Rezydencja Ichirou

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 27 lis 2017, o 18:23

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
48/45

Była czujna. Cokolwiek jednak działo się w jej głowie pozostawało przed tobą zakryte. Odwróciła od waszej dwójki spojrzenia, wbiła błękitne ślepia w przestrzeń przed sobą - wiedziała aż za dobrze: cała ta bajka jest tylko iluzją. Jakiś wybór? Nie. Jakiekolwiek słowa by tutaj nie padły nie będą one słowami, z których dziewczyna byłaby zadowolona. Błyskawice musiały ustąpić, skoro mimo swojego natężenia nie były w stanie wyrządzić krzywdy złotym piaskom, które pochłaniały każde uderzenie.
Racja, Hikari oberwał w sumie rykoszetem i to on najbardziej ucierpiał, bo Kaori jakoś to przegryzła i połknęła, dłonie Hikariego nadal jednak drżały. Świat nie był sprawiedliwy, dlatego nie było nikogo, kto by nad jego losem zapłakał, przecież nie ty, tym bardziej nie Kaori, która znów pokazywała swoje pazurki. Te nieprawdziwe. nieprawdziwe realne, jak cała ta sytuacja zaczynająca się od wczorajszego dnia. Dziewczyna tylko Spojrzała na ciebie z typowym bitch please na twarzy, ale nie było w tym zaprzeczenia. Nie mówiła nie, wysoki sędzio! Nie miała języka..? Och, no skąd mogłem wiedzieć? Kaori nie była głupia. Już po krótkiej walce między uliczkami wiedziała, że nie ma sensu dalej się z tobą ganiać, tak i tutaj, zwłaszcza po twoim pokazie mocy, nie zamierzała igrać z ogniem, którego nie była w stanie oswoić. Dlatego nie mogło pojawić się jakiekolwiek "nie".
- Świetny pomysł. - Odparła tonem, który jednoznacznie nie wskazywał na sarkazm, ale już poznałeś ją do tego minimum, żeby wiedzieć, że ironia to była. Odwróciła znów głowę od waszej dwójki, tym razem całkowicie, żeby nie wyłapać już żadnego twojego spojrzenia. Obrażona księżniczka. Lepiej jednak, żeby była obrażona, a była na pewno, chociaż przy tym spotkaniu i wszystkich doznaniach, które przez nią przechodziły, mieszanka wybuchowa była miażdżąca. Więc lepiej, żeby była obrażona, niż żeby kipiała swoim gniewem. Nieprzewidywalna. Bo jak tu przewidzieć, co jej zaraz strzeli do głowy i czy na pewno będzie taka potulna cały czas?
- Tak jest. - Hikari podniósł się, pokłonił i skierował do drzwi. Słychać było jego kroki z korytarza, a w końcu ciche otwieranie i zamykanie drzwi.
Kaori zerknęła nieco w kierunku gwardzisty - niby tak, że ona to w sumie wcale nie była tym zainteresowana! - a w sumie to tak, że jednak zerkała i pilnowała, czy na pewno osoba, której nienawidziła, albo przynajmniej na którą teraz tą nienawiść przekierowywała, zniknie z jej pola widzenia. Zniknie z tego pomieszczenia. Wtedy poruszyłeś się ty. Odwróciła znów oczęta,
nieco pochylona, opierała podbródek na zgiętej ręce, której zaś łokieć opierała o udo. Zatrzymałeś się przed nią... i nachyleniem zmusiłeś ją w zasadzie do tego, żeby nawiązała z tobą kontakt wzrokowy. Wydawała się naburmuszona w tym momencie. Cofnęła się na kanapie, najwyraźniej uznając, że dzieląca was odległość jest, delikatnie rzecz ujmując, niepoprawna. Nie rozumiała. Nie to, że nie rozumiała twoich słów, rozumiała je aż za dobrze... nie rozumiała twojego spojrzenia. I szukała tego zrozumienia w tych pięknych, złotych oczach.
- Nie jestem głupią, pustą laseczką. Dziękuję mimo wszystko, że jesteś dla mnie tak uprzejmy. Naprawdę to doceniam.
- Tylko dlatego jeszcze nie wybuchłam - czy to się aż nie prosiło do dodania? Wisiało na krańcu jej języku. I nie miało to wydźwięku groźby. - Mimo tych wszystkich wojen i mordów wróg wylądował w domu wroga. Sachiko chyba ma poczucie humoru, co? - Czy ją cokolwiek to interesowało? Jak dotąd wydawała się mieć za nic gospodarza. Nawet nie wydawała się tego doceniać, ale nie powiedziała tego bez kozery. Chciała, byś wiedział. Ty wiesz, że ona wie - taka sytuacja powinna być od początku, ale woleliście milczeć i ten czas... na dziwny sposób był całkiem przyjemny. Nawet w tych dziwnych dogryzkach nie mających żadnego sensu, ucinanych zdaniach, jakbyście znali się od lat. Wstała i... pokłoniła się głęboko. - Dziękuję. - Powtórzyła, po czym powędrowała w kierunku drzwi, bardzo gładko, niebezpiecznie gładko wręcz, rezygnując z całej szopki, którą odstawiała. Udawała ciągle? Czy może tak łatwo panowała nad emocjami? Cholera ją wie. Nagle mogła być naprawdę prawdziwą królewną, która podąża na swoje ścięcie.
Hikari czekał pod drzwiami.
Ruszyliście w kierunku posiadłości damy Sachiko, nie trwała zbyt długo, szybko znaleźliście się na miejscu. Posiadłość robiła wrażenie, ustawiona na krańcach miasta, odosobniona, odgrodzona murem - jak większość bogatych polityków lubiła się odgradzać, ale ciężko było to nazywać murem obronnym - był na tyle niski, że byle wieśniak mógłby się podciągnąć i go przeskoczyć. Zieleń tchnęła tutaj życiem, jak wszędzie w tych rejonach przysypana pyłem piasków, ale wykopana studnia robiła tutaj swoje. Mieli źródło wody - jeśli to nie było wyznacznikiem bogactwa, to już nie wiem, co było! Kto miał wodę -
ten miał władzę. Realne prawo pustyni, gdzie woda była o wiele cenniejsza niż złoto. Bez problemu przeszliście przez bramę, koło strażników i Hikari poprowadził was prosto do wnętrza piętrowego budynku, gdzie zaczepiła was jedna ze służek.
Użyteczna, zdradziła, gdzie pani Sachiko się znajdowała. I w końcu trafiliście do salonu, gdzie kobieta siedziała w wygodnym fotelu, wyglądała na bardzo zmęczoną i znużoną. Odziana w lekkie, zwiewne, czerwone szaty, jej włosy zdobiły złote spinki,
szyję złoty naszyjnik z ciemno-szkarłatnym kamieniem na krańcu, podobny kolor kamienia miały kolczyki na jej uszach.
Złoto wplecione było też w jej ubranie, ale całość była na tyle misternie dobrana, tak delikatna, że nie przytłaczały swoim bogactwem. Były niemal niezauważalne przy zwiewności sylwetki kobiety, ginęły na tle jej czarnych jak smoła włosów.
Zdecydowanie była kobietą, którą każdy zaliczyłby do pięknych. Kompletnie inna od Kaori, emanująca kobiecością, arystokratyzmem. Władzą.
- Pani, goście... - Odezwała się cicho służąca, podchodząc do kobiety, a ta zaraz rozchyliła powieki zakończone gęstą linią rzęs. Jej oczy były równie czarne jak jej włosy.
- Och, Ichirou! Jak cudownie gościć cię w moich progach! Wybacz, nie spodziewałam się ciebie tak rychło. - Zwracała się do ciebie formalnie, elegancką mową, by nie ubliżyć twojej pozycji. Jakby śmiała! Zresztą zwrot z prośbą o wybaczenie i tym, że się nie spodziewała, raczej też był grzecznościowy. Raczej na pewno się spodziewała, skoro Hikari wspomniał,
że kobieta chce się z tobą spotkać. - Kaori, kochanie... jak dobrze cię widzieć, martwiłam się o ciebie. - Niewiasta oczywiście podniosła się z fotela i podeszła w waszym kierunku powoli. - Przygotuj proszę poczęstunek dla gości. Napijesz się czegoś? - Zwróciła się do ciebie.


Zapraszam tutaj
Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 19 gru 2017, o 11:59

Wyprawa rangi B
Chociaż i tak powiedzą, że C

Oto Cisza i ogień - to we mnie i w tobie.
Obrazek
41/∞

Wiesz, sądzę, że to, co formowało się w twojej dłoni, miało kształt słońca. I ono wcale nie wybuchło, rozpadając się na kawałki. Jego blask był po prostu zbyt jasny. Oślepiał. Odbierał wzrok i mowę, przekreślał wszystkie zmysły i pozostawiał w niebycie, nakazując zastanowić się, co to za punkt - ten martwy, pozbawiony wyrazu, w którym się znalazłeś.
Pozbierałeś wszystko, co mogło być przydatne - włącznie z ryo, ty hieno cmentarna. Jak zostało już wspomniane większość dokumentów nie nadawała się do odczytania w całości, właściwie to wszystkie, nie licząc listów, które zostały tylko lekko bryźnięte krwią, nasączył się ich kraniec. Związek? Słońce. Tylko co z tym wspólnego miały listy i cholerna Kaguya? Być może to, że ci mówiła.
Mówiła, że Sachiko to zwykła suka.
Niesienie tych zakrwawionych papierów w rękach, z których ściekała na ziemię krew pojedynczymi kroplami, nie było raczej dobrym pomysłem. Jeszcze gorszym było chowanie ich za pazuchę, jucha okropnie źle spierała się z ciuchów, ale co zrobisz, panie, jak nic pan nie zrobisz. Czasami trzeba się było najzwyczajniej w świecie poświęcić, tak dla większych celów. Problemem było to, żeby wszystkie kartki nie nasiąknęły czerwoną farbą, która bardzo skutecznie rozmywała ślady ołówków i tuszu, którym kartki były poznaczone. Rzeczywiście, całkiem ładnie szło im zbieranie notatek dotyczących wszystkich spraw. Być może była to dobra ręka Jou, który nie tolerował niedopatrzeń, niedomówień i jakichkolwiek błędów - te zaś zbyt łatwo popełniać, kiedy ma się bałagan w papierach. Zawierzać tylko ludzkie pamięci? Oj nie. Sam lider prowadził dokładną dokumentację, więc niczego innego nie wymagał od osób, które były odpowiedzialne za pilnowanie porządku w tym mieście. Tak czy siak co twoje - to zwinąłeś. I teraz przyszło posprzątać ten bałagan, żeby zatrzeć za sobą ślady. Zmywanie krwi ze ściany było upierdliwe. Ty nie mniej twój piasek był bardzo skuteczną gąbką, zwłaszcza kiedy mogłeś poruszać nią z taką prędkością, więc wyczyn nie był niemożliwy. Napis został starty, pozostały tylko bruzdy krwi. Pozbywanie się ich byłoby bezsensowne, dałoby dowód, że ktoś tu coś ścierał, choć pewnie i tak się domyślą. Przetarty ślad na murze tuż przy trupie robił swoje. Wbiłeś miecz w ciało mężczyzny, chcąc upozorować przyczynę jego śmierci i zawinąłeś do domu czym prędzej, dając jeszcze polecenie Kuro, by ten dopełnił formalności. Pozostało modlić się, by nie było świadków tego zdarzenia. Plus jest to, że wszystko trwało dość krótko i nie było dzikich wrzasków, które mogłyby przyciągnąć uwagę pouchylanych okien w domostwach.
Zamknąłeś się w domu i rozłożyłeś notatki na stole. Nie kojarzyłeś nazwisk. Nie było załączonych rysunków twarzy. Czy to możliwe, żebyś miał jakąś rodzinę, o której nie wiesz? W sumie ta, w końcu twój ród nie był kompletnie randomowy, cieszył się sławą, swojego czasu symbol był rozpoznawalny. Więc dlaczego teraz nagle, na przestrzeni ostatnich paru lat, ktoś się obudził i zaczął koło rodziny grzebać? I co najważniejsze - dlaczego, skoro już grzebał, nie grzebał przy tobie? Przy prawowitym przedstawicielu rodziny? Ostatnim. Plus co miał twój medalik z tym wspólnego? Mnóstwo pytań. Mnóstwo pytań i tak mało odpowiedzi... Tylko kogo teraz o te odpowiedzi zapytać? Skąd je wziąć? Chyba najlepiej z głowy tamtego strażnika, tylko jak, skoro umarł o wiele szybciej, niż był w stanie przekazać ci informacje?
Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 19 gru 2017, o 18:30

Gra już dawno przestała toczyć się o zwykłą, głupią pamiątkę rodzinną. Może tak naprawdę nigdy się o nią nie toczyła? Tu chodziło coś większego, coś znacznie większego. Coś, w co Asahi był wmieszany bardziej niż przez zgubę swego naszyjnika. Problem w tym, że nie wiedział, w jaki sposób. Chciał rozwikłać zagadkę, jednak szukanie odpowiedzi było niczym szukanie zgubionego na pustyni amuletu po zmroku. W absolutnej ciemności mógł jedynie działać po omacku, przegrzebywać kolejne pokłady piachu za pomocą swych dłoni i liczyć, że zguba w końcu trafi w jego ręce.
Przybył do swej nieskromnej rezydencji, nalał sobie szklankę wody i wrócił do śledztwa. Rozłożył wszystkie papiery na stoliku, zatopił się w fotelu i pogrążył w rozważaniach. Nawet nie zauważył, kiedy Kuro zjawił się w mieszkaniu i wyłożył wygodnie na kanapie, by uciąć sobie wieczorna drzemkę.
Zatopił swe bursztynowe ślepia w aktach po raz kolejny, ale tym razem analizował już wszystko dokładniej i bez nadmiernego pośpiechu, starając się wychwycić jakieś cenne informacje. Rzecz w tym, że nie wiedział, czego się tak właściwie chwytać. Nie kojarzył praktycznie nikogo z wymienionych osób, tym bardziej nie kojarzył zanotowanych wydarzeń i wspominanych w zapiskach incydentów. Wszystko by jeszcze zrozumiał, tylko co, do cholery, robił tam jego symbol rodzinny? Czyżby jakiś inny Asahi zajmował się podejrzanymi sprawami? Asahi, o którym nie miał do tej pory pojęcia? Praktycznie niemożliwe. Bo niby jak, jakim cudem... Prędzej szło uwierzyć w fakt, że jest w coś wrabiany. Że ktoś już od ładnego szmatu czasu toczy grę, kryjąc się za jego rodzinnym symbolem. Może go sobie przywłaszczył?
Co jeśli ktoś ukradł mu wisiorek, by podstawić go później jako ewidentny dowód zamieszania w te wszystkie spisane w notatkach sprawy? Kurwa.
Ślęczał nad papierami długo, ale na nic się to zdało. Nie wyciągnął z informacji niczego więcej, co ruszyłoby jego analizę dalej. Niczego, co mogłoby stanowić za lekkie pchniecie, które jednak wprawia wszystko w ruch.
Niechętnie oderwał się od sprawy, ale o późnej porze i tak nie mógł nic zdziałać. Zwinął wszystkie papiery i schował je do typowej tuby do przenoszenia zwojów. Potem coś przegryzł, wziął szybką kąpiel, ułożył się do snu. Nieprędko jednak zmrużył oczy na dłużej. Zbyt wiele myśli świdrowało mu umysł.
Pobudką prawie wyprzedził wczesny świt. Szybko się ogarnął i nie tracąc czasu, opuścił dom. Zabrał swoje rzeczy,w tym zwinięte zapiski oraz gurdę zapieczętowaną w zwoju. Ruszył w stronę siedziby głowy swojego klanu. Postanowił wpierw zdobyć informacje na temat bardzo nieprawdopodobny, ale wymagający potwierdzenia. Skoro rodzina Asahi była rodziną shinobi należącą do rodu Sabaku, to musiał istnieć jakiś rejestr, jakiś spis, drzewo genealogiczne, cokolwiek. Ichirou chciał upewnić się co do tego, że jest jedynym żyjącym Wschodzącym Słońcem.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2674
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 20 gru 2017, o 17:53

-> Zapraszam tutaj.
Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shikarui » 11 maja 2018, o 18:05

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
1/60



Słoneczko świeciło, wiaterek lekki powiewał. Tak… to był dobry dzień na sadzenie zimnioków. I marchewek. Pietruszki też. Dlatego Iciru Asashi kupił sobie doniczkę, paletko, konewkę, parę ziarenek i na swoim super balkonie, po którym tak często paradował nago, postanowił zasadzić własny ogródek. “Tak zmienię świat!” - pomyślał, a guupi przecież nie był! Jego świat ograniczał się do złotych piasków oblewanych słońcem, które prażyło wszystko i wszystkich na wiór, ale, ale! Gupi przecież nie był. Na swoim balkonie postanowił zamontować daszek z materiału. ”Od razu zaoszczędzę na olejkach do opalania!” Widzicie, Iciru to był całkiem klawy gość. Wait. Ociru? Iciru? Sama już nie wiem. Nie istotne! Źli bracia bliźniacy byli nawet sympatyczni, jak tylko chcieli i posiadali Mistrza Analizy bez wyprawy po Mistrza Analizy - tacy to właśnie super byli! Bardziej super była tylko Pani Los, która klaskała łapkami radośnie, widząc, jak czarnoziem wypełnia donice i czekając, aż z papierowych torebek wysypane zostaną ziarenka. ”Wreszcie dzieci w Atsui będą miały co jeść!” Jeśli dobrze pójdzie to nie tylko w Atsui! Rozprowadzanie zimnioków rozpocznie się na masową skalę i niejeden na Samotnych Wydmach da się zaskoczyć. Nie ma co do tego wątpliwości! Jak jeszcze na stragany wjadą marchewki i pietruszki to wszystkim galoty pospadają z zazdrości, podziwu i… z czego tam jeszcze pospadać mogą. Tak właśnie Iciru Asashi, ostatni, dumny przedstawiciel swojego rodu, postanowił rozpocząć swoją nową przygodę pełną przemocy, napięcia i depresji motylków, szczęścia i kolejnych godzin spędzonych na śledztwie z przekonaniem, że już nic gorszego nie może go spotkać od rzeczy poznanych i napotkanych. W końcu jakiemu bożkowi chciałoby się sprowadzać coś bardziej ambitnego od samuraja na drogę tak znamienitej osobistości..? Zwłaszcza, że potem znowu słyszysz płacz w swoim uchu: ”no przestaań, to bolii! Zostanie blizna!” - nie, nie o to, że umiera, że umarł, że to koniec, nie. BĘDZIE BLIZNA! I będzie źle się królewicz prezentował w trumnie!!! A to przecież cały sens jego istnienia, jego spełnienie, muza! Dlatego po prostu trzeba mieć chociaż odrobinę przyzwoitości i po prostu załatwić wielotygodniowe kopanie ziemniaków na własne życzenie.
Zupełnie, jakbyś zapomniał, Przyjacielu, byś uważał na życzenia.
Niektóre mogą się spełnić.
(Ale po tych ziemniakach ta groźba zabrzmiała klawo, no nie?)
Po powrocie z turnieju niewiele się zmieniło w rodzinnym domu Władcy Kuwety. Wszystko toczyło się starym rytmem, poznajesz? Te same twarze na straganach, te same uśmiechy, zupełnie jakby ludzie nie dostrzegali, że świat się zmienił, a oni powinni zmienić się razem z nim, ale może to i lepiej. Chyba wystarczy rewolucji jak na następne stulecie, co, Ichirou? W niesprzątanym przez nikogo lokum zebrało się trochę kurzu, ale to nic, wystarczy do pracy zagonić jakąś sprzątaczkę. Upora się z tym raz dwa. Wrażenie, że nie było cię tutaj całe wieki przesiąkało przez wszystkie mury. Przemawiało do ciebie ciszą, lekkim dreszczem i przyjemnym chłodem, który zapewniał kamień chroniący przez miłą sercu Sol. Niektóre kobiety po prostu trzeba było kochać bez względu na to, jak okrutne czasem były, bo jeśli nie okazywało się im wystarczająco wiele sympatii - były jeszcze gorsze. A tak? Przejdzie im. Każdej prędzej czy później przechodziło, jeśli nie była zwykłą zołzą. Pod drzwiami nie czekała żadna zapomniana korespondencja, która czekałaby na otworzenie i zapewniała, że ktoś jeszcze o tobie pamięta, tęskni i dba - właśnie o twoją osobę. Chociaż przecież to lepiej - brak zobowiązań to brak niepotrzebnych kłopo… ach nie. Była jedna, niewielka koperta pachnąca Orchideą. Wystarczyło sięgnąć po nią długimi palcami stworzonymi do tego, by pieścić niewieście ciało, które nie zostały skażone trudem wojen i doczesnego życia. Mężczyzna idealny, co? Doświadczony w sposób nietykalny. Zupełnie tak, jak wschodzące słońce doświadczało nocne niebo, zmieniając jego barwę, ale nie będąc w stanie naruszyć idealnych krągłości Luny.
W środku koperty był krótki liścik napisany średnio zgrabnym pismem, ale nie koślawym. Po prostu postawione znaki nie miały tego szlachetnego, artystycznego rysu - och cóż, każdy miał swoje talenty, prawda? Ważne, że tylko rozchyliłeś papier, lekko przyróżowiony na bokach, a już widziałeś przyjemny uśmiech różowowłosej dziewczyny z twojej ulubionej knajpki. Nie musiałeś nawet spoglądać na podpis, po prostu wiedziałeś.
”Szanowny Panie Ichirou,
Jak się masz? Wszystko już dobrze? U nas w Promyku nadal jest trochę smutno po utracie koleżanki. Przykro mi, że narobiła Panu tylu kłopotów, ale to była dobra dziewczyna. Naprawdę! Słyszałam, że potrzebowała pieniędzy na operację matki, która była ciężko chora. I podobno to Ona miała Pana otruć, ale odmówiła, dlatego ją zabili. Straszne. Straszne, że mogło się Panu stać coś złego! Poza tym o zmarłych nie wypada źle mówić.
Słyszałam, że pojechał Pan do Lodowego Królestwa. Wspaniale! Na pewno przyda się Panu podróż! Mam nadzieję, że będzie się Pan dobrze bawił i nie zmarznie w białym puszku śniegu. Koniecznie powinien Pan przyjść do Promyka i opowiedzieć mi o wszystkim!

Z wyrazami szacunku,
Akemi.”


Słodziutki aniołek, nimfa, która wydawała się nieskażona chciwością, samolubnością i namiętnością ludzkich ciał. Taka się wydawała, ale przecież już doskonale wiedziałeś, że pierwsze wrażenie nigdy nie jest tym ostatnim. I te literki, takie zabawnie niezgrabnie, równie niewinne co niewinna była osoba je stawiająca, były jak przepowiednia - mapa, która potrzebuje tylko postawienia na niej znaku “x”, by poruszyć się do przodu, ale to pewnie wszystko wina tego głupiego snu - snu, o którym ktoś taki jak ty z pewnością zdążył zapomnieć ze dwa razy. Albo i trzy.
Tak czy siak - oto jesteś.
Witaj w domu.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 11 maja 2018, o 20:18

Czyżby to był początek historii o tym, jak Asahi Ociru zastał Atsui kościane, a zostawił ziemniaczane?
Tak, poznawał te same stragany, te same twarze, tę samą wioskę. Jak na standardy shinobi młody już nie był, ale bez przesady, żeby miał aż takie problemy z pamięcią. Jego absencja nie trwała przecież tak długo! Zorganizowany na końcu świata festyn i towarzyszący mu turniej trwał raptem dwa dni. Dodając do tego nawet dość długą podróż, to i tak wrócił migiem w rodzinne tereny. Niektórzy mogliby nawet nie zauważyć jego nieobecności. Przecież nawet pojedyncze misje potrafiły przeciągnąć się dłużej, a i sam brązowowłosy nie był na stałe uwiązany do swej osady i czasem zdarzyło mu się wybyć gdzieś na trochę. Może nie w takim stopniu jak za szczeniackim lat, kiedy to chyba nawet ze dwa lata potrafił hulać po kontynencie, no ale wtedy były zupełnie inne czasy i priorytety.

Och, nie przesadzałbym jednak z tym marazmem. Jak już było wspomniane, Ichirou miał swoje lata, ale jednak wciąż był skory rewolucji. Oczywiście takich, które miałyby przełożyć się na świetność jego klanu, czy nawet górowanie Wydm nad resztą kontynentu. Póki co takowe śmiałe myśli pozostawały jednak nieśmiało w głowie złotookiego, który zamierzał zdradzić je światu dopiero po uprzednim przygotowaniu.
Dobra nowina - na czas jego absencji nikt nie zdemolował mu mieszkania. I chyba nawet nie okradł. No, tak to przynajmniej wyglądało - nieskromna rezydencja stała tam, gdzie stać powinna. Okna z zewnątrz nie wyglądały na wybite, drzwi były zamknięte tak, jak były. No normalnie żyć i nie umierać, ma się ten respekt i status w lokalnej społeczności, że nawet przestępcy wolą usunąć się na bok i znaleźć inną, mniej groźną ofiarę.
Wreszcie zjawił się w swoim małym królestwie. Nie, nie chodziło tu jeszcze o wielkie Imperium Wschodzącego Słońca, tylko o jego własne cztery ściany. Zakurzone cztery ściany, należy dodać. Mimo, że nie było go dosyć krótko, to i tak zdążyło się tego cholerstwa wszędzie nazbierać. Uroki życia na pustyni, psia jego mać.
Co ciekawe, ktoś zostawił mu list. I jak się okazało, nie były to żadne przykre rzeczy. Wręcz przeciwnie. Ohooo, ktoś się o niego martwił! Jeszcze trochę, a Iczir poczułby się kochany. Cuda jednak się zdarzają.
Faktycznie, nie musiał czytać podpisu, by rozpoznać, kto napisał tę wiadomość. Ach, Akemiś, urocza Akamiś. Aniołek w sam raz dla Diabełka Świtu. Naprawdę lubił tę dziewczynę. Nie chodziło tu tylko o wygląd, tylko o przyjemną aurę, którą wokół siebie roztaczała. Słodka, niewinna i bez skazy. Aż szkoda byłoby jej tę niewinność odebrać. No dobra, bez przesady.
Wolał kazać poczekać kurzowi niż różowowłosej. Ogarnął się jedynie po podróży - urządził sobie szybką kąpiel, wypachnił się perfumami, poprawił włoski, ubrał świeże ciuchy. Potem opuścił swoją nieskromną rezydencję i ruszył do znanego mu lokalu - Promyka Słońca, by spotkać się tam z promyczkiem dobra w tym zakłamanym świecie.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2674
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 12 maja 2018, o 14:43

Gorące wiatry i porywcze burze piaskowe tak naprawdę nie zmieniały w znacznym stopniu krajobrazu pustyni. Może i pokłady piachu wędrowały z jednych miejsc w inne, ale taka już natura tych kwarcowych drobin, których na Wydmach i tak było bez liku. W szerszej perspektywie nie miało to jednak znaczenia. Ważniejsze było to, że piaskowe zamiecie wpływały na kształt istotniejszym elementów otoczenia. I faktycznie wpływały, ale w sposób bardzo znikomy. Bo ile czasu musiało upłynąć, ile wiatrów musiało zawiać, by nadać piaskowcowi inną geometrię? A przecież Asahi był już właśnie taką figurą ze skały, której przez długie lata bóg piękna pod czujnym okiem samej Amaterasu nadał takie, a nie inne kształty. Został wykuty na króla powierzchowności, więc czemu się dziwić wspomnianą wcześniej samotnością? Ten majestatyczny posąg był z zewnątrz zbyt piękny, by bezczelnie rozłupywać go młotem i sprawdzić, czy równie piękne jest jego wnętrze.
Tak długo, jak laleczka zamierzała odgrywać swoją rolę i ubierać się w nowe sukienki, tak długo Ichirou nie zamierzał niepotrzebnie wnikać w szczegóły i doszukiwać się jakichś ukrytych pobudek. Nawet jeśli, to niespecjalnie mu przeszkadzało, że u Akemi górę daje powierzchowność. Że miałaby to robić tylko dla zazdrości koleżanek? I bardzo dobrze, bo przecież było czego zazdrościć.
Spośród wszystkich zebranych w Promyku Słońca, prawdopodobnie był tym jedynym zupełnie spokojnym i nieprzejętym nadciągającymi anomaliami pogodowymi. Nie była to jednak pewność siebie, nie było to lekceważenie sił natury, lecz świadomość swoich możliwość. Owszem, wiedział, że mimo wszystko próba zapanowania nad burzą piaskową to jak siłowanie się z osłem – męczące i bez sensu, ale na dobrą sprawę to on tutaj przecież był władcą piachu i to na jego melodię ziarenka pustyni odprawiały taniec.
- Ja też cię nie będę kłopotał i nie nadużyję twojej gościnności - odbił piłeczkę w temacie kłopotania się, bo już dziewczyna trochę przesadzała z tą skromnością i mogłaby pozwolić sobie na więcej spoufalenia. Chociaż, może to dlatego Ichirou ją polubił? Gdyby właścicielka tych głębokich, błękitnych oczu była bardziej bezpośrednia, zapewne ich znajomość byłaby znacznie bardziej... przelotna, a przez to i krótsza. No a swoją drogą, to nie zamierzał pakować się jej na chatę, nie wiedząc, czego tam może się spodziewać. No jak już można było się domyślić, żyła z rodziną, a rodzinom brązowowłosy mówił stanowczo nie. Gdyby mieszkała sama w swoim gniazdku, to pewnie i by się skusił na zaproszenie. No, nie oszukujmy się, herbatkę to Ichi mógł wypić w Promyku albo w swoim skromniutkim domku.
Nie spodziewał się jednak, że Akemi mieszka w takim, a nie innym miejscu. Czyżby stamtąd pochodziła, czy była tam bardziej w roli pomocy? Och, to w sumie nawet do niej pasowało i dodawało jej uroku. Aż jeszcze bardziej chciało się ująć ją za delikatną rączkę i wprowadzić w świat pełen bogactwa, blasku i przepychu. Tak przynajmniej na chwilę, choćby na jedną noc.
Innym razem. Teraz tylko pożegnał się z nią ciepło, ale bez szczególnych czułości. Chłodnym spojrzeniem bursztynowych oczu powiódł za tym, jak zgrabnie przemykała w stronę swojego domu, by później już samemu, odrobinkę żwawszym krokiem, ruszyć w swoją stronę. Okolice targał już mocniejszy wiatr.
Zamknął się w swych grubych czterech ścianach. Upewnił się, że wszystkie okna i inne otwory są szczelnie domknięte, by piach nie wdarł się do środka, a potem oddał się czynnościom, które raczej nie warte były nadmiernego roztrząsania. Ot, kąpiel przy muzyce szalejącego wichru, wino przy melodii piasku stukającego w ściany budynku, sen przy szepczącej do ucha samotności.
Z nieco większym trudem niż zwykle, otworzył nieco przysypane piachem drzwi swego tarasu. Podpełznął do balustrady, po drodze ospale się przeciągając. W międzyczasie doszedł do wniosku, że pasuje kogoś nająć, żeby zajął się tym bajzlem, który powstał na balkonie. No hej, przecież miał już jakiś status i nie zamierzał zajmować się takimi pierdołami jak sprzątanie.
Tak czy inaczej, oparł się o poręcz i omiótł spojrzeniem chaos powstały w ubiegłą noc. Ludzie na dole załamywali ręce, liczy poniesione straty, próbowali przywrócić do porządku swój dobytek. A on? O, tak stał sobie tak po prostu, z w miarę dobrym humorem. Bez ubrań, bo w sumie ledwo co wstał. Przywitał się ze swoją koleżanką Amaterasu i dopiero się zaczął zastanawiać, dokąd doprowadzi go dzisiaj ulotny zapach orchidei.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2674
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shikarui » 12 maja 2018, o 15:54

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
11



Obserwator życia. Nie kat, nie nauczyciel. W obserwacji było doprawdy coś boskiego, nie sądzisz? Zupełna bierność, kiedy doczesne problemy nic cię nie obchodziły, a jednak i tak stałeś na tym jednym balkonie i spoglądałeś na to, co się dzieje w dole. Po równo i na to, co działo się na błękicie, bo choć po nim nie przemykała nawet najmniejsza chmurka, to w twoim spojrzeniu działo się tam równie wiele co między ludźmi. Ulica i rynek, na który miałeś wgląd, pochłonięta była pracami. Przerywnikiem codziennej rutyny, którą znałeś już na pamięć. Kiedy minął ten pierwszy dzień twojego pobytu rezydencji? Chyba już wtedy wpadł tutaj zapach kwiatów, które twoja sąsiadka posiadłość obok hodowała na balkonie i której dzieci przysiadały za balustradami, przez co nie dało się ich dojrzeć pomiędzy bladymi, jasno-różowymi płatkami. Nigdy nie hałasowały. Albo to dom był za daleko, żebyś słyszał ich hałas. Czasami się zagalopowały i rozlegał się ich pisk. Wtedy kobieta wychodziła z wnętrza budynku i uciszała je, pochylając się. Ginęła wśród kwiatów tak jak ginęły one. Mimo tego, że donice obrastały zielenią, którą niewiasta pielęgnowała, cieszyły oczy bielą, to jedynym wyraźnym zapachem był zapach tylko kilku kwiatków, które jako jedynie nie ginęły w krajobrazie twojej codzienności. Ciekawe czemu tak było..?
Może to dlatego, że Akemi przypominała bezbronną, lichą orchideę w całej jej pięknie. Albo to orchidea przypominała dziewczynę, która zamieszkała między innymi drobnymi kwiatami, chowając się w cieniu dłoni, które były w stanie uchować ją przy życiu.
Nawoływania robotników były ci już bliższe niż dźwięki tego, co się dzieje po sąsiedzku - niby tak blisko, a jednak dzieliła was szerokość ulicy. To wystarczyło. Wystarczyło też do tego, żebyś nie miał żadnych oporów pokazać światu piękno swego ciała, z którego zniknęły blizny. Czas miał leniwy wymiar tylko dla ciebie. Chodź na balkonie zawitały hałdy piasku to masz rację - krajobraz pustyni nie zmienił się wcale. Zmieniał się cały czas. Jedna burza piaskowa w tą czy w tą - co za różnica? Wydmy zmienią swoje położenie, ale przesuwały się cały czas pod wpływem wiatru, nie potrzebowały do tego gwałtownego zrywu, spotkania dwóch frontów powietrza. Tak siedzieliśmy tu razem. Najpierw zachwyceni, jak dzieci pierwszym haustem świata, podziwiający potęgę natury. Potem znudzeni, wiedząc, że choć nadciągnęła burza, to nie przyniesie ona żadnych zmian, które mogłyby istotnie wpłynąć na nasze życie. Twoje, moje - co za różnica. Tych w dole - tak, jak najbardziej. Przecież wznoszą ręce do nieba, biadolą. O czym? Nie słyszysz. Ja też nie. Może to huk piasku nas ogłuszył..? Wznosi ręce do nieba i usta same układają się w dźwięki, które mój umysł sam wytwarza w “chwała Peloorooowii..!” Nie wiem, jak twój. Ile to już czasu minęło, mój drogi, od kiedy burza uderzyła w progi twoich drzwi? Może to ten dom był przeklęty. Może to w którymś obrazie zamieszkał duch, który ciągnął cię za przycięte kosmyki włosów - krótkie, ale nie krótkie na tyle, by nie muskały w ten kuszący sposób twojego karku. Z drugiej strony cały świat był teraz spokojniejszy. Kwitł mimo burz. Nie zmieniał się mimo zmian.
Twój świat - to Nasz jedyny świat.
Nie miałeś żadnego problemu ze zorganizowaniem osoby, która posprzątałaby ci balkon i cały dom. Chętnych było pełno - i pewnie między nimi równie pełno złodziei, ale przecież nie skorzystałbyś z usług byle kogo! Na pewno nie pierwszego lepszego żebraka z ulicy, który więcej by przyniósł syfu niż rzeczywistego pożytku. Oczywiście bez wątpienia w twoje wielkie serce i hojność, którą potrafiłeś okazać. W załączniku ze wspaniałomyślnością. Drobna opłata, drobna jak na twoją kieszeń i twój dom lśnił i pachniał. I nie był to zapach orchidei.
Minęło parę dobrych godzin, zanim burza uderzyła w twoje drzwi.
Była naprawdę malutka i jak strzała pędziła w kierunku twojego domu. Nie miała różowych włosów. Chyba ją jednak poznawałeś? Minimalnie. Burza orzechowych włosów o miedzianym poblasku i buźka usłana piegami. Chyba podobny chłopiec witał Akemi u progu jej domu. Chyba. Te dzieciaki wszystkie były do siebie podobne, a w cieniach nocy, nawet jeśli po otworzeniu drzwi wszystko zalał blask ciepłego światła świec, wszystko wyglądało inaczej niż w dzień. Gdybyś siedział na balkonie z pewnością byś tą torpedę zobaczył. Mogła kierować się gdziekolwiek - uliczek było od groma i tych głównych i tych głównych na uboczu. Biegało tu takich od groma i nie było żadnego powodu, żeby sądzić, że akurat ten jeden pobiegnie w twoim kierunku - w stronę twoich drzwi, w stronę twojego świata. W stronę twojego “braku problemów”, żeby wymazać śliczne słowo “brak”.
Chłopiec, który zastukał w twoje drzwi tak, jakby się paliło - walnął w nie parę razy otwartą dłonią i z niecierpliwością zaczął uderzać dalej, jeśli nie otworzyłeś natychmiast, nie mógł mieć więcej jak 12 lat. Nieco pucołowate policzki nie czyniły z niego grubaska. Wyglądał mizernie, ale przystępnie jak na… jak na dziecko? Jak na dziecko, które chyba nie miało bogatych rodziców, którzy zapewniliby mu najpiękniejsze ciuchy ostatniego krzyku mody. Spoglądał na ciebie piwnymi oczyskami, zaciskając usteczka w wąską linię. Skupienie. Gościło na jego twarzy i przewiercało cię na wskroś. Wbijało się w twoje ciało przekonaniem, że misja, którą przynosił w swoich dłoniach, sprawa, która tkwiła w jego głowie, była najważniejszą sprawą na świecie. Tym jego świecie - a twoim?
- Panie Ichirou, Pani Akemi zniknęła! Tylko Pan mi może pomóc!
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 12 maja 2018, o 16:45

Wydawałoby się, że ci ludzie na dole są tak blisko, może nie na wyciągnięcie ręki, ale przynajmniej na wyciągnięcie piasku tańczącego zgodnie z wolą bohatera o złotych ślepiach. Mimo tego byli oni zupełnie z innego świata. Fakt, widzieli się nawzajem, a ich światy namacalnie się przenikały, ale to i tak były dwie zupełnie różne opowieści. Byli zwyczajnymi błahostkami. Przejmowali się sprawami, które dla górującego nad nimi Słońca były praktycznie nieistotne. Efekt wczorajszej pustynnej zamieci był dla wielu ogromnym zmartwieniem, zapewne utratą części majątku, wartej dni, a może i tygodnie ich pracy. A dla niego? Ot, irytująca drobnostka, jak pyłek, który osiadł na ramieniu.
Być może pełno było złodziei, ale czy którykolwiek naprawdę chciał sięgać po dobytek Sentokiego? Wszak w wiosce było wiele łatwiejszych i bardziej opłacalnych celów. Rabuś wcale nie musiałby spoglądać daleko, bo przecież tuż pod rezydencją władcy piasku rezydował jubiler. Nie oznaczało to rzecz jasna, że Ichirou był zupełnie nierozważny i przyjmował byle kogo do domu, o nie. W kwestii ogarniania jego nieskromnego lokum raczej stawiał na zaufane osoby, do których przynajmniej miał choć trochę pewności. Prawdopodobnie i tym razem najął jakąś młodą dziewczynę, z dobrego ale ubogiego domu, która za sumienną, wcale nie tak ciężką pracę zarobiła trochę grosza na utrzymanie siebie i swojej rodziny. Co jak co, ale w temacie płatności za wszelakiego rodzaju usługi Ichirou był dość hojnym klientem, szczególnie w kontaktach z płcią przeciwną. Być może dlatego był tak bardzo lubiany przez kelnerki wszystkich lokali w Kinkotsu.
Swoją drogą, to ta hojność okazała się inwestycją, która zdążyła się już zwrócić i to ze sporym przebiciem. Może gdyby był dusigroszem i nie zdobył sympatii tamtej kelnerki już dawno otruty gryzłby piach?
Ledwo przywrócił swój świat do porządku, a los znowu przywiał mu burzę. Tym razem jednak znacznie bardziej porywistą.
- Co? - wycedził w sumie bez zastanowienia, wyraźnie zaskoczony słowami chłopaka.
Oczywiście, że Akemi była częścią jego świata, przecież zdążył już ją zaprosić. Nie podobało mu się natomiast, że ktoś obcy postanowił zaburzyć ład jego świata.
- Kiedy? Ostatniej nocy, dzisiaj, przed chwilą? - Od razu przeszedł do sprawy, chcąc wyciągnąć od pucowatego dzieciaka jak najwięcej informacji. Krótkie “kiedy” mogło nie wystarczyć, żeby ten zrozumiał, o co chodzi, stąd kilka dodatkowych pytań, które miały zaznaczyć, że Asahiemu chodzi o jak najbardziej szczegółowe określenie czasu.
- Albo wejdź do środka. I powiedz mi wszystko, co wiesz, jeśli mam pomóc ją odnaleźć - odrzekł moment później, wpuszczając młodzieńca do środka. Zamykając drzwi, wyjrzał jeszcze przez próg, by upewnić się, czy gdzieś czasem sytuacji nie obserwując jakieś inne dzieciaki, tak jakby to był jedynie głupi żart.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2674
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shikarui » 12 maja 2018, o 20:54

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
13



Nie musiałeś być znawcą ludzkich wnętrz, by widzieć, że te piwne oczy zakrywały się chmura łez podobną do tych chmur piasku, które tak szczodrze zamiatały ulice miasta zeszłej nocy. Nie płakał. Zwierciadła duszy nie szkliły się tak, jakby miał zaraz wybuchnąć płaczem. Dusza płonęła, wysuszała więc wszystkie łzy, które mogłyby wypłynąć spod powiek. Młode pokolenie - czy dla takiego warto było walczyć? Chronić wioskę, swój ród, żeby widzieć takich małych mężczyzn, porzuconych, bez rodzin, rosnących w przeświadczeniu o tym, że płacz niczego nie zmieniał? Rozmywał tylko świat - nic poza tym. Słona woda nie urzyźniała gleby, nie przywracała zmarłych do życia, nie leczyła chorób i ran. W zamian za nic nie dawanie zabierał energię i czas. Mimo to widziałeś chmurę. Smutek, zaniepokojenie - niemal słychać w ciszy twojego mieszkania, jak mocno uderzało serce tego dzieciaczka. Rozbijało się o ściany. Słyszysz? Wiem, że nie. Jesteś głuchy i ślepy, Przyjacielu. Odważny, bo odporny na piasek, a ten sam piasek przetarł ci oczy już tyle razy, że uczynił cię ślepym i tyle razy uderzył hukiem w uszy, że uczynił cię głuchym. Wspomnienia pozostały. Wszystkich dźwięków, uderzeń serc i odczuć, które rozłożyły się w kąciku głowy jak prześcieradło, które strzepnięto nad łóżkiem. Rozkładało się i opadało miękko na materac, jakby jego lot był zaplanowany w tym jednym, prostym ruchu. Nigdy nie był. Zawsze materiał trochę się wyginał, wykręcał, tworzył nierówności. Należało go wygładzić, poprawić, pociągnąć trochę z tej strony, trochę z tamtej - dopiero wtedy powstawał ideał. Wtedy postawał człowiek zbyt ułożony, ponaciągany i wyrównany, żeby odczuwać jeszcze niedoskonałości dzieciństwa. Piasek szlifował lepiej niż nóż, więc dlaczego wciąż miałeś na sobie tak ostre kąty..?
- Zniknęła! Pobiegła za Kaito i zniknęła! - Nic nie mogło być wyraźne, kiedy burza grzmiała. Ach nie, przecież już ucichła. Posłuchaj tylko samego siebie, dumny potomku rodu Asahi. Nie brzmisz na zbyt oddalonego? Heh, przyjdzie mi to teraz wypominać tobie co każdy krok. Zamieszkam w twoim cieniu, może nawet w twojej kieszeni? Zbuduję pomnik, trwalszy niż ze spiżu, szukając w tobie tego, czego już od dawna tam nie ma. Próbując pobudzić emocje, których pobudzenie było tylko czystą mrzonką - więc powiedz, czemu mimo to próbowałam..? Czem tak mocno próbował ten chłopiec, tak strasznie wierzą w to, że jesteś jego jedyną nadzieją? Jeśli nawet nie byłeś bogiem, to w tej krótkiej chwili byłeś nim w pełni. W świecie, który powstał ze zderzenia twojego i tego małego chłopaczka, który powiedział, że w tym twoim coś się właśnie zmieniło. Straty liczone w dzbanach czy straty liczone w ludziach?
Złapał głęboki oddech i słowa zamarły na jego wargach. Nie dlatego, że nie mógł mówić, że się zapowietrzył. Pytania padły - niby jedno, dotyczące tego samego, ale to było przecież tylko dziecko. Im więcej słów tym więcej przemielić musiała jego głowa.
- Zaczekaj, Taichi..! - Usłyszałeś żeński głos na klatce schodowej - na tych schodkach, na końcu których do wnętrza wpadał blask słońca i rozbijał się na ścianach. Te same ściany niosły zasłyszany przez ciebie głos. Tylko właścicielki nie było jeszcze widać - jedynie jej cień… i w końcu rękę, która oparła się o nagrzany mur, a po chwili pochyloną głowę, która nawet nie zaglądała do środka. Niewiasta pochyliła się, oddychała ciężko, tak to wyglądało. Najwyraźniej z ich dwójki to właśnie ona zapowietrzyła się bardziej od dzieciaka, który cię nawiedził. - Zaczekaj… - Tak, zdecydowanie była zadyszana. Musiała biec za chłopcem. Jakby na to nie patrzeć - chłopaczek również oddychał dość intensywnie, na jego skroniach perliły się pojedyncze kropelki potu. Odwrócił się w stronę głosu, ściągnął brwi. Już miał wchodzić. Już miał też mówić, że lepiej poczekać na opiekunkę… i właśnie puścił się biegiem w jej kierunku, zeskakując po jeden stopień, żeby zatrzymać się przy Ayumi, bo tak miała jego opiekunka na imię, i dotknąć jej ramienia jedną ręką, a drugą położyć na plecach.
- Po co Pani biegła..! - Niby wyrzut, a jednak więcej w tym było niepokoju niż wyrzutu. Tachi, jak chłopaczek został nazwany, obrócił się przez ramię, żeby upewnić się, czy ciągle stoisz w drzwiach, z jakąś obawą w oczach i ciągłym przejęciem, które budowało jego “ja” na wzór machiny bojowej, która gotowa jest naprawdę na wiele. Dlatego sunie do przodu. Dlatego upewnia się, czy jej cel jest nadal na radarze i nie zamierza się z niego usunąć. - Pani, Pan Ichirou patrzy… - Próbował jej szepnąć z lekkim zniecierpliwieniem. I obawą, ha. Jakie spojrzenie - taki wzrok. Uroki dzieci. Kiepsko im wychodziło kłamanie, dopóki w kulcie kłamania nie były chowane.
- Pan Asahi..? - Ayumi spojrzała najpierw na chłopaczka przy sobie, a potem uniosła spojrzenie na ciebie. Była to starsza już kobieta, spokojnie koło sześćdzisiątki. Zmarszczki na twarzy, posiwiałe już włosy, lekko przykurczona. Garb jej się szykował na starość - o ile tej starości dożyje. Miała już bliżej niż dalej. Mrużyła lekko oczy, kierując je na górę schodów. Światło nie mogło jej razić - choć może? Ten twój wewnętrzny blask, może to było to. - Och, na miłość bogów, przepraszam pana najmocniej. - Chłopczyk podtrzymywał starszą kobietę, kiedy ta starała się przyjąć pozę, jaką wypada przed kimś o wiele bardziej istotnym rangą. Ona, ubrana w szaty równie wątpliwej jakości co te okrywające chłopaczka, albo i jeszcze gorsze, materiał wyglądał na starszy, bardziej znoszony. Więcej razy pocerowany. - Najmocniej Pana przepraszam… to taka nagła napaść na pana czas, nie chciałam kłopotać, nie zdążyłam tego trzpiota złapać porę… Jest mi tak wstyd…
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 13 maja 2018, o 07:43

Smutne spojrzenie zaszklonych oczu niespecjalnie nim wzruszyło. Nie był człowiekiem ckliwym. Wręcz przeciwnie, był zaprzeczeniem ckliwości. Wszystkie tragiczne wydarzenia, które go dotknęły - a było ich kilka - nie wywoływały u niego ulewy lub nawet mżawki, tylko samą burzę, iskry bez deszczu. Chociażby wtedy, kiedy cały jego dotychczasowy świat legł w gruzach włącznie z najbliższymi, nie uronił łzy, tylko zalał się gniewem. Gniewem, który był w stanie zmienić pustynię bardziej niż wiatr przenoszący wydmy w inne miejsca.
No i poza tym nie przepadał za dzieciakami.
Czy na pewno stałaś w odpowiednim cieniu, chowałaś się we właściwej kieszeni? A może błądziłaś po tej rozległej pustce zupełnie po omacku, przez co nie mogłaś odkryć, że to miejsce pustką do końca nie jest. Że coś tu jednak było, choć nie było tu tego za wiele.
Nie trzasnął drzwiami tuż przed nosem bachora. Stał dalej i słuchał nieskładnych wyjaśnień, z których wynikało tyle co nic. Być może nie był już sobą. Być może patrzyłaś się w niewłaściwy obraz. Obraz zapatrzonego w siebie, próżnego hedonisty, który faktycznie stał teraz w progach swojego domostwa, ale który dokonał zbyt wiele, by być jedynie zapatrzonym w siebie, próżnego hedonistą. Czy te wszystkie działania i poświęcenia dla piaskowego rodu nie był zaprzeczeniem tej próżności?
- Gdybym jeszcze wiedział, kim jest Kaito, to byłoby dobrze - mruknął trochę z przekąsem, nie ukrywając swej irytacji. Nie doczekał się jednak odpowiedzi, bowiem wtedy pojawiła się trzecia osoba. A właściwie jej głos, dobiegający gdzieś z dołu. Starsza kobieta z trudem doczłapała do miejsca, z którego już była widoczna dla brązowowłosa. Sądząc po wymianach zdań, była opiekunką pucowatego chłopaczka. Z dużą pewnością można było przypuszczać, że są z tego samego przytułku, z którego pochodziła Akemi.
Serio, nie dało się dłużej ociągać? Patrząc się na nich z góry, Ichirou nie trudził się w ukrywaniu swojego grymasu niezadowolenia. Był lekko poirytowany faktem marnowania jego czasu. No bo ileż można było czekać. Ten ją najpierw szarpał za spódnicę, ta próbowała przywrócić siebie i podopiecznego do ładu, potem jeszcze te uniżone przeprosiny. Jeżeli jego najulubieńsza kelnerka naprawdę zginęła, to zdążyłby już ją w tym czasie odnaleźć i wypić z nią niedokończoną wczoraj herbatkę. Do rzeczy, ludzie…
- Ech, no dobra. - Westchnął cicho i machnął przy tym ręką tak jakby od niechcenia. No już zrobił im tę łaskę przecież i postanowił łuchać, nie.
- Ten trzpiot powiedział mi, że Akemi zginęła. Czy to prawda? - rzucił krótko do kobiety, licząc, że przynajmniej od niej może dowie się czegoś konkretnego. No jeżeli już i tak poświęcił trochę czasu na dzieciaka i teraz na nią, to już wolał pociągnąć dalej temat i doinformować w kwestii, która odrobinkę go nurtowała.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2674
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shikarui » 13 maja 2018, o 09:11

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
15



Kto by lubił dzieci? W świecie shinobi nie było dla nich miejsca. Śmieszne, bo każdy z nas tym dzieckiem kiedyś był. Z takich knypków jak ten tutaj wyrośnie przyszłe pokolenie wojowników, którzy jako następni będą bronić ziem teraz bronionych przez ciebie. Więc może źle spoglądasz na to dziecko? Tak jak ja na nie źle spoglądam. Tak, jak źle spoglądam na ciebie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kiedy siedzisz w ciemnym pokoju, sam na sam ze sobą, chyba nauralnie szukasz towarzstwa. Czy nie? Jak to działa? Wychodzisz wieczorami, żeby te wieczory spędzić na spacerach, niczym starzec, który musi parę(set) razy odwiedzić jedną tą samą alejkę, żeby mieć pewność, że zapisał w pamięci każdy jej metr. Zapamiętał każdy szczegół, każdą osobę, która tam mieszkała i pracowała, bo tutaj naprawdę niewiele się zmieniało. Ten odległy od twojego świat, który tylko mijałeś i obserwowałeś - z tego samego balonu, na który jeszcze wczoraj mnie zapraszałeś. Nie wiem teraz, czy to Ja szukałam towarzystwa, czy chciałam uwierzyć, że to Ty go potrzebowałeś. Burza była wtedy taka piękna… I takie piękne były twoje oczy, w których wirujący piasek wyglądał jeszcze bardziej doskonale. Żadne inne lustro nie było w stanie im dorównać - bo w żadnym nie czuło się tak pięknym. Pora chyba jednak odpuścić. Ten świat się już nie przechylał. Stał stabilnie, wbity bardzo głęboko w glebę, która była w pełni twoja, nawet jeśli twojej skroni nie zdobiła złota korona i zabrakło paru pereł, którą moglibyśmy ją przyozdobić. To jeszcze nie czas, tak sądzę. To, czym można było żonglować i obracać do woli, stało się nagle zbyt ciężkie dla głównego narzędzia Losu - Przypadku. Najwyższa pora wręczyć bilet w twoje dłonie i pozwolić ci odpłynąć - na statku widmo, który przemierzał pustynię, ciągnięty przez swojego kapitana na linie. Zabierze cię dokąd tylko chcesz. Przed tobą bardzo wiele stacji, a wskazany przez nią kierunek nie ma nawet pewnego zakończenia. Tak będzie sprawiedliwie. Tak będzie odpowiednio. Żadna strata, przecież nie byliśmy ze sobą dostatecznie blisko. Przeciąg gorącego powietrza ciągnął cię w dół i to tam szeleścił twój bilet. Czy nie? Ach, to chyba tylko jakiś papierek, który musiał zostać zdmuchnięty w pędzie biegu najpierw chłopaczka, a potem samej kobiety. Nie będzie żadnego pchnięcia. Czujesz? Ląd jest całkowicie stabilny. Tylko słońce zachodzi tego dnia dla naszego duetu, lecz cóż? Los zawsze chciała być Zachodem.
Już wystarczy.
Smutek pożegnań istnieje po to, by móc się cieszyć z powitań.
- Zgi… - Kobieta nawet nie dokończyła, a zdecydowanie chciała. Wybałuszyła oczy na tego trzpiota, jak to słusznie ująłeś, lekko cofając głowę w tył, wyginając ją dość śmiesznie, przez co skóra na jej szyi zmarszczyła się zabawnie i zlała z linii podbródka. Nie raz i nie dwa pewnie już to widziałeś. - Niee, w żadnym wypadku! Wiemy, gdzie jest, tylko… - Nie denerwować Ichirou, przecież, skoro już tutaj byli i zajęli ci czas? Jak tam, Ociru? Denerwujesz się? Czy jeszcze poziom cierpliwości jest odpowiedni? Kobieta nie trzymała cię w niepewności, tylko maluch jej przeszkadzał. Skoczył obok niej i pociągnął ją za materiał sukienki.
- Zaginęła! - Wymruczał, jakby zniecierpliwiony. Albo zaniepokojony? Cokolwiek działo się z tym dzieciakiem - nie twoja sprawa. Niech się dzieje, tylko OBOK, do jasnej cholery i nie wchodzi w paradę - a niestety WCHODZIŁ.
- Akemi poszła z jednym ze starszych chłopców zanieść racje żywnościowe dla robotników, ale przed chwilą ten chłopiec wrócił i powiedział, że ziemia zarwała się pod Akemi na miejscu prac i ona tam utknęła. Przepraszam, ludzie powinni sobie z tym poradzić, na pewno niedługo wyciągną Akemi całą i zdrową. - Kobieta uśmiechał się w twoim kierunku przepraszająco, dygała tak, jakby próbowała przeprosić samego Cesarza za to, że żyje. Przynajmniej wyjaśniła wszystko krótko, jasno i na temat. Nie błądziła i nie rzucała półsłówkami, tak jak próbowało by to wyjaśnić to dziecko.
- Akemi nie odpowiadała! Coś jej się stało! - Kobieta wydała z siebie przeciągłe “cii”, chcąc uciszyć dzieciaka z lekkim zażenowaniem, że robi tyle zamieszania przed drzwiami wejściowymi do twojego domu. I dobrze, że to zażenowanie odczuwała. Powinna. Miała czego się wstydzić? Co myślisz? Miała? Powinna się wstydzić, że nie upilnowała dziecka i teraz robiła tutaj zamieszanie. Co ludzie pomyślą! Nie widziałeś ich przez ścianę, która odgadzała cię od ulicy, ale łatwo było sobie wyobrazić, że nikt nie miałby dobrego mniemania o dwójce włóczęg przed tak dobrym domem.
- Czy mogłaby pani uciszyć to dziecko? - Znałeś ten głos. Jubiler, który mieszkał pod tobą. A raczej - miał swój sklep. Jego głos był nieco wygłuszony, to przez tą wspomnianą ścianę. - Idźcie żebrać gdzie indziej!
- Przepraszam, bardzo przepraszam… - Kobieta odwróciła się od ciebie i chyba zaczęła właśnie kłaniać jubilerowi, któremu nie spodobał się wysoki dźwięk, jaki dziecko wydawało Nic dziwnego, no nic dziwnego…
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 13 maja 2018, o 09:56

Cierpliwość Ichiego została wystawiona na bardzo ciężką próbę. Choć spotkanie trwało zaledwie chwilę, to miał już dość zarówno chłopaka jak i jego opiekunki. Aż miał ochotę nad drzwiami swego domostwa umieścić walki napis: “Żadnych dzieciaków i starych bab”. Znając jednak dokuczliwość różowowłosego losu, to po umieszczeniu takiego zakazu tych młodych i starych natrętów pojawiłoby się więcej. Taka już była. Nawet jeśli nie próbowała w danej chwili popchnąć go w stronę przepaści, to przynajmniej delikatnie skrobała pazurkami po jego plecach. Ot, dla przypomnienia, żeby nie zapominał o jej obecności.
Gdyby chodziło o jakąś inną kelnerkę niż Akemi, to drzwi jego domostwa już zdążyłyby się zatrzasnąć bez wcześniejszej zapowiedzi. No ale mowa była o tych głębokich, niebieskich oczach, w których jeszcze nie zdążył zatonąć. O laleczce, którą wciąż chętnie ubierał w nowe stroje i przyozdabiał biżuterią. Tylko dlatego zdołał jakoś przecierpieć tę męczarnię, którą zapewniała im stojąca niżej dwójka. Zaginęła, nie zaginęła? Sami sobie zaprzeczali, no już kurwicy można było dostać. W końcu jednak złotooki mężczyzna doczekał się wypowiedzi, która wyjaśniała nieco więcej niż pojedyncze hasło. Jak się okazało, czysta jak płatek śniegu dziewczyna nie zniknęła, tylko utknęła. W jakiejś dziurze, wyrwie, czy cholera wie czym. Dziwne. Ziemia sama z siebie się raczej nie rozdzielała.
Stare babsko nie prosiło go o pomoc. Wręcz przeciwnie, chyba przepraszało, że dzieciak w ogóle zawrócił mu głowę. I bardzo dobrze, choć to nie znaczyło, że Ichirou dostosuje się do zdania kobiey. To on tu przecież podejmował decyzje i na dobrą sprawę już ją podjął, prosząc przed momentem o szczegóły problemu związanego ze słodką Akemi.
- I tak to sprawdzę, więc po prostu podajcie mi konkretne położenie tego miejsca, w którym utknęła Akemi - odrzekł krótko, wzdychając ciężko na uwagi urzędującego niżej jubilera. Co do samej sprawy, to była mu potrzebna jedynie lokalizacja tej całej wyrwy w ziemi. Potem dwójka mogła sobie już iść. Albo inaczej - powinna sobie już iść, bo złotooki Sabaku nie miał ochoty na dalsze użeranie się z nimi.
Jeżeli otrzymał potrzebne informacje, cofnął się do swojego mieszkania i zebrał swoje potrzebne rzeczy. Kabury, podręczną torbę, no i gurdę rzecz jasna. Udzielenie pomocy kelnereczce prawdopodobnie wymagało skorzystania z jego umiejętności, stąd też wolał być od razu przygotowany niż wracać się z powrotem do centrum osady po swoje klamoty.
Potem nie pozostało nic innego jak wyjść na balkon i ruszyć w ekspresową podróż piaskowymi liniami lotniczymi. W końcu maszerowanie było dla plebsu, nieprawdaż? On wolał dotknąć nieba, górować nad innymi i kąpać się w blasku swojej bogini Amaterasu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2674
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shikarui » 13 maja 2018, o 11:08

Misja rangi A
She looked right through me and I turned to stone.
Obrazek
17



Kobieta nie sprawiała ci już żadnych więcej problemów. Przynajmniej nie w kwestii nadmiernego nagabywania. Nie potrafiła podać dokładnej lokalizacji Akemi, ale to, co powiedziała, w zupełności wystarczyło. Dziewczyna powędrowała z samego rana około 30 kilometrów od wioski, na zachód, w kierunku Sabishi, gdzie ponoć po burzy piaskowej coś znaleziono. W regionie, w którym zaczynały się góry. Rzecz jasna słowo “góry” było tutaj zupełnie nad wyrost. Wielkie, potężne, wygładzone przez wiecznie uderzający w nie piach skały robiły wrażenie, potrafiły sięgać w górę na dziesiątki metrów, ale zdecydowanie ten teren nie pasował do wyobrażenia porośniętych lasami gór, których czubki tonęły w miękkich chmurach, oblodzone śniegiem. Powiedzenie przyjęło się i ostało na ustach co poniektórych. Coś na tyle istotnego, by od razu posłać tam ludzi. Akcja była naprawdę szybka, tylko ciężko było powiedzieć, na jaką skalę. Niewiasta nie potrafiła. Nie wiedziała, co tam jest, ilu jest tam ludzi, a dzieciak, który przybiegł z informacją, że coś się stało rózowowłosej panience, był zbyt spanikowany, żeby opowiadać cokolwiek. Albo o nic go nie pytano? Niewiasta kłaniała ci się w pas przez cały ten czas. Rzewnie przepraszając za naruszanie spokoju, upierdliwy babsztyl, dopiero kiedy się odwróciłeś i zamknąłeś za sobą drzwi, zagarnęła chłopaczka i wrócili do siebie. Albo poszli gdziekolwiek indziej - może nawet zostali pod twoimi drzwiami? Nie otworzyłeś ich znów, by się o tym przekonać. Mogli równie dobrze zapaść się pod ziemię, nie byłeś ich prywatnym aniołem stróżem. Wystarczy, że jeden aniołek cię wzywał do siebie. Ten o porcelanowej cerze, śmiesznie nie pasującej do tutejszych klimatów, który zawsze roztaczał za sobą przyjemny zapach orchidei. Dziwne, aż tak cię obchodziła? Było wiele lalek, które można było przystroić. Wiele kwiecia na tym świecie jeszcze piękniejszego, jeszcze bardziej doskonałego od tej konkretnej dziewczyny - więc czemu? Co takiego miała w sobie ta porcelana, że zależało ci właśnie na niej?
Uniosłeś się ponad wioską. Parę osób ze zdumieniem uniosło głowy, obce dziecko pokazało cię palcem. Cokolwiek mówili było to poza zasięgiem twoich zmysłów. Nie było potrzeby się na nich oglądać, mieszkańców pochłoniętych pracą. Przecież bardzo się śpieszyłeś. Na tym piasku, który chyba zyskał na szybkości, zauważyłeś? Czy może to świat po prostu zwolnił, kiedy przestał się przechylać, strącać pionki z planszy, które obijały się o siebie wzajem i przez to jeszcze trudniej było się utrzymać. Im niżej jesteś - tym gorzej. Najłatwiej mieli ci, którzy potrafili latać. Skrzydła, których pióra tkane były z wiatru, nie były przecież pustą ozdobą na pokaz, nawet jeśli Diabeł Świtu tak wiele rzeczy pod publikę robić lubił.
Pustynia nie zmieniła się nic a nic - paradoks, bo przecież zmieniała się ciągle. Codziennie poruszał się piasek w sposób niezauważalny, co jakiś czas przesuwały się piaszczyste wydmy i barchany. Wszystko się zmieniało - zastój nie pasował do Gai, która dbała o to, by jej dzieci funkcjonowały ze sobą w symbiozie. By jedno uzupełniało drugie. Przynajmniej nie zmieniła się w obrębie tego, co obecnie wokół siebie widziałeś. Piasek, piasek… jeszcze więcej piasku. Na ziemi nie można było wypatrzyć jakichkolwiek śladów. Delikatny wiatr starł je wszystkie - czy to ślady wielbłądów, którymi robotnicy przywędrowali, czy to odcisków butów, które nigdy nie były wystarczająco głębokie, żeby zapisać się trwale w historii tego złotego morza. Choć Słońce było tu królową to Wiatr bardzo lubił zaglądać do jej królestwa i psocić.
W końcu na horyzoncie zaczęły się wyłaniać potężne, skalne ściany, pomiędzy którymi było wiele dróg - i żadna nie była na tyle dobra, by dokądkolwiek prowadzić. Te tereny nie cieszyły się dobrą sławą. Labirynty pełne duchoty, gdzie wpełzający wiatr bardziej dusił, niż pomagał złapać oddech pomiędzy nagrzanymi kamieniami, wiecznie wyjący, przez co niektórzy uważali je za nawiedzone. Przestrzeń, którą zajmowały, nie była szczególnie duża, więc ominięcie ich nie było aż takim dramatem. I omijali je zarówno bandyci jak i kupcy czy shinobi. Nie było najmniejszego powodu, żeby tam wchodzić - więc co się zmieniło? Tutaj już zauważyłeś ślady stóp na piasku. Mieli jakieś wierzchowce, to było więcej niż pewne. Nie były zbyt wyraźne, bo i ciężko o takowe na takim rodzaju gleby, ale nie miałeś problemu, żeby za nimi powędrować. Nie musiałeś wlatywać głęboko w korytarze. Ślady na ziemi ciągnęły się przez moment, aż w końcu skręcały i prowadziły do dużego placu pokrytego piaskiem - tutaj już odcisków było od groma. Porzucone pomiędzy głazami narzędzia, nie w całkowitym bezładzie, większość była porozstawiana tak, jakby szykowali się tutaj do pracy, a nawet już tę pracę zaczęli, tylko z jakiegoś powodu w pośpiechu ją porzucili. Wóz stojący obok, zapakowany bogowie wiedzą czym, z zaprzęgniętym do niego koniem, który stał w pełnym słońcu z pochyloną głową i wyglądał tak, jakby dawno zamienił się w głaz. Wszystko to przez spojrzenie błogosławionej Sol. Zwieńczeniem okrągłej, pustej przestrzeni, która wtopiła się pomiędzy skały jak gwałtowna wyrwa, jak wycięta z precyzją skalpela skóra z ludzkiego ciała, była potężna brama wyryta w ścianie. Płaskorzeźby na niej starł czas, część została ułamana. Wejście było w większej części zasypane, piach wtargnął do środka. Wrota musiały być zabudowane i chyba świeżo skute, bo ich części walały się wokół.
Nie było tu żywego człowieka.
Jedynymi odgłosami był świst wyjącego wiatru.

-> Zapraszam tutaj
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Suzu » 3 sie 2018, o 22:42

Późną wiosną do rezydencji Ichirou dostarczony został list, opisany niestarannym charakterem pisma jego zielonowłosej kuzynki. Wysłany został z Shigashi, po drodze zaś zgubił się dwa razy, w związku z czym papier był dość mocno wygnieciony i od razu widać, że swoje przeszedł. A może był taki jeszcze przed wysłaniem? Przy beztroskiej Suzi wszystko było możliwe, z pewnością nie przejmowała się tak bardzo formą. List ten jednak różnił się od jej zwyczajowych, krótkich notatek podrzucanych do kuzyna pod koniec bardziej emocjonujących dni, przynosił nowiny, których Ichirou raczej się nie spodziewał. Czy powinien się jednak dziwić? Pustynia w końcu stała się dla dziewczyny zbyt ciasna, musiała zobaczyć trochę świata.

Spoiler: pokaż
Shigashi, wiosna 385

Drogi mój kuzynie, nie uwierzysz, czego dokonałam! Udało mi się wziąć udział w mojej pierwszej misji podpadającej pod rangę Ce! To już nie wypasanie wielbłądów ani pilnowanie towaru, tylko autentyczna eksorta prawdziwego wozu na otwartej i wielce niebezpiecznej pustyni! I walczyliśmy z pająkiem wielkim jak dom! Było świetnie, tylko za bardzo go trochę zgniotłam i później musiałam do gurdy pakować nowy piasek, poprzedni utonął we flakach potwora.
No i... tak jakby z rozpędu opuściliśmy z Arashim pustynię. Akari będzie zła, pewnie zionie teraz ogniem i wychodzi z niej demon, a skoro i tak mam przechlapane, równie dobrze mogłabym najpierw zobaczyć trochę świata. Mam nadzieję, że po powrocie nie zrobi ze mnie kaleki ;-; Jak się z nią spotkasz to podszepnij jej mimochodem, że przecież jestem już duża i umiem o siebie zadbać, poza tym sama się po tym świecie nie włóczę! No, liczę na Ciebie! <3

Shigashi jest bardzo ciekawe. Pełno tutaj ludzi ze wszystkich stron świata, można posłuchać różnych opowieści. Niektórzy są dziwni. Spotkałam na przykład typka w brzydkiej masce, co obsesyjnie sławił inny klan. Jacyś Uchiha, pewnie coś o nich słyszałeś? Nie potrafię o nich myśleć ciepło, temu kolesiowi po prostu wodę z mózgu zrobili. Ale rysował ładnie.
Shigashi bywa też dziwne. Czasami ludzie rozmawiają tak jakby "obok", ciężko mi to nawet wyjaśnić. Nie chodzi nawet o szyfr, bo wszystko co mówią ma normalny sens. Mam jednak takie wrażenie, jakby pomiędzy ich słowami czaiły się ukryte sensy, kiedy jednak próbuję włączyć się do takiej rozmowy, wrażenie bardzo szybko znika, rozmowa natomiast skupia się na mnie, mojej podróży i takich tam sprawach.

Skoro wychodzi na to, że nie opłaca mi się wracać na razie do domu, postanowiliśmy skierować się do Sogen, gdzie planujemy sprawdzić interesującą plotkę. Na pewno będziemy podróżować przez Yusetsu, a potem Antai albo Sakai - wolałabym to pierwsze, bo miałabym szansę zobaczyć morze wody! Haha, przy pierwszej większej rzece w Shigashi miałam ochotę wywalić wszystko ze zwojów i wypakować je wodą po ostatni skraweczek papieru. Jak oni tu mają łatwo! Normalnie ziemia ich nosi, karmi, poi, szumi listkami by ululać. Muszę poznać kogoś, kogo będę mogła zaprosić na pustynię i śmiać się z jego nieporadności! Bo Arashi wymyślił, że skoro wędrujemy, dobrze będzie poznać trochę ludzi.
Moje najdziwniejsze spotkanie? Poznałam na przykład pewnego Kaguyę. Zjedliśmy wspólnie ramen w stolicy Shigashi, siedząc ramię przy ramieniu, miał więc nieskończoną ilość okazji, by wbić mi swoją promieniową w płucko. Bo wiesz, Sabaku mam wypisane na gurdzie, a sam się z klanu nie przedstawił. O dziwo, nie zaatakował i w ogóle był miły. Przypuszczalnie zdawał sobie sprawę, że i tak go rozniosę jeśli tylko spróbuje... Zostawił mi na koniec wpis do dzienniczka:

Kiedyś bylibyśmy wrogami
Teraz chciałbym
Abyśmy zostali przyjaciółmi


i, kurde fenek, uciekł nim doczytałam i połączyłam fakty. Dziwne, prawda? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że teraz, po tym wszystkim, chcą przyjaźni. Właściwie to chyba wolałabym tego kolesia nigdy więcej nie spotkać. Nie ma co, Kaguya zawsze tylko przynoszą ze sobą problemy >.<

Kończę swój list, bo nie lubię myśleć nad takimi nieprzyjemnymi tematami. Pewnie jeszcze trochę czasu spędzimy w Shigashi, więc mam nadzieję, że nie rozczarujesz swojej ukochanej kuzynki i doczekam się wiadomości zwrotnej! Możesz mi napisać, co warto zobaczyć po drodze albo gdzie zatrzymać się w Sogen. Jakie jeszcze kraje są warte zobaczenia? Tymczasem adresuj list na budynek poczty w głównej osadzie Yusetsu, bo wkrótce wyruszamy, więc pewnie tam najłatwiej będzie nam się zgrać.

Ściskam mocno!
Pamiętaj, by pogadać z Akari!
Suzka

PS. Zostawiłam w siedzibie Jou-sama karteczkę, że wyruszam w podróż by zdobyć siłę, sławę i bogactwo. To wystarczy czy muszę jeszcze regularnie zdawać jakieś raporty czy coś? Wiesz jak bardzo nie lubię raportów. Mam nadzieję, że to nie takie ważne?
remember my heart
how bright I used to shine
Avatar użytkownika

Suzu
 
Posty: 463
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 21:48
Wiek postaci: 18
Ranga: Doko
Krótki wygląd: - zielone włosy i oczy
- średniego wzrostu, opalona
- odkryty brzuch i przepaska na twarzy
Widoczny ekwipunek: Kabura, gurda, zwoje przy pasie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5306&p=80371#p80371
GG: 0
Multikonta: Miwako

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość