Dojo

Re: Dojo

Postprzez Jun'ichi » 1 sie 2018, o 00:23

Podczas wykonywania podstawowych jakby się zdawało technik, Jun'ichi czuł na sobie uważny wzrok Ayame. Był zestresowany jednak wiedział, że właśnie ta chwila może być jedną z tych w życiu, które zmieniają los. Może skoro nie udało się zaimponować panu Gyokusho, to właśnie ta kobieta sprawi że chłopak stanie się kimś więcej niż tylko opiekunem Dojo.
Po wykonaniu ostatniego ruchu, dało się słyszeć ciężki oddech kaleki, który z reguły nie męczył się tak szybko ale w tym przypadku górę wzięły nerwy i to one najbardziej wyssały z niego energię.
Niepewnie spojrzał w stronę kobiety i zdziwił się nieco widząc jej minę. Dopiero słowa które wypowiedziała uspokoiły go i wręcz ocuciły, nadały nowych sił. Mimowolnie pod maską pojawił się lekki uśmiech, co było dla chłopaka równie rzadkie jak normalna rozmowa z kimś z klanu. Przez dłuższą chwilę Jun'ichi nie wiedział co odpowiedzieć bo wciąż nie mógł przyswoić pochwał jakie spadły na niego z ust Ayame. Momentami zastanawiał się nawet czy nie śni.
Ja nie wiem co powiedzieć, to najmilsze słowa jakie kiedykolwiek usłyszałem. Dziękuję, Ayame-san. - po tych słowach Jun'ichi ukłonił się nisko w podzięce za poświęcony czas.
Będę dalej trenował, by móc poznać więcej tajników mocy Byakugana, obiecuję! - dodał wyprostowując się i patrząc kobiecie głęboko w oczy przez swoją czarno-białą maskę.
Dłonie chłopaka zaciśnięte były w pięści, jedna noga nerwowo drgała zaś każdy kolejny wdech zdawał się głębszy i bardziej słyszalny. Wszystko to za sprawą ogromnych jak dla niego emocji bo nawet nie przyszło mu do głowy, że w ciągu kilkunastu minut jego postrzeganie świata, klanu... rodziny i przede wszystkim samego siebie ulegnie takiej zmianie.
Teraz zwyczajnie nie wiedział co powinien zrobić, patrzył na swoją wybawczynię dosłownie zauroczony jej dobrocią aż wreszcie poczuł jak bardzo zaschło mu w ustach.
Herbata! Czy zechcesz się napić herbaty, Ayame-san? To jedyne czego mi tu nie brakuje.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 571
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dojo

Postprzez Ayame » 1 sie 2018, o 12:01

Jej pochwała, najwyraźniej jeszcze bardziej podbudowała Jun'ichiego, co było widać nie tylko po jego gestach, ale i też słowach. Kunoichi nie umknęło, że chłopak w końcu przestał nazywać ją ''Panią'', choć nadal okazywał jej szacunek, jako że była starsza i w ogóle. Te postępy wyraźnie ją ucieszyły, co było widać po jej szczerym uśmiechu.
- Nie ma za co dziękować. - Stwierdziła uprzejmie. - Naprawdę jesteś wyjątkowy i nie zrażaj się tym, jak wyglądasz. Doskonal swoje umiejętności i staraj się wykazać. Bardzo możliwe, że ci, którzy próbowali Cię ''uchronić'' przed światem, mocno się zdziwią, jak wielki błąd popełnili.
Skinęła głową z zadowoleniem, gdy chłopak oznajmił swój zapał do dalszego doskonalenia swojego Byakugana. Cieszyła się, że mogła nieco zmienić jego punkt widzenia i chociaż częściowo wyciągnąć z tej klatki, która pomimo ładnej oprawy Dojo, tak naprawdę była dla niego więzieniem.
- Trzymam Cię za słowo. - Odpowiedziała z uśmiechem.
Rozejrzała się jeszcze po Dojo i stwierdziła, że sama chyba też powinna trochę potrenować, ale już bardziej na poważnie. Lepiej więc będzie przenieść się w inne miejsce, bo nie chciała rozwalić budynku. Byłoby bardzo szkoda. No i chyba czas przygotować się na kolejną misję. Postanowiła tym razem wziąć coś ambitniejszego, żeby w końcu zwrócić na siebie uwagę Lidera. Z tej zadumy wyrwała ją propozycja herbaty, na co ponownie obdarzyła Jun'ichiego uśmiechem.
- Bardzo dziękuję, ale na mnie już pora. - Poinformowała go. - Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, a dni zdecydowanie za szybko mi ostatnio lecą. Do zobaczenia następnym razem i miło było Cię poznać.
Po tych słowach skinęła mu uprzejmie głową, by następnie pewnym krokiem opuścić Dojo i skierować się w stronę domu. Jeśli chciała spokojnie potrenować z dala od ciekawskich oczu, to jej posiadłość będzie do tego idealna. No i nie będzie musiała się martwić, że coś rozwali, mając do dyspozycji plac treningowy w ogrodzie.


[zt]
Avatar użytkownika

Ayame
 
Posty: 386
Dołączył(a): 1 mar 2017, o 18:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czarne, proste włosy i białe oczy
Widoczny ekwipunek: Torba przy pasie, kabura na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3319&p=46427#p46427
GG: 0
Multikonta: Reika

Re: Dojo

Postprzez Hayami Akodo » 7 sie 2018, o 19:16

MISJA WOJENNA DLA JUN'ICHIEGO RANGI C
"“Every morning a warrior should recommit himself to death"
1/30


Spoiler: pokaż
Obrazek


In a world where there's nobody that I know
I need to believe in a future that lies


theme

Właśnie pada pierwszy tego lata chłodny deszcz. Jest więc zimniej, niż zwykle, choć i tak temperatura jest na plusie. Czuć silny wiatr, na tyle silny, że ludzie w osadzie klną wściekle, bo znowu nie idzie gdzieś wyjść, tak ciepie jak w kieleckim. Mimo to tak drobna przeszkoda jak ta nie przeszkadza mobilizować się siłom klanu Hyuuga. Co chwila ktoś opuszcza bezpieczne mury Shiroi-iwa, by zameldować się na jakimś posterunku zgodnie z rozkazem wydanym przez siły wyższe i ewidentnie z każdym dniem coraz mniej wyspane. A jak wiadomo, niewyspanym siłom wyższym najbezpieczniej jest się nie sprzeciwiać - chyba, że chce się oberwać po łbie ciężkim tomem "Sztuk wojennych przez mędrców Hyuuga w dawnych wiekach stworzonych, od Matki Kaguyi aż do dnia obecnego przez Hyuugę Hatoriego spisanych" lub innym, niemniej czcigodnym i wiekowym dziełem.
Taką właśnie niewyspaną - i nadzwyczaj zirytowaną - siłą wyższą jest Hyuuga Hizashi, jeden z pomniejszych dowódców armii, który wydziera się na całą osadę pod niebiosa:
- JAKIM CUDEM NIE MA NIKOGO, KTO TYM SIĘ ZAJMIE, DO NAJJAŚNIEJSZEJ CHOLERY?!
Dwóch delikwentów, a właściwie dwie delikwentki - obydwie o urodzie typowych przedstawicielek rodziny, czarnowłose, z jasną cerą i śnieżnobiałymi oczami - stoją ze spuszczonymi głowami. Wolą nie wyjaśniać, dlaczego nagle i niespodziewanie pół oddziału skończyło w stanie absolutnej niezdolności do jakiejkolwiek walki, a co dopiero do dostarczenia czegokolwiek - i to wcale nie było tak, że ten cymbał Inomi, mąż jednej z nich, stwierdził, że stanowczo muszą opić nowego rekruta w grupie, a potem...
- J-jakby to powiedzieć, Hizashi-sama, sytuacja się cokolwiek skomplikowała...
- Diabli z tym i z tą sytuacją! - warczy Hizashi. - Jest ten tam gówniarz z dojo, zdaje się, Jun'ichi czy jak mu tam. Sprowadźcie go natychmiast, dajcie mi kogoś ogarniętego, a on niech tym się zajmie!
Poddane takiej presji i takiemu dictum obie piękne panie wychodzą natychmiast, aby cię odnaleźć. Spieszą się z tym, gdyż przesyłka musi wyruszyć w drogę w trybie pilnym, a Hizashi-sama sławny jest z tego, że w atakach furii potrafi roznieść szklanki i szyby swym potężnym krzykiem, nie mówiąc już o trwożeniu przyrody. One zaś wolałyby jednak odpocząć po wojnie na absolutnie niestrwożonym łonie Matki Natury.
Dlatego też, kiedy właśnie kończysz trening, trafiają do dojo. Jedna z nich, ta wyższa i ubrana na beżowo, wyraźnie odróżnia się od swojej krępej i małomównej towarzyszki. Wzdycha ciężko.
- Pan Hizashi cię oczekuje, Jun'ichi-chan.

***

Pokój Hyuugi Hizashiego mieści się w jednym z domów w centrum, tymczasowo przeznaczonych na dworzec kolejowy...znaczy, przepraszam, na centrum dowodzenia i przydzielania zadań. Ludzie wchodzą i wychodzą, musisz więc chwilę poczekać, nim udaje ci się wejść, ale na miejscu zastajesz wysokiego mężczyznę ubranego po wojskowemu, z długimi włosami o kolorze kruczych skrzydeł spiętymi w kitkę i nad wyraz rozwścieczonego. Właśnie z irytacją stuka ołówkiem w mapę, jakby tłumaczył coś nader tępym uczniom - z tym, że w pomieszczeniu jest sam i jego uczniem może być chyba powietrze.
Miażdży wzrokiem obie kobiety, każe im gestem siadać, po czym patrzy na ciebie. W środku masz tylko biurko, cztery krzesła (jedno za biurkiem, trzy przed nim), olbrzymia mapa Soso i Kyuzo wisi na ścianie zaraz za nim, okno i...to w sumie tyle. Nie ma tu niczego więcej, co mogłoby być w jakiś sposób przydatne albo naprowadzić cię na cel wyprawy. Poza jedną rzeczą.
Na stole leży jeden duży zwój. Niby nic nadzwyczajnego, prawda? A jednak.
Mężczyzna podchodzi gwałtownie do biurka. Bawi się ołówkiem, przyglądając Ci się taksująco. Wreszcie chyba prycha - albo to było westchnienie? Krople deszczu bębnią zawzięcie w szyby zamkniętego szczelnie okna.
- Smarkacz, ale może się przyda - decyduje na głos. Przygląda Ci się ostro. - Słuchaj no. Weźmiesz te dwie damy, zwój i zapierdalasz w podróż życia. Masz go pilnować bardziej niż własnych spodni, bo tam jest bardzo dużo warty towar dla armii, chwytasz? Spróbuj go tylko zgubić albo oddać wrogom, a przysięgam, że trafisz przed oblicze góry. CZY TO JEST JASNE?!
Nie czeka na odpowiedź, oczywiście, że ma być jasne, bo jak będzie ciemne, to wylądujesz u lidera. Albo przed sądem wojskowym - nie wiadomo, co gorsze. Wskazuje ci gwałtownie ołówkiem kilka punktów na mapie.
- Przechodzisz granicę, smarku, tu przy naszej dwunastce, o tu. Czy dzieciak widzi? To dobrze, niech słucha dalej. Przechodzisz więc tą granicę o tu, idziesz w tą stronę, tutaj. Natkniesz się na ich wrogi posterunek. Masz go ominąć, udać się tu o, gdzie się krzyżują drogi, tu jest ich drugi posterunek, o ile się nie mylę. To już będzie Soso, więc pilnuj siebie, kobiet i terenu. Twoja głowa w tym, żeby to przemycić w stosowny sposób w odpowiednie miejsce. A to odpowiednie miejsce to jeeest...nasz garnizon. O, tu stoi, widzisz? Chwytasz? Teraz tak.
Jego spojrzenie mówi jasno: jeśli masz o coś pytać, to lepiej pytaj szybko. I konkretnie, ale zaraz po tym, jak skończy swoją tyradę.
- Droga ci będzie przez góry przechodzić, więc uważaj na siebie. Te dwie ładne panie nie stanowią twojego haremu niewolnic jak u tych tam pustynnych, żebyś sobie za dużo nie myślał. Ta wyższa to Natsumi, a ta niższa to Akami. Mąż Natsumi, Inomi, jest góralem, ona sama pochodzi z tamtych stron, będzie ci robić za przewodnika. Uwzględnij sobie w tej wyprawie jeden lub dwa dni na przeprawę przez te góry, po tamtej stronie bądź ostrożny i nie ufaj nikomu. Towar musi dostać się do naszych, czy to jest jasne?


MAPKA

Obrazek

LEGENDA:
Czerwona trasa - droga, którą przebędziesz ogólnie
Żółte strzałki - poprawki Musa
Poruszasz się tylko według żółtych strzałek.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 821
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dojo

Postprzez Jun'ichi » 7 sie 2018, o 22:28

Dzień zaczął się z lekka ponuro i Jun'ichi jako typowy ranny ptaszek już wiedział jaka będzie tego dnia pogoda. Z delikatnie popękanym kubkiem świeżo zaparzonej herbaty siedział w wejściu Dojo, spoglądając na powoli sunące po niebie chmury.
Najwyższa pora, robiło się zbyt ciepło. - wyszeptał sam do siebie następnie pociągając łuk napoju i wzdychając z ulgą.
Jedno jest pewne, Dojo jest dzisiaj tylko do mojej dyspozycji. - dodał sam do siebie po chwili, kiedy herbatka była już skończona. Takie wnioski chłopak wyciągnął na podstawie lat doświadczenia na tym "stanowisku". Z niewidomych powodów ród Hyuga stronił od treningów w czasie deszczu, a już tym bardziej od spacerowania w nim by dotrzeć do Dojo. Każdy przecież mógł trenować w swoim domu czy ogrodzie więc jaki był sens w moknięciu na deszczu?
Chłopak spokojnie podniósł się na równe nogi i zabrał się w pierwszej kolejności za codzienne obowiązki. Nawet mając pewność że nikogo dzisiaj nie spotka, nie mógł ryzykować i odpuścić swoich zadań. Dojo miało lśnić zawsze, każdego dnia i tego chłopak trzymał się z całych sił.

Kiedy po kilku godzinach wszystkie podłogi były już czyste i lśniące, bronie ułożone w stojakach, portrety byłych liderów wyrównane, Jun'ichi mógł zabrać się za swój trening który miał go przybliżyć do tego, by zostać uczniem panny Ayame - jedynej która do tej pory nie traktowała go z wyższością. To właśnie jej dobroć motywowała chłopca do zwiększonego wysiłku, do podejmowania prób przekraczania swoich możliwości które wprawdzie nie były jeszcze duże ale za to chęci miał przeogromne.
Opiekun Dojo stał w typowej dla Hyugów pozycji z otwartymi dłońmi skierowanymi przed siebie. Skupił się przez dłuższą chwilę, wyobraził stojącego naprzeciw niego rywala i rozpoczął kombinację podobną do tej, którą zaprezentowała mu poprzedniego dnia Ayame. Nie było łatwo celować w te całe "tenketsu" mając za cel jedynie wytwór wyobraźni, jednak nie istniała inna opcja na trening. Chłopiec musiał korzystać z tego co posiadał, a było tego bardzo niewiele.
Walka z wyimaginowanym rywalem trwała w najlepsze od dobrych kilku godzin. Chłopiec zlany już potem zupełnie nie zwrócił uwagi na nadchodzące kobiety mimo swoich aktywowanych, białych oczu. Tak jak poprzednim razem, pojawienie się kobiet totalnie zaskoczyło Jun'ichiego przez co już nieco wyczerpany zwyczajnie zachwiał się na nogach i upadł na cztery litery wpatrzony w nieznaną sobie dwójkę pięknych niewiast.
Co jest? Jutro przyjdą trzy? - pomyślał całkowicie zbity z tropu, jednak szybko został oświecony jaki był powód pojawienia się nieznajomych.
Hizashi-sama? Mnie? - gdyby nie maska, kobiety ujrzałyby przeogromne zdziwienie w oczach chłopca. Ostatnimi czasy coraz więcej sytuacji było dla niego niezrozumiałych i zaskakujących, a dotychczasowe życie nie nauczyło go jak zachowywać się w takich momentach.
Mimo wielkiego zdziwienia, podniósł się z ziemi by przejść do pozycji seiza by okazać należyty szacunek gościom.
O-oczywiście, proszę prowadzić. - dodał nieco niepewnie, martwiąc się powodem tego wezwania.

* * *

Był to pierwszy raz kiedy Jun'ichi znalazł się w tak ścisłym centrum osady. Pierwszy który pamiętał bo dawne dzieje za czasów życia jego rodziców dawno zatarły się w odmętach pamięci. W takiej sytuacji oczywistym było, że jego ciało delikatnie drżało z nerwów i podekscytowania. Chłopiec co chwilę zerkał na drzwi biura pana Hizashiego, potem na towarzyszące mu kobiety jednak nie odważył się zadawać żadnych pytań. Kiedy wreszcie drzwi do gabinetu zostały dla niego otwarte, wszedł przez nie jako ostatni jakby bał się że mógłby zostać zaatakowany gdyby wszedł pierwszy.
Gdy tylko jego oczom ukazał się pan Hizashi, chłopiec ukłonił się nisko.
Jestem Jun'ichi! Przybywam na Pana wezwanie! - zaanonsował lekko nazbyt głośno.
Po tych słowach chłopak zaczął spod maski lustrować całe pomieszczenie, co chwilę zatrzymując się na panu Hizashim, który najwyraźniej nie spodziewał się aż takiej miernoty przed swoim obliczem. W międzyczasie dwójka kobiet zasiadła na krzesłach jednak Jun'ichi nawet przez moment nie poczuł że powinien uczynić to samo - pokornie stał na środku gabinetu oczekując słów swojego dowódcy. Kątem oka zerkał na dziwną mapę z wieloma zaznaczonymi punktami i zastanawiał się co też może ona oznaczać.
Kiedy wreszcie pan Hizashi zdecydował się przemówić, kaleka wyprostował się jeszcze bardziej, ręce spuścił wzdłuż ciała i wpatrywał się w rozmówcę w pełnym skupieniu. Z każdym kolejnym słowem oczy Jun'ichiego robiły się znowu coraz większe bo oto sam pan Hizashi zlecał mu jakieś niezwykle ważne zadanie, które miało wspomóc cały klan. Ciężko było mu w to uwierzyć ale czy Hizashi był człowiekiem skorym do żartów? Samo zachowanie siedzących obok kobiet raczej na to nie wskazywało, dlatego ciało chłopca znowu zaczęło delikatnie drżeć z ekscytacji. Chciał wykrzyknąć swoją radość lecz dowódca mówił dalej, a Jun'ichi zrobił jedynie krok do przodu by lepiej widzieć wskazywaną trasę. Wszystkie te informacje o "naszych dwunastkach" i "wrogich posterunkach" były dla chłopca zupełną niewiadomą ale wiedział że poinformowanie o tym pana Hizashiego nie mogłoby skończyć się dobrze. Zdecydował więc że zaczerpnie informacji dopiero kiedy razem z dwójką kobiet ruszą w drogę. W końcu mają mu jakoś pomóc, tak przynajmniej zrozumiał.
Kiedy pan Hiazashi wreszcie powiedział wszystko co chciał, Jun znowu wyprostował się jak kłoda i pochylając głowę wyrecytował słowa, które z pewnością dowódca chciał usłyszeć i które sam chłopak chciał o dziwo wypowiedzieć.
Nie zawiodę! Obiecuję! - zakrzyknął kłaniając się w stronę mężczyzny.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 571
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dojo

Postprzez Hayami Akodo » 9 sie 2018, o 19:59

MISJA WOJENNA DLA JUN'ICHIEGO RANGI C
"“Every morning a warrior should recommit himself to death"
3/30


Spoiler: pokaż
Obrazek


Well, is that to say that we shouldn't even try
Don't cry, deny
You see you're the one who orchestrated this goodbye


theme


Hyuuga Hizashi wzdycha ciężko. Wyjmuje sobie bukłaczek z jakimś przezroczystym napojem, przechyla go do ust. Dlaczego bogowie tak bardzo pokarali ród Hyuuga tak niekompetentną armią cymbałów i dzieci? I to na samym początku tej jebanej wojny...Nie, to nie ma sensu. Zwłaszcza w świetle tego, co wydarzyło się na Kami no Hikage i po rozpadzie Shiro Ryu. Czy to początek końca świata, który tak rozpaczliwie starali się zbudować, on i jego Mariko? Teraz zresztą nie ma to znaczenia. I nie powinien wylewać swoich frustracji na jakimś gówniarzu, którego sam zwerbował do ważnej roboty.

- Wyłaź już - warczy ze zniecierpliwieniem. Nie chce patrzeć na tego młodego, naiwnego ideowca, tak bliskiego jego odbiciu z młodości, jakby oskarżenie wyglądające do niego zza kolejnych zachodów słońca dzielących go od własnego mienia naście lat. - Modlitwa i w drogę. No już.

Natsumi wychodzi w milczeniu, wysilając się uprzednio na skromny, niski ukłon; jej towarzyszka poprzestaje na skinieniu głowy i wyjściu zaraz za wami, jako ostatnia. To Natsumi przejmuje stery, postanawia dowodzić - ona jest tu twoją prawą ręką, opiekunką, wsparciem. Trzecia towarzyszka - po niejakim czasie dopiero przypominasz sobie, że ma na imię Akami - przez cały czas milczy. Stoicie w deszczu, w chłodzie; przecież nie będziecie poddawać się tak trywialnym rzeczom jak zwykłe w tym regionie deszcze.

- Jun'ichi-chan, czy miałbyś może jakieś pytania? Zrozumiałeś mniej więcej wszystko? To ostatni moment, kiedy możesz się czegoś dowiedzieć - mówi wyższa z kobiet zadziwiająco łagodnym, wręcz matczynym tonem. Przesuwa dłonią po twarzy towarzyszki, lecz jest między nimi jakieś...napięcie. Trudno to nazwać - nienawiść? Nie, nie o to chodzi. Wrogość? Nie, nie to wyraża jej kamienny wręcz spokój, mogący posągi doprowadzić do płaczu. Na pewno nie są to jednak uczucia przyjazne, nie darzy jej sympatią. Tak jakby Hyuuga Natsumi czekała na coś, co sprowokuje ją do działań, pozwoli zadziałać - ale co to mógłby być za bodziec? Czyżby chodziło tu o samą istotę zła, czającego się gdzieś w spadających z nieba chłodnych kroplach letniego zbawienia, w uśmiechach, martwej bieli tęczówek i czerni włosów towarzyszących ci kobiet? Przecież tak naprawdę ich nie znasz, nie wiesz, jakie wcześniej miały ze sobą układy, czy rzeczywiście są tak zgraną drużyną - co, jeśli w ostatecznym rozrachunku...

Dość.

Akami gwałtownie przerywa milczenie gwałtownym tupnięciem. Jak na spokojną, wyciszoną Hyuugę jest to zachowanie cokolwiek zaskakujące, dlatego też Natsumi mierzy ją zdziwionym spojrzeniem - czego jak czego, ale tego na pewno się nie spodziewała. Przecież to tylko ta łagodna jak owce z Teiz istota, która do tej pory bała się nawet oddychać inaczej, niż Shirei-kan każe, a teraz nagle...

- Chodźmy się gdzieś schować, tu, pod ten daszek - wskazuje niecierpliwie jakiś zadaszony, bliżej nieokreślony lokal, chyba małą herbaciarnię. Biegnie tak szybko, że Natsumi nie może za nią nadążyć i szybko zostajecie w tyle.

Chyba już czas, by podjąć jakieś decyzje, nim zwój ulegnie uszkodzeniu, a wy podstępnej mocy przeziębienia, prawda?

MAPKA

Obrazek

LEGENDA:
Czerwona trasa - droga, którą przebędziesz ogólnie
Żółte strzałki - poprawki Musa
Różowe strzałki - przestrzeń dla MG kappa
Poruszasz się tylko według żółtych strzałek.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 821
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dojo

Postprzez Jun'ichi » 9 sie 2018, o 20:43

Jak przystało na odtrącanego przez klan piętnastolatka, Jun'ichi zupełnie nie wiedział jakie panują relacje między członkami rodziny, jak zachowują się w różnych, codziennych dla nich sytuacjach i jakie powinny być jego własne reakcje na niektóre z nich. Tym bardziej oczywistym było, że w chwilach nietypowych jak wizyta u jednego z ważniejszych ludzi w wiosce, chłopak starał się postępować zgodnie z tym co podpowiadała mu mała, niedoświadczona mózgownica. Uprzejmość, posłuszeństwo, pokora - starał się kierować głównie tymi zasadami jednak szybko zauważył, że z jakiegoś powodu nie jest to dobrze odbierane przez starszego mężczyznę. Kiedy tylko z jego ust padły szorstkie słowa nakazujące ruszać w drogę, kaleka nerwowo zrobił krok w przód by sięgnąć oburącz zwój i z pochyloną głową cofnąć się w stronę drzwi wyjściowych, które opuścił pierwszy ciągle krocząc do tyłu. Nie było to oczywiście mądry pomysł bo jego efektem było - chyba już tradycyjne dla chłopaka - wywrócenie się na cztery litery. Na całe szczęście dwójka kobiet idąca za (przed?) nim zasłoniła ten widok na tyle długo by była nadzieja, że Hizashi-sama nie zauważył tego.
Oj! Mam! Mam go! - wyszeptał niby sam do siebie próbując nie upuścić trzymanego w dłoniach zwoju, który powinien być przecież jego oczkiem w głowie. Wreszcie podniósł się w miarę sprawnie z ziemi i lekko zażenowany ruszył razem z dwójką kobiet w stronę wyjścia z budynku, za którym czekał jedynie chłód, deszcz i...
Moja pierwsza, ważna misja... MOJA PIERWSZA WAŻNA MISJA!

W otoczeniu nieustannie rozbijających się o ziemię kropli deszczu, Jun'ichi obserwował w milczeniu Natsumi i Akami, których dziwne zachowanie wprawiało go w lekkie zakłopotanie. Nie znał się na ludziach, na ich relacjach, zupełnie już nie miał pojęcia o kobietach, a oto stały z nim dwie dość dziwnie zachowujące się damy. Dopiero kiedy Natsumi zdecydowała się przejąć inicjatywę i zacząć rozmowę, kaleka uruchomił swoje głęboko skryte w czaszce trybiki, jednocześnie mocniej dociskając zwój do piersi jakby bał się że ktoś zechce mu go wyrwać.
T-tak, mam trochę pytań... - zaczął niepewnie, bojąc się tego że może powinien doskonale znać odpowiedź na pytania, które właśnie chciał zadać.
Dlaczego ja? Czemu to zadanie jest tak ważne i o co chodzi z tymi wrogimi posterunkami? Czy klan ma teraz wrogów? Ja... ja nie wiem właściwie nic poza tym jak utrzymać Dojo w idealnym porządku. Proszę Natsumi-san, oświeć mnie bym nie przynosił wstydu rodzinie. - przy tych słowach chłopak ponownie skłonił się, ciągle ściskając dwiema rękoma zwój.

Po kolejnej dziwnej interakcji dwójki kobiet, której Jun przyglądał się z lekki niedowierzaniem, padła propozycja schowania się przed deszczem. Było to rozsądne jednak były jeszcze rzeczy, które kaleka chciał zrobić przed ruszeniem w drogę.
Natsumi-san, Akami-san, pozwólcie mi proszę udać się na chwilę do mojego Doj... domu. Chciałbym zabrać swój kij i torbę by schować w niej zwój. Postaram się zrobić to możliwie najszybciej, obiecuję! - mimo niedawnej rozmowy z Ayame, Jun'ichi wciąż czuł się zobowiązany do zachowania pełnego posłuszeństwa względem członków klanu. Wiedział, że póki nie stanie się wystarczająco silny, nie powinien zbytnio się wychylać ze swoimi wolnościowymi zapędami, których dziewczyna napchała mu do głowy. Jego plan zakładał granie według "ich zasad", jednak w jego grę. Chciał zasłużyć na zmianę podejścia do swojej osoby, pokazać że jest wart więcej, a najlepszą do tego drogą zdawała mu się skromność i siła. Pierwsze zapewni mu względny spokój, drugiej powinno zapewnić szacunek. Połączenie tych dwóch miało w jego zamyśle zaowocować mianowaniem na pełnoprawnego członka rodu, a marzył o tym od dawna, jednak od ostatniej rozmowy z Ayame nie mógł myśleć o niczym innym.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 571
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dojo

Postprzez Hayami Akodo » 11 sie 2018, o 20:15

MISJA WOJENNA DLA JUN'ICHIEGO RANGI C
"“Every morning a warrior should recommit himself to death"
5/30


Spoiler: pokaż
Obrazek


theme

Natsumi i Akami wymieniają między sobą spojrzenia. Uśmiechają się do siebie. Misja wprawdzie jest bardzo pilna, ale przecież tak uroczy i zdeterminowany chłopiec, odmienny od ich stetryczałych mężów i zimnych, odizolowanych od reszty świata towarzyszy z dotychczasowych misji, zasługuje na nieco wytchnienia. Starsza z kobiet poprawia włosy, upina je, zastanawiając się, jak długo przyjdzie im na ciebie czekać, ale - dojo jest niedaleko. A nie możesz iść z gołymi rękami na walkę, prawda?

- Idź, Jun'ichi. Ale się pospiesz.

Nie mogą przecież spędzić tu zbyt wiele czasu, zwłaszcza że deszcz zaczyna się nasilać. Udają dyplomatycznie, że wcale nie zauważyły Twojego upadku, chociaż Akami musi się bardzo powstrzymywać, by się nie uśmiechnąć. Zawsze gardziła słabszymi, nie rozumiała tych wszystkich ideałów, którymi się żyło, a wybranie Ciebie do tego zadania było co najmniej niezrozumiałe. A może kiedyś je znała, tylko później po prostu o nich zapomniała? Bo tak było prościej? Bo nie pasowały do Twojego świata? Do cichego azylu dla uczuć, który przywiązywano do śmierci i życia wolą księżniczki Kaguyi, Pani Księżyca?
Zostają na miejscu, żeby cierpliwie swoje odczekać, milczą, nie odzywając się do siebie - i kiedy odchodzisz, znowu wyczuwasz to napięcie. Gniew?

Być może.

Natychmiast po Twoim powrocie Natsumi kiwa dłonią, żebyś się pospieszył. Kiedy podchodzisz, przygląda Ci się z ciepłym uśmiechem. Jest bardzo matczyna, jak starsza siostra, zupełnie nie przypomina nadąsanej z jakiegoś powodu Akami. Czyżby się pokłóciły? Coś w matczynej łagodności wyższej Hyuugi mówi ci, że lepiej nie poruszać tego tematu, choć - do odważnych świat należy.

- W obecnej chwili Hyuuga prowadzą wojnę z klanem Yamanaka - wyjaśnia Ci z uśmiechem. - A my mamy przetransportować ten zwój, bo jest w nim bardzo dużo cennych rzeczy. Chyba cennej broni, którą mamy przewieźć przez góry dla walczących wojsk. Dlatego musimy go bardzo pilnować i uważać na siebie nawzajem. Bez obaw, pomożemy ci we wszystkim. Możesz nam zaufać.

Czy mówi prawdę, czy też nie? Co jest prawdą, a co fałszem?

- Jun'ichi? - do rozmowy wtrąca się Akami. Deszcz jest coraz silniejszy, nie widzisz jej twarzy. Jakby rozmyła się we mgle i wilgoci, w zimnie, we wrażeniach. Czy to ostrzeżenie? Kolejne?
Chyba się uśmiechnęła.

- Hizashi-sama jest ostry i nieprzyjemny dla wszystkich, odkąd jego żona wyprowadziła się z ich domu - zniża głos, jakby przekazywała Ci coś poufnego. Poufnego, akurat! To tajemnica poliszynela, wiedzą już o tym wszyscy, którzy mniej więcej ogarniają plotki halinek i grażynek wioskowych oraz stosunki międzyludzkie. - Więc nie bierz tego do siebie i w razie czego po prostu rób swoje.

- Oszalałaś, idiotko? - warczy Natsumi. Tamta chichocze. Jej śmiech jest ostry, zgrzytliwy, nieprzyjemny. Jakby przerdzewiały goryczą.

- Nie. Po prostu mówię mu, jak ma się zachować...

ZT dla Jun'ichiego i NPC tutaj

MAPKA

Obrazek

LEGENDA:
Czerwona trasa - droga, którą przebędziesz ogólnie
Żółte strzałki - poprawki Musa
Różowe strzałki - przestrzeń dla MG kappa
Poruszasz się tylko według żółtych strzałek.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 821
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dojo

Postprzez Jun'ichi » 14 wrz 2018, o 21:00

Przybywam

W chwili kiedy Natsumi zaczęła odpowiadać na zadane pytanie, Jun'ichi również ku niej skierował swoje przenikliwe spojrzenie. W tej właśnie chwili poczuł się... jak w domu. Otoczony ludźmi, którym nie mógł zaufać, obawiał się każdej kolejnej minuty przybywania w ich otoczeniu i nie był do końca pewien ich zamiarów. Czuł że nie pasuje do całej tej grupy, że każdy gardzi nim ze względu na wiek, wygląd, umiejętności oraz może nawet za wierność klanowi.
Rozumiem, zapamiętam. - odpowiedział jej dla zakończenia rozmowy, chociaż sam doskonale znał wszystko to czym się z nim podzieliła. W obecnej chwili wątpliwości względem towarzyszy nasilały się i mimo szczerej sympatii jaką darzył Natsumi od początku znajomości, uważał że teraz może ona zwyczajnie ochraniać swoją towarzyszkę - zdrajczynię lub co gorsza sama jest pod wpływem wrogich technik. Jedno było pewne - Jun'ichi musiał dokładniej zbadać sprawę umiejętności Yamanaka, aby następnym razem móc w porę reagować i eliminować takie sytuacje.

Dopiero słowa Otoshiego odrobinę rozjaśniły chłopcu sprawę, chociaż w rzeczywistości zupełnie go nie uspokoiły. Wręcz przeciwnie - mężczyzna jakby sam zasugerował, że wśród nich mogą być teraz zdrajcy działający nie z własnej woli.
Ale... co ja mogę z tym zrobić? Jeśli zacznę drążyć temat, jeśli mam rację... zabiją mnie. - ta myśl na krótki moment całkowicie zajęła głowę chłopaka, przez co stał w zamyśleniu wpatrując się w Otoshiego, który wymieniał z żoną kilka ostatnich słów by następnie zniknąć wśród drzew.

Ruszajmy. - tylko tyle zdecydował się powiedzieć do swoich towarzyszek i od tej chwili nie czuł już potrzeby aby zamieniać z nimi choćby jedno zdanie.
__________________________________________________

Po powrocie do wioski, Jun'ichi skierował swoje kroki prosto w stronę Dojo, uprzednio upewniając się że jego towarzyszki udadzą się w stronę szpitala. Dla pewności odprowadził je wzrokiem (Byakugan), w głowie mając ciągle myśl że mogą one być zdrajczyniami.
W połowie drogi do swojego "domu" zatrzymał się i zapatrzony w niebo zaczął rozmyślać nad wszystkim co wydarzyło się w trakcie tej misji. Zdrada, śmierć, niepewność, kłamstwa - czy taki właśnie był klan Hyuga który podziwiał i któremu chciał służyć?
Raport! - ta krótka myśl skłoniła chłopaka do natychmiastowej zmiany kierunku. Biegiem ruszył w stronę miejsca, gdzie rozmawiał z panem Hizashim. To on powinien jaki pierwszy usłyszeć o wątpliwościach jakie targały chłopcem przez niemal całą misję, o wszystkim co się wydarzyło.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 571
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dojo

Postprzez Hayami Akodo » 21 wrz 2018, o 17:17

MISJA WOJENNA DLA JUN'ICHIEGO RANGI C
"“Every morning a warrior should recommit himself to death"
29/30


Spoiler: pokaż
Obrazek



theme


Pan Hizashi siedzi w swoim gabinecie, jak zwykle, bardzo zajęty srylionem spraw. Przy przytomności trzymają go tylko kolejne kubki gorącej matchy, która normalnego człowieka przyprawiłaby o okrzyki rozpaczy i zwinięcie się poparzonego języka w trąbkę. Jest dość chłodno, czuć już zbliżającą się jesień - tą słodko-gorzką porę ciszy, kiedy Natura, zrozumiawszy, że czas już się pożegnać, odchodzi, zostawiając za sobą żar wspomnień niczym porzucająca nas kobieta.
Jest zajęty i to bardzo, ale przecież znajduje czas, by przyjąć kolejnego gońca z kolejną pilną wieścią, który wykrzykuje, że "Hizashi-sama! Kuternoga przeżył! Wrócił i w ogóle!"

- Uuuu, ostro -- stwierdza. - Cały jest? Co ze zwojem?

Zostaje zapewniony, że tak, jest cały, nic mu nie jest, zwój też podobno dostarczył, bo nie zauważyli go strażnicy przy wejściu do miasta, ale Natsumi miała złamaną nogę, a Akami zaraz po odniesieniu przyjaciółki do szpitala opuściła Kyuzo, mówiła, że idzie rozprawić się z Yamanaka w towarzystwie Otoshiego.

Klątw, jakie wyrzuca z siebie Hizashi, nie będziemy oddawać w druku, aby PT. Czytelników tej misji nie gorszyć; dość, jeśli powiemy, że były to liczne odniesienia do najstarszej profesji świata, a także bardzo bogate pod względem semantycznym epitety dotyczące Yamanaków. Jeśli Hyuuga już przeklinają, to zwykle wytwornie, z gracją; może ten konkretny stanowi wyjątek od literackiej ogłady posiadaczy Byakugana, ale nawet arystokratom potrzebne jest jakieś ujście w emocjach. I nawet takie "ujścia" są regulowane niepisanymi, sztywnymi zasadami, które dodają im opinii chodzących kodeksów.

Ten sam goniec, z którym rozmawiał pan Hizashi, w równiutko dziesięć minut później spotyka Cię w połowie drogi. Jest to wysoki, chudy chłopak o ciemnych włosach do pasa, wyglądający, jakby dawno nie spał, ubrany w białe kimono. Ma jednak ujmujący, wesoły uśmiech, który zapewne zjednuje mu wiele niewieścich serc. Prowadzi Cię na miejsce, zasypując opowieściami o tym, co się dzieje na świecie: podobno w Ryuzaku no Taki wybuchła zaraza, mówił mu o tym jakiś kupiec, który musiał z tego względu zmienić marszrutę, a w ogóle to w mieście był przez chwilę przejazdem jakiś poeta, który zostawił swoje rękopisy bibliotece i wyjechał, podobno chory...Milknie jednak przed odpowiednim budynkiem i zostaje na zewnątrz, nie chcąc wchodzić do środka. Nikt nie lubi rzucać się rekinom na pożarcie, prawda?

Zmęczony życiem Hyuuga stoi, oparty o ścianę, i pali fajkę. Wygląda na niewyspanego, zirytowanego, na stole stygnie dawno już zapomniana herbata, a ilość papierów wzrosła w postępie geometrycznym. Do tego na mapie, którą widziałeś, nagle znalazło się milion karteczek z jakimiś zapisami, ale literki są tak drobne, że trudno je przy tym świetle odczytać.

- No dobra, to co tam? Gadaj jak na spowiedzi - rzuca brudnym, zachrypłym głosem. Nie trudzi się nawet, by tę fajkę zgasić, widzisz wyraźnie, że ma wory pod oczami i się z jakiegoś powodu niecierpliwi, jakby na coś czekał. - No dalej, mówże, stało się coś?
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 821
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dojo

Postprzez Jun'ichi » 23 wrz 2018, o 10:43

W drodze do pana Hizashiego w głowie młodego żołnierza kołatały się różne myśli. Z jednej strony był całkowicie wierny i oddany rodzinie, z drugiej nie chciał robić problemów Akami i Natsumi, które nie potraktowały go tak jak to się zwykle działo w tym klanie. Rozwiązanie takiego dylematu mogło być nawet niemożliwe i prawdopodobnie nie było nawet jednej, dobrej odpowiedzi na jego rozterki ale którąś stronę niestety wybrać musiał. Te nieszczęsne rozmyślania przerwało pojawienie się jakiegoś gońca, którego Jun'ichi przywitał jedynie skinieniem głowy i cichym pomrukiem zgody na to, by podążać jego śladem do biura dowódcy.
Podczas drogi nieznany mężczyzna wysypywał z siebie różne, mało ważne informacje o innych krajach, ludziach, a Jun'ichiego zupełnie to nie interesowało. Teraz jedynym co zajmowało jego myśli była misja, dalsze losy klanu i całej tej wojny. Na całe szczęście droga nie była długa, dlatego Jun ponownie skinął do nieznajomego głową, tym razem na rozstanie po czym wszedł lekko niepewnym krokiem do budynku.
Obrazek
Dym tytoniowy nieco podrażnił nos młodego Hyugi, jednak dla zachowania godności przy tak ważnej osobie, chłopak wstrzymał się od kaszlnięcia czy wydawania innych odgłosów. Zamknął za sobą drzwi do gabinetu, zrobił trzy kroki w przód aby stanąć bliżej biurka i wyprostował się jak na żołnierza przystało.
Melduję wykonanie zadania. Zwój został doręczony na ręce Otoshiego, męża Akami która... której działania naraziły nas na schwytanie... - ostatnią część zdania, chłopak wypowiedział prawie szeptem jakby bał się reakcji pana Hizashiego na tak poważne zarzuty.
Wiedząc, że nie może na tym skończyć swojego "raportu", chłopak zaczął opowiadać o wszystkim co się stało, od momentu gdy Akami zaczęła postępować zgodnie z własną wolą, nie zważając na powodzenie misji. Jej samotny wypad, natknięcie się na trójkę wrogów, odmówienie wykończenia przeciwnika - wszystko to musiał wiedzieć pan Hizashi. Tylko on mógł podjąć decyzję czy była to zdrada, zwykła niesubordynacja czy może poprawne działania, których mały móżdżek Jun'ichiego nie był w stanie pojąć. Później pozostało pokazanie na mapie miejsca gdzie doszło do przekazania zwoju, dokładnie opisanie Otoshiego, jego zachowania oraz drogi powrotnej do domu.
Kiedy wszystko zostało już wyłożone na ławę, Jun ze spuszczonym lekko wzrokiem oczekiwał reakcji dowódcy. Sam nie był pewien czy zostanie ostro skarcony, czy może tylko odesłany do Dojo i ponownie zapomniany. Na tą chwilę chciał tylko wiedzieć co o całej misji sądził Hizashi - to jedno nie dawało mu spokoju.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 571
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dojo

Postprzez Hayami Akodo » 24 wrz 2018, o 10:21

MISJA WOJENNA DLA JUN'ICHIEGO RANGI C
"“Every morning a warrior should recommit himself to death"
31/30


Spoiler: pokaż
Obrazek



theme


Hizashi słucha uważnie Twojego raportu. Nawet bardzo uważnie, pewne rzeczy bowiem notuje. Marszczy brwi, jest bardzo niezadowolony. Uderza pięścią w stół, zirytowany informacją o zachowaniu Akami. Od początku wiedział, twierdził, że nie powinno się łączyć prywatnych interesów z interesem wojny. To szkodzi i osobie, i całemu klanowi. Akami w swojej nienawiści do Yamanaka zapędziła się za daleko. Sądził, że przydzielając ją do Jun'ichiego, będzie potrafił jej wykazać, jak bardzo przesadziła, tymczasem stało się wręcz odwrotnie: Akami uznała, że klan nią pogardza, ponieważ dał jej jako eskortę kuternogę. Być może właśnie to pchnęło ją do takich zachowań, chciała po prostu się wykazać przed liderem i pokazać Reiko-sama, że kobiety potrafią więcej, że też umieją mordować podłych Yamanaka!

W tej sytuacji musi podjąć ryzykowne działania. Na tyle ryzykowne, by lider...

- Rozumiem - mówi, choć tak na dobrą sprawę rozumie chyba niewiele więcej poza wnioskami, do których doszedł. Wypuszcza dym z ust, przypatrując Ci się ostro. - Na dobrą sprawę odwaliłeś swoją robotę i to nas najbardziej interesuje. Co do Akami...

Wzdycha ciężko.

- Powiem o wszystkim liderowi - stwierdza. - Jak jej siostrę zabiły te zawszone, nędzne sensory, to teraz skończyło się właśnie takimi akcjami. Nigdy nie łącz prywatnego interesu z interesem wioski, Jun'ichi. Ale cieszę się, że Natsumi wróciła do wioski w miarę cała. Kiedyś byliśmy razem w teamie, wiesz? Mattaku, kto by pomyślał...Ostatni raz wyspałem się porządnie przed wojną, niech to wszystko jasny szlak trafi! Najlepiej turystyczny!

Kręci głową z irytacją. Wreszcie przypomina sobie, że wypadałoby coś jednak zrobić z dzieciakiem, pochwalić go jakoś czy coś, podjąć jakieś działania w jego zakresie. To nie tak, że ludzie są jego prywatnymi zabawkami, naprawdę docenia Twoje czyny, stara się jakoś rozumieć ludzi, ale kiedy przesadzają i następują poważne problemy - nie można czekać.

- Dzięki, młody. Dobry z ciebie Hyuuga - oświadcza już spokojniej, całkiem innym tonem, uśmiechając się delikatnie. - Łap nagrodę, to za robotę, dobrze wykonaną. Mam nadzieję, że ciała sprzątnęliście chociaż. I leć do swojego dojo, tylko pamiętaj: w każdej chwili mogę po ciebie przysłać ponownie, jednak co chłop, to chłop, choćby i kaleki. A o Akami pogadam z liderem, jak powiedziałem. Tylko mu teraz w oczy nie wchodź, jeszcze ci nie uwierzą, a tak przynajmniej nie będzie problemu.

Kłania Ci się uprzejmie, tak jakbyś naprawdę zrobił coś wielkiego, wręcza małą sakiewkę, po czym czeka piętnaście minut i sam opuszcza pomieszczenie. Chmury na jesiennym niebie właśnie trochę rozegnał wiatr, przez co do ciemnego, zawalonego rzeczami pokoju wdziera się brutalnie jasne słońce. Tak samo do serca Hizashiego dociera pierwszy, nieśmiały promyk ulgi; jego dwie przyjaciółki przynajmniej przeżyły. I choć ich dawny team się rozpadł, to jednak...Przynajmniej Natsumi przeżyła. A kiedy myśli o swojej żonie, zimnej i dumnej Ashinie Hyuuga, która najbardziej na świecie ceni sobie stare formy i zasady, tej samej Ashinie, która najgłośniej drwi z ludzi słabych i nieprzydatnych klanowi...
...postanawia kiedyś, pewnego dnia, pokazać jej Jun'ichiego i jego dojo, mówiąc, że właśnie ten chłopiec - żałosny, pogardzany, wydrwiwany przez inne dzieci - ten chłopiec okazał się prawdziwym wojownikiem. Miał bowiem odwagę zmierzyć się ze śmiercią. Odpowiednio ocenić sytuację, wiedzieć, kiedy jest czas na litość, a kiedy na zdradę.

Problem jednak się nie kończy - bo kiedy Hizashi ląduje na dywaniku u lidera, lodowaty głos Reiko Hyuugi zwiastuje dlań co najmniej kłopoty - ale to już inna opowieść.

Because every warrior should recommit - and recognize death.

_____________________________________________________________________________________________________
Koniec misji! Osobiście bardzo chciałabym Ci podziękować za fajny kawałek rozgrywki, możliwość doświadczenia czegoś nowego i przede wszystkim za naprawdę świetną misję! Chciałabym też pochwalić - świetnie trzymałeś się charakteru, decyzje podjąłeś właściwe, więc: po prostu dziękuję, Jun-chan! :D
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 821
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dojo

Postprzez Jun'ichi » 8 paź 2018, o 06:53

Od zakończenia pierwszej, ważnej misji w głowie Jun'ichiego kołatało się wiele przemyśleń. Do tej pory chłopiec nie do końca zdawał sobie sprawę czym jest prawdziwe zadanie shinobi, czym jest walka pomiędzy dwójką lub większą grupą skrytobójców szkolonych od najmłodszych lat. Dopiero teraz, kiedy miał krew na rękach, poczuł odpowiedzialność jaka spoczywa na jego barkach. Skoro nawet członkowie klanu Hyuga nie są w stanie postępować godnie to jak zachować ideę, istotę tego rodu? Jak nie przekreślić dziesiątek lat tradycji, którą kształtowali nasi przodkowie? Jak wynieść klan Hyuga na należyte, ale w pełni zasłużone miejsce w czołówce rodzin tego świata? Na chwilę obecną młody kaleka zdawał sobie sprawę z jednego - jest wciąż zbyt słaby. Nie było mowy o ochronie kogokolwiek i czegokolwiek jeśli można zostać zdeptanym niczym mrówka.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 571
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dojo

Postprzez Jun'ichi » 10 paź 2018, o 16:32

Kolejne dni mijały bez żadnego odzewu ze strony rodu Hyuga, który ciągle toczył zażartą wojnę z klanem Yamanaka. Jun'ichi mnóstwo czasu spędzał na samodoskonaleniu i próbach lepszego zapanowania nad własnymi zdolnościami, głownie nad zasięgiem i dokładnością z jaką jego oczy mogły wychwytywać obraz. Często jednak ciało odmawiało posłuszeństwa, kiedy zasoby chakry sięgały niebezpiecznie niskich limitów, a wtedy jedynym co chłopak mógł zrobić było napawanie się pięknym widokiem zadbanego Dojo i jego ogrodów. Z czasem chłopiec podjął próby medytacji, która rzekomo pozwalała oczyścić umysł i zrozumieć istotę chakry. Jego starania z reguły wyglądały jednak tak, że po prostu siedział przez wiele godzin nocnych przy wejściu, z zamkniętymi oczami i wsłuchiwał się w otoczenie.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 571
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Re: Dojo

Postprzez Jun'ichi » 19 paź 2018, o 23:39

Przez jakiś czas Jun'ichi miał wrażenie, że jego marny los zaczynał się odwracać. Kiedyś zauważony przez Ayame, później przez pana Hizashiego, teraz z każdym dniem coraz mniej pewny tego, że jeszcze zostanie uznany za członka rodziny. Mimo to ciągle pamiętał o obietnicy jaką złożył wspomnianej wcześniej kobiecie - stanie się silniejszy! Z tą myślą chłopak dokończył kubek porannej herbaty i podniósł się z podłogi. Lekka mgiełka spowijała jeszcze ogród okalający Dojo, a Jun'ichi uwielbiał oglądać powolnie sunące tuż nad roślinami "dymki" jak to zwykł je nazywać. Zastanawiał się, czy do końca swojego życia będzie podziwiał je w samotności czy może...
marzenia ściętej głowy... - pomyślał kaleka po czym ruszył do ogrodu, by sprawdzić swoje umiejętności w nowy, własny sposób.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

[color=#4080BF]

I do not want the sun to rise if she will not be there
Avatar użytkownika

Jun'ichi
 
Posty: 571
Dołączył(a): 31 maja 2018, o 11:41
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5630&p=86429#p86350
GG: 0
Multikonta: -

Poprzednia strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron