzać i stabilizowac, wybrani zostali nowi liderzy - w których Shiga poprzysiągł sobie się zameldować i poznać nowych rządzących, skoro znał tylu starych -... Wszystko powoli nabierało od nowa jakiegoś kształtu, mimo, że serce świata jako tako przestało istnieć. Z jednej strony to dobrze, że świat szedł dalej, z drugiej to nieco smutne, że tak szybko sobie z tym wszystkim poradzili. I to tak stosunkowo łatwo.

Come mothers and fathers
Throughout the land
And don't criticize
What you can't understand
Your sons and your daughters
Are beyond your command
Your old road is
Rapidly agin'.
Please get out of the new one
If you can't lend your hand
For the times they are a-changin'.


Ale czas płynął, świat nie stał w miejscu to i mnich nie mógł stać w miejscu. Po tygodniu, a Shiga miał sen bardzo płytki, dostrzegł zniknięcie Chise niewiele po jego nastąpieniu. Czyli wyrwała się już gdzieś do działania, na misje, trening... Doszedł więc do wniosku, że i on nie może próżnować. Zmęczenie organizmu i choroba powoli ustępowały, odrzucił kij, ale nadal przy używaniu większej ilości czakry czuł kłucie w narządach i to takie naprawdę nieprzyjemne, nie tylko niemiłe. To nie było nawet na tyle dotkliwe, żeby zadziałało "lubienie bólu" Jashinistów... To po prostu było. Sygnalizowało, że coś jest bardzo, ale to bardzo nie tak. Nie zmieniło to jednak "mnisich planów". Shiga przywitał z rana ojca Chise, z którym miał coraz lepsze kontakty - przez co rozumiem to, że już nie było jakotakiej obupólnej pogardy jednego dla drugiego i nazad, i poszedł na plac przed domem Chise. Skrupulatnie odsunął wszystko co tylko mogło się zająć ogniem, a trening Shigi musiał takowy zawierać, jakże inaczej. Przecież to podstawa bycia Shigowym Shigiem... Ogień, czemu to zawsze musi być ogień!
Mnich stanął na środku placu, po czym uznał, że bolą go nieco nogi, więc usiadł i złożył pieczęci. Po chwili dookoła niego roznieciło się wielkie ogniste tornado, wirujące groźnie i swoją potęgą przyćmiewające wiekszość innych technik katonu. I siedział tak, w sercu ognia, bite pół godziny. Furu i Aiden prrzechodzili w pobliżu i zatrzymali się na przedstawienie mnicha, z podziwem obserwując jego wyczyny. Mnich się rozkręcał, utrzymywał pieczęć dalej kumulując czakrę i wyzwalając jej jeszcze więcej. Tornado gorzało jak jeszcze nigdy wcześniej, atutowa technika katonu. Mniej więcej tak zlatywał czas, zwłaszcza odkąd Chise namówiła Shigę do wspólnych treningów z chłopakami. I o ile był obolały, to nie odstawał wiele od Aidana i Furu, odstając mocno, co oczywiste, od Chise. Ale wszelkie ćwiczenia fizyczne mogły wyjść tylko na plus dla mnicha, więc się na to godził...
-Chise, ostatnio ominęło cię poznanie mojej dość ciekawej techniki...- Zaczął świeżo po wspólnym treningu fizycznym i wytrzymałościowym. Zaprzęgnął chłopców by we trójkę doturlać przed Chise kamień około metra średnicy. Mnich, chcąc się pochwalić przed swą wybranką którą bardzo lubił, pokazał jej głaz, dał go poznać... po czym złożył pieczęci i mała kometa pomknęła na kamień usuwając go z egzystencji. Gone in a flash.
Oprócz takich wstawek, gdzie Shiga prezentował swój ogień i piłował w jego użytkowaniu, upływający czas był obfity w zacieśnianie się rodzinnych więzi w ich małej patologicznej rodzince - nawet Furu znalazł sobie Nani, którą Shiga chciał utulać by mieć babcię, a babcia sama wybrała sobie wnuczka.
No cóż, mówi się trudno i szuka się babci dalej... Fakt faktem, Shiga czuł się u Chise coraz lepiej. Nadal nie wszedł do jej pokoju, unikając samej idei jak piekielnego ognia co to regeneracje całkowicie pomija, ale.... no, Furu, Aidan, Minoru i mama Chise której imienia zapomniał i zwracał się do niej per pani bo głupio mu było spytać, aż mu Furu nie przypomniał... Fakt faktem karmili go, dawali godne spanko, ogólnie życie jak w madry...życie jak w sogen było bardzo dobre dla mnicha. Uchiha dawali mu wszystko czego potrzebował.

The line it is drawn
The curse it is cast
The slow one now
Will later be fast
As the present now
Will later be past
The order is
Rapidly fadin'.
And the first one now
Will later be last
For the times they are a-changin'.


Mnich doszedł do wniosku, że za gościnę może się odwdzięczyć w jakimkolwiek stopniu. Razem z chłopcami dotaszczyli i doturlali na sam środek placu przed domem Chise dość szeroki i wysoki, lecz cienki kamień... Mnich rozpalił pieczęcią obie swoje dłonie i na oczach chłopców, powoli, dotykając kamienia z miłością i wyczuciem godnym ojca głaszczącego swojego pierworodnego...
Wypalił w kamieniu imponujący, trzy metry szerokości na pięć wysokości, symbol rodu Uchiha. Ciekawe co Chise i jej rodzina powiedzą, gdy go zobaczą.... Chise mignęła mu jedynie przed oczami, wychodząc z łaźni i pędząc coś zjeść. Puścił chłopców do niej by ją przyprowadzili. Jeśli kamień okaże się solidnym fuckupem i Chise powie - spal to nim złoży małe kamienne kamyczkowe jaja, to będzie można go wymazać z egzystencji jedną solidną kutabarą...
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Dom Chise

Postprzez Chise » 25 lip 2018, o 21:47

Jeden po drugim, mimo iż jeszcze gorące i pomimo odganiania, placuszki znikały w tempie, który sugerował, że nie doczekają żadnego innego smakosza. Nani kręciła głową, ale nie protestowała za bardzo, z prostej przyczyny, Placuszków miała przygotowane jeszcze dwie blachy do pieczenia, o czym Uchiha wiedzieć nie mogła, tak czy siak więc dla każdego coś było, wyłączając inne jedzenie, którego także było w brud. Nie przeszkadzało jej to w marudzeniu, co było jednym z jej ulubionych zajęć.
- Chise, jedz jak człowiek, zaraz będzie podane do stołu - rzuciła, odwracając się w stronę pieca i sięgając po wysuszone drwa by do niego dorzucić - Co by twoja matka na to powiedziała - dodała, kręcąc głową. Uchiha jedynie uśmiechnęła się pod nosem, przeżuwając słodkości.
- CHISE, CHISE, CHISEEE - do kuchni wpadły dwa tornada, na szczęście nie dosłownie. Fuku najpierw pomachał do Nani i się przywitał, w czasie gdy Aidena rozproszył talerz na stole, na którym została już może z połowa porcji placuszków. Sięgnął po nie i oberwał po palcach od Chise, która powiedziała, że są gorące. Dopiero po chwili sytuacja uspokoiła się na tyle, by można było dojść do tego co oni tu właściwie robili. Nie było to co prawda wcześnie rano, ale tak chłopcy zazwyczaj zjawiali się dopiero na śniadanie, pochłaniając końskie dawki jedzenia, jakby byli głodzeni. Tym razem jednak byli już na nogach i to chyba od jakiegoś czasu. Okazało się, że przysłał ich Shiga. Chłopcy byli jednak bardzo tajemniczy i nie chcieli nic powiedzieć na temat tego dlaczego ją wołał. Jedynie podśmiewywali się i trącali nawzajem łokciami, jakby robienie z tego tajemnicy było bardzo zabawne.
- Noo choooodź - ciągnęli ją za sobą, ale i Uchiha za bardzo się nie opierała, rozbawiona tym i nieco rozczulona tą nieczęstą komitywą. Potruchtała za nimi jak grzeczna owieczka, aż wyciągnęli ją na zewnątrz. Na dworze było nieco chłodno, ale mogła wytrzymać bez płaszcza, zwłaszcza, że miało to być tylko na chwilę. Już po chwili stanęła obok Shigi, już zaciekawiona, ale wystarczyła chwila wyjaśnień, by dziewczyna wybuchnęła gromkim śmiechem. Położyła dłonie na pomniku, faktycznie wyczuwając znak rodu Uchiha, wypalony wachlarz. Przez dłuższa chwilę nie mogła się uspokoić, śmiejąc się dziko, po czym otarła oczy z łez, które się tam pojawiły.
- Rodzice będą zachwyceni, jak nic - wykrztusiła w końcu. Jeśli chłopak chciał zdobyć ich względy, to z pewnością trafił w dziesiątkę skupiając się na klanie. Chise mogła się założyć, że kamień stanie gdzieś w ogrodzie lub przed domem. Kiedy w końcu się uspokoiła, odetchnęła głęboko.
- No, jakie dalsze plany? Więcej pomników? - zapytała z ciekawością. Sama miała ochotę trochę się rozruszać.
Chise
 

Re: Dom Chise

Postprzez Hitsukejin Shiga » 28 lip 2018, o 00:56

Stosunkowo znaczącą tutaj dla rodzinnych, że tak powiem, relacji w domu Chise jest cała jedzeniowa otoczka. Czy to wspólne posiłki w godzinach obiadowych, czy to jakieś pożywienie podkradane tu i ówdzie przed czy po posiłku... Był z tym powiązany cały zacieśniający więzi rytuał, który wyostrzał podziałyy na różne interesy i "strony w domu", ale jednocześnie zawiązujący relacje między domownikami. I tak wspólne obiady jedzone o odpowiedniej porze zacieśniały z relacje z rodzicami, tak ciągłe podkradanie papu zacieśniało relację z Nani i pracujacą cześcia domu. A teraz przechodząc do sedna całego problemu... Aktualne zacieśnienie relacji nieco innej formy, bo współpracy Shigi z Jashinem, pozwalało mu tygodniami nie jeść i nie paść z głodu. A tutaj, w domu w Kotei, w domu Chise, gdy się nie jje, to się traci bardzo ważną część całej tej rodzinnej układanki w podchody i układy.
Dlatego Shiga odkąd jest w Kotei, ten cały miesiąc, zaczął jeść. Jeść dużo więcej niż kiedyś, jeść za dziesięciu Shigów. O ile Shiga Shiga wcinał jakiegoś sucharka na kilka dni, tak Koteiski Shiga wpieprza cztery posiłki dziennie i przegryza. A w połączeniu z ostatnimi nieco wytęzonymi treningami... Zaczął nie tylko tyć, przybierając na wadze, ale też zwiększała się jego masa mięsniowa. Dalej oddzielało go niebo i ziemia od napakowanych użytkowników głównie taijutsu, ale już nie przypominał paskudnie cienkiej, białej jak śnieg (pewnie sosna) zapałki z białą siarką na szczycie.
I w tej chwili mnich pomyślał, czy nie byłoby dobrze się przefarbować jakoś. Może barwnik z cegły, może garbniki... I zmienić kolor kłakow z uderzającej oko bieli w jakiś soczysty brąz czy nieco przytłumiony lecz równie piękny szkarłat. Ale czy farbowanie nie jest ciut gejowskie, nawet dla niego?
A teraz wracając od sedna nieco innego niż sedno jedzenia... Shiga, po obserwacji tej cudownej Koteiskiej rodziny Uchiha, z charakteru będącej Uchiha tak bardzo jak to jest tylko możliwe, zrozumiał, że są oni dumni z tego kim są. Są dumni ze swoich narzędzi i swoich darów, ze swojego ognia i oczu. Są dumni z tego, że są Uchiha i że żyją niczym dumni wojownicy, Shinobi z rodu Uchiha. Zaskakująco więc dobrym pomysłem musi być uderzanie w struny typowo pochwalne, gloryfikujące... By zdobyć ich względy. Co wy, idioci? Myślicie, że Shiga nie widział Minoru, który gdy w rozmowach luźnych usłyszał od Shiga pochwale lub subtelny komplement dla niego czy rodu czy Sharingana... Jak mu sie kąciki ust podnosiły nieśmiało? Jak zmieniała się barwa głosu? Robi się pewniejszy siebie, zadowolony?! Ha. A Shiga wiedział, że przez komplementy do serca. Każdego niemalże można tak urobić.
A Chise się śmiała i śmiała i śmiała... Ale tak radośnie, tak ciepło! Wyglądało na to, że Shiga "zrobił Chise dobrze" tym, że wypalił wachlarz Uchiha na głazie. Ona była jego ostatecznym potwierdzeniem. Bo w sumie nie wiedział, czy robi dobrze, nie miał pewności czy to co robi to nie przesada. Jej zachowanie uświadomiło go, że doskonale zrobił dar pochwalny dla jej rodziny. Po części po to to zrobił by się odwdzięczyć za gościnę i za traktowanie go jak niemalże członka rodziny - bo więzi się zacieśniały... A po części na pewno pragnął przyplusować i wejść po palcu do dupy... z premedytacją!
-Tak sądzisz? To znakomicie. Chciałbym, by twoim rodzicom się to spodobało. Są wspaniałymi przedstawicielami rodu Uchiha. Mam nadzieję, że niedługo przybędzie posłaniec od Katsumi-dono który powie mi co z moim dołączeniem do rodu Uchiha. - Shiga zaczął radośnie chichotać. Nie wiedział czemu, ale było mu jakoś niewiarygodnie lekko i raźnie. I choć zbliżał się czas ofiary, to Shiga bawił się świetnie nie myśląc o Jashinie, o mordowaniu, o śmierci którą musiał przynosić innym by pozostawać nieśmiertelnym i wiecznie młodym. W Kotei czas płynął inaczej.
-Pamiętasz naszą rozmowę w Hanamurze... W Izakayi.. - Shiga złapał dłonie Chise w swoje dłonie. - Kiedy nie mogłem zrozumieć, dlaczego miałabyś być wydana za jakiegoś obcego z pozycją... Wtedy zawiązał się w mojej głowie plan! Co jeśli dołączę do Uchiha i zostanę, na przykład, Sentokim? Wtedy moglibyśmy być razem. Wtedy mógłbym być twój. - Wymruczał nieśmiało, spalając buraka. I choć Chise nie widziała go, to mogła czuć ciepło bijące od jego polików i czuć żar pocących się dłoni, lekkie dygotanie. Po chwili jednak Shiga wrócił do swojego stanowczego, zabawowego JA.
-Nah. Pomniki już nie. Ale co powiesz na mały sparing? Rozrywka, bez mordowania się. Może być nawet walka wręcz, pośmiejesz się jak łatwo ci mnie pokonać. - Zaśmiał się donośnym głosem, choć było w nim słychać lekkie zażenowanie samym sobą. Czyżby kompleksy?
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Dom Chise

Postprzez Exodia » 28 lip 2018, o 10:28

Sielanka. Ulga. Odpoczynek. W pełni zasłużone przywileje dwójki Ninja, biorąc pod uwagę to czego byli świadkami i co dokładnie przeżyli. Szczególnie Chise, naznaczenie i realna groźba śmierci musiała mocno obciążyć jej psychikę. Czas na złapanie oddechu był po prostu konieczny w tej sytuacji, jeśli chciało się zachować zdrowe zmysły. Minął miesiąc od powrotu do osady, czas ten dobrze pożytkowali wszyscy domownicy, włącznie z jednym nowym. Shiga dobrze się wpasował w atmosferę domu, mimo że musiał nieco zmienić swoje zwyczaje.
Chise i Shiga przebywali aktualnie na podwórzu, na świeżym powietrzu. Dzięki temu Shiga mógł, jeśli akurat nie był skupiony na swojej wybrance, zobaczyć znajomą postać idącą w stronę domu. Ciężko było go pomylić z kimkolwiek innym. Nienaganna postura pochodząca pod sztywność, równie nienaganny ubiór i okulary na nosie. Uchiha Goro. Chise w pewnym momencie mogła wyczuć kroki, już na terenie swojego podwórza. Goro, będąc już wystarczająco blisko by nawiązać dialog bez konieczności podnoszenia głosu, skinął głową w geście pozdrowienia.
- Witam, Shiga-san, Chise-san. Mam nadzieję że nie przeszkadzam. - odrzekł typową dla siebie manierą, grzeczną i spokojną. Może i przyszedł coś przekazać, ale gdyby przeszkadzał to pewnie by sobie poszedł i wrócił za jakiś czas. Ale czemu mieliby go wyganiać?
- Przychodzę w związku z decyzją szanownej Katsumi-dono odnośnie propozycji złożonej przez ciebie, Shiga-san. Została rozpatrzona pozytywnie. Gratuluję, od teraz będziesz działał dla dobra i w interesie Rodu Uchiha. - powiedział, delikatnie się uśmiechając. Właściwie to nawet nie, jedynie kąciki jego ust drgnęły nieznacznie. Co to miało znaczyć dokładnie, czy to oznaka kpiny czy autentycznej radości, tego nie byli pewni. Ale cokolwiek to było, to zachował to dla siebie. Mimo wszystko to kolejny silny Shinobi w szeregach klanu, to był głównie powód do radości.
- Otrzymałem również polecenie dotyczące twojego znamienia, Chise-san. Udało nam się czegoś o nim dowiedzieć. Czy chcesz usłyszeć to teraz?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2600
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Mujin

Re: Dom Chise

Postprzez Chise » 28 lip 2018, o 12:52

Szczerze mówiąc, słowa Shigi ją zaskoczyły.. Żeby nie powiedzieć, że ją zamurowało. Owszem, opowiadała mu o zwyczajach panujących w Sogen, w tym o małżeństwach i o tym, że kobieta u niej nie wybiera sobie męża. Ale nie sadziła, że Jashinista tak bardzo weźmie to sobie do serca i poczyni tak.. Dalekosiężne plany. Szczerze mówiąc, nieco to ją to przeraziło. Nigdy nie myślała o małżeństwie, a na pewno nie poważnie i nie z konkretną osobą. Nawet z Shigą, który był chyba jej najbliższy. Szok na jej twarzy był widoczny. Przełknęła ślinę, nagle odwracając twarz.
- To.. To.. Śmiały plan - wydukała niepewnie. Może dlatego kolejne słowa przyjęła aż z nieco za dużym entuzjazmem, ciesząc się na zmianę tematu z tego niezręcznego na nieco spokojniejszy. Chociaż sam pomysł treningu walki wręcz był nieco śmieszny, biorąc pod uwagę różnicę jaka dzieliła ich wyszkolenie fizyczne. Była to niemal przepaść.
- Możemy poćwiczyć, czemu nie? Mam pewną sztuczkę do nauczenia, chcesz zobaczy? - zapytała aż zbyt wesoło, starając się ukryć targające nią wcześniej uczucia. Już miała biec do domu po miecze, ale słyszała czyjeś kroki na ścieżce do domu. Podniosła głowę, nasłuchując i rozpoznała te kroki. Zgodnie z tym co obiecał, Goro-san przyszedł osobiście porozmawiać o sprawach w których miał się wywiedzieć. Nieco czasu mu to zabrało, ale Chise nie była za to jakkolwiek zła.
- Witam, Goro-san - ukłoniła się grzecznie w jego stronę, odpowiadając na jego powitanie - Nie przeszkadzasz, oczywiście. Mieliśmy w planach trening, ale to może zaczekać - odpowiedziała uprzejmie, z uśmiechem. Właściwie, jego wizyta bya jej teraz nawet na rękę, jako odwracacz uwagi. Pierwszą wypowiedz skierował w stronę Shigi, a było to pozytywne rozpatrzenie jego prośby o przyłączenie do rodu. W świetle jego ostatniego oświadczenia było to zarówno niepokojące.. Jak i oczywiście radosne.
- Gratuluje - zawtórowała wysłannikowi, uśmiechając się do Jahinisty, splatając razem dłonie. Z pewnością to była dobra wiadomość, a od przyjęcia do rodu do roli Sentokiego daleka droga, ale nadal coś się czaiło w jej umyśle. Jakby Shiga odpalił jakąś kartę-pułapkę.
Następna wypowiedz była już skierowana do niej. Uchiha skierowała w jego stronę twarz, otwierając nieco szerzej oczy.
- Oczywiście, możesz mówić teraz, Goro-san.. Ale może wejdźmy do środka, usiądziemy? - zaproponowała grzecznie, by nie trzymać tak gościa na dworze. To byłoby dość niegrzeczne nawet nie zaproponować wejścia, choć nie wiedziała czy wysłannik się zgodzi. Mógł mieć mało czasu i chcieć jak najszybciej załatwić służbowe sprawy i byłoby to oczywiście zrozumiałe. Choć rozmowa przy wielkim kamieniu z wypalonym znakiem rodu Uchiha także miałaby swój urok.
Chise
 

Re: Dom Chise

Postprzez Hitsukejin Shiga » 28 lip 2018, o 20:23

Sielanka, ulga, odpoczynek, jebitne wypalone ogniem piekielnym mnicha podpalacza menhiry, co to kurwa mają tak jebitny wachlarzyk Uchiha w sercu, że każdy z odległości kilkudziesięciu metrów będzie wiedział - oho, tutaj mieszkają prawilne uciapy, nie żadne podrabiańce, szkarłatne oczy z tomoe, a nie jakieś szkarłatne patrzały z wysp, podróby.
Nie myślcie, że nie, ale tak jak Shiga obserwował Minoru i mamę Chise, tak obserwował samą Chise. I teraz doskonale widział, że jego słowa o ślubie były dla niej conajmniej przerażające. CONAJMNIEJ przerażające, bo dziewczyna odwróciła twarz, przełknęła ślinę, a to samo zrobił Shiga. Dopiero po wypowiedzeniu swoich słów zrozumiał, że jego orzeczenie było nieco... źle sformułowane. Shiga miał na mysli zgoła co innego, a wyszło tak, jakby Shiga conajmniej się Chise oświadczał tu i teraz, jak stoją przed jej domem.
-To nie jest PLAN, Chise. Źle się wyraziłem. Nie chodzi o to, że chce cię poślubić. Nie chcę. To znaczy... mógłbym, gdybyś chciała, wiesz o co chodzi, na Jashina i Kamisamę... Ale o to chodzi, że jakby przyszli twoi rodzice i powiedzieli, że muszą cię za kogoś wydać, tak jak mówiłaś... To wtedy mogę się zgłosić, że za mnie możesz, bo ja z rodu, bo pewnie do tego czasu podbiję w hierarchii u was.... Przeciez przy mnie byłabyś wolna jak teraz, Chise. Czym by się różniło bycie moją żoną od życia teraz? Niczym, oprócz tego, że rodzina by nie chciała cię wydać za jakiegoś przyjeba. - Mruknął mnich krzywiąc się nieco, przypomniał sobie, w bardzo bolesny sposób, rozmowę z Hanamury i to czym ona się skończyła. Wyjśćiem na jaw jego Jashinistycznej osobowości. Czy teraz też się coś takiego boskiego na finisz rozmowy zdarzy i spierdoli wszystko bardziej?
-Jasne, chętnie zobaczę każdą sztuczkę jaką możesz mi pokazać. Sam mogę ci zaproponować naukę paru technik chanbary. Sam nie jestem na pewno tak rozwinięty w ttej sztuce jak ty, ale umiem to i owo. Mimo, że dla ciebie pewnie jestem paprochem przy drodze. -Zmieniając temat ze ślubów mnich zaśmiał się gorzko, nieco niepocieszony tym ile prawdy było w jego włąsnych słowach. Chise gdyby chciała to by go zmiotła, zaorała i posiała na polu, w małych nieśmiertelnych Jashinistycznych kawałeczkach.
I wtedy pojawił się ktoś jeszcze. Shiga z daleka ujrzał Goro i ukłonił mu się, pozostając w lekkim ukłonie, az ten podszedł i zaczął mówić.
-Jesteś zawsze mile widzianym gościem, wysłanniku Katsumi Goro-san. - Z typowym dla formalnych sytuacji i okoliczności gdzie są ludzie potężni lub ważni uśmiechem, Shiga przywitał przybysza. Przybysza który przyniósł zaskakująco dobre wieści!
-Yay. Od teraz jestem Shiga Uchiha Hitsukejin. - Zaśmiał się ciepło, dbając o tak drobny akcent pochwały jak to, że nazwisko Uchiha jest przed jego własnym adekwatnym tytułem. Wiedział, że nie będzie posługiwał się nazwiskiem, ale jest teraz częścią rodu. I postanowił się od dzisiaj przysłużyć potędze Uchiha. Głównie śmiercią i ogniem.
-Dziękuje za informację, Goro-san. Przejdę się więc z wami. Towarzyszę Chise więc dobrze, żebym też poznał informacje dotyczące jej znaku. Może będę mógł następnym razem zareagować lepiej i jej pomóc dzieki temu. - Rzucił od niechcenia z wyraźną... krytyką dla samego siebie w głosie. Przekąs taki. WIedział, że ostatnio mógł jej pomóc bardziej gdyby był lepszym medykiem... A co gdyby nie było Hanzo?
Całą trójką przeszli więc do pomieszczenia, jeśli Goro się na to zgodził. Shiga towarzyszy.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Dom Chise

Postprzez Exodia » 29 lip 2018, o 02:19

Pozytywne wieści z jakimi przychodził Goro czyniły z niego rzecz jasna bardzo mile widzianego gościa. Zresztą odmówienie jego obecności byłoby po prostu chamskie. Co jest ważniejsze, trening czy ważne informacje odnośnie znamienia Chise i dołączenia Shigi do szeregów podwładnych Katsumi? Na to pytanie odpowiedzieć musieli sobie ci dwaj, kiedy tylko go zobaczyli. Na szczęście ich odpowiedzi się pokrywały.
- Shiga-san, to że jesteś podwładnym Katsumi-dono nie czyni cię członkiem Rodu Uchiha. Prosiłbym żebyś o tym nie zapominał. - poważnie odrzekł mężczyzna. Może nie wyłapał żartu ze strony Shigi, pod warunkiem że to miał być właśnie żart. Jeśli jednak była to jak najbardziej rzeczywista deklaracja z jego strony, to dobrze że Goro uciął wszelkie możliwości nadinterpretacji. No cóż, to był fakt. Bycie podwładnym Uchihy nie sprawiało, że samemu było się Uchihom. Do tego trzeba było mieć krew, odpowiednie geny. Samego Sharingana, chociaż w niektórych przypadkach i to nie było konieczne. Ale posiadanie rodziców Uchiha na pewno było tutaj kluczem. Chise zaprosiła do środka mężczyznę, żeby tam porozmawiać o sprawach związanych z symbolem. Goro kiwnął głową potwierdzająco, po czym we trójkę weszli do środka. We trójkę, Shiga powiem również postanowił dołączyć. Miał w sumie do tego pełne prawo, wszak Goro nie powiedział że są to informacje przeznaczone wyłącznie dla Chise. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, mężczyzna przemówił.
- Udało nam się ustalić, że ten symbol przewijał się już wcześniej w historii świata. Dokładniej zbadany przez naszych medyków, przy współpracy z jego posiadaczem, został jedynie raz. Było to kilkadziesiąt lat temu. Wzór był inny, jednak cała reszta symptomów pozostała identyczna, włącznie z powiązaniem z chakrą naruty. Jego posiadacz nazwał owe znamię Akuma no Kigo i przedstawił jego działanie w praktyce. Znak zaczyna się rozszerzać w charakterystyczne wzory, które obejmują większość ciała. Zauważono wzrost agresji, ale i znacznie zwiększone możliwości fizyczne i dodatkowy zastrzyk chakry. Znak za sprawą chakry natury nakłada spore obciążenie na ciało, tym większe im dłużej był wykorzystywany. Ostatecznie możliwa jest utrata przytomności i długotrwałe, znaczne osłabienie organizmu. Znak zdawał się czerpać bezpośrednio z sił korzystającego, więc można założyć że przez nadużywanie znaku możliwa jest nawet utrata życia. Całość bardzo przypominała umiejętności Szczepu Jūgo i była do nich wielokrotnie przyrównywana przez badanego. - tutaj mężczyzna zatrzymał się na chwilę, chcąc najpewniej żeby dotychczasowe informacje mogły zostać przez dwójkę utrwalone w wystarczającym stopniu. A może to przez wspomnienie o Jugo? Wstydliwa karta w nowej historii Uchiha, zniewolenie całego Szczepy i wykorzystanie go w roli paliwa do swojej ogromnej machiny wojennej. Skutki tego na pewno odczuwają do dziś dzień, mimo kategorycznego odcięcia się od tego przez nowego Shirei-kana wraz z odejściem poprzedniego.
- Nie wiemy kto nałożył znak naszemu badanemu. Odmówił podzielenia się z nami tą informacją. Możliwe więc że również to była sprawka Antykreatora. To generalnie wszystko, co wiemy i co jest pewnikiem. W tym wszystkim kluczową rolę odgrywać ma stan użytkownika, który powinien pracować nad wydolnością organizmu i jego odpornością na zmęczenie fizyczne. Więc jeśli mógłbym zasugerować potencjalny cel twojego przyszłego rozwoju, Chise-san, to doradziłbym właśnie to. - mężczyzna zakończył wywód, dając czas Chise i Shidze na potencjalne pytania, poddanie raportów wątpliwości czy dodanie czegoś od siebie. Może informacje te nie zawierały czegoś, o czym dowiedziała się Chise podczas pobytu na Kami no Hikage? Wyglądało na to, że faktycznie więcej nie wiedzą.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2600
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Mujin

Re: Dom Chise

Postprzez Chise » 29 lip 2018, o 23:04

Uwaga Goro była dość.. Ostra, żeby nie powiedzieć szorstka. Formalnie oczywiście miał rację, choć ucięcie tak szybko żartu było dość znaczące. Takie.. Ustawianie do pionu. Chise poczuła się trochę niezręcznie, jak osoba będąca świadkiem niezrozumienia żartu albo wyjątkowo żenującej sytuacji. Splotła ze sobą dłonie, trzymając je lekko przed sobą i odchrząknęła, nie komentując.
- W takim razie zapraszam - powiedziała grzecznie, prowadząc do domu. Słowiczy parkiet zaćwierkał pod ciężarem trzech osób, w czasie gdy Aiden i Furu zostali na dworze. Chise poprowadziła mężczyzn za sobą do głównego salonu tym razem, dużo większego i okazalszego od małego saloniku gdzie rozmawiali poprzednio. Były siedzenia, stoliki, regały ze zwojami, bibelotami, drzewko bonzai, obrazy i dwie rzeźby. Dziewczyna zaprosiła ich, by usiedli, a niemal na zawołanie pojawiła się Nani. Prawdopodobnie chciała po prostu powiedzieć im o śniadaniu, ale widząc gościa wycofała się potulnie jak nigdy, po grzecznym ukłonie. Pewnie poznała kim jest ich gość.
Pomimo tego drobnego incydentu, wszystko dalej toczyło się bez przeszkód. Informacje przekazywane przez wysłannika Katsumi były z pewnością istotne, więc oboje wsłuchiwali się w nie dość uważnie. Zaskoczyło ją to, że był już wcześniej w jej klanie ktoś z tym samym przekleństwem, choć na pewno było to na jej plus. Dłuższe wyjaśnienia pokrywały się ze słowami Hanzo-sama, kiedy mówił, że pieczęć może wspomagać jej umiejętności fizyczne. Pokiwała więc głową.
- Wszystko co mówisz, zgodne jest z tym co powiedział medyk w Hanamurze, który się mną zajął i powstrzymał pieczęć niedługo po jej nałożeniu. Wspominał on, że pieczęć po opanowaniu może dawać pewne korzyści - potwierdziła - A także ze słowami samego Hana - dodała nieco ciszej, z zamyśleniem. Było to też niepokojące. Siła i czakra w zamian za wyczerpanie organizmu.. A nawet śmierć. Każde użycie będzie obarczone ryzykiem, nawet jeśli nie tak olbrzymim jak pierwszy raz. Wzrost agresji także nie brzmiał optymistycznie, Chise i tak zazwyczaj nie cackała się z przeciwnikami. Ale przyszło jej do głowy także coś innego. Zwróciła się w stronę wysłannika z zaciekawieniem.
- Czy jeśli te umiejętności są powiązane ze szczepem Juugo.. Czy jest możliwe także powiązanie Hana z nim? - spytała, łącząc fakty. Oczywiście, był to ślepy strzał, bo mimo podobieństwa mogły być to zupełnie inne umiejętności, ale.. Prawdopodobne. Kuszące było umiejscowienie kolejnego elementu układanki w miejscu, przypisanie tajemniczego Antykreatora do konkretnego szczepu, powiązać umiejętnościami z kimś, porównać. Było to pocieszające.
Zmarszczyła brwi kiedy dowiedziała się, że badany nie chciał ujawnić skąd miał pieczęć. W końcu, to żaden wstyd zostać przeklętym przez wroga, prawda? Zwłaszcza, że nie ukrywał natury swoich umiejętności. Wstyd? A może był inny powód? Nie mogła sobie wyobrazić. Pokiwała głową, słysząc sugestię wysłannika i uśmiechnęła się.
- Doszłam do tych samych wniosków, Goro-san. I z przyjemnością informuje, że poczyniłam już pewne kroki w tej drodze - potwierdziła z zadowoleniem. Ciężarki i trening, nic innego nie mogło być przyspieszone. Dziewczyna i tak już do kruchych nie należała, a i kondycję miała porządną. Jednak w tym wypadku co za dużo, to niezdrowo raczej się nie liczyło.
- Goro-san.. Czy jeśli zdecyduje się użyć tej siły pierwszy raz.. Czy mogłabym prosić wtedy o wsparcie? Poinformowałabym Ród o swoim zamiarze, a czułabym się pewniej mając dodatkowe plecy, poza Shigą. A nie ukrywam, że wolałabym gdyby wszystko odbywało się w kontrolowanych warunkach - dodała prośbę.
Chise
 

Re: Dom Chise

Postprzez Hitsukejin Shiga » 30 lip 2018, o 18:53

Mówta co chceta, Pany i Panocki, ale w konkursie na śmieszka to by Goro-san osiągnął bezapelacyjnie ostatnie miejsce. Ten człowiek jest tak drętwy, tak niezabawowy i tak bardzo nie łapie żartów jak to jest możliwe. Shiga czego by nie powiedział to tylko ryzykuje samoosmieszenie, nic więcej. I to nie jest tak, że Shiga miał słabe poczucie humoru. Nie, naczelny śmieszek zawadiaka pasożyt poza kontrolą potrafił bardzo ładnie zażartować, ośmieszając rozmówcę lub rozładowując sytuację bardzo zgrabnie... Nawet najbardziej napiętą! Ale z Goro po prostu nie szło, choćby mnich wziął i senju został, korzenie z dupy wypuścił i zapuścił, kwiatkami cały okwitł to nie da rady rozśmieszyć Goro czy ciut zluzować kija który utknął w jego dupie i prostuje mu bezlitośnie kręgosłup do roli sztywnego jak katana prętu. Goro był jak miecz po długiej walce, sztywny, ale nieco tępy. I to mimo całego szacunku do Katsumi-dono, to nie zaśmianie się z żartu o byciu częścią rodu Uchiha było po prostu przykre i nie na miejscu. Widział, że nawet Chise to "ubodło" bo się także spięła, widocznie czując się niezręcznie. Mnich prawie westchnął, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
-To dla mnie oczywiste, Goro-san. To był żart. - Odpowiedział z pełną powagą w głosie, nie zdradzając żadnych emocji. Shiga-san zmienił się w Goroshige-sana. Czyli niby mnich Jashina, ale z dupą tak samo spiętą jak Goro. Tak na pewno będzie najprościej się z nim porozumieć. Chise zmieniła temat, bardzo zgrabnie, ratując mężczyzn przed niepotrzebną sprzeczką. Bo Shiga by coś powiedział, niby A, Goro B i tak byśmy przeszli do niepotrzebnej pyskówki która mogłaby niepotrzebnie nasmrodzić w "kartach" Shigi i utrudnić jego awans w Uchihowej hierarchii którą mnich planował - w trybie ekspresowym.
Zaprowadzeni zostali do większego salonu, gdzie było dużo bibelotów. Mnich postanowił zachować całkowitą powagę, nie przywiązując żadnej wagi do żadnego z nich, skupiając całkowicie swoją uwagę na wysłanniku Katsumi, obdarowując go ciepłym uśmiechem i lodowatym wzrokiem. Zabawne połączenie, prawda?
Bonzai, rzeźby... Jashinie i Kamisamo, ale rodzina Uchiha to lubiła przepych. Nigdy dość ładnych atrakcji w wielkich pokojach w wielkim domu. Shiga mieszkał z nimi już miesiąc, ale cholera nie był ani ciutek przyzwyczajony do tak przepastnych pomieszczeń. W posiadłości Uchiha Chise i jej rodziców można było naprawdę się wziąć i zgubić, nie odnajdując się wzajemnie, a wchodząc tymi samymi głównymi wrotami.
Shiga nie mieszał się w dyskusję o znaku, który dostała Chise od Hana. Słuchał jedynie, połykając każdą informację jak wygłodniały bociek ostatnią żabkę. Żabkę która mogła uratować mu życie, ostatnia na całym świecie.... Shiga lubił chłonąć informację... A potem, gdy skończyli, a nim Chise wystosowała prośbę, Shiga sobie coś przypomniał.
-Goro-san, gdy wrócisz do Katsumi-dono, mam prośbę byś przekazał jej, że jestem skłonny powierzyć jej swoje techniki katon którymi zasłynąłem na turnieju w Hanamurze. - A potem Chise zarzuciła swoją własną prośbą, na którą Shiga zareagował uderzeniem w uda i westchnięciem z dziwną... ekscytacją wymieszaną z podejściem ''no i się rypło, pora na apokalipse". Wykorzystanie mocy pieczęci na ramieniu Chise... może być naprawdę dobra jazda, moc Hana na pewno nie jest byle czym.
-Nie zginę w walce z Chise, bo nie mogę, więc mogę służyć za obiekt treningowy, ale przydałoby się potem wsparcie by mnie połatać do kupy, w całość. - Skwitował prośbę Chise shiga, z wielkim entuzjazmem wypierającym te niezadowolenie które przez chwile błysnęło w jego głosie. Oczach. Głosie? Położył dłoń na dłoni Chise, przesuwając na nią wzrok. - Chciałabyś ze mną powalczyć na poważnie? Chciałbym zobaczyc tą twoją moc z widoku pierwszej osoby, a nie obserwatora niezależnego. - Pogładził ją po łapce z lekkim uśmiechem na ustach, ciepłym i miłym.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Dom Chise

Postprzez Exodia » 31 lip 2018, o 13:52

Goro prywatnie mógł mieć wiele czarujących cech charakteru i może nawet był duszą towarzystwa. Jego kij wszak mógł być wyjmowany poza oficjalnymi sprawami. Ale niestety poczucia humoru nie miał. Nie wyczuł dowcipu i ironii, Shiga musiał mu wyjaśniać że to co powiedział to był jedynie żart. To najgorszy moment w życiu każdego dowcipnisia, kiedy musi wyjaśniać że jego żart był żartem i powinien być śmieszny. Goro nie skomentował informacji o tym, że nie zaśmiał się na wieść że Jashnista będzie przedstawiał się jako "Uchiha". Może uznał że nie powinien skoro już raz nie załapał. Albo nie uznał tego za śmieszne i ciężko byłoby mu się dziwić. W każdym razie nie powiedział nic, przemilczał to ze stuprocentową godnością.
Następnie przyszła pora na rozmowę o właściwościach przeklętej pieczęci. Goro i Katsumi musieli najpewniej przeglądnąć ogromną kupę dokumentów z dawnych lat i była to robota budząca nieukrywany podziw. Około trzystu lat wiedzy spisywanej w zwojach i na papierze i wśród tego wszystkiego trzeba było znaleźć jedną rzecz. Szczęśliwie dla Chise ta wieść się odnalazła, ale nie zawierała niczego konkretnego czego już nie wiedziała. Informacje jedynie potwierdzały to czego dowiedziała się na Kami no HIkage. Od medyków i od samego Hana. Można więc było dojść do prostego wniosku. Nie kłamali, skoro informacje się pokrywały. Wszystko było sensowne, nawet ze strony Antykreatora. Jaki interes mógł mieć w wyjawianiu tajników tej pieczęci? Całkowity bezsens dla racjonalnie myślącego człowieka.
- Antykreator sam jest przedstawicielem Szczepu Jugo. Może mieć to więc związek. Posiadacz pieczęci który został przebadany mówił, że nakładający znak był uzdolnionym w sztuce medycznego Ninjutsu, niepowiązanym z żadnym Szczepem czy Rodem. Powiązanie może być, ale nie musi. - to miało sens. Skoro Antykreator był Jugo, to mógł nałożyć pieczęć która imitowała umiejętności Jugo właśnie. Pytanie czy jako że zrobił to sam Han, to pieczęć będzie różniła się od innych które zostały nałożone. A medyczne NInjutsu? Han swoje już żył i dziwnym by było gdyby nie posiadał żadnej wiedzy o Iryojutsu.
- Nie widzę problemu. Aktywowanie pieczęci w kontrolowanych warunkach pozwoli nam na interwencję gdyby coś poszło nie tak. Moglibyśmy zebrać dane, a ty byłabyś bezpieczniejsza. Każdemu wyszłoby to na dobre. - rzekł, uśmiechając się subtelnie. Tak, korzyść dla każdego. Oni mieliby nowy materiał do badań i dokumentowania tego fenomenu. A Chise? Jakby pieczęć działała inaczej albo pojawiłoby się zagrożenie dla jej życia, to medycy mogliby interweniować i tym samym uratować jej życie. Każdy korzystał, nikt nie był stratny. Zresztą to chyba normalne że Ród pomaga swojemu. Szczególnie, kiedy ten swój może okazać się potężnym towarzyszem boju.
- Przekażę twoją propozycję Katsumi-dono. Na razie jednak na mnie pora. Daj znać, Chise-san, kiedy zechcesz przeprowadzić pierwsze użycie pieczęci. Wszystko przygotujemy zawczasu. Żegnam. - po tych sowach skłonił się i podszedł do drzwi, w połowie kroku zawracając i wracając.
- Wydaje mi się że zapomniałem powiedzieć. Chise-san, możesz swobodnie opuścić Sogen. Tyle ode mnie. - i opuścił budynek. Nawet nie został na herbatkę czy ciasteczka. Po prosu wyszedł jak gdyby nigdy nic, spokojnym krokiem odchodząc za horyzont i pozostawiając dwójkę samym sobie. Z kolejną porcją przemyśleń i dużą ilością wolnego czasu.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2600
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Mujin

Re: Dom Chise

Postprzez Chise » 31 lip 2018, o 20:48

Oczywiście to był daleko wysunięty wniosek. To, że ktoś kilkadziesiąt lat temu miał podobną pieczęć nie oznaczało, że pochodzi z tego samego źródła, ale.. Czasowo się to zgadzało. Antykreator był aktywny kilkadziesiąt lat temu. No i wieść o tym, że należał do szczepu juugo była interesująca, a sama Chise poczuła ukucie satysfakcji, że dowiedziała się odrobinę więcej. Jakby miała olbrzymie, wielotysięczne puzzle, ale powoli, kroczek po kroczku, dokładała kolejne małe elementy. Co było dalej? Gdzie mogłaby dowiedzieć się więcej? Uchiha na ten moment nie mogła sobie przypomnieć czy zna kogoś takiego, ale miała czas by o tym pomyśleć.
To, że Goro się zgodził, nie było zaskakujące, ale dziewczyna i tak się ukłoniła i podziękowała za pomoc. Jak na razie klan okazywał jej wręcz wzorowe wsparcie, miała zapewnioną każdą podporę, zarówno w teorii, jak i w praktyce wykorzystania nowo zdobytej siły. Aż się robiło nieco głupio, że w czasie swojej niemal rocznej nieobecności traktowała klan tak lekceważąco. No, ale co było, to było, teraz zostało jej tylko nadrabianie. Shiga dorzucił jeszcze propozycje odnośnie swoich technik i Goro zaczął się zbierać. Jego wizyta była krótka i treściwa, zupełnie jak poprzednia. Chise nie mogła powiedzieć, że się jej to nie podobało, wolała kiedy wszystko toczyło się w ten sposób. Wstała, żegnając wysłannika, ale ten zawrócił jeszcze przed opuszczeniem salonu. Chise uśmiechnęła się, słysząc jego słowa.
- Postaram się tego nie nadużywać - powiedziała z uśmiechem, po czym pożegnała go jeszcze raz. Shiga rzucił własna propozycje, ale dziewczyna lekko się skrzywiła na samym już początku.
- Nie sądzę, by to był dobry pomysł, by robić z ciebie worek treningowy. Myślę, że na pierwszy raz będzie dobrze, jak po prostu go uruchomię i uda mi się wycofać. Niczego po pierwszym razie więcej nie oczekuje - pokręciła głową. To nie był jej zdaniem dobry pomysł, przynajmniej na początek. Ale kiedy pozna tą moc lepiej..
- Walki na poważnie możemy zostawić na później - dodała, łagodząc nieco pierwszą wypowiedź. Przeciągnęła się nieco, ziewając - Co powiesz na śniadanie i trening? Później możemy przejść się do siedziby władz, by dai ci wybrać jakiś dom. Jako podopiecznemu Katsumi-dono, należy ci się - uśmiechnęła się do niego szeroko. To powinien być jasny punkt dnia, wybranie Jashiniście nowego, własnego lokum. W końcu to oznaka przynależności do klanu. No i nie będzie miał rodziców Chise na głowie, wolną przestrzeń..
- A później.. Może poszukamy jakiegoś zadania? Przydadzą się nam pieniądze - zakończyła snucie planów.
Chise
 

Re: Dom Chise

Postprzez Hitsukejin Shiga » 31 lip 2018, o 21:34

Ta, czarujący tak jak czarujące są sztywne, wbite w wielką, parującą kupę gnoju widły. Czyli sztywne to to jest, ale smród też jest naprawdę niewypowiedziany... I w sumie smród to dobre słowo na całą tą sytuację. Brak zrozumienia żartu, brak zrozumienia ironii, całkowita wyjebka na jakiekolwiek próby wytłumaczenia żartu. A cholera, ta dusza towarzystwa posiadająca czarujące cechy charakteru mogłaby chociaż " Ha Ha" powiedzieć, a nie patrzeć na Shigę, jakby miał powiedzieć mu zaraz jakąś smutną wieść, że mu matka zmarla czy coś. Zmarła, ale wiele, wiele lat temu, więc Shiga słysząc niusa pewnie nic, a nic już by się nie przejął. Zdążył dosłownie, jak to się mawia, przepracować tą stratę. Bardzo wiele długich dziesięcioleci minęło, a i czas leczy rany. Albo zalecza rany, zostawiając zajebiście wielkie ziejące blizny, które grożą tym, że sprawią wiele bólu jak sie je nieopatrznie weźmie i tyknie. Wtedy boli na nowo, cholera. Boli na nowo jakby było zupełnie świezą sprawą...
Shiga w sumie doskonale się bawił słuchając wypowiedzi Chise i Goro o przeklętej pieczęci i o tym, że antykreator należał do klanu jugo. W tej chwili Shiga czuł się nieco dziwnie. W końcu... on był Jashinistą, prawda. Shiga, nie Han. Więc trochę inaczej postrzegał sytuację. Bo to, co dla Goro i Chise było wspomnieniem sprzed prawie stulecia, dla Shigi było... coż, czymś co przeżył osobiście. Więc oni tutaj gadu, padają nawet śmiałe bardzo i nieco miałkie stwierdzenia, a Shiga siedzi jak ten pasozyt zawadiaka poza wszelką kontrolą. Han i Jugo jest tam, a Shiga jest tu. Problemy, pieczęci są tam, A shiga jest tu. Pieczęć tak bardzo zajebista, a Shiga się śmieje. Przeklęte znaki, medyczne jutsu, a Shiga siedzi i ma ciepłe kimono na grzbiecie i w szufladzie w pokoju schowane dango. Taki pasterz domowego ogniska w Sogeńskiej wsi i podmiejskiej aglomeracji Uchihowskiej.
Mnich postanowił być małą paskudą i tylko chłonąć informację, a nic, a nic się nie odzywać, uznając, że to co wie, będzie lepiej przekazać Chise samej, osobiście, gdy nie będzie już gumowego ucha Katsumi-dono w postaci Goro-sana. I dopiero jak ten wyszedł, a Shiga się ładnie z mężczyzną pożegnął, wybuchnął swoim donośnym, głośnym, Jashinistycznym śmiechem na cały regulator.
-To było przeurocze Czisia. Goro i ty, zastanawiający się nad tym kim był Han... WIesz, że żyłem kiedy Han pojawił się po raz pierwszy? Żyje od roku trzysetnego. Pamięcią sięgam do trzysta dziesiątego. Czy chciałabyś, bym ci coś opowiedział? Widziałem w twoich oczach błysk, gdy rozmawiałaś z nim, gdy dzielił się strzępkami informacji o historii które ma... A ja na ten przykład, przyznam ci się, że znałem Hisato i Kazuyoshiego. I lidera przed nimi. Mowa oczywiście o Uchiha. Znam także poprzedników i aktualnych z klanu Nara, tych od cienia i Aburame... - Shiga rozwalił się na poduszcze jak basza, uśmiechając się szeroko. - Mam nastrój na opowieści. Ale musiałabyś hopsnąć na kolanka, to dziadek Shiga opowie bajeczkę. - Wiedział, że może ją to rozeźlić, ale ich relacje... zaskakująco mało awansowały przez ostatni miesiąc. Taki... martwy punkt? Brakuje przełomu. Żeby coś mocniej zadziałało między Shigą, a Chise, wiecie, jakieś lepsze buziaki, może macanko, to chyba znów trzeba wynająć Hana. Jakoś sytuacja kryzysowa jakiej byli ofiarami w Kami No Hikage była zajebiście zbliżającym przeżyciem.
-I dobra, co do walki zgadzam się. Ale mówie tylko, że mogłabyś na mnie trenować. Nie możesz mnie zabić, a w sumie wiesz co bym chciał zetrzeć w starciu? Nasze Hinotori i nasze tornada. Ciekawe czyj ogień by wygrał... Zwłaszcza, że ostatnie starcie z moim ogniem wygrało masowanie twojego kręgosłupa. Mógłbym to chętnie powtórzyć. Na przykład ustami, tym razem. - Zachichotał lekko mnich, przeciągając się i głośno strzelając kłykciami. Zaburczało mu w brzuchu, więc opcja ze śniadaniem została z automatu zaaprobowana. A i trzeba znów się cosik do Chise zbliżyć...
-Nie jestem pewien, czy nawet jak dostanę dom to będę chciał się od was wyprowadzać. Nie przeszkadzam chyba twoim rodzicom, a jest mi tutaj całkiem dobrze, muszę przyznać. I jestem blisko Ciebie. Chyba, że wyprowadzisz się do mnie, wtedy jestem za. - I niby dalej się śmiał, ale... zauważalnie szczery był tym razem. Shiga właśnie zakomunikował na swój Shigowy sposób, że nie bardzo chce się od Chise oddalać jakkolwiek.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Dom Chise

Postprzez Chise » 31 lip 2018, o 23:38

Delikatnie przekrzywiła głowę w stronę Jashinisty, kiedy ten dokładnie określił w którym roku się urodził. Nie trzeba było matematyka, by wiedzieć teraz ile lat ma i ile pamięta. Jednak.. Chise nie do końca interesowała przeszłość sama w sobie, chyba, że wstaje z grobu i nakłada na nią dziwne pieczęcie.
- O ile któryś z tych liderów nie zechce wstać i nam nakopań, to nie potrzebuje o nich informacji. Za to chce wiedzieć kim jest mój wróg, więc jeśli masz jakieś informacje o Antykreatorze, to wal. A o aktualnych liderach możemy pogadać innym razem - stwierdziła lekko. Ignorancja? Może i tak, ale Chise nieco się zmieniła od ich pierwszego spotkania. Wtedy była gotowa chłonąć każda wiedzę, nawet tą najmniej istotną, bo miała do niej po prostu ograniczony dostęp i każda była ważna i godna rozważenia. Teraz miała priorytety i większe ogarnięcie tego jaka informacja jest ważna, a jaka jest ciekawostką w najlepszym przypadku. I tak było z tą. Byli liderzy nie byli interesujący w tym momencie. Antykreator był bardzo ciekawy. Liderzy mogli się przydać, a jeśli kiedyś miała osiągnąć coś więcej, wiedza o nich była ważna. Na propozycję Shigi uniosła jedną brew znacząco.
- Chyba się za bardzo rozpędzasz, dziadku. Już wyrosłam z kolan - nie żeby w dzieciństwie często na nich była. Chise niewiele pamiętała z lat gdy była mała, a już bujania na kolanach żadnego, co nie znaczy, że tego nie było. Równie dobrze mogła o tym po prostu zapomnieć. Na następną wypowiedz musiała aż przewrócić oczami.
- Trening chętne. Masowanie? To się okaże, ale proszę się nie napalać - haha, napalać, bo katon! - A na dodatek.. Nie mogę używać czakry, zapomniałeś? - dodała, a właściwie powtórzyła to, co wcześniej. Shiga coś za bardzo dziś wyskakiwał z różnymi dziwnymi insynuacjami. Na kolejne zdanie aż się wzięła pod boki i prychnęła.
- Shiga, bo dziś się naprawdę pogniewamy. Moi rodzice są gościnni dla ciebie, co nie znaczy, że trzeba tej gościnności nadużywać - pogroziła mu palcem - Nie mówię, że nie będziesz mógł wpadać, ale nie wypada, byś ty, kawaler, mieszkał pod jednym dachem z niespokrewnioną panną tak długo. Obyczaje są ważne w Sogen. Powinieneś o tym wiedzieć, jeśli chcesz stać się kimś więcej - możliwe, że dziwnie ostre i nietypowo szorstkie traktowanie Jashinisty w tym wypadku miało wiele wspólnego z ich wcześniejszym nieporozumieniem. Choć wyjaśnione, nadal pozostawiło nieokreślony cień, rzucający się w oczy szczególnie przy takich chwilach. Dziewczyna pokręciła głową i ruszyła w stronę jadalni, gdzie już Nani nakrywała do stołu i znosiła potrawy. Zawołała też chłopców, którzy wpadli jak zwykle z hałasem i jak tornado zaczęli wymiatać wszystko z talerzy. Chise jak zwykle była zadziwiona jak tak młode osoby mogą tyle pochłonąć. Niedługo później zszedł też brat Chise, ziewając i też zaczął jeść. Dziewczyna na razie nie wspominała ani jemu ani Nani o powodzie odwiedzin, zostawiając je na później. Śniadanie mijało szybko i zbliżał się czas treningu. Tym razem chłopcy nie poszli z nimi - Aiden i Furu chcieli pokazać ich towarzyszowi nowy nabytek, a Uchiha uznała, że to będzie dobry pomysł. Poszła do pokoju po siedem mieczy, przypominając sobie, że miała jedną rzecz przećwiczyć. Przebrała się także, zdejmując kimono, a zamiast niego nakładając spodnie i koszulkę. Po chwili mogli już razem zejść do ogrodu, sala treningowa była za mała by ćwiczyć tam walkę siedmioma mieczami. Uchiha ustawiła się w odpowiedniej pozycji, oddając Jashinistowi inicjatywę. Była maksymalnie skupiona, mimo iż wiedziała o swojej przewadze.
Chise
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość