Dom Miyuki

Dom Miyuki

Postprzez Miyuki Hyūga » 19 paź 2018, o 21:40

Obrazek

Niewielka posiadłość na obrzeżach osady skryta między iglakami przed niepożądanymi spojrzeniami. O ile ukrycie czegokolwiek jest w wiosce Byakuganów możliwe. Dom przysługuje jako tako matce Miyuki lecz zważywszy na jej częste nieobecności to dziewczyna, ojciec, młodsi bracia i nieliczna służba są głównymi rezydentami. Wchodząc główną bramą natrafimy na prostą aleje wiodącą do drzwi domostwa. Wyłożona kamiennymi płytami i z zasadzonymi bo bokach ozdobnymi iglastymi drzewami tworzy przytulne wrażenie przez niemal cały rok. Za samym wejściem natrafi się na niewielkie pomieszczenie przejściowe pełniące funkcje przedpokoju. To tu zostawić można buty, broń, niepotrzebny balast i udać się dalej w głąb rezydencji. Za przedpokojem znajduje się podłużna i spora sala mogąca z powodzeniem pomieścić spore przyjęcie lub debatę z doklejoną gdzieś z tyłu kuchnią. W razie zaś nocowania gości podzielić ją można przy pomocy przesuwanych ścian na trzy mniejsze pomieszczenia mogące służyć za sypialnie gościnne. Zazwyczaj jednak ściany są zasunięte i tak, zaś rodzina spożywa posiłek w zdecydowanie pomniejszonej i mniej przytłaczającej tym sposobem jadalni. Nieużywana zaś przestrzeń służy na czas braku gości za tymczasowe magazyny. Ot aby w razie odwiedzin nie musieć zbyt wiele przynosić z zewnątrz i móc prędko przejść do ucztowania.
Z pierwszej sekcji jadalni po odbiciu w lewo natrafimy na właściwą część domostwa. Skierowana jest w kierunku przeciwnym do wejścia na niewielki odcięty budynkiem od oczu wchodzących frontu gapiów ogród. To tu ułożone wzdłuż wąskiego tarasu znajdują się pokoje mieszkalne wszystkich członków rodziny jak i gabinet ojca Miyuki... a zasadniczo jej matki, którym ojciec obecnie rozporządza. To tu znajduje się niewielka łaźnia do, której na szczęście nie ma zazwyczaj kolejki. To tu na końcu toczy się całe rodzinne prywatne życie odgrodzone od publicznych oczu. Odgrodzona z dwóch stron ścianami domu, z dwóch zaś kamiennym murem jest swoistą enklawą w tych burzliwych czasach. Na środku podwórza umieszczono oczko wodne na którego środku znajduje się niewielka wysepka z kapliczką upamiętniającą duchy opiekuńcze rodziny. To na tym kawałku ziemi wsypywano prochy każdego z przodków Miyuki. Przynajmniej tych, których udało się z powodzeniem spalić. Ot dziwny zwyczaj ich gałęzi rodu dodany do tradycji palenia zwłok głównego szczepu.
Poza jednak samym głównym budynkiem znajduje się szereg dobudówek. Na prawo od bramy można natrafić na domki służby zaś na prawo od samego domostwa - na niewielkie dojo, w którym przynajmniej raz dziennie słychać odgłosy intensywnych treningów. W obrębie muru znaleźć można też kilka magazynów, pracowni i wejście do niewielkiej piwniczki. Wszystko to w otoczeniu pięknych iglaków, dróżek i altanek w których niemal zawsze można znaleźć jakąś kapliczkę. Można by się spierać, że najurokliwszą metodą zwiedzenia posiadłości jest zgubienie się właśnie wśród tej plątaniny ścieżek i drzew. Ale dosyć już zostało powiedziane o drewnie, kamieniu i materialnych dobrach. Ostatecznie każdy wie, że jedynym wyznacznikiem piękna posiadłości jest piękno duszy jej właściciela.
Avatar użytkownika

Miyuki Hyūga
 
Posty: 13
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 12:51
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6506
GG: 0
Multikonta:

Re: Dom Miyuki

Postprzez Miyuki Hyūga » 20 paź 2018, o 16:36

Jesień jest w miarę intrygującą porą roku. Wszystko częściowo obumiera by zachować jeno najważniejsze swe części na nadchodzącą zimę. Można było postrzegać ją jako okres śmierci lub rozsądnego planowania. Zaś rezydencja zdecydowanie emanowała tym drugim. Ruch był w niej zdecydowanie większy niż zazwyczaj. Służba znosiła i sprawdzała zapasy na nadchodzące mrozy, ściany były reperowane,a do wielu pomieszczeń pownoszono niewielkie piecyki. Ostatnie poprawki przed nadchodzącą zimą. Wszystko osobiście Noriaki Hyūga ze swojego gabinetu i można było śmiało zakładać, że przed końcem tygodnia posiadłość będzie gotowa na śnieg i mróz towarzyszący zimą na Karmazynowych Wzgórzach. Niespotykana krzątanina wywracała spokojną codzienność mieszkańców do góry nogami. Młodsi bracia Miyuki chodzili gdzieś po placu patrząc na wszystko ze zdziwieniem. Z ich pokoi wynoszono graty oraz wnoszono cieplejsze materace. Większość pokoi była już otwarta i chłonęła świeże poranne powietrze... poza jednym. Ulokowanym na końcu skrzydła mieszkalnego, tuż przy murze okalającym rezydencje. Przez lekko uchylone przesuwane drzwi wpadała tylko odrobina światła ukazująca otoczone półmrokiem pomieszczenie. Na podłodze wlały się zużyte bandaże i puste pojemniki po lekach. Przeciwległą do wejścia ścianę zdobiło krzywo powieszone kimono wyglądające jakby rzemieślnik wylał na nie przypadkiem połowę swoich barwników. Jedyną zorganizowaną częścią był niewielki niski stół przy ścianie za którą bezpośrednio znajdował się mur. Leżały na nim skrzętnie ułożony ekwipunek właścicielki tych czterech ścian obok niewielkiego obrazka wyobrażającego Yuki Hyūgę. Obecną głowę domu. W centralnej części pomieszczenia znajdował się futon, który jednak o tej godzinie dawno powinien zwinięty skończyć w szafie. Zaś spod materiału wygrzebywało się właśnie dziwne monstrum o zielonkawych, sterczących we wszystkich kierunkach włosach.

***

Miyuki obudziła się późno. Za późno jak na swój gust. Wczoraj wieczorem przesadziła z treningiem i w efekcie spała jak kłoda. Dlaczego nikt jej nie obudził? Odpowiedź była dość oczywista. Zirytowana wyjęła spod materaca owiniętą bandażem lewą dłoń. Otarcie. Głupie otarcie, które opatrzone i pokryte maścią zaleczyło się w przeciągu nocy kosztowało ją poranny trening. Kiedy ojciec wreszcie zrozumie, że nie jest porcelanową lalką? No i ta ich ostatnia rozmowa. "Nie jesteś gotowa na wojnę", "Nabierz więcej doświadczenia" i "Twoja matka by na to nie pozwoliła". Zielonowłosa nienawidziła gdy ojciec to robił. Nie mogła sprzeciwiać się starszyźnie... a z drugiej strony czuła się przez te rozkazy zbędna. Ów paradoks budował w niej gniew, który z kolei przekładał się na zbyt intensywne ćwiczenia, które przekładały się na takie błahostki jak otarcia, które z kolei... Miyuki pokręciła głową. Musi po prostu złamać ten jesienny cykl i pokazać ojcu, że dorosła. Może wreszcie zacznie patrzeć na nią jak kilka lat temu? Byłoby miło. Wygramoliła się więc spod prześcieradła i wstając przeciągnęła się wzdychając z zadowolenia. Nowy dzień to nowe możliwości. Jak długo nie jest uwięziona w swoim pokoju jest nadzieja na to, że klan będzie miał z niej pożytek. Na zgryzotę czas przyjdzie wieczorem jeśli znowu skończy się na niczym. Teraz musi tylko wymyślić jak zabrać się za zdanie "egzaminu" ojca. Następnie wykonała serię wymachów ramionami dla sprawdzenia czy i które mięśnie są zdrętwiałe. Musiała uwzględnić je w porannej rozgrzewce, która potrwała dobrych parę minut. Stwierdzając z satysfakcją, że żaden z jej członków nie jest naciągnięty a żołądek nie sprawia wrażenia jakby miał się skręcić zdjęła z siebie nocną koszulę i odwinęła bandaż. Klękając przed stolikiem z ekwipunkiem w pozycji seiza przez dłuższą chwilę patrzyła na obrazek wyobrażający jej matkę, tylko po to by po chwili z cichym stuknięciem przewrócić go twarzą do blatu. Następnie spokojnie ubrała swój terenowy strój i uchylając drzwi wyjrzała na podwórze. Ruch był spory. Miyuki nie lubiła gdy po domu kręciło się wiele osób. Postanowiła więc szybko przemknąć się po tarasie i przez jadalnie aby dostać się do kuchni. Złapie coś do przegryzienia o potem... może obiegnie kilkukrotnie teren rezydencji? W ruchu zawsze dobrze jej się myślało. W razie zaś braku olśnienia uda się do osady. Tam zawsze jest ktoś potrzebujący pomocy. Ktoś dla kogo będzie na pewno bardziej użyteczna niż dla jej nadopiekuńczego ojczulka. Zielone nieuczesane włosy podskakiwały w rytm szybkich ruchów gdy błyskawicznym tempem nieprzystającym panience omijała zdziwioną służbę traktując ich niczym manekiny na torze przeszkód. Oczywiście te, które trzeba ominąć... nie roztrzaskać na kawałki.

Trzeba było się spieszyć i nadrobić stracony czas.
Avatar użytkownika

Miyuki Hyūga
 
Posty: 13
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 12:51
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6506
GG: 0
Multikonta:

Re: Dom Miyuki

Postprzez Jun'ichi » 23 paź 2018, o 10:26

Poprzedniego dnia, wieczorem w Dojo pojawił się pewien mężczyzna z niewielkim zwitkiem papieru. Jun'ichi początkowo uradował się niezmiernie, licząc na to że ponownie zostanie przydzielony do misji, jednak treść krótkiej wiadomości szybko ostudziła jego zapał. Był tam jedynie adres, godzina i zakres obowiązków, czyli "wykonuj polecenia". Właściwie można było się tego spodziewać, w końcu Jun był dla rodu Hyuga jedynie służącym, który przez dziwne zrządzenie losu odziedziczył to samo Kekkei Genkai.
Wreszcie ranne ptactwo odezwało się zwiastując nadejście kolejnego dnia, podczas którego chłopak nie będzie miał okazji zrobić niczego użytecznego, przynajmniej nie na tyle ile by sobie tego życzył. Niedługo po przebudzeniu i zjedzeniu resztek suchego już ryżu, chłopak ruszył marszem pod wskazany adres. Na miejscu dostrzegł dość niewielką, aczkolwiek zadbaną i schludną posesję, typową dla prawdziwej rodziny Hyuga.
Jun'ichi zgłasza swoje przybycie. Zostałem przydzielony do pomocy w przygotowaniach. - wyrecytował na wejściu, do pierwszej osoby którą uznał za ewentualnego przełożonego w tym dniu.
Praca znalazła się bardzo szybko - wynoszenie futonów, lżejszych prześcieradeł i nakryć, przestawienie kilku mebli, uprzątnięcie mało używanych zakamarków domu - dlatego własnie Jun'ichi poczuł się jak w swoim domu - Dojo gdzie musiał wykonywać podobne zadania ku zadowoleniu i wygodzie pozostałych członków rodziny.
Godziny mijały, a pracy jakby nie ubywało. Z każdym zakończonym zadaniem, pojawiało się kolejne i następne, a chłopak zaczynał odczuwać delikatne zmęczenie. Możliwe, że brak odpowiedniego śniadania zaczął się na nim odbijać, ale w końcu nie był to pierwszy raz kiedy ciężko pracował przez cały dzień raptem o odrobinie ryżu. Zignorował więc dziwne kołowanie w głowie i brzuchu by zwyczajnie kontynuować swoją pracę.

Idąc jednym z długich korytarzy domostwa, Jun'ichi zupełnie nie zwrócił uwagi na odgłosy dobiegające z niedaleka. Szedł lekko zamyślony, w głowie mając jeden cel - dojść do schowka, przynieść grabie, zamieść liście. Minęły może dwie sekundy, kiedy dotarł do przecięcia dwóch korytarzy i nagle...
Auć! - wydał z siebie tylko ten jedne krzyk, bo szybko zrozumiał że wpadł na kogoś, na kogo nie powinien. Nie było ważne, czyja była wina - pon jako podwładny, służący, niższy w hierarchii powinien zawsze przeprosić dlatego ignorując ból, szybko zerwał się na nogi i podbiegł do nieznajomej dziewczyny o zielonych włosach.
Najmocniej przepraszam, panienko. To moja wina, czy nic się panience nie stało? - zaczął tłumaczyć się, jednocześnie wyciągając ku niej rękę, aby pomóc wstać ze świeżo umytej podłogi.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 614
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dom Miyuki

Postprzez Miyuki Hyūga » 23 paź 2018, o 11:15

Cóż... bieganie po tarasie brzmiało jak dobry pomysł kiedy ten był pusty a dziewczyna nie była dopiero co wyrwana z łóżka. Omijając niemal wszystkie znajome twarze zakładała, że za zakrętem nikogo już nie będzie. Dlatego jej zdziwienie było podwójne gdy pojawił się na nim nieznany jej chłopak. Na dodatek ubrany jakoś dziwnie. Zamaskowany. Dlatego też Miyuki z dość zdziwionym i nie najmądrzejszym wyrazem twarzy zamiast próbować cokolwiek zrobić by złagodzić upadek władował się w jego ramię tracąc przy tym równowagę i upadając na prawe przedramię.
Poczuła nieprzyjemne ciepło gdy skóra skryta w rękawie pojechała kawałek po deskach nim jej ciało wytraciło szybkość. Syknęła cicho poruszając ramieniem jak gdyby dla sprawdzenia czy nie powbijały się w nie drzazgi. Dobrze, że podłoga była wykonie porządnie inaczej miałaby problem. Przez krótką chwilę leżała tak na deskach próbując zrozumieć co się stało. Następnie gwałtownie zarzuciła głową w tył sprawdzając czy żaden ze służących nie znajdował się za rogiem by pobiec i poinformować jej ojca, że "Panienka znowu sobie coś zrobiła". Na szczęście jedynym widokiem jaki zastałą była wyciągnięta dłoń nieznajomego, którą ujęła prawą dłonią i ostrożnie stała upewniając się, że niczego nie złamała. Rękaw co prawda nieco się podwinął i dolna część jej dłoni była lekko zaróżowiona... ale nie było krwi. Było jednak coś innego i to duuuużo bardziej ciekawego dla zielonowłosej.
Zauważyła, że ramię chłopaka wyglądało jakby przeszło piekło. Blizny, zakażenia i bogowie wiedzą co jeszcze... a także mięśnie. Muskulatura i obrażenia rozpaliły w główce zielonowłosej pewne podejrzenie. Może ten zamaskowany człowiek jest weteranem wojennym? A może uciekł z jakiegoś pogromu? Takie obrażenia przecież zdobywa się na wojnie. Prawda? Może to jest jej droga na zewnątrz? Tylko co on tu robi? Stając już pewniej uśmiechnęła się blado do chłopaka i odparła
Mi? Mi nic nie jest. Bywało gorzej. Ale przed resztą... - dziewczyna położyła palec na ustach potrząsając głową w kierunku sług za zakrętem.
Następnie puściła dłoń Pana Maski ze swojego uścisku... i po chwili chwycić ją oburącz zamykając ją w geście przypominającym nieco modlitwę. Ojciec pilnowałby by jej styczność z konfliktem byłą minimalna. A tutaj coś takiego. Na taką chwilę słabości i nieuwagi właśnie czekała. I nie miała zamiaru od tak jej puścić. Zbytnio lubiła towarzystwo prawdziwych wojowników i obserwowanie ich zwyczaju. Kochała też słuchać opowieści wojennych a perspektywa wysłuchania ich wreszcie pod własnym dachem była tak kusząca, że nie mogła jej przepuścić. W innej sytuacji pewnie tylko mruknęłaby przeprosiny i poszła w swoją stronę... ale dosłownie pożerała ją ciekawość. I właśnie ten głód był może jedyną częścią, która robiła z niej czasami w towarzystwie faktycznie "Panienkę" zdolną podtrzymać konwersacje.
A tobie? Co ci się stało w rękę? To wygląda poważnie... Yamanaka ci to zrobili? - zapytała z ognikami w oczach.
Avatar użytkownika

Miyuki Hyūga
 
Posty: 13
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 12:51
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6506
GG: 0
Multikonta:

Re: Dom Miyuki

Postprzez Jun'ichi » 23 paź 2018, o 11:50

Jun'ichi gdy tylko zrozumiał, że wpadł na jedną z Hyuga, zaczął wyczuwać poważne kłopoty. Gdyby był to ktoś ze sług - tak jak on - zapewne przeprosiliby się i rozeszli by nie hamować pracy. Tutaj jednak chłopak spodziewał się istnej awantury, narzekania, płaczu i wyzwisk do których był z resztą przyzwyczajony. Spojrzał na zielonowłosą dziewczynę i ze zdziwieniem obserwował jak nie następuje absolutnie nic z tego czego oczekiwał. Jej zachowanie było nietypowe, jakby sama chciała zamaskować swoją obecność i całe zdarzenie a Jun'ichi... nie mógł sprzeciwiać się niczemu co powie wyższa w hierarchii osoba. Własnie dlatego chłopak szybko pomógł dziewczynie wstać i upewnił się, że na pewno nie ma na sobie śladów upadku.
Nikt poza nami nie widział panienki upadku. - odpowiedział dość cicho, kłaniające się delikatnie, ciągle czując wstyd za całe zajście. Kiedy spróbował puścić dłoń dziewczyny, poczuł że ta umyślnie zatrzymuje go i obserwuje rany pokrywające całe ciało. Oczywistym było, że Jun'ichi zaczerwienił się pod maską, bo nawet po tyle latach życia z tą skazą, nadal wiedział jak odrażającym widokiem musi być dla każdego, pięknego człowieka.
Nie, ja... już taki się urodziłem, panienko. - w jego głosie dało się słyszeć smutek i zakłopotanie, a rękę ciągle próbował bardzo delikatnie uwolnić z delikatnych dłoni dziewczyny.
Nie pozwoliłem, żeby tamci Yamanaka cokolwiek mi zrobili... - dodał po chwili z delikatnym uśmiechem. Czyżby właśnie pierwszy raz w życiu miał okazję pochwalić się swoim wyczynem? Chyba właśnie to miało miejsce - bo w głowie chłopca pojawiły się obrazy ostatniej misji jaką odbył i przywoływały one przyjemne odczucie w głowie młodzieńca.
Chyba powinienem wrócić do pracy, nie chciałbym zdenerwować panienki rodziny. Muszę być posłuszny waszym życzeniom. - dodał podnosząc zamaskowaną twarz tak, by spojrzeć dziewczynie chociaż przez moment w oczy. Wiedział doskonale, że teraz kiedy jej oczy nie były aktywne, nie mogła wiedzieć że pochodzą z tego samego klanu. Maska zakrywała nie tylko szpetną twarz ale również białe oczy, które dopiero teraz zaczęły mogły ocenić wiek dziewczyny na podobny temu, w którym był sam Jun'ichi.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 614
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dom Miyuki

Postprzez Miyuki Hyūga » 23 paź 2018, o 15:16

Miyuki przekrzywiła nieco głowę patrząc na zamaskowanego osobnika. Urodził się takim? Znowu spojrzała na trzymaną przez siebie dłoń próbując wyobrazić sobie jako dłoń niemowlęcą. Kto robi coś takiego dziecku? Jaki bóg na to pozwala? Przecież los taki spotyka tylko... Palce mimowolnie jej zadrżały i puściły skórę chłopaka. Nie była zbyt przesądna ale uczono ją by unikać kontaktu z tymi na których może ciążyć gniew bóstw. "Za czyny poprzedniego wcielenia, może za błędy rodziców... zło, złem pozostaje i pokazuje się w chwili narodzin." - tak ją uczono. Nie żeby miała coś do samej osoby... ale tradycja i mądrości kapłanów były święte. Cofnęła się o pół kroku czując się onieśmielona swoją poprzednią nachalnością. Kilkukrotnie rozprostowała i zacisnęła palce upewniając się, że nic dziwnego z nimi się nie stało mrucząc przy tym nerwowo wpatrzona w posadzkę.
Nie... widział. Uro...dziłeś się. Mówisz... znaczy... byli jacyś Yamanaka...
Przez dłuższą chwilę nie wiedziała co myśleć. Czemu ojciec go tu sprowadził? Walczył na wojnie i nosił na sobie piętno... w oczach jej staruszka powinny być to dwa powody aby go nie zapraszać. Jaki interes miał z sprowadzaniu oszpeconego wojownika do domostwa. Przecież będzie wszystkich niepokoić swoim wyglą...
Oczy Miyuki rozszerzyły się nagle. Ojciec znowu to robił. Chciał ją zniechęcić i dlatego znalazł oszpeconego wojownika aby zaczęła bać się wojny. Pewnie do końca jesieni miał się tu włóczyć jak strach na wróble. To musiało być to. Staruszek pewnie myśli, że to obudzi w niej starą traumę. Pffff. Dobre sobie. Nawet nie pofatygował się pewnie o wywiedzenie skąd Pan Maska miał te szramy. Co to, to nie! Nie przestraszy się ani jego wyglądu... anie klątwy. Chociaż z tym drugim lepiej być ostrożną...
Dlatego też gdy chłopak zbierał się do odejścia zielonowłosa bezceremonialnie zastąpiła mu drogę i trzymając koniuszek wskazującego palca jakieś cal od jego mostka oznajmiła stanowczo nie pozwalając mu odejść.
Naszym życzeniom powiadasz... życzę sobie usłyszeć więcej o tych wojownikach klanu Yamanaka. I nie próbuj się wywinąć. Panie Ma... jak ci na imię?- mimo poważnego tonu pod koniec wypowiedzi dało się słyszeć w jej głosie odrobinę rozbawienia gdy o mało co nie nazwała obcego Panem Maska na głos.
Avatar użytkownika

Miyuki Hyūga
 
Posty: 13
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 12:51
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6506
GG: 0
Multikonta:

Re: Dom Miyuki

Postprzez Jun'ichi » 23 paź 2018, o 15:49

Reakcja młodej panienki wprawdzie nie była taka jak zachowanie innych członków rodu, jednak w pewien sposób jej obrzydzenie i niepewność zabolały chłopca. Milczał jednak, bo wiedział że zwyczajnie tak już musi być, a swojego losu wbrew głupim przesądom nie da się z reguły zmienić na tyle, by żyć tak, jak się tego skrycie pragnie.
Jun'ichi uczynił pierwszy krok by odejść i zapomnieć o incydencie, jednak wtedy dziewczyna zagrodziła mu drogę. Oczy chłopca rozwarły się szeroko pod maską jakby w strachu, że jednak uraził panienkę i teraz będzie musiał ponieść srogie konsekwencje. Ku jemu zdziwieniu ta chciała jedynie usłyszeć opowieść o Yamanakach, których kaleka spotkał w swoim życiu. Chłopak uniósł znowu nieznacznie wzrok tak, by duże, białe plamy przesłaniające oczy skierowane były prosto na rozmówcę.
Jun'ichi, tak nazwali mnie rodzice. Czy mam opowiadać o Yamanaka tutaj? Teraz? Jeśli ktoś nas zobaczy, zostanę zrugany za to, że nie pracuję... - w słowach chłopaka dało się słyszeć prawdziwy strach przed gniewem przełożonych.
Ale panienki życzenie, jest dla mnie rozkazem. - w tej chwili Jun skłonił się ponownie i zdecydował przyklęknąć pod ścianą, aby nie blokować przejścia na samym środku. Zastanowił się przez chwilę jakby starając przypomnieć wszystkie szczegóły tamtego dnia.
To była moja pierwsza, poważna misja. Na zewnątrz padał deszcz, a mnie wezwano do pana Hizashiego, który rozkazał mi dostarczyć jakiś zwój do naszych walczących braci... to znaczy do czcigodnych wojowników klanu. Razem ze mną szły dwie kunoichi, które miały dopilnować bym znalazł drogę. Każda z nich była nieco inna, jedna spokojna i opanowana, druga wybuchowa i porywcza. Po dwóch dniach wędrówki, kiedy dotarliśmy na terytorium Yamanaka, jedna z kobiet postanowiła na własną rękę sprawdzić okolice i przez to wpadliśmy prosto na przeciwników, których również była trójka. Łatwo ich rozpoznaliśmy, bo członkowie klanu Yamanaka mają bardzo jasne, blond włosy oraz niebieskie oczy, w których na próżno szukać wyraźnie zaznaczonych źrenic. Powiedziałbym, że przypominają martwe osoby, którymi ktoś porusza zza światów. Byli nieprzyjemni, używali wulgarnego języka i gróźb ale... to przecież wojna. Wywiązała się walka, właściwie trzy osobne walki które dość szybko zakończyły się naszym zwycięstwem. Kobiety które mi towarzyszyły, nie mogły plamić swoich dłoni krwią tych niegodziwców, dlatego... dlatego ja zakończyłem życie całej trójki przebijając ich serca na wskroś. Walczyli dzielnie, jednak w bezpośrednim starciu nie mogą równać się z potęgą naszego... panienki klanu. Wiem też, że techniki jakimi się posługują, są prawdziwym złem. Podobno mogą niepostrzeżenie przejąć kontrole nad kimkolwiek. Nie wiem niestety jak to robią, ani jakie ma to efekty ale ciągle czekam na kolejny gest zaufania w postaci misji od pana Hizashiego. Może ponownie zdecyduje się postawić moje życie na szali, bym mógł wiernie służyć rodzinie i odkrywać sekrety naszych wrogów. Nie pragnę niczego więcej. - po tych słowach Jun'ichi kolejny już raz ukłonił się w stronę panienki, której imienia jeszcze nie poznał, właściwie to nie zasłużył nawet by je usłyszeć.
Czy spełniłem panienki życzenie?
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 614
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dom Miyuki

Postprzez Shikarui » 23 paź 2018, o 19:54

Misja C
How can you break a heart of stone?
Obrazek
1

W niektórych zakamarkach świata wojna była tylko pogłosem - wyraźna tylko w opowieściach, które nieśli na ustach wojownicy i prości ludzie, którzy, jak to mówią, są tylko ofiarami wojny. Nie ma jednak państwa bez ludzi. Ludzie za to mogą być bez państwa. Kwestia sprawiedliwości mierzona była ludzkimi żądzami, zawiścią i zachłannością. Zabijasz, bo pragniesz tę suknię, co złotem ciągnie się jak welon. Niszczysz, bo nie będą mieszkać w tym pałacu co zdobywał chmury, gdy ty mieszkasz w chatynce przy ziemi. Zdobywasz, bo tereny tej wioski dawno ci się należały - nie twój problem, że nie mieli czym jej bronić. W tej dzikiej dżungli prawo przetrwania leżało po stronie najsilniejszych. A jednak były te zakamarki - spokojniejsze, bardziej ludzkie, trzymające się ram normalności nawet wtedy, gdy otoczenie płonęło. Służący nie biegali w panice i popłochu, oddalone domy nie przyciemniały błękitu nieba siwym dymem, a trel ptaków nie był dzikim skrzekiem wydzieranym z piersi przy wzbijaniu się do panicznego lotu, by jak najdalej uciec od miejsca kaźni. Życie tu toczyło się wolnym, swojskim rytmem. Miyuki wydawała się być epicentrum tego rytmu - dyrygentką, której w udziale przypadło unoszenie w drobnej, ongiś połamanej, ręce batuty. Nikt nigdy niczego nie widział, nikt nigdy nie słyszał. Pewnie tak miało być, w końcu w porównaniu do swojej matki władzę miała tutaj znikomą.
Opowieści więc o wojnie pieściły młode uszy, cieszyły chłonny umysł i były jak dobrze napisana książka - wciągały w swoją fabułę i sprawiały, że chciało się więcej, wyobrażając siebie samego jako głównego bohatera, co miecz wysoko wznosi i sztandar wtyka w niezdobyte dotąd góry smoków. Nikt nie raczył dodać wstawek karminu i spiżu, o tym, że w wojnie nie było niczego romantycznego, bo żaden romans nie czekał na tych, którzy spotykali się ze śmiercią, wyjątkowo brutalną, zawsze tak samo niespodziewaną, choć każdy z nich zaklinał się, że to na śmierć właśnie idą, Cezarze. A każdy z nich chciał wywalczyć swoje życie. Nikt nie mówił, bo nie dla panienki uszu takie przypowiastki - jej miały kwitnąć romantycznym heroizmem, który pozwala wybić się na tle szarych i zobojętniałych. Jak kwiatek, trupie ziele, co kwitnie tam, gdzie przelano krew.
- ... stało. - Głos znany, tutejszych, zrozumiały. Noriaki wydawał się uniesiony - nie do stopnia, w którym całkowicie zostałby wytrącony z równowagi. To się nie zdarzało często i nie miało zdarzyć też dnia dzisiejszego. - Wyruszam sam. Przygotuj mi prowiant. - Służba, która naturalnym rytmem krążyła po domu, czyniąc swoje przygotowania, została wzburzona. Szybsze kroki, szuranie stóp po wypolerowanej posadzce, ciche szepty nieco napiętych, nieco zainteresowanych głosów. Mogliście dostrzec pojedyncze osoby, które przemykały w różnych kierunkach i tych, którzy jeszcze nie bardzo wiedzieli, co się dzieje i o co chodzi, więc zwalniali, albo zaprzestawali swoje prace, by wgapiać się w niezrozumieniem w kolegów po fachu. Oni swoim torem - wy swoim, stojący na uboczu, jedni z tych, co mogli pośrednio obserwować.
Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Dom Miyuki

Postprzez Miyuki Hyūga » 23 paź 2018, o 20:48

Dziewczyna słuchała uważnie Jun'ichiego próbując zapamiętać co ważniejsze szczegóły. Nigdy nie dokonuj zwiadu sam? Nie... to nie jest dobra lekcja. Nie dokonuj go pochopnie... też nie brzmiało najlepiej. Zawsze proś o wsparcie? Nie... ostatecznie wszystko wracała do starego dobrego "Mierz zamiary na swe możliwości". Kolejnym haczykiem był fakt, że swoje możliwości można było poznać tylko poprzez porażki. Miyuki mogła trenować ile chciała i uczyć się swoim tempem ale jak długo ojciec odcinał ją od faktycznie silnych jednostek nie miała nigdy pewności jaką "faktyczną wartość bitewną" posiada jakby określił ten stary żebrak który kiedyś opowiedział jej to i owo. Zasadniczo połowę swego życia. Tą ciekawszą połowę na szczęście. Słuchanie opowieści przynosiło wiedzę... ale nie umiejętności. Mogła spędzić z chłopakiem tydzień rozmawiając o jego przeszłości a nie zbliżyłaby się nawet o krok do swego celu. Pewnie kiedyś by to zrobiła... w tamtym okresie. Ale nie po to przeszła cholerną rehabilitacje by znowu ograniczać się do słuchania. Przygryzła wargę próbując zastanowić się co zrobić z chłopakiem. Wojna trwałą w najlepsze a jej kończyły się opcje. Mogła z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że po jej skończeniu ojciec powie coś w stylu "Widzisz? Nie byłaś potrzebna." albo "To twój narzeczony" a wtedy będzie musiała wytężyć całą swoją lojalność wobec rodziny by nie rozszarpać mu gardła. Może by tak zaszantażować Jun'ichiego by zabrał ją...
Myśli urwał jej znajomy głos. Znajomy uniesiony głos. To było nietypowe. Ojciec podnosił głos niemal tylko na nią. I tylko gdy próbowała wrócić do starego stylu życia. Na dodatek... szybkie kroki tak wcześnie rano? Co się stało? Krewny zginął? Stracili na wojnie jakiś rodzinny skarb? Wieści od matki? Coś musiało się stać... coś poważnego. Tylko to wytrąciłoby ojca z równowagi. Dziewczyna powiodła bladymi oczyma w kierunku głosu wstrzymując na chwilę oddech jak gdyby oczekując kolejnych słów. Jednak odpowiedział jej tupot stóp. Zielonowłosa mruknęła tylko.
Co do... - I ruszyła energicznie w poszukiwaniu ojca zapominając momentalnie o swojej "szparze na wojnę" w postaci zamaskowanego chłopaka.
Idąc biła się z myślami. Ojciec nie ukryje się przednią, nie w tym domu. Wystarczy, że niby przypadkiem przechodząc przez domostwo zauważy gdzie jest... a potem po prostu wemknie się do pobliskiego pokoju i go podsłucha. Ewentualnie opuści budynek i stanie pod zewnętrzną ścianą. Ba! Jeśli będzie trzeba to wespnie się nawet na dach. A niech spróbuje ja teraz zostawić z tym chaosem. Nie będzie bawiła się w kurę domową! Idzie załatwić ważne sprawy ale porządki chce zrzucić na nią!? Ha! Jest o trzy lata za stara by dać się tak wodzić za nos.
Tatku, tatku... co tym razem ukrywasz? - bąknęła idąc spokojnym i płynnym ruchem przez korytarz
Avatar użytkownika

Miyuki Hyūga
 
Posty: 13
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 12:51
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6506
GG: 0
Multikonta:

Re: Dom Miyuki

Postprzez Jun'ichi » 24 paź 2018, o 10:19

Klęcząc na podłodze korytarza, Jun'ichi usłyszał uniesiony głos należący najpewniej do pana domu. Był to wyraźny znak do tego, by wstać na równe nogi i wrócić do zajęć o ile nie ma się to zakończyć awanturą i karą dla nieposłusznego sługi.
Panienko... - szepnął jedynie chłopak, kiedy zielonowłosa dziewczyna po prostu zignorowała go i ruszyła tropem swojego ojca. Przez chwilę kaleka odprowadzał ją wzrokiem i zastanawiał się jak to jest być tym ważniejszym, cenniejszym członkiem rodziny, który nie musi przejmować się zbyt wieloma sprawami poza tym, by dobrze się prezentować i prawidłowo kierować poczynaniami takich jak on sam.
Czy zachowanie dziewczyny sprawiło mu przykrość? Jun'ichi nauczył się żyć z tym kim jest i jaka jest jego rola w tej rodzinie, w tym świecie ale mimo to, ta jedna sytuacja dziwnie poruszyła jego serce, lekko zabolała. Nie wiedział czemu, ale miał wrażenie, że musi... że chce iść za panienką, której imienia jeszcze nawet nie poznał. Kiedy ta zniknęła za rogiem jednego z korytarzy, chłopak ruszył jej śladem przyspieszając nieco kroku by nie zgubić jej w tej dość dużej posiadłości. Jun czuł, że powinien mieć tą osóbkę na oku, w końcu jest tutaj by pomagać rodzinie, to jego zadanie, misja którą musi wypełnić jeśli nie chce być uznawany za bezużyteczną kalekę.
W międzyczasie obserwował krzątających się po domu pozostałych pracowników, którzy zdawali się być aż nazbyt poruszeni słowami ojca dziewczyny. Wyruszał ale przecież nie zabierze ze sobą połowy dobytku, więc zapewne dwie osoby w zupełności poradziłyby sobie z przygotowaniem dla niego odpowiedniego prowiantu i niezbędnych rzeczy. Ciekawym jednak był cel wyjazdu, bo co w czasie wojny może sprawić, że wysoko postawiony członek rodu opuści swoje domostwo? Może zaczynają się negocjacje warunków pokoju? A może wojna przybiera na sile i nawet ktoś taki musi ruszyć na front by przechylić szalę zwycięstwa na jedyną, słuszną stronę? Tego chłopak nie wiedział i prawdopodobnie nawet nie powinien tego wiedzieć. Lata służby pod rodem Hyuga nauczyły go, żeby nie wtykać nosa w nieswoje sprawy, ale jednocześnie domyślać się i przewidywać co trzeba zrobić - tym razem celem była panienka Hyuga, której Jun chciał strzec i pomagać jeśli zajdzie taka konieczność.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 614
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dom Miyuki

Postprzez Hayami Akodo » 26 paź 2018, o 23:32

MISJA RANGI C DLA HYUUGI MIYUKI I HYUUGI JUN'ICHIEGO (GRUPOWA, WOJENNA)
"Lovely life"
1/45


Obrazek


Isn't it lovely, all alone?
Heart made of glass, my mind of stone
Tear me to pieces, skin to bone
Hello, welcome home.



Nie byli gotowi.
Och, nigdy nikt nie był gotowy na wojnę, nikt nie spodziewał się ataku wroga - wszyscy żyli niepewnością jutra, chwytając złote chwile w spieczone istnieniem usta. Teraz...Cóż, teraz już jest za późno; albo może było? Kiedyś oboje bylibyście niepotrzebni, kiedyś bylibyście wyrzutkami społeczeństwa - Jun'ichi, odrzucony przez ród, pogardzany, wydrwiwany przez innych za maskę, Miyuki, uzależniona od przydatności. Pomyśleć tylko, przydatność...Takie proste, a tak niewiele znaczące słowo. Bo gdyby przydatność w tym świecie się jakoś liczyła, ile kalek, ile sierot, ile dzieci roninów walczyłoby ramię w ramię z tymi, którzy po prostu w kwestii rodziców i rodzenia się mieli szczęście?
Służba jest niespokojna. Mija Was, nosząc w tę i z powrotem jakieś rzeczy, jakby przygotowywali się do podróży. Słychać głośne rżenie koni - jeśli szukaliście kiedyś definicji sytuacji planowej, to ta chyba byłaby właśnie jedną z nich. Zmęczony życiem, senny Noriaki mierzy Was oboje chłodnym spojrzeniem - nie jest zadowolony, że jego ukochana pociecha znów zaczyna mu się sprzeciwiać. Że znów wymyśla jakieś bzdury, gdy on próbuje być dla niej miły, próbuje ją chronić, opiekować się nią, bo przecież każdy Byakugan ma dla klanu olbrzymią wartość, każdy gen - nawet tak kaleki, pokraczny, jak genom Jun'ichiego - może się przydać, a...
Na pytanie córki nie zamierza odpowiadać. Przynajmniej na razie - bo po co? Nie musi im niczego tłumaczyć. To on jest głową domu, to on przewodzi tej gałęzi Rodu Hyuuga, jest Sentokim i ma tu władzę. Powinni go słuchać, powinni być mu wierni i ulegać jego słowom - jeśli ten ród, ten klan ma być potęgą... Patrzy na Jun'ichiego stanowczo, nieustępliwie. Uśmiecha się delikatnie.
Wygląda to tak, jakby na widok chłopca podjął jakąś decyzję - i utwierdził się w niej.

- Pilnuj panienki, Jun'ichi-kun - zwraca się do Ciebie stanowczo. - Za wszelką cenę masz ją chronić.

Odwraca się do służącej. Wydaje szybko, cicho jakieś polecenie, którego nie zrozumieliście zbyt dobrze, gdyż Noriaki mówił za szybko - wychodziłoby jednak na to, że młoda, blada, zapłakana z jakiegoś powodu Mariko, która od samego rana towarzyszy jaśnie panu w jego sprawach, ma po kogoś pójść do miasta. Tylko po kogo?
Tego - być może - dowiecie się później. O ile w ogóle Noriaki będzie skłonny do mówienia - albo uda się Wam przejrzeć ten cały szych.
Ostatnio edytowano 27 paź 2018, o 17:39 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 839
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dom Miyuki

Postprzez Miyuki Hyūga » 27 paź 2018, o 00:50

Dziewczyna zastygła. Cała determinacja, cały jej zapał cała chęć do buntu skostniała gdy stanęła twarzą w twarz z ojcem. Chciała tego unikać... nie chciała by tak na nią patrzył. Dlatego... dlatego musiała mu udowodnić... ale to spojrzenie. To spojrzenie pozbawiało ją sił. Były to te same oczy, w które lata temu notorycznie wpatrywała się słuchając o swym obowiązku doścignięcia i prześcignięcia matki. Te same oczy w które wpatrywał się słuchając o kulturze i tradycjach klanu. Te same oczy które mówił jej, że postępuje jako idealny wzór. To właśnie to oczy patrzyły na nią teraz jak gdyby mówiąc "Zawiodłaś mnie lub ja zawiodłem siebie... ale nie byłaś i nie będziesz gotowa." Jej blade źrenice drgnęły mimowolnie jakby próbując uciec od tego wzroku.
Ojciec nie obdarzył ją nawet jednym słowem jednak mimo to gdy już się oddalił zielonowłosa ze spuszczoną głowę mruknęła do pustego korytarza.
Hyūga musi słuchać...
Powinna go słuchać. Wiedziała to. Wiedziała za dobrze. Czasami myślała, że mogłaby zapomnieć o naukach ojca sprzed wypadku. Przydatność dla klanu mogła mieć wiele oblicz. Mogła pomóc w zachowaniu czystości krwi rodziny... zostać kapłanką... zajmować się zarządzaniem. Zawsze gdy stawała twarzą w twarz przed ojcem w takiej sytuacji dopadało ją to ogromne uczucie winy. Czemu nigdy jej nie przygniotło? Bo zawsze przypominała sobie potem co motywowało jej ojca przed tym całym syfem nadopiekuńczości. Mieli doścignąć i prześcignąć matkę. Razem. Coś takiego byłoby dla klanu daleko bardziej przydatne niż kolejna upudrowana panienka. Na dodatek wyrzucenie całej i tak już nagromadzonej wiedzy, treningów i nawet nieszczęsnego złamania byłoby marnotrawstwem. Nie chciała na to pozwolić. Byłoby to obrazą wysiłków i marzeń jej ojca.
Czuła zresztą, że gdyby nawet została tym czego pragnął teraz jej ojciec... jego wzrok by się nie zmienił. Pozostałby chłodny, zadający sobie w nieskończoność pytanie "Dlaczego się nie udało?". Być częściowo przydatną w oczach rodzica? Częściowo martwą? Tego dla niej chciał? Miała dość. Z każdym tygodniem czuła, że pętla sprzeczności zaciska się wkoło jej szyi. A to Noriaki ją tam umieścił. Była szczęśliwa gdy założył jej to powrozo. Prowadził ją w stronę ideału, w stronę "Dobra naszego Rodu" uczył jak się tam dostać... ale gdy tylko się potknęła nagle spanikował i zaczął przywiązywać jej do niego skały. Nie chce jej uczyć po dobroci jak kiedyś? Używa części zasad i jej obowiązków przeciwko niej pomijając resztę? W tą grę może grać dwójka. On sam też nie jest święty gdy chodzi o przestrzeganie tradycji. Była jego najstarszym dzieckiem. Najbardziej utalentowany, najbardziej oddanym jego ideałom. Miał wręcz obowiązek jej szkolenia... tymczasem co ją spotkało? Ale żadne z nich nie złamało zasad... jeszcze. Musiała znaleźć inną drogę by mu udowodnić mu, że ich dawne marzenie może zostać jeszcze spełnione. Znowu ją doceni i wrócą stare dobre czasy. Tylko wtedy będzie mogła spojrzeć mu prosto w oczy... i może wtedy przestaną on ją tak ranić. A jeśli będzie trzeba... to ona zaciągnie go tam gdzie on chciał zaciągnąć ją.
Zielona czupryna podskoczyła z determinacją gdy Miyuki podniosła głowę i spojrzała na Jun'ichiego. Jeden krok, drugi... była tuż przy chłopaku. Zadarła nieco głowę i spokojnie oznajmiła po podsłuchaniu urywków rozmowy i odczekani aż dorośli się rozejdą.
Idę do miasta Panie Stróżu. Jakiś problem?
Ostatecznie bowiem zielonowłosa była oddana Hyūga... ale Hyūga jako idei, którą sam Noriak tam zamieścił. Nie był to Hyūga, który przez złamaną rękę porzuca cześć swoich obowiązków i pozwala wcisnąć się w kąt przez innego Hyūga, który ucieka przed odpowiedzialnością. Ta idea nie pozwalał jej siedzieć bezczynnie gdy w domowym ognisku działo się coś niepokojącego. Pasywność w takiej sytuacji była wręcz grzechem. Miała zamiar oddać rodzinie wszystko... i staruszek jej tego nie zepsuje zabraniając jej kroczenia ścieżką shinobi. No i... staruszek nie zabronił jej przecież niczego. Nie powiedział do niej ani słowa. Więc nie łamie nadużywanej przez niego zasady posłuszeństwa. Musi teraz tylko kierować się swoim kompasem dobra rodziny... który otrzymała przecież od niego. Obiektywnie więc spełnia jego wolę. Jeśli to się powiedzie i pomoże tym samym bliskim udowodni, że jest godna egzekwowania tych nauk i ojciec zrozumie, że odtrącanie jej od właściwej ścieżki jest błędem.
Avatar użytkownika

Miyuki Hyūga
 
Posty: 13
Dołączył(a): 15 paź 2018, o 12:51
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6506
GG: 0
Multikonta:

Re: Dom Miyuki

Postprzez Jun'ichi » 27 paź 2018, o 16:57

Był to chyba pierwszy raz, kiedy Jun'ichi znajdował się w tak zatłoczonym i pełnym życia domu rodziny Hyuga. Od zawsze pomijany i odtrącany, całe lata spędzał w Dojo, dlatego teraz był nieco spięty i zdenerwowany bo czuł, ze lada moment może stać się cokolwiek, czego zupełnie się nie spodziewa. Krocząc krok w krok za młoda panienką, ujrzał wreszcie jej ojca, którego kojarzył jak przez mgłę, kiedy ten pojawił się kilka razy w klanowym Dojo. Mężczyzna ten był dla chłopca przykładnym członkiem rodziny, zdawał się być pewny siebie, stanowczy i przede wszystkim silny, a to ostatnie w przekonaniu chłopca było dla klanu najważniejszą wartością.
Tak jak przewidywał, stało się coś nieoczekiwanego i młodzieniec przez chwilę zwyczajnie zapomniał języka w gębie. Słowa mężczyzny utkwiły mu w głowie i powtarzał je w myślach co chwilę, patrząc na postawnego ojca młodej panienki. Dopiero po chwili ukłonił się nisko i przypomniał sobie do czego służy język.
Oczywiście! - tylko tyle zdołał wycedzić spod maski, zaś kiedy uniósł głowę, mężczyzna zajął się już czymś innym.
Jun'ichi spojrzał na córkę Noriakiego, a dzięki noszonej masce nie musiał obawiać się tego, że ta zauważy jak dokładnie się jej przygląda. Nie znał jej ale widział, że coś leży jej na sercu, a słowa i zachowanie ojca najwidoczniej w jakiś sposób ją zraniły. Bacznie obserwował każdy jej ruch, w końcu od teraz była ona jego misją, jej zdrowie i życie były dla niego najważniejsze. Kiedy wreszcie starsi odeszli, a Miyuki pewnym krokiem ruszyła w jego stronę, Jun odruchowo skłonił lekko głowę w geście szacunku, jak gdyby oczekiwał rozkazów od młodej panienki. Jej słowa były lekkim zaskoczeniem, jednak chłopak nie dał tego po sobie poznać; uniósł głowę i szeptem odarł jedynie "Żadnych, panienko."
Od tej chwili nie interesowało go już nic innego, żadne prace domowe ani przygotowania nie mogły oderwać go od misji jaką otrzymał - ochrona tej drobnej, niepozornej aczkolwiek tajemniczej osóbki. Czekał aż ruszy ona w zapowiedziana podróż do osady, aby mógł kroczyć metr za nią i obserwując otoczenie zważać na jej bezpieczeństwo.
Był ciekaw kim jest, jaka jest i co ją trapi ale... nie mógł spytać, był przecież tylko sługą, który w razie potrzeby powinien własnym ciałem ochronić każdego członka rodu. Po co miał to wiedzieć? Dlaczego ona miałaby zechcieć udzielić mu takiej odpowiedzi? Nie było ku temu żadnych powodów, oboje zdawali sobie z tego sprawę.
Zachował myśli i ciekawość dla siebie, często to robił a doświadczenie tylko utwierdzało go w przekonaniu, że każde odsłonięcie się kończy się zranieniem i nieprzyjemnymi sytuacjami. Wlepiał więc w dziewczynę swoje przesłonięte maską oczy i oczekiwał jej ruchu, by mógł stać się jej cieniem, ochroniarzem, tarczą.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 614
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Lokalizacja: Warszawa
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Przeciętnego wzrostu i wagi chłopiec, którego pokryte bliznami ciało skryte jest pod prostą, dwukolorową szatą. Twarz jako szczególnie szpetna jest całkowicie zakryta maską.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dom Miyuki

Postprzez Hayami Akodo » 27 paź 2018, o 23:11

MISJA RANGI C DLA HYUUGI MIYUKI I HYUUGI JUN'ICHIEGO (GRUPOWA, WOJENNA)
"Lovely life"
3/45


Obrazek

Zero reakcji. Świat nie przejmuje się niczym; jeśli już wybuchł chaos, to kontrolowany, bo przecież co może się stać? Na dobrą sprawę teraz, gdy płoną lasy, nie czas żałować róż - Noriaki dokonał wyboru. Wy też go dokonaliście. Łatwo było zdecydować: idziemy do miasta, idziemy, bo nam wolno, bo nikt nas nie zatrzyma - tyle, że każdy wybór coś za sobą niesie, jakieś konsekwencje, efekty, wyniki. Przecież nie jest tak, że życie pozwala na wszystko, prawda?
Nikt Was nie zatrzymuje, nikomu na Was nie zależy - przynajmniej z pozoru. Świat stoi przed Wami otworem: panienka i jej ochroniarz, ważna dama w towarzystwie kaleki! W normalnych czasach plotkowałoby się o tym, ile wlezie, ludzie drwiliby pewnie z wyboru Noriakiego, a Wy byście się tym przejęli: Hyuuga to opinie, gry pozorów, odcienie bieli padające na tęczę kłamstw i szychu...
...Choć może to Wam uda się coś zmienić?
Z rozmów służby - podsłuchanego przez Was po drodze urywka - wynika, że starszyzna klanowa i lider niespodziewanie wysłali Noriakiemu pilne wezwanie na jakąś misję, której szczegóły zna tylko góra, a która wynikła przez niespodziewane działania Yamanaka. Przeklęty ród blondynek...!
Ale nie, moja narracja nie może trwać długo, Przyjaciele - skrybowie piszą o czynach, nie o myślach. Zdrożony motyl siada na ziemi, wleciawszy przez okno do domu. On też chce odpocząć; odpocząć w świecie wolnym, jeszcze, od urojeń.
Idźcie - nikt nie woła.
Poza tym mówili coś o gospodzie, spotkaniu i o...śmierci.
Ktoś umarł.
Ale czy na pewno?
________________________________________________________
Zt dla obojga i dla Noriakiegi tu: viewtopic.php?f=65&t=5041
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 839
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dom Miyuki

Postprzez Asaka » wczoraj, o 13:46

Misja Wojenna C
Jun'ichi
29/30 +3


Obrazek


Nie tak łatwo było dogonić panienkę Miyuki. Wyleciała z pokoju i z całej gospody jak burza, jakby nie chcąc czuć na sobie oceniającego spojrzenia… kogokolwiek, a na pewno nie sługi, który miał ją ochraniać i którego niejako zmusiła do opuszczenia posiadłości.
- Nie sądzę, że rozumiesz – mruknęła pod nosem, wyniosła jak zwykle. - Ale dziękuję za próbę – próbę pocieszenia? Próbę podniesienia jej na duchu…?
Niedługo później dotarli na obrzeża osady, do niewielkiej posiadłości, w której mieszkała Miyuki z rodzeństwem i ojcem. Dostali wyraźne polecenie: czekać na Noriakiego i nigdzie nie wychodzić i chyba żadne z nich już nie miało ochoty na naginanie poleceń. Wtedy Noriaki był nieostrożny – nakazał chronić panienę, ale nie było nic o nie pakowaniu się w kłopoty, prawda? Teraz było.
Trochę czasu minęło, nim się doczekali. Ile to było… Godzina, dwie? Noriaki w końcu pojawił się w posiadłości i po zapytaniu służby gdzie znajdzie tę dwójkę, udał się do sali przy kuchni. Rozkazał im iść za sobą i poprowadził ich w głąb domostwa, otworzył jedne z drzwi i wpuścił ich do środka. To był jego gabinet. A raczej gabinet jego żony.
- Zachowałaś się bardzo nierozważnie – zaczął bez zbędnego owijania w bawełnę po czym zasiadł za biurkiem. - Nie jesteś już dzieckiem, Miyuki. A przynajmniej nie powinnaś być, a zachowałaś się jak głupi szczeniak – Miyuki wlepiła wzrok bladych oczu w biurko ojca, nie ważąc się na niego spojrzeć. - Przez następny czas na pewno nie masz co marzyć o prawdziwych misjach. Będziesz siedzieć w domu, by przemyśleć swoje zachowanie i wyciągnąć wnioski. Może się w końcu czegoś nauczysz. Zaś ty… - białe oczy Noriakiego skierowały się na zamaskowanego młodzieńca. - Cóż, dokładnie powiedziałem ci, że masz chronić moją córkę i to robiłeś. Choć za chronienie uważam również wybijanie głupich pomysłów z głowy. Tego nie zrobiłeś – westchnął. - Spaliliście moją przykrywkę, miałem zinfiltrować Yamanaka udając, że działam teraz na ich korzyść. Oni najwyraźniej chcieli tego samego, nie było niebezpieczeństwa. Ale wasza… interwencja… też nam pomogła. Teraz przynajmniej wiemy czego chcieli i że to cały czas nie był Hizashi. Oddział już go poszukuje – mężczyzna otworzył jedną z szuflad biurka, na chwilę ściągając spojrzenie z tej dwójki. - Tak czy siak dobrze się stało. Pojmaliśmy jednego z nich i postaramy się wyciągnąć z niego informacje.
- Przepraszam, ojcze. Poprawię się, obiecuję…
- Lepiej nie obiecuj a pokaż, że jesteś godna nosić nasze nazwisko – czarnowłosy wstał od biurka i zbliżył się do Juna, trzymając w ręce woreczek wypełniony... podzwaniało bardzo charakterystycznie. Więc pewnie pieniędzmi. - I ja i ludzie z dowództwa uważamy, że się sprawdziłeś. Trzymaj, to w nagrodę. Ale kara i tak cię nie ominie, choć jestem wdzięczny, że byłeś na miejscu. Dlatego teraz przez tydzień będziesz jeszcze pilnował mojej córki, może przy okazji nauczy się czegoś od ciebie i spokornieje. To tyle – to chyba oznaczało, że należało się ulotnić z pokoju.
Miyuki przez chwilę piorunowała ojca wzrokiem, jakby nie dowierzała, że przez następny tydzień ma mieć swojego ducha. Przegrała jednak walkę na spojrzenia i poddana wyszła z gabinetu, ponownie nie czekając na Juna.

Misja zakończona pomyślnie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
 
Posty: 517
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, żółtooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; płaszcz z kapturem; rękawiczki bez palców; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta:

Następna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość