Posiadłość Sanada

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Shikarui » 10 sie 2020, o 23:35

Rozsunął drzwi prowadzące na taras, gdzie można było wygodnie usiąść przy drewnianym stoliku i cieszyć się wręcz nieziemskim widokiem. Noc sprowadzała jakiś spokój. Wszyscy już śnili, miasto cichło i zostawałeś zazwyczaj sam ze swoimi myślami. Zbyt zmęczony, żeby te plany trzymały się kupy. Shikarui coraz częściej wracał do dawnych dni i rozpamiętywał je. Miał kiepską pamięć, ale wiele rzeczy pamiętał z tamtych czasów jak żywe. Myślał o nich, a potem widział ten obraz - góry w oddali, pod którymi rozłożono dywan świerków i jodeł, te zaś pochylały się nad dużym, krystalicznym jeziorem. Przeglądały się w nich jak nadobne pannice, co rankiem pytają lustereczko, czyż nie są najpiękniejsze w tym świecie? Przeniósł tackę na stolik i pozwolił białowłosej wszystko elegancko rozstawić.
- Na pewno. - Na pewno by mu się dobrze żyło, no przecież... przecież mają tego jednego kota, co by większemu trochę miało przeszkadzać? Wszędzie były koty - w mroźnym Cesarstwie i na pustyni... na pustyni na pewno też były. Chociaż w jego głowie nie mieściło się, co za masochiści chcieli na tych złotych piaskach przebywać. - Ten kot jest zepsuty. Czemu nie zjada kaczek? - Kot wychowujący kaczki? I co jeszcze? Ściągnął brwi w wyraźnym roztargnieniu, kiedy usłyszał taką fenomenalną nowinę o ich sierściuchu. Jednym z wielu sierściuchów. Koty były pożyteczne - zabijały myszy. Te małe skurwysyny wszędzie pakowały swoje mordy, ale przed kotami odczuwały respekt. Tak samo powinno być z kaczkami - no halo, co z instynktem tego zwierzęcia? Tak jak powiedział zresztą Mujin - no zjadały... zjadały mniejsze istoty. Więc... co? Jak? Asakę otaczały fenomenalne zdarzenia, które ciężko było wytłumaczyć. I najwyraźniej wszyscy się przy niej psuli. On się w końcu też zepsuł. Punkt widzenia zależał przecież od punktu siedzenia. Inaczej zaprojektował go świat - tak jak tego kota. Zarówno z perspektywy kota jak i Shikaruiego - była to naprawa.
- Rozgość się. Wszystko prawie gotowe. - Zachęcająco wskazał na wolne siedzisko. Jeszcze tego brakowało, żeby gość musiał coś sam przygotowywać! To się zupełnie nie godzi! Jeśli czegoś jeszcze będzie brakowało, Asaka na pewno już sama sobie z tym poradzi. Shikarui sam usiadł jako pierwszy na miękkiej poduszce, po turecku. Nie miał przy sobie broni - przynajmniej na pierwszy rzut oka tak to wyglądało. Na drugi - z bronią się nigdy nie rozstawał. Chociażby kunaiami.
- Oby ten kot nie zaczął tak chodzić z myszami.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Asaka » 11 sie 2020, o 01:02

Dobrze było widzieć Mujina bez maski. Zabierała mu cały urok, jaki w sobie skrywał i sprawiała, że można się było naprawdę mocno zaskoczyć. Ze swobodą było mu do twarzy. Dom Asaki i Shikaruiego nie leżał na obrzeżach osady – był kawał za nimi. Byli tutaj tylko oni, i powoli w okolicy, ale wcale nie tak blisko, budowały się kolejne budynki. Z pewnością nie można było powiedzieć, że było tutaj gęsto, albo że znajdował się tutaj dom na domie. Mujin rzeczywiście mógł więc czuć, że jest tutaj czysto. W domu było, a Asaka też uważała na to, żeby nie było brudu. Miewała na tym punkcie obsesję i to wcale nie wziętą z niczego.
- No dobrze, niech będzie – Shikarui rzadko czegokolwiek chciał. Gdy więc już chciał, Asaka starała się, by to dostał, bo mu się, cholera jasna, należało. Chyba, że było to naprawdę coś absolutnie niedorzecznego, wtedy starała się przemówić mu do rozsądku. Ale tygrys? To jeszcze nie było aż tak dziwne, a na pewno nie dziwniejsze od krów z Ryuzaku. - O tak, racja, są bardzo czyste. Ten nasz to albo śpi, albo gdzieś goni, albo się myje – przyznała, słysząc uwagę Mujina. No i myszy nigdzie w pobliżu nie było, wszystkie wybite. - A po co? Jest najedzony, bo na myszy poluje. Jadłbyś, gdybyś nie miał takiej potrzeby? Nie sądzę – przecież nie dało się najeść na zapas, a zwierzęta nie były ludźmi, one miały instynkt. - A kot nie jest zepsuty, co ty opowiadasz. Jest po prostu… sobą – a koty były dziwne po prostu. Znajdź mi i pokaż dwa identyczne koty – no nie dało się.
Zepsuty Shikarui… Zepsuty to on był wcześniej, przez swoją rodzinę, jak taka zabawka, której brakowało… czegoś. Serca. Celu. Spokoju. Bezpieczeństwa – wszystkiego co dobre. Tak bardzo popsuła go jego rodzina. I jak wiele pracy wymagało zapełnienie tej pustki, jaką oni w nim wywołali? To wiedziała tylko Asaka. Shikarui nie był zepsuty, już nie. Był wszystkim, co mogła sobie wymarzyć i co rzeczywiście wymarzyła kiedykolwiek. Dla niej był dobry, opiekuńczy, miły, ciepły – i to wszystko tutaj dzisiaj mógł zobaczyć też Mujin na własne oczy. Czy to można było powiedzieć o zepsutej osobie? O popsutej laleczce?
Asaka nie była niepełnosprawna, albo w takim stanie, że nie mogla się poruszać o własnych siłach. Nie była jeszcze w zaawansowanej ciąży, choć już w odrobinę widocznej i czuła się całkiem… no nieźle się czuła. A przynajmniej teraz. Chyba te najgorsze miesiące, zupełnie początkowe, miała już za sobą i teraz mogła robić rzeczy. Jak przynieść coś. Podnieść… Stać. Nawet biegać czasami miała siłę i ochotę. Oczywiście się nie forsowała, ale nie była całkiem lichą księżniczką, za którą trzeba było wszystko robić. Siadła razem z panami przy stoliku, wygodnie umościła się na poduszce obok czarnowłosego diabła i sięgnęła po sake, by nalać mężczyznom, jak to się należało.
- Na zdrowie – powiedziała przy tym, i wtedy sięgnęła po imbryk, by nalać sobie samej herbatę do swojej czarki. - Pijcie i częstujcie się ile chcecie – wszystko było dla nich i Asaka nie sądziła, że coś im dzisiejszej… wieczoronocy zabranie.
- Prędzej to myszy zaczęłyby chodzić za nim, ale nie, nie sądzę. Myszy to on akurat goni, w stajni jest czyściutko – uważała obawy Shikiego za całkowicie niepotrzebne. Ich kot był… jaki był, ale swoją rolę spełniał. A kaczki… ładnie wyglądały jak pływały po jeziorze, o.
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1336
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Mujin » 11 sie 2020, o 17:30

Mujin oczywiście pewności nie miał, nie mógł mieć pewności co do czystości powietrza tylko w oparciu o takie czynniki jak gęstość zaludnienia, obecność jeziora czy drzew. Wszak powietrze mogło zawierać różne dziwactwa, rozproszone przez Sadanów. Jakieś dymy z kadzideł czy inne toksyny. Niby Asaka była początkująca, ale cholera wie czy nie potrafiła zrobić czegoś więcej. I znowu, jak zresztą osobista doktryna Mujina podpowiadała, nie należało stuprocentowo ufać nikomu. W takim wypadku musiałby popaść w obłęd i wywalać każdego pacjenta. Nie byłby zdolny do jakichkolwiek interakcji społecznych. Byłby całkowicie samotny i pozbawiony możliwości krzewienia sztuki medycyny. Ciekawe jakim kretynem trzeba było być, żeby zapobiegać nawet potencjalnie pozytywnym kontaktom z innymi, tylko dlatego że mogliby się na ciebie zasadzić i zabić? Hmh.
- Kot nie je kaczek. Znaczy takie domowe odpowiednio wytresowane nie jedzą. Chyba. - odpowiedział, drapiąc się po podbródku. Czy koty jedzą kaczki? Skoro gołębie potrafią, co widział nie raz, to czemu nie kaczki? To ptak i to ptak, tylko że jeden bardziej wodny, a drugi bardziej powietrzny. Może chodzi o wodę? Czy koty boją się wody? Nie miał pojęcia, nigdy o to nie pytał. Nie był specjalistą od zwierząt, żeby próbować oceniać czy wystawiać diagnozy, ale może powinien załatwić sobie jakiegoś kota i sprawdzić jego zachowania? Miał już szczury do testów, kot robiłby jakąś różnicę?
- Skoro nalegasz. - powiedział, zajmując miejsce. Nie dali mu nawet pomóc, co za staroświecka szkoła gościnności. Gość w dom a oni zapierdzielają. Znaczy się takie coś było dość sensowne, ale Mujin nie był nawet w pełni gościem. Przyszedł bez zapowiedzenia się, na ostatnią chwilę i po chamsku, kobieta w ciąży i nawet nie dadzą sobie pomóc. Ech. Mujin nie był typem człowieka, który po prostu da się usadzić i nie będzie nic robić. Robienie niczego to jedna z najgorszych rzeczy dla Mujina. Ale spokojnie, przeżył. Poobserwował widoki. Niebo. Inne takie. Jakoś się zajął.
-W takim razie na zdrowie. - mężczyzna uniósł czarkę, stuknął się z nią z Shukaruiem jeśli zaszła taka potrzeba i takie były wyznaczniki lokalnej kultury, po czym upił z niej potężnego łyka. Poczuł alkohol w jego ustach, szybko wlewający się do gardła. Oj poczuł go, poczuł. Ekspertem nie był w kwestii alkoholu żadnym więc nie potrafił ocenić czy jest taki dobry czy zły. Ale był. Oj dawno nie pił, pamiętał jak sensei karał go mocno za interesowanie używkami. Ale sam nie pogardził. "Medyk zawsze musi być gotowy" mówił. Ale teraz nie było po co być gotowym, więc mógł sobie na to pozwolić.
Avatar użytkownika

Mujin
 
Posty: 301
Dołączył(a): 1 paź 2019, o 22:14
Wiek postaci: 30
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Maska na twarzy. Bandaże na rękach. Kurta, workowate spodnie, czapka z niewielkim daszkiem. Wszystko w ciemnozielonym kolorze. Lekkie buty ninja z twardą podeszwą.
Widoczny ekwipunek: Duża torba przy prawym boku, duży zwój na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?p=126242#p126242
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Exodia

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Shikarui » 11 sie 2020, o 18:29

Shikaruiemu to w sumie było obojętne, czy Mujin maskę miał czy też nie miał. Przyjął ją za integralną część jego osoby i kiedy ciekawość, co jest pod nią, została zaspokojona to nie było w sumie już czym się interesować. Pomijając, że mężczyzna był po prostu śliczny. Brak zainteresowania seksualnego sprawiał jednak, że Shikarui jakoś nie potrafił docenić tego piękna, kiedy już pierwszy moment czegoś, co wielkimi słowy można nazwać zauroczeniem (choć nim nie było) mijało. W masce w końcu ciężko było spożywać jakiekolwiek trunki. Przechodzili chyba na porządek dzienny, bardziej na "ty", bo choć dzień był krótki, to jednak pełen doznań.
Tak to było, że do niektórych rzeczy ciężko go było przekonać - jak do tego, że kot nie jest zepsuty. Na przykład. Tak i nigdy nie wyzbył się swojego przekonania, że ninja są narzędziami - tak i on takowym był. Bardzo ostrą strzałą, którą należało ukierunkować. Łatwo było więc myśleć kategoriami zepsucia - bo kto to widział, żeby jakakolwiek broń posiadała wolną wolę? Nie tego go uczono. Ta wolna wola natomiast też sprawiała, że mógł o sobie pomyśleć w wyższych kategoriach. Tak, teraz już nawet myślał o sobie jak o człowieku. Organizmie z krwi i kości, ze swoimi uczuciami i potrzebami. Życie przestało być biało czarne - umalowane szarościami kryło w sobie kolory, po które warto było sięgać. Tak samo trudno mu było uwierzyć w to, że koty nie jedzą kaczek. Dlaczego niby nie? Przynajmniej... tych małych. Argument Asaki o tym, że miały myszy, był bardziej przekonujący. Ale już spanie z takimi... z chodzącym, cieplutkim mięskiem?
- Duże osobniki - rozumiem. Lecz małe? - No czemu nie? Te słodkie, małe kuleczki, które Asaka tak uwielbiała. Słyszał już nie raz od niej, że "co małe, to słodkie". Dla niego mały tygrysek nie był słodki. Był pokraczny i bezbronny. Lecz duży - o tak. Ten był słodki!
- Nie nalegam. Nie odpowiada ci rola honorowego gościa? - O tak, Shikarui czuł się o wiele swobodniej nocą. Czuł, że ma wtedy przewagę. Jego oczy widziały znacznie więcej, w przeciwieństwie do ludzkich, które wtedy często całkowicie ślepły. Nie był specjalistą od odczuć i czytania ludzi, ale przez moment zalśniły czerwienią jego oczy i miał wrażenie, że... że rozumiał aż za dobrze. To, co mężczyzna przed nim czuje. Jakiś rodzaj niezadowolenia. Nie mocnego, nie przytłaczającego - ale jednak.
Stuknął się z Mujinem, chociaż to nie było w normach kulturowych tutaj. Za to było w normach w Ryuzaku, o czym wiedział doskonale. Spędził tam sporo czasu. Miasto rozpusty i bogactwa - tak je zapamiętał. Całkiem nieźle. Mieszało mu się z dawną Koroną Świata. Wypił czarkę i odstawił na stół.
- Nie wiem co myśleć o tym kocie.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Asaka » 11 sie 2020, o 23:32

To, że ktoś się komuś podobał, że doceniało się czyjąś urodę, a bycie ta osobą zauroczonym, to dwie różne sprawy i zwyczajnie trzeba było wiedzieć, jak je rozdzielić i rozluźnić. Asaka wiedziała, dlatego zupełnie nie mogła zrozumieć, dlaczego Shikarui potrafił bywać zazdrosny o przystojnych mężczyzn, których gdzieś tam uznała za godnych na zawieszenie na nich oka, gdy wiedział doskonale, że poza tym, że było na co popatrzeć, to Asaka w ogóle nie była zainteresowana i świata poza Sanadą nie widziała – dla niej był najpiękniejszy nie tylko powierzchownie. Ale o tym doskonale wiedział, stąd jej niezrozumienie.
Z kolei paranoja, że każdy może czyhać na twoje życie, w jaką Mujin nie chciał wpadać, była kiedyś udziałem Shikiego właśnie. Nic jednak dziwnego… Gdyby medyk wiedział, co ten mężczyzna w życiu przeżył, to pewnie by się nie zdziwił, a i może wtedy cała sytuacja jaka wydarzyła się w Watarimono, przez którą Shiki zemdlał, byłaby stuprocentowo jasna (choć najpierw musiałby wiedzieć, co dokładnie miało tam miejsce…). Prawdą jednak było, że nie miało to większego sensu i prowadziło to tylko do samotności, której żaden człowiek przeżywać nie chciał – inaczej nie zakładano by wiosek, osad, nie łączono by się w pary. Mujin mógł podejrzewać ich o różne rzeczy, to prawda, ale czy miało to sens? W końcu mieli gdzieś w perspektywie wspólny interes i to nie teraz, a przynajmniej po wyprawie do Ogrodu Diabła i już po tym, jak Asaka urodzi dziecko – w końcu powiedzieli, że nie chcieliby teraz ryzykować niepotrzebnych komplikacji. A to… No, niezły kawał planowania jeszcze.
- Małe kaczki i tak są większe od dorosłych wróbli, wydaje mi się, że to o to chodzi. Po pierwsze są trochę za duże, po drugie ma zapewnione jedzenie i zaspokojony instynkt łowiecki przez myszy. I przez jaszczurki, czasami mi je przynosi pod drzwi, nie wiem po co – może myślał, że Asaka nie dojada i że trzeba ją wykarmić odpowiednio? Ach ci mężczyźni jej życia – jeden chodził na zakupy, a drugi znosił martwe jaszczurki. - Przecież koty lubią ciepełko, może go grzeją jak śpią i mu wygodnie. A może coś mu się pomieszało. Nie wiem no, to kot, wszystko jest możliwe – może sam myślał, że jest kaczą mamą, chociaż nie widziała, żeby właził do jeziora i z nimi pływał.
- Karmazynowe Szczyty słyną z tego, że produkują najlepsze sake. Mam więc nadzieję, że smakuje, bo lepszych nie znajdziesz, chyba, że ktoś je będzie od nas zwodzić i sprzedawać – Mujin mógł odkąd przyszedł poznawać kulturę Karmazynowych Szczytów i Daishi – a przynajmniej od strony kulinarnej, bo na obiad też dostał mięso, jakie jada się tutaj raczej na co dzień. Jej ręka, niby to niczym przyczajony tygrys, sięgnęła po jedno mochi, żeby sprzątnąć je niepostrzeżenie z widoku męża, skoro zajęty był myśleniem o durnocie ich kota i przybijaniem toastu z Mujinem.
- No to jak nie wiesz, to ci powiem. Że dobrze, że jest. Że mamy czysto, że nie ma szkodników i że jak chcesz, to możesz go wziąć, pogłaskać, przytuli się i pomruczy na dobry sen – dopiero po tym ugryzła miękką, słodką, nadziewaną fasolą albo truskawkami kluskę (bo zrobiła dwa rodzaje).
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1336
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Mujin » 12 sie 2020, o 15:38

- Honorowy gość na ostatnią chwilę? Nie za bardzo. Jak mam okazję coś zrobić to zazwyczaj to robię. Dla człowieka medycyny, jak mawiał mój sensei, nie ma chwili odpoczynku. Więc dziwnie tak trochę kiedy faktycznie nie mam nic do roboty. - przyznał to Mujin. Zawsze się czymś zajmował. Trenował, łatał pacjentów, warzył alkohol i inne specyfiki... No zawsze miał coś do roboty. Jedyne chwile spokoju miał podczas snu, zazwyczaj nieregularnego i przerywanego wszystkim co tylko się dało. Sen Mujina nigdy nie był solidny. Sensei bił go kijem w nocy w najmniej odpowiednich momentach, żeby tylko wpoić mu pełną gotowość do akcji. Cud że wyszedł z niego kompetentny medyk, ale to pewnie zasługa jego niepojętego geniuszu i szybkiej nauki sztuk wszelakich. Gdyby nie to, mógłby skończyć jako wrak człowieka.
- Będę musiał kupić kilka butelek na przyszłość, jakbym w gości przychodził gdzieś indziej. - odpowiedział. Faktycznie najlepsze? Mujin pił rzadko, ciężko było mieć więc punkt odniesienia. Czy alkohol powinien być dobry, to było pytanie? Ludzie mili się nim szprycować i wprawiać w dobry nastrój. Ale faktycznie lepiej było szprycować się czymś, co łatwiej przechodzi przez gardło. Filozoficzne dysputy? Tylko u Mujina w głowie. I to na trzeźwo.
- Właśnie, wracając do tego Aburame... Dobrze słyszałem, że używał komarów żeby aplikować trucizny? Gdzie to było? Może jakieś osobniki się ostały. - zapytał Mujin jak gdyby nigdy nic, samemu częstując się kluską jedną z klusek. Od razu uderzyła go kaskada smaków, łączących się w jedno doznanie. Cholera, było to naprawdę dobre. Jeśli posiadanie żony miałoby się wiązać z takim pysznym jedzeniem, to może warto byłoby przemyśleć taką opcję? Tak z praktycznego punktu widzenia.
- Prawie jak pies. Tylko psy nie są takie higieniczne. I są bardziej obronną opcją niż antyszkodnikową. - postanowił ponownie podzielić się swoją wiedzą z siedzącymi przed etapem, w którym Shikarui będzie nawalony jak stodoła. Bardzo interesował go ten epizod, pijany człowiek zachowuje się wtedy zupełnie inaczej. Ten ułożony i wycofany Shikarui mógł stać się kim zupełnie innym. Bardziej szczerym? Ukryłby się pod stołem przed obcym? Nie wiedział czemu, ale Mujin bardzo, BARDZO chciał się przekonać na własnej skórze.
Avatar użytkownika

Mujin
 
Posty: 301
Dołączył(a): 1 paź 2019, o 22:14
Wiek postaci: 30
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Maska na twarzy. Bandaże na rękach. Kurta, workowate spodnie, czapka z niewielkim daszkiem. Wszystko w ciemnozielonym kolorze. Lekkie buty ninja z twardą podeszwą.
Widoczny ekwipunek: Duża torba przy prawym boku, duży zwój na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?p=126242#p126242
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Exodia

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Shikarui » 12 sie 2020, o 23:55

Owszem, różnica była, ale tych różnic często nie dostrzegał. Migały mu one jak kolorowe światełka przesuwające się powoli po ścianie z pięknego, stalowego świecznika, którego poruszało ciepło płomieni. Taka mała, malutka drobnostka, która cieszyła. Wzory na ścianie, te cienie, nie były niewyraźne, można było odróżnić kształty, ale czasami człowiek się zatracał, te myśli jakoś się rozpływały, skupienie nieco uciekało i nagle nie byłeś już pewny, czy tamta figura, która się przesunęła w kąciku oka to był tygrys, czy może już koń.
- Drapieżniki nie obcują z roślinożercami. To wypaczenie instynktu, nie zaspokojenie przez to, że dużo myszy w okolicy. Jeśli dużo, przyniosę i dwa następne koty. - O, to była dopiero ważna i niepokojąca informacja z tego wszystkiego! Że kot ma dupę pełną, pełno myszy pod nosem, więc już nawet łowić mu się nie chce! Nie żeby widział cokolwiek "złego" w tym, że kot śpi z kaczkami, przynajmniej Asaka miała się z czego rozpływać z rozkoszy. To było dziwne. Nienaturalne. Przeczyło jakiemuś stałemu pojęciu wszechświata. Shikarui nie miał zbyt wielkiej styczności ze zwierzętami i nie miał za bardzo do nich ręki. Pewnie to ten brak empatii. Nie robiły na nim żadnego wrażenia, dopóki nie widział prawdziwego niedźwiedzia rozszarpującego swoją zwierzynę czy jelenia niszczącego na swojej koronie człowieka. To było słodkie. I urocze. To chwytało go za serce i sprawiało, że jakoś jaśniej się przez moment robiło. Tak sobie tłumaczył, że podobne odczucia ma białowłosa, kiedy widzi rzeczy, które są według niej urocze. - Ciepło? Może. - Ten argument już do niego przemawiał. Koty lubią ciepło, no tak, to już nawet on wiedział. Dużo kaczuszek to dużo ciepełka. Miało to sens i nadawało nawet stabilności pojęcia tego zjawiska. W końcu Shikarui to jednak prosty chop, zachwiej jedną rzeczą to zaraz robił się dramat i trzeba było znowu myśleć, jak teraz rzeczywistość ogarnąć.
- Jeśli takie jest twoje życzenie to Asaka znajdzie dla ciebie jakieś zajęcie. Dziś pozostaniesz honorowym gościem. - W końcu - tym pierwszym! Co za niespodzianka - właśnie on a nie Toshiro. Uchiha nie był już tutaj mile widziany przez białowłosą. Nie był też widziany w ogóle od dłuższego czasu w jego rodzinnym domu.
Przebiegła lisica doskonale wyczuła chwilę, bo podkratnięte mochi zostało niezauważone. Przynajmniej sam proces podkradania. Bo kiedy już oczy czarnowłosego zbłądziły na talerzyk, żeby zagryźć posmak sake - o! Brakuje! Brakuje jednego! Nie ma, zaginęło! Aj, nadal był z niego trochę chytrusek, zwłaszcza jeśli chodzi o łakocie. Trochę jakby się bał, że może mu ich jednak kiedyś zabraknąć, albo że znikną w ogóle, jeśli nie zje ich odpowiednio szybko.
Pies. Zwierzęta tak łatwo uzależniały się od człowieka. Nawet jeśli puścić je wolno - większość z nich zginęłaby nie wiedząc, co ze sobą zrobić w dzicz. Nie mając odpowiednio wykształconego instynktu. Nie potrafiąc sobie poradzić. Psy były głupie. Naiwne. Psy... Chyba dobrze wiedział, jak czują się psy. Nawet lekki smirk pojawił się na jego ustach.
- W tym domu nie potrzeba więcej psów. - O tak... jakoś tak całkiem rozbawił go ten żarcik. Taki wewnętrzny żarcik. Który wcale nie był nawet śmieszny. Był raczej tragiczny. Ale jego akurat rozbawił. - Asako, chcesz mieć psa? Pies może bronić kaczki przed lisami.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Asaka » 13 sie 2020, o 17:58

- A czy to ważne czy na ostatnią, czy bardzo wyczekiwany? Przerwałeś chwilową monotonię naszego życia, to wystarczające – innego gościa też b przecież tak traktowali, o ile Shiki nie chciałby się takiego pozbyć z domu, bo przeszkadza. Jej rodzina trochę śmielej sobie u nich poczynała, bo po trosze czuli się jak u siebie. A już zwłaszcza Minako – matka Asaki. - Człowiek jest jednak tylko człowiekiem, niezależnie jakiego zawodu. I każdy zasługuje na odrobinę wytchnienia. Potraktuj to jako takie małe wakacje i możliwość nauczenia się czegoś innego, czyli wypoczynku – bo odpoczywać też trzeba było umieć. O, to akurat Shikarui opanował do perfekcji. Po prostu siadał gdzieś (albo się kładł) i wyłączał myślenie. A taka Asaka wymyślała raz po raz jak mu przeszkodzić, np. siadała mu na kolanach i zarzucała ręce na szyję, czekając na reakcję zdziwionego Shikiego. - Ale skoro chcesz, to jutro zagonię cię do roboty, tak – i uśmiechnęła się jak taka chytra lisica właśnie, bo spodziewała się, że oboje z panów jutro to będą chcieli mieć święty spokój od wszystkiego i wszystkich. No dobrze, no to po jutrze znajdzie się mu robotę!
- O tak, polecam. To może być wyśmienity prezent – albo pozór prezentu, byle tylko wypić coś na poziomie, a nie byle jakie sake, które gdzieś ktoś może podać. - Tak, dobrze słyszałeś. Ukąsił mnie nawet, chujek jeden… Przepraszam za wyrażenie – chociaż na skruszoną wcale nie wyglądała. Wielka dama… Bo Asaka jak dama wyglądała. A potem się odzywała i widać było, że w poważaniu ma wiele z utartych norm i tego, jak faktycznie powinna się zachowywać. Kij w dupie daishynki najwyraźniej… zniknął. - To było w Sogen po drodze do Ryuzaku no Taki. Ze dwa lata temu w sumie, więc nie wydaje mi się, żeby coś się z tego ostało. Ale typ testował truciznę na całej wiosce, a później pozabijał kilkoro ludzi – tym bardziej raczej się nie ostało, bo przecież Asaka i Shikarui odnaleźli podziemny lęg tych komarów.
Asaka umiała gotować, to była prawda. A mało tego, że umiała – lubiła to robić, zwłaszcza dla męża. Miała powód, a te wszystkie słodkości to po to, żeby osłodzić mu życie. Tutaj raczej niczego nikomu nie brakowało. No a prócz słodkości na stole była też bardziej wytrawna wersja przekąsek – warzywa w tempurze na chłodno i kawałki mięsa w sosie. To chyba rzeczywiście była rola żony – gotować dla męża. Tak przynajmniej było w mocno tradycyjnym regionie Karmazynowych Szczytów. Jak było w innych? Trudno powiedzieć, zwłaszcza, że kunoichi były jakie były.
- Też mi zabawa polować na coś, co ledwo się rusza i nie zapewnia takiej frajdy, jak pogoń za ruchliwym, grubiutkim wróblem. Jakbyś miał do wyboru pogonić myszy i jaszczurki i się najeść, albo zjeść mięciutkie kaczuszki, które tulą cię do snu, to też zostawiłbyś je w spokoju. Zwłaszcza mając w perspektywie, że i tak nie pójdziesz spać głodny – ułożyła się wygodniej na poduszce i poprawiła materiał grzejący jej ramiona. To był naprawdę przyjemny wieczór, czy tam bardzo późny wieczór. Zerknęła kątem oka na męża, gdy powiedział, że w tym domu więcej psów nie potrzeba. Czyli co, nadal tak o sobie myślał? Że był psem? Asaka rzuciła mu bardzo wymowne spojrzenie, ale komentarz… Och, no spojrzenie wypowiadało ten komentarz na głos, ale tylko do niego. - Nie, nie chcę. Wole koty. Wymagają znacznie mniej uwagi i wolą, żeby je zostawić w większości w spokoju. A te martwe prezenty jakoś zniosę.
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1336
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Mujin » 13 sie 2020, o 19:49

Oczywiście, że było ważne czy Mujin był oczekiwany czy wpadał niezapowiedziany. Mogli się przygotować jakoś, może nawet posprzątać przed wizytą. Ludzie nie okazują prawdziwych siebie kiedy wiedzą że ktoś będzie wchodził im do domu. Często było tak, że samemu w domu czuło się znacznie bardziej swobodnie i wtedy pojawia się obraz tego, kim kto jest naprawdę, a nie kim się kreujesz. Z jednej strony mógłby poznać ich nieco lepiej i "prawdziwiej". Z drugiej strony miałby do rozpracowania bardzo fajną zagadkę. Która sama w tym momencie się przed nim rozpakowywała. Chciała współpracy. Zaufania. Idealnie wręcz. Jak mógłby odmówić takiej gościnności? Droga do zbudowania zaufania jest jednak ciężka i kręta, a Mujin poprawnym i odpowiedzialnym medykiem był. Człowiekiem także, rzecz jasna.
- Skoro tak mówicie. Nie będę się kłócił z gospodarzami. - odpowiedział, biorąc kolejną smaczną kluskę. Zajadanie się nimi było naprawdę dobrym pomysłem, pomiędzy kolejnymi czarkami sake i ewentualnie nalewkami. Bo chyba to były właśnie one. Przegryźć czymś i dalej pić. W miarowym tempie. W sumie... co jeśli byłby w stanie izolować alkohol wewnątrz swojego ciała? Po tym jak wchłonie się do organizmu, mógłby go wydalić za pomocą... przenieść do żołądka i zwymiotować? Przez skórę z potem? Układem oddechowym? Albo... nie nie, tak niegodna droga nie mogła być do pomyślenia dla medyka. Nie będzie wypychał sobie bielizny papierem na wypadek alkoholowej libacji. Ale gdyby dało się skórą? Mujin otworzył natychmiastowo swój notatnik i zapisał kilka słów. "Wydalanie szkodliwych substancji za pomocą kanałów potowych". I zamknął. Miał nadzieję, że nie było to obraźliwe dla siedzących obok niego, ale kiedy Mujin słyszał wezwanie do działania, nie mógł odmówić.
- Hmh. Widzenie chakry w robakach pewnie bardzo pomogło. Aburame od zawsze mieli dużo wspólnego z medycyną jak tak pomyślę. Podobno ich ośrodki medyczne są jednymi z lepszych na kontynencie. -zauważył jedynie, nalewając sobie nieco sake żeby uzupełnić czarkę. Nie był pewny czy to była prawda, ale słyszał takie opinie, sam pobierał nauki u jednego z najwybitniejszych medyków znanych ludzkości, oczywiście że to była prawda. Gdyby tam został, to tylko by się potwierdziło.
Avatar użytkownika

Mujin
 
Posty: 301
Dołączył(a): 1 paź 2019, o 22:14
Wiek postaci: 30
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Maska na twarzy. Bandaże na rękach. Kurta, workowate spodnie, czapka z niewielkim daszkiem. Wszystko w ciemnozielonym kolorze. Lekkie buty ninja z twardą podeszwą.
Widoczny ekwipunek: Duża torba przy prawym boku, duży zwój na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?p=126242#p126242
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Exodia

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Shikarui » 13 sie 2020, o 20:16

Cieszył się z gościa. Cieszył się, że w końcu ich ktoś odwiedził, a ta radość była też powodem do zdziwienia. Zwłaszcza, że to akurat nie Mujina spodziewał się zastać. Sprawy biznesowe, oczywiście. Partner w zbrodniach - tak mógłby zacząć nazywać Mujina. Może niedługo zacznie. Ten człowiek, który chce mieć czyste sumienie więc znalazł kogoś, kto sumienia nie ma. Czy to nie dopełniało się świetnie? Mujin mógł być czysty - i tak samo czysty czuł się Shikarui. Śmierć była naturalną koleją rzeczy i czarnowłosy nie widział żadnego powodu, żeby czynić sobie przed nią wyrzuty. Kiedy stajesz z tą piegowatą panną o zielonych oczach twarzą w twarz to trzeba jej podać rękę, nie rumienić się, czy kryć za zapieckiem matki, albo spódnicę jej chwytać w panicznym geście. Jesteś jej równy - tej Śmierci. Nie jesteś jej odrzuconym dzieckiem, a ona też nie jest wyrodną matką - jak Nadzieja. Przychodzi często i nie licząc Asaki była naprawdę jedynym przyjacielem Shikaruiego. Ci ludzdzcy byli zbyt krusi. Nietrwali. Powiedziałabym, że czynił im za to wyrzuty, ale to nie była prawda. W końcu sam gładko zmieniał się i adaptował do tego, jak druga strona go traktowała. Skinął jedynie głową na potwierdzenie słów Asaki. Trzeba się cieszyć z towarzystwa. Nie, zaraz. Cieszyć? Z towarzystwa? Czy to już alkohol?
- Trzeba się cieszyć z towarzystwa, bo ludzie bardzo szybko odchodzą. - Wymówił to podejrzanie słodkim głosem, często używał tego tonu, kiedy próbował okręcić sobie kogoś wokół paluszków. Jego umysł ciągle był w jakiś sposób lekko niezadowolony z tego, że Mujin jest wycofany i bardzo gładko unika jakiegokolwiek naprowadzania tematów na jego tory, ale jednocześnie ten fakt postawiony w jego głowie wcale nie był przeszkadzający. Tak było na początku - niezadowolenie. Teraz było mu to zgoła obojętne. Nie to nie. Nie miał ochoty się starać. I nie chodziło o to, że nie miał ochoty poznawać ślicznego mężczyzny - skądże. Próbował przyjąć bardziej taktykę, o której wspominała mu Asaka - dać się poznać. Chociaż to było bardzo dziwne doznanie. Wydawało mu się zupełnie nienaturalne.
Shikarui sam polał kolejną kolejkę sake, czując się już bardzo rozluźniony. Wpadając już powoli w stan zupełnej gładkości, kiedy język się zadziwiająco łatwo rozwiązywał. Spoglądał na butelkę i pieczołowicie, jak tradycja nakazywała, przelał kieliszek, żeby gość nie mógł narzekać, że mu go pożałował. Przejrzysty płyn polał się po bokach czarki i wpadł do miseczki. Wtedy dopiero się zatrzymał.
- Ludzie bardzo szybko umierają, ale jeszcze szybciej się nudzą i zmieniają zdanie. Kiedy po roku czasu puka do drzwi ktoś ledwo poznany i nie przynosi interesów, które połączyły - jak nie nazwać takiej osoby gościem honorowym? - Uniósł zimne, lawendowe oczy na Mujina. Można było odnieść wrażenie, że czarnowłosy nie potrzebuje tego, by te zmrożone jezioro pokryło się świetlistą czerwienią krwi, jasnej, tętniczej, żeby widział wszystko. Prześwietlał wzrokiem Mujina i nie mógł powiedzieć, żeby widział cokolwiek więcej poza lekko ośmielonym mężczyzną, który mimo tego był wycofany. Przypominał mu łanię. Taką, która co prawda nie zerwie się zaraz do biegu, bo witała Śmierć jak należy - jak starą przyjaciółkę, a mimo to jej duże, klarowne oczy pełne zainteresowania wskazują na strach. Jakiś wewnętrzny. Blokadę - ha! Pewnie mistrz uderzył go kijem kilka razy za dużo. Dobrze, że nie zostały ślady. Szkoda by było. Taka szkoda. Spojrzał na Asakę z tą swoją miną wyrażającą niezadowolenie, kiedy kobieta przeklęła. Nie żeby i jemu się nie zdarzało, ale od długiego czasu jakoś przekleństwa poznikały z jego języka. Od kilku lat... chyba jakoś też od czasu małżeństwa. To dziwne spojrzenie było jednak tym razem bardziej przesycone zdziwieniem, kiedy się nie spodziewał, że akurat teraz, w tym momencie i tej chwili to padnie. A to niedobra, niedobra kobieta. Przymrużył lekko oczy, ale wyciągnął jeden kącik ust w górę i zamiast cokolwiek powiedzieć po prostu pogłaskał ją po głowie.
- Pomogło. - kiedy widzisz chakrę i siły życiowe niewiele ci może umknąć. Oprócz drugiego Ranmaru. Lub genjutsu. - Jakim głupcem trzeba być, żeby z całej wioski robić obiekt testowy. Obiekty testowe powinno się sprowadzać do odpowiednio przygotowanej placówki, skąd na pewno nie uciekną. - Gdyby ktokolwiek miał wątpliwości, że Shikarui posiadał coś takiego jak moralność to właśnie to znikło. Bo tylko Mujin mógł wątpliwości mieć. - Podobno? Dlaczego Aburame nie powędrował do rodzimych ziem, żeby samemu się przekonać? Wśród pobratymców łatwiej byłoby ci się rozwijać. - O, to ciekawe. Więc... ten Tamburyn, jak to kiedyś Asaka mówiła, urodził się poza granicami swojej rodziny? Albo wywędrował w młodym wieku? - Nie bez powodu wcześniej zagaiłem w sprawie przemyślenia rozwoju. - Dodał po chwili. Odstawił kolejną pustą charkę na stół. - Lubię inwestować w uzdolnionych ludzi. - Nawet jeśli nie zawsze przynosiły one zyski finansowe, to wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, że było coś cenniejszego od finansów - wiedza. To wiesza była najpotężniejszą walutą tego świata. Bo za wiedzę kupisz pieniądze. Nie każdą wiedzę dostaniesz zaś za pieniądze.
- Rozumiem. - Odparł po chwili skupienia na słowach Asaki. Poczuł się oświecony, nagle to wszystko miało sens! - Masz rację, też wolę gonić za uciekającymi ludźmi. - Jego ton wskazywał nawet na to, że poczuł błogosławieństwo zrozumienia w swojej głowie i jego świat znów zaczął być stabilny. Kot przestał go całkowicie zaburzać. Obrócił głowę w stronę Asaki i napotkał jej spojrzenie. - Chciałem tylko zażartować. Nie gniewaj się.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Asaka » 13 sie 2020, o 22:14

Shiki nie miał tu nikogo, poza nią. Była jej rodzina, ale oni byli bardziej jej niż jego, nawet jeśli przyjęli go pod swoje skrzydła jak własnego syna. Minako ciągle mu wypominała, że mówi do niej „pani”, a nie tak, jak się należy. Nie miał tu nikogo i tak naprawdę to nigdzie nikogo nie miał. Jego bliscy już dawno nie żyli. Saki zmarła tuż przed tym, jak wręczył jej lekarstwo. Aka okazał się życiowym rozczarowaniem niegodnym przyjaźni, choć Shikarui obdarzał go nią niemalże do samego końca, przeżywając okrutne rozczarowanie i zderzenie z rzeczywistością. Był jeszcze Toshiro, z którym to Asaka nie chciała mieć do czynienia. Ale Asaka i Shikarui nie byli jednym bytem i przecież gdyby Shiki chciał, to mógł się z Toshiro zadawać… Tylko były granice, jak nie ciąganie go do domu, kiedy jest w nim Asaka, bo by się mogła naprawdę mocno wkurzyć. Problemu jednak nie było, bo i Toshiro nie było od dawna w domu. Dobrze chociaż, że napisał swojemu opiekunowi, że żyje.
- Racja, nie ma się o co kłócić. Dzisiaj i tak nic nie ugrasz. A jutro zobaczymy – jak to się mówi: a jutro to będzie futro. Hoo, rzeczywiście będzie, jeśli panowie będą przez następne pół godziny pić w takim samym tempie jak dotychczas. W końcu czarki nie były rozmiarami mini – ale nie były też gigantyczne. - Ten, kto ma zostać, ten zostanie – odpowiedziała na słowa Shikiego, ale w zupełnie normalnym tonie. Tak uważała – że ci naprawdę wartościowi ludzie, którym będzie zależeć – zostaną. Tak jak Shikarui został, gdy Asaka miała przejść przez wojenną granicę, żeby dostać się do Daishi, choć wcale w wojnę pakować się nie chciał. Nie chciał też jednak jej zostawiać, bo doskonale wiedział, że mogą się już więcej nie spotkać. - Shikarui ma rację, naprawdę. Bliscy nie potrafią napisać głupiego listu, a ktoś, kogo ledwo poznaliśmy przyszedł nas odwiedzić. To naprawdę wiele znaczy, Mujin-san – ach, zabawne, bo pomyślała tutaj tak o Akim, który nie potrafił odpisać przez 3 lata, jak i o Toshiro, który przez rok też nie potrafił dać choćby słowa, że żyje i wyjaśnić problemu jak należy. A teraz mieli teraz. Kolejny rok, kolejna cisza, ale to już na wyraźne życzenie białowłosej. Czas weryfikował mnóstwo spraw, prawda? Komu zależy, komu nie, kto jest wart uwagi i miejsca w myślach i sercu – a kto nie.
Już miała się głupawo, bezwstydnie wręcz uśmiechnąć do męża, gdy zobaczyła jego niezadowolenie, ale nie dostała opierdzielu, jaki potrafił jej zaserwować. Znaczy, hehe, opierdziel to znaczy krótkie i wymowne „Asaka!” mówione tonem przywołującym niepokorną żonkę do porządku. Rzeczywiście z ich dwójki to Shikarui to był ten grzeczny, ułożony, spokojny, cierpliwy, nie emocjonujący się, kalkulujący, myślący. I nie mówił tak brzydko jak ona. Asaka… była tysiąc razy bardziej energiczna i ekspresyjna niż on. Przymknęła oczy, przechylając bliżej niego głowę, jak kot, gdy miejsce spodziewanego ochrzanu i próby ogarnięcia jej, dostała miłe głasknięcie po długich, białych, jedwabiście miękkich włosach.
- Z wioski i przypadkowych podróżnych. Bo też przypadło mi bycie obiektem testowym, a nikt nie wiedział co ta trucizna ma robić. Ile się strachu wtedy najedliśmy… - o tak było. Co prawda na sam koniec okazało się, że strach ma wielkie oczy i nie było to nic wielkiego, a z czasem czarny ślad też zniknął, ale nie mieli o tym pojęcia do tamtego momentu. To przecież mogło być dosłownie wszystko. A później się uśmiechnęła. To było przecież tak podobne… Aburame nie wychowujący się w rodzinnych stronach Aburame i Jugo z oczami Ranmaru nie wychowujący się na Klifach. - A ty, kochanie? Czemu nie powędrowałeś na Morskie Klify? – och, powędrował. To była taka mała wycieczka krajoznawcza razem z Asaką, gdzie sprawili sobie zbroje. Fakt, że wtedy Shikarui odchorowywał moment, kiedy białowłosa musiała go przycisnąć, żeby powiedział jej to i owo, ale nie zostali tam na długo. Powiedziała do dość łagodnie zresztą, to nie było żadne oskarżenie, a potem lekko szturchnęła bokiem fioletowookiego, po czym sięgnęła po swoją czarkę z pyszną, łagodną herbatą.
- No. To widzisz. Kot wcale nie jest zepsuty – i ty też nie jesteś – ale tego na głos nie powiedziała. Nie było takiej potrzeby. - Głupi żart – burknęła pod nosem.
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1336
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Mujin » 14 sie 2020, o 02:18

Ostatecznie powinien dać spokój, jak powiedziała Asaka. Gość który odmawia gościny też nie może być za dobrze postrzegany, a Mujin aspirował w tej relacji do bycia kimś naprawdę przyjemnym w byciu. Wiadomo, do medyka powinno się mieć zaufanie. Powinno powierzać mu się tajemnice, wierzyć że jego metodyka jest najlepsza i nie wchodzić w polemikę. Jaki to medyk, który nie umie wyrobić sobie autorytetu? Myślał o kilku tematach, w tym tym aktualnym, przez cały czas wręcz. Ale nie miał chyba aż takich gwałcących prywatność pytań, żeby musieć wchodzić głęboko w rozmowę. To to może później, ale jak coś takiego znajdzie. Bo aktualnie nie miał Aktualnie raczył się pysznym sake i równie pysznym jedzeniem.
- No cóż... Nie ma za co. O swoich klientów i ludzi ogólnie się dba. Tak się ich przy sobie trzyma. - odpowiedział nieco zakłopotany. To była bardzo prosta, obiektywna zależność. Jeśli klient czuje się dobrze potraktowany, a metodyka medyka jest skuteczna, to klient wróci. Tak samo z człowiekiem. Jeśli posiada on kręgosłup moralny, ma się wspólny interes i ten ktoś zostanie potraktowany dobrze, to na pewno wróci. Są pewne proste zależności w świecie, uniwersalne dla wielu aspektów życia. Na przykład pomiędzy ludźmi. Chociaż może nie wyraził się wystarczająco jasno. Wyszło że są w takich relacjach tylko przez swoje interesy i ten potencjalny przeszczep. Znaczy się to była podstawa, a resztę trzeba było zbudować podczas dalszych interakcji. Na przykład teraz.
- Może chciał sprawdzić efektywność trucizny w zależności od innych czynników. Wiek, płeć, ogólna kondycja fizyczna. - rzucił luźnym pomysłem. Bo innego powodu raczej nie było. Na pewno nie było. Lepiej faktycznie było zabrać kogoś do odpowiednio przygotowanego kompleksu albo pomieszczenia i tam przeprowadzać badania w kontrolowany sposób. To że wpadł na to Shikarui było niezaskakujące, aczkolwiek nadal warto było mieć na uwadze że obiektywnie był w stanie to przyznać.
- Hmmmmh. Tam już się nauczyłem czego miałem. Ale trzeba było praktykę odbębnić, samemu się doszkolić. Nie można wiecznie być uczniem pod czyimiś skrzydłami, każdy pisklak musi wylecieć z gniazda. A Ryuzaku było idealnym miejscem na praktykę. Dużo różnorodności, dużo dziwnych przypadków. - cóż, była to prawda. Jakby nie patrzeć. Nie mógł wiecznie siedzieć w gnieździe, zwłaszcza że ktoś kto uczył go lotu został zabity, a jego gniazdo spłonęło. Ptak też był z niego bardzo dziwny. Wokoło gniazda było sporo przypadków niewłaściwych i mocno kontrowersyjnych. Ciężko byłoby tam zostać. No i faktycznie w Ryuzaku było wyjątkowo dużo różnorodności i dziwnych przypadków. Idealne miejsce.
- Ja bym nie narzekał. - powiedział jeszcze na ten tajemniczy komentarz o "inwestycji", upijając nieco sake i dajel przysłuchując się tej arcyciekawej rozmowie o psach i kotach. Te małe interakcje pomiędzy żoną a mężem postanowił pozostawić im i nie próbować ich rozszyfrowywać. Wymagałoby to lepszej znajomości dynamiki ich związku i ich samych. Takie drobne elementy jak podniesienie głosu czy frazy-klucze... i tak tego nie potrzebował. Powoli raczył się dobrami które zostały mu dostarczone. Bo gdzie miałby się niby śpieszyć?
Avatar użytkownika

Mujin
 
Posty: 301
Dołączył(a): 1 paź 2019, o 22:14
Wiek postaci: 30
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Maska na twarzy. Bandaże na rękach. Kurta, workowate spodnie, czapka z niewielkim daszkiem. Wszystko w ciemnozielonym kolorze. Lekkie buty ninja z twardą podeszwą.
Widoczny ekwipunek: Duża torba przy prawym boku, duży zwój na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?p=126242#p126242
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Exodia

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Shikarui » 14 sie 2020, o 10:29

Samotność nigdy mu nie przeszkadzała. Tygrysy miały to w swojej naturze - żyły jako samotnicy i nie było żadnej możliwości, żeby jego terytorium zamieszkiwane było przez innego tygrysa. Nie łączyły się w związki na długie lata i zwykły przepędzać swoje dzieci, żeby te czasem nie miały chrapki na jego teren. Na szczęście, ustalone wielokrotnie, wychodziło na wierzch, że ponad to wszystko był człowiekiem. Jak oni wszyscy tutaj. Potwory najbardziej doskonałe, bo ukryte w ludzkich skórach. I powiedz - kto niby szukał liści w lesie pełnym buków? Miłe rozmowy i towarzystwo, całkowicie luźne wymiany zdań o potencjalnych morderstwach i uśmiechy słane zaraz po wspomnieniu, że jeśli robić rzeź - to z klasą. Witaj w świecie ninja. Szczyt łańcucha pokarmowego stworzonego przez bogów, do którego Han pałał taką nienawiścią. Przynajmniej kiedyś pałał. Spoglądasz na takiego Mujina, jego bardzo poważne podejście do budowania zaufania i nagle zaczynasz się zastanawiać, jak ktoś taki może chcieć w ogóle próbować zaufanie zbudować? Czy to lis? Może wąż? Ten, który był symbolem większości medyków i którego trucizny były zabójcze - niektóre jednak, w rozsądnej ilości, mogły przynieść ulgę. Na jego pojęcie moralności - dopóki sam sobie nie pobrudzi rąk to okej. Nie ważne, czy będzie wiedział, że ktoś inny sobie za niego rąsie pobrudził. Nie istniała prawdziwa moralność w świecie ninja, bo nikt nie uczył, jak być dobrym człowiekiem. Ciebie tu uczono, jak być dobrym ninja. Były takie rodzynki - jak Asaka - które doznały odrobinę normalności, a ta odwdzięczyła się bardzo okrutnie. Tak, żeby pamiętała na zawsze, gdzie jej miejsce i gdzie ma nie zaglądać. W której szafie mieszka boogyman, którego nie chcemy budzić.
Shikarui potrafił być bardzo, bardzo wierny, jeśli tylko okazało mu się wystarczającą ilość dobra. Kiedyś było o to łatwiej - szczytem dobroci było dla niego podzielenie się posiłkiem. Teraz oczekiwania były nieco wywindowane. Był bardziej ostrożny i bardziej wycofany w stosunku do tego, żeby ułożyć na kimś inwestycję w postaci przywiązania. Bardzo łatwo człowieka zrazić i łatwo wycofywał się on przez swoje doświadczenia. Jak na razie ciężko było powiedzieć, żeby źle spędzało mu się czas z Mujinem, chociaż wolał bardziej ekspresywne osoby. Otwarte. Takie jak Asaka właśnie. Czy Aka. Natomiast z Mujinem, wydawało mu się, że nadają na bardzo podobnych liniach. Że podobne są ich cele, podobna droga, nawet jeśli zupełnie inaczej opisano ulice i inne były kamieniczki wokół, a za plecami zostawili innych ludzi.
- Cokolwiek chciał nadal żałuję, że był tak mało odporny na ból. Dobrze nie zacząłem, a on pękł. - Niemalże westchnął, obracając czarkę, pustą już w dłoniach i wracając wspomnieniami do tamtego dnia. Złość na początku to jedno, ale tamto rozczarowanie..! - Wielka szkoda, że niektórzy są tacy delikatni, że rozpadają się w dłoniach. - Tak, jak ten zepsuty-nie-zepsuty-jednak kot. Lepiej gonić za czymś, co ucieka i się opiera. Co za frajda z gonieniem za czymś, co ciągle za tobą łazi? To zabija cały instynkt. Bo to właśnie on - instynkt - nakazuje gonić drapieżnikowi za ofiarą i czyni z tego polowanie.
- Byłem w Cesarstwie nawet dwa razy i tam bym pewnie zamieszkał gdyby nie nasze małżeństwo. Być może. Być może zostałbym w Sogen, w służbie Uchiha. - Odpowiedział na pytanie Asaki. Ciężko było to odebrać jako jakiekolwiek oskarżenie, skoro on akurat faktycznie wrócił zarówno do swoich korzeni Ranmaru jak i do wioski Juugo. Wrócił i nie został. - Wszystkie tajemnice Ranmaru były jednak pilnie schowane, a przodków mojej matki nie odnalazłem na lodowym wybrzeżu. Ranmaru byli kiedyś szczepem wędrującym po całym kontynencie. Osiedlili się na Morskich Klifach nie tak dawno temu. - Szukał informacji tak o Ranmaru jak i o wszystkim, co z nimi związane. O tamtejszych rodach. Technikach. Ich zdolnościach. Zresztą nie od kozery miał naprawdę imponujący zasób wiedzy na temat prawie całego świata ninja w swojej głowie - wyłączając niesławną Wielką Kuwetę.
Uśmiechnął się w iście tygrysi sposób i uniósł kolejną czarkę, żeby wznieść toast.
- Dogadamy się, panie Yokage. - I wcale nie miał tutaj na myśli tylko i wyłącznie sprawy pieniężnych. Naprawdę wyglądało na to, że Mujin jest doskonałym materiałem do tego, żeby zagłębiać się w bluźniercze odmęty praktyki ninja.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Asaka » 14 sie 2020, o 18:12

Gdyby Mujin nie był przyjemny w obyciu, to za długo by u Sanadów nie zabawił. Ani jedno ani drugie nie miałoby skrupułów, by go stąd wygonić, tym bardziej, że Asaka miała teraz swoją niezawodną wymówkę: była w ciąży. I mogła chcieć mieć święty spokój! Ale nie musieli cudować i kombinować, bo też oboje cieszyli się, że mieli gościa. Oczywiście gdyby go tu nie było, to też jakoś by sobie ten dzień i wieczór rozplanowali, raczej nie mieli z tym większego problemu. Chyba oboje wchodzili w jakiś tryb małej hibernacji i nie szwendania się w poszukiwaniu zajęcia mogącego im wyciąć kilka(naście) dni z życia, bo mieli w perspektywie wiadomą wyprawę, a później… O. Za kilka miesięcy to spokoju nie będą mieli żadnego i Asaka była tego boleśnie świadoma. Shikarui chyba też powoli oswajał się z myślą, że jego spanie to w ogóle będzie tragedia. Albo się nauczy zasypiać byle jak, byle gdzie i byle szybko jak Asaka, albo będzie chodzić ciągle niewyspany.
- Tak no, trzeba dbać o ludzi i znajomości. Łatwo to zatracić i pozostać samotnym – uśmiechnęła się leciutko do Mujina zza świecy, jaką tutaj rozpaliła, która oświetlała ten mrok. Nie potrafiła rozgryźć tego mężczyzny. Tej jego dziwnej, bardzo uroczej zresztą, nieśmiałości, która objawiała się w niektórych momentach.
- O ile dobrze pamiętam, to ja go złapałam – była wtedy wściekła, naprawdę wściekła i sama się nie powstrzymywała. Złapali go jednak żywego, żeby go przesłuchać i dowiedzieć się czegoś więcej o tej cholernej truciźnie, tego czy jej zagraża i czy jest gdzieś jakieś antidotum. Na szczęście nie było to groźne… A przynajmniej nie w dawce jaką otrzymała. Minęło już od tego tyle czasu… dwa lata. A jednak miało się wrażenie, jakby wcale tyle nie minęło. Ten jednak zapieprzał i nie dało się go spowolnić, a z każdym mijanym rokiem tylko się coraz bardziej rozpędzał. - Chociaż pod tamtym genjutsu śpiewał jak skowronek o poranku. Przydatna sprawa – o, tamten kapitan z powiewającym wąsem był bardziej niż przydatny. I nawet był miły. Jak na Uchihę. Ale może to ta kwestia czarodziejskiego wąsa, który zupełnie nie wpadał w gusta Asaki, ale sprawiał, że gość był jakiś taki łatwiejszy w obyciu niż większość Uchiha z jakimi miała nieszczęście się kontaktować.
- Więc pochodzisz z Kaigan, ale swoje nauki medycyny pobierałeś w Ryuzaku i tam już zostałeś? – zagadnęła, łącząc wątki i informacje, jakie już im podał gdzieś wcześniej po drodze. Takie niepełne. Asaka całkiem lubiła poznawać inne osoby, o ile uznała, że są na tyle wartościowe, że chciałaby je poznać. Mujin był i chciała, dlatego dość uważnie słuchała tego co mówi. Bo poza tym, że była jaka była, to potrafiła wręcz zjawiskowo ignorować słowa drugiego człowieka, i to takiego stojącego z nią twarzą w twarz. - Wiem przecież. Chodzi mi o to, że to nie jest aż takie dziwne. Spójrz zresztą na Toshi…ro – ugryzła się w język w trakcie, gdy to mówiła, ale dokończyła imię byłego przyjaciela. Tyle, że po wszystkim zrobiła taką dość nietęgą minę i po prostu pokręciła głową, niezadowolona z samej siebie. - Cieszę się, że jesteś tu ze mną, a nie tam beze mnie – tam… I w Sogen i na Morskich Klifach. Naprawdę była szczęśliwa, że go miała i że byli tutaj razem, budując ten dom tak dosłownie jak i w przenośni. Ale i ich związek nie był na początku taki oczywisty i prosty. Shikarui musiał się odrobinkę nabiegać, bo nie wszystko przyszło tak o. Trochę jak za tą zwierzyną, chociaż Asaka przecież przed nim nie uciekała.
Kolejną kolejkę to ona im nalała, żeby czarki nie stały puste. Shikarui chyba się trochę rozkręcał.
· ·

Obrazek
· · ·
seasons don't fear the reaper
nor do the wind, the sun or the rain
Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1336
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabury na broń na udach; duża torba na pośladkach; bransoletka na prawym nadgarstku; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Posiadłość Sanada

Postprzez Mujin » 14 sie 2020, o 22:07

Czy można bylo powiedzieć, że Mujin dobrze cię bawił? Tak, można było. Co prawda Mujin zazwyczaj preferował bardziej nietowarzyskie rozrywki, jak książki, aktywność fizyczna czy po prostu zajmowanie się statywem alchemicznym, ale ta forma też była zła. Na pewno inna, z ciekawymi rozmówcami można było działać jak tylko się chciało. Z kimś nudnym Mujin nie wytrzymałby kilku minut, bo z głupim nie ma o czym porozmawiać. Tutaj jednak i nie mógł za bardzo robić czego innego. Co, miałby tak porzucić gospodarzy, zostawić ich samych sobie? Oczywiście że nie. Trenować i tak miał zamiar, babrać się przy statywie mógł w dowolny inny dzień. A teraz, teraz był czas na socjalizowanie się.
- A nie, nie że praktyka w sensie nauki. Uczyłem się w Kaigan także. Ale potem je skończyłem i znalazłem miejsce w Ryuzaku. - odpowiedział, szybko precyzując swoje słowa. Co, już się przeinaczał? Przejęzyczał, znaczy się? Nie wypił wiele przecież, a jego mózg chyba nie był aż taki słaby na alkohol. Nie wiedział do końca. Nie miał doświadczenia, ale na pewno nie był aż taki słaby. Oby. Bo jeśli był, to cąły plan mógł zostać brutalnie zweryfikowany przez rzeczywistość. A tego bardzo bardzo nie chciał. Nie mógł przecież pozwolić by jego nieskalana persona obudziła się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo kiedy, z ogromnymi lukami w pamięci. Chyba że zapisywałby sobie regularnie w notesie co się działo podczas jego... choroby. Ale raczej nie dałby rady, samemu ledwo stojąc, mogłyby wyjść z tego jakieś dziwne szlaczki czy bazgroły.
- Cesarstwo? I jak, było coś tam ciekawego? - zapytał Mujin, autentycznie zainteresowany tamtym regionem. Nigdy nie był, sensei też niespecjalnie o nim wspominał... właściwie nikt nie wspominał. Ot było sobie po prostu. Dla Mujina był to teren neutralny w zasadzie, tak samo jak reszta prowincji w których nigdy nie był. Oczywiście nie pod względem różnorodności flory. Jakie dziwne gatunki musiały tam żyć? Warunki ekstremalne dają życie formom, których nigdzie indziej nie dało się znaleźć. Dlatego w celach badawczych mógłby zdecydowanie pojawić się zarówno w ekstremalnych suszach i mroźnych lodowcach. Na pustyni ciężko byłoby się poruszać w całym jego uniformie. No i oczywiście zadając te pytanie miał nadzieję, że Shikaruia wciągnie się nieco w rozmowę. Trochę bardziej niż dotychczas.
- No ja myslę. - odpowiedział, swoją czarką odpowiadając na toast i przyjmując kolejną porcję trucizny do swojego organizmu. Dobrowolnie, żeby nie było. Wolno zabijającej i która w niewielkich dawkach nie zabija, ale trucizny. Której największym skutkiem ubocznym może być śmierć, a najmniejszym - paplanie i nieco niestabilny chód.
Avatar użytkownika

Mujin
 
Posty: 301
Dołączył(a): 1 paź 2019, o 22:14
Wiek postaci: 30
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Maska na twarzy. Bandaże na rękach. Kurta, workowate spodnie, czapka z niewielkim daszkiem. Wszystko w ciemnozielonym kolorze. Lekkie buty ninja z twardą podeszwą.
Widoczny ekwipunek: Duża torba przy prawym boku, duży zwój na plecach.
Link do KP: viewtopic.php?p=126242#p126242
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Exodia

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość