Domek Sagi

Re: Domek Sagi

Postprzez Sagisa » 25 cze 2019, o 22:20

Jej nagłe wejście robiło raczej kiepskie pierwsze wrażenie, nic jednak nie mogła na to poradzić. Spodziewała się raczej wizyty natrętnego Hideo niż niezapowiedzianych odwiedzin Hayamiego, w dodatku w towarzystwie. Gdy w końcu napięta atmosfera zelżała, młoda dziewczyna wychyliła się zza pleców samuraja i przedstawiła w ukłonie, jednocześnie przepraszając za brak zapowiedzi.
- Uchiha Sagisa - odpowiedziała jej automatycznie z lekkim skinieniem głowy. Akodo oczywiście musiał wtrącić swoje trzy grosze, od razu zdradzając kilka szczegółów z miejsca pobytu w ciągu ostatnich miesięcy.
Nie oceniała go, miał prawo spotykać się, a także mieszkać z kimkolwiek zechciał. Nie rozstali się w przyjaznych stosunkach, mówiąc oględnie, Saga posłała go do wszystkich diabłów, ale jego ostatni list zdradzał, że nie chowa urazy a także, że wciąż coś do niej czuje. Chociaż świadomość, że te trzy niemal lata rozłąki mogły ukształtować na nowo ich oboje, była znacząca, trochę bolało, że teraz samuraj może darzyć jakimś głębszym uczuciem kogoś innego. Już sam fakt, że przez ostatnie miesiące mieszkał u niej, mówił sam za siebie, nie zamierzała się jednak wtrącać.
Zaprosiła oboje do środka, przyglądając się przez chwilę towarzyszącym gościom psom. Może to właśnie one ich połączyły? W końcu pamiętała, że młodziak, który dostarczył jej list od szatyna, wspominał coś o psie mu towarzyszącym.
- Tak, mały się przeziębił, dlatego ma siedzieć w ciepłym - odpowiedziała zdawkowo, zerkając w stronę salonu. Uśmiechnęła się półgębkiem, gdy chłopak nazwał jej syna przystojniakiem. Kątem oka dostrzegła też szeptaną wymianę zdań, uznała jednak, że tego nie widzi i ruszyła wgłąb domu, prowadząc gości do salonu.
- Ojciec jest na misji, a mama poszła na targ po lekarstwa dla małego - odpowiedziała na zadane pytanie, wskazując następnie obojgu miejsca na kanapie. Sama zgarnęła ze stołu książkę, zmarszczyła jednak nieco brwi, gdy nie znalazła na blacie notesu. - Hm... Chcecie coś do picia? Herbaty? Dla psów znajdzie się też woda.
Uśmiechnęła się delikatnie, przyglądając się wędrówkom jednego z nich po całym salonie, zaraz jednak przeszła do kuchni, w końcu nie zdążyła zrobić Ryujinowi herbaty. Przy okazji dorobiła jeszcze napitku dla gości, psiakom zaś wystawiła średniej wielkości miskę z wodą, by mogły się napić. W tym czasie Ryujin siedział nieco skulony na drugim końcu kanapy i przyglądał się Itachiemu z lekkim przestrachem. Jak na jego wzrost to pies był całkiem duży, a co za tym idzie - groźny.
- Gryzie? - spytał cicho Hayamiego, wiedząc, że to jego zwierzak. Aira w końcu trzymała swojego przy sobie(?). Nie czekał jednak specjalnie na odpowiedź, wyciągając do tej pory schowane pod kocem ręce. W jednej miał ołówek, w drugiej nieduży, ale noszący wyraźne ślady użytkowania notes. Otworzył go i zaczął wertować w poszukiwaniu czystej kartki. Gdyby Hayami przyglądał się samemu notesowi, zauważyłby poza stronami wypełnionymi pismem także takie, na których znajdowały się rysunki. W głównej mierze przedstawiające jakąś postać, rzadziej rzecz. Brunecik w końcu znalazł jakiś wolny fragment i zaczął kreślić po swojemu coś, co miało być chyba portretem psa, ostatecznie jednak składało się z kilku nieregularnych kształtów, krzywych i kresek.
- Ładnie? - zapytał znów, podsuwając mężczyźnie własne dzieło niemal pod nos. Wtedy też mógł on dostrzec rysunek na stronie obok, a dokładniej portret. Szkic przedstawiał lekko uśmiechniętą twarz dziewczyny, której imię samuraj dobrze znał. To była Tensa. Rysunek był bardzo szczegółowy, wręcz pedantyczny w każdym calu. Każda pojedyncza kreska, każdy cień, wszystko to razem sprawiało wrażenie, jakby rzeczywiście patrzyło się na twarz jasnowłosej Uchiha. Ten samej, która oddała ducha niemal trzy lata wcześniej.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 549
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Aira » 27 cze 2019, o 10:51

Dziewczyna nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Nie przemyślała tych odwiedzin i w sumie niewiele miała do powiedzenia. Owszem jak na nią to dość trudne do uwierzenia, ale nic się w tym kierunku nie zrobi. Usiadła z psiakiem na kolanach a obok niej usiadł Hayami. Inuzuka była może i młoda ale po pozostałej dwójce widać pewien zgrzyt. Ognisto-włosa kobieta wydawała się dość interesującą osobą, ale sądząc po napięciu, musiała dużo przejść. Dzieciak chorował i tym samym przysparzał jej więcej problemów. Wolała się nie wyrywać, ale może istniał sposób, żeby Aira się przydała. Szkoliła się w końcu w głównej mierze na medyka. Niestety jej obecny poziom był dość wątpliwej jakości i lepiej nie eksperymentować na dziecku dopiero poznanej osoby. Może się dziewczynie wydawało, ale Sagisa chyba nie była zadowolona, że podróżuje z samuraiem. Chłopak coś wspominał, że byli blisko ze sobą i może ona coś do niego czuje? W każdym bądź razie, nie jej było to oceniać. Herbatę jeśli można - zdecydowała w końcu. Jak tylko pojawiła się miska z wodą, puściła Yuuki na podłogę, która powoli i bacznie ruszyła w jej stronę. Nim się napiła, dokładnie obwąchała płyn. Aira lubiła wplątywać się w dziwne rzeczy dlatego suczka była czujna za nie obie. W końcu zaczęła powoli pić. Dziewczyna zaś przysłuchiwała się rozmowie składając dłonie na kolanach. Informacja o synu Sagisu zmusiła ją do wytężenia szarych komórek i podliczeniu na oko wieku. Nie mogła być dużo starsza od niej a synek również już kilka latek chyba ma. Plus i plus dają coś o co na pewno nie powinna pytać czerwonowłosej. Nie dało się zakładać najgorszego. Ten cały Hideo mógł być jej mężem. Działo się tu coś dziwnego bez dwóch zdań.
Aira
 

Re: Domek Sagi

Postprzez Hayami Akodo » 2 lip 2019, o 23:35

I got out of coma - in a place where the bonds are built on blood
I tore dropping bottles, I've begun to live again
Water disappear like snow, I'm chewing white cotton wool like a heat
I live with wolves' running, if sky is red - day will be clear.



Obrazek


Życie, które prowadził Hayami, nie należało do najprostszych. Poszukiwanie, zmiana życiowego ninda, zmiana tego, w co się wierzyło i czemu się służyło, wymagały nieprzespanych nocy, refleksji wypływających wraz z woskiem z dopalającej się świecy o świcie, czerwieniejącego nieba, przypadkowych uśmiechów ludzi spotkanych po drodze wyłącznie fartem - a mimo to Hayami zachował w sobie jeszcze życzliwość, szacunek i pewnego rodzaju szlachetność. Nauczył się po prostu, że nowe życie nigdy nie obdarowuje nikogo prezentami. Ani niespodziankami.
Popatrzył z uśmiechem na Ryuujina. Malec był słodki, nie dało się temu zaprzeczyć, niewinny i grzeczny; takim dzieciom trudno było powiedzieć tak lub nie. Miały jeszcze czas na szarość i sepię życia. Pokręcił głową na pytanie o to, czy aby Itachi nie gryzie - gdyby to zrobił, sam dawno już nie miałby rąk. U Seinara też nie zauważył deficytu kończyn, Mitsuyo i Khusara też nie ucierpieli. Nie mówiąc o Natsume, który przecież bawił się normalnie z psiakiem.

- Nie, Ryuujin-chan, nie gryzie. Ma na imię Itachi i jest już duży, taki jak ty na oko. Chcesz, to się do ciebie przytuli. On bardzo kocha ludzi i dzieci - wyjaśnił spokojnie, uprzejmie, nawet ciepło. Po krótkiej chwili wahania puścił Itachiego; psina oparła się łapkami o kolana Ryuujina i zaszczekała radośnie, wywieszając długi niczym komunistyczne kolejki język...no dobrze, po prostu był to długi język. - Podoba mu się, widzisz?

Uśmiechnął się do chłopca, po czym sprawnie przejął od niego notes. Przez chwilę trzymał go w dłoni - i trzebaż było trafu, że akurat w tej chwili zobaczył twarz Tensy. I tu dopiero Sagisa mogła zauważyć chyba najlepiej tą metamorfozę. Dawny Hayami zapewne zareagowałby impulsywnie, kłótnią o Tensę...Nowy Hayami bez słowa oddał notes jego właścicielce, nie zwracając - z pozoru - uwagi na twarz dawnej rywalki, jakby jej tam nie było. Jakby nic się nie stało. Spojrzał na Airę, kojąco, uspokajająco. Chciał, by wiedziała, że jest obok, przy niej.

- Znasz jakieś miejsca, które mogę pokazać Airze, a których nie widziałem? - spytał. - Chcę, by zobaczyła jak najwięcej. Potem pomyślimy, co dalej, może będzie bezpieczniej. Choć mocno w to wątpię po ostatnich wydarzeniach.

Spojrzał na Yuuki, na Itachiego łaszącego się ufnie do chłopca. Westchnął.

- Na świecie ostatnio wybucha coraz więcej wojen. Kami no Hikage padło, niedawno Yamanaka zawarli pokój z Hyuuga, na pustyni też nie jest zbyt bezpiecznie, bo podobno ktoś się tam przeciwko komuś buntuje...A do tego, gdy wychodziłem z hotelu, widziałem ogłoszenia o anomaliach w Midori. Gdyby nie to, że Midori nie jest mi po drodze, sam bym tam pojechał, ale...Jakoś wolę walczyć z ludźmi, a nie z anomaliami czy bogami.

Wzruszył lekko ramionami. Postanowił bardziej zaangażować Airę w rozmowę, ostatecznie nie przywlókł jej tu przecież taki kawał po to, by siedziała w bezruchu i milczała, słuchając spijania sobie z ust byłych niedoszłych zakochańców.

- Opowiesz o jakichś misjach, na których byłaś, oprócz tamtej z tymi kurami? - spojrzał z uśmiechem w oczy Airy. - Yuuki musiała być na nich bezkonkurencyjna. Szkoda, że my nie byliśmy nigdy razem na żadnej.

Ostatnia kwestia padła, oczywiście, w kierunku Sagisy. Hayami nadal był zimno uprzejmy, opanowany, pod idealną wręcz samokontrolą - jakim cudem ten wybuchowy raptus, który tłukł się z braćmi i krewnymi o byle co, nagle stał się taką chodzącą kropką niezrozumiałości?

Nowaja żyźń nikagda nie dajotsja darow.
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1115
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Domek Sagi

Postprzez Sagisa » 4 lip 2019, o 12:37

Ciężko było mówić, że atmosfera pomiędzy tą trójką była czysta niczym łza. Między Sagą i Hayamim istniały pewne niedopowiedzenia, można nawet rzec - zatarg, za to o młodej Inuzuka nie wiedziała właściwie nic. Poza tym, że jest znajomą samuraja i mieszkał on u niej przez ostatnie kilka miesięcy, czyli znali się raczej dobrze. Wychodziło na to, że wspólnym ogniwem jest właśnie Akodo, a to nieco utrudniało sprawę, bo nigdy nie wiadomo, co takiego opowiedział o niej teh dziewczynie.
Mimo wszystko oboje byli gośćmi, a rolą gospodarza jest odpowiednio przyjąć ich w swoim domu. Zaproponowała więc herbatę i wodę dla psów, na co Aira po krótkim zastanowieniu przystała. Szatyn nie powiedział nic, co równie dobrze znaczyło "rób co chcesz, ty tu gospodarzysz", więc po chwili była już w kuchni, przygotowując trzy herbaty dla "starszyzny" i napar ze znalezionych jeszcze w szafce liści malin dla małego. I tylko kątem oka zerknęła na suczkę podchodzącą do miski z wodą, która została postawiona przy wejściu do kuchni.
Ryujin w tym czasie przyglądał się psom, w szczególności wałęsającemu się koło niego Itachiemu, by po chwili naskrobać w notatniku matki coś na wzór szkicu, który miał w zamiarze sprezentować właścicielowi.
- Jest duzy, bardzo - przyznał z nutą lęku w głosie, gdy jednak Hayami zapewnił, że psiak lubi dzieci, chłopiec uśmiechnął się pogodniej, kończąc już rysunek. A gdy zwierz zaszczekał, młody wyszczerzył się wręcz, sięgając rękoma ku wielkiemu jęzorowi.
Płomiennowłosa przez większość czasu spędzonego w kuchni była zamyślona, jakby nieobecna. Poszczególne czynności wykonywała metodycznie, zalewając wszystkie kubki wrzątkiem i odstawiając je na tacę, na której wylądowały również miód i cytryna. Liście malin również zaparzyła, dodając następnie nieco chłodniejszej wody, by Ryujin przypadkiem nie poparzył się wrzątkiem, całość zaś zaniosła na tacy do salonu.
- Jeśli Aira-san jest w Sogen po raz pierwszy, może pozwiedzać całą okolicę, a mamy tu sporo ciekawych miejsc - stwierdziła luźno, dopiero po chwili rejestrując podsunięty jej niemal pod nos notatnik, i zastygła na moment. Hayami mógł dostrzec, jak w jej oczach dosłownie na ułamek sekundy mignęła czerwień. Szybko przymknęła powieki, odbierając od samuraja notes, który zaraz wsunęła do kieszeni spodni. Wzięła głęboki oddech, po czym bardzo powoli wypuściła powietrze z płuc, otwierając wreszcie stalowe oczy. Spojrzała z ukosa na głaskającego psa syna, a gdy tylko ten zerknął w jej stronę, napotykając ten wzrok - spuścił pokornie głowę, smutniejąc nieco. Dobrze wiedział, o co chodzi matce.
- Pseprasam, oka-chan, ze wziąłem notatnik bez pytania - szepnął skruszony, na co płomiennowłosa tylko westchnęła, biorąc z tacy kubek z naparem.
- Możecie się częstować - zwróciła się do gości, samej siadając przy maluchu, któremu wsunęła w dłonie naczynie. - Pij powoli.
Hayami zdążył streścić najważniejsze wydarzenia militarne z kontynentu, wspominając potyczki między klanami, czy bunty w prowincjach. Sagisa tylko westchnęła, ale chwilowo bardziej skupiona była na Ryujinie. Chłopiec dopijał właśnie swoje lekarstwo, by zaraz ziewnąć przeciągle. Widać po nim było, że jest bardzo zmęczony, a na chorobę nie ma nic lepszego od snu właśnie.
- Wojny to nie temat do poruszania przy dziecku - mruknęła tylko pod nosem, opatulając brunecika kocem, a następnie biorąc go na ramiona i wstając. - Zaraz wrócę, odstawię tylko Ryujina do łóżka, by odpoczął.
Chłopiec wtulił się w matkę, przymykając zmęczone powieki, stalowooka zostawiła zaś gości na parę chwil samych, kierując się na piętro. Jeśli chcieli, mogli w spokoju porozmawiać lub wyjaśnić między sobą to, co akurat mają do wyjaśnienia. Ona w tym czasie przeszła do sypialni, układając synka w łóżku i okrywając go dodatkową warstwą pościeli, żeby przypadkiem nie zmarzł. Poczekała jeszcze, aż malec całkiem zaśnie, po czym ucałowała go w czoło, by następnie zejść na dół do pozostałych.
- Cóż, sen dobrze mu zrobi, a my na spokojnie będziemy mogli się poznać - stwierdziła na wejściu do salonu, tym samym oznajmiając swój powrót. - Znając Hayamiego, ściągnął cię tu, Aira-san, właściwie nic nie mówiąc, prawda? No, może poza napomknięciem, że jesteśmy przyjaciółmi. Pozwól zatem, że wyręczę naszego szlachetnego samuraja i sama coś o sobie powiem.
Ton, z jakim wypowiedziała w szczególności ostatnie zdanie, był raczej chłodny, acz spokojny. Dziewczyna wzięła z tacy jeszcze nietkniętą herbatę, dorzucając doń plaster cytryny, podsunęła sobie krzesło, by usiąść naprzeciw obojga i kontynuowała, o ile któreś z nich nie miało czegoś do powiedzenia.
- Jak już wiesz, nazywam się Uchiha Sagisa, choć znajomi częściej mówią do mnie po prostu Saga. W tym roku kończę dwadzieścia lat życia i, jak łatwo się domyślić, miało ono kilka zawirowań. Trzy lata temu w Hanamurze jednego dnia urodziłam synka, a drugiego straciłam ukochaną... siostrę - wolała zachować dla siebie ostatnie wieści o ich pokrewieństwie. - Bardzo przeżyłam jej śmierć, a przez to w ostatniej rozmowie z Hayamim powiedziałam kilka słów, których nigdy nie powinnam była mówić, za co przepraszam.
Tu spojrzała na Akodo, gdyż to właśnie w jego stronę kierowała przeprosiny. Wiedziała, że taki a nie inny sposób wspomnienia śmierci jego ojca był krzywdzący, choć w tamtej chwili właśnie o to jej chodziło - o bolesne dźgnięcie, którym zrani samuraja tak, jak sama czuła się zraniona. Westchnęła cicho, upijając łyk napoju.
- Jestem shinobi, ale ostatnie trzy lata poświęciłam bardziej na wychowanie Ryujina, gdyż ma tylko mnie. Kazuo, człowiek, który powinien nazywać się jego ojcem, zginął jeszcze przed tym, jak dowiedziałam się o ciąży. W sumie wyzionął ducha tego samego dnia, w którym mnie zgwałcił - dodała z lekkim półuśmiechem, znów upijając drobny łyk herbaty. - Ale to raczej mało istotny szczegół. Kocham Ryujina i zrobię dosłownie wszystko, by zapewnić mu bezpieczeństwo i szczęście. I... to chyba tyle z najważniejszych rzeczy o mnie. Chętnie dowiem się czegoś o tobie, Aira-san.
Uśmiechnęła się nieco pogodniej w stronę dziewczyny, choć jej spojrzenie wciąż pozostawało chłodne. A może to po prostu wrażenie, zważywszy stalowoszarą barwę jej tęczówek? Cóż, nie zmieniało to odczucia, jakie niosło ze sobą utkwione teraz w Inuzuce spojrzenie. Hayamiego Saga zdawała się w tej chwili ignorować, całą uwagę skupiając na nowo poznawanej osóbce.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 549
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Hayami Akodo » 25 lip 2019, o 01:42

I wanted cold water, but he pull my hand
I said - What's wrong? - but she got out silver kunai
Cried a crow, landing unintentional on the black strand
Eh, my soul is killed - all blots are yours...



Obrazek


Na wstępie zaznaczam, że ze względu na nieobecność, tzn. odejście Airy z forum, zmuszone jesteśmy zrobić z niej NPC.


Hayami milczał, dając się wysłowić Sagisie. Milczał, ssłuchał, obserwował - i czekał, cierpliwie czekał, bo właśnie cierpliwość stawała się ostatnio bardziej zabójcza niż wściekła energia. Siedział nieporuszony, oaprty o swoje siedzisko, z rozpuszczonymi włosami i w jasnych kolorach, konkretny, na pewno zwracający uwagę - ale już nie feerią emocji, gamą kolorów i uczuć. Zimne stonowanie zastąpiło w nim dawne porywy i emocje; Hayami nie czuł już takich potrzeb jak kiedyś, nie myślał w tych samych kategoriach. Skupiał się na rzeczywistych celach, nie zaś na abstrakcyjnych uczuciach; a mimo to kasztanowowłosy nie mógł odegnać tego dziwnego wrażenia, że mimo wszystko znajduje się teraz na swoim miejscu. Jego świat, najpierw taki chaotyczny i agresywny, teraz stał się paradoksalnie skomplikowaną układanką wyborów, decyzji i konsekwencji - i w czymś takim Lew z Północy zamierzał dalej żyć. Westchnął cicho, gdy Sagisa wspomniała o jego ojcu, ale skinął delikatnie głową. Docenił sam fakt, że przeprosiła, że jej w ogóle zależało, by to po tym całym czasie powiedzieć. Ile to już minęło czasu, rok, dwa, trzy? Jakoś tak czas przepływał mu przez palce, a on nie zamierzał go chwytać - w naturze lwów leżało rozszarpywanie gardeł, nie pogoń za nieuchwytnymi celami. Może dlatego skwitował te przeprosiny lekkim, nieco cieplejszym, szczerszym uśmiechem i cichym:

- Przyjmuję te przeprosiny.

I już. I tyle. On pozostawił Hanamurę za sobą, jej zimne ostrzeżenia, subtelny blask jej śniegu, słońce oślepiające w mgnieniu oka, gdy wychylało się zza drzew i ześlizgiwało się po wszechobecnej bieli. On szedł już dalej i nie zamierzał czekać, nawet nie mógł, bo przecież - och, tak, zdał sobie z tego dobitnie sprawę, gdy wyjeżdżał z Yusetsu - nikt nie przeżyje za niego życia.
On musi zrobić to sam.
Sam lub z pomocą przyjaciół.

Aira przygryzła wargę, nieco zakłopotana. To nie było tak, że Hayami nie powiedział jej nic, że nie wepchnął jej w sam środek trudnej sytuacji bez uprzedzenia, bez słowa. Wiedziała, na co się pisze, została ostrzeżona - ale czym innym były ostrzeżenia, a czym innym rzeczywista sytuacja, prawda? Teraz, kiedy znalazła się w oku cyklonu, nie mogła już się wycofać. Lubiła Hayamiego, nawet bardzo, byli świetnymi kumplami od błota, śmiechu i sierści psów; to nie tak, że nie dostrzegała jego spojrzeń, słów, gestów. To nie tak, że nie wiedziała, kim dla niego jest Sagisa - i poczuła się w obowiązku natychmiast to sprostować.

- To nie tak, że przyszłam tu, nie wiedząc nic o sprawie, Sagisa-san - zaznaczyła spokojnie, zerkając, co robi Yuuki. Suczka turlała się po podłodze obok Itachiego, goniącego swój ogon, ale chwilowo niczego nie zdemolowali ani nie sprawili problemów gospodarzom. To dobrze. - Przykro mi z powodu twojej...siostry. Hayami-kun powiedział mi, że wasza relacja się...skomplikowała...

Zawahała się. Szukała odpowiednich słów. Uśmiechnęła się jednak do samuraja i kiedy ten pogładził ją krótko po dłoni, nie cofnęła jej. Dobrze było wiedzieć, że jest obok, nawet jeżeli w rzeczywistości coraz bardziej zmieszana Aira nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć, i pragnęła powrotu do czegoś, co było jej znane, co należało do uniwersalnej rutyny świata. Nie była pewna, czy powinna po wyjściu z domu Uchihy obrzucić Hayamiego wyrzutami, czy po prostu przejść nad tym dalej, zapomnieć o tej dziwnej sytuacji i iść dalej...Tak, słowo skomplikowała się było chyba odpowiednie do sytuacji.

- Ale nigdy nie mówi o tobie inaczej, niż tylko dobrze - powiedziała wolno. - Nie wspominał nic o twojej siostrze, przynajmniej ja nie pamiętam. Ale mógł coś powiedzieć, gdy byliśmy u moich rodziców, a opowiadał mi o Hanamurze.
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1115
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Domek Sagi

Postprzez Sagisa » 28 lip 2019, o 20:48

Dała swym gościom czas, by wyjaśnili sobie to, co tam wyjaśniać akurat mieli. Co zrobili z tym czasem, nie było już jej sprawą. Nie zmieniało to jednak faktu, że trzeba było jakoś przełamać ten impas, a najlepszym ku temu sposobem była rozmowa. Trochę gorzej ją zacząć, gdy dwie z trzech stron właściwie nie znają się nawzajem, ale nic nie stało na przeszkodzie, by to zmienić, prawda?
Ktoś musiał przełamać lody, a to zazwyczaj rola gospodarza, Saga więc postanowiła powiedzieć o sobie małe co nieco. Nie była do końca pewna, co takiego mówił o niej Hayami, dlatego zaczęła od tych najważniejszych i najmniej ingerujących w prywatność spraw. Oczywiście nie mogła pominąć samuraja i sytuacji, w jakiej widzieli się po raz ostatni. Pominęła ostatnio nabyte informacje o Tensie, były one bowiem mało istotne w kontekście opowieści, mimo wszystko napomknęła coś o skierowanych do Akodo raniących słowach, za które przeprosiła. Tak, minęły niemal trzy lata, ale od pamiętnego dnia w Hanamurze ta dwójka nie utrzymywała niemal żadnego kontaktu. Dla jednych sprawa mogła być już przedawniona, płomiennowłosa nie lubiła jednak niedomówień i niedokończonych spraw. Poza tym obiecała Akarui'emu, że w stosownej chwili przeprosi samuraja za wszystko to, co wtedy powiedziała.
Szatyn skinął jej głową, uśmiechnął się nieco bardziej i najzwyczajniej w świecie przyjął przeprosiny. Czy spodziewała się czegoś innego? Czegoś więcej? Cóż, po takim czasie oboje przetrawili już wielokrotnie wszystko to, co zdarzyło się w Hanamurze, co do tego nie było wątpliwości. Hayami z pewnością rozumiał jej ówczesny stan emocjonalny, a nie było przecież sensu rozpamiętywać takich rzeczy. Zakończyli więc sprawę najzwyklejszym "przepraszam - w porządku" i ruszyli dalej. Kunoichi kontynuowała swój wywód, skupiając się już bardziej na Inuzuce, i popijała powoli herbatę. Spodziewała się, że Aira nie pozostanie biernym słuchaczem, jej tłumaczenie się jednak... cóż, jakby chciała jednocześnie powiedzieć, że wie od Hayamiego wszystko, a jednak nie do końca. Saga nie wiedziała, jak ma to zinterpretować. Może lepiej to pominąć i przejść dalej? Łatwiej było nie poruszać przyczyn skomplikowania relacji z samurajem, tak po prostu...
Czekała, aż dziewczyna zacznie opowiadać cokolwiek o sobie, w końcu odbiła do niej tę przysłowiową pałeczkę, Aira chyba jednak nie była skora do zwierzań, a przynajmniej w tej chwili wciąż nie czuła się na tyle swobodnie, by powiedzieć coś więcej poza napomknięciem o swoich rodzicach. I tak pozostała ze skromnym zasobem informacji o pochodzeniu dziewczyny i niewiadomej relacji między nią a samurajem. Cóż, musiała jakoś to przeżyć, albo spytać wprost. I już właściwie otwierała usta, by coś powiedzieć, kiedy drzwi frontowe się otworzyły, a jej matka oznajmiła swój powrót. Pięknie...
- Już jestem. Zagadałam się trochę z dawno niewidzianą znajomą, dlatego tak długo mi zeszło, ale mam wszystko, spokojnie - trajkotała od progu, zupełnie nie zauważając obuwia gości w przedsionku, a co dopiero ich samych. Nawet psów nie zauważyła, od razu przechodząc z wielką torbą do kuchni. - Jak tam Ryujin? Kąpiel pomogła? Jeśli jego stan się pogorszy, nie pozostanie nam nic innego jak wizyta w szpitalu i konsultacja medyczna.
- Ekhm, kąpiel pomogła, aktualnie mały śpi na górze, a my gawędzimy sobie przy herbatce - wyraźnie zaakcentowała ostatnią kwestię, by treść przedarła się przez natłok myśli matki, dając jej wyraźny sygnał o obecności osób trzecich w domu.
- Yoshi już wrócił? - ze zdziwieniem zajrzała do salonu, odkrywając tam dwa psy oraz gości. - Och, Hayami-kun, Sagisa nie wspominała, że wpadniesz z wizytą.
"Bo nie wiedziałam, że wpadnie" - cisnęło się na usta, zamiast tego jednak stalowooka dopiła resztę wciąż ciepłej herbaty, po czym uśmiechnęła się nieco wymuszenie i wstała.
-Aira-san, to moja mama, Uchiha Rin, mamo, poznaj Inuzuka Airę, znajomą Hayamiego, z którą ten podróżuje - przedstawiła gładko obie przedstawicielki płci pięknej, dopełniając roli gospodarza. - A skoro już wróciłaś, mamo, to możemy się już zbierać do wyjścia.
- Jak do wyjścia? - kobieta spojrzała na córkę kompletnie zbita z tropu. - Ale...
- Aira-san chciała pozwiedzać najciekawsze zakątki Kotei, prawda, Yami-kun? - wtrąciła szybko, ukrócając ewentualne protesty rodzicielki, i utkwiła spojrzenie w samuraju. Jej wzrok mówił wyraźnie: "przytaknij". - Poza tym sama doradzałaś mi, bym spędzała więcej czasu ze znajomymi - dodała nieco ciszej, słowa kierując bezpośrednio do Rin. Czekała jeszcze tylko na choćby słowo poparcia ze strony przyjaciela. Najlepszym wyjściem było teraz ulotnić się, zanim jej matka nie zaleje ich pytaniami lub co gorsza - zacznie wspominać ich dzieciństwo.
Ostatnio edytowano 10 wrz 2019, o 18:00 przez Sagisa, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 549
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Hayami Akodo » 29 lip 2019, o 05:42

Looked for new oaths, was I a new trouble to us all?
I wash in baths to be a new fresh footprint for a hunter



Obrazek


Kod: Zaznacz cały
[b][color=#FF4000]- Hayami[/b][/color]
[b][color=#408040]- Aira[/b][/color]



Pojawienie się ciotki Rin sprawiło, że młody Akodo westchnął cicho, a Aira momentalnie zamilkła. Jakoś...Po prostu nie chciała kontynuować opowiadania historii całego swojego życia przy kimś kompletnie jej obcym, nawet jeżeli to była matka gospodyni domu. Siedziała więc obok Hayamiego, czekając na to, co powie krwistowłosa, i słuchając beztroskiego paplania o niczym starszej Uchihy. Ta zaś radośnie gawędziła z powietrzem, jakby nie zauważyła w ogóle, że ktoś tu jest...
...dopóki Sagisa nie wspomniała o Hayamim i o jego obecności.
Rin Uchiha wreszcie dostrzegła ich obecność, stwierdziła, że "nie wiedziała, że wpadnie z wizytą"; młodsza z posiadaczek Sharingana posłała samurajowi znaczące spojrzenie i ich przedstawiła. Aira nie była nieśmiałą kobietą, raczej chętnie wychodziła do ludzi, zachowując ostrożność, ale ta sytuacja zaczynała ją po prostu przerastać. Nie była jeszcze gotowa na poznawanie rodzin obcych ludzi z otoczenia młodego Akodo, zwłaszcza że do niego też miała pewne małe (i kłujące w serce jak senbony) wątpliwości. Poczuła, że to jest zdecydowanie ten moment, kiedy powinna zostać sama i ewakuować się z pola widzenia Sagisy. Na dalsze rozmowy jeszcze przyszedłby czas.

- Inuzuka Aira, bardzo mi miło... - powiedziała z delikatnym uśmiechem. Powoli wstała, skłoniła lekko głowę (ale nic więcej, Inuzuka nie mieli jednak w zwyczaju płaszczyć się za nisko, nawet biorąc poprawkę na ultrakulturę Wietrznych Równin). Spojrzała na Hayamiego, a ten uczynił dokładnie to samo, jakby nie zauważył spojrzenia tamtej; nie to, że ją kompletnie zignorował czy coś, po prostu w pierwszym odruchu spojrzał akurat na nią.
- Hayami-kun, jestem trochę zmęczona...Chyba wolałabym się przejść z Yuuki po mieście. Masz jakąś mapę albo coś takiego? - zapytała. Ten roześmiał się cicho. Pokręcił lekko głową. To nawet lepiej.

- Dzień dobry, ciociu Rin - skłonił się kobiecie uprzejmie, po czym odpowiedział z namysłem na pytanie Airy:
- Mogę ci narysować, ale wolałbym cię odprowadzić do hotelu. Jesteś pewna, że Yuuki zna drogę?
Aira uśmiechnęła się, poprawiła włosy. Spojrzała przyjacielowi prosto w oczy.

- Dam radę, Yuuki pamięta zapachy. Poradzę sobie - zapewniła. - O której spodziewać się ciebie w pokoju?

Hayami zastanowił się nad tym. Zmarszczył brwi. W tych czasach trudno było o jakiś konkretny chronometr, do tego nie wiedział dokładnie, ile czasu zajmie mu rozmowa z Sagisą i inne takie, no i musiał też potrenować. A na pewno przypomnieć sobie kilka technik, które mogły być niezbędne w dalszej podróży.

- Poczekaj na mnie w pokoju po prostu, dobra? - poprosił. - Wrócę za jakieś dwie, trzy godziny, możesz w tym czasie się trochę przespać i przejrzeć nasze rzeczy. Jak wrócę, to pogadamy o dalszej podróży, bo jednak wypadałoby gdzieś dalej jechać, i pozwiedzamy coś jeszcze, do wieczora akurat mamy czas.

Spojrzał przeciągle na ciotkę Rin, potem na Sagisę. Trudno było powiedzieć, co dokładnie sobie myśli; na pewno był poprawny, spokojny, miły i lekko uśmiechnięty, ale co dokładnie się za tym kryło - jeden Bishamonten wiedział, choć raczej nie wyglądało to na pozę.

- Też się siebie nie spodziewałem, ciociu Rin - powiedział z uśmiechem. Spojrzał na Sagisę. - Chodź. Skoro Aira jest zmęczona, to zwiedzanie zostawimy na później, a na razie chodźmy na pole treningowe. Muszę potrenować. Może wpadnę tu później.

Wygłosiwszy to ostatnie neutralnym, spokojnym tonem głosu, Hayami ukłonił się ciotce raz jeszcze, po czym ruszył do wyjścia; Aira ruszyła za nim, po drodze przywołując do siebie ich psy. Przy drzwiach zaczekali chwilę na Sagę, a następnie szatyn uprzejmie przepuścił kobiety w przejściu i wyszedł jako ostatni, zamykając za sobą drzwi.
Ruszyli w kierunku pola treningowego, żegnając się po drodze z Airą; Hayami szedł równym krokiem, ani za wolno, ani za szybko, tym samym tempem co Saga, ale nie mówił nic, jakby czekając, by to ona zaczęła rozmowę.

____________________________________________________________________________________________________________
zt na: pole treningowe dla Hayamiego
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1115
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Domek Sagi

Postprzez Sagisa » 29 lip 2019, o 13:44

Pojawienie się jej matki rzucało kolejną cegłę do już i tak niezręcznej sytuacji. W tej chwili na pewno już nie wyciągnie z Airy ni skrawka informacji o czymkolwiek, nie było więc sensu nawet próbować. A biorąc pod uwagę charakter Rin, ewentualna rozmowa z nią jako dodatkowym elementem konwersacji mogła namieszać jeszcze bardziej, także i tego należało uniknąć. Wypadało jednak przedstawić sobie obie panie i od tego właśnie zaczęła Sagisa, gdy tylko matula wreszcie ogarnęła sytuację.
Wyglądało na to, że konfrontacja z gadatliwą Uchiha nieco przerosła młodą Inuzukę, czemu płomiennowłosa wcale się nie dziwiła. Sama wielokrotnie zastanawiała się, jakim cudem jeszcze nie oszalała w jej towarzystwie, a co dopiero ma myśleć ktoś zupełnie obcy... Dziewczyna również uznała, że ewakuacja będzie najlepszym pomysłem, choć jej wersja zdawała się wliczać tylko towarzystwo psa. Cóż, jej wola, prawda? Sagisa więc tylko stała z boku i czekała, aż towarzystwo dogada szczegóły, nim wreszcie będą mogli się stąd wyrwać, jej matka natomiast... Cóż, Rin przysłuchiwała się wymianie zdań, a wyraz jej twarzy zmieniał się co sekundę, jakby kobieta właśnie zdawała sobie powoli sprawę z bardzo istotnej kwestii, jaką jest relacja między Hayamim a Airą. Cóż, nie trudno było połączyć kropki na wzmiankę o wspólnej podróży i jednym pokoju, który ta dwójka zajmowała.
- Och... - wyrwało się jej cicho, moment później padło na nią spojrzenie młodzieńca. Nie wiedziała, jak mu odpowiedzieć, stała więc jakby w lekkim szoku z rozchylonymi wargami. Przynajmniej dopóki córka nie trąciła jej delikatnie łokciem.
Saga przytaknęła na słowa samuraja, prosząc, by zaczekali na nią przy wyjściu. Musiała w końcu jeszcze przez krótką chwilę porozmawiać z matką. Gdy tylko oboje zniknęli na korytarzu, westchnęła ciężko.
- Ryujin jest na górze, śpi - przeszła od razu do konkretów. - Gdyby po przebudzeniu miał jeszcze gorączkę, to daj mu coś na zbicie i przekaż, żeby się wygrzewał. Powinien też sporo odpoczywać. Do wieczora na pewno wrócę.
I w sumie tyle. Matula tylko przytaknęła, a płomiennowłosa dołączyła do pozostałych. Wraz z Hayamim odprowadziła Airę na rozdroża, gdzie dziewczyna skręciła wraz ze swoją psiną w stronę hotelu, pozostali zaś ruszyli bezpośrednio na pole treningowe za osadą, wciąż pozostając cisi. Minęli wreszcie ostatni z budynków, wchodząc między gąszcze drzew, a stalowooka westchnęła ciężko. Wyglądało na to, że to ona ma zacząć rozmowę, co niekoniecznie było jej na rękę.
- Więc... jak się mają twoi bracia? - zagadnęła na wstępie z braku lepszego pomysłu. - Jak rozumiem, odstawiłeś ich do Kaigan na nauki, jak to planowałeś jeszcze w Hanamurze, tak?
Czas - zmieniał ludzi, ich podejście do życia, a także priorytety. Dla tej dwójki obrał zupełnie inne ścieżki, oni jednak ponownie się spotkali. Szkoda tylko, że od ostatniego wspólnego spaceru tak wiele uległo zmianie...

[z/t] -> pole treningowe
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 549
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Keizo » 3 wrz 2019, o 14:36

Misja C [Sagisa/Akashi] 1/45

Słońce nad Kotei i całym Sogen powoli chyliło się ku horyzontowi. Jego ostatnie, ciepłe promienie pokrywały osadę klanu Uchiha czerwonym światłem, rzucającym długie, i także nieco złowrogie cienie. Cywilni mieszkańcy ściągali do swych domów - rolnicy wracali z pól, kupcy zamykali swe sklepy i zabezpieczali stragany, tragarze odnosili ostatnie pakunki i dzieci niechętnie maszerowały do swoich rodziców, opuszczając kolegów i świetną zabawę. Na dachach i ulicach zaroiło się także od ninja, którzy wracali z misji, pól treningowych czy innych tajemnych zajęć.
Wśród nich była także nieco niecodzienna para - Jashinista oraz Uchiha, zmierzający do domostwa tej drugiej. Było ono położone na skraju klanowej dzielnicy, dwupiętrowe i może nie największe w okolicy, jednak z pewnością wystarczająco przestronne i wygodne na potrzeby kunoichi oraz jej najbliższych.
Gdy dwójka ninja stała na granicy posesji, mogli zauważyć - oraz wyczuć - coś nieco niepokojącego. Nie tylko w domostwie panowała wręcz martwa cisza, ale już na podwórzu można było wyczuć, bardzo lekki jednak, jakiś słodki i ciężki zapach, przyprawiający o zawroty głowy już po kilku wdechach. Oczywiście, w przypadku Akashiego, ten stan kończył się właśnie na tym - lekkich nudnościach - gdyż jego organizm od razu zwalczał dziwny, wdychany gaz, jednak Sagisa z każdą mijającą sekundą czuła jak jej członki i powieki stają się coraz cięższe i cięższe.
Obrazek

Spoiler: pokaż
¯\_(ツ)_/¯
Avatar użytkownika

Keizo
 
Posty: 709
Dołączył(a): 16 gru 2017, o 21:39
Wiek postaci: 20
Ranga: Ogar
Widoczny ekwipunek: Mundur Shinsengumi, pod nim czarna zbroja; rękawiczki, torby przy pasie, guandao na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4506
GG: 25314773
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Sagisa » 3 wrz 2019, o 21:32

Zanim doszli na teren dzielnicy mieszkalnej, niebo zdążyło już zciemnieć, a słońce zaś właśnie zachodziło za horyzont. Saga wpatrywała się w czerwoną łunę pokrywającą chmury, myśląc o ogniu. Właśnie to przywodziły jej na myśl barwy nieba - języki płomieni sunące po nieboskłonie. Uśmiechnęła się delikatnie, wspominając słowa Tensy odnośnie spalenia świata. Każdego dnia o zachodzie słońca Kotei zaczynało się spalać, by w końcu pochłonął je mrok, a o poranku znów zza horyzontu wychylała się ognista kula słońca, zwiastując kolejny dzień, dobry bądź nie.
- Już niedaleko - zwróciła się do towarzyszącego jej w drodze fioletowowłosego. - Mój dom jest na skraju dzielnicy, nieco na uboczu.
Zastanawiała się, jak jej matka zareaguje na obecność obcego faceta w domu zwłaszcza, gdy przyprowadzi go właśnie ona. Zapewne zrobi z tego jakieś większe wydarzenie, albo pomyśli, że Saga znalazła sobie kogoś w zastępstwie Hayamiego. Gorzej byłoby, gdyby z góry uznała Akashiego za wybranka serca własnej córki. Cóż, może lepiej uprzedzić towarzysza przed ewentualnością podobnych domysłów Rin Uchiha?
- Tak jakby coś... to nie przejmuj się moją matką - zaczęła trochę niepewnie. - Ona jest dosyć specyficzna, lubi dużo gadać i z pewnością zaleje cię mnóstwem dziwnych pytań, na które nie będziesz musiał w większości odpowiadać i tak. Także... no, po prostu postaraj się to przetrwać, dobrze?
Dość krzywy uśmiech zdradzał lekkie zażenowanie perspektywą rozmowy z matką. Co poradzić, jak płomiennowłosa znała ją od tylu lat i wiedziała, czego się spodziewać. Naprawdę ciężko mieć taką matkę, ale trudno jej nie kochać, po prostu.
Dochodzili już do piętrowego domku zbudowanego na wpół z cegły i drewna, kiedy stalowooka zmarszczyła nieco nos. Światło wydobywało się tylko z jednego okna na parterze, co znaczyło, że jej matka zapewne okupuje kuchnię, przygotowując posiłek. Co jednak z Ryujinem? Wciąż spał, czy raczej..? Ciężko było się domyślać, miała jednak złe przeczucie, choć sama nie wiedziała czemu. Może to instynkt macierzyński dawał o sobie znać? Kto wie... W każdym razie gdy do jej nozdrzy wdarł się powiew słodkiego zapachu, zdziwiła się nieco, Rin w końcu nigdy nie gotowała kolacji na słodko. Zrobiła kilka kroków w stronę drzwi wejściowych i wtedy to odczuła. Jakby nagle jej głowa, a stopniowo i całe ciało przybrały na wadze, świat zaś urządził sobie małą karuzelę. Przystanęła, próbując zahamować narastające zawroty głowy.
- Coś jest... nie tak... - wybełkotała, mając coraz większe problemy nawet z opanowaniem języka. Świat przechylił się na bok, a ona w próbie zachowania równowagi padła na kolana, podtrzymując się na ramionach. Zawroty stawały się silniejsze, jej ciało cięższe, podobnie jak z coraz większym trudem łapany oddech. - Ryujin...
Nie była pewna, czy imię syna padło z jej ust, czy zdążyła je tylko pomyśleć. Krajobraz gdzieś uciekał, ona zaś zapadała się w coraz większej i głębszej ciemności, nie będąc w stanie temu przeciwdziałać...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 549
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Akashi » 4 wrz 2019, o 11:09

Wędrówka do domu młodej dziewczyny była nieco nietypowa, jednak w sumie ciężko było temu odmówić. W końcu sam na początku zaproponował kolacje i ją otrzyma. Tylko w nieco innej odmienionej formie, gdzie poza dziewczyną będzie towarzyszyła im jej rodzina. Czy coś właśnie poszło nie tak? W sumie, jest to w pewnym stopniu możliwe, jednak czy rudowłosa zdaje sobie sprawę z tego, że zabiera właśnie do domu kogoś kto musi składać ofiary z ludźmi by przedłużać swoją nieśmiertelność.
- Póki nie będzie pytać o moją przynależność do jakiegoś klanu, czy umiejętności powinno być dobrze. Bo nawet mówiąc prawdę wątpię bym zrobił jakieś dobre wrażenie. Dlatego przedstawię się jako Akashi Terumi, posługując się swoim raczej nie aktualnym nazwiskiem. - powiedział, uprzedzając dziewczynę w jaki sposób planował się przedstawić. W końcu powiedzenie jestem Akashi wyznawca Jashina, raczej nie przysporzy mi żadnych fanów czy też fanek. Przynajmniej dobrze, że nie zabrał ze sobą swoje płaszcza, na którym widniał symbol jego wiary. Tylko samemu miał przeczucie, że coś dziwnego może mu się stać. W końcu zostawił go z pijanym chłopakiem, który średnio może panować nad swoim ciałem w takim stanie.
- Poza tym nie musisz się martwić. matki takie już chyba są. Troszczą się o swoje dzieci i chcą dla nich tego co najlepsze. - dodał po krótkiej chwili, chcąc nieco uspokoić dziewczynę przed dotarciem do jej domostwa.
Oczywiście w końcu im to się udało, sam dom wyglądał nawet imponująco, może przez fakt, że chłopak nie posiadał żadnego i to jest pierwszy z niewielu jakie widzi od dawna. Lecz zapach w jego okolicy nie należał do nazbyt przyjemnych, był wręcz mdły i odpychający. Dobrze, że jest jeszcze przed jedzeniem, przez co nie ma czego zwracać.
- Co to za dziwny zapach. - powiedział cicho, krzywiąc swoją twarz od tego ohydztwa, miał nadzieje że to nie jest kolacja, którą mają zjeść za jakiś czas. jednak spojrzenie na dziewczynę szybko mu wyjaśniło, że nie jest to kolacja. sam może nie odczuwał efektów działania tej dziwacznej substancji lecz mógł ją zobaczyć na dziewczynie, która zaczęła osuwać się na ziemię. Jednak zanim upadła, on postanowił ją złapać i wziąć na ręce po czym odnieść ją nieco dalej od domu, gdzie powietrze powinno być bardziej czystsze, sam nie wiedział czy ona jeszcze kontaktuje, czy już nie.
- Wyniosę każdego z domu, obiecuje. - powiedział, odkładając ją na ziemię pod jakimś drzewem czy też płotem. By potem zrobić to co było najwłaściwsze w tym momencie, a mianowicie zawołać po pomoc. W końcu jest to dzielnica mieszkalna i ktoś musi być w okolicy, kto przynajmniej tym się zainteresuje przez moment.
By po tym samemu ruszyć do domu, kierując się najpierw do miejsc skąd dobywało się światło, starając się wytrzymać niezbyt przyjemny zapaszek., Przynajmniej mogąc utrzymać w nim trzeźwość umysłu, nie ryzykując przy tym utraty przytomności. Oczywiście chłopak nie bawił się teraz w pół środki i grzeczne otwieranie drzwi. Kierował się miejscami jakimi najszybciej będzie mu się przemieszczać czyli oknami wybijając je przy okazji. By przez nie wynieść poszkodowane osoby, poruszając się po ścianach domu by także sprawdzić potencjalne wyższe partie domu. Następnie jeżeli nie przybyła żadna pomoc, ponownie zaczął krzyczeć nawołując ludzi z okolicy, a następnie ponownie wrócił do domostwa. Lecz tym razem by przejść się jego korytarzami, bo w końcu ktoś mógł paść daleko od okien, poza ich widokiem. W końcu samemu mógł się spodziewać, że we wnętrzu budynku powinny być przynajmniej dwie osoby, matka Sagisy i jej syn. Przy okazji może uda mu się także zlokalizować rzecz, z której wydobywa się ten zapach i pozbyć się go, jakoś go zatykając bądź zamykając w jakimś pojemniku znajdującym się w domu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1208
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Keizo » 6 wrz 2019, o 08:06

Misja C - 4/45

Sagisa powoli osunęła się na ziemię, odniesiona nieco dalej przez Akashiego. Raban, którego narobił mężczyzna, wyprowadziło na zewnątrz jedynie kilka staruszek i młodych matek z dziećmi przylepionymi wręcz do piersi, narzekających na to, że okolica robi się coraz bardziej i bardziej niebezpieczna. Kwestią czasu było jednak zanim na miejsce przybędzie straż - na razie jednak "Terumi" musiał radzić sobie samodzielnie.
W środku zapach uderzył go jeszcze mocniej, nasilając zawroty głowy. Na ziemi, w największym pokoju znalazł nestorkę, matkę Sagisy, leżącą tam i wyglądającą jakby zapadła nagle w głęboki, nieprzerwany sen. Po chwili rozglądania się mężczyzna znalazł też źródło aż za słodkiego aromatu, którym okazały się być niewielkie kadzidełka, wyglądające jakby ktoś ukradkiem wstawił je przez otwarte - z powodu gorącej i dusznej pory roku - okna. Nic jednak dziwnego, że zadziałały nawet w warunkach gdy zapewnione było nieco cyrkulacji powietrza - ich celem była przecież osoba starsza oraz małe dziecko...
...którego łóżeczko okazało się być puste. Mimo przeszukania jego pokoiku oraz każdego innego zakamarku, Akashi nie był w stanie znaleźć niewielkiego potomka Sagisy. Prostym do dojścia był więc wniosek, iż został on przez kogoś uprowadzony - przez kogoś który chciał zadać sobie tyle trudu, by uśpić jeszcze opiekunkę nietanimi kadzidłami i zrobić to po cichu.
Pachnidła zostały szybko przez Jashinistę zneutralizowane poprzez wrzucenie je do jakiegoś mniej więcej szczelnego pudła. Pozostało mu powiadomić rozbudzone już przez ten czas Sagę i przeniesioną obok jej matkę, oraz zbliżającego się barczystego strażnika o tym co znalazł, a raczej czego nie znalazł w środku.
Obrazek

Spoiler: pokaż
¯\_(ツ)_/¯
Avatar użytkownika

Keizo
 
Posty: 709
Dołączył(a): 16 gru 2017, o 21:39
Wiek postaci: 20
Ranga: Ogar
Widoczny ekwipunek: Mundur Shinsengumi, pod nim czarna zbroja; rękawiczki, torby przy pasie, guandao na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4506
GG: 25314773
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Akashi » 6 wrz 2019, o 13:23

Oddychanie tak mdlącym powietrzem nie należało do najłatwiejszych. Było to paskudne i obrzydliwe, wystarczył by tylko jeszcze mały dodatek by porzygać się od tego zapachu. Jednak jakoś trzeba to jakoś wytrzymać i spełnić obietnicę wyniesienia wszystkich z domu. Same poszukiwania nie trwały nawet długo, kobieta leżała w największym z pokoi, a obok niej znajdowało się źródło obecnego problemu, kadzidełka. Zadziwiające, że ktoś zadał sobie tyle trudny by przygotować coś takiego tylko po to żeby trucizna przypominała najzwyklejszy element wystroju pomieszczenia.
Przynajmniej pozbycie się ich nie powinno być trudne, młodzieniec zgniótł je lekko ręką by wytłumić wydalanie dodatkowego dymu, a następnie zamknął w jakimś pojemniku będącym pod ręką. By po tym zająć się dalszym przeszukaniem domu, który był pusty. Brakowało w nim dziecka rudowłosej, sama raczej nie będzie zadowolona z tego faktu, jednak jeżeli ta trucizna miała wywołać śmierć przynajmniej jest teraz bezpieczne pod pewnym względem daleko od trucizny.
Po tym wszystkim, mógł zabrać ze sobą starszą już kobietę i pojemnik z kadzidłami i wyjść z nimi na zewnątrz by zanieść matkę do córki. Teraz przyszła pora na nieco trudniejszą rolę w tym wszystkim wyjaśnienia. Jednak najpierw młodzieniec odkaszlnął parę razy, chcąc pozbyć się z wnętrza ust posmaku wywołanym zapachem. Też nie musiał zbyt długo czekać by w okolicy zjawił się strażnik rosły mężczyzna, który raczej musiał tutaj przyjść, nawet jeżeli nie na wołany przez chłopaka to przez innych mieszkańców.
- Ktoś przyniósł tutaj kadzidełka. Posiadające w sobie truciznę o strasznie słodkim zapachu. Są w tym pudełku, lepiej tego nie wdychać. - powiedział, chcąc wyjaśnić strażnikowi co znalazł w środku, jeszcze przy okazji trochę się krzywiąc od tego co przyszło mu wdychać.
- W środku znalazłem tylko tą kobietę. Z tego co wiem powinno być tam jeszcze dziecko, ale go nie znalazłem. Więc chyba można uznać, że osoba która przyniosła te kadzidełka, porwała również dziecko, tej dziewczyny. - dodał po chwili. Wskazując dłonią rudowłosą młodą dziewczynę. By po tym podać strażnikowi pudełko z kadzidłami. On raczej będzie prędzej stwierdzić czy ta substancja jest w stanie zabić człowieka i kto prawdopodobnie mógłby wyprodukować coś takiego. Chociaż na razie pozostało czekać, aż Sagisa całkowicie odzyska przytomność.
- Wybacz. - powiedział, cicho nieco smutnym tonem głosu. Do dziewczyny, jeżeli ta chciała wstać pomógł jej.
- W domu była tylko twoja matka, nie znalazłem twojego synka. - wypowiedział na sam koniec, będąc zawiedziony swoją postawą. Gdyby byli tutaj chwilę wcześniej, może udałoby mu się złapać sprawce i odzyskać za razem dziecko. Teraz jednak miał związane ręce. Nie wiedząc gdzie mógłby odszukać malca, czy też kto byłby w stanie wytworzyć tutaj coś takiego.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1208
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Sagisa » 10 wrz 2019, o 17:59

Pogawędka w drodze do domu była jednym z ostatnich przyjemniejszych elementów nadchodzących wydarzeń. Z założenia miała po prostu zaprowadzić nowego znajomego do siebie i zjeść kolację wspólnie z matką i synkiem. Czy miała prawo choćby przypuszczać, że nie dotrze nawet do drzwi wejściowych domostwa?
Miała złe przeczucia, a te nasiliły się, gdy poczuła słodkawy zapach w powietrzu. Jej matka nigdy nie gotowała na wieczór nic słodkiego, dlatego też podobna woń była rzeczą niecodzienną. Dopiero po kilku kolejnych krokach upewniła się, że coś jest nie w porządku, a wszystko z powodu nagłej reakcji jej organizmu. Ociężałość, która stopniowo ogarniała całe jej ciało, do tego zawroty głowy i stopniowa utrata przytomności - to wszystko było skutkiem oddziaływania na jej organizm jakiejś substancji obcej.
Przed samym upadkiem ochroniły ją silne ramiona towarzysza, który zdawał się nie odczuwać skutków działania specyfiku. W sumie to nawet lepiej, bo bez niego padłaby jak długa i leżała bez przytomności, nie wiadomo przez jaki czas. A tak została przeniesiona w strefę w miarę neutralną, gdzie trucizna z każdą kolejną chwilą przestawała działać. Akashi obiecał, że wyprowadzi z domu wszystkich, więc zostawiła resztę w jego rękach. W sumie nie miała nawet innego wyboru, ale tu już był szczegół.
W krótkim czasie tuż obok niej znalazła się nieprzytomna Rin, Saga jednak nigdzie nie widziała małego brunecika. Gdy więc oprzytomniała na tyle, by stać samodzielnie, w pobliżu zjawił się również strażnik, któremu jednooki zdawał relację z zaistniałej sytuacji. Dlaczego jednak nie wyciągnął jeszcze małego? "Nie znalazłem twojego synka" - odbiło się echem w jej głowie, sens tych słów jednak nie chciał się do niej przebić. Patrzyła na mężczyznę jak na wariata, zaraz przenosząc spojrzenie na swój dom, i tak po prostu ruszyła w stronę budynku.
- Trzeba wyciągnąć stamtąd Ryujina - oznajmiła, jakby chciała powiedzieć, że Akashi go nie znalazł, bo nie szukał dość dobrze. - On musi tam gdzieś być. MUSI.
Nacisk, jaki kładła na ostatnie słowo, tylko utwierdzał w przekonaniu, że dziewczyna nie dopuszcza żadnej innej możliwości. Bo przecież trzylatek nie może ot tak wyparować, prawda? Zatrzymała się przy ogrodzeniu, czując nawrót dolegliwości. Moment później zaś jej żołądek skręcił się gwałtownie, a ona zwymiotowała.
- On musi tam być... - mamrotała pod nosem.
"Żebyś tego nie pożałowała" - zakołatało gdzieś z tyłu jej głowy głosem Hideo i płomiennowłosa nagle zbladła. Czy on posunąłby się do czegoś takiego, byle położyć łapska na jej synu? Do tej pory tylko ją nękał, próbując wymusić na niej zgodę na spotkanie, ale przecież dziś postawiła sprawę jasno, wyraźnie zabraniając mu choćby zbliżać się do Ryujina. Czy niebieskooki mógł być na tyle zdeterminowany, by porwać małego? Otarła usta, a następnie zawróciła, stając ostatecznie przed Akashim. Chwyciła go za koszulę i przyciągnęła gwałtownie do siebie, skupiając na nim chłodne spojrzenie.
- Szukałeś wszędzie? Na pewno go tam nie ma? - zapytała ostro, jakby od odpowiedzi miało zależeć jego życie. Akashiego oczywiście. - Jeśli go porwał...
Zgrzytnęła zębami, a w jej oczach na ułamek sekundy błysnęła czerwień, by zaraz zgasnąć. Palce zacisnęły się mocniej na trzymanym materiale, wzrok zaś stwardniał, zlodowaciał, wręcz mroził. W tej chwili sprawiała wrażenie gotowej rozszarpać na strzępy ewentualnego porywacza i nic nie mogłoby jej w tym przeszkodzić.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 549
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Domek Sagi

Postprzez Keizo » 12 wrz 2019, o 13:37

Misja C 7/45

Strażnik skrzywił się, uchylając pokrywy pudełka w którym Akashi zamknął pachnidła. Szybko je zamknął i zapisał coś w swoim notesie, po czym zaczął w stanowczy sposób zachęcać zebranych gapiów do tego, by jak najprędzej się rozeszli. Tymczasem matka Sagi zaczęła odzyskiwać coraz więcej świadomości, jednak długie wdychanie usypiającego dymu na pewno nie mogło działać dobrze na wiekowy organizm - wciąż była więc mocno otumaniona i nie można było wyciągnąć z niej za wiele, gdyż mamrotała coś głównie o kolacji zostawionej na ogniu czy nieposprzątanym salonie.
Gdy tłumek ludzi powoli stopniał, do Akashiego oraz Sagisy powrócił strażnik, mający nietęgą minę. Napisał coś w swoim notesiku i wyrwał jedną z kartek, powoli ją składając, jakby starając się znaleźć odpowiednie słowa.
- Zgłoszenie zostanie oczywiste przekazane naszemu dowódcy - zaczął powoli, informując dwójkę zainteresowanych że wszelkim formalnościom stanie się zadość - Nie mogę jednak obiecać, że straż będzie w stanie od razu kogoś przeznaczyć do tego... porwania - dodał, przekazując nieco gorszą wiadomość. Po upływie kolejnej, nieco niezręcznej chwili, wyciągnął jednak dłoń w kierunku Akashiego, podając mu wyrwaną kartkę. Znajdował się na niej adres, prowadzący na obrzeża osady - do dzielnic, gdzie mieszkali już głównie rolnicy.
- Pod tym adresem znajduje się niewielki zielarski sklepik - powiedział przyciszonym głosem. Strażnik zapewne nie chciał zostawiać matki - po której było widać że jest kunoichi - z pustymi rękami w obliczu długotrwałej biurokracji, podał jej więc coś, co mogło być całkiem przydatnym tropem - Tylko w nim można by kupić takie rzeczy... a przynajmniej o innym miejscu nie wiem - rzekł jeszcze, po czym pożegnał się niewielkim ukłonem i wskoczył na jeden z dachów, oddalając się w swoją stronę.
Obrazek

Spoiler: pokaż
¯\_(ツ)_/¯
Avatar użytkownika

Keizo
 
Posty: 709
Dołączył(a): 16 gru 2017, o 21:39
Wiek postaci: 20
Ranga: Ogar
Widoczny ekwipunek: Mundur Shinsengumi, pod nim czarna zbroja; rękawiczki, torby przy pasie, guandao na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4506
GG: 25314773
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość