Rezydencja Ichirou

Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 12 paź 2017, o 19:42

Obrazek
Ichirou nie mógłby osiąść w przeciętnym, nieciekawym lokum i jego domostwo z pewnością takie nie jest. Jedną z istotnych zalet rezydencji Asahiego jest wprost doskonałe położenie. Znajduje się ona bowiem w samym centrum, które stanowi serce Atsui. Ten zadbany i ozdobiony licznymi detalami budynek jest dwukondygnacyjny, przy czym na parterze znajduje się sklep jubilerski, natomiast piętro w całości należy do rozpoznawalnego w swym regionie, brązowowłosego Sabaku. Dyskusyjna pozostaje zatem kwestia, czy więcej prestiżu zyskuje mieszkanie przez fakt położenia nad jubilerem, czy też więcej prestiżu ma jubiler przez fakt położenia pod domostwem sławnego bohatera wojennego.
Jeżeli zaś chodzi o samo wnętrze, to jest ono przestronne i wykonane z klasą. Nie brak tu obrazów lub innych dzieł sztuki artystów pochodzących z najróżniejszych regionów świata, ale stanowią one dekorację i nie są głównym elementem wystroju, przez co nie może być mowy o przesadnym przepychu i braku umiaru. Mieszkanie składa się z długiego korytarza, przytulnej kuchni, salonu, osobnego pomieszczenia na garderobę oraz trzech sypialni, w tym jednej z okrągłym łożem. Nie można pominąć również dużego tarasu, z którego jest świetny widok na rynek osady.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Dom Ichirou

Postprzez Ichirou » 12 paź 2017, o 20:16

Przez wiele tygodni wolne chwile Asahiego wypełnione były planowaniem, obmyślaniem, ustalaniem, uzgadnianiem, zamawianiem i wszystkim innym, co tylko wiązało się przygotowywaniem i wyposażaniem swojego nowego domostwa, a właściwie - rezydencji. Choć od dnia przejęcia Atsui minął już spory kawałek czasu, to jednak trudno do tej pory było mówić o jakimś stałym lokum brązowowłosego shinobi. Fakt, niby miał jakieś tymczasowe mieszkanie, ale równie często albo i częściej nocował w różnych przybytkach w obrębie wioski. Co prawda mógł już dawno wprowadzić się do swoich nieskromnych czterech ścian, ale wolał zrobić to dopiero po dopięciu wszystkiego na ostatni guzik. Nie chciał psuć efektu.
Warto było. Złotooki Sabaku był niezmiernie rad z tego, jak finalnie prezentowała się jego mała rezydencja, która mogła konkurować nawet z tymi najbardziej prestiżowymi domostwami bogatych kupców. Czuł się tu dobrze, bo w sumie jak można było czuć się w tak dobrze wystrojonym miejscu?
Pierwszy dzień spędził na rozgoszczeniu się w nowym mieszkaniu. Sprowadził tutaj swoje klamoty, wyposażył garderobę, ugotował pierwszy obiad w kuchni (chociaż w jego przypadku była to rzadkość), a wieczór spędził na tarasie, popijając dobrą herbatę i obserwując rynek ze świetnej pozycji widokowej.

***
Obudził się wypoczęty następnego poranka. Powoli wygramolił się z wygodnego łóżka z myślą, że ma jeszcze do sprawdzenia pozostałe dwie sypialnie. Zbliżył się do niedużego okna i rozsunął zasłony, pozwalając wedrzeć się promieniom słońca do pomieszczenia. Chwilę później wyczłapał na taras. Przeciągnął się, omiatając spojrzeniem bursztynowych oczu całą okolicę. Wioska żyła już swoim codziennym rytmem.
Jakąś sekundę później na uliczce obok rozniósł się trzask. To młoda dziewczyna wypuściła gliniane naczynie z wodą, które w zderzeniu z kamiennym podłożem rozpadło się z hukiem na drobne kawałeczki. Niewinne, zszokowane dziewczę zamarło w bezruchu niczym słup soli na widok Diabła Świtu, który zupełnie nieskrępowany absolutną nagością właśnie przeciągał się na balkonie.
Ach, cóż za piękny poranek...
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 13 paź 2017, o 16:50

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
1/45


Dzień był naprawdę piękny. Wiesz, jeden z tych, w których doceniasz życie przy subtelnym poranku, podczas którego poprawiasz swoje rodzinne klejnoty, żeby je wygodnie ułożyć... a nie, to jeszcze nie ten moment, jeszcze się nie ubierasz. Więc: wiesz, jeden z tych, w których doceniasz życie przy subtelnym poranku, podnosząc się leniwie z łóżka, by wyjść na zewnątrz i pozwolić promieniom słońca obmyć twoje ciało - poranna kąpiel w blasku twej własnej chwały, znudzi ci się to kiedykolwiek? Jesteś piękny i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, grasz tym autem jak pokerzysta zagrywa Asa z rękawa, myślisz sobie, że nikogo to już nie będzie dziwić, że nikogo nie może dziwić, a jednak za każdym razem pozostawiasz ludzi zdziwionych. Jak to działało, powiedz..? I przypomnij, w którym punkcie leżał tu haczyk..? Ludzie kochali, kochają i będą kochać rzeczy piękne - tak i łatwo przychodziło im kochanie pięknych ludzi. O wiele łatwiej żyło się, kiedy nie spoglądałeś na czyjego kaprawego ryja, tylko na wymuskaną twarz, którą kuło dłuto samej Afrodyty (oj, jej na pewno nie, ona byłaby zazdrosna o własne stworzenie!), pewnie dlatego istniały chmary mdlejących, młodych dam, które piszczały niczym psiaki za mężczyznom marzeń. Nie pytaj mnie, jakiego stereotypu się tutaj trzymamy i jaki typ urody był teraz na czasie - będę mogła ci odpowiedzieć tylko, że twój.
Gdyby ta kobieta na dole miała iPhona to właśnie strzelałaby ci fotki i w tej samej sekundzie znalazłbyś się na Instagramie. Bogowie błogosławcie czasy, kiedy nie było jeszcze tego tałatajstwa..!
Niewielkim zaskoczeniem było, że prognoza na dziś zapowiadała się... słonecznie. Niebo było czyściutkie, klarowne, malowane najdroższą z farb błękitu, które odbijało się w twoich złotych oczach i przeglądało weń jak w zwierciadłach. Nie masz nic lepszego do roboty, to stoisz i gapisz się na to niebieskie prześcieradło, na którym kładła się największa z gwiazd, rozpościerająca już swe ramiona nad światem bożym. Błogosławiło twym złotym oczętom, tamtej kobiecie, która zarumieniła się cała i przyłapana na wpatrywaniu się od razu opadła na ziemię, niechlujne próbując zebrać szczątki wazy, zupełnie jakby zebranie ich do kupy umożliwiło jej magiczne naprawienie naczynie - och, jak przykro. Nie umożliwi. Rutyna w takich chwilach nie biła po oczach, ale to chyba tylko dlatego, że ty jeszcze jej nie odczuwałeś - nowe mieszkanie, pachniało nadal świeżością, ale jeszcze trochę i przesiąknie twoim zapachem. I zapachem samotności, z którą akurat ty potrafiłeś sobie poradzić, prawda, Przyjacielu?
Pozwolisz, że będę tak do Ciebie mówiła.
Nikt nie zadzierał głowy, nie spoglądał na ciebie, albo i spoglądał, tylko ty nikogo nie przyuważyłeś, rozsądnie, mierzy wyżej, niż ci ludzie w dole - gdzieś w górę, gdzieś tam wyżej, gdzie ulatywały ludzkie sny.
- Nie... - Nie? Ależ tak. Byłeś osobą, w której dłoniach drzemały możliwości - jak ten kowal z powiedzenia, słyszałeś może o nim? - trzymasz w palcach młotek, te palce od dawna są mocno zaciśnięte, i uderzasz w kowadło, gdy położony zostaje nań rozgrzany metal - wybrano już formę, w końcu masz prywatnego współpracownika, znasz już jego imię?
Niektórzy nazywają go Przeznaczenie. Ja mówię na niego Los.
- Nieee..! - Dźwięki nie przebijały się niczym szczególnym do twoich uszu, tworzyły to rutynowe tło dla twojego wspaniałego poranka, ot przekupki na rynku wołały jedna przez drugą, a to jakieś dzieciaki zapiszczały w tłumie, a to ktoś ryknął rubasznym śmiechem. Tylko tamten dźwięk tłuczonego dzbana był dziwny. Inny. - Proszę, proszę... - To był kobiecy głos. Zachrypnięty, błagający - głos przez łzy - i gdyby nie te zniekształcenia uznałbyś go za całkiem przyjemny. Nie była wcale piękna - ubrana jedynie w białą, prostą sukienkę, pobrudzoną, wybiegła zza jednego z budynków na uliczkę tuż pod twoim balkonem całkowicie boso, upadając na kolana do dziewczyny, która jeszcze chwilę temu upuściła dzban. Miała potargane, dłuższe, czekoladowe włosy, nienaturalnie bladą skórę jak na te tereny - jej drobna twarzyczka, którą mieściłbyś spokojnie w dłoniach, równie brudna co jej sukienka, mokra była od łez i wody lecącej z jej nosa. Rozpacz? Czy tak właśnie wyglądało uosobienie rozpaczy? - Błagam, pomóż mi, pomóż..! - Dziewczyna od dzbana odsunęła się, odskakując od nieszczęsnej kobiety jak oparzona, spoglądając na brudną jak na inny gatunek, który właśnie spadł z nieba - niebezpieczny gatunek. Czekoladowowłosa uniosła swoje błękitne oczy - błękitne jak wolność ponad twoją głową, nieskończoność nieba - na ciebie. Płakała. Była skrajnie wyczerpana i zrozpaczona... a może po prostu szalona? Spoglądając na nią teraz ciężko to było ocenić. - Pomocy... błagam...

Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 15 paź 2017, o 12:39

Wyrzeźbione z wielką pieczołowitością przez dłuta bogów dzieło wyszło na taras swego skromnego pałacu, by uraczyć szary tłum odrobiną swojego splendoru. Smukłe, pozbawione jakichkolwiek skaz czy nawet blizn (dzięki ostatnim zabiegom pewnej pani medyk) ciało w blasku pustynnego słońca prezentowało się tak, że nawet najwybitniejsi malarze mieliby problem z ujęciem tej pięknej sceny, której głównym bohaterem był niezaprzeczalny mister całego świata shinobi.
- Chyba powinienem postawić tu sobie lustro - stwierdził z błogim uśmiechem, by chwilę później przejść już uwagą od swojej osoby do otaczającego świata, którego - jak mogło się teraz wydawać - był panem i władcą. Bo czegoż mu brakowało? Miał siłę, by decydować o losach istotnych wydarzeń. Był ceniony w swym rodzie, cieszył się sporą popularnością w całym regionie, a wrogowie woleli omijać jego osobę szerokim łukiem. Miał jeden z najlepszych domów w osadzie, na brak gotówki nie narzekał, mógł mieć tyle kobiet, ile tylko chciał. Oczywiście, że apetyt rósł w miarę jedzenia i Asahi swoimi ambicjami mierzył jeszcze wyżej, ale jeśli mowa o dokładnie tę chwilę, to był usatysfakcjonowany.
No, prawie, bo akurat ten wspaniały, spokojny poranek został zaburzony przez jakąś rozmazaną, krzykliwą jędzę, której jazgot jak i sam wygląd wywołały grymas niezadowolenia na twarzy złotookiego bożka.
I ryczy to, tarza się po ziemi, jęczy, buczy. Szalone jakieś. I niespełna rozumu.
- Błagam to ja o odrobinę ciszy! - odparł donośnie z wyraźną irytacją, pozbawiony jakiegokolwiek wzruszenia spazmami nieznanej mu kobiety. Zbliżył się do krawędzi balkonu i podparł łokciami o gorącą od słońca, kamienną balustradę. Akurat okolice pasa zasłaniała mu jakaś doniczkowa, egzotyczna roślina, więc nie szokował niepotrzebnie golizną. Osobiście jednak nie widział w swej nagości podstaw do szokowania, a raczej do westchnień i podziwu.
- Po co ten lament? Czemu psujesz ten poranek? - wycedził tym razem już bezpośrednio płaczącej kobiety. Oburzenie w takiej formie to i tak maksimum uprzejmości, na jakie zasługiwała ta jędza. Bardziej adekwatnym byłoby szturchnięcie ją kijem z komentarzem: "Ić lemantować gdzieś indziej."
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 15 paź 2017, o 19:15

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
3/45


Skromność, drogi panie, skromność przede wszystkim! Tylko po co być fałszywie skromnym, kiedy jest się w pełni świadomym swoich walorów..? Niewiasty lubiły pewnych siebie mężczyzn, ale too akurat wiedziałeś! W końcu niejeden miejscowy kupiec spoglądał na ciebie z raczej mocno wątpliwym podziwem, doskonale świadomi, że to nie przed złym, wielkim światem powinni strzec woje córki, a właśnie przed tym małym, maluczkim, postawionym tuż obok nich. Bohatyr się znalazł, patrzcie wy go! Bohater kobiecych serc, ha! Raczej ich łamacz. Skromność wcale nie decydowała o tym, czy apetyt na jeszcze więcej będzie proporcjonalnie rósł w czasie. Rozumiesz, byłeś jak ten szczeniak w królu lwie, co go unosili nad skałą - wszyscy go znali, bo przecież, hej - pawian go uniósł, to musiało coś znaczyć! - niby wszyscy klękali, niby podziwiali, niby się bali, w końcu lwa o złotych oczach lepiej omijać z daleka, niby mogłeś mieć wszystko, o czym tylko zamarzysz, bo z wieku szczenięcego wyrosłeś już dawno temu, tylko, heh... Szkoda, że w to wszystko w życiu nie szło jak w tej bajce. Historia, na którą wpływałeś, płynęła złotem i krwią. Tylko ślepy głupiec nie doceniłby piękna tej drogi.
I być może też ta dziewczyna, której rozbił się dzban, bo w jej świecie jego stłuczenie było o wiele istotniejsze niż [iPan Świata[/i] stojący w najwyższej komnacie, najwyższej wieży.
Heej, Raszpunkoo, spuścisz mi swoje włosy?
Ile razy już ktoś padał przed tobą na kolana i błagał? O litość, o ratunek, o życie? Nie robiła na tobie najmniejszego wrażenia, ta Rozpacz rozciągnięta u twoich stóp, albo raczej u stóp twojego zamku, który dzielnie bronił cię przed szaleńcami jej pokroju, którzy odbierali spokój prawym obywatelom, którzy chcieli tylko cieszyć się porankiem. Kobieta od wazonu odsunęła się, podniosła, cofając kawałek, spojrzała to na ciebie, to na tą niezdrową niewiastę i nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić - ale ona była twoim najmniejszych zmartwieniem, cała czerwona, w końcu to nie ona zakłócała tu twój poranek.
- Błagam... - Wyszeptała po raz kolejny, unosząc się wyżej na łydkach, dłoniami podparła się o mur twojego domu, jakby chciała cię dosięgnąć, nie wyciągnęła jednak dłoni w twoim kierunku. Wasz kontakt wzrokowy został zerwany gdy dziewczyna obróciła się w kierunku, z którego przybiegła - miałeś doskonały widok na rynek, więc od razu mogłeś zauważyć, co przykuło jej uwagę - dwójka strażników idących w tą stronę, rozglądających się na boki. Och..? - Proszę..! - Zwróciła się do ciebie raz jeszcze, ale widząc, że chyba nic nie wskóra, uniosła się, złapała poły białej, brudnej sukienki i pobiegła wzdłuż uliczki, wstrzymując dech. Dziewczę od wazy zdążyło gdzieś zniknąć.
Miało być spokojnie, to do jakiego kija..!
Strażnicy zatrzymali się przy kimś, porozmawiali z jednym z kupców chwilę, który wskazał im kierunek (twój kierunek) i skierowali się w stronę twojej posiadłości.
Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 18 paź 2017, o 10:55

Błagam, proszę, pomocy... No ileż można było jęczeć i powtarzać jak mantrę te słowa, zamiast wreszcie odpowiedzieć na zadane pytanie i przejść do konkretów? Jak tu miał brać na poważnie tę głośną jędzę i wydobywać z siebie głęboko ukryte pokłady empatii? Ichirou miał już swoje lata, a przede wszystkim doświadczenia, z których wiele dotyczyło wielkich i burzliwych spraw. Nikt zdrowy na umyśle nie spodziewałby się więc, że przesadnie eksponowany, nieokreślony dramat nieznanej mu kobiety poruszy go w jakikolwiek sposób. Ni to z grymasem niezadowolenia, ni z politowaniem spoglądał, jak kobieta podczołguje się pod ścianę wspaniałej rezydencji i próbuje wziąć go na litość. Patrzył na nią teraz z góry nie tylko w dosłownym znaczeniu tego stwierdzenia. Nie traktował jej zbyt poważnie.
- A może by tak do rzeczy? - zapytał zbyt cicho i zbyt późno, by ten komunikat dotarł do zamglonego umysłu brudnej niewiasty. Ta bowiem zdążyła już skapitulować i pospiesznie ruszyła w poszukiwania pomocy u innego źródła.
Przewrócił bursztynowymi oczami i westchnął cicho. Miał już spokój. Wreszcie...

- No, koniec scenki. Rozejść się - skomentował do ewentualnych widzów w pobliżu, teatralnie odmachując ręką jakby od niechcenia, co znaczyło dokładnie tyle samo co krótkie "sio".
Jeszcze przez kilka chwil przyglądał się otoczeniu, które chyba wracało do swego normalnego rytmu życia.
Poprzednie odetchnięcie z ulga okazało się jednak przedwczesne. Czujne spojrzenie młodego władcy piasku dostrzegło jakichś strażników w okolicy, którzy - jak się zaraz okazało - szukali właśnie Diabła Świtu. Przynajmniej tak dało się zrozumieć po tym, jak jeden z kupców wskazał im Sentokiego stojącego na balkonie. Czy miało to związek z tamtą ryczącą kobietą? Bo raczej nie strażnicy nie pytali o to, kto jest największym przystojniakiem na Samotnych Wydmach. Każdy przecież znał odpowiedź.
- No świetnie - mruknął pod nosem, a moment później wrócił do wnętrza mieszkania. Mógł się spodziewać rychłej wizyty miłych panów, więc wolał do tego momentu się ogarnąć. A to w jego przypadku nie było natychmiastowe! W pierwszej kolejności udał się do pomieszczenia pełniącego funkcję garderoby, z której po krótkim zastanowieniu wziął swój najbardziej powszechny zestaw w postaci dobrze skrojonych, czarnych spodni i białego podkoszulka. Później, już ubrany, pomaszerował do łazienki, gdzie przed lustrem poprawił brązowe włosy, które po kilku sprawnych ruchach przeszły z niekontrolowanego nieładu do kontrolowanego. Na sam koniec spędził chwilę na rozważaniach nad doborem perfum. Wybór padł na te niedawno ściągnięte z Tsurai, których nuty zapachowe pochodziły w głównej mierze od orzeźwiających cytrusów.
Jeżeli strażnicy zjawili się wcześniej i już zaczęli dobijać się do drzwi domostwa, to musieli uzbroić się w cierpliwość. Nie można było zaburzyć przygotowań księcia pustyni.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 18 paź 2017, o 14:45

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
5/45


Tak, tak, Przyjacielu, to starość..! Dwadzieścia lat, ponad dwadzieścia!, na karku to nie przelewki! Dobrze, że bogowie pobłogosławili cię takim ciałem, trochę czaso-odpornym... a nie, chwileczkę, czy to czasem nie zasługa wybitnego medyka, który zadbał o to, żeby żadne blizny nie szpeciły twojej doskonałości? Pewnie dopłaciłeś parę stówek, podałeś kopertkę pod ladą, w końcu czego jak czego, ale pieniędzy ci nie brakowało! - i od razu dorzuciła usługi ekstra. Nie? Nie było tak? Zmarszczki wszystkie wygladziła, okład z młodych piersi potrafi zdziałać cuda, o paniee..! To i doskonale się trzymałeś, wiedząc, że dbanie o swoje zdrowie było podstawą. W zdrowym ciele - zdrowy duch! Tak prawili wszem i wobec, nie ważne, czy na salonach, czy wśród prostego ludu zebranego na rynku. Ech, teraz tylko przydałoby się zainwestować w jakieś ujędrniające kremiki (no na serio!), coby nie przepłacać za zbyt częste odwiedziny u profesjonalistów zajmujących się usuwaniem zmarszczek i jesteś ustawiony na całe życie! Ludzie to doceniali - i ty o tym wiedziałeś, rzecz jasna doceiali ci bardziej ogarnięci od jakiejś żebraczki dobijającej się do twoich progów, której oczy nawet nie wyłapały już twojego ruchu warg, kiedy oglądała się za siebie, a potem kiedy umykała przez ulicę. Boso. Można było tylko podejrzewać, że taki bieg nie mógł należeć do najprzyjemniejszych, potrąciła nogami rozbite fragmenty dzbana - zniknęła z pola widzenia, biedna, nie wiedząc, że gotów byłeś wysłuchać jej historii. Pewnie w stanie, w którym była, nie byłaby do tego nawet zdolna.
Parę osób przystanęło na rynku i spoglądało w waszym kierunku, a w końcu już tylko w twoim, kiedy nawiedzone dziewczę zniknęło - atrakcja, coś się działo, ktoś cierpiał! - wszak niczego innego nie było potrzeba gawiedzi, tylko chleba i igrzysk. Niektórzy ruszyli dalej, inni nachylili się do swoich towarzyszy i zaczęli coś szeptać między sobą, hejterzy wszak byli wszędzie, na każdym kroku, lepiej uważać na plecy, bo nigdy nie wiadomo, kiedy cię ktoś obsmaruje (wprost tego nie zrobią, za bardzo się bali..!), a jeszcze inni wzruszyli ramionami i wrócili do swoich spraw i spacerków. Dzień jak co dzień w tym błogosławionym przez Amaterasu mieście.
Strażnicy mieli wzrok skupiony na budynku, w tłumie nie dojrzeli uciekinierki, ale wzrok tego, który rozmawiał z jednym z kupców zatrzymał się na twojej osobie - skromnie zasłonięty przez doniczkę (czy inne tałatajstwo) nie straszyły już na wstępie dorodnych mężczyzn opływających testosteronem, jeszcze byś został posadzony za kratkami za uprawianie ekshibicjonizmu! Ależ panie, toć to czysta sztuka, jakie rażenie oczu..! Zawinąłeś do wnętrza budynku i w trakcie porannej toalety usłyszałeś pukanie do drzwi, niezbyt nachalne, ale wystarczająco mocne, żeby nie dało się go tak po prostu przegapić. Czekali cierpliwie. Najwyraźniej zdawali sobie sprawę z tego, do kogo pukają, bo wątpliwe, żeby przeciętny strażnik miasta mógł pochwalić się anielską cierpliwością w stosunku do każdego obywatela. Tak to już był zbudowany ten świat - jedni mogli więcej od innych, żadna nowość. Ile zaś kosztowało zbudowanie tego więcej sam wiedziałeś najlepiej.
- Hikari Yoshiko, dowódca oddziału piątego. - Przedstawił się mężczyzna, kłaniając się w pas, jak to maniery wymagały. Był tylko on, dwójka pozostałych strażników... sobie zniknęła. Najwyraźniej poranek obfitował w magicznie ulatniających się ludzi, kiedy spodziewałeś się, że jednak zabawią parę chwil dłużej. Mężczyzna był przeciętnego wzrostu, równie przeciętnej urody, chociaż zwolenniczki prawdziwych mężczyzn pewnie mogłyby się w nim zauroczyć - ciemna skóra, ciemne włosy, mocna szczęka. - Przychodzę z delikatną sprawą z polecenia Sachiko z klanu Sabaku.- Imię nie było ci takie nieznane, kobieta była jedną z polityków, z którym liczono się w Atsui. Hikari nie wyglądał na zbyt przejętego całą tą farsą, spoglądał na ciebie z lekkim znudzeniem w czekoladowych oczach, ubrany w lekkie fatałaszki jak na strażnika tutejszych terenów przystało - nie świecił stalą na gołej klacie. Nie kontynuował. Najwyraźniej nie zamierzał kontynuować w drzwiach, albo czekał na twój odzew w styl spierdalaj lub serdecznie zapraszam.
Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 18 paź 2017, o 19:58

Otóż nie, nic z tych rzeczy! Akurat jeśli chodzi o kwestię medycznych, a raczej estetycznych zabiegów, to te brązowowłosy osiągnął nie siłą, pieniędzmi lub ciałem (bo te było więcej warte od złota), lecz po prostu dobrymi kontaktami. Się zna ludzi tu i tam, ma się dobry kontakt z pewną pani medyk, która po prostu w geście przyjaźni przywróciła dzieło bogów do swego pierwotnego, idealnego stanu. Zdobyte w różnych bojach blizny i tego typu pamiątki poszły w zapomnienie, przez co Ichirou prezentował się teraz jak książę pustyni, na którego wszyscy chuchali i dmuchali, a nie jak doświadczony weteran, którym w istocie rzeczy był.
Przetestował cierpliwość strażnika niespiesznym szykowaniem się, ale wreszcie po jakimś czasie uchylił drzwi domostwa. Skinął głową na grzeczności ciemnoskórego osobnika, samemu zachowując milczenie. Choć na salonach często prezentował się jako dżentelmen, to jednak w codziennych sytuacjach rzadziej sięgał po kurtuazyjne zachowania. No chyba że chciał przez to coś osiągnąć, no ale nie oszukujmy się - w tej konkretnej sytuacji to on był tym, który stoi wyżej, przynajmniej jego zdaniem. To strażnik przyszedł do niego z jakąś sprawą, a nie on do strażnika. Naturalną koleją rzeczy było więc, że ukłony i wyrazy szacunku były jednostronne.
Nieznacznie przechylił głowę na bok i uniósł jedną brew, obdarowując Hikariego pytającym spojrzeniem. Przemknęła mu wtedy przez głowę wspomnienie o osobniku o tym samym imieniu, ale dość szybko myślami wrócił na ziemię. Osobnik stojący przed nim zdradził bowiem powód swojej wizyty. Ogólnie, bo ogólnie, ale było od czego zacząć.
- Och, pani Sachiko... - powtórzył imię wpływowej kobiety z drobnym, chwilowym uśmieszkiem na ustach. Owszem, kojarzył tę personę, stąd też taka, a nie inna reakcja. Sachiko była przecież całkiem atrakcyjną kobietą.
Tylko czego mogła chcieć?
- Delikatna sprawa? Chyba nie aż tak bardzo, skoro nie uraczyła mnie osobistą wizytą. A szkoda... - westchnął z lekkim zawodem, choć było w tym więcej aktorstwa i zgrywania się niż szczerej reakcji, po czym odwrócił się i wolnym krokiem ruszył korytarzem w stronę salonu. Machnął przy tym dłonią w zapraszającym geście. Listowne zaproszenie raczej nie było tu konieczne.
- Proszę jednak jej powiedzieć, że jest tutaj mile widziana. Nie mam nic przeciwko omawianiu ewentualnych spraw bezpośrednią z nią. No, chyba że ona ma coś przeciwko, ale przy takim stanie rzeczy będę czuł się urażony... - przechodząc przez salon otwartym gestem dłoni wskazał mu tradycyjne, niskie siedziska przy niewysokim stoliku oraz wygodne fotele, które znajdowały się nieco dalej. Samemu zaś przespacerował się kilka kroków dalej i zatrzymał w progu balkonowych drzwi. Schował dłonie w kieszeniach, oparł się o framugę i stał tak frontem do tarasu, spoglądając na odległe uliczki. Mówił więc odwrócony plecami do swego gościa.
- ...a wtedy nie byłbym zbyt skory do dalszej współpracy. Bo jak się domyślam, nie zjawiłeś się tutaj bez powodu. Co to więc za problem, że pani Sachiko postanowiła skierować się z nim do mojej nieskromnej osoby?
No, kolego, czas przejść do sedna.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 19 paź 2017, o 16:48

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
7/45


Ach, oczywiście, znajomości! Jak mogłabym o tym zapomnieć? Słyszała kiedyś, jak ktoś powiedział (może też to słyszałeś?), że mądry człowiek wszystko wie.
Sprytny wszystkich zna.
Kiedy znałeś parę nazwisk, wiedzialeś, do kogo się uśmiechnąć, a kogo odprawiać z kwitkiem, zyskiwałeś nagle dostęp do bardzo wielu uprzywilejowań, wiele mogłeś dostać, zyskać. Myk był w tym, że kiedy nie posiadałeś nic swojego i szybko nie wykorzystywałeś sytuacji, żeby jak najbardziej się obłowić, szyko przestawałeś się liczyć i stawałeś tylko laleczką, piękną laleczką, ale wciąż laleczką, przestawioną z kąta w kąt. Na szczęście ty nie miałeś się co martwić! Nie byłeś znany z tego, że tylko znasz parę nazwisk i dlatego ten strażnik, który cierpliwie czekał pod drzwiami, nie chciał być namolnym – byłeś znany, bo zapracowałeś na to własnymi ręcoma, tymi ślicznymi, na których nie było widać nawet kropelki rozlanej krwi (oooch..? ja widzę każdą kroplę[/i), chociaż ziemia, po której stąpałeś, powinna się rozmakać od juchy wyciśniętej z żył wrogów.
- W imieniu pani Sachiko najmocniej przepraszam. – Skoro sprawa była taka [i]delikatna
, które to słowo brzmiało troszeczkę dziwnie w ustach Hikari'ego, jak zostało to wspomniane, to rzeczywiście kobieta mogła się sama pofatygować w odwiedzinch. Mężczyzna zgiął się ponownie w pół, w trakcie przeprosin, przynajmniej w przeciwieństwie do większości strażników – złamasów, którzy mieli problem z podstawowymi manierami, ten wydawał się całkiem ogarnięty. Sachiko musiałaby się wykazać ignorancją, żeby przysyłać kogoś całkowicie niewykwalifikowanego w odwiedziny do kogoś, od kogo potrzebowała pomocy. Pomocy? Czegoś chciała. Strażnik wsunął się za tobą do mieszkania i zamknął za sobą drzwi, by głos nie niósł się na zewnątrz. Stąpał dość cicho, ostrożnie, samym środkiem korytarza, pozwalając sobie na zerknięcie na obrazy i smakowity wystrój całego wnętrza. Domowo i z klasą – posiadłość, o której tacy jak oni mogli pomarzyć stała przed nim otworem, ale po mężczyźnie nie było widać ani grama zachwytu, przecież nie był tu gościem, który mógł wejść i rzucić tekstem ej, stary, świetna chata! – profesjonalizm na to nie pozwalał. - Zapewniam, że jedynie ogrom pracy powstrzymał panią Sachiko przed osobistym pojawieniem się, odstąpiła od odwiedzin z wielkim żalem. – Gładka gadka wszędzie była w cenie, bez różnicy w jakim towarzystwie się obracało. Hikari był jedynie posłańcem, ale przecież szacunek nie pozwolił kobiecie wysłać do tak ważnej osobistości byle kogo! - Dziękuję za chęć wysłuchania. – Kolejny ukłon, tym razem już nie tak głęboki, nim brunet siadł na wskazanym miejscu, zupełni się nie przejmując tym, że ty wolałeś postać na balkonie, chłonąc powietrze, które już chuchało gorącem na wszystkie strony świata, wciąż dało się żyć, ale za parę godzin pozostanie poprzymykać okna i chować się w cieniu własnego pałacu. Ludzie przyzwyczajeni do tych temperatur znosili to o wiele lepiej. Czułeś na sobie, na swoich plecach, wzrok strażnika, który siedział prosto na krańcu fotela, nie rozsiadając się jak ostatni prostak – schludnie, równo, ograniczając się do koniecznych gestów i słów. Bez prywatnej wylewności. - Ważny politycznie gość dla pani Sachiko sprawia wiele problemów. Jest to wyszkolona kunoichi. Odmawia współpracy. Jej zachowanie negatywnie wpływa na wizerunek pani Sachiko, jak również samego klanu Sabaku. Być może miał pan przyjemność ją zobaczyć, uciekała w tym kierunku. – Bez zbytniego wdrażania się w temat. - Zbiegła kunoichi musi zostać pojmana i zatrzymana w odosobnieniu przez trzy dni, dopóki nie zostanie oddelegowana do rodzimego kraju. Nie ma nikogo bardziej utalentowanego i zaufanego, do kogo pani Sachiko mogłaby się się zgłosić. Dyskrecja jest tu największym priorytetem. Oczywiście jest to duża przysługa, więc i wynagrodzenie będzie sowite.
Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 19 paź 2017, o 18:55

Czego jak czego, ale ogłady gościowi nie brakowało. I bardzo dobrze, bo znacznie przynajmniej się rozmawiało z kimś, kto stosował się do wszelkich zasad uprzejmości i potrafił wydukać z siebie więcej niż kilka niepoprawnych słów. Taka postawa nie była czymś szczególnie powszechnym wśród szeroko pojętych strażników, jednakże tutaj była mowa o człowieku nie byle kogo, a szanowanej pani polityk. Takowa nie posłałaby przecież nierozgarniętego rębajły do przekazania dość istotnej sprawy, która na dodatek miała delikatny charakter.
Pokiwał głową z uśmieszkiem na twarzy na tłumaczenia mężczyzny, czego ten akurat nie mógł wychwycić z racji obserwowania pleców samozwańczego księcia pustyni. Asahi nie urodził się wczoraj. Był świadom, że słowa Hikariego wynikały z formalnej grzeczności, ale jego całkiem sprawne wybrnięcie z pytania lekko rozbawiło złotookiego Sabaku.
Osobnik wreszcie miał przejść do rzeczy, więc Asahi zachował milczenie i nie przerywał wyjaśnień niepotrzebną gadką.
Godzina wciąż była dość młoda, jednak spływający z ognistej gwiazdy żar zdążył już obmyć całą okolicę, co dało się odczuć podczas stania w progu wejścia na taras. Fakt, że dzięki baldachimowi z jasnego, zdobionego materiału Ichirou nie był bezpośrednio wystawiony na działanie słońca, ale i tak wszędobylska ciepłota dawała się we znaki. Młody weteran mógł odczuć, jak masy ciepłego powietrza powoli wtłaczają się do wychłodzonego przez noc mieszkania.

Ze spokojem wysłuchiwał przekazu strażnika, aż w pewnym momencie obrócił głowę w jego stronę i obdarował go pytającym spojrzeniem spod zmarszczonych brwi.
- Mówisz o lamentującej, pobrudzonej dziewczynie? No to zdążyła mi akurat zaburzyć spokojny poranek - wtrącił się na moment, a potem wrócił spojrzeniem na swój piękny taras i przebiegające w okolicy uliczki wioski.
Gdyby wiedział parę chwil wcześniej, zapewne byłby już na ukończeniu swojego zadania. No ale można było sobie gdybać i gdybać. Pewnie co dopiero im zbiegła, więc jak trwoga to do boga. Boga piękna rzecz jasna.
- Mhm, o ile sprawa toczy się o dobre imię rodu i nie kłóci się z polityką Jou, to powiedzmy, że jestem skory do podjęcia się tego zdania - stwierdził po krótkiej chwili zastanowienia. Domyślał się, że bardziej tu chodzi o interesy Sachiko niż o Sabaku, więc tutaj musiał się upewnić. Swego rodzaju nacjonalizm, który wzbudził się w nim jakieś parę lat temu, nieco zmienił jego podejście do zawodu shinobi. Teraz ktoś musiałby mu oferować górę złota by ten rozważył w ogóle podjęcie się zadania, które zaszkodziłoby jego klanowi. Nie podejmował się już wielu zadań o charakterze czysto najemniczych, których celem było jedynie napchanie własnych kieszeni. Chętniej wykonywał zadania, w które sam wierzył przynajmniej w minimalnym stopniu i które miały przyczyniać się do umocnienia pozycji władców piasku. O misjach sprowadzających się do ścigania i eliminowania kościanych wrogów już nie było co wspominać, gdyż ten epizod wymierzania prywatnej zemsty można było już uznać za przeszłość.
Westchnął cicho, a potem cofnął się do salonu, zamykając za sobą drzwi. Przemieścił się zaledwie o krok, by oprzeć się teraz plecami o grubą, kamienną ścianę, od której bił lekki, przyjemny chłód. Teraz już mógł prowadzić dialog ze strażnikiem twarzą w twarz.
- A cóż takiego narozrabiała ta krzykliwa niewiasta? - zapytał, splatając ręce na wysokości klatki piersiowej. No jasne, że go to ciekawiło! Jeżeli miał się uganiać za jakąś dziewoją, to wolał wiedzieć, z jakiego powodu.
- Czego mogę się po niej spodziewać, skoro to kunoichi? Skoro mieliście już z nią do czynienia, to powinniście wiedzieć, do czego jest zdolna. Wolę ograniczyć efekt zaskoczenia do minimum... - stwierdził, robiąc sobie krótką przerwę. Jeżeli zależało im na dobrze wykonanej robocie, to strażnik powinien udzielić mu wszelkich istotnych informacji.
- Załóżmy więc, że do niej dotrę. Powinienem obchodzić się z nią jak z jajkiem, czy mogę sięgnąć po wszystkie dostępne mi środki. I jeżeli już ją schwytam, to co mam z nią zrobić? Trzymać przez te trzy dni w ukryciu przed światem? Przekazać ją wam? Wziąć ją na spacer? - No, to były dość istotne kwestie, bo pojmanie dziewczyny niekoniecznie oznaczało koniec kłopotów.
Cóż, częściej dostawał zadania, w których nie musiał utrzymywać jeńców przy życiu. Brzmiały one znacznie prościej.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 20 paź 2017, o 09:02

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
9/45


Karty zostały rzucone na stół, teraz trzeba było tylko spojrzeć, co to są za karty i czy czasem przeciwnik nie chowa jakiegoś Asa w rękawie. Tylko... kto był w zasadzie tym przeciwnikiem, skoro to Sachiko rękma Hikariego wyłożyła grę, wciągając cię do niej? Stolik czekał, stał tam, gdzie stal, a ty trwałeś owrócony do niego plecami, ignorant, ha..! Niee, to nie była ignorancja, dobrze wiedziałeś, że ludzie tacy jak Sachiko nie fatygują się bez bardzo istotnego powodu, a już na pewno nie proszę o pomoc weteranów takich jak ty, którzy liczyli się w rodzie i mieli coś do powiedzenia, ba! - byłeś przecież osobą, która zadawała pytania, która chciała zrozumieć, w czym tkwi problem, do którego miejsca sięga rozdanie, bo na pewno nie było to pierwsze w tej grze – pierwsze dla ciebie, ale na pewno nie dla samej zleceniodawczyni. Polityka..! Wspaniała rzecz dla tych, którzy kochali bawić się słowami – okrutna, niewierna kochanka, która jedną noc spędzała z tobą i przysięgała ci wieczność, by już następnej skończyć w ramionach innego. Hikari był tu tylko pionkiem, posłańcem, a fakt, że należał do straży i był człowiekie Sachiko niewiele zmieniał, prócz potwierdzenia, że kobieta troszczyła się o swoją pozycję i objęła już pazurkami przynajmniej część miejscowych służb, ale czy każdy ważniejszy polityk tego nie robił? W końcu poker tutaj nie toczył się o pieniądze, rozgrywki miały ten głębszy charakter, który dodawał niezbędny dreszczyk emocji, sprawiał, że adrenlina w żyłach skakała wysoko i opadała tylko na parę chwil, kiedy następowała przerwa na sen. Była uzależniająca jak narkotyk.
- Zgadza się, Panie. – Przynajmniej wiedziałeś już jak wygląda, to zawsze coś, prawda? No i jej stan nie wskazywał na to, żeby dla kogokolwiek mogła być zagrożeniem – dla kogokolwiek innego prócz samej siebie, bo jej pęd, jej ucieczka, szkodziła jej samej najwięcej, czy była tego warta? Hikari skrzyżował z tobą spojrzenie, kiedy się odwróciłeś, jednak już po chwili, grzecznościowo, opuścił to spojrzenie, zatrzymując je na wysokości twojej klatki piersiowej – z czystego wyrazu szacunku dla twojej osoby. - Interesy Szacownego Jou są interesami pani Sachiko. – Wielkie słowa, nie ma co! Słowa dla samych słów czy rzeczywiście tak było? Osoby, które nie stały bezpośrenio przy głowie rodu, nie należały do starszyzny, zazwyczaj na uwadze miały przede wszystkim własne dobro, jak sam słusznie miałeś to na uwadze – lepiej dmuchać na zimne i zakładać ten gorszy scenariusz, z drugiej strony raczej by nie kłamała przez usta swojego posłańca? Posłańca, który najwyraźniej bardzo dużo wiedział, niemal jakby Sachiko stała tuż obok niego i szeptała mu na uszko odpowiednie słówka. Chyba kogoś czekał tu awansik, spoglądając na to, jak dobrze strażnik się spisywał.
Ciepłe powietrze przestało się wdzierać do pomieszczenia, kiedy tylko zamknąłeś balkon. Grube ściany nie nagrzewały się tak szybko, dzielnie odpierały ataki pięknej Sol i nie dawały się złamać jej słodkim pocałunkom. Bezpieczna przystań, w której już drugiego dnia wielkiej koronacji musiało pojawić się zamieszanie, typowo, było się czemu dziwić? Niektórzy byli magnesem na kłopoty, a Ty miałeś dodatkowo ten ukryty perk. W końcu jak trwoga to do Boga. Hikari siedział ciągle w tej samej pozycji, nie wodził za tobą spojrzeniem, nie wiercił się, czekał na twoje pytania po wyłożeniu dokładnie sprawy, bo zianteresowania już się doczekał – teraz wypadało tylko jeszcze dokładniej naświetlić sprawę, zebyś nie został pozostawiony w szczątkowych informacjach, och panie, to odpadało z pewnością! Achiko by na to nie pozwoliła... i przede wszystkim Ty byś przecież na to nie pozwolił. Nie uważasz, że czasy, kiedy byłeś dzieciakiem biegającym za pieniądzem były o wiele bardziej radosne, niż te? Wtedy wszystko było inne, człowiek wierzył w drugiego człowieka, miał jeszcze wiarę w świat. Teraz nie pozostawała nawet wiara w to, że tamten przyjaciel zza rogu nie wbije ci noża w plecy, jeśli zamarzy mu się ten pałac, który posiadasz i te aksamitne szaty, które mogłeś nosić.
- Sama ucieczka jest wystarczającym przewinieniem. Jak wspominałem jest to bardzo istotny politycznie gość. Przyszła córka z planowanego małżeństwa pani Sachiko, które ma się odbyć w najbliższych dwóch miesiącach z członkiem rodu Kaguya. – Słowo polityczny gość brzmiało tu bardziej jak więzień. Tym nie mniej samo wspomnienie o rodzie Kaguya powinno dać wystarczający pogląd na istotność tej sprawy. - Sam pan widział, w jakim jest stanie. Gdyby ojciec dziewczyny zobaczył ją w takim stanie sytuacja nie byłaby zbyt ciekawa. Niestety panienka Kaori stara się zrobić wszystko, by to małżeństwo zrujnować. – Hikari uniósł na moment swoje czekoladowe oczy, by skrzyżować je z twoimi złotymi. - Oczywiście zdaje sobie pan sprawę z istotności tego małżeństwa. – Dwa klany nigdy za sobą nie przepadały, a najwyraźniej starano się zrobić coś, by nieco załagodzić tą wzajemną niechęć. - Kunoichi jest zdolną Akolitką klanu Kaguya, potrafi modyfikować swoje kości, tworzyć z nich broń, której nie przetnie zwykła stal, same kości zaś potrafią być diabelnie ostre, włada raitonem na poziomie przeciętnym, wystarczającym jednak, by zrobić z niego użytek. Specjalizuje się w walce bezpośredniej. Jej szybkość jest powyżej przeciętna. Jak pan widział natomiast jest wyczerpana. Dwóch moich ludzi aktualnie za nią podąża.[/b] – Rozwiązała się zagadka, gdzie jest pozostała dwójka strażników. - Panienka Kaori musi pozostać nienaruszona w większym stopniu, w razie potrzeby zostanie wezwany medyk. Jeśli coś poważnego jej się stanie może to pociągnąć za sobą przykre skutki. Pani Sachiko nie chciałaby zbytnio pana obciążać, kunoichi musi być trzymana w godnych warunkach, w posiadłości Pani Sachiko jest przygotowany dla niej pokój, jeśli jednak wygodniej jest panu zostać na własnych włościach z niewiastą lub gdzieś wyjechać nie stanowi to żadnego problemu tak dług, jak długo dziewczyna będzie bezpieczna i nie wystawiana na widok publiczny. - Tak, teraz mogłeś co najwyżej zastanawiać się, co by było, gdybyś jej pomógł, albo gdybyś uznał ją za tyle niebezpieczną, żeby ją złapać - cokolwiek! - cokolwiek, co by sprawiło, że znalazłaby się w twoich łapkach. Ale jej nie było. Biegła gdzieś przez uliczki i uciekała przed dwójką strażników z Szaleństwem i Rozpaczą u swojego boku.
Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 4 lis 2017, o 17:34

Polityka, ach, polityka. Jeszcze jako nastoletni lekkoduch starał się omijać ją jak najszerszym łukiem, ale od pewnego czasu nie mógł już się od niej całkowicie odciąć. Był zbyt mocno zaangażowany w sprawy klanowe i zajmował zbyt wysoką pozycję. Jako, że jego ogólne motywy i cele życiowe były zbieżne z dobrobytem Sabaku, musiał w mniejszym lub większym stopniu zważać na kwestie polityczne. A co do samego uprawianie tejże dziedziny, to jakieś tam predyspozycje miał. No, z pewnością większe niż przeciętny shinobi od zamiatania. Głupi nie był, umiał mówić gładko jeśli miał na to ochotę, a poza tym miał prezencję jak mało kto, a może i nawet jak nikt. Miał też świadomość, że wprawny polityk może zdziałać równie wiele jak doświadczony shinobi, tylko czy na pewno chciał być politykiem? Trudno powiedzieć. Zagranie słowem od czasu do czasu było ciekawym urozmaiceniem, ale babranie się w tym na co dzień mogło szybko zbrzydnąć.
Nie było sensu upewniać się dalej co do intencji zleceniodawczyni. Nie był potrzebny geniusz, by dojść do wniosku, że Ichirou jest słabym kandydatem do wykonania zadania, które w finale miałoby wyrządzić szkodę władcom piasku i kłócić się z rządami lidera. Asahi w żadnym wypadku nie był psem na posyłki głównodowodzącego, ale nacjonalizmu nie można było mu odmówić. A że był przekonany co do tego, że Jou obecnie jest najwłaściwszą osobą na stanowisku przywódcy, to nie zamierzał przyczyniać się do zmiany tego stanu rzeczy.
Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, gdy został wspomniany temat planowanego małżeństwa na linii Sabaku-Kaguya. Pierdolona polityka. Nawet jeśli wojna zakończyła się dwa lata temu, to jak można było w ogóle wykonać ruch w tym kierunku? Przecież utrzymanie pokoju z tymi kościanymi barbarzyńcami było równie wątpliwie, co dotrzymanie przez Ichirou hipotetycznego celibatu. Nie po to wylewał siódme poty i dosłownie wyżynał oddziały Kaguya, by teraz oglądać ich parszywe mordy z tymi kropkami na czole.
Nawet jeśli przygasła w nim nienawiść, a żądza zemsty została zaspokojona, to i tak pozostawała w nim wyraźna niechęć wobec szczepu kościanych. Jedna jedyna Nariko na pozycji lidera nie wystarczała, by zmienić nastroje wśród Kaguya. Przecież władcy piasku wydarli im prowincję i zepchnęli na margines świata shinobi. Naturalną koleją rzeczy była chęć odwetu z ich strony. Sabaku powinni się więc umacniać, by być gotowym do ewentualnej obrony. Chociaż... może te małżeństwo było po to, by zmniejszyć ryzyko wystąpienia kolejnego zbrojnego konfliktu? Podchodząc absolutnie chłodno do sprawy, polityczny mariaż był całkiem rozsądny. Z czystego rachunku zysków i strat korzystniej było zacisnąć zęby, schować dumę i ułożyć się z nieprzyjacielem niż dążyć w zaparte do kolejnej wyniszczającej wojny.
Polityka...
Westchnął, opuszczając bezwładnie wcześniej splecione ręce. Gdyby miał kierować się jedynie własnymi odczuciami, puściłby wolno dziewczynę lub nawet pomógłby jej w zrujnowaniu tych całych zaślubin. No ale po to człowiek miał rozum, żeby nie kierować się jedynie instynktem. Upust swoim emocjom mógł dać w wymierzaniu osobistej wendetty. Teraz, po upływie wielu miesięcy starał się bardziej stawiać na rozsądek i chłodne podejście. Fakt, czasem wstępowała w niego gorąca krew, ale tylko w skrajnych sytuacjach. Teraz miał jednak kilka chwil na pomyślunek i wydanie chłodnego osądu.
- Mam nadzieję, że ta panienka Kaori nie napsuje mi za wiele krwi... - skomentował, dając do zrozumienia, że podejmie się zadania. - Wezmę tylko swoje rzeczy i ruszę za nią. Nie powinna być zbyt daleko. Oby tylko twoi ludzie nie spuścili jej z oczu - dodał, zrywając się z bezruchu, by pokierować się do pomieszczenia obok. Tam prócz bogatej garderoby miał znajdować się ekwipunek oraz gurda z piachem. Panienka prezentowała pewien poziom bojowy, więc wypadało być przygotowanym na wszelkie ewentualności.
Bez ociągania się założył kabury z podręczną bronią, do pasa przypiął podręczną torbę z bukłakiem wody, a na koniec dźwignął pojemnik z najpowszechniejszym surowcem pustyni, który stanowił podstawowe narzędzie każdego Sabaku.
- Wychodzimy - oznajmił krótko z korytarza, o ile strażnik znajdował się jeszcze w mieszkaniu.
Wyglądało na to, że nacieszenie się nową rezydencją musi odłożyć na później.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 4 lis 2017, o 19:11

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
11/45

Gdyby było inaczej pewnie Sachiko nigdy by się do ciebie, mój ty kochaniutki, nie zgłosiła... a może tak? Może wtedy przyszedłby do ciebie ten sam strażnik, rzucił na stół wór pieniędzy i powiedział: jest dziewczyna do złapania. Żywa. Każdy miał swoją cenę, nie istniał człowiek nie do kupienia, nie wszyscy po prostu cenili pieniądze. W polityce wszystkie ruchy były dozwolone, nie było chwytów, po które się nie sięgało, tutaj nie było przyjaciół, nie było też wrogów, wszyscy byli swoimi dobrymi znajomymi, tymi ludźmi, z którymi robiło się interesy i handlowało życiami innych znajomych. Chciałoby się napisać, że to sroga przesada, hm..? Tylko ile razy przez niesnaskę dwóch osób ginęli ludzie? Całkowicie niewinni, niewplątani w temat - o, tamta Grażyna ze straganu z warzywami z całą pewnością miała w nosie panią Sachiko, Kaguya, Sabaku - żyła sobie z dnia na dzień, martwiła się tylko o to, że dzisiejszy wagon z warzywami dotarł za późno i przez to paru klientów było niezadowolonych, a jeden zażądał zwrotu pieniędzy, bo sprzedała mu nieświeżego... nie wiem, banana. Banany rosną na pustyni? Chyba nie. Tamten Wiesław też miał to gdzieś. Tak, tak, ten pracownik drogowy, który dzisiaj zamiatał z piasku ulicę. Serio mówię! No trzymał miotłę i zasuwał nią, żeby zmieść PIASEK. Przy okazji denerwował sąsiadów, ale uparł się, że jego kawałek drogi przed domem musi być czysty i już! Nie przemówisz takiemu do rozsądku, że kurzy, że tak cały dzień może zamiatać, nie! On rano wstawał, przed pracą i zamiatał piasek. Co im do tych wszystkich politycznych rewolucji? W tym wszystkim najgorsze było to, że elizejskie pola polityki wysysały z większości ludzi duszę. Znikała moralność, przestawało liczyć się dobro człowieka - chodziło tylko i wyłącznie o dobro prywatne, o zarobki, o władzę. Pragniesz władzy? Jeśli nie ty to wszyscy wokół. Tylko na co komu była ta cała potęga bez odpowiedzialności..? Po co? Dla chorych fascynacji, dla potrzeby poczucia, że było się na górze, że miało się kontrolę nad samym sobą, nad wszystkimi i wszystkim wokół?
- Również mam taką nadzieję. - Mężczyzna podniósł się nie odrywając od ciebie wzroku. Rzeczywiście, dalsze wypytywanie, okazywanie niepewności co do planów Sachiko mogłoby rzucić na ciebie nieprzychylne światło, zwłaszcza, ze, na czystą logikę, kobieta nie przychodziłaby raczej do kogoś wiernego Sabaku z planami napsucia Sabaku krwi? A planowane małżeństwo jako to psucie krwi nie brzmiało, wręcz przeciwnie. Jasne, mężczyzna tutaj mógł kłamać jak z nut, tamta uciekinierka mogła się okazać kimś zupełnie innym, może kobieta chciała ją dorwać tylko po to, by poderżnąć jej gardło? Tylko nadal - czemu niby miałaby się bawić w takie wielkie knowania z kimś takim jak ty? Twój głos się liczył, nawet jeśli sam nie byłeś fanem pływania w bagnach polityki - twój głos naprawdę się liczył. Znali cię ludzie, znała cię większość mieszkańców, och, już na pewno poznawali cię wszyscy ważni. Tak czy siak - kłamać mogła.
Może po prostu Pani Sachiko cię nie lubiła i chciała w coś wkopać? A może rzeczywiście miała dobre intencje i niewiele było osób, do których mogłaby się z taką delikatną misją zgłosić, zwłaszcza, że jej niekompetencje mogły tutaj wyjść na wierzch, gdyby głowa klanu się o tym dowiedziała. Że niby nie potrafi utrzymać na wodzy jednej dziewczyneczki? Ano to taka dziewczyneczka wcale nie była.
Dowódca Oddziału Piątego był już przy drzwiach, czekał na ciebie, z grzeczności jednak nie wyszedł przed tobą. Pokłonił się płytko i ruszył dopiero za twoim wyraźnym rozkazem, kiedy ty ruszyłeś przodem - chwilowo był, zdaje się, twoim strażnikiem, o ile w ogóle jakiegokolwiek potrzebowałeś, ha! Raczej to ty mógłbyś prowadzić jego za rączkę. Tym razem darował sobie już podziękowania, podziękuje jak misja będzie wykonana, ha! - w końcu jego skóra też od tego zależała, skoro został posłannikiem. Zeszliście na sam dół, ty ze swoją gurdą u boku - oczywiście, nie stawałbyś przeciwko tej dziewczynie bez żadnej broni, zwłaszcza, że wychodziło na to, że dziewczynka wcale nie jest taka bezbronna i biedna, na jaką wyglądała. Och, może była, ale w sumie... co ci do tego? Tak jak już sam zauważyłeś - gdyby to była kwestia twoich emocji to byś ją puścił. Niestety to nigdy nie mogła być kwestia tylko emocji, bo niestety zazwyczaj kierowanie się nimi prowadziło właśnie do wojen - długich i krwawych. Jak już ustaliliśmy - nikt tych wojen nie chciał. Nie liczymy tutaj pomieszańców mózgowych, czyli jakichś sadystów czy psychopatów. Szkoda tylko, że tak często powodem jatek była właśnie duma. Strażnik skierował się od razu w stronę, gdzie skierowała się dziewczyna, rozglądając się wokół, przyglądając ziemi, szukając śladów i znaków bytności zarówno ściganej jak i jego ludzi. W końcu natrafiliście na jednego ze strażników - znaczyło to tyle, że ten drugi nadal ścigał kościaną panienkę. Podpierał się ściany, pochylony w przód.
Krwawił.
Przyciskał dłoń do rany na boku oddychając ciężko, kaszląc.


-> Zapraszam tutaj.
Shijima
 

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Ichirou » 22 lis 2017, o 17:50

Spoiler: pokaż

Kurwa, do czego to doszło. Pierwszą panną, jaką sprowadzał do swojej rezydencji była Kaguya. KAGUYA. W dodatku taka, która jeszcze nie tak dawno ciskała w niego błyskawicami i próbowała przedziurawić za pomocą swych pieprzonych kości. Świat oszalał, upadł na głowę i skręcił sobie kark. Ichirou nie dowierzał temu, co właśnie miało miejsce. Tyle krwi i potów wylanych podczas wojennych zmagań, by teraz spraszać do siebie reprezentanta dawnego wroga i parzyć mu herbatkę? Gdyby ktoś trzy, cztery lata temu powiedział mu, że to tak będzie wyglądało, to zastanowiłby się kilka razy, czy faktycznie warto o to walczyć.
Grrrrrr!
Przejażdżka w przestworzach dobiegła końca, piaskowe chmurki zaczęły obniżać swój pułap, by wreszcie wylądować na rozgrzanym balkonie rezydencji pana Asahiego. Panicz dopiero teraz odkrył tę funkcjonalność nowego lokum - miał swoje prywatne lądowisko!
- Wracamy do punktu startowego. Może więc puścimy w niepamięć ostatnie wydarzenia i uznamy, że przy naszym pierwszym spotkaniu zawitałaś do mego domostwa, zamiast pobiec z rykiem wgłąb ulicy? - zaproponował ze spokojem w głosie, wykazując się szczytną intencją i chęcią poprawy relacji. W istocie jednak sam nie zamierzał o niczym zapominać. Dobrze pamiętał, z kim ma cały czas do czynienia.
- Zapraszam - odrzekł niedługo później bez względu na odpowiedź dziewczyny. Uczynił kilka kroków w stronę drzwi, by następnie je otworzyć i niczym prawdziwy dżentelmen wpuścić damę pierwszą do środka. Warto jednak zaznaczyć, że zaraz po uchyleniu drzwi zrobił mały kroczek w tył, by osunąć się bardziej na bok. Najwyraźniej wciąż zachowywał pewne dozy ostrożności i wolał utrzymać choćby niewielki dystans. Przewrażliwiony? Nie, po prostu ostrożny.
- Witam w moich nieskromnych progach - oznajmił bez większego entuzjazmu i poprowadził panienkę do łazienki.
- Nie musisz się spieszyć. Postaram się znaleźć ci coś lepszego do ubrania - powiedział, wymuszając na twarzy blady uśmiech. Robił ją nie tylko dla niej, ale i dla siebie. Po prostu źle się patrzyło na te brudne szmaty, bo inaczej nie dało się nazwać aktualnego stroju Kaori.
Z wielką niecierpliwością czekał, aż ta wreszcie wejdzie do tej pieprzonej łazienki i zamknie za sobą drzwi. Wtedy wziął głęboki wdech, wydech. I mógł zacząć działać.
Nieco pospiesznym krokiem wrócił się korytarzem do salonu, po drodze upewniając się, że główne drzwi budynku są zamknięte na klucz i że ten znajduje się w jego kieszeni. Gdy znalazł się już w pomieszczeniu dziennym, delikatnie naciął koniuszek kciuka o ostrze shurikena wystającego z kabury, by następnie przykucnąć, przyłożyć palec do podłogi i wykonać technikę przywoływania.
Pufff. W obłoczku szybko przemijającego dymu, tuż przed paniczem, zmaterializował się czarny kocur.
- Idź na zewnątrz i pilnuj na parapecie, żeby dziewczyna nie uciekła z domu - wycedził pośpiesznie i ze śmiertelną powagą w oczach wycelowaną w czarne stworzenie znajdujące się tuż przed nim. Kuro w pierwszej sekundzie oniemiał, prędki przekaz powiernika paktu dotarł do jego uszu, ale pojawiły się problemy z przetworzeniem informacji.
- Heh, zwykle to ty uciekasz od panien, a nie one od ciebie - odparł po chwili, szczerząc w rozbawieniu bielutkie kiełki. - Co to za wyjątkowa dziewczyna? - zapytał niedługo później.
- Kaguya. - Ichirou wciąż wpatrywał się szeroko otwartymi ślepiami w swego kompana, a jego wyraz twarzy wcale nie wskazywał na to, że żartuje.
- C-c-cooo? Przetrzymujesz w domu Kaguye? Ale jak? Przyzwij kogoś innego, nie dam sobie rady! Dobrze ją chociaż związałeś?
- Nieeee, gamoniu. Ona się teraz kąpie, rozumiesz? - Haaa, dobre! Jakby sam teraz rozumiał tę sytuację. - Po prostu wyłóż się na tym parapecie i mnie zawołaj, jak będzie coś kombinowała.
- W co ty się znowu wplątałeś?
- Nie ma czasu na pogaduchy! - odparł z grymasem, wykonując wymiatające ruchy dłońmi, żeby kocur w końcu ruszył swój tyłek. - Idź na ten parapet, już! Kupię ci potem jakiś smakołyk.
Kuro coś tam jeszcze mruczał pod nosem, ale w końcu poszedł, by wykonać swe zadanie.
Asahi podniósł się i nieco nerwowo omiótł spojrzeniem salon. Mądry shinobi potrafił przewidywać sytuacje i przygotowywał na nie, a głupi shinobi kończył najeżony kośćmi Kaguya. Sentoki wolał być tym pierwszym, więc musiał być gotów na wszelkie ewentualności i upewnić się, że picie herbatki skończy się na piciu herbatki.
Zdjął gurdę z pleców i postawił obok. Źle, nieodpowiednie miejsce. Jak będzie tak stała na samym środku, to co se kobita pomyśli? Przesunął więc pojemnik pod ścianę, ale wtedy uznał, że w razie czego ten będzie zbyt daleko, by zebrać z niego piasek. Znowu przestawił gurdę. A potem jeszcze raz. Zawsze mu coś nie pasowało, każdy pomysł nie działał na wszystkie sto sytuacji, które nakreślił sobie szybko w głowie. Zaczął więc rozdzielać piach i umieszczać go w różnych miejscach. A to trochę w doniczce, a to w wazonie, nieco pod dywan, trochę w szafie, część ulokował przed wyjściem na balkon, gdyby panienka zechciała uciec. Ba, nieco piasku umieścił nawet pod poduszką, na której miała siedzieć Kaori podczas picia herbaty.
Paranoja? Może. Ale jeśli Kaguya w domu nie była powodem do paranoi, to co miało do cholery być?
Echhh, z tego wszystkie zapomniał o sobie i o swoim mizernym wyglądzie. Przeszedł więc do pomieszczenia obok, które pełniło wyłącznie funkcję garderoby. Wielkiej garderoby. Postanowił na klasykę, przebierając się w jasne kimono. Dość podobne wziął dla Kaori. Przez moment zastanawiał się, czy w jej komplecie w kieszeni nie zostawić trochę piasku, ale ostatecznie uznał to za głupie. Wrócił się na korytarz i stanął przed łazienką. Położył kimono na podłodze, a zaraz potem zapukał w drzwi. Warto podkreślić, że cały ten czas starał się unikać stania frontem do drzwi. To tak na wszelki wypadek, gdyby przez nie zaraz miały przebić się kościane kolce.
- Jesteś tam? Ubrania zostawiam przed drzwiami - oznajmił, ostrożnie przemykając dalej, w stronę kuchni.
Wypadało nastawić wodę na herbatkę.


Spoiler: pokaż

Imię
Kuro

Ranga
D

Koszt
D: 28% | C: 17% | B: 13% | A: 10% | S: 7% | S+: 6%

Wygląd Pierwszy z reprezentatywnej dziesiątki jest najmniejszych rozmiarów kotem, który swoim wyglądem przypomina najzwyczajniejszego dachowca, jakich jest niesamowicie wiele. Posiada jedną, jedyną cechę, która wyróżnia go spośród pozostałych, a jest to para różnokolorowych oczu. Jedno z nich jest barwy żółtej, natomiast drugie błękitnej. Tymi nietypowymi ślepiami z wielką uwagą oraz zainteresowaniem obserwuje otoczenie. Ma krótką, kruczoczarnego koloru sierść, którą w wolnych chwilach starannie przylizuje. Gabarytami wpisuje się w absolutną przeciętność wśród typowych kotów domowych, jest wysoki w kłębie na około 30cm, a długi na 45cm. Porusza się całkiem zwinnie, lubi kręcić ogonem i stroić różne, często figlarne miny. Może i wygląda dość pospolicie, ale wydaje się budzić sympatię.

Charakter Otwarty na świat, stosunkowo młody kocurek, który przepada za towarzystwem zarówno przedstawicieli swej rasy jak i ludzi. Choć sprawia wrażenie absolutnie przeciętnego, jest całkiem sprytny i pojętny, a przede wszystkim ciekawski. Musi jednak jakoś sobie radzić, szczególnie że w żadnym wypadku nie można go nazwać silnym. Jest wręcz przeciwnie, więc stroni od wszelakich konfliktów i w razie problemów najchętniej wybiera klasyczną ucieczkę. Jak to bywa u większości jego pobratymców, nadkłada błogie leniuchowanie lub oddawanie się różnorakim rozrywkom nad strofowaniem się poważnymi sprawami. Ogólnie rzecz biorąc, mimo wątpliwej wartości bojowej, Kuro jest bardzo dobrym, pociesznym sojusznikiem. Ciekawość, drobna figlarność i lgnięcie do świata ludzi czyni go świetnym kompanem dnia codziennego.
Avatar użytkownika

Ichirou
Bohater
 
Posty: 2632
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Rezydencja Ichirou

Postprzez Shijima » 22 lis 2017, o 19:53

Misja B

I'm chasing freedom for the fearless.
Obrazek
32/45

Kiedy nie masz już nic do stracenia, to starasz się wyłuskać jak najwięcej. Ta dziewczyna raczej nie miała. Racja, mogłeś ją potraktować jak worek ziemniaków, przerzucić przez ramię, związać, albo pieprznąć porządnie w łeb, żeby niczego nie próbowała. Miałeś do tego pełne prawo, w końcu próbowała cię zabić. Jakoś ciężko było uwierzyć, że któraś z tych błyskawic nie była śmiertelnie niebezpieczna. Tym dziwniejsza była cała ta sytuacja, ale skoro i ona i ty chcieliście współpracować, bo to było o wiele bardziej wygodne dla obu stron, to czemu nie? Gdybyś wykazał agresję pewnie też by agresją odpowiedziała, wciąż mogłeś natomiast spróbować ją podejść i uzyskać to, czego chciałeś, jak najmniejszym kosztem. Kaori chyba też już wolała mieć po prostu święty spokój, skoro ta ucieczka i tak donikąd nie prowadziła. Chociaż akurat w to, że tak szybko się poddała, ciężko było uwierzyć.
- Mogę też siedzieć i ci brzydko pachnieć. - Dama jak się patrzy, doprawdy! Najwyraźniej pomyśleliście o tym samym, chociaż niewątpliwie dla niej ważniejszy był własny komfort niż to, czy będzie ci ładnie pachnieć pod nosem czy brzydko. Zresztą i tak rzuciła to żądanie w przestrzeń, tak samo jak herbatkę (ciężko to nawet żądaniem nazwać), raczej nie stawiała na to, że zamieni się w czyjegoś gościa, bo i jak? Raczej sądziła, że zostanie odstawiona natychmiastowo odstawiona pod progi swojej kochanej macochy. Z pewnością dogadywały się świetnie! Skoro dziewczę skończyło w takim stanie na ulicy.
Machnąłeś lekko dłonią i Kaguya z zainteresowaniem spojrzała na piasek, który uformował nad ziemią platformę. Nie musiałeś dwa razy powtarzać, podniosła się od razu i trochę ostrożnie wsiadła na podest. Ciężko mówić o wzjaemnym zaufaniu, ale też i nie podejrzewała, żebyś chciał ją zrzucić z wysokości na dół - było to coś nowego. Ciężko było zaufać temu, że kupka piachu utrzyma cały twój ciężar ciała. Osiadła na łydkach i rozglądnęła się wokół, tylko odrobinę skuliła, pochylając do przodu, kiedy platforma wzniosła się nagle do góry, ale zaraz wyprostowała się. Milczała całą drogę, tak jak on milczał. Nie było tu nic do dodania, nic do powiedzenia, pozostawało tylko cieszyć się podróżą. No bo jak tu się nie cieszyć? Miękka platforma z piasku zapewniała świetny widok na całe miasto, nawet jeśli z nieba spadał ciągle deszcz, nie chciał przestać, to zalana kroplami wody wioska prezentowała się pięknie - klejnot na piaskach pustyni. Nie próbowała żadnych "ciemnych sztuczek". Aż ciężko było uwierzyć, że tamta płacząca jędza, tamta kunoichi, która chciała cię przetrzepać piorunami i ta to te same osoby, ale w sumie znałeś kobiety na tyle, by wiedzieć, że są one pełne sprzeczności. O ile... to były sprzeczności.
- Brzmi całkiem w porządku. - Naprawdę tak myślała, czy może mówiła tylko to, co chciałeś usłyszeć, żeby uśpić twoją czujność? Ta niepewność działała w dwie strony. Kobieta zeszła z piachu i rozejrzała się po balkonie, chyba nieco zdziwiona, albo raczej: zainteresowana? Coś w tym guście. - Myślałam, że to dostawa do rąk własnych. Czy może Sachiko chce też ładne opakowanie? - Czyli nie takie brudne i w poobdzieranej koszuli nocnej. Ruszyła do przodu, przestając się oglądać, kiedy otworzyłeś przed nią drzwi. - Dziękuję. - Co za dziwaczna wymiana kurtuazji! Czy to w ogóle miało jakikolwiek sens? Czy to spotkanie miało sens?! Stąpała dość ostrożnie, ważyła każdy krok - wynikało to pewnie z faktu, że nóżki bolały, ale bardzo dzielnie się trzymała. - Jasne... potem będę czyniła honory wdzięczności, ok? - Odpowiedziała na wydechu, nie zatrzymując się nawet - rozglądnęła się po wnętrzu domu, ale tylko ulotnie. Jakoś ta czerń za oknem skutecznie sprzyjała zmęczeniu.
Weszła do łazienki i od razu ściągnęła z siebie koszulę, rozglądając się wokół. Och, było czym się popisać, łazienka godna samego Cesarza! Wlazła od razu do wanny, robiąc sobie długą, ciepłą kąpiel. Zmęczenie coraz mocniej oplatało ciało, ale ciągle pozostawało zbyt wiele kwestii, które trzymały jej oczy na zapałkach. Jedyną ucieczką był sen, ale nie ten chwilowy. Ten wieczny. Wyciągnęła dłoń przed siebie, siedząc w ciepłej wodzie, wysuwając ostrą kość, która idealnie pasowała do dłoni i znaczyło cięcia, które widziała tylko ona, gdy wodziła bronią w powietrzu. Mogłaby kogoś tym zahipnotyzować. Hipnotyzowała jednak tylko samą siebie. Uniosła się i osiadła znów na łydkach, by przystawić ostrze do własnego gardła... ale nie, jednak nie. Bez sensu.
Szkoda marnować tak wspaniałej osobistości..!
Kaori wypucowała się porządnie, włącznie z włosami i wylazła w końcu z wody, sprzątając po sobie wannę. Wykręciła porządnie włosy i... ręcznik. No tak, ręcznik. Wisiał tu jeden i pewnie należał do tutejszego królewicza, a czarnowłosa nie chciała nadużywać jego cierpliwości. Wystarczyła chwila i jej ciało zaraz samo, naturalnie, obciekło z wody - nie była jeszcze całkowicie sucha, ale przynajmniej nie lała się z niej woda i nie zostawiała za sobą śladów na ziemi - prócz tych od różnicy z temperaturą jej ciała, które było teraz nagrzane. Uchyliła drzwi i wyszła do salonu, zamykając je za sobą, wcześniej przedstawionego jako nieskromne progi, by się po nich rozejrzeć. Kot na parapecie w łazience jakoś umknął jej uwadze.
Tak.
Golutka jak ją matula stworzyła, no może poza bielizną.
Pod pachą targała koszulę nocną.
Wsunęła się w dalszą część domu, przyglądając obrazom, subtelnym dekoracjom - wszystko zostało tutaj ułożone w przyjemny dla oka sposób - bogactwu nie było końca, a jednocześnie wcale nie raziło ono w oczy. Coby nie powiedzieć o Ichirou - posiadał dobry gust. Przynajmniej Kaori się spodobał.
Dom, a nie Ichirou.
Usłyszała głos wilka wywołanego z lasu za swoimi plecami, spod łazienki - chciała się odezwać, ale mężczyzna już przemknął gdzieś dalej, więc pokicała po swój przydział ubrania i wsunęła na siebie, obwiązując kimono pasem, by nie świecić piersiami na wierzchu. Dopiero wtedy powędrowała tropem Ichirou.
- Dziękuję. Raczej stawiałam, że mnie palniesz w łeb. A tu proszę, naprawdę kąpiel i herbatka.

Shijima
 

Następna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość