Dom Inoyū

Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 26 maja 2018, o 20:52

✧✧✧

Obrazek



Dość charakterystyczny budynek wśród architektury osady Yamanaka - dom Inoyū od wielu pokoleń jest chlubą jej rodziny. Zbudowany parędziesiąt lat wcześniej budynek zestarzał się z godnością, dzięki dbałości mieszkańców nie ulegając upływowi czasu i zachowując swoją elegancką, klasyczną formę. Budynek jest dość spory i pełen zakamarków, które znane są tylko jego mieszkańcom. Skomplikowany układ rezydencji okala wypielęgnowany ogródek, który poprzecinany jest licznymi ścieżkami wyłożonymi kamieniem; z jakiegoś tajemniczego powodu utarło się, jakoby klan Yamanaka miał jakąś niesamowitą rękę do hodowania kwiatów, więc hańbą byłoby, gdyby i wokół tego budynku nie zachwycało oka wszelkiego rodzaju kwiecie. Przez przeszklone ściany wychodzące na ogród wpada naturalne światło, oświetlając wąskie korytarze, które prowadzą do pozostałych pomieszczeń. W centralnym punkcie domu znajduje się niewielki ołtarzyk, gdzie co wieczór mieszkańcy składają drobną, zazwyczaj bezkrwawą ofiarę, dzięki której złe duchy ominą ich rezydencję szerokim łukiem... Kto wie? Być może wyłącznie dzięki temu zachowany jest spokojny, wręcz senny klimat towarzyszący posiadłości.
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 26 maja 2018, o 22:28

Ojca jak zwykle nie było w domu, matka wylewała siódme poty podczas oprzątania rodzinnego chramu, a biedna, opuszczona Inoyū zalegała bezczynnie gdzieś w kącie, z niespotykanym skupieniem obserwując trajektorię lotu losowej muchy. Prawdę powiedziawszy zupełnie nie miała planu na spędzenie popołudnia, więc, uprzednio upijając jeszcze łyczek świeżo zaparzonej herbaty, postanowiła przeanalizować swoje dzisiejsze powinności.
Czy powinna w tym momencie pomagać swojej matce? Oczywiście.Mając już pierwszy etap ustalania możliwie jak najbardziej produktywnej formy spędzania czasu, wzięła kolejny łyk gorącego naparu, po czym zdecydowała się pomyśleć trochę nad kolejną równie istotną rzeczą – chęci wykonania tych powinności.
Czy miała ochotę zwlec się z wysiedzianego miejsca? Ani trochę.Udzieliwszy samej sobie odpowiedzi na zadane przez siebie pytania, odprowadziła natrętnego owada wzrokiem aż do najbliższej pionowej powierzchni, gdzie już wkrótce miał zakończyć swój i tak krótki żywot zmasakrowany brutalnie przez dzierżone w ręce albinoski obuwie. W ten sposób pozbawiła się jedynej rozrywki, w zamian dostarczając kolejną krwawą plamę na bieli ściany. Yamanaka wydobyła ze swoich siebie przeciągłe, wyjątkowo zmęczone życiem westchnięcie, podnosząc swoje obolałe ciało z podłogi i już, już miała zacząć wykonywać coś mniej bezużytecznego niż wleczenie się bez celu po własnym domu, gdy zobaczyła niewielkiego gryzonia pasożytującego przy jakże pysznej strawie, którą Inoyū miała zamiar za moment skonsumować.
Dziewczyna nie należała do tych osób, którym na widok myszy podnosi się adrenalina i czują niepohamowaną potrzebę wskoczenia na obiekt znajdujący się chociaż trochę wyżej niż podłoga, co nie zmienia faktu, że nie miała pomysłu, co właściwie powinna z tym zwierzem zrobić; z jakiegoś nieznanego sobie powodu postanowiła podejść do niego na palcach, po czym wbiła dość półprzytomny wzrok w znikający posiłek. Nie chciała ot tak jej ubijać. Wystarczy, że już tą nieszczęsną muchę ma na sumieniu.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Jak dość łatwo przewidzieć - mysz wreszcie zwiała, obijając się jeszcze kilkakrotnie w amoku o ściany domostwa i ostatecznie wydreptując gdzieś na zewnątrz. Przepełniona dumą Inoyū przywdziała na nienaturalnie bladą twarz butny uśmieszek. Żałosne stworzenie z tej myszy. Niegodne istnienia.
Po wstępnych oględzinach stwierdzając, że jednak nie ma ochoty na niemal w całości pożarte przez zwierzę jedzenie, powędrowała w kierunku wyjścia. Po prostu zje cokolwiek w jakiejś knajpie.

z/t → Gdzieś w mieście (biblioteka)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 25 cze 2018, o 22:35

Droga, której przejście zajmuje jej zazwyczaj niecałe pół godziny, tym razem z powodu pewnych, nieoczekiwanych okoliczności zaczęła ciągnąć się w nieskończoność.
Dziewczęta, dzielnie przemierzając gęste lasy Saimin, odezwały się do siebie najwyżej dwa, zapewne dość traumatyczne dla obu stron, razy; żadna z nich nie odważyła się wyjść poza poziom konwersacji ograniczający się do – nieco znużonego, a jeszcze bardziej zniecierpliwionego – „ile jeszcze?”. Są, oczywiście, także pewne plusy tego braku jakiejkolwiek inicjatywy - w końcu nie rozmawiając ze sobą, nie będą w stanie się pokłócić! Chociaż przez moment.
Inoyu, dość sterroryzowana niepożądaną obecnością Shikatsu tuż za jej plecami, nie była w stanie zliczyć, ile razy przez jej łepetynę przeszły siarczyste wiązanki przeklinające całą te wybitnie niekomfortową sytuację. Cholera. Gdy obie były młodsze, zwykle te nic nie znaczące, prozaiczne pogawędki o pogodzie między dwójką praktycznie obcych sobie osób wydawały się odrobinę łatwiejsze. Z drugiej strony jednak czego właściwie miałaby oczekiwać od kogoś, kto właśnie przeszedł na własnych nogach dość niebagatelną odległość między prowincjami? Poza tym nie może przecież wiecznie wymagać, że to ktoś inny będzie ją wiecznie zabawiał, prawda?
No cóż, dla samej Yamanaki to nie było aż tak oczywiste, co poskutkowało tym, że skazała biedną Narę na atmosferę tak gęstą, że z łatwością można było ją poszatkować nożem oraz na milczenie, którego uporczywość wzmagała się z każdym pokonanym przez nie kilometrem.

W przeświadczeniu, że właściwie, to robi jej łaskę, że w ogóle zgodziła się ją tutaj przyprowadzić i niedługo po tym, gdy cały ten cyrk się skończy, nie omieszka wymusić na niej obietnicy spełnienia bliżej nieokreślonej przysługi w niedalekiej przyszłości, wreszcie zatrzymały się tuż przed domem wyraźnie naburmuszonej albinoski. W pełni świadoma tego, że jest noc, a w nocy zwykle jest ciemno, niewiele myśląc zacisnęła palce na jej łachach, usiłując skutecznie i szybko przeprowadzić ją przez kręte ścieżki pokaźnego ogrodu. Nie miała zamiaru potem jej szukać czy coś.
Łaskawie pozostawiając Shikatsu samą sobie i nie robiąc już z niej dłużej inwalidy, chwyciła dłońmi pokaźne drzwi, by odciągnąć je energicznie i, niespecjalnie nawet oglądając się, czy brunetka w ogóle przekroczyła próg, z donośnym klekotem swojego drewnianego obuwia wstąpiła na sam przedsionek, by pozbawić się ich błyskawicznie ze swoich stóp i zniknąć gdzieś w odmętach pomieszczenia.

- Hej! Zdejmij buty. – rzuciła ostrzegawczo, nerwowo zgarniając kilka prymitywnych świeczek, pośpiesznie je zapalając i następnie rozkładając je w strategicznych miejscach. Skończywszy z powodzeniem czynność oświetlania lokum, zatrzymała się na samym środku pokoju, po czym położyła dłonie na biodrach, podnosząc dość krytyczne spojrzenie na Shikatsu.
- Niczego nie dotykaj. Najlepiej usiądź i się nie ruszaj. – burknęła oschle. Gdyby brunetka potraktowałaby zawartość jej domu w podobny sposób, w jaki potraktowała jej jakże święte talizmany i całą resztę bibelotów, to niestety, ale drogiej koleżance raczej nie byłoby dane spędzić dzisiaj nocy pod ciepłą, użyczoną jej przez Yamanakę, pierzynką. – Jasne?
Nie miała pojęcia, jak obsługuje się ludzi w momencie, gdy ci stają gośćmi, a ty jesteś zmuszony pokornie przyjąć rolę gospodarza tego przybytku; raczej starała się przypadkiem znikać, kiedy któreś z jej rodzicieli postanowiło sprowadzić tutaj swojego znajomego na dłużej niż jeden dzień. Jedyne, co jej w tej chwili pozostało, to spróbować naśladować, w jaki sposób zazwyczaj zachowuje się jej matka.
- H-Herbatki? – wydukała ze sztucznym uśmieszkiem przyklejonym do bladej facjaty, rozkładając ręce na boki w geście sugerującym hojność oraz otwartość, a kątem oka zerknęła na wypełniony różnymi dobrami niewielki barek swojego ojca. Czy powinna zaproponować? Czy tak się robi?
Tak czy siak, na szczęście uznała, że nie ma mowy. Koleżanka Nara raczej nie byłaby dogodnym kompanem do takich szczeniackich ekscesów.
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 26 cze 2018, o 00:19

Posłusznie dreptała za Inoyu, trochę się mimo wszystko wlecząc i ufnie pozwalając miejscowej prowadzić się do celu - szczerze mówiąc nawet nie odczuwała dyskomfortu tej dziwnej atmosfery, która się między nimi wytworzyła; była na to po prostu już zbyt zmęczona. Z tego względu może zachowywała się odrobinę - żeby nie powiedzieć, że wręcz chamsko - niegrzecznie; próby dialogu z przewodniczką ograniczyła do niecierpliwego nagabywania ją co paręnaście metrów o to, ile jeszcze będą zmuszone dalej tak łazić. Nie było w tym z jej strony jednak żadnej złej woli - Shikatsu mimo wszystko nie jest najlepiej uposażoną osobą, jeśli chodzi o wszelkie talenta interpersonalne, nie zwróciła więc zupełnie uwagi na to, że Inoyu mogła się czuć w tej sytuacji odrobinę strasznie. Aktualnie, zamiast martwieniem się tym, czy rozmowa toczy się przyjemnie i naturalnie, była skupiona na tym, że zrobiło jej się cholernie zimno, prawdopodobnie z wycieńczenia kilkudniową tułaczką. Postawiła więc kołnierz kurtki nerwowym gestem, praktycznie wciskając w nią swoją pokrytą gęsią skórką szyję, by nieprzytomnie dalej sunąć za albinoską przed siebie, już nawet nie zwracając uwagi na nic dookoła. Trochę tu pewnie posiedzi, zdąży zaliczyć bardziej turystyczne aspekty tego wypadu.
Sunęła więc tak przez spowitą mrokiem leśną ścieżkę, która po jakimś czasie zmieniła się dróżkę pomiędzy dość luźno rozrzuconymi domostwami; te stopniowo zaczęły stawiane być coraz gęściej. Nie zwróciła nawet uwagi na tą zmianę krajobrazu – senne spojrzenie zawiesiła na grubym warkoczu towarzyszki, który bujał się na bok rytmicznie z każdym energicznym krokiem albinoski. Czuła się właściwie jak zwierzę prowadzone do zagrody – tylko ta plama jasnego koloru kudłów Inoyu wskazywała jej kierunek dalszej drogi. No, może nie tylko to – Yamanaka najwyraźniej uznała, że Shikatsu jest kaleką i nie jest w stanie pokonać krótkiego odcinka drogi przez ogród. Ożywiła się jednak wreszcie dzięki tej niepotrzebnej pomocy, by zaoponować głośnym parsknięciem, przez moment zapierając się nogami w ziemię, by wreszcie jednak grzecznie dać się pociągnąć bliżej.
Gdy stanęły przed drzwiami domostwa i Inoyu zajęła się torowaniem drogi do środka, Shikatsu, w końcu jako tako przytomna, przetarła dłonią zmęczone ślepia i omiotła wreszcie wzrokiem elewację; było już ciemno jak cholera, ale nadal była w stanie zauważyć, że przynajmniej z zewnątrz dom Yamanaków prezentuje się dość imponująco. Coś jej mówiło, że kiedyś tu już była, wydawał się bowiem dość znajomy. Równocześnie nie była w stanie rozpoznać nic i rozpoznawała wszystko – wizualnie nie kojarzyła go wcale, ale mimo to spokojnie znalazłaby drogę do łazienki czy do wewnętrznego ogrodu, gdzie zdarzało im się bawić za szczeniaka. Odczekała moment po tym, gdy Inoyu zniknęła w środku, by ostatni raz omieść wzrokiem przestrzeń za swoimi plecami i wreszcie wślizgnąć się do środka. Zamknęła ciężkie drzwi ostrożnie, starając się przy tym nie robić za dużo hałasu.
- Do cholery, nie wychowywałam się w buszu, Inoyu..! - posłała albinosce zirytowane spojrzenie, w świetle świec w końcu mogąc dojrzeć jej twarz, wraz z momentem otrzymania tego rozkazu będąc już w trakcie ściągania drugiego buciora. Nie mówiła głośno, raczej szeptała – godzina była już dość późna i nie była właściwie pewna, czy są tu właściwie same. I tak była już nieproszonym gościem, nie chciała mimo wszystko robić wokół siebie jeszcze większej szopki. Dostatecznie to wszystko było już krępujące. - …Gdzie są twoi rodzice? Śpią?
Posłusznie jednak wykonywała wszystkie polecenia Yamanaki, grzecznie opadając ciężko zadkiem tam gdzie stała i wyciągając przed siebie swoje obolałe nogi, dopiero teraz właściwie czując, jak cholernie ją bolą. Skinęła więc głową, dając jej sygnał, że rzeczywiście nie zamierza niczego obmacywać, równocześnie zerkając na nią spode łba dość mało sympatycznie – za każdym razem, gdy Inoyu traktowała ją jak kompletnego dzikusa, nabierała ochoty, by rzeczywiście takim się stać i roznieść tą jej śliczną chałupkę w proch. Szkoda tylko, że jej rodzice są tacy przyzwoici. Jakim cudem tacy porządni ludzie wychowali taką zołzę? Może ktoś im ją podrzucił, dziwna taka, siwa i złośliwa.
Zarechotała pod nosem, gdy miała wątpliwą przyjemność oglądać teatrzyk, który albinoska zaczęła odstawiać, najwyraźniej wczuwając się w rolę gospodyni. Promienny wyraz twarzy kapłanki szczególnie kontrastował z rozkazami, które padły z tych ust dosłownie przed chwilą – Shikatsu nie mogła ukryć rozbawienia tym widokiem, szczególnie, że widziała nerwowo rozbiegane spojrzenie albinoski, które na moment zatrzymało się na wystawce różnorodnych alkoholi z kolekcji jej tatusia.
- Rozluźnij się, przecież cię nie zjem. Jeśli chcesz sobie chlupnąć, to się nie krępuj. – wyszczerzyła zęby w krzywym uśmiechu, zapierając się dłońmi o podłogę za sobą i spoglądając na nią z dołu, mierząc ją właściwie od góry do dołu dość bezwstydnie. Chciała właściwie wywrzeć na koleżaneczce wrażenie fajnej i dojrzałej; takiej, co jakiejś gorzały się nie boi i ogólnie jest taka bardzo dorosła. Co z tego, że flaszkę to ona najwyżej mogła kiedyś sobie powąchać, a do tego czuła się tak samo - jeśli nawet nie bardziej - niekomfortowo, co koleżanka - Wszystko mi jedno, muszę się czegoś napić.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 29
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 29 cze 2018, o 18:58

Dalej zawzięcie oraz z godnym pozazdroszczenia zaangażowaniem starając się utrzymać tę – ostatecznie dość mało zachęcającą i bynajmniej nie sprawiającą, że szanowny gość mógłby poczuć się chociaż odrobinę lepiej na obcym gruncie – gardę perfekcyjnej pani domu, rozszerzyła ten fałszywie uprzejmy uśmiech jeszcze bardziej, czując, jak dosłownie drętwieje jej cała twarz; Inoyū w całym swoim życiu raczej nie miała szansy przywyknąć do wykonywania aż tak ekspresyjnej mimiki, więc teraz musiała zbierać tego pokłosie, które objawiało się właśnie tym, że sprawiała wrażenie jakoby jej napięta do granic możliwości facjata miała już za moment pęknąć na pół. Wykonała kilka niezbyt przyjemnych dla oczu grymasów w ramach próby rozluźnienia mięśni twarzy, po czym, wyraźnie skrępowana tym dzikim rechotem wydobywającym się z ust szczerze rozbawionej Shikatsu, na początku niezręcznie skrzyżowała łapska na piersi, by niemal natychmiast tego zaprzestać i złapać w dłonie dwie, raczej niewielkich rozmiarów, czarki.
Czy dumnej Yamanace z rozwijającym się przerostem ego nie uwłaczało usługiwanie nieznośnej Narze? Czy nie nadszarpywałoby to przypadkiem jej godności? Ależ oczywiście, że tak! Niekoniecznie jednak miała wybór – w dzisiejszych, jakże burzliwych czasach w miarę przyjacielskie stosunki są na wagę złota - a tak przynajmniej do znudzenia powtarzał jej ojciec. Co prawda średnio zdawała sobie z tego sprawę sama albinoska, która raczej stroniła od jakichkolwiek bliższych interakcji międzyludzkich, ale doskonale wiedzieli o tym jej rodziciele bezprecedensowo przymuszający nadal dość niepokorną nastolatkę do tych wszystkich upierdliwych, ale i niezbędnych do utrzymania jako takiej neutralności, konwenansów. Musiała wiedzieć, gdzie kończą się zaczepne uszczypliwości względem dość roszczeniowej przybyszki, a gdzie zaczynają najzwyklejsze nieuprzejmości, które potem brunetka mogłaby powtórzyć swojej rodzince, narażając ojca Inoyū na poważne oziębienie kolejnych znajomości; tych bowiem jej raczej dość skromny odłam posiadał niewiele, stawiając raczej na spokojne, ale - co za tym idzie - wyalienowane życie.
- Jesteś pewna, że chcesz, bym przypomniała ci skąd jesteś? – w końcu czując, że chociaż przez chwilę może być w swoim żywiole, wykrzywiła się z pewną dozą złośliwości. Cóż, chcąc nie chcąc, biedna Shika technicznie rzecz ujmując pochodziła prosto z buszu – bo jak inaczej można by nazwać gęste puszcze zarastające Midori? No buszem właśnie, nie?
Zebrawszy w końcu wszystkie niezbędne przyrządy do zaparzenia herbaty, uklękła na przygotowanym wcześniej tatami i, stawiając naczynia na niewielkim stoliczku, ujęła w dłoń sproszkowaną matchę.

- Nie ma ich tu. – wymamrotała beznamiętnie, przesypując zielony proszek w stosownej ilości do czarek, by następnie wlać odrobinę wody i zacząć precyzyjnie mieszać obie substancje przy pomocy dość specyficznego, pędzlopodobnego przedmiotu aż do momentu pojawienia się gęstej pianki. Próbując nie zwracać uwagi na rozwaloną niedbale na podłodze Narę, delikatnym ruchem podsunęła w jej kierunku miseczkę z płynem, podnosząc własną czarkę na wysokość ust. - Dziękuję za pozwolenie, rozważę to. – wycedziła przez zęby; nie była do końca pewna, czy w ogóle jeszcze ironizuje, czy poważnie ma zamiar zastanowić się nad upiciem niewielkiego łyczka któregoś z pieczołowicie nagromadzonych przez jej tatusia trunków. Być może jeszcze przyda jej się jakieś znieczulenie, by dała radę wysiedzieć we względnym spokoju ducha z tą niewychowaną dziewuchą.
Upijając odrobinę herbaty, zawiesiła na dłuższy moment wzrok na obdartej kurtce, którą z jakiegoś powodu cały czas miała na grzbiecie Shikatsu; wcisnęła pazury we własne udo, niemal zerując przygotowaną dosłownie przed chwilą matchę tylko po to, by jakoś tego nie skomentować i nie zaogniać rodzącego się konfliktu.

- Dobrze. – odstawiła czarkę na blat i jednym, krótkim ruchem odgarnęła z czoła kilka niesfornych kosmyków, które zaczęły atakować jej ślepia - Możesz mi w końcu powiedzieć, czemu przywlokłaś się tutaj aż z Midori? Dlaczego bez ojca? I, przede wszystkim, czego niby możesz chcieć od mojego? Wytłumacz się. – niekoniecznie w ogóle zwracając uwagę na to, że być może to mogło zabrzmieć ciut zbyt napastliwie, bezceremonialnie zasypała brunetkę gradem niewygodnych pytań, zatrzymując świdrujący wzrok na jej niebieskich oczach. Przyprowadziła ją tutaj tylko dlatego, bo Shikatsu z jakiegoś powodu miała jakiś ogromny problem z powiedzeniem tego wszystkiego, gdy były jeszcze w chramie.
Chyba nie była aż tak naiwna, by w ogóle przyszło jej do głowy, że nie będzie musiała się ze wszystkiego spowiadać?
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 30 cze 2018, o 17:40

Ledwo była w stanie utrzymać oczy otwarte – dzielnie jednak nie dawała tego po sobie poznać. Dyplomatycznie uznała, że skoro Inoyu już tak wychodzi z siebie, by próbować się bawić w gospodarza, to chociaż spróbuje docenić to i heroicznie wysiedzieć całą tę szopkę do końca, aż obie się poddadzą i pójdą wreszcie spać. Szczerze mówiąc, to była jej wdzięczna - nawet jeżeli ten teatrzyk wychodził cokolwiek sztucznie i idiotycznie, to – cóż - nie można odmówić jej tego, że przynajmniej próbowała. Shikatsu właściwie nie potrzebowała jakiejś szczególnej obsługi – micha, spanie i święty spokój, tyle zazwyczaj wystarczało młodej Narze do pełni szczęścia. Nie potrzebowała dużo. Spoglądała więc na krzątającą się Yamanakę dość serdecznie, obdarzając ją ciepłym uśmiechem – gospodyni, choć marudna, mimo wszystko przyjęła ją bez zbędnych pytań. No, przynajmniej do czasu.
Mina jej zrzedła natychmiast, gdy Inoyu najwyraźniej przypomniało się, że ma paskudną osobowość i musiała o tym znowu przypomnieć, informując swojego gościa dobitnie o jego cokolwiek niskim pochodzeniu. Cóż, najwyraźniej było przez moment zbyt sympatycznie – Shikatsu wywróciła ślepiami ostentacyjnie, okazując jej swoje niezadowolenie, by podciągnąć się w końcu do mniej rozwalonej pozycji i podeprzeć łokieć o dzielący je stolik, pozwalając swojej szczęce spocząć na własnej dłoni.
- Proszę bardzo, przypomnij mi. Pieprzona paniusia. – wycedziła przez zęby, starając się brzmieć jak najbardziej pewnie i wyzywająco. Czujne spojrzenie zatrzymała na oświetlonej światłem świecy twarzy kompanki, usiłując w ogóle odczytać jej intencje. Droczyła się? Była najzwyczajniej w świecie chamska? Chcący? Niechcący? Za cholerę nie mogła rozczytać albinoski, ba, nie mogła nawet ocenić, czy ją samą towarzystwo Yamanaki bardziej drażni, czy bawi. Nie dało się ukryć, że drugiej takiej jeszcze nigdy nie spotkała – nie wiedziała tylko, czy powinna się tym cieszyć, czy też może jednak martwić.
Ostrożnie ujęła więc w dłoń podsuniętą jej czarkę herbaty, najpierw spoglądając na dziewczynę pytająco, by wreszcie nachylić się nad naparem i wciągnąć jego zapach w nozdrza ostrożnie. Herbata – całkiem niezła i chyba dość droga, chociaż nigdy nie uważała siebie za jakiegoś konesera. Skinęła jej głową w niemrawym geście podziękowania, by pociągnąć spory łyk aromatycznego napoju, niezbyt przejmując się tym, że nadal był gorący; dawno nie była aż tak spragniona. Właściwie to czuła się teraz trochę jak człowiek z buszu – niezbyt czysta, w najgorszych ubraniach, opuchnięta od przebytej drogi. A przed nią czyściutka Inoyu o licu ślicznym jak obrazek, w swoich jasnych ubrankach, jakaś taka świetlista nawet w tak ciemnym pomieszczeniu. Dawno nie czuła się tak brudna. Odwróciła wzrok, czując narastające skrępowanie, by wolną dłonią przetrzeć dłonią swoje potargane, niezbyt świeże kudły, starając się jako tako je ulizać.
- Czyli dzisiaj jesteśmy same? Nie mogę się doczekać. – westchnęła ciężko na tę wspaniałą nowinę, starając się w dalszym ciągu sprawiać wrażenie kogoś, kto czuje się całkowicie swobodnie. By zająć czymś dłonie ściągnęła z grzbietu swoją znoszoną kurtkę i złożyła ją w niedbałą kostkę, by umieścić ją u swojego boku. W duchu miała nadzieję, że przynajmniej nie śmierdzi. – Możemy zrobić sobie babski wieczorek, pogadać o chłopakach, pomodlić się, czy co tam jeszcze lubisz robić.
Na ostatnie pytanie, które padło z ust gospodyni, zamarła na chwilę nad swoim okryciem, które dotychczas nerwowo przygładzała dłońmi, usiłując w ten sposób stworzyć sobie jakiekolwiek zajęcie. Na moment zaschło jej w gardle – szczerze mówiąc, to bardzo chciała uciec stąd i uniknąć tego pieprzonego momentu. Inaczej to sobie wyobrażała; nie chciało jej się tłumaczyć, bo miała poczucie, że bynajmniej nie miała nawet z czego. No ale cóż, jak zwykle wyszło nie tak, jak chciała.
- Ugh. No dobra. – posłała jej dość niechętne spojrzenie, wślizgując dłoń za pazuchę swoich ciuchów i przez moment czegoś szukając. W końcu wyciągnęła starannie zapieczętowany zwój, teraz już trochę zmięty, by pomachać nim demonstracyjnie przed rozmówczynią niedbałym gestem – Ojciec chciał, bym przekazała to wujkowi. Nie wiem nic więcej, do cholery, nie czytam ich papierów, zejdź ze mnie. Uwierz mi, że z własnej woli w życiu bym się nie tłukła taki kawał.
Zamilkła na moment, jakby się nad czymś zastanawiając, by wreszcie zmarszczyć brwi, zaciskając wargi w ciasną linię. Boże, co za wstyd - …Pewnie chodzi o kasę.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 29
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 1 lip 2018, o 20:54

Nachyliła się nieznacznie w stronę ledwo tlącej się świeczki postawionej na samym środku stoliczka.
Wysłała w kierunku dogorywającego płomienia niewielki strumień powietrza prosto ze swoich ust, mając nadzieję, że to chociaż trochę uratuje sytuację, jednak, gdy w końcu zauważyła, że ten zabieg nie jest zbyt skuteczny, wzięła w dłoń drewniany patyczek, by ocalić nim powoli zalewający się płynnym woskiem knot. Starała się wykonać całą akcję na tyle szybko i precyzyjnie, by ogień zajął jedynie niewielki obszar pałeczki, ale na sam koniec i tak włożyła ją pośpiesznie do miski napełnionej wodą. Zdecydowanie zbyt pochłonięta wykonywanymi przez siebie czynnościami, puściła mimo uszu słowa swojej towarzyszki, nawet nie fatygując się, by utrzymać z nią stały kontakt wzrokowy. Dopiero po krótkiej chwili oprzytomniała, dalej bezwiednie i bez większego celu mieszając patyczkiem w naczyniu.

- „Pieprzona paniusia”? Och. Ojej. – chichocząc pod nosem niezbyt uprzejmie, przyłożyła dłoń do klatki piersiowej teatralnie, utrzymując ją przez dłuższy moment w okolicach serca - W takim razie śmiem podejrzewać, że jednak wiesz i nie muszę cię uświadamiać. Hej, nie wstydź się swojego pochodzenia. To nie twoja wina.
Nie to, żeby jej rodzina musiała rozliczać się z każdego grosza. Nie to, żeby prowadzony przez nią chram przyciągał do siebie z każdym kolejnym miesiącem coraz mniej ludzi, którzy najwyraźniej nie wierzą już w wypowiadane przez nią bzdury. Stała się mniej przekonująca? A może to oni stali się mniej naiwni? Nie chcąc zderzyć się z gorzką prawdą, świadomie zaklinała rzeczywistość i robiła to na tyle skutecznie, że aktualnie nie da się jej przekonać, że może być źle. W końcu brak pieniędzy ich nie dotyczy, prawda? Prawda?
Nikt nie jest idealny. Każdy ma jakieś wady. Inoyū, na przykład, ma ich trochę zbyt dużo. Tak dużo, że czasem nie jest nawet świadoma tego, że je w ogóle posiada – tak jest właśnie z hipokryzją, która sączy się obficie z niemal co drugiego słowa wypowiedzianego z jej paskudnie wykrzywionych ust w grymasie pełnym najszczerszej szydery i pretensji do całego bożego świata. Nikt nie jest idealny.
- Tydzień. – poprawiła ją, równocześnie poprawiając także swoje kolana odczuwające coraz dotkliwiej twarde podłoże – Skoro musisz zostać, to zostań. Niewiele mogę z tym zrobić, więc rób bo chcesz. Po prostu mi nie przeszkadzaj.
Prawdę powiedziawszy, widok rozpływającej się Shikatsu na posadzce sprawiał, że w jej kamiennym sercu rodziło się – co prawda dość ślamazarnie – politowanie, ale i również zwykłe, ludzkie współczucie. Niekoniecznie wiedząc, co zrobić z tym nieznajomym uczuciem, pocierała w mimowolnym, nerwowym odruchu palcami o wnętrze własnej dłoni, by podnieść się do pełnego pionu, niemal natychmiast kierując swoje kroki w stronę sąsiedniego pokoju.

- Zaraz przyjdę, przyszykuję ci gościnny. Wyglądasz, jakbyś miała zaraz tutaj zasnąć, a nie mam zamiaru cię potem na siłę zeskrobywać. – wybełkotała pod nosem już z drugiego pomieszczenia, przez co jej głos stawał się jeszcze bardziej zniekształcony i niezrozumiały, tak, że istniała pewna możliwość, iż koleżanka Nara usłyszy jedynie dość niejasne urywki słów. - I jeszcze raz – nie ruszaj się. Będę wiedziała, gdy to zrobisz, więc odradzam. – postraszyła swoją niewątpliwie silną supermocą jaką jest sensoryzm bardziej dla zasady; dziewczyna raczej nie sprawiała wrażenia takiej, która w ogóle miałaby chęć podnosić się z podłogi przez najbliższe kilka minut.
Ogarnięcie pokoju dla swojego gościa nie zajęło jej długo – komfort Shikatsu w osobistej hierarchii Yamanaki plasował się na dość odległym miejscu i bynajmniej nie był jej aktualnym priorytetem, toteż samozwańcza kapłanka poprawiła niedbale posłanie, po czym rzuciła na nie jeszcze kilka dodatkowych szmat, gdyby dziewczynie przypadkiem zrobiło się zbyt zimno, co było całkiem realnym zmartwieniem z racji tego, że była zima, a zimą – jak powszechnie wiadomo - jest zimno.
Wróciwszy do wcześniej zajmowanego miejsca przy stoliku, ponownie ujęła w dłoń czarkę z – niestety – całkowicie wystygłą już herbatą, upijając z niej ostatni łyk.

- …K-Kasa? – czerwone, mętne ślepia Inoyū błysnęły niebezpiecznym blaskiem, a pozbawione źrenic tęczówki powróciły na rówieśniczkę, lustrując ją niepokojąco uważnie - Czyli jednak miałam rację? – wychrypiała triumfalnie, przełykając jeszcze pozostałości płynu, który przed chwilą wzięła do ust. - O starych znajomych pamięta się przede wszystkim wtedy, gdy brakuje pieniędzy, czyż nie? - nie mogłaby się sama do tego przyznać, ale wbijanie tych malutkich szpileczek przynosiło jej leciutką satysfakcję, tym bardziej, że Shika do tej pory była wręcz drażniąco pewna siebie. Zbyt rozluźniona. Zbyt butna.
Widząc, jak Nara robi się wyraźnie tym bardziej upokorzona, im dłużej opisuje zawartość tego tajemniczego zwoju, wyciągnęła rękę przed siebie. Aż dłonie ją świerzbiły, by to przeczytać. - Daj mi to, przekażę prosto w jego ręce. Tak będzie szybciej. - …a ty będziesz mogła jutro wczesnym rankiem opuścić te miejsce i dać Inoyū jej upragniony, wyczekiwany z narastającym zniecierpliwieniem, święty spokój. Idealne rozwiązanie.
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 2 lip 2018, o 13:28

Gdy Inoyu zaczęła się krzątać tu i ówdzie, zabierając się za szykowanie niepożądanemu gościowi jakiegoś posłania, skinęła jej tylko głową w niemrawym geście podziękowania, nadal zbyt wyprowadzona z równowagi rewelacją o dłuższej nieobecności rodziców gospodyni, którą właśnie miała wątpliwą przyjemność usłyszeć. Pozostawiona samej sobie podniosła wreszcie z donośnym strzyknięciem zadek z wysiedzianego miejsca, dość chwiejnie podnosząc się do pionu, by rozprostować zesztywniałe kości. Z zaciekawieniem rozejrzała się po oświetlonym słabym światłem świecy pomieszczeniu i dźgnęła dłonią jakąś figurkę stojącą w centrum czegoś, co chyba było jakimś domowym ołtarzem. Bezmyślnie przesunęła po niej palcem, usiłując rozpoznać, co ona w ogóle przedstawia – nie odnajdywała się zbytnio w tych wszystkich religijnych klimatach, rodzice wychowywali ją raczej w duchu agnostycyzmu, dlatego też nie potrafiła rozpoznać tutaj żadnego z symboli. Szczerze mówiąc, to samej Inoyu też nie mogła za cholerę rozszyfrować – uważała się za kogoś raczej spostrzegawczego i całkiem inteligentnego - a przynajmniej taki pogląd o sobie wpoiło jej towarzystwo członków swojej przemądrzałej rodzinki. Była więc cholernie zirytowana faktem, że osoba Yamanaki nie mówiła jej praktycznie nic; najpierw znalazła ją w jakiejś obskurnej budzie i musiała z nią walczyć o każdego najdrobniejszego drobniaka, a teraz wprowadziła ją do odpicowanej rezydencji i napoiła skołowaną Shikatsu herbatą, która na pewno nie była trzeciej jakości. Bogaci hipisi? Żyją ponad stan? Głowa ją od tego wszystkiego rozbolała – stwierdziła więc rozsądnie, że w takim razie po prostu będzie miała to gdzieś. Nie jej problem, nie będzie się męczyć.
Dosłownie w tym samym momencie w drzwiach prowadzących do jakiegoś sąsiadującego pomieszczenia pojawiła się Inoyu, która dosłownie moment wcześnie grzecznie poinformowała swojego niesfornego gościa o tym, że ma niczego nie tykać. Shikatsu, właśnie wykonująca czynności zupełnie inne niż te, które otrzymała w instrukcji, zamarła tam gdzie stała z idiotycznym wyrazem twarzy. Pod czujnym okiem dziewczyny grzecznie odłożyła na miejsce te relikwia, starając się wyglądać przy tym jak najbardziej nonszalancko, ale miała wrażenie, że oblewa ją zimny pot – boże, oby nie spalili jej za to na stosie.
- Masz jakieś trzecie oko czy coś?! Przecież nic nie robię..! - momentalnie przestało jej się chcieć spać, podniosła więc głos z całą swoją pretensją, ciężko lądując zadem na poprzednio zajmowane miejsce. Posłusznie jednak zdecydowała już nawet nie próbować dotykać niczego z sekciarskiej kolekcji państwa Yamanaków – i tak już nadużywała gościnności albinoski. Powracającą na swoje siedzisko Inoyu obdarzyła spojrzeniem pełnym wyrzutu, czując się jak jakiś winowajca, ale tym razem zadecydowała, że rączki będzie trzymała przy sobie. Chciała mimo wszystko mieć święty spokój, iść spać i jutro pomartwić się co będzie dalej.
…A ten nieszczęsny święty spokój, jak to zwykle bywa, nie mógł być jej dany. Inoyu, najwyraźniej niestrudzona, dalej ciągnęła tak niewygodny dla Nary temat, jakim był powód jej niezapowiedzianej wizyty. Westchnęła ciężko, gdy temat ich rozmowy z gadki szmatki przeszedł na poważniejsze tony – sama nie do końca odnajdywała się w tej sytuacji.
- No kasa. – wręcz zjeżyła się, gdy Inoyu wytknęła jej to, że nagłe ocieplanie kontaktów między ich rodzinami jest wywołane czymś tak prozaicznym, jak utrata pieniążków – jakby to była jej wina! - …Jakbym miała wybór, to wolałabym być w domu, okej? Jeśli ojciec przysłał mnie tutaj, to najwyraźniej ufa wujkowi. Nie mieszaj mnie w to. Chryste, cholerny tydzień, to nie miało tak wyglądać...

Na propozycję Inoyu, by w jej lepkie łapki złożyć sekretną korespondencję ich rodziców, obruszyła się natychmiast, by klepnąć ją własną dłonią w jej wyciągniętą rękę, równocześnie ponownie wsuwając ojcowski zwój za pazuchę. Niezbyt widziało jej się zwierzanie z tego, jak koszmarnie malowała się aktualnie ich sytuacja finansowa.
- Ta, żebyś to wywaliła do śmieci? Niedoczekanie. Do rąk własnych to do rąk własnych. – zawiesiła butne spojrzenie na jej czerwonych ślepiach, marszcząc brwi. No już leci cokolwiek jej dawać.
Polecenie od ojca było jasne – doręczyć list wujkowi; czy to miało znaczyć, że utknęła w tym pieprzonym Soso przez kolejne siedem dni w towarzystwie Inoyu, która najwyraźniej niekoniecznie chciała mieć jakiekolwiek towarzystwo? Nie to, by dla niej samej spędzanie czasu z obrażoną albinoską było wymarzoną formą spędzania czasu. No pięknie, układ idealny
.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 29
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 10 lip 2018, o 21:51

Widok zmęczonej, wręcz pokładającej się bezczelnie po okolicznych meblach Shikatsu wywoływał u niezbyt empatycznej przedstawicielki klanu Yamanaka tylko i wyłącznie najszczersze rozdrażnienie. Nie była w stanie jej współczuć. Tak naprawdę, to aktualnie zrobiłaby wszystko, by po prostu pozbyć się jej topornego, zniszczonego niedospaniem cielska z własnego pola widzenia. Nieważne, czy miałaby to uzyskać przez wyciągnięcie jej za szmaty za drzwi, czy naciągnięcie na jej twarz kołdry i zamknięcie w drugim pokoju aż do jutra. Nie mogła jednak jednoznacznie stwierdzić, że źródłem tych wszystkich jakże negatywnych uczuć jest coś tak prozaicznego jak brak sympatii do jej osoby. Nie wiedziała, czy jej nie lubi. Ale to też nie jest tak, że ją lubi. Z drugiej strony – czy można lubić osobę, którą widziało się zaledwie kilka razy, gdy jeszcze było ci dość wszystko jedno, z kim posadzili cię w tym momencie rodzice? Niejasność ich relacji sprawiała, że, cholera jasna, nie wiedziała, jak właściwie powinna się przy niej zachowywać. Niczego na tym smutnym padole rozpaczy Inoyu nienawidziła tak bardzo jak braku kontroli. Tym bardziej, że, póki co, zupełnie nic nie szło zgodnie z ułożonym przez nią planem, a Shikatsu nie zachowywała się tak, jak albinoska chciałaby, by się zachowywała.
Wbiła paznokcie we wnętrze własnych dłoni, starając się tłumić narastającą frustrację. Doskonale wiedziała, że jakiekolwiek wybuchy złości w żaden sposób nie wchodzą teraz w grę, chociaż była aż zbyt świadoma, że to tylko opóźnianie czegoś, co zapewne i tak niedługo nadejdzie. Chyba, że da sobie z tym wszystkim spokój i pójdzie spać. Tak byłoby najlepiej.
- O nie, czyli aż tak mi nie ufasz? Póki co, to ty ciągle dajesz mi powody, by zacząć cię podejrzewać. Miałaś się nie ruszać, PRAWDA? – niewątpliwie śpiewny i melodyjny głos Inoyu załamał się na krótki moment wraz z ostatnim zdaniem, by momentalnie wejść na mniej przyjemne dla ucha rejestry. Uniosła brwi ku górze znacząco. - Ledwo cię znam. Ty potrzebujesz kasy. – kontynuowała swój monolog z zaangażowaniem ocierającym się delikatnie o obłęd i dość niezdrową zapalczywość, insynuując tym samym biednej Shikatsu, że właśnie w tym momencie połączyła już wszystkie punkciki i przejrzała ją na wylot. Zaparła się rękami o blat stołu, podnosząc się lekko z tatami, by podeprzeć się łokciami i nachylić machinalnie w jej stronę.
- Czego tam szukałaś? Chcesz nas okraść? Czy aby na pewno przekazanie tego durnego liściku jest twoim głównym celem? - cóż, podejrzenia albinoski nie były aż tak bezpodstawne, jak mogłyby się wydawać; pomimo tego, że chram mógłby się rozpadać w najlepsze, wszelki asortyment niezbędny do stworzenia domowego ołtarzyka kosztował krocie. Cały majątek. Dosłownie.
Zacisnęła palce na drażniącym skórę materiale, by rozluźnić delikatnie wiązanie i odciągnąć je od swojej szyi, pozwalając mu miękko opaść na jej niezbyt szerokich ramionach. Cały dzień była zmuszona do wyglądania na idealnie wyprasowaną, więc każde, nawet niezbyt inwazyjne otarcie tkaniny sprawiało, że brała ją jeszcze większa kurwica.
- Nie ryzykowałabym znajomości swojego ojca. Masz moje słowo, do jasnej cholery, że mu to przekażę. Poza tym – z momentem, gdy Shika zdecydowała się na tak karygodny czyn jak plaśnięcie dłoni Yamanaki jej własną, skrzywiła się z wyraźnym oburzeniem, by spróbować niezbyt skutecznie się zrewanżować i niemal natychmiast się z tego wycofać, widząc, że jej ręka, niestety, jest już zbyt daleko - jesteś pewna, że chcesz tu gnić ponad tydzień? Weź pod uwagę, że nie zostawię cię tutaj sam-… - zapowietrzyła się. Umilkła, nieruchomiejąc na krótki moment. Przecież nie są tutaj same. Od początku nie były. - …BEZE MNIE. W sensie, że pod moją nieobecność. Przychodzę tutaj tylko na noc. – doprecyzowała dość pokracznie, wzruszając przy tym lekko ramionami. Nie czuła potrzeby, by jej cokolwiek więcej na ten temat wyjaśniać, ale jednocześnie nie chciała się niepotrzebnie narażać na gniew przedwiecznych. Pewnie poczuliby się pominięci, a tego nie chcemy.
Podświadomie czuła coraz większy dyskomfort wraz z momentem, gdy Shikatsu zaczynała się jakoś dziwnie ekscytować i podburzać; jej zdecydowanie zbyt zuchwałe spojrzenie, które wymierzyła prosto w ślepia Inoyu zmusiło Yamanakę do niezręcznej ucieczki wzrokiem gdzieś w bok. Kontakt wzrokowy zawsze nagle stawał się jej słabym punktem, gdy rozmówca nabierał pewności siebie; nie oczekiwała tak żywej reakcji od półprzytomnej brunetki, która miała nie podejmować żadnej walki i posłusznie dać się stąd wyprowadzić. Irytujący brak kontroli. Równie irytująca Shikatsu.
- M-Musisz być głodna. Tylko nie wybrzydzaj, bo cię stąd wyrzucę już teraz. – podsunęła od niechcenia w jej stronę bambusową deseczkę, na której ułożyła dzisiaj rano dość niedbale niezbyt świeże mochi z pastą z czerwonej fasoli. Zacisnęła usta w ciasną linię.
Ostatnio edytowano 11 lip 2018, o 16:55 przez Inoyū, łącznie edytowano 1 raz
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 11 lip 2018, o 15:22

Szczerze mówiąc, insynuując Narze niecne zamiary, Inoyu zrobiła jej pewną przysługę. Głupia! Nawet nie przeszło jej przez myśl, że mogła subtelnie podfikać im jakieś srebra rodowe, a potem opylić je gdzieś na jakimś ryneczku. Shikatsu była wręcz zirytowana faktem, że sama o tym nie pomyślała wcześniej – w końcu to mógłby być całkiem niezły biznes, nawet jeśli mogłoby to odrobinę popsuć przyjacielskie relacje między rodzinami obu kunoichi. Przez moment przeprowadziła w myślach mały rachunek zysków i strat, które mogłaby jej przynieść taka operacja – doszła jednak do wniosku, że próba obrobienia domostwa jakiegoś zaufanego kolegi swoich rodziców mogłaby być trochę niegrzeczna. W dodatku jej gospodyni, jak mogła się tylko domyślać, wiedząc czym para się jej ojciec, prawdopodobnie była wyszkolona bojowo w jakimś tam stopniu, bóg jeden raczy więc wiedzieć, kto z takiego starcia (zakładając, że zostałaby na tym złapana), wyszedłby zwycięstwo. No, oczywiście, fajnie byłoby mieć gdzie spać i jeść za frajer, a próba kradzieży mogłaby nie dość, że się nie udać, to jeszcze nie wiadomo, ile mogłaby z tych rupieci wyciągnąć. Dzięki tej genialnej i szybkiej analizie doszła więc do wniosku, że może jednak odpuści sobie jakieś występki. Na razie. Jak Inoyu dalej będzie ją tak wkurzać, to najwyżej zmieni zdanie.
Wysłuchała więc z miną niewiniątka tych zarzutów, które Inoyu właśnie skierowała w jej stronę, oburzona zarówno tym, że ta może podejrzewać ją o takie plany, jak i tym, że sama na to nie wpadła. Dziewczyną najwyraźniej targało wiele emocji – trudno było jej się właściwie dziwić, ale Shikatsu głównie zazdrościła jej energii, której ona sama by potrzebowała, by się czymkolwiek tak przejąć.
- Słuchaj, Inoyu, litości. Nawet nie sądzę, by ktoś chciał kupić te wasze rupiecie. – podniosła dłonie przed sobą w pojednawczym geście, dopiero po chwili łapiąc się na tym, że sugerując jej, że jej pierdoły są bezwartościowe, właśnie mogła zacząć kopać sobie grób – Nie szukam problemów, uwierz mi. Nawet nie miałabym gdzie tego schować, litości. Przeszukaj mnie, jak chcesz.
Choć na ostatnie zdanie wyszczerzyła zęby wyzywająco, to raczej starała się mówić spokojnie i brzmieć jak najbardziej racjonalnie – zdecydowanie ułatwiało jej to zmęczenie, przez której jej głos był jeszcze bardziej monotonny niż kiedykolwiek. Dobrze, że Inoyu nie miała (jeszcze hehe) wglądu do jej głowy – wtedy ta próba łagodzenia napięcia raczej by się nie powiodła. Cierpliwie więc pozwoliła Inoyu wyrzucić z siebie ten potok słów, obserwując ją dość mętnie – właściwie, to jej słowa trochę do niej nie docierały. Z wycieńczenia czuła się trochę, jakby oglądała ją przez szybę, która tłumi częściowo dźwięki. Inoyu była w sumie całkiem niebrzydka, tym bardziej, gdy była wściekła – kontrastowało to z jej rozmytą urodą albinoski; szczerze mówiąc, to spodziewała się po niej bardziej eterycznej maniery bycia. Ikra dziewczyny była miłym zaskoczeniem. Dopiero na wzmiankę o tym, co właściwie powinny teraz zrobić, na nowo skupiła uwagę na tym, co mówi, a nie na tym, w jaki sposób mówi. Poruszyła się niespokojnie, trochę skrępowana – liczyła na to, że Inoyu nie zauważyła tego, że przez ostatni dłuższy moment wgapiała się w nią bezmyślnie.
- Nie będę ci przeszkadzać, umiem się zająć sobą. Nawet nie zauważysz, że tu jestem – wzruszyła ramionami, rozcierając dłonią kark. Nawet nie wzięła pod uwagę opcji, że miałaby pakować manatki i ponownie pokonać drogę do Midori. Siedzenie z nią w chramie i zbijanie bąków wydawało się, szczerze mówiąc, całkiem przyjemną formą spędzania nadmiaru wolnego czasu – ba, prawie jak małe wakacje. Wręcz podekscytowała się na samą myśl, że mogłaby siedzieć całymi dniami na jakichś omszałych schodkach i kontemplować tutejszą naturę – żadnego ojca czy matki, którzy kazaliby jej robić idiotyczne okrążenia wokół domu w ramach jakiegoś bzdurnego treningu.
Gdy Inoyu, nagle zmieniając ton na mniej wojowniczy, podsunęła jej niby od niechcenia ten drobny poczęstunek, miała szczerze mówiąc wrażenie, że łzy napłynęły jej do oczu. Szczerze mówiąc podczas drogi nie mogła pozwolić sobie na jakieś luksusowe wyżywienie – handlarze przy najczęściej uczęszczanych traktach brali sobie za cel zedrzeć jak najwięcej z głodnych wędrowców, którzy, przemierzając duże dystanse, zapłacą każdą sumę, by chociaż się posilić. Praktycznie rzuciła się więc na to biedne podeschnięte mochi, zapychając się nim w milczeniu z takim pośpiechem, jakby bała się, że Yamanaka zaraz jej je zabierze. Przysłoniła usta dłonią, usiłując przełknąć trochę zbyt duże kawałki, które przed chwilą w siebie wcisnęła, by przenieść ostrożne spojrzenie na czerwone ślepia albinoski.
- …Dziękuję. – boże, jak żałośnie – Z nieba mi spadłaś.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 29
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 11 lip 2018, o 19:33

Przysługę? Czy Shikatsu serio mogłaby uznać to za przysługę? W takim razie dość psia ta przysługa.
Co z tego, że mogłaby podsunąć jej pomysł ukradkowego pochowania po kieszeniach kosztowności, skoro to i tak już nie jest opcją, bo zostało wypowiedziane na głos? Nawet, jeżeli w tej – względnie rozumnej, nie ujmując jej inteligencji – łepetynie przypadkiem zrodziła się myśl, by dokonać tak obrzydliwego czynu jak kradzież w domu własnych znajomych, to Yamanaka właściwie byłaby i tak już zabezpieczona; w końcu od samego początku nie ufa dziewczynie na tyle, by zostawić ją chociaż na chwilę samą. Czy w momencie, gdy tak demonstracyjnie podkreśliła swoją nieufność względem niej, grabież byłaby jeszcze w ogóle jakąś opcją czy zwyczajną głupotą? Pytanie retoryczne.

Całe szczęście, że po chwili umysłowych przepychanek i pogłębionej analizy zastałej sytuacji godnej przeciętnego członka klanu Nara, jakże wzorowa dedukcja doprowadziła Shikatsu, pomimo dość wyboistej i pełnej niespodziewanych zakrętów drogi, którą musiał pokonać jej tok myślowy, ostatecznie do całkiem właściwych wniosków, a mianowicie – okradnięcie rodzinnego domu Yamanaków z tego rządku średniej urody, ale i obrzydliwie drogich figurek, świeczek i innych pierdów sprawiłoby, że relacje między ich rodzinami nie byłyby najlepsze. Brawo, Shika. Prawdziwy z ciebie strateg.
- Ha. Zdziwiłabyś się, ile te – odkaszlnęła kilkakrotnie – "rupiecie" – ostentacyjnie nakreśliła palcami w powietrzu nieistniejący cudzysłów, by zaznaczyć, jak to bardzo nie podoba jej się słowo, którego użyła brunetka, opisując jej rodowe dziedzictwo – mogą być warte. Pewnie na oczy nigdy nie widziałaś takiej sumy. – czy fakt, że do jej rodzinki również jakoś szczególnie nie kleją się pieniądze powstrzyma ją przed bezwstydnym opieprzaniem bogu ducha winnej Shikatsu? Bynajmniej. – Żałosne. Zajmijcie się w końcu pracą. – zmrużyła ślepia, pobieżnie omiatając całą jej sylwetkę protekcjonalnym spojrzeniem. Nie to, żeby – oprócz tych paru dni w tygodniu przeznaczonych na wykonywanie średnio angażujących czynności w pobliżu świątyni – ona sama często łapała się na prokrastynacji i egzystowaniu sobie wesoło jako pasożyt. Zdecydowanie zbyt często niż pozwala jej na to sytuacja finansowa.
Wykonała dość spory wdech, chcąc jeszcze coś dopowiedzieć, jednak zatrzymała się w połowie niemal bezgłośnego dźwięku, który wydobył się z jej ust; przez jakiś czas Shikatsu wydawała się podejrzanie nieobecna. Zmarszczyła lekko brwi, w odwecie również lokując wzrok na jej pozbawionych jakiejkolwiek refleksji oczach. Rozważała przez moment pomachanie jej przed twarzą własną dłonią, by jakkolwiek ją wybudzić z tej dziwnej hibernacji, ale powstrzymały ją te dziwne drgawki, które momentalnie zaczęły przechodzić przez całe ciało dziewczyny. Uznała, że nie będzie tego komentować. Może jest na coś chora? A to niby mało chorób jest na świecie? Nie będzie jej oceniać.
- Być może. – odbąknęła lakonicznie w odpowiedzi na posądzenie jej o niebiańskie, wręcz boskie pochodzenie. Skoro dziewczyna tak sobie ubzdurała, to nie będzie jej wyprowadzać z błędu, bo niby po co? W żadnym wypadku nie przeszkadza jej nazywanie siebie bliżej nieokreślonym, nadnaturalnym stworzeniem niebios. Inoyu była całkiem tolerancyjna w tej kwestii, w końcu każdy może wierzyć w co mu się podoba. Może powinna założyć jakąś oficjalną sektę pod swoim wezwaniem? Nadawałaby się do tego doskonale.
Początkowo nie miała zamiaru kontynuować tego wątku, ale, standardowo, coś w środeczku zmuszało ją do wysyczenia na zewnątrz całej nagromadzonej złości.

Chyba kiepsko cię karmią w domu. Wiesz, jednak trochę mi ciebie żal. – podparła ciężką od całodniowego zmęczenia głowę na dłoni, wolną ręką sięgając po ostatnie mochi, które jeszcze się ostało jakimś cudem na stole i nie zostało pochłonięte przez umierającą z głodu Narę. Pośpiesznie odgryzła niewielki kęs i roztkliwiając się przez krótki moment nad kleistą konsystencją i lekko słodkim, fasolowym smakiem, zmierzyła swoją towarzyszkę z nikłym cieniem zaciekawienia. Nigdy nie zwracała za bardzo uwagi na jej fizyczność i dokładnie tak samo było teraz, gdy obie już za chwilę miały stać się dorosłymi osobnikami z całym pakietem dorosłych obowiązków. Zastanowiła się przez moment, czym musieli ją karmić w tym odległym Midori, że tak nagle wystrzeliła do góry; może tylko jej się wydawało, że kiedyś ta irytująca Nara była od niej o dobre kilka centymetrów niższa? Nie mogła jednoznacznie tego rozstrzygnąć.
Przebywając całe dnie praktycznie w jednej lokacji bez jakichś bardziej intensywnych znajomości nie odczuwała w dotkliwy sposób upływu czasu. Nie zauważała na twarzach swoich rodziców pojawiających się zmarszczek. Nie dostrzegła tego, że jej własna facjata powoli pozbywa się już tego dziecięcego tłuszczu, który zazwyczaj gromadzi się w ich policzkach, czyniąc je dzięki temu słodkimi, grubymi bobasami. W takim razie być może właśnie dlatego, że nie widziała jej całe wieki, zwróciła uwagę na to, jak bardzo wyostrzyły się rysy twarzy jej koleżaneczki? Zebrała wprawnym ruchem długie kudły w ciasny kok, pozostawiając nieliczne kosmyki tuż przy samej twarzy.
- Nie myśl jednak, że pozwolę ci na zagraniczne wczasiki za friko. – upewniła się, że prowizoryczne upięcie jest na tyle stabilne, by dać radę przytrzymać w górze chociaż na chwilę jej gęste włosie - Postanowiłam, że okażę ci swoją dobroduszność i już jutro z samiutkiego rana zaprowadzę cię do centrum, weźmiesz tam jakieś – wykrzywiła kącik ust w lekkim uśmiechu, zerkając na nią dość krytycznie – niezbyt wymagające zlecenie i będziesz się w ten sposób spłacać. Prawda, że genialne? Nie musisz mi dziękować. Lubię po prostu – ot tak, hobbystycznie - od czasu do czasu udzielać się społecznie i aktywizować margines społeczny. - zaplotła ręce na klatce piersiowej, prostując grzbiet z dumą. Postanowione. Nawet nie brała pod uwagę, że, być może, Shikatsu mogłaby mieć inne plany. - Dzięki mnie wyjdziecie na prostą.
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 12 lip 2018, o 15:14

- Tak, głupia, dalej mi podsuwaj pomysły. Jak dalej będziesz o tym tyle gadać, to serio zacznę wynosić za pazuchą te wasze skarby. - przewróciła oczami ostentacyjnie na to stroszenie się rozmówczyni. Obsesja Inoyu odnośnie jej niecnych zamiarów zaczynała jej powoli działać już na nerwy - zazwyczaj uważała siebie za osobę niezmiernie wyrozumiałą i opanowaną, niedospanie i obolałe członki sprawiały jednak, że pokłady jej cierpliwości zaczynały się stopniowo wyczerpywać. Jednak zamiast ciągnąć tą męczącą pyskówkę zdecydowała się zająć pakowaniem w siebie ostatniego z mochi, które zagarnęła dla siebie, oddając się konsumpcji z całym zaangażowaniem. Inoyu nie wyglądała na kogoś, kto kiedykolwiek parał się jakąkolwiek cięższą pracą fizyczną lub dłuższym ruchem, nie chciało jej się nawet z nią dyskutować o tym, że w domu owszem, żywią ją aż za dobrze, ale każdy po przelezieniu pierdyliarda prowincji ma prawo czuć się trochę… niedokarmiony. Oblizała z palców pozostałości ryżowej mąki ukradkowo, żałując właściwie, że tak szybko pochłonęła ten skromny posiłek – właściwie nadal czuła się w sumie nienażarta. Zerknęła zazdrośnie kątem oka na Yamanakę i ostatnią kluskę, która właśnie pokonała drogę do ust dziewczyny, by przenieść wreszcie spojrzenie na jej twarz i dostrzec, że i ona ze zdystansowanym zainteresowaniem obserwowała właśnie każdy jej ruch. Przez chwilę przyglądała się w milczeniu jej czerwonym ślepiom, by w końcu odkaszlnąć w dłoń z cieniem skrępowania, jako pierwsza przerywając ten dziwny kontakt wzrokowy. Cóż, trudno się jej dziwić – i Shikatsu wykorzystywała każdy moment na to, by porównać praktycznie obcą osobę przed sobą z dzieciakiem, z którym kiedyś bawiła się w chowanego i inne dziecięce bzdurki.
- Nawet na to nie liczę, nie chcę ci zawracać głowy – odgarnęła splątane kosmyki swoich kudłów za ucho, by przetrzeć opuchniętą twarz swoją chłodną dłonią. Nie miała właściwie nic przeciwko temu, że Inoyu bierze na siebie planowanie jej najbliższych dni - co prawda niezbyt była zadowolona z tego, że musi zasuwać i zarabiać jakieś grosiki w obcej prowincji, ale zakładała, że taka forma zajęcia gościa odciąży trochę albinoskę i dzięki temu będzie mogła spędzać tu spokojnie wieczory, bez gospodyni dyszącej jej nad karkiem i pilnującego każdego jej kroku. Całkiem podobał jej się ten ich wewnętrzny ogródek – nie mogła się właściwie doczekać, aż będzie mogła w nim sobie posiedzieć i nic nie robić.
- No niezmiernie ci jestem wdzięczna. – wykrzywiła zęby w niezbyt przyjaznym uśmiechu, wysłuchując tych mądrości albinoski odnośnie misji, jaką sobie obrała, resocjalizując młodą Narę. Margines społeczny, dobre sobie! Jakby wujostwo tutaj byli, to nie pozwoliliby swojej wrednej córeczce na takie traktowanie szanownego gościa. – Ale bardzo mi miło, że chcesz mnie tu oprowadzać. Macie tu coś jeszcze oprócz tej waszej rudery w lesie w tym Soso? Wszystko tu się tak rozpada?
Chciała być zaczepna, ale połowę ostatniego jej jakże wyzywającego pytania zaburzyło przeciągłe ziewnięcie, którego nie udało jej się w żaden sposób zamaskować. Temat wyczerpany, ustalone, dzisiaj spanie, a jutro się zobaczy. Dalsze przepychanki z albinoską były już tylko stratą cennej energii, a tej nie pozostało jej za dużo – osunęła się więc do tyłu, podpierając o zgiętych łokciach w pozycji półleżącej, by przetrzeć ślepia, czując, że coraz trudniej jest jej nadążać za potokiem słów Inoyu.
- …Śpię tam? – zerknęła pytająco na drzwi za którymi zniknęła wcześniej dziewczyna. Miała nadzieję, że to nie jest jakiś schowek na miotły.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 29
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 12 lip 2018, o 19:37

- W takim razie spróbuj. Zobaczymy, jak daleko je wyniesiesz. – coraz mniej tłumione zniecierpliwienie dziewczyny tylko podsycało ją jeszcze bardziej do bezcelowego kontynuowania tych infantylnych pyskówek. Niezależnie od drążonego - często aż do zmęczenia materiału - tematu, zawsze, absolutnie zawsze musiała mieć ostatnie zdanie. Za wszelką cenę nie mogła dopuścić do tego, by Shikatsu w ogóle miała chociaż nikłą szansę, by móc poczuć nad nią wyższość; nie mogła nic przeoczyć. Nawet, gdy obie z całą pewnością chciały tę stanowczo zbyt przedłużającą się konwersację zakończyć.
Upewniwszy się, że w czarce nie ostała się chociażby kropla herbaty, podniosła się gwałtownie z miejsca, by przemieścić się szybkim krokiem w stronę drzwi, nieznacznie je rozsuwając.

- Jutro będziesz miała szansę sprawdzić stan tutejszej architektury, nie martw się o to. Na wszystko przyjdzie czas. – burknęła z przekąsem i, w żadnym razie nie myśląc nawet o poinformowaniu Shikatsu o istnieniu jakichkolwiek innych współmieszkańców, zagoniła kilka kotów do środka, przy okazji brzęcząc pod ich adresem słowotok słodziutkich niczym lukier czułostek. Kiedy już wszystkie Puszki, Kłębuszki i Fafiki rozlazły się we wszystkich możliwych kierunkach, ich kochana właścicielka chwyciła losową kulę futra pod pachę, drugą dłoń zajmując jedną z powoli gasnących już świeczek.
Tuż po dość wymownym pytaniu Shikatsu, które jednoznacznie oznaczało koniec tego przemiłego posiedzenia, skinęła leniwie głową w stronę sąsiadującego pomieszczenia, potwierdzając tym samym wcześniejsze przypuszczenia dziewczyny.

- Ta. - zaczęła niezbyt sympatycznie, w końcu uznając, że grzeczniej byłoby jednak rozwinąć nieco myśl - Dobranoc. Jak coś, to jestem obok. - postawiła dzierżone przez siebie zwierzę na własnym posłaniu, po czym ułożyła ostrożnie świeczkę na niewielkiej półeczce. Zatrzymała się jeszcze przez chwilę w progu swojego pokoju, zerkając na nią półprzytomnym, niemal niewidzącym spojrzeniem; cholera, ledwo utrzymywała się na nogach, a jeszcze musi wydać jej tyle komend!
- Nie rób niczego dziwnego. Bo umrzesz. – wycedziła oschle, przytakując sama do siebie zupełnie tak, jakby po prostu odhaczyła jedną z formalności, o których miała koniecznie poinformować Narę. Zauważając wreszcie błyskotliwie, że koleżanka Shikatsu zaczyna dogorywać i praktycznie nie ma już z nią żadnego kontaktu, schowała się do swojego pokoju, zasuwając za sobą szczelnie drzwi. - A, i położyłam ci tam piżamkę. Przebierz się w nią, śmierdzisz. – stłumiony głos gdzieś zza ścian zdecydował się przypomnieć brunetce o konieczności ubrania się w mamine szaty, które litościwie przygotowała jej wcześniej Inoyu.
Yamanaka, niestety, nie miała już energii na wykonywanie żadnych bardziej twórczych czynności niż wieczorna toaleta i pośpiesznie narzucenie na swoje obolałe ciało jedwabnego, białego kimona, które zwykła przywdziewać na siebie nocną porą. Zasłoniła z jednej strony płomień dłonią, gasząc go szybkim dmuchnięciem.

Wgramoliła się dość niezgrabnie pod ciepłą pierzynkę, niemal natychmiast pozwalając odpocząć swoim zmęczonym ślepiom. Brak ognia bynajmniej nie sprawił, że w pomieszczeniu nastała całkowita ciemność; księżyc świecił jasno, oświetlając chorobliwie bladą twarz Yamanaki chłodnym blaskiem. Zamknęła oczy jeszcze ciaśniej, naiwnie licząc na to, że dzięki temu sen nadejdzie wcześniej.
W końcu nadszedł.
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Re: Dom Inoyū

Postprzez Shikatsu » 12 lip 2018, o 21:02

Inoyu chyba zrozumiała tą subtelną sugestię, że czas zakończyć tę romantyczną posiadówkę przy blasku świec - Shikatsu obserwowała spod zmrużonych powiek, które nagle wydawały się jej być cholernie ciężkie, jak zaczyna stopniowo ogarniać ich najbliższe otoczenie przed nocnym spoczynkiem. Dopiła ostatni łyk swojego zimnego już naparu, właściwie nawet sama nie zauważając momentu, gdy po pomieszczeniu zaczęła pałętać się mała gromadka futrzanych lokatorów domostwa. Bezmyślnie przesunęła dłonią po grzbiecie jednego z kocurów, który, uprzednio obwąchując niezbyt świeżą Shikatsu z typowo kocim zdystansowanym zainteresowaniem, bezpardonowo przeszedł po wyciągniętych przed siebie nogach Nary, kierując się w sobie tylko znanym kierunku. Shikatsu uśmiechnęła się pod nosem niemrawo, odprowadzając go wzrokiem. Lubiła koty, a szczególnie to, że większość czasu są mało mobilnie – nie miała cierpliwości do wszelakich futrzaków, które wymagały zbyt dużo uwagi.
Gdy Inoyu zniknęła w końcu w innym pomieszczeniu, a światło świecy, które docierało tu zza szpary w przesuwanych drzwiach, wreszcie zgasło, podniosła się w końcu niezgrabnie, zgarniając pod pachę walającą się po podłodze kurtkę. Na zarzut o nieprzyjemnej woni, którą rzekomo miała roztaczać, na początku się obruszyła – potem jednak podniosła kawałek materiału swoich ubrań bliżej swojej twarzy i powąchała ukradkiem. Cóż, śmierdzieć to może za duże słowo, ale nie była najświeższa, to fakt. Jutro będzie musiała to jakoś przeprać. Zamiast się dalej kłócić, co mogłoby dalej oddalać ten piękny moment walnięcia głowy o miękką poduszkę, zebrała więc manatki i, gasząc wszystkie pozostałe świece oprócz jednej, ruszyła w stronę swojej tymczasowej sypialni.
- Inoyu? – zatrzymała się w progu, by zerknąć za siebie na miejsce, gdzie zniknęła Yamanaka. Z jej pokoju nie słychać było nic – albinoska pewnie już spała. Uśmiechnęła się więc dość miękko, pozwalając grubemu kocurowi prześlizgnąć się między swoimi nogami i w końcu zasuwając za sobą drzwi. - …Dzięki wielkie. Śpij dobrze.


Obrazek
Shikatsu nie była do końca pewna gdzie się znajduje – nad nią obcy sufit, wokół niej obca pościel, na niej obca piżama, a tuż przed jej twarzą jakiś rozwrzeszczany, tłusty kot, który najwyraźniej był powodem tej jej wczesnej pobudki. Na początku starała się go ignorować – nienawidziła wstawać wcześnie, tym bardziej, gdy właściwie nie miała po co. Zakryła więc głowę kołdrą, usiłując tak stłumić te donośne miauczenie. Zwierzak jednak pozostawał niewzruszony na te rozpaczliwe próby przeczekania przez dziewczynę kociej rozpaczy – zaczął się tym bardziej drzeć wniebogłosy, ostrymi pazurami szorując w wykonane z delikatnego materiału drzwi.
- …Już, cicho bądź, cholera, wyłaź, już, cicho… - wycharczała, nadal czując resztki snu na gardle i powiekach i na oślep podniosła się do pozycji półleżącej. Drzwi przesunęła na tyle, by ta bestia mogła się wreszcie wydostać na upragnioną wolność. Kot, który masą chyba dorównywał średniemu psu, zwinnie prześlizgnął się przez tak powstałe przejście, zostawiając dziewczynę samą w pomieszczeniu, które teraz skąpane było w ostrym, porannym światle. Przysłoniła więc ślepia rękawem, próbując się jeszcze zmusić do zaśnięcia - spanie do południa było w końcu jednym z jej ulubionych form spędzania czasu, wygrywały z tym chyba tylko popołudniowe drzemki. Sen jednak, jak na złość, nie przychodził.
Wygrzebała się więc z pościeli niechętnie, rozglądając się bezmyślnie po pokoju w którym się znajdowała – nie miała wcześniej okazji się tu rozejrzeć. Gościnna sypialnia była skromna i dość mała, ale bardzo schludna; pewnie musiałaby się postarać, by znaleźć tu chociaż odrobinę kurzu. Dość nieprzytomnie dotknęła dłonią miękkiego materiału ubrania, które miała teraz na sobie – wczoraj była już tak nieprzytomna, że nawet nie zarejestrowała, że wciągnęła na siebie jakąś śmieszną dwuczęściową piżamkę o kroju krótkiej yukaty w pastelowym kolorze, którą Inoyu zostawiła jej tu wraz z posłaniem. Boże, było jej tak wygodnie – sen to jednak magiczne lekarstwo na wszelkie zło.

Związała swoje niezbyt czyste włosy w niedbałą kitkę, tak jak miał w nawyku jej ojciec, by w końcu nieśmiało wymaszerować z pokoju, przenosząc się tam, gdzie wczoraj miała przyjemność prowadzić jakże sympatyczną rozmowę z Inoyu. Ta chyba nadal spała – nie wyglądała na taką, co zrywa się skoro świt. Korzystając z tego, że podejrzała wczoraj u dziewczyny, gdzie trzymają to, co potrzebne do przyrządzenia herbaty, zaczęła gotować tyle wody, ile potrzeba dla dwóch osób, wolną dłonią gładząc po grzbiecie burego kota, który najwyraźniej pozałatwiał już swoje kocie sprawy. Zapowiadał się długi, słoneczny dzień.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 29
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:47
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG: 1756825
Multikonta: -

Re: Dom Inoyū

Postprzez Inoyū » 12 lip 2018, o 22:46

Inoyu raczej nie należała do tego – całkiem prawdopodobnie bardziej zadowolonego ze swojego życia niż marudna Yamanaka – grona osób, które z radością witają nowy dzień. Nieśmiało przebijające się przez przysłonięte półprzezroczystym materiałem okno pierwsze promienie porannego słońca zwykle padały – czyżby na złość? – prosto na okraszone osobliwie białymi rzęsami powieki albinosa. Podobno niektórzy potrafią czerpać z tego przyjemność. Podobno niektórych to orzeźwia i inspiruje do tego, by jak najlepiej wykorzystać nowy dzień. Podobno takich osób jest całkiem sporo.
W takim razie czemu znowu nie padło na nią?Sen Inoyu był czujny. Nie potrzebowała zbyt wielu bodźców, by wszystkie zmysły - łącznie z tym szóstym - momentalnie się wyostrzyły, a umysł pozbył się sennego zamroczenia. Sensoryzm, owszem, posiadał sporo niezwykle istotnych zalet, ale nie brakowało mu również kilku wyjątkowo upierdliwych wad, o czym już za chwilę miała się dość dotkliwie przekonać.
…Tymczasem jednak odwróciła się nieśpiesznie na lewy boczek, wystawiając zmaltretowane wielogodzinnym ślęczeniem w zgarbionej pozycji plecy w stronę coraz mocniej grzejących promieni, pozwalając im pozostawiać na skórze rozkoszne ciepło. Wyciągnęła dość ślamazarnie rękę w stronę czarnego kota, który jął wyciągać się z gracją tuż obok nadal zmożonej - całkiem ciężkim jak na siebie – snem Yamanaki, tak samo jak ona bezwstydnie korzystając z leniwych godzin wczesnoporannych. Prawdziwa sielanka. Idylla. Błogostan.
Coś jednak bardzo szybko przestało grać. Dziewczyna drgnęła niespokojnie, zaciskając nerwowo rękę na ciemnym futrze kociska, które błyskawicznie zaoponowało donośnym miauknięciem i wyślizgnięciem się zwinnie spod ciężkich rąk nadal nieprzytomnego ciała. Nie zdążyła nawet otworzyć ślepi, gdy intuicja nakazała jej jak najprędzej doprowadzić się do stanu względnej używalności. Zmącony snem umysł Inoyu nie zdążył przypomnieć jej, że przecież wczoraj – z własnej woli! – przyprowadziła gościa do swoich domowych pieleszy.
Nie można odmówić Inoyu odrobiny paranoi. Nie była pewna, czy wyczuwanie ognisk chakry jest dla niej błogosławieństwem czy przekleństwem; zawsze miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją bezczelnie obserwuje. Nie była nawet w stanie wskazać kto. I skąd. I po co. Ale, cóż, trudno nie mieć takiego wrażenia, gdy pieczołowicie i konsekwentnie ów przeświadczenie zostaje wpojone do tej dziecięcej, naiwnej łepetyny przez własnych rodzicieli. Powinna oduczyć się nadużywania własnych umiejętności. Zbyt łatwo ją… Przestraszyć.
Wygrzebała się niezdarnie z pościeli, przy okazji zataczając się kilkakrotnie i próbując jakkolwiek ratować przed upadkiem poprzez podpieranie się na oślep o przypadkowe meble, które mijała w drodze do swojego głównego celu.
Włożywszy całą swoją nikłą siłę zaspanego człowieka w rozsunięcie drzwi od własnej sypialni, wparowała pewnym krokiem do większego pomieszczenia, taksując uważnym spojrzeniem każdy najmniejszy szczegół, każdy detal. Dopiero, gdy jej bystre oczyska wyłapały świeżutką niczym poranna rosa Shikatsu, wypuściła z niemal całkowicie zaciśniętych warg powietrze, wplatając palce w pokołtunione, jasne włosie. Powinna zacząć się leczyć? Czasem, przez krótki moment, miała wrażenie, że, owszem, coś może być z nią nie tak. Nie trwało to zbyt długo - buchające ego dziewczyny szybko niwelowało jakiekolwiek wątpliwości co do niezaprzeczalnej doskonałości jej osoby.

- Ugh. Nie strasz mnie tak. – wybełkotała, nie wiedząc do końca, czy jest bardziej oburzona, czy zażenowana. Gdzieś tam w środeczku miała pełną świadomość, że to trochę niemiłe tak opierdalać własnego gościa wraz z pierwszymi promykami słońca, no ale co biedna Inoyu może z tym zrobić, skoro słowo się rzekło? Musi już z tym żyć. Trudno.
W tym samym momencie dostrzegła też herbatę, którą Nara pofatygowała się zaparzyć. Mimochodem poprawiła swoje odzienie. Niby od niechcenia przeczesała włosy.

Zaiste, zapowiadał się długi, bardzo długi, ale i słoneczny dzień.
PH BANK KP #CF2929 ʕ•ᴥ•ʔ
Obrazek
Nigdy nie zapominaj:
Chodzimy nad piekłem
Oglądając kwiaty


· 鹿 · 蝶
Avatar użytkownika

Inoyū
 
Posty: 30
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 16:55
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wielki kunai na grzbiecie, torba na biodrze, rękawiczki z blaszkami.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG: 6685228
Multikonta:

Następna strona

Powrót do Domy mieszkalne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość