Rezydencja Ichirou

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 22 lis 2017, o 22:42

Niedorzeczność. Tak najkrócej można było określić tę całą szopkę, która w dziwny sposób oddziaływała na Ichiego. Nie podobało mu się to, gryzło od samego początku, ale jakoś starał się zdusić to w sobie. I co gorsza, brnął w to dalej. Mógł przecież pójść na skróty, pojmać niesforną dziewuchę, obwiązać kokardką i postawić przed drzwiami Sachiko. Ale nie, jemu zachciało się jakiś dziwnych pomysłów. Jak można było tę herbatkę w ogóle wziąć na poważnie?
Postawił wodę na ogniu, wyjął z szafki zieloną herbatę sprowadzona z Yusetsu, wyłożył na blacie nowiutką, nieśmiganą zastawę ze wzorkami w kwiaty. Wdech, wydech. Tylko bez nerwów. Do tej pory udawało mu się zachować jakiś tam spokój, chociaż bardziej sprowadzał się on do przemilczania komentarzy dziewczyny, na które normalnie odpowiedziałby ciętą ripostą. Nie, żeby nagle stracił pazur i spotulniał. Po prostu wolał nie głaskać pod włos kota, który mógł mieć wściekliznę. Lepiej było kontynuować znajomość przy aromacie herbaty niż przy uderzających nozdrza zapachach potu i pyłu.
Wyraźnie drgnął, gdy dobiegł do niego jej głos. Dobrze, że akurat nie miał w tym momencie zastawy w dłoniach, bo możliwe, że trzeba byłoby teraz zbierać rozbitą porcelanę. Nie to, żeby był jakąś płochliwą ciapą. Po prostu teraz był... wyczulony? Jeżeli do kogoś jeszcze to nie dotarło, to Ichirou gościł właśnie Kaguyę w domu. Czy życie pisało gorsze scenariusze?No nie bardzo.
- Sądzisz, że bym tyle zwlekał z palnięciem w łeb? - odparł, odwracając się do dziewczyny, która właśnie wkroczyła do pomieszczenia. Wykąpana prezentowała się znacznie lepiej, a w jego kimonie wyglądała jak jego zdobycz. Tyle że w jego kimonach chodziły zwykle zdobycze nieco innego rodzaju.
- Miała być herbatka, to będzie herbatka, moja droga. Tylko musisz mi pomóc zanieść to wszystko do salonu. - Wymownie zerknął na zastawę obok. Samemu wziął czajniczek z wrzątkiem, który przed momentem zagotował oraz pojemniczek z herbatą, a resztę ceramiki do upajania się naparem pozostawił już Kaori. Miała rączki, więc mogła ich użyć do czegoś pożytecznego.
Przez korytarz szedł ostrożnie, nie tyle z racji noszonego wrzątku, co z powodu obecności koleżanki, której intencji nie mógł za cholerę przewidzieć. Raczej nie było co liczyć, że wykańczający pościg i nieudana ucieczka zmienią jej pogląd widzenia na planowany ślub ojczulka.
Chwilę później powinni już się znaleźć w salonie i zasiąść na siedziskach w postaci poduszek przy tradycyjnym, niskim stoliku. I wtedy Ichirou miał wykonać małą ceremonię parzenia, wykonując kolejne czynności zgodnie z ogólnie przyjętymi regułami. Wszystko to, aby przygotować wykwintny napar ze sproszkowanej, zielonej herbaty. Jej zapach zaczął już powoli roznosić się po pomieszczeniu.
- I co, nie można było tak od razu? - stwierdził w pewnym momencie, z lekkim, choć trochę bladym uśmiechem na twarzy. Starał się stwarzać pozory zrelaksowanego, chociaż akurat w tej chwili przypominał sobie poszczególne miejsca, w których wcześniej schował piasek. Ot, dla przezorności.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 23 lis 2017, o 09:44

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
34/45

Kąpiel nie zmyła z niej całkowitego wykończenia tą szaloną podróżą, które się podjęła, tą ucieczką, która sprawiła,
że skończyła w pałacu jakiegoś paniczyska. Jakiegoś. Nie to, żebyś był tylko rozpoznawalny wśród Sabaku. Czy cię znała czy nie - nie miało aktualnie żadnego znaczenia. Zachowywała się chwilowo w miarę normalnie, nie próbowała ci wbić "żebra w żebro", jak to sama określiła, a to już jakiś postęp... albo podstęp. Jedna literka, a tak wiele zmieniała.
Dziewczyna objęła się ramionami i przesunęła dłońmi po tym, co powinno być bicepsem - ale była a to zbyt szczupła, zbyt
smukła, żeby o jakichkolwiek bicepsach mówić. Gdyby postawić ją w szklanej trumnie była idealną księżniczką do przebudzenia - złożyć pocałunek na jej delikatnych, równo wyciętych ustach, scałować powieki zwieńczone długimi, czarnymi rzęsami i odgarnąć z bladego czoła krucze kosmyki włosów, które opadały jej teraz na plecy, mokre, ale przynajmniej prezentujące jakiś poziom. Ona cała prezentowała teraz JAKIŚ poziom. Kwestia gustów - jedni lubili niewiasty o piersiach jak donice, inni woleli filigranowe niewiasty, które wyglądały, jakby zaraz miał je złamać wiatr. Ona tak wyglądała,
kiedy wylądowała na kolanach przed twoim domem - teraz tamten obraz wydawał się jakimś żartem. Wszystko dlatego,
że żartem było to, że jakaś Kaguya była w twoim domu. W końcu wizję romantycznego pocałunku psuła perła w jej czole,
kościana wypustka charakterystyczna dla każdego członka tego klanu i to, że przez przypadek można było nadziać się na którąś z jej kości. Niektórzy pewnie po prostu lubili adrenalinkę podczas aktu miłosnego.
- Nie wiem... Może tak naprawdę jesteś zboczonym psychopatą, który lubi przebieranki i to niespokojne napięcie przed wielkim finałem swojego aktu? - Też mi pomysł..! Że też ktokolwiek mógł go wymyślić, ale może... just Kaguya? Dziewczyna musiała mieć trochę wyobraźni, skoro udało jej się zbiec! Albo bardzo kiepską straż, którą rozłożyła natychmiast?
Nie istotne. Zatrzymała się jak kot przyłapany na podkradaniu się do talerza stojącego na stole, który dobrze wiedział,
że na stół wchodzić mu nie wolno. Nie wolno mu było tym bardziej jeść z tego talerza. Wyprostowała się. Mrugnęła. I rozłożyła ramiona, obracając się dookoła własnej osi, ale wcale nie z gracą, śmieszni tuptając, jak pięciolatka, która chce się przed tatusiem popisać swoją nową sukieneczką. - I jak? Dziesięć na dziesięć? - Zapytała, kiedy już zrobiła pełen obrót,
nadal jednak trzymając ręce rozłożone. Dopiero po chwili je opuściła, kiedy stwierdziłeś, że jest ci niezbędna pomoc kuchenna, albo przynajmniej... pomoc kelnera. Kaori chyba nie była nawet trochę skrępowana, przynajmniej nie wydawała się - tym, że jest w domu obcej osoby, że jest w domu osoby, którą próbowała zabić, która ją ścigała, że stoi w męskim kimonie przed mężczyzną. Ot tak po prostu, jakby to było najbardziej naturalne na świecie, podeszła do ciebie, bez żadnego lęku - ty się spinałeś, że ona ci coś zrobi, a ona najwyraźniej w ogóle nie przejmowała się tym, że to ty możesz zrobić coś jej. Jak sam ująłeś - gdybyś chciał, to byś nie czekał, ale w człowieku i tak powinna pozostać całkowicie naturalna obawa, chociażby przed tym, że byłeś obcy..! A ona? Nic a nic! Wzięła więc ceramikę i potuptała za tobą grzecznie do salonu.
- Ładny dom, naprawdę jak pałac. - Wypowiedziała w końcu ten komplement na głos. - Chociaż po twoim występie na turnieju spodziewałam się autoportretów wszędzie, tabuna kobiet oddających ci pokłony... wiesz... więcej... różu. - Uniosła ramiona, by pokazać przestrzeń, wyraźnie rozbawiona. - Gdyby tak było od razu to nie próbowałabym uciekać.

Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 23 lis 2017, o 18:14

Kąpiel, czyste ciuchy i ktoś tu nagle nabrał pewności siebie. I to odrobinę za wiele. Obecna Kaori zupełnie nie przypominała tej, którą brązowowłosy spotkał za pierwszym razem. Asahi nie był pewien, którą z tych dwóch wersji woli, ale prawdopodobnie odpowiedź brzmiała: żadną. Jego nietypowy gość na ten moment był zbyt śmiały, chyba nawet bardziej niż on sam. Było to zjawisko prawie tak dziwne jak sam fakt przebywania kogoś z klanu Kaguya w jego domu.
Tiaaa, psychopata. Jedyny finisz, na jaki miał obecnie ochotę, to zakneblowanie tych niewyparzonych, drobnych ust. Nie wiedział do końca jak zareagować - odpowiedzieć ripostą, wylać na dziewczynę wrzątek? Ostatecznie ograniczył się do cichego westchnięcia i przewrócenia bursztynowymi oczami. Puścił to mimo uszu.
- Jedenaście - odparł dość oschle, przez co jego wypowiedź brzmiała mało przekonująco. Normalnie miałby w sobie więcej entuzjazmu. Ba, zapewne podobałaby mu się kręcąca przed nim panienkę odzianą w jego kimono. Tyle że to nie była normalna sytuacja. Cały czas siedziała mu z tyłu głowy świadomość, że ma do czynienia z kościaną.
No i znaleźli się w salonie. Tutaj Sabaku czuł się minimalnie lepiej, jako że pomieszczenie te zostało odpowiednio przygotowane.
- Posądzałaś mnie o tak kiepski gust? - odrzekł, sięgając po czajniczek z naparem, by rozlać go do dwóch ceramicznych naczyń. Nie zrobił to po to, bo zachciało mu się herbatki, tylko chciał zyskać odrobinę czasu na przeanalizowanie faktów. Komentarz dziewczyny zdradził, że kojarzyła go z piaskowych filarów. Z wydarzenia po którym dość prędko nastąpiła katastrofa, która to mocno wpłynęła na życie młodzieńca. Nie były to najlepsze wspomnienia, ale nie zamierzał ich teraz roztrząsać. Miał ważniejszą rzecz, na której musiał się obecnie skupić.
- Wystarczy mi duże lustro. Pozowałem już przed wieloma znanymi malarzami, ale za każdym razem nie byłem zadowolony z efektów. Natura maluje najpiękniejsze obrazy, nieprawdaż? - odparł, przysuwając w jej stronę gotową już herbatkę. Posłał również do niej lekki uśmiech, chociaż ten należał do tych wymuszonych, a nie szczerych.
- Nie dałaś mi nawet szansy. Uciekłaś, zanim zdążyłem zapytać - oznajmił tak, jakby przy ich pierwszym spotkaniu naprawdę istniała szansa na parzenie herbatki. Ichirou jednak dobrze wiedział, że takowej nie było. Nie przy tym, co wówczas Kaori prezentowała swoją osobą. No chyba, że wiedziałby, z kim na do czynienia, ale to poznałby dopiero przy samej herbatce. No więc właśnie, koło się zamykało.
Starał się. Traktował ją zupełnie tak, jakby to było normalne spotkanie, jakby ona była normalnym gościem. Z drugiej strony był lekko spięty. Wciąż udział mu się wcześniejszy stan, który niektórzy mogliby określić paranoją. Dla niego był to po prostu instynkt przetrwania. Nie chciał uśpić swojej czujności i pozwolić dziewczynie na wykonanie niepożądanego ruchu. Od ładnych paru lat, kiedy na jego ustach pojawiało się słowo "Kaguya", jego umysł dopisywał do tego synonim "wróg". Kościani zawsze budzili w nim skrajnie negatywne emocje. To na nich najpierw chciał się odegrać, to z nimi walczył, by na koniec ścigać ich niedobitków. Kilka chwil to za mało, by zmienić tak mocno ukierunkowany sposób myślenia. I nie mogła zmienić tego ładna buzia. Względnie normalne zachowanie i żarciki też nie.
Dostrzegł w pewnym momencie kompana, który wystawiał swój czarny łebek z korytarza i z zainteresowaniem przyglądał się sytuacji. Kuro natychmiast się schował, kiedy tylko wyczuł na sobie wzrok powiernika paktu, ale było już za późno. Wiedział, co się święci.
- Oo, a któż to nas odwiedził? Mój pocieszny koleżka! No chodź, przywitasz się z moim gościem. Śmiało, śmiało! - Ichirou był ożywiony bardziej niż do tej pory, a to wszystko dlatego, że chciał przerzucić uwagę ze swojej osoby na biednego kocurka, który przecież niczemu nie zawinił. Echh, władca piasku chyba nie był najlepszym powiernikiem paktu.
Kuro powoli, nieco niechętnie ruszył w kierunku swojego pana. Nie podobało mu się to, ale z drugiej strony, kto obecnie czuł się komfortowo? Tak czy inaczej, w ciągu chwili doczłapał się do Asahiego i położył się tuż obok.
- No, Kuro, to jest panienka Kaori - rzekł ze sztucznym uśmiechem, chwytając obiema dłońmi za grzbiet kota, by go podnieść z podłogi. - Podejdź do pani, niech cię pogłaska - dodał, stawiając kota na łapach. Ten natomiast lekko zjeżył sierść i zakręcił ogonem.
- Miau...? - wydał z siebie krótki dźwięk, odwracając łebek w stronę mężczyzny. Spojrzał na niego z wybałuszonymi oczyma, a jego wzrok mówił mniej więcej: "Co ty odpierdalasz człowieku?!".
Oburzony Ichirou wykonał rękoma gest przepędzenia, oznaczający dokładnie tyle, co krótkie sio.
- No ić, ić do miłej pani! - odrzekł lekko poirytowany nieposłuszeństwem kocura i pchnął go lekko w stronę panienki.
Ciało wprowadzone w ruch pozostało w ruchu, ale mocno niechętnym. Kuro powoli podpełzł do królewny i zakręcił czarnym jak noc ogonkiem. Nie znał sytuacji. Wiedział jedynie tyle, że dziewczyna reprezentuje stronę nieprzyjaciół jego pana, a to wprowadzało go małą w niepewność. Owszem, był kotem i raczej nie było powodu, by wyrządzać mu krzywdę, ale i tak niełatwo było się przełamać.
Ichirou tylko wyszczerzył ząbki w szerokim, wymuszonym uśmiechu. Przecież wszystko szło dobrze, a sytuacja była zupełnie normalna, prawda?
Prawda?
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 24 lis 2017, o 20:09

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
36/45

Kobiecie wystarczy dać perłę i już będzie biegać na szpilkach, nawet jeśli nigdy wcześniej na nich nie chodziła. Powiesz jej raz, że jest piękna, a ona rozkwitnie i dalej poradzi sobie sama, nawet jeśli droga będzie kręta. Tylko wódź za nią oczami. Czasami będzie się oglądała. Wyciągnie do ciebie dłoń, ale nie po to, by prosić o pomoc, ale by pomóc tobie. Nie było w tym nic skomplikowanego. Wzajemne zrozumienie i zatroszczenie się o wzajemne potrzeby - znasz to uczucie, Panie Piasków? Potrafiłeś uprzątnąć własną kuwete, ale zająć się kobietą? Ha! Zajęcie to kończyło się zawsze na podarowaniu perły - samego siebie - drobnego pocałunku na pożegnanie. W końcu wodzenie za kimś oczami było zbyt problematyczne. Nie miałeś nawet małych chęci na poświęcenie dwóch chwil, jeśli dla samego siebie miałeś tylko jedną. Nie było na tym świecie nikogo, z kim chciałbyś ją dzielić na pół i wiesz co? Sądzę, że było to jeszcze smutniejsze niż samotna dziewczyna okręcająca się na zranionych nogach w twojej kuchni. Może jednak mieliście więcej wspólnych cech, niż ci się wydawało, tylko jak o tym myśleć, kiedy jedyne czego chciałeś to spokoju? Pytanie, co ona jeszcze tutaj robi, skoro tak bardzo nie chciałeś Kaguyi we własnych czterech ścianach i tak świrowałeś na punkcie własnego bezpieczeństwa - jasne, całkiem naturalne, w końcu przeżyłeś już swoje. Zdrada czaiła się w każdym - zwłaszcza w osobie, która chciała wolności. Koniec końców Kaori nie wydawała się tą kobietą, która zadowoli perła. Jej oczy nie wodziły za tobą i chociaż pochwaliła twój dom - wcale nie wydawała się przesadnie zachwycona. Przecież była tu nie raz. Może spotkaliście się nie raz. Jest taka opcja? Nie, na pewno nie. Siebie warci wariaci - jeden, który mógł odstawić księżniczkę do jej wieży i druga, która chociaż jakieś części sił nadal miała, to wolała je przeznaczyć na pogawędkę niż na ucieczkę.
Przekłamana jedynastka w zupełności jej wystarczyła. Może nie wyczuła tego tonu? Albo nie bardzo się nim przejęła, skoro z jej warg padło dźwięczne "dziękuujęęę...", nim blade, szczupłe palce złapały tacę. Wojowniczka, co? Nie miała dłoni królewny. Nie miała nawet nadgarstków i przegubów królewny, poznaczone pojedynczymi bliznami lśniącymi w blasku światła, z twardymi opuszkami, z tym zdecydowanym chwytem. Nie, to nie była kobieta, która z perłą byłaby szczęśliwa
Nie była też tą kobietą, która chciałaby się na wybiegu i wysokim obcasie.
- Wystroiłeś się w gejowski gajerek z serduszkami. - Spojrzała na ciebie krzywo, przechylając głowę na ramię. Już samo to spojrzenie podkrążonych oczu mówiło samo za siebie. Słowa były tylko dodatkiem dla osłodzenia aktu! To spojrzenie mówiło: bitch please. - A potem babcie chodzą i płaczą, że chlopaczki to teraz wygolone, wymuskane i to baby za chłopami latają. - Mówiła całkiem poważnie? Chyba nie, wydawała się nawet rozbawiona. Chyba. Oderwała od ciebie spojrzenie, by skupić je ma herbacie. Tak, cały ten spektakl parzenia jej. Jakby nie można było po prostu nalać wody. - Oczywiście, że najpiękniejsze. Mam w końcu własne lustro w domu. - Trafiła kosa na kamień. - Coś się stało? Wpadło ci coś do oka, że tak się krzywisz? - To było, zdaje się, odniesienie do tego uśmieszku, który ciężko było odebrać jakoś bardzo pozytywny, kiedy był wymuszony. Przy tamtych jakoś tego nie widziała, teraz rzuciło się jej to w oczy. Przypadek? Czy niedostateczne przyłożenie się do roli? Mogła to być też zadziorność kobiety. Mogła wcale nie zauważyć jakiejkolwiek różnicy, tylko się droczyła, jędza.
Na szczęście dla Ichirou znalazł on rzeczywiście godne oderwanie jej uwagi od swojej osoby.
Kiedy tylko pojawiło się hasło, że pojawił się "gość" wyprostowała się jak strona i spojrzała w kierunku, w którym obejrzał się złotooki. A tam?
OMOMOMOMG.
KOT!
Kaori się niemal zapowietrzyła, zamarła w całkowitym bezruchu, jej policzki nagle nabrały zdrowszego odcienia, zarumieniły się, dziewczyna naprawdę zapomniała, jak się oddycha. Cofnęła się głębiej na kanapę, wpatrując się lśniącymi oczyma w koteczka (czyli tak, jak powinna spoglądać na ciebie), a jak już do niej podszedł, to zapowietrzyła się na dobre, składając dłonie na nogach. Zaraz jednak, bardzo powoli, jedną z dłoni uniosła i wyciągnęła w kierunku małego, czarnego cuda,
widziała przecież, że kocur się jej obawia, nie chciała go przepłoszyć! Nie dotknęła go od razu, dając mu czas do oswojenia się i upewnienia, że nie zgniecie go od razu - nie wiedziała, że to przywołaniec, bo niby skąd miała wiedzieć?
- Jesteś najpiękniejszym mężczyznom na ziemi. - Zapewniła koteczka, pochylając się nieco, by zrównać się z nim spojrzeniem - ale nadal się nie zbliżała, a rękę położyła obok, wpatrując się w Kuro wielkimi, błękitnymi oczyskami. -
Niezadowolony jesteś? Nic ci nie zrobię, jakbym śmiała takiemu dżentelmenowi? Takie piękne, gładkie, czarne futro,
od razu widać, że zadbane..!

W tym momencie mogłeś chyba nawet nie istnieć.

Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 24 lis 2017, o 20:54

Wepchnął na siłę kota w ramiona dziewczyny, byleby tylko przerzucić jej uwagę na biedne stworzenie o kruczoczarnej sierśći. Dość szybko jednak tego pożałował. Czyżby poczuł się zazdrosny? Może odrobinę. Kuro bowiem spotkał się z niesamowitą atencją i entuzjazmem ze strony młodej panienki. Kiedy ta mówiła o pięknym dżentelmenie i jego wspaniałym futerki, Ichirou nieświadomie przegładził się po włosach.
Grrr, nie po to go przyzywał, by zbierał wszystkie komplementy! Asahi nie był przyzwyczajony do bycia ignorowanym lub traktowanym zupełnie jak powietrze. Przecież pochlebstwa zawsze były kierowane w jego stronę! A tu całą śmietankę spijał jego kompan.
Kuro, z początku bardzo niepewny i lekko wystraszony, dość szybko nabrał pewności. Kilka miłych słów dodały mu śmiałości, by zbliżyć się do pani i finalnie pozwolić się pogłaskać. A potem? Potem było już tylko milej. Na przyjemny dotyk dziewczyny zareagował niskim pomrukiem zadowolenia, który rozniósł się po całym salonie. Cóż, chyba był trochę niewypieszczony. Sabaku nie za często go głaskał, bo traktował go bardziej jak kumpla niż pupila. A kumple się raczej nie głaskali, nie?
Jedyny plus, jaki mężczyzna dostrzegł w obecnej sytuacji, to doza spokoju i możliwość na przemyślenie aktualnych spraw. Z lekkim grymasem na twarzy sięgnął po herbatkę i upił z niej łyk, nie ściągając nawet na moment spojrzenia z królewny, która była w całości zaabsorbowana pieszczeniem kota.
To wszystko było tak bardzo niedorzeczne. Kaori zachowywała się bardzo dziwnie już od samego wejścia do jego mieszkania. Czy to było w ogóle możliwe, że taka wielka buntowniczka nagle podkuliła ogon i zaakceptowała areszt domowy?Nagle zmieniła zdanie i nie chciała popsuć planowanego ślubu? Przecież Asahi nawet nie zdążył podjąć tego tematu i nie spróbował wybić ze łba głupich pomysłów.
Co jeżeli to była gra? By uśpić czujność, albo... ugrać na czasie!
W pewnym momencie Ichirou jakby ocknął się ze swych rozważań. Nagle wyprostował plecy, a jego źrenice się rozszerzyły. Musiał koniecznie coś sprawdzić. Natychmiast.
- Wybacz, że pytam, ale czy ty czasem nie jesteś klonem? - wycedził nieco żywiej niż mówił dotychczas. Jak miał się co do tego przekonać bez wyprowadzenia nagłego ataku? Był przewrażliwiony, ale nie niespełna rozumu. Stąd też głośna deklaracja jego wątpliwości i krótkie, ale wymowne zerknięcie na kocura. Nie mógł wierzyć zapewnieniom dziewczyny, ale mógł liczyć na kompana.
Kuro zrozumiał sugestię, ale przez sekundę miał pewne wątpliwości. Musiał bowiem zdecydować, co dla niego jest bardziej warte - przyjaźń z - jak już wcześniej ustaliliśmy - nie najlepszym powiernikiem paktu, czy chwilowy raj w postaci miłego dotyku panienki. Jeżeli wątpliwości Sentokiego były prawdziwe, to dokonanie testu rozproszyłoby źródło pieszczot. No ale, jak to się mówi, bros before hoes.
Kuro, jakby nigdy nic, przeciągnął się i wyprostował łapki na nodze, ewentualnie na ręce Kaori. A jak to bywa w kocim zwyczaju, przy tego typu czynności często spod mięciutkich poduszek wydostawały się pazurki. I te pazurki miały własnie wbić się w ciało młodej damy. Nie jakoś specjalnie mocno, a jedynie tyle, by rozproszyć hipotetycznego klona. Jeżeli królewna była prawdziwa, to i tak nie powinna doznać jakiejś szczególnej krzywdy. Poza tym z pewnością wybaczyłaby najpiękniejszemu dżentelmenowi na ziemi.
Choć mieli zupełnie różne pobudki, to zarówno Ichirou jak i Kuro mieli nadzieję, że zaistniałe wątpliwości okażą się jedynie wątpliwościami.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 24 lis 2017, o 23:24

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
38/45

Aj, aj, to dopiero boli męska duma, co? Panieneczka nie dość, że cuzła się jak u siebie, to teraz jeszcze sprawiłeś
w stu procentach, że o tobie zapomniała, albo i nawet na sto dwa procent - do stopnia, do którego chyba jednak nie chciałeś uwagi od siebie odciągać. No... nie aż tak! Dziewczyna musiała mieć naprawdę nie po kolei w głowie, żeby nie doceniać twojej wspaniałości! Od początku było wiadomo, że coś z nią nie halo, od pierwszego waszego spotkania, a nastąpiło ono jeszcze tego samego dnia. Karuzela śmiechu, niech ktoś ją zatrzyma, za szybko się kręci! Przynajmniej ja się całkiem uśmiałam, bo tobie, biedaku, pozostawało tkwić, naburmuszony pięciolatek, z kobietą w twoim kimonie, która wolała kota od ciebie! KOTA! I w dodatku jawnie cię wyśmiała, a ty co? Zero reakcji! Gdzie twoja duma, Władco Piasków? Schowana do doniczki wraz z ziarenkami tego złotego pyłu, czy co? Razem z normalnością Kaori. Leżały tam sobie i bawiły się jak na plaży, pod palemkami, czerpiąc ze wszystkich dobroci... plażowego życia. Brakowało tylko prawdziwej wody, bo promienie słońca, zachodzącego zresztą już powoli, wychyliły się w końcu zza chmur. Niebo znów było niemal klarownie czyste, oczyszczone po opadzie deszczu, przesycone specyficzną wonią ozonu, który wtargnął brutalnie do płuc, napełniając je świeżością.
Kaori nie spoglądała na ciebie, więc nie wiedziała, co za miny strzelasz i co wydziwiasz.Miała lepsze zajęcie - przekonywanie do siebie twojego własnego kumpla i poszło jej to błyskawicznie. Tak, jak tobie normalnie szło z kobietami. Kiedy już Kuro wdał się w pieszczoty to kobieta nie szczędziła mu ich w żadnym wypadku, od razu go zgarnęła na nogi, zaczęła miziać w miejscach, w których kociaki lubią najbardziej, za uszkami, przy przy ogonku, pod bródką, ooch, pieszczoty godne cesarza! I dostępne tylko dla tego jednego, konkretnego stworzonka... przynajmniej twój niespodziewany odzew odciągnął jej uwagę na moment od kota. Skierowała na ciebie spojrzenie - zdziwione, albo wręcz zszokowane, w stylu "wut, co ty do mnie..." - a jednak twoje wątpliwości wcale nie były bezpodstawne. Skoro dziewczyna zrobiła jednego klona, to czemu miałaby nie zrobić drugiego?
- Słucham? - Zapytała ze zdziwieniem, chociaż to bardziej było jak pytanie, które nie wymagało powtórzenia zdania. Przesiąknięte było tym, czym przesiąknięte były zdania w stylu 'czy ty ze mnie kpisz'? Zaraz jednak jej wyraz twarzy się zmienił, wyprostowała się nieco, jakby do niej dotarło to, co powiedziałeś. - Genialne..! Że też o tym nie pomyślałam... - Tak, wydawała się autentycznie powalona geniuszem tego pomysłu. W końcu to takie proste - zostawić komuś klona, żeby myślał, że to ty... Ha! - Ałaa..! Ja przepraszam, szanownego cesarza, ale nie jestem poduszką, proszę mnie nie drapać. - Pacnęła palcem Kuro w łepek, oczywiście leciutko, tylko po to, żeby go upomnieć i odwrócić jego uwagę od drapanka, a jeśli to nie pomogło to uniosła go, by tego nie robił i wyciągnęła się na kanapie, kładąc go sobie między piersiami, by znowu zacząć go głaskać. - Proszę mi tak nie robić, miły panie, jestem bardzo delikatna. Pana niesamowite szpony trzeba zachować dla niebezpiecznych i niechcianych gości. - Ha! Doprawdy, co za kobieta.

Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 25 lis 2017, o 00:03

Musiał to sprawdzić, musiał się upewnić, bo inaczej by ześwirował od wątpliwości. Nie mógł znieść tej myśli, że istniała szansa na przebywanie jedynie z klonem, kiedy prawdziwa Kaori hasa gdzieś po uliczkach osady. Ta myśl zaczynała powoli rozsadzać od środka i bardzo możliwe, że wkrótce mógł nastąpić wybuch.
Kacur, niechętnie bo niechętnie, ale pomógł swojego kompanowi. Wbił pazurki w panią, a ta nie rozpłynęła się w powietrzu. Obyło się zatem bez wulgaryzmów wykrzyczanych na pełny regulator, bez roztrzaskania całej zastawy i rozszarpania ze złości noszonego kimona. Asahi miał szczęście, chociaż Kaori na swój sposób też, bowiem różnie mogło się potoczyć jej ewentualne spotkanie z rozwścieczonym do czerwoności władcą piasku.
Kuro zrobił krótkie miau, oznaczające po kociemu przeprosiny. Schował pazurki i pozwolił dziewczynie przenieść się na znacznie wygodniejsze i przyjemniejsze miejsce. Na dobre rozłożył się na jej biuście i nie zapowiadało się na to, by ruszał się z miejsca. Nie ukrywał swojego zadowolenia. Z przymrużonymi oczkami wynagradzał głaskanie cichym, jednostajnym mruczeniem. Oj tak, było mu dobrze!
Ichirou przyglądał się temu wszystkiemu, gimnastykując mięśnie swojej twarzy przez przybieranie najróżniejszych grymasów.
- Herbatka... ci... wystygnie... - wypowiedział jedynie z krótkimi przerwami, wlepiając swe spojrzenie na zupełnie zaabsorbowaną Kaori. Widząc, że jakiekolwiek próby nawiązania kontaktu na nic się nie zdadzą, westchnął poirytowany i spojrzał w górę, zadając niebiosom pytanie "boże, czy ty to widzisz?". Niestety nie mógł otrzymać odpowiedzi. W komunikacji przeszkadzał im sufit.
Znowu sięgnął po ceramiczne naczynie i upił z niego łyk naparu, ponieważ tylko to mu obecnie pozostało. Czuł się trochę jak piąte koło u wozu. Prawdopodobnie mógł sobie nawet teraz wyjść, a i tak nikt nie zauważyłby jego absencji. Ba, pewnie nawet gdyby zostawił drzwi otwarte, panienka pozostałaby na swoim miejscu. A może właśnie nie? Kurna, to wciąż była Kaguya. Asahi nie mógł być niczego pewien.
Póki co niech będzie tak, jak jest. Chwilowo nie miał lepszych pomysłów. Jej zabawa z Kuro była mu na rękę, choć w pewien sposób jednocześnie drażniła. Fakt, w przypływie mocniejszej fali irytacji mógł zawsze zagrać im na nosie i odwołać kocura do jego krainy, no ale wtedy pozostałby sam na sam z królewną. Nie był pewien, czy tego chce.
W umowę wchodziło przetrzymanie dziewczyny u siebie. Owszem, mógł z nią tutaj jeszcze posiedzieć, tylko ile? Najwyżej za jakiś czas spróbuje skontaktować się z Sachiko. Na ten moment pozostał tak, jak siedział. Sączył herbatkę, zerkał kątem oka na uradowaną dwójkę i właściwie to tyle. Czas w takiej nudzie upływał ślamazarnie. Masakra.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 26 lis 2017, o 09:52

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
40/45

Dziewczyna coś mruknęła. Coś, co było chyba potwierdzeniem, coś w stylu "yhyym", mającego oznaczać: "tak,
tak, już wstaję..."
- szkoda by było, gdyby taka dobra herbatka, parzona dłońmi samego Diabła Świtu, zmarnowała się i poszła do wylania, tylko dlatego, że panienka o niej zapomniała, bo zajęła się kotem. Tak w sumie było, ale... nie, jednak nie ma żadnego ale. Słodki, przyjemny zapach herbaty unosił się w powietrzu, kot przyjemnie grzał ją w klatkę piersiową, świeże powietrze wsuwało się do pomieszczenia przez drzwi balkonowe. Senność. Była o wiele silniejsza od niej, a dziewczyna nie próbowała z nią walczyć. Ruch jej dłoni zwalniał coraz bardziej, aż w końcu ustał zupełnie, opierając się łagodnie na grzbiecie kota. Taka niewinna... Bardzo niewinna - i bardzo bezbronna kiedy spała, chociaż doświadczenie podpowiadało ci, że to nie jest jedna z tych panien, co śpią kamiennym snem i można z nimi zrobić wszystko. Przynajmniej... normalnie. Biorąc pod uwagę jej zmęczenie z całego tego dnia to równie dobrze mógłbyś sam teraz trzaskać błyskawicami wokół, a ta by nawet nie drgnęła, zbyt głęboko zapadając się w czerń. Zresztą chrzanić jej komfort. Mogła udawać. Wszystko to mogło być jedną wielką szopką, no bo przecież - była Kaguya, a kościany to z całą pewnością zdrajcy z natury! Hej,
poznałeś ich wystarczająco wiele! To te doświadczenie, to właśnie ono... nie pozwala ci zaznać cholernego spokoju, chociaż pajęczy zmysł wyraźnie podpowiada, że gdybyś ją tutaj zostawił samą to tak by leżała - chociażby dlatego, że, no nie wiem,
spała? Pytanie jednak, czy TY mogłeś sobie pozwolić na spanie w takim wypadku.
Noc minęła spokojnie - przynajmniej dla Kaori. Nie budziła się, spała jak zabita, chyba jednak dręczyły ją jakieś senne mary,
jakieś koszmary, mogłeś usłyszeć jej pojedyncze westchnienia, urwane pół słowa wyrwane ze snu - cokolwiek jej się śniło raczej nie było kwiatkami i jednorożcami hasającymi po łące. Czy to jednak ważne? Ważne było to, że nie uciekała. Ranek przyszedł ze swoim spokojem, naturalnie - nie tak cudowny, jak ten poprzedniego dnia, teraz nic, tylko czekać, aż kolejna królewna rozbije się pod twoim balkonem, biadoląc, jak to ona pomocy nie potrzebuje. Nic takiego nie miało jednak miejsca.
Kaori ci nie przeszkadzała zbytnio, nie właziła pod nogi, zresztą po co by miała? Miała kota, do którego gadała jak nawiedzona (od początku wiedziałeś, że musi mieć coś nie ten tego z głową), chociaż kot prócz "miau" jej nie odpowiadał, najwyraźniej nie musiał. Zdawało się, że kobieta opanowała koci język i całkiem nieźle szło jej dogadywanie się z Kuro. Nie znaczy to jednak, że cię ignorowała! Skądże znowu, nie byłeś wolny od jej złośliwych tekścików, nie były zbyt nachalne, czysto żartobliwe nie miały przecież czynić krzywdy czy cię denerwować, ot... chyba dziewczyna po prostu miała już taki styl bycia.
Lakoniczny.
W końcu do drzwi rozległo się pukanie. Mocne, stanowcze, ale jednocześnie nie nachalne - krótkie i przed następnym pukaniem nastąpiła naprawdę dłuuga chwila - o ile w ogóle ktoś po drugiej stronie musiał na powtórne pukanie czekać.
Po drugiej stronie drzwi stał Hikari. Strażnik miał ten sam wyraz twarzy, ten sam strój, nawet stał w ten sam sposób -
aż chciało się uszczypnąć w policzek i sprawdzić czy to nie de ja vu... a nie, wait. Nie trzeba było, bo zaraz słychać było głos Kaori.
- Kto tooo?

Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 26 lis 2017, o 10:18

Odpowiedź była prosta - nie mógł pozwolić sobie na rozluźnienie. Jeden niecały dzień nie był w stanie zmazać długich lat pełnych konfliktów. Nawet jeśli Kaori obecnie wydawała się bardzo sympatycznym gościem, nie mogła liczyć na szczere zaufanie Asahiego. Jeżeli tej tak nagle się odmieniło, to znaczy, że miała nierówno pod kopułą, a to też nie był zbyt dobry prognostyk.
Tak czy inaczej, pozwolił jej zająć się sobą, a właściwie to czarnym kocurem. Wciąż jednak starał się mieć ją na oku i nie zostawiał jej samej na dłużej niż kilka chwil. Dziewczynie na szczęście nie było spieszno do uciekania. Może jednak czekała na idealny moment do czmychnięcia? No właśnie, ten ciężki sen mógł okazać się jedynie grą na uśpienie czujności. Mając taką myśl cały czas gdzieś w głowie, Sentoki nie pozwolił sobie na pełen relaks, kiedy zapadł już zmrok. Czuwał, a przynajmniej starał się to robić, bo wiadomo, że człowiek trochę przysypiał. Drzemki te jednak te były dość płytkie, a utrzymując siedzącą pozę Ichirou co jakiś czas się wybudzał, by upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu.
Noc minęła spokojnie, aż za spokojnie. Nieznudzona kotem panienka wróciła do praktycznie tych samych czynności z dnia poprzedniego. Sabaku myślał o podjęciu tematu politycznych zaślubin, ale nie wiedział, jak dobrze ugryźć temat. Skoro obecnie wszystko dobrze grało, to po co było zaburzać sielankową atmosferę? Jego zadaniem nie było wybicie dziewczynie głupich pomysłów ze łba i przekonanie do swoich racji, tylko przetrzymanie w możliwie ludzkich warunkach.
Wreszcie zaczął odpowiadać na złośliwości nieco zaczepnymi komentarzami, tak jakby dopiero teraz przywrócono mu mowę. Chyba poczuł się nieco swobodniej, no ale też bez przesady.
Z marazmu i rutyny wybiło go donośne pukanie. Ichirou miał nadzieję, że jest to ktoś od Sachiko, by odebrać królewnę i przynajmniej w tej kwestii się nie mylił. Ujrzał w progu Hikariego, któremu skinął głową na powitanie.
- Smutny pan z tęgą miną - odpowiedział wymijająco, nie chcąc jednoznacznie zdradzać tożsamości przybysza, a z drugiej strony unikając kłamstwa, bo te mogłoby zaowocować buntem ze strony Kaori. Wolał unikać głaskania jej pod włos.
Gestem dłoni zaprosił strażnika do środka, a konkretnie do salonu.
- Jeśli ją spłoszysz, to sam będziesz ją gonił - szepnął osobnikowi, a zaraz po tym ruszył do dziennego pomieszczenia, w którym miała znajdować się kościana dama.
Natychmiast przypomniał sobie wszystkie lokalizacje, w których wcześniej schował piasek. Do tej pory było miło, ale przybycie człowieka Sachiko mogło znacząco zmienić sytuację. Asahi nie zamierzał dać się zaskoczyć.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 26 lis 2017, o 15:52

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
42/45

- Dzień dobry, Panie. - Hikari pokłonił się głęboko, jak to etykieta od niego wymagała, jak już ustaliliśmy -
co on, pospoł jakiś, żeby nie wiedzieć, jak się zachować przy osobach wyższych rangą? Twój komentarz co do tego, że jest "smutnym panem" też jakoś go nie ruszył zbyt mocno, właściwie to nie ruszył go ani trochę, mówiąc wprost. Wyprostował się i kiwnął jedynie energicznie głową, potwierdzając, że dotarło do niego, że pojmuje - co tu nie pojmować? Ale dziewczynę trzeba było odebrać i dostarczyć. Co prawda mówione było o większej ilości dzionków, ale może coś się zmieniło? Nie było to chyba nawet istotne. Grunt, że Hikari przyszedł sprawdzić, jak się ma sytuacja i jeśli dopisze odrobina szczęścia to może nawet zabierze ją jeszcze dzisiaj do domu. Wkroczył za tobą do korytarza, zamykając za sobą drzwi. Kaori już nie odpowiedziała, ale jej głos wystarczył, żeby spojrzenie Hikariego zawędrowało wgłąb domu, szukając źródła słodkiego głosiku. No ba! Bardzo słodkiego! Ani trochę.
Kaori leżała zwinięta na sofie i bawiła się swoimi paznokciami, z jakiegoś powodu bardzo nimi pochłonięta - kto wie, może obudziły się w niej pokłady kobiecości i stwierdziła, że nie wypada mieć takich brzydkich, nie spiłowanych, zarośniętych i połamanych paznokci? Nie wyglądała na zdruzgotaną czy nawet zasmuconą wyglądem jej płytek. Chyba po prostu zabijała czas. Gwardzista wszedł do salonu, ale kobieta nie zwróciła na niego większej uwagi, najwyraźniej mało zainteresowana gośćmi, którzy mogli do ciebie przyjść.
- Panienko Kaori, przyszedłem odebrać cię w imieniu szanownej pani Sachiko.
I tyle było z cudownej sielanki.
Czarnowłosa zamarła, chociaż wyraz jej twarzy nie zmienił się ani o jotę. Ten kompletny bezruch był o wiele bardziej niepokojący. Myśli musiały właśnie przebiegać z prędkością błyskawicy (heh) po jej umyśle. Znała ten głos? Musiała znać Hikariego, w końcu ten ją ścigał. Zresztą nawet jeśli nie kojarzyła, to wydźwięk zdania, ani trochę nie delikatnego i owijającego w bawełnę, była jak szpila wbita pod żebra.
- Kiedy jest ślub? - Głos Kaori był teraz idealnym substytutem lodu. Aż dziwne, że wszystko wokół niej nie zamarzało.
- Zostanie przyśpieszony jak najbardziej się da. Pani Sachiko chciała wysłać cię do ojca przed ślubem, niestety plany uległy zmianie. Głównie dzięki panience ucieczkom. Im szybciej pogodzi się panienka ze szczęściem ojca, tym lepiej.
Królewna zerwała się do pozycji siedzącej, kierując na Hikariego wzburzone, przecinane błyskawicami, błękitne ślepia. Zacisnęła palce na krańcach kanapy. Część pierwsza - gdyby głos mógł zamrażać. Część druga: gdyby spojrzenie mogło zabijać...
- Przykro mi, ale nie ma panienka wyjścia.
- Ach tak? - Oho, zaczyna się.

Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 26 lis 2017, o 16:21

I to by było na tyle z sielanki. Sabaku przeczuwał, że wizyta Hikariego nie pójdzie gładko, ale wciąż dużą niewiadomą było, jak wielkie okażą się najbliższe wyboje. Stojąc w salonie i przyglądając się rozwojowi sytuacji z należytą czujnością, zaczął dziękować sobie w duchu, że jednak pochował ten piach po pokoju. Lada moment mógł się przydać.
Wieść o przyspieszeniu ślubu wzburzyła królewnę, co było do przewidzenia. Jeżeli wciąż miała zamiar powstrzymać ceremonię, to pozostały czas na działanie wyraźnie się jej skurczył. W takim przypadku na dalsze drzemki i zabawy z kotkiem nie było czasu. Ta Kaori, którą władca piasku poznał jako pierwszą, mogła znowu wyjście na światło dzienne i pokazać kości.
Kuro, widząc co się święci, zwinnie usunął się na bok, chcąc uniknąć prawdopodobnych skutków napięcia, które naelektryzowało powietrze w salonie.
- Dlaczego tak bardzo nie chcesz tego ślubu? Twój ojciec ma prawo decydować o swoim życiu - wtrącił się spokojnym tonem, dopiero teraz poruszając dotychczas unikany temat. Ichirou nie był pewien, czy dziewczyna będzie teraz skora do pogawędki i wyjaśnień, czy jednak postawi na bardziej śmiałe działanie. I na tą gorszą ewentualność był mentalnie przygotowany. Jeżeli w ruch pójdą błyskawice lub kości, natychmiast powoła do ruchu okoliczny piach do ochrony siebie oraz Hikariego.
Mimo wszystko miał nadzieję, że królowa chłodu doceni jego dotychczasową gościnność i nie zrobi rozróby w środku jego nowej rezydencji. Rezydencji, w której mieszkał dopiero trzeci dzień!
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 26 lis 2017, o 16:43

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
44/45

Napięcie można było kroić nożem - znowu! Gdybyś tylko posiadał cud technologii zwany żarówką (którego jeszcze nie było, ty nie wiesz co to jest, ale to nie ważne, drapiemy w czwartą ścianę) to ta na pewno zaczęłaby teraz migotać, jestem tego więcej niż pewna, a zaraz pewnie by pękła, stwierdzając, że woli wieść żywot (nie-żywot?) stłuczonego szkła niż wisieć nad głowami tak... napiętej kobiety. Dosłownie! Lepiej szybko sobie odpuścić niż walczyć o takie niebezpieczne i niesprzyjające żarówkom miejsce. I to też wiedział Kuro - lepiej usunąć się na bok, póki czas, zanim coś tutaj zacznie się dziać. Na przykład zanim cały ten piękny dom zamieni się w ruinę.
- Ta chora wiedźma robi ze mnie niewolnika, faszeruje lekami, przez które całe dnie śpię i trzyma jak więźnia! Przyjechałam tutaj ją poznać, a stałam się jej zakładniczką! Potem sprzeda mnie pewnie jakiemuś szlachcicowi niższych lotów, żebym nie przeszkadzała, albo do domu publicznego i stanę się zwykłą kurtyzaną! Jestem wojowniczką, mam swój honor! Wolę zginąć niż tak skończyć i pozwalać jej zwodzić mojego ojca! - Kłamała? Nie wyglądało na to. Kipiała wręcz emocjami, realnymi, namacalnymi.
- Panienko Kaori, przestań proszę rzucać takimi oskarżeniami w stosunku do Pani Sachiko. - Hikari odwrócił się w twoją stronę i pokłonił głęboko. - Najmocniej przepraszam, dziewczyna jest niezrównoważona i ma problemy ze sobą.
- Ja? JA jestem niezrównoważona?! - Pisnęła niemal - przy czym jej pisk i tak nie był piskiem. Zawyżyły jej się po prostu nuty. Wstała na równe nogi i cofnęła się parę kroków w tył, trochę jak zbity pies, który nie ma ochoty, by kij znów opadał na jego kark. - Jesteście wszyscy nienormalni! Ty i ta twoja wiedźma!

Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 26 lis 2017, o 17:44

Zrobiło się gorąco wcale nie z powodu wolno wdzierającego się żaru z zewnątrz do środka. Asahi z względnym spokojem obserwował przede wszystkim dziewczynę, by zareagować w przypadku ewentualnego wyskoku. Póki co wyskakiwały jedynie słowa z jej ust, w dużej ilości i w gwałtowny sposób. Słowa te układały się w dość mocne zarzuty wymierzony w panią Sachiko i jej podwładnych. Miały one jakiś sens. Znaczy się, brzmiały dość prawdopodobnie, ponieważ były w stanie wytłumaczyć sam fakt ucieczki dziewczyny jak i jej ówczesny stan. Tyle że to były tylko słowa, bez jakichkolwiek potwierdzeń, wypowiedziane przez osobę nie budzącą zaufania i to na dodatek w sytuacji, w której ta zmuszona była kombinować.
Słowo przeciw słowu. To jasne, że głupotą byłoby obrona kościanej królewny, nawet jeżeli działania Sachiko w istocie do szlachetnych nie należały. Asahi nie był od bronienia uciśnionych. Miał swoje zadanie, swój klan, swoja prowincję. Mimo wszystko wypowiedź Kaori wzbudziła u niego pewne wątpliwości. Pojawiły się pytania, na które chciał odpowiedzi. Nie zamierzał być psem ślepo wykonującym czyjeś rozkazy.
Atmosfera była jednak zbyt napięta, by ot tak, kilkoma łagodnymi słowami dostać swoje. Brązowowłosy dotąd wysłuchiwał wszystkiego z opanowaniem, ale powoli tracił cierpliwość.
Zacisnął pięści, a w jego ciele zakotłowała wzburzona chakra. Pozostali z pewnością odczuli ten potężny przepływ. Ba, mogli zostać nawet nim przytłoczeni. Nie był to wyłącznie efekt zdenerwowania, lecz mały pokaz tego, z kim tak naprawdę mieli do czynienia. Ze sporym respektem do gospodarza powinni być bardziej skorzy do współpracy.
- SPOKÓJ! - krzyknął donośnie głosem, który nie akceptował choćby najmniejszego sprzeciwu. Srogim spojrzeniem obdarował wpierw strażnika, by potem zatrzymać bursztynowe oczy na Kaori.
- Jesteście w moim domu, to ja tu rządzę i będzie tak, jak ja powiem - powiedział wciąż dosadnie, ale już bez przesadnego unoszenia głosu. Przesunął wzrok nieco w bok, na siedzisko dotychczas zajmowane przez królewnę i kiwnięciem głowy zasugerował jej, by ta z powrotem usiadła. Podobnie zresztą zalecił Hikariemu, któremu wskazał palcem fotel znajdujący się nieopodal.
Sam zaś pozostał w tym samym miejscu, pośrodku dwójki przesłuchiwanych, bo chyba taką teraz mieli przybrać rolę. Splótł ręce na klatce piersiowej i przeniósł uwagę na strażnika. To jego zamierzał teraz przepytać.
- Skąd ten pośpiech? Panienka mogła przecież zostać ze mną na kolejne dwa dni. - Oczywiście nie znaczyło to, że tego tak bardzo chciał. - Jako gość nie stwarzała problemów i nie uczyniła niczego, co można byłoby uznać za powód do przyspieszenie ceremonii. - Trochę się czuł, jakby stawał w obronie tej małej mendy (tak, nie zapomniał o błyskawicach!), ale bardziej mu chodziło o samo poznanie faktów dotyczących tej sprawy.
- Chodzi o ślub, czy jednak nie? Bo swoim działaniem sami ją zachęcacie sprawiania kłopotów. - Pytanie nie wynikało z troski o dobro dziewczyny, bo jakoś specjalnie jej nie współczuł. Po prostu zaczynał odnosić wrażenie, że Sachiko bardziej zależy na samej młodej niż jej ojcu. Nie mogli się ohajtać bez robienia niewolnika z kościanej siksy?
No tak, zachowywał się teraz jak jakiś prawdziwy pan agitator, sędzia sprawiedliwy, rozjemca skłóconych. Mógł przecież oddać dziewuchę i nara, ale najwyraźniej miał tendencję do utrudniania sobie życia. Chyba nie chciał zamykać tej sprawy mając tyle niewiadomych. A że niestety piaskiem nie dało się rozwiązać wszystkich problemów, to musiał się nagimnastykować w inny sposób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 26 lis 2017, o 18:40

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
46/45

Kurcze, no źle. Źle i niedobrze, znów byłeś ignorowany w swoim własnym domu. Hikari cię nie ignorował, ale ta dyskusja mimo wszystko toczyła się niby z tobą, ale jednak stałeś o wiele za daleko, żeby się w nią wkręcić. Nie pozostawało nic innego jak... wtrącić swoje trzy grosze w całej tej burzy? Chyba tak. Nie wypadało ignorować gospodarza w jego własnym domu. Chakra wydobyła się z twojego ciała i dopiero teraz powietrze naprawdę stało się napięte! Niewiasta ucichła, tak samo jak Hikari nie wypowiedział już żadnego słowa. Ten drugi cofnął się o krok, nieco ugięły się pod nim nogi, a na jego twarzy wreszcie pojawiły się jakiekolwiek emocje, które można było odnotować. Był to strach. Wpatrywał się w ciebie ze strachem, trzymając już rękę w okolicach miecza, chociaż był to tylko odruch wyuczony latami. Dobrze wiedział, że nie ma z tobą szans. Kaori również się skuliła, opierając o wezgłowie kanapy. Cudowna cisza przerwana tylko i wyłącznie twoim głosem. Jak z dziećmi! Tylko sprawa nie dotyczyła złamanego rogu ulubionego kucyka, albo wyrwanego kłaczka lalce Barbie, a czyjegoś życia. Kto tu kłamał a kto mówił prawdę? Zależy, na ile tak naprawdę cię to interesowało. Jakaś kościana panienka i jej tatuś? Ród, albo raczej: szczep, który wyrżnąłbyś najchętniej w całości? Czy ty czasem nie czekałeś na jakiś ich fałszywy ruch,
na to, aż się wychylą za mocno, by móc znów trzepnąć ich po głowach? Tymczasem masz tutaj pannicę przy sobie, której miałeś pilnować i nie jesteś skłonny jej oddać od razu. Czemu? Miałeś swoje powody. Logiczne i trzeźwe, które niewiele miały wspólnego z uczuciami - od nich właśnie teraz należało się odciąć, żeby czasem nie zaburzyły ci poglądu na całą sytuację.
Kaori wyprostowała się i zrobił to też Hikari, z tym, że temu drugiemu nadal drżały dłonie i cały był... rozedrgany. Bez pisku wykonał polecenie i zasiadł na fotelu, potulny jak trusia, chociaż akurat Hikari był potulny z założenia, od momentu kiedy go poznałeś. Nie było tych momentów spotykania się zbyt wiele, but who cares? Kaori natomiast nie była aż taak skłonna do współpracy, ale nie to, że nie usiadła. Zagryzła dolną wargę i z lekkim opóźnieniem zajęła swoje miejsce, opuszczając głowę.
Chyba biła się z myślami. Chyba. Może trawiła to, jaka tak naprawdę przepaść była między wami.
- Pośpiech został wystosowany od strony pana Kaguya. Nalegał, by ślub odbył się jak najszybciej i by panienka Kaori nie była wysyłana do domu. - Kaori uniosła głowę na te słowa i ściągnęła brwi, wpatrując się uważnie w gwardzistę. Tak,
jakby nie bardzo wierzyła w to, co usłyszała i chciała się upewnić, że teraz będzie spijała każde słowo z jego ust. - Z całym szacunkiem, Panie, ślub wymaga wielu przygotowań, a Pani Sachiko chciałaby jednak mieć chociaż trochę czasu,
by zaprzyjaźnić się ze swoją przyszłą córką. Chciała również spotkać się z Panem, by osobiście podziękować za trud.

Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 26 lis 2017, o 23:46

W końcu role zostało jasno nakreślone. Gospodarz stracił cierpliwość i dał pozostałym do zrozumienia, że są jedynie gośćmi. Gośćmi, którzy przy nim nie mogli pozwolić sobie na wiele. Nawet Kaori, choć potrafiła napsuć krwi swoimi umiejętności, była poziom niżej niż władca piasku. Właśnie udowodniła to prezentacja czystej energii brązowowłosego osobnika, który miał już dość bierności.
On był panem pustyni. Oni mogli co najwyżej pobawić się w piaskownicy.
No! I takie napięcie w atmosferze lubił. Te powstałe z jego powodu. Te, od którego pozostali mogli zostać porażeni. Odrobinę zadowolony, ale wciąż ze srogim wyrazem twarzy, przyglądał się teraz strażnikowi w oczekiwaniu na wyjaśnienia. Biedaczek się trochę przestraszył. Trochę niepotrzebnie mu się oberwało, bo chodziło przede wszystkim o utemperowanie nerwów dziewczyny. Bywa, życie jest niesprawiedliwie. Przynajmniej w takim stanie będzie mniej śmiały w próbach krętactwa i oszukania złotookiego panicza.
Że to przyspieszenie ślubu wyszło z inicjatywy tatusia? No ciekawie, ciekawie. Ta wieść szokowała jeszcze bardziej Kaori.
I co teraz, moja droga damo?

Asahi westchnął cicho. Może dało się dociągnąć sprawę do końca bez rozlewu krwi. Lepiej brudzić wciąż świeżych ścian.
- Och, no to mamy nawet jakiś punkt wspólny. Może w takim razie wybiorę się z Kaori do Pani Sachiko. Tylko co na to panienka? - Przeniósł spojrzenie na dziewczynę i przechylił głowę na bok, w oczekiwaniu na odpowiedź. Przed podjęciem decyzji pytał się o zdanie damy. Dżentelmen, prawda? No właśnie w tym rzecz, że nie do końca. Wybór był tak naprawdę iluzoryczny, bo Asahi nie zamierzał postępować inaczej. Królewna wiele opcji nie miała. Mogła albo współpracować, albo znowu działać na przekór, tyle że to wiązało się z odpowiednią reakcją. A raczej żadna ze stron nie chciała, by Sabaku podejmował odpowiednie reakcje. Po co psuć tę tak doskonale rozwijającą się relację?
Jeżeli w kościanej księżniczce nie obudziła się buntowniczka, mógł poczynić dalsze kroki. Zwrócił się wtedy do Hikariego.
- Poczekasz na nas przy wyjściu? - Kolejne z pytań, które nie przewidywało opcji wyboru.
Poczekał, aż pozostaną sami w salonie. Nie to, żeby nagle zebrała mu się ochota na buzi-buzi, ale w rozmowie w cztery oczy miał większe szanse na wzbudzenie zaufania i jakiekolwiek dogadanie się. Strażnik, choć kulturalny, najwyraźniej nie wzbudzał sympatii dziewczyny.
Zbliżył się w jej stronę i stanął jeden, może dwa kroki przed nią. Nieznacznie się nachylił, po czym obdarował ją nieco spokojniejszym spojrzeniem i łagodniejszym tonem wypowiedzi niż dotychczas.
- Pójdę z tobą, by upewnić się, że wszystko będzie w porządku. Uwierz mi, ta cała sprawa też nie jest mi na rękę, ale czasem trzeba zaakceptować rzeczywistość, a nie bezskutecznie się z nią szamotać. - Czy go popierdzieliło. Może trochę. Jego słowa nie wynikały z dobroci serca i współczucia bidulce, a po prostu z rozsądku. Zadanie miało charakter polityczny, czyż nie? Starał się podejść więc do tematu jak prawdziwy dyplomata, który robił dobrą minę do złej gry. Miał już dość piorunów, kościanych kolców, męczącej gonitwy. Chciał załatwić sprawę polubownie, o ile to było w ogóle możliwe.
- Przy mnie nie powinni cię traktować tak, jak wcześniej - dodał chwilę później, jakby wierzył jej wcześniejszym zarzutom. Starał się w ten sposób pokazać, że są po tej samej stronie. Ojoj, chyba był małym kłamczuszkiem. - Liczę więc na dalszą współpracę. Nie mam najmniejszej ochoty się za tobą znowu uganiać - stwierdził, wzdychając cicho.
Czy pójście na ugodę było właściwym podejściem do kościanej panienki? Miał spore wątpliwości, czy czasem nie jest zbyt miły i łagodny. Przecież to była, do cholery, Kaguya! Jej obecnie nastawienie przecież mogło być dalej grą. Jej kolce mogły cały czas czekać na odpowiednią okazję, a on się tylko niepotrzebnie narażał. Gdyby od początku potraktował ją jak zwykłego więźnia, miałby już dawno problem z głowy. No ale ona do zwykłych więźniów nie należała.
Nie, nie nie! Nie będzie taki miękki! Teraz zagra tak, by wyszło poszło gładko, a potem najwyżej wypchnie dziewuchę prosto w objęcia pani Sachiko! Nie będzie przecież trzymał strony nieprzyjaciela. Po stanowczym nakreśleniu ról mógł wykorzystać swój autorytet i zmusić dziewczynę do zaakceptowania jego decyzji. Ale nie, jemu zachciało się jakichś gierek. Im bardziej w nie brnął, tym trudniej było z nich wyjść.
- Chodźmy - rzucił krótko oschłym tonem. Niedbałym gestem dłoni zalecił dziewczynie powstanie i przespacerowanie się do wyjścia. Tam powinien czekać na nich Hikari, by zaprowadzić ich potem do przyszłej panny młodej.
Ech, chyba złagodniał na starość.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2669
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość